30 zł zniżki na pierwszą wizytę z kodem WIOSNA26

w ramach akcji #WychodziNamToNaDobre!

Wybierz specjalistę
Left ArrowWstecz
Jak sobie poradzić z choroba bliskiej osoby, gdy nie ma dobrych rokowan?
User Forum

Anonimowo

mniej niż godzinę temu
Teresa Łącka

Teresa Łącka

Dzień dobry, nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie. Radzenie sobie będzie uzależnione między innymi od tego z jaką chorobą mamy do czynienia, od więzi łączącej z osobą chorą, możliwości podniesienia jakości życia w chorobie tej osoby, wsparcia otoczenia, właściwości osobowości, sposobów radzenia sobie z sytuacjami trudnymi w przeszłości etc. Niezależnie od tego trzeba pamiętać, że pomimo niekorzystnych rokowań życie nadal trwa i warto wykorzystać każdą chwilę na bycie z bliską osobą, może domknięcie pewnych spraw rodzinnych, może wsłuchanie się w potrzeby i wyrażaną wolę osoby chorej. Naturalnie sytuacji takiej towarzyszy burza emocji, jeżeli przysłaniają one funkcjonowanie można również poszukać wsparcia specjalisty. Pozdrawiam
3 lata temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry,

Towarzyszenie bliskiej osobie w chorobie, gdy rokowania nie dają nadziei, to jedno z najtrudniejszych doświadczeń, przed jakimi może stanąć człowiek. To proces pełen bezsilności, lęku i tzw. żałoby antycypacyjnej, czyli przeżywania straty jeszcze przed jej faktycznym nadejściem. Najważniejsze w tym czasie jest uświadomienie sobie, że nie musi Pani/Pan być „silnym” za wszelką cenę – ma Pani/Pan prawo do całego wachlarza trudnych emocji, od rozpaczy po złość czy momenty całkowitego odrętwienia.

Warto skupić się na tym, co jest możliwe do zrealizowania „tu i teraz”, zamiast wybiegać myślami w daleką przyszłość, co zazwyczaj potęguje lęk. Obecność, trzymanie za rękę, wspólne milczenie czy załatwienie drobnej rzeczy, która przyniesie choremu ulgę, to realne działania, które budują bliskość w tych trudnych chwilach. Jeśli to możliwe, warto rozważyć wsparcie ze strony hospicjum domowego lub stacjonarnego – ich rolą nie jest tylko opieka medyczna, ale przede wszystkim poprawa komfortu życia chorego i wsparcie psychologiczne dla całej rodziny, co pozwala zdjąć z bliskich część ciężaru czysto technicznej opieki.

Niezwykle ważne jest również zadbanie o własne zasoby, ponieważ nie da się dawać wsparcia, będąc samemu skrajnie wyczerpanym. Proszę nie wahać się prosić o pomoc innych członków rodziny, znajomych czy specjalistów, takich jak psychoonkolog lub terapeuta, którzy pomogą Pani/Panu przejść przez ten proces bez poczucia całkowitego osamotnienia. Bycie przy kimś w odchodzeniu to akt wielkiej miłości, ale wymaga on ogromnej łagodności wobec samego siebie i uznania własnych ograniczeń.

Wszystkiego dobrego

Bożena Nagórska

11 dni temu

Zobacz podobne

Zrozumienie kryzysu małżeńskiego po chorobie i nagłe zmiany w relacji z żoną

Dzień dobry Jestem 46 latkiem ze stwardnieniem rozsianym - normalnie funkcjonuje, pracuje, chodzę (jak na dzień dzisiejszy choroby nie widać poza tym, że jestem chudy). Mam żonę od 18 lat. 2 dzieci 16 i 13. Nasze małżeństwo miało kryzys 7 lat temu - żona rozmawiała z kolegą na tematy mocno seksualne. 

Od tamtej pory jakoś funkcjonujemy raz lepiej raz gorzej. 

Żona miała ostatnie 10 lat ciągle problemy z pracami (ma ciężki charakter, a z tej okazji pracodawcy ją wykorzystywali, dając jej zbyt wiele obowiązków). Do.czego zmierzam, żona wolała i woli spędzać czas z koleżankami- puby, kluby, sport. Ma w ostatnim czasie wielką potrzebę odwiedzania znajomych (naprawdę ich odwiedza - sprawdzone). W listopadzie zachorowałem na anginę, krtań, a finalnie zapalenie płuc z pobytem 9 dni w szpitalu. 

Po powrocie żona ledwo że mną rozmawiała, jakbym był obcym człowiekiem. A ostatnie 2 miesiące raz rozmawia, a za chwilę milczy. I to jest mega chore, że 4 dni rozmawiamy normalnie a za chwilę cisza .... nie wiem, z czym to dopasować - znudziłem się jej. Chce mnie wymienić, ma depresję, jest zmęczona. Ma kryzys wieku średniego. Naprawdę nie wiem, co robić, żeby było OK. JK

Mam pytanie w sprawie poważnych problemów w nowym związku, który się rozpadł
Witam. Mam pytanie w sprawie poważnych problemów w nowym związku, który się rozpadł. Początek z mojej strony nie był najlepszy, lecz starałem się odbudować i pokazać partnerce, że bardzo zależy mi na nowej relacji. Niestety się nie udało, a zacząłem być traktowany bardzo źle, szykanowany, obrzucany wyzwiskami, obrzucany błotem. Jest mi z tym źle.
Partner nie odpowiada na moje potrzeby, jest chłodny, nie angażuje się. A ja jestem w ciąży i czuję wielką niepewność.
Niepewność w związku. Dzień dobry, od ponad pół roku mieszkam z o rok starszym partnerem (36 lat), znamy się trzy lata. Odkąd zamieszkaliśmy razem zaczęliśmy się kłócić, powodem zwykle jest fakt, że przez jego zachowanie czuję się niekochana i odrzucona. I to jest główna przyczyna mojej niepewności i kłótni w związku. Partner nie jest osobą czułą, nigdy nie wyznał mi miłości, nie lubi się przytulać. Swoje uczucia wyraża tylko w stosunku do swojego psa, któremu mówi, że go kocha, przytula go, śpi z nim. Traktuje jak najważniejszą 'osobę' w życiu - z mojego punku widzenia tak to wygląda, jeśli uczucia kieruje tylko do niego. Nie poświęca mi a dużo czasu, ma swoje pasje i chciałby, żebym ja też żyła głównie swoimi rzeczami. Uważa, że wystarczy, jeśli zrobimy razem zakupy, zjemy razem posiłek. Nie mamy żadnych innych wspólnych aktywności i partner nie wykazuje chęci, żeby cos wspólnego znaleźć. Mówi, że ciagle jesteśmy przecież razem, mieszkamy w jednym domu. Ja widzę to zupełnie inaczej, bardziej czuję się jak współlokatorka, kiedy jesteśmy zamknięci każdy w swoim pokoju oraz śpimy osobno, ponieważ partner mimo obietnicy, że bedzie staral sie spać razem, nie robi tego. W kłotni mówiłam o rozstaniu, on jednak uważa, że jest wszystko dobrze, on nie widzi powodu do rozstania, nie chce być sam, chce być ze mną. Ale nie podejmuje jednak żadnych wysiłków, żeby spełnić moje prośby, pojsc na kompromis. Nawet jeśli chodzi o jakieś mało ważne rzeczy dotyczące wspólnego gospodarstwa domowego, nie slucha moich próśb i zawsze argumentuje to tym, że to dla niego nie jest ważne, mam nie myśleć, że jest złośliwy, tylko po prostu nie przykłada do tego wagi. Ja to widzę jako brak szacunku wobec mnie, nie myśli o moich potrzebach. Jestem w ciąży i teraz martwię się, czy zapewnię dziecku szczęśliwą rodzinę, jeśli nie ma zdrowej relacji między nami. Partner wobec mnie nie jest opiekuńczy, czuły, mówi jednak, że inaczej będzie w stosunku do dziecka. Twierdzi, że dziecko poprawi naszą relację. Zwykle słyszę od partnera, że za dużo myślę, rozmyślam, że gdybym miała więcej zajęć, nie byłoby takich problemów. Ostatnia sprzeczka była spowodowana tym, co uslyszalam od partnera. Ja ją rozpoczęłam. Mialam wyjechać na tydzień do rodziny i partner powiedział, żebym dłużej została u rodziny, bo bedzie mógł dłużej pobyć sam. Zabolało mnie to, powiedział, że tydzien, dwa lub miesiac rozłąki nie mają dla niego znaczenia. Wiem, że za psem tęskni nawet jak go nie widzi pół dnia. Zwykle kłótnie powoduję ja, w reakcji na słowa i zachowanie partnera. Partner wychował się w przemocowej rodzinie, jego ojciec bił go i był dla niego bardzo surowy. Twierdzi, że nigdy nie usłyszał tez slow: kocham od swoich rodziców. Uważa, że wobec ludzi słowo kocham dla niego nic nie znaczy i nigdy go nie używał. Boję się, że partner tak naprawdę mnie nie kocha, ważniejszy jest dla niego pies. Nie chcę być z kimś, dla kogo ważniejsze jest zwierzę niż człowiek. Nie wiem co powinnam zrobic, jak rozmawiac z partnerem, żeby otworzył się bardziej na mnie. Z racji tego, że bedziemy mieć wkrótce dziecko czuję coraz większy strach i niepewność. Jestem w tym zwiazku często kłótliwa, czasem złośliwa, uważam, że to wszystko jednak w reakcji na zachowanie partnera. Wiem, że związek może wyglądać inaczej, ponieważ kiedys byłam w bardzo szczęśliwym związku, z kochającym partnerem, z którym praktycznie nigdy sie nie kłóciłam i wszystko było proste. Partner, niestety zmarł po dłuższej chorobie. Nie chcę skrzywdzić dziecka, nie wyobrażam sobie, żeby wychowywało się wśród kłótni i krzyków.
Mąż korzysta z usług prostytutek po 18 latach razem: Czy to normalne i co robić?
Jesteśmy z mężem razem 18 lat, 8 lat po ślubie. Mamy po 34 lata i 2 dzieci. Od miesiąca mąż chodzi na usługi prostytutek i twierdzi, że jest to normalne i nie powinnam mu tego zabronić ponieważ byłam jego pierwszą dziewczyną i nie miał innych. Z tego powodu rodziła się w nim frustracja i z czasem zaczął mnie traktować jak wroga. Twierdzi, że teraz jak chodzi na dziwki (i ma zamiar dalej chodzić) to lepiej na mnie patrzy i on sam się dużo lepiej czuje. Czy chodzenie do prostytutek jest normalne? Czy mam mu na to pozwolić skoro czuję do niego obrzydzenie jak myślę co on tam robi? Czy mam wierzyć w to, że przez to że on tam chodzi między nami będzie lepiej? Czy jest to tylko bardzo naiwne z mojej strony? Czy mam mu zakazać?
Obawy o pecha i samotność w nowym kraju - jak radzić sobie z lękiem i paniką?

Obawiam się, że pech mnie dosięgnie także w nowym miejscu zamieszkania. Boję się powtórki - 3 lata temu byłam na 3-miesięcznym stażu w ukochanych Włoszech i miałam pecha - olewała mnie moja przełożona, byla oschła i nie dopuszczała do obowiązków, kłamała, że jej nie będzie dzisiaj, a potem ją widziałam na mieście, nie odpisywała. Mężczyzna, który mi się spodobał udawał, że mnie nie pamięta po czasie, nie nawiązałam koleżeństwa, dostałam mandat. Pod koniec chciałam już wracać. Naoglądałam się pięknych widoków - wszędzie sama. 

Tutaj, gdzie mieszkam w Polsce jestem sama od kilku lat, bez przyjaciół, bez partnera. Mam się wyprowadzać do Holandii do prestiżowej uczelni, mam jednak problem ze znalezieniem mieszkania - w Holandii jest niedobór mieszkań. Są oferty typu mieszkania z kilkoma ludźmi i jedna łazienka - nie wiem, jak miałabym rano zdążyć się wyszykować na uczelnię. Obawiam się bardzo samotności - nie znam holenderskiego, oczywiście jest tam sporo emigrantów, ale nie wiem, czy uda mi się znaleźć znajomych, przyjaciół. 

Do tej pory mam pecha i nie wiem dlaczego, jestem bardzo dobrą osobą i to nieraz ja wychodzę z inicjatywą, a po drugiej stronie nie widzę zainteresowania. Kompletnie tego nie rozumiem. Tym bardziej, że czasami poznaję koleżanki, z którymi się dobrze dogaduję, jednak po czasie po drugiej stronie widzę spadek zainteresowania albo zaprzestanie kontaktu, pomimo braku jakichkolwiek kłótni, spięć. 

Dzisiaj leżałam i myślałam o tym wszystkim, czy znowu będzie nie tak, że się umęczę i będę żyć tylko studiami, tak jak było w Polsce. Czy zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, czy wykorzystałam wszystkie szanse na poznanie ludzi. I tutaj stało sie coś niepokojącego - zaczęłam czuć dyskomfort, a po chwili panikę. Zaczęłam czuć jakąś wręcz złą obecność. Jakby we mnie "weszło" coś, albo ktoś. Bałam się być sama ze sobą, wyszłam z domu na spacer. Wiedziałam, że ten stan paniki może się skończyć w moment, jednak ja bałam się przestać zadawać sobie pytanie, czy zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, by poznać nowych ludzi w obecnym mieście. Potem stwierdziłam, że muszę przerwać ten proces myślowy, że muszę odpuścić, bo chyba poszłam za daleko i to chyba o tym świadczy ta panika. 

Byłam w tym roku na kilku sesjach i Pani powiedziała, że rzeczywiście widzi jakiś pech i to musi być uciążliwe. Zaniepokoiła mnie jednak ta panika, ponieważ doznałam jej w tym roku zimą, gdy z tej desperacji i samotności, zaczął mi się podobać mężczyzna, który wiedziałam, że nie powinien mi się podobać - intuicja we mnie krzyczała, że to nie jest dobra osoba dla mnie. I się to potwierdziło - ukrywał, że z kimś mieszka, brał używki, miał długi i w zasadzie to nie zaangażował się w relację ze mną, więc był to taki falstart. Ale z mojej strony było uwikłanie emocjonalne, i kiedy doszłam do tego, że on musi mi się przestać podobać, bo z tej relacji nic nie będzie - pojawiły się natrętne myśli - wulgarne, wrogie do mnie. Poczułam wtedy panikę, jakby "coś"" mnie atakowało, że chcę się wydostać, nie wiedziałam, o co chodzi. Odpuściłam więc i tkwiłam w tym zauroczeniu. Tylko że akurat wtedy nie powinnam była odpuszczać, bo trop był dobry - on nie powinien mi się był podobać. Więc skąd te natrętne myśli? Wiele jest tutaj obecnych wątków, które się na siebie nakładają i nie sposób ich od siebie oddzielić.

kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!