Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Bombardowanie miłością (love bombing) - czy można przerobić te zachowanie na terapii?

Dowiedziałem się właśnie o zjawisku "bombardowania miłością" tzn. love bombing i wszystko co czytam na owy temat zdaje się być o mnie - jednak nie chce manipulować ludźmi, zawsze się tego bałem. Czy w ogóle można to przerobić na terapii by z takiego "schematu" zachowania wyjść?
Daria Kamińska

Daria Kamińska

Dzień dobry, schemat może być rozumiany jako stabilny, negatywny wzorzec i w zasadzie każdy z nas ma mniej lub więcej schematów. Schematy zazwyczaj działają subtelnie, tak że nie zdajemy sobie z tego sprawy. Jednak kiedy schemat zostanie wywołany przez jakieś wydarzenie, nasze myśli i uczucia są przez niego zdominowane. Być może to właśnie dzieje się w Pana relacjach i jest to coś, co chciałby Pan zmienić. W trakcie terapii jest szansa zobaczenia doświadczanych trudności z różnych perspektyw, znalezienia ew. źródeł, o ile byłoby to pomocne, a także wypracowania rozwiązań, które pozwolą na zmianę tego utrwalonego sposobu myślenia i działania. Pozdrawiam serdecznie, Daria Kamińska

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Zobacz podobne

Związek z wojskowym: Jak radzić sobie z samotnością i strachem przed rozłąką?
Dzień dobry, jestem na forum nowa. Szukam porady, niestety nie mam wielu zaufanych ludzi z którymi można porozmawiać. Bardzo boje się samotności... Mój narzeczony planuje iść do wojska . Teraz jest na poligonie, który trwa miesiąc. Minęła już połowa, nie radzę sobie, codziennie płacze. Nie wyobrażam sobie takiego związku, związku w którym on będzie cały czas na wyjazdach. Czuję,że oddalamy się od siebie. Boje się, że przez te rozłąki możemy się rozstać, nie chce takiego życia. Z drugiej strony nie chce go też ograniczać , każdy ma swoje życie .... Co robić , porozmawiać szczerze i wyrazić swoje zdanie , czy czekać na rozwój sytuacji
Czy trauma z przeszłości może uniemożliwić rozwój związku?

Związek z osobą, która zmaga się z traumą z wcześniejszego związku. Poniżej opisuję wszystko w skrócie. 

Trauma, którą przeżywa moja partnerka (a teraz już bardziej była), wydaje mi się bardzo osobista, dlatego nie będę wnikał w szczegóły. Mianowicie, około 4 lata temu jej były partner zmarł na jej oczach w domu, a ona nie mogła mu pomóc. 

To wydarzenie bardzo odbiło się na jej psychice. Trafiła na terapię psychologiczną i zaczęła przyjmować leki, które miały pomóc jej złagodzić ten ból. Zaznaczam, że wtedy jeszcze jej nie znałem – poznaliśmy się dopiero 4–5 lat po tym wydarzeniu. 

Widać było, że jej stan się poprawił: dużo pracowała, podróżowała po świecie, co zapewne pomagało jej zapomnieć o przeszłości. Poznałem ją w pracy, a po około 4–5 miesiącach znajomości, gdy wszystko między nami dobrze się układało, zaproponowała mi wspólny wyjazd na wakacje – na początku tylko jako przyjaciele. Zgodziłem się, bo jako mężczyzna liczyłem na coś więcej, zwłaszcza że dobrze spędzaliśmy razem czas. 

Polecieliśmy do Afryki na prawie dwa tygodnie. Nic między nami się tam nie wydarzyło, ale bardzo się do siebie zbliżyliśmy. 

Po wakacjach nadal traktowaliśmy się jak przyjaciele, jednak nasze spotkania stały się coraz częstsze i bardziej intensywne. 

W końcu spaliśmy ze sobą. Ona nie była do końca pewna, czy tego chce, ale ostatecznie oboje na to przystaliśmy. Od tego momentu nasz związek nabrał innego charakteru. Regularnie rozmawialiśmy, spotykaliśmy się, spędzaliśmy czas na randkach – po prostu było nam razem dobrze. Przez około 4 miesiące nikt z nas nie wyznał swoich uczuć, ale pewnego dnia, pod wpływem emocji, powiedziałem jej, że ją kocham. Odpowiedziała, że bardzo by chciała powiedzieć to samo, ale nie jest w stanie. 

Zrobiło mi się trochę przykro, ale zrozumiałem jej sytuację i postanowiłem to załagodzić, nie złościć się i zapomnieć. 

Wydaje mi się jednak, że ją tym trochę przestraszyłem. Miesiąc później poprosiła mnie o rozmowę, w której stwierdziła, że lepiej będzie, jeśli się rozstaniemy w zgodzie. Powiedziała, że nie chce mnie zranić ani sprawiać, bym był sfrustrowany jej wahaniami nastrojów. Podkreśliła, że to nie jest moja wina, lecz jej mentalna blokada, która uniemożliwia jej wejście na wyższy poziom w związku. Rozstaliśmy się, dając sobie około tygodnia na refleksję. Dla mnie to było trudne do przeżycia, bo na takie rozmowy nigdy nie ma odpowiedniego momentu. Spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba. Po tygodniu odnowiłem kontakt, bo nie mogłem dłużej wytrzymać. Ona również była w trudnym momencie, ponieważ straciła babcię. Chciałem ją wesprzeć, więc pojechałem do niej z kwiatami, by zawalczyć o naszą relację. Po dłuższej rozmowie udało nam się dać sobie jeszcze jedną szansę i ustalić, że wrócimy do rozmowy o naszej przyszłości za jakieś 3–4 miesiące. Oczywiście doszliśmy do wniosku, że oboje musimy się poprawić, jeśli chcemy, aby to wszystko się udało. 

Ponownie byliśmy razem. Udało nam się wyjechać na kolejne wakacje, tym razem do Azji, już jako para, a nie przyjaciele. 

Po powrocie wszystko wydawało się w normie – nadal się spotykaliśmy, czasami mieszkaliśmy razem przez kilka dni. Widziałem jednak, że ciąży na niej jakaś presja. Prawdopodobnie wynikała ona z moich oczekiwań, które okazały się zbyt trudne do spełnienia. Pewnego dnia, jak gdyby nigdy nic, dostałem wiadomość z pytaniem, czy możemy się spotkać i porozmawiać o nas. Zgodziłem się, ale zamiast spotkania zadzwoniłem, bo i tak wiedziałem, jaka będzie ostateczna decyzja. Wolałem zachować emocje dla siebie i dać nam przerwę na refleksję, by zastanowić się, czy jest sens dalej to ciągnąć. Po 3 dniach ciszy napisałem do niej list, w którym podziękowałem za wspólne chwile i przeprosiłem za rzeczy, które mogłem zrobić lepiej. Odpisała, że się tego nie spodziewała, ale bardzo ciepło odebrała mój list. Napisała, że również docenia nasze wspólne chwile. Stwierdziła jednak, że nie zgadza się z tym, że się obwiniam, ponieważ to nie jest moja wina – jej psychika po prostu wygrała i nie jest w stanie wejść na wyższy poziom uczuć. Dodała, że nie wie, czy kiedykolwiek jej się to uda – czy to ze mną, czy z kimś innym. Wyjaśniła, że kilka razy w roku miewa takie wahania, szczególnie w okresie zbliżającym się do rocznicy traumy. Z szacunku do mnie powiedziała, że nie chce marnować mojego czasu ani sprawiać, bym był sfrustrowany, czekając na coś, co może nigdy się nie wydarzyć. Napisała jednak, że na razie nie odpowie na mój list, ponieważ jest w nim zbyt wiele informacji. Potrzebuje spokojnie to przemyśleć i odezwie się za kilka dni, aby spotkać się osobiście. Pytanie, które się nasuwa, to, czy jest możliwe, że osoba po takim przejściu już nigdy nie odzyska zdolności do głębokich uczuć, czy może rzeczywiście, tak jak powiedziała, nie jest gotowa zrobić tego kolejnego kroku? W końcu, po 10 miesiącach związku, powinna już chyba wiedzieć, czego chce. Dodam, że jest ode mnie starsza prawie o 7 lat, więc z pewnością lepiej zdaje sobie sprawę z tego, co jest dla nas najlepsze, a może ja coś przeoczyłem. Czy warto jeszcze walczyć i próbować kolejnego podejścia? A może na razie lepiej dać sobie czas na odpoczynek, aż może ona sama dojdzie do wniosku, że warto spróbować jeszcze raz? Nigdy wcześniej nie byłem w takiej sytuacji i chciałbym usłyszeć opinie innych. Dzięki

Autyzm atypowy u partnera – dziedziczenie, rodzicielstwo i problemy ze snem
Dzień Dobry. mój partner dostał diagnozę autyzmu atypowego. Jakimi rodzicami są osoby z tym zaburzeniem ? czy autyzm jest dziedziczny ? czasami widzę u niego zawieszenia, problemy ze snem.
Zazdrość i brak zaufania w związku na odległość – jak rozmawiać o pieniądzach i granicach w relacji?
Witam, pisze juz chyba zeby wyrzucic z siebie emocje - prawdopodobnie przestalem wierzyc. Jestem w zwiazku na odleglosc - wczoraj rozmawialem z partnerka przez telefon - na poczatku bylo bardzo fajnie nagle wspomniala, ze jak wroci do domu to ma cos “w glowie”, bo za jej syna wycieczke w szkole zaplacil ojciec dziewczyny syna. To zwiazek nastolatkow - rodzice sie totalnie nie znaja… nagle on placi bo moja partnerka nie miala pieniedzy (ja o tym nie wiem - wiem tylko, ze sytuacja materialna jest raczej trudna - ja jestem osoba oszczedna i mimo, ze mam pieniadze ale niepewna sytuacje zawodowa to wole wydawac wtedy kiedy na prawde trzeba - jak potrzebowala przelewalem jej jakies kwoty jednak ona pytanie mezczyzny o pieniadze traktuje jako “jego znecanie sie psychiczne”, cos takiego kiedys wspomniala). Ale do rzeczy, rozmawialismy chwile potem miala klopot z telefonem bo ten ojciec do niej dzwonil - przyznam, ze uruchamia mi sie zazdrosc jednak kontroluje swoje zachowanie. Powiedziala, ze jak wroci do domu oddzwoni do mnie na spokojnie. Wrocila zadzwonila - nie mogla jednak rozmawiac o tym temacie bo syn byl obok. Zaczelismy luzna rozmowe bylo milo. Nagle wspomniala, ze ona wie, ze “ja nie lubie jak ma racje bo tak kiedys powiedzialem”. Ja powiedzialem, ze to musialbyc rodzaj zartu z mojej strony bo ja nie lubie ludzi ktorzy nie uznaja czyichs racji. W tym momencie ona sie mocno poirytowala mowiac ze ja sie z niej nabijam, ze czuje sie jak idiotka bo to mowilem teraz zaprzeczam… mowie, zeby sie uspokoila nic sie nie dzieje… jej emocje tylko urastaly az w koncu sie rozlaczyla… bylem wsciekly.. znowu klotnia z niczego. Napisalem wiadomosc czy zadzwoni pozniej jak bedzie mogla (chcialem dokonczyc temat ojca). Dostalem wiadomosc po 2 godzinach, ze idzie spac. Wiec zadzwonilem i probowalem zapytac o ta sytuacje, mowie, ze dziwne to dla mnie czy opowie wiecej szczegolow? O co chodzi z ta wycieczka? A ona na to “przeciez Ciebie interesuje po co on do mnie dzwoni a nie moj syn - Ty nie chcesz uczestniczyc w jego zyciu”. Poklocilismy sie dzisiaj wyslalem jej film o klotniach skad sie biora… ale odczytala nie reaguje. Podejrzewam, ze nie zadzwoni dzisiaj - ja tez… moze jutro… mamy konflikty co chwila to 3 w tym tygodniu. Ja czuje sie okropnie… jakis obcy facet placi za wycieczke jej syna… potem dzwonia do siebie - nie moge poznac szczegolow zeby uspokoic zazdrosc i odbieram te jej slowa jako “to o czym rozmawialam z ojcem to nasze sprawy bo on jest nawet bardziej zaangazowany niz ty, on zaplacil ty nie, to czy ty jestes zazdrosny mnie nie obchodzi mnie obchodzi moj syn”. Zazdrosc mi podpowiada, ze byc moze cos wiecej pojawilo sie w jej glowie. Po raz kolejny sie mecze nie ma kontaktu. Jak sie odezwe to pewnie bedzie oczekiwac przeprosin… ja chcialbym tylko czuc, ze jak mam obawy to moge z nia porozmawiac, ze wyslucha i uspokoi, ze bardzo jej zalezy na moim stanie psychicznym… a ona czesto odbiera to jako atak “czuje sie dzisiaj zle - przepraszam, ze jestem do dupy niewystarczajaca!!!”…
Stres związany z przeprowadzką i dojazdem męża do pracy - jak sobie poradzić?
Przeprowadziliśmy się z mężem do domu. I teraz mąż dojeżdża 20 minut do pracy i ja się z tym pogodzić nie mogę, że już z nim nie dojeżdżam bo kiedyś jeździliśmy we dwoje a teraz już nie jeździmy bo kiedyś zostawiał mnie u rodziców a teraz już nie zostawia bo rodzice mieszkają obok nas Strasznie przeżywam że on dojeżdża te 20 minut że nie mogę normalnie funkcjonować i chce sprzedać dom kupiony na kredyt aby szybciej przyjedżał aby mieszkać w miejscowości gdzie On pracuje a On nie chce . I nikt nie potrafi zrozumieć że tak przeżywam te 20 minut jak On wraca. Czy to naprawdę jest nienormalne ?
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!