Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz
Jak sobie poradzić z choroba bliskiej osoby, gdy nie ma dobrych rokowan?
User Forum

Anonimowo

3 lata temu
Teresa Łącka

Teresa Łącka

Dzień dobry, nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie. Radzenie sobie będzie uzależnione między innymi od tego z jaką chorobą mamy do czynienia, od więzi łączącej z osobą chorą, możliwości podniesienia jakości życia w chorobie tej osoby, wsparcia otoczenia, właściwości osobowości, sposobów radzenia sobie z sytuacjami trudnymi w przeszłości etc. Niezależnie od tego trzeba pamiętać, że pomimo niekorzystnych rokowań życie nadal trwa i warto wykorzystać każdą chwilę na bycie z bliską osobą, może domknięcie pewnych spraw rodzinnych, może wsłuchanie się w potrzeby i wyrażaną wolę osoby chorej. Naturalnie sytuacji takiej towarzyszy burza emocji, jeżeli przysłaniają one funkcjonowanie można również poszukać wsparcia specjalisty. Pozdrawiam
3 lata temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Zobacz podobne

Partnerka nagle się zmieniła, odwołała ślub, nie chce mieć ze mną relacji, dzieci..
Jestem(byłem) z partnerką w związku przez 8 lat, jeszcze ze sobą mieszkamy, ustaliliśmy, że ja spłacę i się wyprowadzę w kilka miesięcy - mamy wspólny dom. Mój problem polega na tym, że ciagle mi na niej zależy, chociaż ciężko jest się pogodzić z jej decyzją a jej decyzja wynikła z faktu, że nie ma między nami "ognia"( a prawda jest taka, że to ja w większości inicjowałem kontakty bliskości, bo ona uważa, że to faceta rola) jak to stwierdziła, chociaż kiedyś był. Partnerka jest wzrostu 180cm ja 178cm nigdy jej to wcześniej nie przeszkadzało, a nagle zaczęło jej to przeszkadzać uważa, że nie jestem męski w tym związku, że ona posiada więcej cech męskich ode mnie. Jest osoba bardzo dyktatorską, nie lubi jak nie jest po jej myśli, nie umie przyznać się do błędów ,brak w niej empatii, jest mało uczuciowym człowiekiem, ciężko się z nią komunikuje. Również powiedziała mi, że nie pasujemy do siebie, ponieważ razem nie umiemy tańczyć ze sobą w szczególności salsy. Ja kiedyś tańczyłem i całkiem dobrze mi to wychodziło, partnerka chciała dyktować taniec, co mi się nie podobało i pouczać mnie jak mam kroki stawiać. Od jakiegoś czasu ponad 10 miesięcy zaczęła chodzić na "terapie do odnalezienia własnej energii ,która pomaga jej odnaleźć siebie i zrozumieć siebie (terapia z totalnej biologii) ja podchodzę do tego bardzo z dystansem na każdy problem odpowiada sobie ta terapia stosuje "masaże łona", które ją leczą ... Po tych terapiach poznała swoją wartość siebie i utwierdziła się w przekonaniu, że ona siebie kocha i przytulać się należy samemu, a nie żeby partnerka/partner przytulał, w sobie należy znaleść siłę, żeby poradzić sobie ze wszystkimi problemami. Mówi ludziom o energii, że np wysyłają jej zła energię, dlatego np boli ja kolano... . Ostatnio mówiła, że kremy przeciwsłoneczne są niepotrzebne, bo to wymysł branży, żeby zarabiać pieniądze i to one powodują raka skóry i należy się opalać bez kremów, bo słońce jest dobre i promieniowanie, bo jest to energia... Wierzy również w jakieś karty magiczne, robi oczyszczanie domu ze złej energii, duchów. Nie wiem co mam myśleć na ten temat ciężko mi jest się pogodzić z faktem, że tak się zmieniła, wiem, że w naszym związku nie było super, ale mieliśmy wspólne plany, planowaliśmy dziecko i nagle wszystko wyparowało, ślub odwołała, bo stwierdziła, że tego nie czuje, nigdy mi nie powiedziała powodu. Rozmawiamy ze sobą normalnie, jemy nadal wspólnie, tylko nie śpimy ze sobą- każde oddzielnie, powiedziała, że możemy zostać przyjaciółmi. Zaoferowałem jej terapie u psychologa to stwierdziła, że ona ma swoją terapie z energią i dzięki niej odnajduje szczęście, jest mi przykro i nie wiem jak ja wyciągnąć z tego oczarowania tymi tematami.
Jak uratować związek?

Witam, chciałbym uratować swój związek przed rozpadem, nie wiem co robić?

Relacja z mężczyzną, z którym spotkania kończą się seksem. Czy nie nazwaliśmy naszych uczuć miłością, bliższą relacją? Nie wiem czy wracać do tego.
Dzień dobry. Mam pewien problem, który nie daje mi spokoju. Całą szkołę średnią przyjaźniłam się z pewnym chłopakiem. Nagle pod koniec szkoły wylądowaliśmy w łóżku. Spotykaliśmy się normalnie jak dawniej jeszcze 2 lata. Ale zdarzało nam się wyładować w łóżku. Nigdy nie byliśmy razem. W pewnym momencie, gdy zaczęłam się z kimś spotkać On zaczął mnie zapraszać na wyjazdy nad morze, w góry, imprezy rodzinne. Wycofałam się, bo się bałam, że będę cierpiała. Po roku znalazł kobietę, był z nią jakiś czas. Zerwali, ale kontakt w moją stronę wrócił. Tylko nie taki jak kiedyś, bo teraz jak się widzimy to kończy się łóżkiem. Ciągnie mnie do niego od strefy łóżka, wiem, że ja jego też. Co myśleć o takiej znajomości? Nasze wiadomości też nie są takie jak kiedyś, nie pisze co u mnie, jak się czuje, tylko pisze co by nie zrobił itp. Wiem, że to przykre, bo nie mam już 20 lat. Co więcej często myślę co gdyby... a mam faceta... i nie wiem, to była prawdziwa miłość, której nigdy nie nazwaliśmy po imieniu? Czuję się rozdarta, bo proponuję spotkanie, a mam faceta. Ale wiem też, że to co do niego czuje jest silniejsze niż wszystko inne. Co zrobić? Jak to odbierać?
Od 2 lat uczęszczam do psychologa. Od długiego czasu zaczęłam odczuwać bardzo silne emocje do swojej Pani. Czuje się z tym źle. Mam wrażenie, że to uczucie miłości.
Dzień dobry, od 2 lat uczęszczam do psychologa. Od długiego czasu zaczęłam odczuwać bardzo silne emocje do swojej Pani. Czuje się z tym źle. Mam wrażenie, że to uczucie miłości.Czuje z tego powodu poczucie winy i wstydu. Pojawia się ta osoba również w moich snach. Potem wybudzam się z płaczem,ponieważ nie chcę tego doświadczać. Jest to dla mnie trudne i niekomfortowe . Wiem,że terapeuta nie jest przyjacielem ani rodzicem. Ja nawet nigdy nie miałam zamiarów przenosić tej relacji poza gabinet. Po prostu czuje do niej miłość jako do człowieka. Jest bardzo piękną,atrakcyjną i mądrą kobietą. Największy przypływ pozytywnych emocji odczuwam gdy darzy mnie komplementami. Często podkreśla moją urodę i charakter. Niestety ja wiele razy przekroczyłam granice tej Pani. Potrafiłam pisać codziennie po kilka wiadomości. Teraz już ona wycofała się z tego,mamy większy dystans. Doskwierają mi natrętne myśli na temat jej osoby. Nie chcę czuć tego co czuje. Przynajmniej nie wobec człowieka,który ma mi pomóc i jest tylko specjalistą. Nie umiem sobie z tym poradzić i nie wiem jak rozwiązać tą sytuacje. Próbowałam terapii u innego terapeuty,ale nie chcieli mnie przyjąć mówiąc,że uczucia przeniesienia, utarte schematy które ciagle powtarzam mogłyby powielać się w następnej relacji. Czy powinnam powiedzieć tej Pani o tym co tak naprawdę do niej czuje? Czy nie spotkam się z odrzuceniem ? Jest mi wstyd za to co czuje i nieraz płacze z tego powodu.
Dzień dobry, odwiedzam tę stronę ponieważ nurtuje mnie opinia w szczególnym dla mnie temacie. Zacznę od tego, iż ja oraz moja dziewczyna uczęszczamy indywidulanie na terapie, ja od ponad roku, Ona odbyła 3 lub 4 wizyty na ten moment. Obydwoje mamy terapie dopiero w przyszłym tygodniu lub ponad, dodatkowo zależy mi na opinii również innych specjalistów. Zacznę od tego, że moja dziewczyna cierpi na chorobliwą zazdrość, jej terapia między innymi na tym właśnie też się skupia, nasz związek również w dużej mierze przechodzi wiele swoistych problemów i wybojów z tego tytułu. Około dwa tygodnie temu odszedł mój pies, jego odejście spowodowało u mnie dosyć słaby okres i rzeczywistą żałobę w ramach czego chciałam dodać upamiętniającą relacje związaną z jego odejściem. Dostałam masę informacji zwrotnych w związku z tym przykrym wydarzeniem od m.in. moich byłych dziewczyn, koleżanek i dziewczyn z którymi mnie coś łączyło jak i również nie łączyło. Dużo z nich zareagowało ze względu na to, że był to mój pierwszy pies, który dożył 14 lat więc siłą rzeczy przez większosc relacji z kimkolwiek mój pies się przewijał i znało go i pamiętało bardzo dużo osób. Większość osób zareagowała smutną emotką, bądź wiadomością, gdzie użyła tylko emotek (serce i smutna emotka). Gdy zobaczyła relacje, a później reakcje na nie, zarzuciła mi, że szukam atencji ze strony tych dziewczyn i, że po co mi to, że teraz nie potrafi mi dać takiego wsparcia jakby chciała, bo tak bardzo ją to boli, że myśli, że potrzebuje wsparcia wszystkich innych, a nie jej, że ona mi nie wystarcza i wszelkie tego typu zdania. Nie chciałam się za bardzo do tego odnosić, bo nie miałam na to siły psychicznej wtedy z powodu odejścia psa, ponieważ było to kilka godzin po jego eutanazji. Widziałam jednak, że mimo, że ją to boli to w jakiś sposób próbuje aby nie wyszły z niej te emocje, które napędza chorobliwa zazdrość. Po kilku dniach kiedy o tym rozmawialiśmy, wytłumaczyłam jej, że czasami taki post lub relacja upamiętniająca pupila jest swojego rodzaju próbą uwolnienia, oczyszczenia się jakiegoś elementu żałoby. Po prostu tego potrzebowałam, a, że tak powiem "skutkiem ubocznym" była reakcja innych, co było dla mnie oczywiście miłe, ale to nie był sam w sobie cel przewodni.. Wiem, że do końca nie trafiają do niej takie tłumaczenia, ponieważ często ogranicza się do myślenia w sposób taki, że "ona by tak nie zrobiła, że ona tego nie rozumie i że jest tak jak ona myśli i ja na pewno nie mogę myśleć inaczej i dla niej to nie ma sensu" w wielkim skrócie, widzę jej starania oczywiście, że próbuje przełamać to, ale nie do końca zawsze to tak działa. I teraz przechodząc już do meritum sprawy i tego co chcę opisać najważniejszego. Tej samej nocy, po odejściu mojego psa, po dodaniu tej relacji, jej reakcji na to, szliśmy spać, zadała mi pytanie czy odpisze na te wiadomości ja odpowiedziałam, że odpisze tam gdzie ktoś zadał mi pytanie, powiedziała mi, że zadała mi również pytania o reakcje czy na nie odpowiem (niestety tego momentu nie pamiętam, nie pamiętam co odpowiedziałam, w jakim kontekście ją zrozumiałam itd, ponieważ byłam bardzo zmęczona przez całą sytuacje od płaczu, rozkojarzona i usypiałam). Przedwczoraj sprawdziła mojego instagrama, chcąc mnie skontrolować i zobaczyła, że na reakcje odpowiedziałam reakcją taką samą jaką ktoś mi wysłał, osobą który wysłały mi smutną emotkę, odreagowałam smutną emotką, dwie inne osoby wysłały mi serduszko bodajże i smutną minkę, na to również tak samo odreagowałam, dziękując w jakiś sposób za pamięć. Rozemocjonowana wbiegła do mnie do toalety mówiąc, że ją okłamałam, że powiedziałam, że nie odpowiem itd, że po co jakies serduszka wysyłałam.. podczas naszej kolejnej rozmowy na ten temat, w momencie gdy próbowałam wyjaśnić, że ja to inaczej chyba zrozumiałam o co jej chodziło w tedy z tą relacją, próbowałam jej przedstawić moją sytuację i to jak ja to widziałam, w momencie gdy słyszała, że nie do końca o to mi chodziło, że nie pamiętam wpadała w szał nie dając mi dokończyć zdania, mówiła, że kłamstwo to kłamstwo, że nie obchodzi jej to że nie pamiętałam, generalnie traktując to bardzo 01, dla niej czarne to czarne a białe to białe, nie ma nic pomiędzy. Ona ma swoją definicje na to i nic innego tego nie tłumaczy, nie obchodzi ją raczej moje tłumaczenie dlaczego to się stało, zupełnie jakby nie chciała przyjąć innej wersji niż jej do świadomości. Bardzo często ocenia wszystko przez swój pryzmat, swojej osoby i nie interesuję ją mój punkt widzenia. Dodam, że często gdy jej coś tłumacze bardzo analogicznego do tego co mówi jej terapeuta, dopiero stwierdza, że miałam racje gdy potwierdzi to jej psychoterapeutka. Ona bardzo często też nie pamięta wielu rzeczy, o których rozmawiałyśmy, które mówiła, wtedy odpowiada, że nic takiego nie pamięta. Nic zatem nie zrobię z tym, akceptuje to mimo, że mnie to też nie raz denerwuje, natomiast jeśli jest w drugą stronę, kiedy to ja czegoś do końca nie pamiętam, wtedy to mój problem, jej to nie obchodzi. Ona twierdzi, że nie chcę się przyznać do kłamstwa, że to było kłamstwo i już i że ona nie może słuchać jak ja kłamie. Nie wiem już sama, czy to ja coś źle zrobiłam, mam wrażenie, że nie miałam prawa, żeby tak się stało. Dlaczego dla niej coś jest albo białe albo czarne, nic więcej jej nie obchodzi. Nie wiem jak mam do niej skutecznie nie raniąc dotrzeć, kiedy ja się staram przedstawić rzeczywisty przebieg wydarzeń z tamtego momentu jaki był u mnie to ona tego nie może wysłuchać przerywając mi że zrobiłam inaczej niż powiedziałam i koniec. Czy jest jakiś termin psychologiczny, który określa takie zjawisko, czy to naprawdę ze mną jest coś nie tak? Z góry dziękuję za wszelkie odpowiedzi, pozdrawiam.
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!