Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak poradzić sobie ze stratą ukochanego zwierzaka i odzyskać kontrolę nad życiem?

W swoim życiu przeżyłem już naprawdę wiele upadków, bólu, cierpienia. Nie chodzi tu jednak o rywalizację kto miał gorzej. Fakt jest taki, że każdy z nas coś w swoim życiu przeżył, każdy przeżywa coś inaczej i radzi sobie na swój sposób z trudnościami w życiu. Niestety wtorek okazał się dniem, który złamał mnie na kawałki. Kiedy musiałem podjąć najtrudniejszą decyzję w swoim życiu i po trzynastu latach pożegnać moją najukochańszą psinkę, tym bardziej że od kilku lat praktycznie tylko ją miałem w swoim życiu i była całym moim światem. Miałem ją od małego, kiedy to adoptowałam ją ze schroniska, od szczeniaka, gdy miała zaledwie 3 miesiące. Rozstanie z nią tak wyczerpało mnie emocjonalnie, że w czwartek wieczorem po pracy włączyłem sobie pranie, potem laptopa. Ale tak mnie zmuliło, że musiałem się zdrzemnąć z godzinkę, dwie. Ta drzemka jednak okazała się tak twarda i długa, że obudziłem się dopiero w piątek rano, tak jak się położyłem w czwartek po pracy w ciuchach. Jedno szczęście że nie zaspałem do pracy, bo akurat wczoraj, w piątek miałem na godzinę jedenastą ortopedę i dopiero po wizycie u lekarza jechałem jeszcze na kilka godzin do pracy.... Z kolei wczoraj po pracy posiedziałem trochę na necie, a spać poszedłem równo o północy. Tak jak z reguły chodzę spać codziennie. Dziś przy sobocie gdyby kolega około 13:30 nie obudził mnie telefonem, to nie wiem do której bym spał i o której sam bym się "wybudził" z tego snu... Czuję jakbym po stracie mojego pieska stracił częściowo kontakt z rzeczywistością i kontrolę nad życiem...Jak sobie z tym poradzić? Jak pogodzić się z jej odejściem?
User Forum

Rufi

9 miesięcy temu
Justyna Bejmert

Justyna Bejmert

Dzień dobry, 

 

Pana słowa są bardzo poruszające i pełne miłości. Strata ukochanego psa — tym bardziej takiego, który był z Panem przez trzynaście lat i był całym światem — to coś więcej niż pożegnanie ze zwierzęciem. To żałoba po bliskiej istocie, codziennej obecności, lojalności i bezwarunkowej miłości. Taka strata naprawdę potrafi złamać serce i zaburzyć codzienne funkcjonowanie.

 

To, że czuje się Pan oderwany od rzeczywistości, śpi dłużej, czuje się jakby na autopilocie — to są bardzo naturalne reakcje na głęboki ból. Organizm broni się, psychika próbuje znaleźć bezpieczne miejsce, by pomieścić ten smutek. Pan nie „traci kontroli” — Pan przeżywa stratę i próbuje się odnaleźć bez tej relacji, która była ogromnym źródłem ciepła i sensu.

 

Proszę być dla siebie łagodnym. Żałoba to proces — czasem długa droga, w której dni są nierówne. Czasem pomaga zapisać wspomnienia, obejrzeć zdjęcia, nadać znaczenie tej relacji — nawet zapalić świeczkę, porozmawiać z kimś, kto naprawdę wysłucha bez oceniania. Jeśli czuje Pan, że trudno wrócić do rytmu, warto też pomyśleć o rozmowie z psychologiem — nie dlatego, że „coś jest nie tak”, ale dlatego, że strata po prostu boli, a Pan nie musi być z tym sam.

 

Przesyłam dużo dobrych myśli,

Justyna Bejmert 

Psycholog

9 miesięcy temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Anna Martyniuk-Białecka

Anna Martyniuk-Białecka

Witaj Rufi,

 

Bardzo mi przykro z powodu Twojej straty. To, co przeżywasz, to głęboka i bardzo dotkliwa żałoba — i to zupełnie naturalna, ludzka reakcja na odejście kogoś, kto był bardzo bliski sercu. Zwierzęta, szczególnie te, które są z nami przez wiele lat, stają się częścią naszej rodziny, codzienności, rytmu życia. Ich strata może być równie bolesna jak śmierć człowieka — zwłaszcza jeśli jak wspominasz, były jedyną bezwarunkową obecnością przy nas w trudnych chwilach.
 

To, że czujesz się „odłączony”, śpisz długo i głęboko, masz trudność z funkcjonowaniem to oznaka wyczerpania emocjonalnego i szoku. Organizm reaguje w ten sposób na stratę, by dać sobie choć odrobinę ulgi. Przez jakiś czas może być trudniej, strata tak bliskiej istoty wymaga czasu — tygodni, miesięcy, czasem lat. Płacz, smutek, gniew, apatia — to wszystko są naturalne etapy żałoby. Podobnie jak teraz o tym napisałeś na forum, wyrażaj swoją stratę, pisz wspominaj, rozmawiaj, zapisuj - to może Ci urealnić i nazwać to, co się w Tobie dzieje. Warto dawać sobie jak najwięcej małych, najprostszych rzeczy - samoopieki. (spacer, prysznic, ulubiony posiłek inne).

Można też zastanowić się nad jakimś symbolicznym gestem, działaniem, które Ci pomoże sobie poradzić i pogodzić się stopniowo ze stratą - w jakiś sposób upamiętnić tego psiaka i Waszą więź. 

Jeśli czujesz, że Twoja żałoba Cię przytłacza, przedłuża się lub coś Cię w niej martwi, nie krępuj się porozmawiać z psychologiem czy psychoterapeutą, wielu z nas zdaje sobie sprawę, jak cennymi przyjaciółmi są psyjaciele. 

 

pozdrawiam

Anna Martyniuk-Białecka

9 miesięcy temu
Karolina Bobrowska

Karolina Bobrowska

Dzień dobry,

 

To, co Pan przeżywa to żałoba, czyli silny ból po stracie kogoś, kto był Panu niezwykle bliski. Po tylu latach wspólnego życia trudno nagle wrócić do rzeczywistości, jakby nic się nie stało. To zupełnie naturalne, że czuje się Pan rozbity, zmęczony, jakby stracił kontrolę nad sobą - to są objawy kryzysu. W takich chwilach ważne jest nie spychać tego w cień, nie udawać, że wszystko jest w porządku, ale poszukać dla siebie wsparcia - rozmowy, obecności, przestrzeni, w której będzie Pan mógł przeżyć to wszystko co się dzieje. Nie musi Pan przechodzić przez to sam. A jeśli po 2-3 tygodniach objawy nie zaczną spadać, warto skorzystać z wizyty u psychologa.

 

Pozdrawiam serdecznie
Karolina Bobrowska
psycholog

9 miesięcy temu
Katarzyna Kania-Bzdyl

Katarzyna Kania-Bzdyl

Drogi Rufi,

 

strata w postaci pożegnania swojego ukochanego psa może być równie silna jak utrata osoby. Pomimo, iż pies jest zwierzątkiem to często traktujemy to stworzonko jak członka rodziny: spędzamy z nim mnóstwo czasu, przywiązujemy się, obdarzamy go ciepłymi uczuciami. Bardzo mi przykro, że musiałeś doświadczyć takiego przeżycia. Pamiętaj, że otrzymałeś od swojego psa 13 lat jego obecności, a to cholerne szczęście! :) Nie myśl o nim w kontekście ostatnich wydarzeń, lecz wspominaj z nostalgią te wszystkie wspólne lata, które przynosiły Ci radość, spokój, ukojenie, spełnienie. 

 

To, że teraz czujesz się tym mocno przygnębiony i przytłoczony świadczy o Twojej ogromnej miłości względem niego. Płacz, jeśli tego potrzebujesz. Śpij, jeśli tego potrzebujesz. Tak wygląda żałoba. Mam dla Ciebie zadanie: proszę weź kartkę i długopis, usiądź w zaciszu domowym i napisz list do swojego pieska: wszystko to, co czujesz i myślisz, o tym jak tęsknisz i jak Ci go brakuje. Wyjmij z głowy wszystkie myśli. Pamiętaj, że Twój pies jest wciąż obecny w Twoim sercu. Zyskałeś Anioła Stróża nad sobą.

 

przytulam,

 

Katarzyna Kania-Bzdyl

9 miesięcy temu

Zobacz podobne

Dlaczego mój przyjaciel udaje rozmowy telefoniczne co 10 minut? Czy to oznaka problemów psychicznych?

Dzień dobry, 

mój przyjaciel lat 52 (znamy się od szkoły podstawowej) dziwnie się zachowuje. Odwiedza mnie np. w pracy lub w domu, rozmawiamy długo, zawsze mamy temat do rozmów, rozmawia też z moimi współpracownikami, z rodziną. Niby wszystko ok, ale zauważyłem, że ma nastawiony w telefonie budzik. 

Kiedy melodyjka zaczyna grać, bierze do ręki telefon i udaje, że rozmawia z kontrahentem. I tak co 10 minut. 

Odkryłem to niedawno, kiedy przez przypadek znalazłem się za jego plecami i zobaczyłem ekran telefonu. 

Nie za bardzo wiem, czy powinienem zareagować i porozmawiać z nim o tym? Czy to może być jakieś poważne zaburzenie psychiczne? 

Pozdrawiam - Maciej

Poczucie zdrady, samotności, żalu wobec przyjaciółki - ciężka sytuacja
Nie wiem od czego zacząć, nie lubię opowiadać o sobie.. Ogólnie jestem zamknięta w sobie, nieśmiała. Przeszłam 2 związki, które były nieudane, moje życie wyglądało na zasadzie praca, prysznic czasem jedzenie i najważniejsze łóżko i słuchawki, to był mój świat. Pracowałam za granicą i pewnego razu przyjechała grupka ludzi i była tam m.im ona Kasia, która była bardzo otwarta i tego jej zazdrościłam. Ciężko mi było przełamać się, ale z czasem się zaprzyjaźniłyśmy i jej zaufałam. Nie żałuję tego, bo wiele mnie nauczyła. Bywało ciężko, bo każdemu przeszkadzała nasza znajomość, śmiali się z nas obgadywali, ale przyjaźń była najważniejsza i żadna się nie poddała. Kasia była dla mnie, jak młodsza siostrzyczka, zawsze mi powtarzała, że przyjaźń na pierwszym miejscu, że nie pozwoli mi krzywdy zrobić, obiecywała dożywocie i czar prysł. Po 3 latach poznała jego, szybko się zakochała a ja to zaakceptowałam i wtedy wszystko się zaczęło. Przestała mieć czas dla mnie, 24h siedziała na telefonie. Przed pracą, w pracy, po pracy, ciągle on, zaczęły się kłótnie, wyzwiska, chciałam, żeby ona już do niego zjechała, żeby odeszła, ale ona zapewniała mnie, że jej na mnie zależy, że sobie życia beze mnie nie wyobraża i jakoś czas leciał. Miałyśmy do końca roku pracować za granicą, ale niestety miłość wygrała. Kasia nalegała, że chce do pl do niego, żebym wróciła z nią, bo mnie sama nie zostawi. Żebym poszła do tego samego miasta, co ona będzie mieszkała z nim i tak też zrobiłam, bo mnie zapewniali, że mi pomogą. Wynajęłam mieszkanie i poszłam za nią, bo mi cholernie zależało. Na początku było fajnie, codziennie się widywałyśmy, codziennie kawa zakupy itd. Wspólna praca, wyjazdy we trójkę. Nagle wszystko zaczęło się sypać, zaczęły się z jej strony kłamstwa, na początku malutkie, a później coraz większe. Ale wybaczałam, bo mi zależało.. Później się dowiedziałam, że chcą wziąć kredyt i tu był haczyk, bo muszą być małżeństwem. Po roku czasu znajomości były zaręczyny i w tym momencie wszystko się posypało, później szybki ślub. Codziennie były kłótnie, każda powiedziała kilka słów za dużo, ale ja zachowałam je dla siebie, a Kasia powiedziała wszystko swojemu mężowi. Byłam jego ulubioną szwagierką, a teraz mnie traktuje jak śmiecia, nic mu nie zrobiłam, nie powiedziałam słowa na niego, a on jest najbardziej obrażony i dał Kasi warunek, że ma być mnie mniej a ona po prostu to zaakceptowała. Nie odzywała się, powiedziała, że chce czasu. Ja się załamałam.. I to trwa tak 7 tydzień, nie śpię, cały czas płaczę, mam ataki paniki. Zostałam sama w czterech ścianach, ta pustka mnie zabija. Zaufałam jej a ona mnie zdradziła, skrzywdziła i najgorsze jest to, że ona nie chce ze mną rozmawiać, bo twierdzi, że ja ją obwiniam o wszystko, że to jej wina a siebie nie widzę, tylko że ja jej nigdy nie okłamałam, byłam na każde zawołanie. Byli pierwszy raz u mnie od 6tyg i jest dystans, mam ogromny żal do niego, że mnie potraktował jak śmiecia. Tak mi cholernie zależy, ale mam dość cierpienia, nie wiem, co robić, wcześniej mi i Kasi nie brakowało tematów do rozmów, jedna mogła liczyć na drugą, a teraz nie ma tego, drugi dzień ona się nie odzywa. A ja siedzę w czterech ścianach, nie jem, nie śpię tylko ciągle płaczę. Żyć mi się nie chce, mam myśli samobójcze. Co mam robić, kiedy mi zależy, nie wyobrażam sobie życia bez mojej siostrzyczki, nie potrafię wybaczyć zdrady, serce mi pękło.
Czy kontynuacja już indywidualnie terapii po terapii małżeńskiej jest ok?

Mam pytanie- zakończyliśmy z mężem terapię małżeńska , z skutkiem pozytywnym 🙂 Natomiast pani psycholog stwierdziła, że powinnam przepracować kilka tematów z dzieciństwa i zaproponowała, że już po zakończonej terapii małżeńskiej mogę spotkać się indywidualnie. Czy to jest ok?

Czy korzystanie z cudzej motywacji to niedozwolona pomoc czy zniekształcenie poznawcze?

Czy rozważania na temat tego, czy jakaś pomoc od innych lub motywacja czerpana z przebywania z ludźmi, lub czerpanie motywacji do innych działań z działania, które być może powinno być realizowane w innym czasie, to formy niedozwolonej pomocy, z których nie należy korzystać? Czy raczej, jeżeli ktoś ma takie rozważania i sabotuje przez nie swoje życie, obawiając się, że jak coś osiągnie to przez tę "niedozwoloną" pomóc to są to jakieś zniekształcenia poznawcze lub inne zaburzenia i nie należy takich myśli przestrzegać?

Frapuje mnie, czy to normalne, że przed zaśnięciem bądź w środku nocy doświadczam stanu „wybudzenia”, ale takiego chwilowego.
Dobry wieczór, Frapuje mnie, czy to normalne, że przed zaśnięciem bądź w środku nocy doświadczam stanu „wybudzenia”, ale takiego chwilowego. Podczas którego widzę dość wyraźnie przy swoim łóżku znajome mi osoby/postacie z życia codziennego, z którymi kiedyś pracowałam, albo które po prostu znam, patrzące się na mnie (nie mam z nimi styczności na co dzień). Bądź kręcące się w kółka (na suficie) pałeczki do gry na perkusji, albo robale, albo wbite w sufit kawałki szyb, które dematerializują się po chwili mojego wpatrywania się w nie? Tym zdarzeniom towarzyszy mój głośny sprzeciw, wyganianie, często przekleństwa, bo jestem zła, że nie dają mi spać, w pierwszych chwilach pojawia się też lęk. Czasem zdarza się, że usiądę szybko na łóżku, a czasem po prostu leżę, ale mogę ruszać rękami, oczami i głową… jestem w pełni świadoma. Nie zażywam żadnych narkotyków, alkohol piję sporadycznie… próbowałam brać melatoninę przed snem, ale nie pomagała za bardzo. Nie piszę tego również dla żadnego żartu, bo nie uważam żeby było to śmieszne. Bardziej krępujące. Nie wspominałam nikomu o swoich „przygodach” w nocy. Po prostu mnie zastanawia dlaczego nie mogę spać jak normalny człowiek.
zdrada

Zdrada – przyczyny, skutki i jak sobie z nią radzić?

Zdrada to głębokie naruszenie zaufania w związku, występujące w formie fizycznej lub emocjonalnej. Powoduje trwałe rany psychiczne u obu partnerów. Analizujemy przyczyny zdrad, ich konsekwencje oraz metody odbudowy relacji po takim doświadczeniu.