
- Strona główna
- Forum
- inne, rodzicielstwo i rodzina, związki i relacje
- Jak wybaczyć bez...
Jak wybaczyć bez słowa przepraszam, jak żyć z oprawcą pod jednym dachem
Magdalena Bilińska-Zakrzewicz
Dzień dobry, bardzo mało informacji uniemożliwia konkretne odpowiedzi. Jednak stawiane pytania wzbudzają mój niepokój i wskazują na to, że może być Pani/Pan zagrożony przemocą. Innej odpowiedzi udzieliłabym na pytanie: jak wybaczyć bez słowa przepraszam osobie, która przeżywa trudności w relacji małżeńskiej, ze względu na przykład na problemy komunikacyjne, a zdecydowanie innej ofierze przemocy. Przemoc fizyczna słowna ekonomiczną i emocjonalna są w Polsce przestępstwem, a ofiary przemocy mogą korzystać z bezpłatnej pomocy prawnej i terapeutycznej. Pomoc taką mogą oferować Centra lub punkty interwencji Kryzysowej, Poradnie zdrowia psychicznego, poradnie leczenia uzależnień lub punktu pomocy psychologicznej przy MOPR. Bycie ofiarą przemocy powoduje życie w określonych mechanizmów psychologicznych, które z dnia na dzień coraz bardziej wikłają w sytuacji przemocowych i nie pozwalają się z niej uwolnić, jak np. mechanizm nieustępliwej nadziei na to, że sprawca się zmieni. Dlatego samodzielnie bardzo trudno poradzić sobie z taką sytuacją. Jeżeli o takiej właśnie sytuacji mowa sugeruje niezwłocznie zgłosić się do wyżej wskazanych instytucji i skorzystać z pomocy. Powodzenia Magdalena Bilińska Zakrzewicz

Zobacz podobne
Jakiś czas temu zakończyłem terapię i nie potrafię sobie poradzić z tęsknotą do terapeutki mam wrażenie, że nie umiem już nikomu zaufać i porozmawiać szczerze co czuje. Mimo że terapia była zakończona w porozumieniu, że to już najwyższy czas zakończyć terapie. To w środku odczuwam, że dużo rzeczy ukryłem przed terapeutą i nie wiem co teraz robić, czy wrócić na terapie czy dać sobie szanse, że można liczyć tylko na siebie :(. Minął już rok od zakończenia terapii i dalej mam poczucie tęsknoty.
Dzień Dobry. Poniżej opiszę swoją sytuację, ponieważ bardzo długo się zastanawiałem czy dobrze zrobiłem.
Jestem z żoną 10 lat po ślubie, mamy 5-letniego synka. Jeszcze przed małżeństwem planowaliśmy wspólne życie. Pomysłem moim było na wynajęcie mieszkania i w przyszłości odłożenie na coś swojego, niezależnego. Cały problem zaczął się w momencie, kiedy teściowa weszła w temat. Mieszka w domu, gdzie było 2 dorosłych i 3 dzieci, dom 2 kondygnacyjny. Padło stwierdzenie, po co będziecie wynajmować, skoro góra cała będzie dla Was (2 pozostałych dzieci). Zgodziliśmy się i zrobiliśmy remont, bo jak mówiła to będzie Nasze. Temat tego nasze nie wyszedł ode mnie, a od testowej. Po paru latach nadal nic się nie działo z zapisami. A do tego zaraz po skończonym remoncie dokooptowała Nam swojego synka do jednego z pokoi. Mnie się to bardzo nie podobało, bo chcieliśmy być niezależni, a nie mieć kogoś za ścianą, który myje sobie gary w naszym nowym sprzęcie. Oczywiście jej się to nie spodobało i odpowiedź była, że u Nas się żyje wszyscy razem. Uspokoiłem się i żyliśmy dalej. Gdy mieliśmy fundusze ,chciałem kupić dla nas mieszkanie. Wtedy pojawił się kolejny temat, ponieważ chcemy odejść a tu cała góra dla Nas. Ona chciała zapisać, tylko ja nie chce. Zaczęło mnie na nowo ruszać emocjonalnie. Do tego doszły spadki po zmarłym teściu, które przed śmiercią obiecywał nam, jak i swojemu wnukowi. Dla mnie pewne deklaracje i życzenia przed śmiercią są nie do podważenia, nawet już razem z teściem zaczęliśmy procedury pod budowę domu i zapisy.
Po śmierci się wszystko zmieniło, pierwsze dążyła, żeby to spieniężyć. Na moje pytanie, jak to jest, że teść obiecywał dla wnuka. To nawet na to potrafiła odpowiedzieć, że "teścia już nie ma". Zapisać nie chciała, ale w tym czasie pojawił się temat mieszkania, bo znalazło się dobre. Była w kropce, bo nie chciała dać, a dalej twierdziła, że mamy cała kondygnacje. Czar goryczy przelały jej słowa, że a co będzie, jak ona grunt zapisze, a ja się będę chciał rozwieść. Powiedziałem dość, wyprowadzamy się. Obecnie Nadal mieszkamy w tym domu, ale teren jest zapisany na Nas i jesteśmy na etapie wykończenia domu. Straciłem do Niej szacunek, dlatego, że chciałem jej pomóc po śmierci teścia i drugiego szwagra. A nie to, że była do mnie murem to jeszcze żaliła się na lewo i prawo na Nasze sprawy. Teraz obecnie trochę się uspokoiło, lecz nie chce słyszeć, jak tam nam idzie w budowie, nigdy nie była zobaczyć, ma to gdzieś. Lecz nadal mam jakieś wewnętrzne poczucie czy zachowałem się w porządku?

