Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Czy powinnam udać się do terapeuty, po dynamicznym dzieciństwie? Miałam różne zachowania.

Dzień dobry, ja mam pytanie na temat moje dzieciństwa. Jak chodzilam do klasy podstawowej byłam bardzo trudnym dzieckiem. Ciełam się, pisałam listy samobójcze, dużo złych akcji odwalałam. Nawet prześładowałam nauczycielke poza szkołą, bo wymyśliłam sobie, że to moja mama. Po wyjścu z tej szkoły oczywiście wszystko już było okej. Chciałabym dowiedzieć sie co wpłyneło na to, że miałam takie zachowania i czy powinnam udać się z tym do terapeuty.
Anna Martyniuk-Białecka

Anna Martyniuk-Białecka

Do odpowiedzi na pytanie, co wpłynęło na rozwinięcie się u Pani takich zachowań, potrzeba by zebrać szczegółowy wywiad, być może wykonać jakieś testy psychologiczne. Rozmowa z psychologiem, czy terapeutą to dobry pomysł. :)

Pozdrawiam serdecznie,
psycholog Anna Martyniuk-Białecka

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Aleksandra Działo

Aleksandra Działo

Dzień dobry,

Oczywiście, jeśli czuje się Pani gotowa na pracę terapeutyczną, warto iść do terapeuty. Warto wcześniej odpowiedzieć sobie na pytania o gotowość do terapii. Myślę, że dobrym pomysłem będzie zastanowienie się nad tym, o czym chciałaby Pani porozmawiać i na czym by Pani zależało. Taką pomocą może być na przykład poradnik albo strona internetowa na temat psychoterapii. Osobiście znam i polecam krótkiego e-booka na ten temat, stworzony przy udziale merytorycznym certyfikowanych psychoterapeutów „Co z tą terapią?”. Jest dostępny do pobrania za darmo pod tym adresem: https://redlipstickmonster.pl/produkt/co-z-ta-terapia/

Nasze dzieciństwo i pierwsze doświadczenia mają olbrzymi wpływ na nasze funkcjonowanie w dorosłym życiu. Jeśli więc zależy Pani na poprawie komfortu życia, warto rozważyć kontakt ze specjalistą.

Życzę powodzenia w dalszych poszukiwaniach i pozdrawiam, Aleksandra Działo

Joanna Łucka

Joanna Łucka

Dzień dobry, 

Szanowna Pani, pisze Pani, że w okresie szkoły podstawowej była trudnym dzieckiem, co wskazywać może, że to innym osobom było z Panią trudno czy niekomfortowo. Jednak z Pani opisu wynika, że to przede wszystkim dla Pani był przykry i wymagający wielu zasobów okres życia. 

Wszelkie przejawy autodestrukcyjności (jak np. cięcie się czy myśli, plany, próby samobójcze) są istotnym objawem niebagatelnych trudności w sferze psychicznej. U dzieci i nastolatków wynikają one niejednokrotnie z trudności w relacjach z rodzicami i/lub rówieśnikami. Myślę, że to, co dziś nazywa Pani prześladowaniem nauczycielki realnie mogło wynikać chociażby z tęsknoty za bliską, bezpieczną relacją. 
Ale tak jak Pani wspomina - większe zrozumienie dla swojej historii i genezy ówczesnych trudności może znaleźć Pani podczas psychoterapii. Na podstawie krótkiej wiadomości żaden specjalista nie jest w stanie wyciągnąć rzetelnych i pewnych wniosków. 

Zastanawia się Pani, czy powinna udać się do terapeuty. Warto rozważyć, czy tamte wydarzenia i doświadczenia w Pani ocenie wpływają na Pani stan, samopoczucie, dzisiejsze przeżycia - lub czy często wraca Pani myślami do tamtych czasów, co powoduje dyskomfort. Jeśli któreś z wcześniej wymienionych występuje, to warto udać się na konsultację psychoterapeutyczną. 
Jeśli będzie szukała Pani odpowiedniego nurtu, to na podstawie opisu - w miarę możliwości - warto spróbować spotkań w nurcie psychodynamicznym.

Życzę Pani wszystkiego dobrego! 
Pozdrawiam serdecznie
Joanna Łucka 
psycholożka 

terapia czy psycholog

Czy to moment na terapię lub wizytę u psychologa?

Zobacz podobne

Jak pokonać pętlę samo-sabotażu i ruszyć do przodu z planami?
Szlag mnie trafia z samym sobą, pomimo całej świadomości własnego umysłu. Wiem zresztą, że mogę się mylić, ale nie potrafię wyjść z pętli samo-sabotażu. Ojciec wysoko funkcjonujący alkoholik, kochał ale pasem wybijał głupie pomysły, jednocześnie nieświadomie zrobił mi to samo co jego ojciec jemu - wmawiał mi że jestem głupi i tak też się czułem. Zresztą mam do dzisiaj tego głupca w sobie a w postępowaniu jestem bardzo ucieczkowy i mam tak od kiedy pamiętam. Matka adhd i patrząca raczej na siebie, ja zostawiony samopas w dzieciństwie. Po 2 latach terapii wiem, że zostało we mnie mocno wbijane "to się nie uda", "jestem niechciany" a w sytuacjach gdy zaczynam być przebodźcowany zalew negatywnych myśli względem samego siebie. Cud, że zacząłem te myśli jakkolwiek zatrzymywać, przestałem w nie wierzyć ale przez grube lata sam siebie nienawidziłem i nadal nie wiem czemu pielęgnuję to uczucie w sobie. Działam adhdowo. Nie chcę nadawać etykietki, ale jednocześnie zrozumienie niektórych elementów ADHD pozwoliło mi trochę się rozruszać życiowo i przede wszystkim nie wpadać w bardzo ciemne miejsca. 2 lata terapii wyciągnęły mnie z epizodów depresyjnych i całkowitego paraliżu w działaniu. Ale boję się że coś się nie uda. Mam plan, wiem co mam robić, ale zaczęcie tego? Ucieczka granicząca z niemożliwością by cokolwiek ruszyć. Pomodoro pomaga, ale cały czas nawet nie wiem kiedy uciekam i nagle cały dzień jest stracony. Czuję, że mam gigantyczny hamulec i nie wiem co nim jest. Na tym etapie nie chcę nic już zrzucać na rodziców, wiem że to moja rola żeby samemu choć trochę behawioralnie wpłynąć na własne życie ale... Wracam ciągle do tego samego punktu. Niby do przodu, ale szlag mnie trafia bo muszę robić naprawdę niezłe fikołki w głowie żeby sobie udowodnić że rzeczywiście tak jest. Zapisywanie? Super działało, dobrze wiem że jeśli codziennie bym to robił byłbym w innym miejscu. Medytacja? Super działała, gdybym utrzymał tę rutynę byłbym w innym miejscu w życiu. Ćwiczenia, odpowiednie odżywianie? Też świetnie działa, w im lepszej kondycji jestem tym lepiej czuję się na umyśle. I ja chce to wszystko robić. Ale finalnie odpadam i nie robię. ANI JEDNEJ Z TYCH RZECZY, CHOĆ WIEM ŻE TO ONE RUSZYŁYBY MNIE DO PRZODU. To jest tak proste i jednocześnie tak niemożliwe dla mnie i nie wiem czemu. Wstań, zero smartfona. Kilka minut uważności własnego działa, oddychaj. Rozruszaj się, poćwicz, choć raz podciągnij się na drążku i zacznij. Zero rozpraszaczy, zacznij dobrze poranek. Zapisz swoje myśli, najlepiej rano. A jeśli się nie uda napisz w tym dniu cokolwiek. Napisz za co jesteś wdzięczny. Bądź tu i teraz. Tyle. I i tak tego nie robię, nie mówiąc już o firmowych możliwościach które są związane stricte ze mną samym - planów pełno, realizacji praktycznie zero. Zabiorę się na początku póki mam z tego dopaminę, później porzucam. Szlag mnie trafia i choć wiem co mam zrobić, nie robię tego. WIĘC CO MAM ZROBIĆ? Zwiększać dawki leków? Ileż można, od roku na nich jestem (bupropion + concerta 18 + lamitrin - to dzięki nim nie mam totalnych spadków o porankach które powodowały czarną dziurę) Muszę tu zadziałać behawioralnie i nie wiem co mam zrobić, jak pokierować własny umysł żeby behawioralnie przestać się kopać sam ze sobą - bo to póki co jest taka smoła że nie mogę przez to przejść. Szukam osoby we Wrocławiu która mi pomoże z tym problemem. Bo mam dość bycia w tym miejscu i chciałbym ruszyć do przodu.
Skuteczne metody nauki do egzaminu ósmoklasisty i unikanie wypalenia
Jak się skutecznie uczyć do egzaminu ósmoklasisty i się nie wypalić ?
Jak radzić sobie z jąkaniem w sytuacjach stresowych, gdy natrętne myśli utrudniają płynność mowy
Dzień dobry! Mam problem z jąkaniem. Problem jest w psychice, bo gdy na przykład czytam na głos albo prowadzę korepetycje, mówię czysto. Jednak w innych sytuacjach nie mogę się pozbyć natrętnych myśli o tym, że zaraz zacznę się jąkać, że ktoś mi przerwie i się zacinam, czasem nawet bardzo. Są jednak sytuacje, że to mi mija i mówię płynnie. Czy jest na to jakiś sposób?
Czuję samotność, poczucie zmarnowanej młodości. Wyobrażałam sobie studia dzienne, akademik, znajomości, a nie mam tego.

Hej, chciałabym porozmawiać z kimś, kto może zmaga lub zmagał się z podobnym problemem. 

Aktualnie mam 22 lata, studiuje zaocznie psychologię na 3 roku i bardzo lubię moje studia, wiąże z nimi przyszłość. Marzyłam o studiach dziennych, mieszkaniu w akademiku, życiu studenckim, poznaniu mnóstwa przyjaciół, znalezieniu pracy dorywczej i próbie usamodzielnienia się. Moje życie jednak nie potoczyło się tak jak chciałam, matura nie poszła mi tak jak oczekiwałam, więc musiałam zrobić sobie rok przerwy, podczas którego pracowałam i poprawiłam maturę, aby dostać się na wymarzony kierunek. Jednak nie udało mi się dostać na kierunek dziennie, więc zdecydowałam, że pójdę zaocznie. Nie chciałam już zmieniać trybu, bo naprawdę mi to odpowiadało, ale dalej miałam trochę żal do siebie, że marnuje swoje młode życie i będę żałować. W tygodniu praca, w której nie było osób w moim wieku, więc trudno było tam nawiązać kontakty towarzyskie, a ze znajomymi z poprzednich lat nie mam już kontaktu, więc czułam bardzo dużą samotność i rutynę. Z ludźmi widziałam się tylko w weekend, ale nie nawiązaliśmy jakiegoś głębszego kontaktu. 

Zazdroszczę mojej przyjaciółce, że jej życie potoczyło się inaczej niż moje, ona dostała się na studia dzienne, mieszkała w akademiku, do tego pracowała dorywczo, ma paczkę przyjaciół. Ja czuję się o wiele gorsza, mieszkam z rodzicami, dojeżdżam, nie mam paczki przyjaciół i mam wrażenie, że już jest za późno na jakąkolwiek zmianę i bez sensu jest pchać się do akademika, jeśli mam zjazdy w weekend. Myślałam o podjęciu pracy w mieście i mieszkaniu w akademiku, ale nie wiem, czy to nie jest takie "na siłę".

 Chciałabym znaleźć jakieś rozwiązanie sensowne dla siebie i porozmawiać z kimś, mającym różne doświadczenia, żeby jakoś spróbować zmienić perspektywę i swoje myślenie, ponieważ cały czas to do mnie wraca i mnie dołuje przez to. Czuję się beznadziejna...mam wrażenie, że zawsze już będę sama...

Jak zaakceptować samotność i poczucie bycia przegrywem w życiu?
Jak zaakceptować bycie przegrywem i że będę sam całe życie.Odkad poddałem prawo jazdy po 8 nieudanych razach z 4 lata temu zdałem sobie sprawę że jako mężczyzna zawiodłem. Nie mam siły na nic i tylko wiem że po prostu nic nie osiągnąłem. Wiem że będę sam całe życie i przegrywem. Do tej pory pracuję w tej samej pracy od 4 lat jako pomocnik drukarza i myje jakieś rakle sita itp. i nie osiągnąłem nic mam zero perspektyw planu niczego mieszkam wciąż z rodzicami i wiem że jestem nikim. Mam już 23 lata i czuję że będzie tylko gorzej przez chwilę jedyna rzecz co mi pomagała to leczenie zębów u ortodonty to dawało mi jakąś cichą nadzieję że coś robię ale to za mało prawda jest taka że nie jest to żadne osiągnięcie a inni studiują osiągają robią coś. Dobrze że przynajmniej kobiety omijam są mądrzejsze lepsze więc wole unikać kontaktu z nimi już raz byłem wyśmiany więc teraz przynajmniej znam swoje miejsce. Wiec jak zaakceptować bycie przegrywem i samemu i to że jestem prawiczkiem jako mężczyzna po prostu jest to tez wstyd i obciach bo co by nie było żadna normalna kobieta nie chce frajera takiego jak ja?
Stress

Stres - przyczyny, objawy i skutki oraz jak sobie z nim radzić?

Stres to nieodłączny element życia, ale można nim zarządzać. Zrozumienie jego mechanizmów i rodzajów oraz nauka skutecznych metod radzenia sobie z nim poprawia jakość życia. Artykuł omawia naturę stresu, jego typy i fazy.