Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak pozbyć się uczucia, że dla swoich rodziców jest się nic niewartym, że ich zawiedliśmy?

Witam. Nie da się w takim skrócie wszystkiego opisać, ale jak pozbyć się uczucia, że dla swoich rodziców jest się nic niewartym, że ich zawiedliśmy, ciągły żal do nich, że mnie nie kochają ?
Konrad Smolak

Konrad Smolak

Poczucie odrzucenia czy nieakceptacji przez rodziców jest jednym z silniejszych stresorów. Trudno po tak krótkim opisie oferować rozwiązanie - nie powiem nic zaskakującego, jeśli stwierdzę, że w podanej przez Pana/Panią kwestiii najlepszą byłaby psychoterapia, podczas której wspólnie z psychoterapeutą moglibyście znaleźć sposoby na opanowanie negatywnych przekonań czy też podjąć ewentualną rekonwalescencję relacji z rodzicami (i prawdopodobnie z innymi ważnymi dla siebie osobami).

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Agnieszka Matusiak

Agnieszka Matusiak

Moim zdaniem nie można się pozbyć tych uczuć  tak po prostu. Trzeba by przyjrzeć się im, najlepiej podczas terapii,  dlaczego w ogóle takie uczucia są, jaka jest ich historia, skąd i dokąd prowadzą? Czy to Pana/Pani odczucia (uczucia nas czasem oszukują) czy są jakieś zachowania rodziców,  które te emocje uruchamiają. Wychowywanie się w trudnej rodzinie generuje wiele przykrych emocji, które zostają z człowiekiem na lata. Trudno coś więcej powiedzieć, nie znając historii życia, konkretnych faktów itd dlatego zachęcam do skonsultowania się że specjalistą. Agnieszka Matusiak. 

Usunięty Specjalista_tka

Usunięty Specjalista_tka

Warto sobie zadać jedno z pytań zdrowego myślenia - “Czy moje myślenie jest oparte na faktach?”. Jeśli takie słowa padły w Twoją stronę, to masz prawo tak się czuć. Bycie niekochanym przez rodziców musi być bardzo trudne. Bolesne uczucia są naturalną reakcją człowieka na zranienie. Jeśli przybierają one formę natrętnych myśli, może spróbuj wyobrazić sobie, że stoisz w pokoju z dwojgiem drzwi. Następnie zobacz, jak te myśli wchodzą jednymi drzwiami i wychodzą drugimi. To wyobrażenie ułatwia puszczanie ich - myśli przychodzą i odchodzą. Za tymi myślami mogą stać pewne przekonania o sobie ("jestem nic niewarta/y), nad którymi warto by było popracować z psychoterapeutą/tką (np. w terapii poznawczo-behawioralnej).

Usunięty Specjalista_tka

dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Toksyczna siostra chce, żebym widziała ją częściej.

Witam. Opiszę swoją sytuację najlepiej jak umiem. 

Mieszkamy z siostrą blisko siebie, nie odwiedzam jej zbyt często tak bez okazji, tylko wtedy kiedy trzeba lub mnie o to poprosi. Ma o to do mnie pretensję, a ja nie czuje potrzeby, by często ją odwiedzać. Zwyczajnie nie chce mi się do niej po prostu chodzić. Sama to stwierdziła, a ja przyznałam jej rację, bo tak jest. 

Kiedy powiedziałam, że spróbuję zmienić swoje nawyki i odwiedzać ją częściej, spytałam ją czy możemy zacząć od początku, czy ma ochotę? Odpowiedziała, że już się przyzwyczaiła, że do niej nie przychodzę i żeby zostało tak jak jest. Czyli rzadkie odwiedzanie, jeśli mam odwiedzać ją na siłę. Powiedziałam do niej "ok. Próbowałam tylko później nie miej pretensji". 

Ja nie rozumiem jej punktu widzenia, a ona mojego. Poza tym moja siostra nie rozumie też drugiej mojej sytuacji. Mianowicie sądzi, że nie mam dzieci, bo boje się życia. (Mam inny powód, dla którego nie posiadam dzieci). Ona wylicza mi swoje obowiązki pisząc "...życie się toczy". U mnie też toczy się życie o czym jej wspomniałam - tylko bez dzieci. Moja mama też twierdzi podobnie, zacytuje "bo ty nie masz żadnych obowiązków". Czy to, że nie posiadam dzieci jest równoznaczne z tym, że nie mogę mieć obowiązków i bez tego? 

Nie mogę znieść myślenia mojej siostry, która przesiąkła schematem kobiety z ogromem obowiązków na głowie dziećmi i domem. Każda kobieta ma prawo żyć po swojemu czy to z dziećmi, czy bez nich. I to nie oznacza, że jest gorsza. Czy, że nie ma obowiązków. 

Kiedyś wyniknęła między mną a siostrą rozmowa -wiesz co ja nie chcę mieć dzieci -dlaczego -ponieważ w rodzinie jest ryzyko Aspergera lub autyzmu. Od strony męża dzieciaki to mają, a i u nas jest ryzyko. Nie czuję się na siłach by się z tym mierzyć. Sądziłam, że trochę zrozumiała. Po czasie dowiedziałam się, że rozmawiała na mój temat z mamą, zanim ja zdążyłam mamie w ogóle o tym powiedzieć. Byłam zła, bo jak mogła nie zostawić tego tematu mi. 

Uważam, że siostra jest toksyczną manipulatorką. Chce zrobić z siebie ofiarę mówiąc mi "kiedy mama pyta o ciebie, to uważasz, że mam jej nie opowiadać o tobie. Zastanów się". Tak brzmiała wiadomość. Nie zrozumiała, że to ona źle postąpiła - nie umie po prostu przyznawać się do błędów. Uważa, że to ona ma prawo pierwsza mówić o moich sprawach, nie pytając mnie o zdanie. 

W dzieciństwie często się kłóciłyśmy, byłyśmy pełne nienawiści wobec siebie i toksycznych zachowań. Ja w swoim życiu chce otaczać się fajnymi szczerymi osobami, a moja rodzina mi tego po prostu nie daje.

Relacja z mężczyzną, po przerwie kontakt niby jest, a niby nie. Gubię się w tym.
Dzień dobry, po raz pierwszy w życiu przechodzę przez podobne doświadczenia, bardzo będę wdzięczna za rzucenie światła na całą tą pokręconą sytuację. Bo nic w niej do niczego nie pasuje.. Na wakacjach we Włoszech poznałam przypadkiem Włocha, który okazał mi wiele zainteresowania i pomocy. Tak było od początku, jakby bez powodu. Najpierw jego zauroczenie, moje niedowierzanie, ale doszło do kolejnego spotkania po prawie pół roku kiedy pisał codziennie na dzień dobry, dobranoc i bardzo dbał o kontakt. Spotkanie cudowne. Na kolanach poprosił, bym została jego dziewczyną. Był wniebowzięty kiedy usłyszał "tak". Wiem, mężczyźni w Polsce mają inne standardy - chodzi tylko o szczere zadeklarowanie charakteru związku, które doceniłam, nie o romantyczne sceny, których u nas się nie praktykuje. Oczywiście od razu miał ochotę na seks, ale po moim nie, powiedział, że może czekać nawet rok. Nie trzymał rąk przy sobie, ale nie forsował też moich granic. Poprosił o kolejne spotkanie. Nastąpiło za 3 miesiące. Znów tak samo, próbował mnie zdobywać stuprocentową uwagą, dogadzaniem. Zaczęło mnie jednak martwić to, że kiedy przylatuję widujemy się tylko w jeden dzień weekendu, kiedy nie pracuje. Tak, to był mój wybór, żeby mieszkać w hotelu, bo przez te pierwsze dwie wizyty oferował mi pobyt w jego domu. Później już przyjął za standard, że sobie organizuję czas, a on ma go dla mnie w weekend. I tylko pytał, czy wynajęłam hotel, ale już nie proponował, żebym skorzystała z zaproszenia do domu. Mnie to już nie wystarczało, chciałam go widywać codziennie, spędzać z nim więcej czasu, poznawać. Fakt, ma pracę, która pochłania mu całe dnie, często też nocne dyżury. Ale sama świadomość, że on jest ciągle taki sam, bardzo szczery w swoich decyzjach, niezmienny w swoim podejściu do mnie, dawał mi przedziwną pewność, że to relacja wyjątkowa. Cały czas dbał też o kontakt. Nigdy nie pisałam pierwsza, tylko odpowiadałam. Pierwszych kilka dni razem spędziliśmy po roku. Miał urlop i widywaliśmy się codziennie. Nigdy nie nudziliśmy się ze sobą, to było jak takie małżeństwo od zawsze. Wtedy prosto z lotniska zabrał mnie na rodzinną imprezę. Przedstawił bliskim i przyjaciołom. Mimo że nie mówię po włosku, czułam się dobrze w tej rodzinie, a mój "fidanzato" (bo sam nazywał mnie fidanzatina") chwalił się mną i wszystkimi moimi atutami. Był też szarmancki i opiekuńczy. No i każda wizyta zakładała bliskość, choć nie godziłam się na seks. Wreszcie nie wytrzymał, zapytał "ile można czekać, potrzebuję cię" i bardziej z poczucia uczciwości niż z przekonania, raz pozwoliłam mu na przekroczenie moich granic. Nasza relacja trwała już wtedy rok. Nie było to to, czego chciał, ale się musiał zadowolić. Był raczej usatysfakcjonowany. Pożegnaliśmy się bardzo czule pod hotelem ostatniego dnia przed moim wylotem. I to był ostatni raz. Pisał jeszcze 2 miesiące, dzwonił również. Mówi po angielsku średnio, więc to była pewna trudność, ale nie zdawał się tym przejmować. Nawet jak tylko zadzwonił, by mi pomachać i dać wirtualnego całusa, było miło. Przy tej ostatniej wizycie u niego powiedziałam "kocham cię". Wtedy już wiedziałam, że to poważna sprawa. Kiedy to usłyszał, wydawał się zamyślony. Pisał jeszcze dwa miesiące i nagle przestał. Wtedy napisałam pierwsza, z pytaniem, czy wszystko w porządku. Nie odpisał. Po kilku dniach ponowiłam. Nie było odpowiedzi. Obiecałam, że przylecę za 3 miesiące. Tak się stało, miałam kupiony bilet. I odezwałam się będąc na miejscu. Zadzwonił natychmiast. Znów zaczął pisać. Przez trzy miesiące jak dawniej. Potem przeszłam osobistą tragedię. Odeszła najbliższa mi osoba. Był dla mnie ważnym wsparciem. Po kilku dniach znów milczał. Zabrało mi miesiąc, by się odezwać. I tak to trwa od tamtego czasu. To ja piszę pierwsza. Co jakiś czas, kilka dni, tydzień. On odpisuje natychmiast, albo wcale. Mimo moich trzech kolejnych wizyt w jego mieście, nie znalazł czasu, żeby się ze mną spotkać. Tak, bardzo otwarcie stawiał sprawę, stwierdzając, że chciałby bardzo, ale w weekend pracuje. Nie zrywa kontaktu, ale go nie inicjuje. A ponad wszystko, wydaje się ciągle taki sam. Serdeczny, zainteresowany moimi sprawami, tylko nieregularnie. Wiem, że dużo dla niego znaczyłam - słyszałam o małżeństwie, dzieciach, tak niby żartem, mimochodem. Teraz niby się mnie nie pozbywa - kiedy mam jakąś przykrość, problem, zaraz mnie podnosi na duchu dobrym słowem. Ale jeśli ja nie napiszę, on tego nie zrobi. O co w tym może chodzić? Minęło już ponad dwa lata. Zupełnie się gubię. Będę wdzięczna za wszelkie uwagi. Niestety, nie mogę o nim tak po prostu zapomnieć.
Jak wesprzeć męża w kryzysie psychicznym z myślami samobójczymi, gdy odmawia terapii?
Jak wesprzeć osobę w kryzysie psychicznym? Mąż w trakcie szczerej rozmowy powiedział, że od jakiegoś czasu ma myśli samobójcze i generalnie nie radzi sobie w 100% z tym, co dzieje się dookoła niego. Ma wrażenie, że nie daje z siebie tyle, ile powinien. Ja widzę, że od jakiegoś czasu jest bardziej rozdrażniony, rozgoryczony, a ja nie wiem jak mogę mu pomóc. Oboje mamy dużo obowiązków, ja z części rzeczy staram się go odciążać, ale sama też mam wiele zadań, więc na jego głowie też jest dużo (myślę, że na razie w tym temacie więcej nie bardzo możemy zrobić).Ze specjalistycznej pomocy nie chce skorzystać, mówi, że terapie i psycholodzy źle mu się kojarzą i nie widzi w tym żadnego sensu. Czy jest coś co mogłabym/powinnam zrobić w takiej sytuacji?
Jestem niespokojna-wybuchowa, zmienna, wiecznie zmieniam pracę i miejsce zamieszkania. Nie potrafię podjąć hobby czy być konsekwentną, bo rozpiera mnie różnorodność emocji. Nie radzę sobie.
Od kilku dobrych lat, od kiedy wyprowadziłam się z domu, cały czas się przeprowadzam. Ciągle zmieniam pracę. Jedyne co stałe to (o dziwo) mąż, za którego wyszłam dosyć spontanicznie, ale mam niezawodną intuicję i według mnie to jest to coś na całe życie. Brakuje mi cierpliwości, często płaczę, wybucham, nie mogę opanować złości. Nastrój mam bardzo różny i bardzo szybko się zmienia, zauważyłam to mniej więcej po 20 rż, mam 26 lat, z każdym rokiem mam wrażenie, że coraz bardziej tracę nad sobą i swoimi emocjami panowanie. Nie potrafię rozwinąć żadnego hobby, poddaję się przy pierwszej próbie. Nie wiem co o sobie myśleć, nie potrafię siebie opisać, mam wrażenie, że jestem bardzo różna albo nijaka. Nie wiem o co chodzi, ale moje zmienne nastroje i ciągła złość wywołana też moja niekonsekwencją znacznie utrudniają mi życie (mimo wszystko burzliwy związek, czasem jestem nieznośna i mam tego świadomość, ale nie potrafię się opanować w danej chwili) zarówno uczuciowe, ale zwłaszcza zawodowe. Pociągają mnie różne rzeczy, mam dużo pomysłów, których nie realizuję lub robię to w małym stopniu. Szukam rozwiązania, które pomoże żyć mi normalnie. Na tę chwilę sama się ze sobą męczę.
Mam wrażenie, że pomimo, że mieszkam i żyję z innymi osobami, nie czuję żadnego wsparcia
Mam wrażenie, że pomimo, że mieszkam i żyję z innymi osobami.. Nie czuję żadnego wsparcia, wręcz przeciwnie.. Ciągłe porównywanie, pretensje, krytyka.. zastanawiam się po co jestem tam potrzebna... skoro każdy mnie obraża itd..
zdrada

Zdrada – przyczyny, skutki i jak sobie z nią radzić?

Zdrada to głębokie naruszenie zaufania w związku, występujące w formie fizycznej lub emocjonalnej. Powoduje trwałe rany psychiczne u obu partnerów. Analizujemy przyczyny zdrad, ich konsekwencje oraz metody odbudowy relacji po takim doświadczeniu.