
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Dzień dobry, ...
WZ
TwójPsycholog
Dzień dobry,
widzę, że trudno Pani poradzić sobie z poczuciem bycia niezrozumianą, niesprawiedliwie posądzaną o kłamstwo, a także z frustracją i bezsilnością wobec tego, że partnerka nie postrzega rzeczywistości tak, jakby Pani tego potrzebowała. Ponieważ czekała Pani na odpowiedź, jestem ciekawa, jak udało się Pani poradzić sobie w tym czasie/ czasie oczekiwania na terapie. Faktycznie Pani terapia wydaje się być najlepszym miejscem do zajmowania się takimi uczuciami! Pisze Pani, że partnerka w terapii pracuje m.in. nad swoją zazdrością, a ja zastanawiam się jak Pani sobie z tą jej zazdrością radzi. Z tego krótkiego opisu widzę bowiem, że przysparza to Paniom sporo kłopotów w związku. Nie wiem też, czy o jakiś termin psychologiczny tu chodzi, czy raczej o to, że pewnie przeżywa Pani dużo złości wobec tego, że mimo kilku rozmów partnerka nie widzi Pani perspektywy. W dużej mierze dlatego, że nie daje jej Pani do końca przedstawić. Mimo szczegółowego opisu sytuacji brak wielu danych potrzebnych do dalszego diagnozowania, z czego może wynikać zachowanie Pani partnerki. Ale fakt, że obie Panie jesteście w terapiach, z pewnością będzie bardzo pomocny. Psychoterapia to proces, może więc za jakiś czas jej efekty dla Pani partnerki będą bardziej odczuwalne. Pozdrawiam i powodzenia.

Zobacz podobne
Dzień dobry, Jestem na rozdrożu.
Związałem się przed 6 laty z kobietą, która ma dziecko, obecnie 10-letnią dziewczynkę. Jesteśmy taką trochę patchworkową rodziną. Ja mam 40 lat, partnerka 35. Mieszkamy razem, kochamy się. Mała ma kontakt z ojcem, mnie traktuje bardzo dobrze. Ponieważ partnerka pracuje w korporacji, gdzie bardzo dobrze zarabia, ale też i długo pracuje, to ja odbieram jej córkę ze szkoły, gotuję obiady, pomagam w lekcjach. Z biologicznym ojcem też nie ma problemu, jest on obecny w życiu dziewczynki, chociaż założył nową rodzinę i ma kolejne dzieci.
Ja mam więcej czasu, bo wykonuję wolny zawód, ale też finansowo jestem niezależny. Jest jednak inny problem, bo zawsze marzyłem o rodzinie tzn. żonie i własnym dziecku i czuję, że zbliżam się nieuchronnie do momentu, gdy będę zmuszony podjąć trudną decyzję. Z partnerką ten temat był obecny od dawna. Na początkach naszej znajomości twierdziła, że bardzo chce mieć kolejne dziecko, bo sami byliśmy jedynakami i wiemy, że jak to było smutne. Chciała jednak chwilę poczekać, jak się nasza znajomość rozwinie, co dla mnie zrozumiałe.
Ja zresztą też nie chciałbym tak od razu. Nasz związek jest bardzo dobry, kochamy się, okazujemy dużo czułości i wsparcia, jesteśmy pokrewnymi duszami. Już od dłuższego czasu rozmawiamy o przyszłości, budowie domu, wzięciu ślubu. Partnerka zaczęła jednak odwlekać temat dziecka i jestem mocno tym wszystkim podłamany. Na początku twierdziła, że chce skupić się na pracy, gdzie idzie jej bardzo dobrze, jest jeszcze młoda i szkoda jej zostawić to, co osiągnęła, więc dziecko jeszcze chwilę może poczekać. Przed Świętami Bożego Narodzenia przeprosiła mnie i wyznała mi jednak szczerze, że nie chce już mieć więcej dzieci. Długo jej to zajęło i po prostu doszła do momentu, w którym jest w 100% przekonana, że więcej dzieci nie chce mieć. Jestem tym załamany, coś we mnie pękło, czuję się oszukany. W Sylwestra mieliśmy wielką kłótnię, do dzisiaj mamy ciche dni. Zaczyna we mnie też dojrzewać myśl o zakończeniu tej znajomości, bo widzę siebie za 20 lat jako całkowicie samotnego starego faceta. Życie jest nieprzewidywalne, możemy się za kilka lat rozstać, rodzice odejdą, partnerka może umrzeć, cokolwiek się może zdarzyć, a ja zostanę jak palec, bez rodziny.
Nie mam pojęcia jak to wszystko poukładać. Jeśli dojdzie do rozstania, co wydaje mi się dzisiaj nieuchronne, to jak małą do tego przygotować? Ta cała sytuacja mnie niszczy, nie mogę się skupić na niczym innym jak buszowaniu w internecie w poszukiwaniu odpowiedzi, przeglądam też ogłoszenia z mieszkaniami. Może jednak zostać i spróbować popracować na partnerką, aby zmieniła zdanie w tej kwestii, co wydaje mi się nierealne?

