Left ArrowWstecz

Czy normalne jest, że podróżowanie mnie męczy i wole unikać przebodźcowania?

Dzień dobry, Czy normalnym jest, że męczy mnie podróżowanie i nie potrzebuję go? Większość ludzi bardzo lubi to robić i robi to często, a ja za każdym razem się męczę z powodu zbyt dużej liczby bodźców naokoło w takich sytuacjach. Wolę sytuacje, które nie wywołują u mnie "przebodźcowania".
User Forum

Anonimowo

2 miesiące temu
Lucio Pileggi

Lucio Pileggi

Tak, to absolutnie normalne mieć inne gusta i potrzeby niż inni. Jeżeli nie odczuwa Pan/Pani potrzeby podróżowania, to zasadniczo nie powinno stanowić problemu w Pana/Pani życiu.
Natomiast jeśli bardzo często doświadcza Pan/Pani przebodźcowania i przeszkadza to w codziennym funkcjonowaniu, albo jeśli porównywanie się z innymi staje się zbyt obciążające, może być dobrym pomysłem skorzystanie ze wsparcia specjalisty.

 

Serdecznie pozdrawiam,

Lucio Pileggi, Psycholog

2 miesiące temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Weronika Babiec

Weronika Babiec

Dzień dobry,
 

To, co Pani opisuje, jest jak najbardziej normalne i nie ma w tym nic niepokojącego. Ludzie mają bardzo różne potrzeby dotyczące stymulacji - niektórzy potrzebują dużo bodźców i zmian, aby czuć się dobrze, a inni funkcjonują lepiej w spokojniejszych, bardziej przewidywalnych środowiskach.
 

Męczenie się podczas podróżowania z powodu nadmiaru bodźców może wskazywać na większą wrażliwość sensoryczną lub po prostu preferencję dla bardziej spokojnych aktywności. Wiele osób doświadcza przebodźcowania w nowych miejscach. Nie oznacza to, że coś jest z Panią "nie tak". To po prostu oznacza, że ma Pani inne potrzeby niż osoby, które lubią podróże. Niektórzy ludzie czerpią energię z nowych doświadczeń, a inni potrzebują stabilności i spokoju, żeby się dobrze czuć.

Jeśli woli Pani spokojniejsze formy wypoczynku - to jest to całkowicie w porządku. Nie musi Pani robić tego ani lubić tego, co robią i lubią inni, jeśli to Panią męczy i nie sprawia radości.

Pozdrawiam ciepło!
Weronika Babiec,
Psycholożka, Terapeutka ACT

2 miesiące temu
Elza Grabińska

Elza Grabińska

W dzisiejszym świecie social mediów i łatwości dostępu do zajrzenia do życia innych ludzi, łatwo wpaść w "powinno się" i "nie powinno się". Lubienie lub nielubienie podróżowania to po prostu preferencja wynikająca z np. cech charakteru, nie coś, czym należałoby się martwić. Problem pojawia się wtedy, gdy ten fakt sprawia Panu/Pani dyskomfort lub wywołuje jakieś cierpienie, poczucie, że coś nas omija. Wtedy warto porozmawiać z kimś o przyczynach.

 

Wszystkiego dobrego,

Elza Grabińska, psycholog.

2 miesiące temu
Pamela Górska

Pamela Górska

Dzień dobry, jak najbardziej jest to normalne, jeżeli masz wrażliwy układ nerwowy. Nie każdy lubi podróże, które wiążą się z wieloma bodźcami jak i przeciążeniami zarówno psychicznymi jak i sensorycznymi. Zachęcam do konsultacji psychologicznych (najlepiej psycholog pracujący z osobami ASD), który pomoże znaleźć najlepsze propozycje na wyciszenie układu nerwowego w razie tego typu przeciążeń, które pomogą w regulacji, jak i przygotują na ewentualną podróż. 

Pozdrawiam, Pamela Górska Psycholog 

2 miesiące temu
Karolina Walczyk

Karolina Walczyk

Dzień dobry, brak potrzeby podróżowania i uczucie zmęczenia związane z nadmiarem bodźców podczas wyjazdów jest zupełnie naturalnym objawem. Każdy z nas ma inaczej, wyjaśnienie na to znajdziesz w indywidualnych różnicach funkcjonowania układu nerwowego każdego człowieka. Zadbaj o swój komfort sensoryczny i wybieraj aktywności zgodne z własnym temperamentem. Jak sama napisałaś wolisz sytuacje, które nie wywołują u Ciebie "przebodźcowania" - wsłuchaj się w siebie.

Serdecznie pozdrawiam,

Karolina Walczyk

Psycholog, Psychoterapeuta

2 miesiące temu
Iga Borkowska

Iga Borkowska

Dzień dobry, 
Ludzie różnią się między sobą co do tego, czego potrzebują, żeby czuć się dobrze, żeby mieć poczucie, że żyją. Jeśli nie mamy potrzeby podróżować, to czemu się do tego zmuszać? Z drugiej strony, jeśli tak naprawdę chcielibyśmy podróżować, ale coś nas przytłacza w podróżowaniu lub stresuje, zawsze możemy się temu przyjrzeć - co to jest, jak możemy sobie z tym poradzić?
Pozdrawiam serdecznie,  Iga Borkowska,  www.maturitas.pl

2 miesiące temu
Katarzyna Organ

Katarzyna Organ

Szanowna Pani

 

nie wszyscy z nas są tacy sami i może to być całkowicie okej, że nie lubi Pani podróżować, zwłaszcza jeśli budzi to u Pani przebodźcowanie. Są osoby, które najlepiej czują się w domu abo na krótkich, lokalnych wypadach i tak długo, jak dla danej osoby jest to dobre, tak długo jest to normalne. Pisze Pani, że nie potrzebuje Pani podróży, więc zakładam, że tak właśnie może być w Pani przypadku. Czasem warto się przyjrzeć, co tak na prawdę przebodźcowuje, być może warto zmienić rodzaj podróżowania i wypracować złoty środek?

 

z pozdrowieniami

Katarzyna Organ

psycholog, psychoterapeuta w trakcie szkolenia

2 miesiące temu
Klaudia Dynur

Klaudia Dynur

Dzień dobry,

chęć lub niechęć do podróżowania dotyczy cech indywidualnych każdej osoby, podobnie jak ilość bodźców, która powoduje przebodźcowanie. Być może wycieczki, na których był_ś do tej pory, były zbyt intensywne, stąd przebodźcowanie. Pytanie, czy niepodróżowanie ci przeszkadza? Jeśli nie, to jest to zupełnie w porządku. Jeśli z podróżowaniem związana jest np. twoja praca, wtedy warto poszukać technik, które pozwolą zmniejszyć przebodźcowanie, jak na przykład zaplanowanie odpoczynków podczas podróży.

 

Nie ma nic złego w tym, że nie lubimy tego, co inni lub tego, co aktualnie popularne :)

 

Pozdrawiam serdecznie

Klaudia Dynur

Psycholog

2 miesiące temu
Adam Gruźlewski

Adam Gruźlewski

Dzień dobry,

 

tak, to całkowicie normalne, że może Cię męczyć podróżowanie i zbyt duża liczba bodźców. Ludzie mają to do siebie, że posiadają różne osobowości, temperamenty, wrażliwość na bodźce. Jeśli nie jest to dla Ciebie źródłem cierpienia, to znaczy, że wszystko z Tobą w porządku. To co służy innym, niekoniecznie musi służyć nam.

 

Pozdrawiam

Adam Gruźlewski

psycholog, psychotraumatolog

2 miesiące temu
Katarzyna Świdzińska

Katarzyna Świdzińska

Tak, to zupełnie normalne. Każdy z nas ma inną tolerancję na bodźce, a i preferencje co do hobby się różnią. Moim zdaniem nie ma się o co martwić :) 

 

Pozdrawiam,

Katarzyna Świdzińska, Psycholog 

2 miesiące temu
Justyna Bejmert

Justyna Bejmert

Dzień dobry, to jak najbardziej normalne :) Nie każdy lubi podróżować. Jedni czerpią z tego energię, inni czują się zmęczeni nadmiarem bodźców i zmianą otoczenia. Ważne, żeby była Pani świadoma swoich potrzeb i wybierała to, co jest dla Pani źródłem odpoczynku i radości.

 

Pozdrawiam serdecznie,

Justyna Bejmert

Psycholog 

2 miesiące temu
Sylwia Harbacz-Mbengue

Sylwia Harbacz-Mbengue

Witaj,

tak, to co czujesz jest zupełnie normalne i wcale nie jest rzadkością. To, że masz potrzeby inne niż "większość" ludzi nie oznacza nic złego. Przebodźcowanie o ktorym piszesz może wynikać z dużej wrażliwości sensorycznej - takie osoby mają dużą wrażliwość na bodźce z zewnątrz. Pełna akceptacja swoich potrzeb i znalezienie sobie takich rzeczy które dają poczucie spokoju i komfortu będą bardzo pomocne.

 

Pozdrawiam 

Sylwia Harbacz-Mbengue 

Psycholog

 

2 miesiące temu
Karolina Rak

Karolina Rak

Dzień dobry,

 

Pozwól , że użyję  formy na "Ty", ze względu na brak informacji o płci. 

 

To zupełnie ludzkie, że mamy różne preferencje i nie wszyscy lubimy to samo. Z tego, co widzę w Twoim doświadczeniu podróże Cię przebodźcowują i nie ma w tym nic dziwnego. Przemieszczanie się zarówno autem jak i środkami transportu zbiorowego (w tym samolotami) może być bardzo męczące z różnych względów, do tego spotkanie się nowościami na miejscu nie musi być przyjemne dla wszystkich - nowe miejsce, w którym nie czujemy się  tak pewnie jak w domu, nowa kultura, inne jedzenie, ponadto sam fakt planowania podróży również może  wiązać się ze stresem u niektórych osób. Podróże na wielu płaszczyznach mogą być wyzwaniem, dla jednych jest to przyjemna stymulacja i możliwość  poczucia swojej sprawczości w mierzeniu się z czymś złożonym, a dla innych osób może być to nieprzyjemne, niepotrzeba narażanie się na stres. 

 

Na pewno warto zadać tez sobie kilka pytań - czy to coś nowego, że nie lubię podróży, a jeśli tak, z czego wzięła się ta zmiana? Czy podróże są dla mnie osobiście ważne? Po co podróżuję? Dla siebie i realizacji tego, co dla mnie istotne czy może ze względu na chęć dopasowania się do oczekiwań społecznych? Tu pomocne może być zadanie sobie pytania: czy gdybyś nikomu nie mógł powiedzieć, że byłeś w podróży to czy dalej byś pojechałx? Czy są inne rozrywki, które sprawiają Ci przyjemność? 

 

Jak widzisz ten temat ma wiele wątków i pewnie można by jeszcze długo zastanawiać się nad różnorodnymi pytaniami na ten temat. Jeśli czujesz, że chciałxbyś ten temat zgłębić, tworzy on konflikty w Twoich relacjach lub czujesz, że nagle utraciłeś zainteresowanie podróżami lub innymi zainteresowaniami, a dotychczasowe rozrywki nie dają Ci radości, polecam rozważyć kontakt z psychologiem. 

 

Pozdrawiam serdecznie,

Karolina Rak 

Psycholożka i psychoterapeutka in spe

 

2 miesiące temu
Ola Fikus

Ola Fikus

Dzień dobry,

z powyższego opisu wynika, że podróżowanie nie jest źródłem odpoczynku, a wręcz przeciwnie – wiąże się ze zmęczeniem z powodu nadmiaru bodźców.

Mamy różne poziomy wrażliwości na bodźce zewnętrzne. To, co dla jednej osoby jest przyjemnym doświadczeniem, dla innej może być wyzwaniem. To, że ktoś nie odczuwa potrzeby podróżowania lub czerpie większą przyjemność z innych aktywności, jest tak samo w porządku, jak to, że inni je lubią.

Najważniejsze jest, aby dbać o siebie i wybierać takie formy spędzania czasu, które faktycznie służą regeneracji. Warto wsłuchać się w swoje potrzeby.

Pozdrawiam 
Psycholożka Ola Fikus 
Pomagam dbać o zdrowie psychiczne w pracy 💚 

2 miesiące temu

Zobacz podobne

PTSD po nadużyciach seksualnych w dzieciństwie - zauważyłam, że karcę się za siebie za to, że czuję emocje, wracam do przykrych doświadczeń. Czy powinnam raczej sobie współczuć i przyjmować emocje, takie, jakie są?
Czy ja za dużo od siebie wymagam ? Mam 21 lat, w wieku 12 lat zostałam wykorzystana seksualnie przez mojego kuzyna . Byłam w takim wieku, że za bardzo nie byłam świadoma tego, co się stało... Nie wiedziałam, że to coś złego dopiero po latach to wszystko do mnie doszło... Wróciło, pojawiły się wspomnienia ,koszmary senne. W wieku 16 lat zdecydowałam się opowiedzieć o tym, co mnie spotkało . Sprawa trafiła do sądu a ja pod opiekę psychologa, później terapeutki .Terapeutka stwierdziła u mnie zespół stresu pourazowego, zaczęłam terapię .Moja terapia trwała dwa lata . Teraz żyję chwilą obecną ,staram się cieszyć życiem i małymi szczegółami .Czasami jednak zdarza się, że moje myśli uciekają do tamtych przykrych doświadczeń... Wtedy myślę o tym i pojawiaja się dużo emocji złość ,gniew ,smutek ,rozpacz do nienawiści, bardzo często złapałam się na tym, że gdzieś tam wyrzucam sobie w głębi to, że myślę o tamtych doświadczeniach oraz to, że towarzyszy im tyle emocji - w natłoku tych myśli karcę siebie za to, co czuję ,mówię sobie jak bardzo go nienawidzę za to, co mi zrobił . Mówię sobie, że przecież minęło tyle czasu, dlaczego czuję to, co czuję i już powinno mnie to nie ruszać itp czemu o tym myślę, wspominam, nie powinnam itp. Czuję w takich chwilach się bezsilna . Moja kuzynka twierdzi, że jestem za surowa dla siebie... Że to nie jest tak, że po takim wydarzeniu skończę terapię będzie wszystko super zawsze itp, że zakończę ten rozdział raz na zawsze itp, bo to dalej będzie część mnie i zamiast karcić się za to, co czuję to powinnam bardziej być dla siebie łagodniejsza ,współczująca, bo to trudne doświadczenie i twierdzi, że jak zacznę sobie współczuć zamiast surowo się traktować, będzie troszkę lepiej i łatwiej . Jak czuję, że emocje są - po prostu pozwolić je przeżyć a nie je blokować i mówić sobie jeszcze i być zła, że z powodu tamtego doświadczenia odczuwam jakieś emocje . Czy tak jest faktycznie ?
Jak poradzić sobie z utratą przyjaciół i konfliktami z rodziną po terapii

Po terapii straciłam przyjaciół, tracę znajomych, nie lubi mnie rodzina. Gdy im przytakiwałam, to byłam ok. A teraz jestem wyzywana za własne zdanie. Ojciec się gotuje, że mogę lubić inną partię polityczną (od razu nazywa mnie debilem), matka całe życie drze się, że ona ma gorzej, ona ma tak samo, że ja nic nie rozumiem, ona wie najlepiej... A jest tak tępa osoba, że nie potrafi zmienić baterii w budziku. Pół dnia ogląda filmy i gra w pasjansa. Znajomi przestali się odzywać, a jak mnie oszukują i mówię o tym wzrost, to wzbudza się w nich agresja. Z jednej strony czuje się dobrze. Z drugiej samotnie. Nie chcę być samotna, ale trudno mi po terapii zaufać komuś i mam niechęć do poznawania kolejnych fałszywych ludzi.

Czy psycholog powinien podsumować każdą wizytę?

Byłam dziś na 2 wizycie u Pani psycholog. 

Myślałam, że dziś w jakiś sposób podsumowuje to, o czym jej mówię. Jednak tego nie zrobiła, czy tak powinna przebiegać wizyta, że psycholog nie podsumowuje wizyt?

Mam 26 lat. Jestem mężczyzną. Potrzebuję pomocy. Straciłem chęci do życia.
Mam 26 lat. Jestem mężczyzną. Potrzebuję pomocy. Straciłem chęci do życia. Nie uważam, żebym był brzydki. Powiem więcej - podobam się sobie. Jednakże, nie czuję się atrakcyjny. Ukończyłem studia wyższe uzyskując tytuł magistra informatyki. Pracuję na ten moment, jako Tester oprogramowania. "Chciałbym" startować na stanowisko młodszego programisty. "Chciałbym" umieściłem w cudzysłowie, gdyż tak naprawdę nie wiem, czego chcę już. Nigdy nie chciałem być programistą. Na studia Informatyki poszedłem z braku innego pomysłu oraz presji. Wiem, że to dość typowy przypadek. Programowanie, po prostu, najbardziej mi się spodobało ze wszystkiego w trakcie studiów a dodatkowo jest to zawód raczej dobrze płatny. Moim zamiłowaniem jest muzyka, a konkretniej jestem gitarzystą. Zamiłowanie do instrumentu zaczęło się w gimnazjum. Szybko odkryłem, że mam ponad przeciętne predyspozycje (pragnę, żebyście mi tu uwierzyli, znam się na rzeczy). Kochałem komponować utwory, zawsze zależało mi, aby były złożone, pomysłowe i atrakcyjne dla muzyków (a przede wszystkim dla mnie) do grania. W ten sposób umiałem się uzewnętrzniać. Na studiach dostałem się do składu zespołu muzycznego. Chłopaki byli dla mnie jak druga rodzina. Zawsze jednak grałem trochę w innym klimacie niż oni. Jednakże osobiście uważałem, że nie gryzie się to z resztą, jako całokształt. Chłopaki zwykle byli innego zdania, więc musiałem walczyć o każdy swój pomysł, zazwyczaj wychodziłem zwycięsko i pomysł przechodził dalej. Czułem, że uczę się walczyć o swoje, co nigdy mi nie przychodziło z łatwością. Po około 3-4 latach kilka miesięcy po rozpoczętej pandemii, zaczynałem czuć się gorzej psychicznie. Czułem się tragicznie przez to, że staliśmy w miejscu. Brak występów, nagrane dopiero ze 3 kawałki (żaden z moich pomysłów) a mieliśmy ich więcej naprawdę porządnych i dopracowanych kawałków. Zacząłem naciskać, że powinniśmy iść do studia nagrywać resztę. Zaproponowałem nawet, że mogę za nas założyć na początek. Jednocześnie zdarzało mi się dziwnie izolować na próbach od reszty, z powodów problemów na tle psychicznym, co zaowocowało niedługo wyrzuceniem mnie z zespołu. Był to dla mnie straszliwy cios. Jakby sens mojego życia przestał istnieć. Płakałem, jak gdybym umierał i nie mógł nic zrobić. Od tamtej pory (minęły jakieś 3 lata) na przemian czuję się zmotywowany i przegrany tak, jak teraz. Na ten moment jestem w dwóch zespołach. W jednym gram 2 lata - kompletnie nie mój gatunek muzyczny, ale szedłem z założeniem, że może mi to pomóc kiedyś złożyć zespół jaki pragnę (poznam ludzi itp), lecz z każdą próbą czuję się gorzej, a nie umiem odejść. Drugi zespół od niedawna, podchodzę z dystansem i choć gatunek zdecydowanie bliższy mojemu to znowu widzę, że będę musiał walczyć o swoje pomysły. Mam swoje własne pomysły i strasznie ciężko mi jest znaleźć osoby, którym się to podoba i też jest to ich styl. Jak znajduję, to zazwyczaj nie udaje mi się do końca całej kapeli złożyć, dlatego najłatwiej mi jest próbować się dostawać do zespołów już kompletnych poszukujących gitarzysty (tak jak to było z tymi dwoma). Mam jeszcze inne pasje i boję się je wyjawić, gdyż jest to tak charakterystyczne połączenie, że jeśli ktoś z moich znajomych to przeczyta to od razu będzie wiedział, kto jest autorem. A wtedy prywatność zostanie naruszona. Więc powiem tylko tak, że jest to sport fizyczny indywidualny. Od dziecka chciałem to trenować, ale rodzice mnie nie zapisali. Dopiero na studiach sobie o tym przypomniałem. Jestem w topce w Polsce z dużymi szansami na mistrzostwo. Myślę o byciu instruktorem, jednakże jest to sport niszowy i pieniędzy z tego praktycznie nie ma. A na pewno nie dużych. Lubię się uczyć języków obcych. Zawsze sprawiało mi to frajdę. I mam też kilka innych hobby, ale nie chcę dla dyskrecji się tym dzielić. Nie mam dużo przyjaciół. Właściwie mam jednego, który jest introwertykiem i bardzo rzadko mam z nim kontakt. Czuję się bardzo samotny. Bardzo! Większość czasu spędzam sam. Jedyny kontakt z ludźmi mam na zajęciach dyscypliny sportowej, którą trenuję. Dziewczynę miałem raz w życiu, w liceum. Z początkiem studiów, oddaliliśmy się od siebie i mnie zostawiła. Bardzo cierpiałem wtedy, lecz po pół roku doszedłem do siebie. Czułem, że wiele mnie to nauczyło. Zdaje mi się, że nie umiem nawiązywać kontaktów z innymi ludźmi a przynajmniej do takiego stopnia, żeby chcieli być moimi przyjaciółmi. Raczej wszystko kończy się po prostu na dobrej znajomości. Odkąd pamiętam, mam złe stosunki z rodzicami. Ojciec prawie ze mną nie rozmawia. Przykro mi, że nie otrzymałem od nich większego wsparcia. Wielokrotnie mówiłem o tym, że co innego mi w duszy gra niż Informatyka i że cierpię studiując. Matka mi radziła, żeby to zdać dla bezpieczeństwa a potem pomyśleć o czymś innym. Inni moi znajomi co byli ze mną na kierunku odchodzili po pierwszym semestrze orientując się w tym jak studia wyglądają (przynajmniej na naszej uczelni). W tym momencie robią to co lubią a nie jest to wcale nic takiego. Część z moich z moich znajomych się nawet z tego śmiała, ja zawsze byłem jednak pod wrażeniem. Ja sam nie zdecydowałem się na odejście ze względu na to, że w przeciwieństwie do ów znajomych, co odeszli, mi dobrze szło na studiach. Zdawałem egzaminy. Zawsze sobie też stawiałem ambitne wyzwania. Myślę, że te rzeczy mnie powstrzymały. Wracając do rodziców, nie wspierali mnie w moich pasjach. Nie pomagali zrozumieć, że mogę robić w życiu to co lubię. (Jeden z moich znajomych jest zawodowym muzykiem - postawił na to po prostu, nie bał się). Więc ja zawsze się bałem postawić wszystko na moją pasję. Mam wrażenie, że brak kontaktów z ojcem, brak okazywania miłości z jego strony sprawił, że mam problemy w kontaktach między ludzkich (mam wrażenie, że skoro ja go nie ciekawię, to nikogo nie ciekawię). Wstydzę się też chwalić swoimi osiągnięciami, swoimi twórczościami. Po wyrzuceniu mnie z zespołu zacząłem chodzić na terapię do psychoterapeuty, czułem się na niej wielce nierozumiany i że jestem tam po to, żeby dawać pieniądze. Zmieniłem więc psychoterapeutę. Drugi raz czułem, że to strzał w dziesiątkę. Była to starsza już pani, ale czułem od niej ciepło i troskę. I faktycznie przez pewien czas czułem poprawę. Jednakże problemy moje wróciły ze zdwojoną siłą. Myślę, że starczy już. Sytuacja, w jakiej się teraz znajduję, jest taka, że nic a nic nie ma dla mnie już sensu. Mam 26 lat, a czuję się, jakbym miał już 60, jakby wszystkie drzwi się już przede mną zamknęły. jak w dniu świra, że ja jestem głównym bohaterem tego smutnego filmu. Że mój potencjał się już stracił. Muzykę, choć kocham, to nie mam już motywacji by to robić, straciłem nadzieję a bez tego czuję się jak bez tożsamości. Praca, sport, hobby, muzyka - wszystko dla mnie jest bez sensu. Choć nie chcę tego, myśli samobójcze przychodzą mi do głowy, i to mnie niepokoi. Bo wiem, że wizja samobójstwa mnie przeraża i nie chcę tego robić, ale kto wie do czego ból mnie doprowadzi. Bardzo, bardzo błagam o pomoc. Pozdrawiam, przepraszam, że takie długie
Współlokator, odkąd wszedł w związek, jest dla mnie nieobecny. Brakuje mi go, rozmowy nic nie dają.
Witam, chciałbym opowiedzieć historię osoby, z którą wynajmuję i trochę mnie wpędziła w problemy z własnym poczuciem wartości. Na potrzeby wypowiedzi przyjmijmy imię Michał. Znamy się już kilka miesięcy, a od ponad miesiąca mieszkamy ze sobą. Michał jest prostym chłopakiem, który ma problem, że jak zaczyna pić alkohol to mógłby codziennie, ale póki co jest czysty od tego. Nie tyka się już ponad trzy tygodnie. Niedawno wszedł w relację z dziewczyną starszą od siebie o 11 lat (on ma 20, ona 31). Uważa, że to miłość i każdą wolną chwilę chce z nią spędzić. Nie mogę się z nim nawet umówić, żeby pogadać czy coś, bo zaraz biegnie do niej, jak tylko Ania pstryknie palcami. Tak samo jak już coś ustaliliśmy to nagle plany się zmieniają, bo woli jej towarzystwo. Znają się zaledwie dwa miesiące, a od miesiąca się spotykają "w związku". Czuję się przez to trochę zaniedbany, nawet próbowałem mu to powiedzieć wprost - za każdym razem słyszę, że sobie wymyślam. Przyjąłem go do mieszkania, kiedy mama go wyrzuciła z domu po awanturze. Chciałbym czasami po prostu posiedzieć, pogadać i wyrzucić z siebie swoje problemy. Niestety, nie udaje mi się to, bo jedyny temat to właśnie Ania dla niego i wszystko, co z nią związane. Jednocześnie, oprócz mnie i niej nie ma nikogo ze znajomych. Chciałbym się może trochę wygadać, wyrzucić to z siebie, bo czuję się niekomfortowo w tej relacji ostatnimi czasy. Czy może faktycznie niepotrzebnie przesadzam?