Left ArrowWstecz

Jestem w związku małżeńskim, jesteśmy ze sobą od 11 lat, jednak postanowiliśmy się z mężem rozejść.

Witam, jestem w związku małżeńskim, jesteśmy ze sobą od 11 lat, jednak postanowiliśmy się z mężem rozejść. Mamy 2 dzieci i chcemy pozostać na stopie przyjacielskiej. Wcześniej uzgodniliśmy, że do momentu uzyskania rozwodu nie będziemy wchodzili w inne relacje jak i uprawiali seksu z innymi partnerami. Jednak mój mąż postanowił zmienić tę uzgodnioną zasadę i chce móc uprawiać seks z kim chcemy i gdzie chcemy. Jest mi bardzo źle z tą myślą i ja nie chcę zmieniać tej zasady, jednak on się upiera. Wiem że ma to związek z konkretną nieciekawą osobą. Czy to normalne że nie chcę się zgodzić na takie rozwiązanie? Dodam, że ja nie mam nikogo innego.
Usunięty Specjalista

Usunięty Specjalista

Zamiast pytać “czy to normalne” proponuję zapytać “dlaczego” - tzn. “dlaczego ma Pani taki sposób postrzegania tej sytuacji/ dlaczego mąż widzi to inaczej”. Takie podejście pozwoli podejść do tej sytuacji i rozbieżności między Wami z chęcią zrozumienia zamiast oceniania siebie czy drugiej strony.

3 lata temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Zobacz podobne

Pierwszy raz postawiłam granicę - czy dobrze zrobiłam?

Dzień dobry. Ja mam takie pytanie. Czy ja źle zrobiłam nie biorąc kota mojej siostry na święta ? Czy miałam prawo powiedzieć nie ? Bo zawsze się zgadzaliśmy, a teraz po prostu czułam powiedzieć nie. No i jak delikatnie to siostrze wyjaśniłam, dlaczego nie bierzemy, to siostra napisała "Nie ma jak liczyć na własną siostrę." Ona po prostu pisząc tak zapomniała o tych wszystkich sytuacjach, kiedy się zgadzaliśmy. Czy ja źle zrobiłam ? Chce powiedzieć, że chodzę na terapię od 9 maja i to było pierwsze moje nie, jeśli chodzi o tą kwestię dotyczącą siostry. Pierwszy raz postawiłam granicę.

Mąż socjopata. Grozi mnie i dzieciom. Przez kredyt na dom z powrotem go wpuściłam do życia.

Ponad 3 lata po pierwszym rozwodzie związałam się z mężczyzną 9 lat młodszym. Szybko się wprowadził (nie do końca to była wspólna decyzja), zaskarbił sobie zaufanie dzieci. Był spokojny, małomówny, tolerancyjny. Rodzice jego też nas zaakceptowali. Przeszliśmy razem covid, śmierć mojego Taty. Sprawiła ona, że zawalił mi się świat. Szybko, niemal bez zastanowienia podjęłam decyzję, że tak-to jest ten na resztę życia. I udawałam, że nie widzę, że jest obrażalski nie wiadomo z jakich powodów, że po alkoholu nie jest ok, że najlepiej nie mieć swojego zdania. 

Wzięłam Mamę pod swój dach, żeby ją wspierać po śmierci Taty. Zrobiło nam się ciasno, więc decyzja o kupnie domu, wspólny kredyt (mój wkład własny to w zasadzie materiały, wszystkie prawie sprzęty są kupione za pieniądze z darowizny Mamy i spadku). Mąż zadeklarował, że on wszystko zrobi (naprawdę potrafi wszystko). Sytuacja niemal idealna. 

Ale zaczął odkrywać swoje oblicze. Skoro już nie mieszkał u mnie, to przestał się kryć ze swoimi socjopatycznymi zachowaniami. Dodam, że mąż jest osobą bardzo inteligentną ze świetną pamięcią. Wyzwiska i groźby z byle powodu- zjeb genetyczny, strzęp, pier..kretynka, Nie tylko po alkoholu. Poniżanie mnie i dzieci, że jesteśmy patusami, że zgnijemy bez niego, że on będzie stał i patrzył jak to wszystko sie wali. 

Żale do teściowej tylko wzmogły jej wielką chorobliwą miłość do syna. Była nawet konfrontacja - w której mamunia ostatecznie wygłaskała i wyściskała synusia, bo to my jesteśmy tym złym obozem, a on najcudowniejszy. 

I tak cyklicznie sie wszystko powtarzało, moje uczucie wyparowało, kiedy przyskoczył do mnie z nożem. Dlaczego mu na to pozwalałam- nie wiem. 

Za chwilę były Święta, wtedy nagle zmarła moja Mama. Mam do siebie ogromny żal, że powiedziałam jej wiele przykrych słów, kierowana fałszywym poczuciem solidarności z panem i władcą. 

Niedługo on się zwolnił z pracy, bo miał podjąć lepiej płatną załatwioną przez jego ojca. 4 miesiące siedział na moim utrzymaniu. Teściowie dokładali do kredytu i głaskali po glowie. 

Byłam u prawnika, jeszcze rok temu było mnie stać na rozwód z jego pomocą, dziś nie. Kredyt, pożyczka, bo siostra upomniała sie o zachowek.. Wszystkie oszczędności poszły w remont i na utrzymanie domu i rodziny. On o tym dobrze wie, od początku jak powyzywał, pogroził to uciekał pod skrzydła mamusi. A ona cieszyła się z jego obecności i nawet nie zapytała czy mam z czego żyć i czy może mi jakoś pomóc. W końcu jej powiedziałam, że w tym trójkącie ja nie chcę żyć. Niewiele to dało. 

Kolejna akcja, kolejna ucieczka, tekst teściowej - że może mu coś powiedziałam skoro sie tak zachował (wyzwiska i link do artykułu, gdzie mąż dusił i zakopał zwłoki żony). Przestałam odbierać telefony od teściowej, prawie miesiąc nie mieszkaliśmy razem. Byłam szczęśliwa, ale i pełna niepokoju o przyszłość. Doradca kredytowy utwierdził mnie w przekonaniu, że nie udźwignę zobowiązań, więc nadal z nim jestem i dzień w dzień myślę co z tym zrobić. Dodam, że syn rozpłakał się przy wychowawczyni, że ojczym mu groził, byłam wzywana do szkoły, niczemu nie zaprzeczyłam, ale powiedziałam, że kontroluję sytuację. Dzieci są dla mnie najważniejsze, córka ma 19 lat i ma lęk społeczny, nie odzywa się do mnie po tym, jak pozwoliłam mu wrócić do domu. Nie chcę kolejnej przeprowadzki, fundować dzieciom i sobie. Całe życie moich rodziców jest włożone w ten dom(pieniążki z darowizny i spadku). Chcę tu zostać, ale uwolnić się od tego socjopaty (sam sie do tego przyznał). Proszę o odpowiedź, czy mamy szansę na normalne życie.

Związek na odległość i konflikt dotyczący priorytetów - kto ma rację?
Hej, Pokłóciłam się z chłopakiem i chciałam zapytać o to żeby ktoś ocenił szczerze i obiektywnie kto tu zawinił i kto ma rację. Otóż tak jestem w związku na odległość 7 lat, mamy po 27 lat. I sytuacja jest taka, że od niedawna zaczęłam chodzić na siłownię. Było trochę zgrzytów, bo chodzę z koleżanką, której on w skrócie można powiedzieć nie za bardzo lubi, mimo że jej nie zna. I o to były problemy, czemu ja z nią chodzę. Ale wyjaśniliśmy co i jak i doszliśmy do porozumienia. Bo chodziło o to, że mu nie pasowało to, że poznałam tą koleżankę przez internet. Były też sytuacje, że trening troche mi się przedłużył i odzywałam się trochę później niż zwykle ( ale to było jakieś 30/40 minut ). I miał do mnie o to problem. Bo ogólnie co do zasady staramy się pisać do siebie około godziny 20. Teraz pojawił się kolejny problem. Ogólnie spotykamy się na weekendy ( przyjeżdża do mnie w piątek i wraca w niedzielę). I akurat tak wyszło, że w piątek się umówiłam na godzinę na trening z trenerką. I teraz jest problem, bo on musi przyjechać te 1,5/2 godziny później lub przyjechać normalnie i zaczekać na mnie. I jak się dowiedział o tym to powiedział, że on nie będzie jeździł po nocy i nie będzie też na mnie czekał i że w takim razie w ogóle nie przyjedzie, że potraktowałam go jak śmiecia, że stawiam siłownie ponad związek i że czuje się bardzo źle potraktowany, że go olewam i że teraz przekładam spotkania o te 1,5h czy dwie, a później jego zdaniem będę przekładać całe weekendy żeby gdzieś pójść czy spotkać się z koleżanką. Powiedział też, że takie zachowanie może w dalszej perspektywie prowadzić nawet do zerwania z jego strony, że nie będzie tego akceptował. Powiedział też zachowuje się jak bym była singlem, a jestem w związku. Próbowałam z nim porozmawiać na spokojnie wyjaśnić, że ja go nie olewam, tylko po prostu tak się złożyło, że trening mam w piątek, bo wcześniej było przekładane bo źle się czułam. Moim błędem było to, że powiedziałam mu o tym dzień przed ( czyli czwartek) a wiedziałam o tym we wtorek. Ale powiedziałam mu, że jeżeli to problem to okej mogę przełożyć ten trening i żeby przyjechał tak jak zawsze. To powiedział, że już nie chce w ogóle przyjeżdżać. Ja naprawdę nie miałam nic złego na myśli, zależy mi na nim, nie olewam go i siłownia nie jest ważniejsza niż on. Ale po prostu czasami tak sprawy się układają, moim zdaniem trzeba mieć trochę wyrozumiałości do drugiego człowieka. Próbowałam mu to tłumaczyć, że nie stawiam go niżej niż siłownia, że rozumiem, że mógł poczuć się źle, ale że po prostu źle to interpretuje. A on, że to jest fakt, że go olewam i nie ma tu żadnych interpretacji i nie ma co wyjaśniać, bo jego zdaniem ja go olewam i on nigdy nie umawia się z kimś podczas naszego weekendu i że zawsze stara się być wcześniej, żeby spędzić razem więcej czasu. Okej to prawda, ale moim zdaniem nie może być tak, że 2 godziny z weekendu to już jest jego zdaniem olewanie związku. Naprawdę chciałam spędzić go razem tym bardziej, że są Walentynki. Ale on już nie chce, próbowałam tłumaczyć, odwołałam trening, zaprosiłam, powiedziałam, że pogadamy. To powiedział, że nie chce już, że to jest proste i nie ma co wyjaśniać. Że ja przełożyłam spotkanie co jest przyczyną tego, że on zrezygnował całkowicie z weekendu.
Od duszy towarzystwa do izolacji: dlaczego nagle unikam ludzi i czuję się wśród nich źle?

Zawsze byłem duszą towarzystwa, wiecznie dużo osób, sytuacji, ale od pół roku najchętniej siedzę w domu, odrzuciłem wszystkich, unikam kontaktu - wiem, że robię źle,ranię ludzi, ale sam kontakt z innymi ludźmi mnie denerwuje i zniechęca.

PTSD po wykorzystywaniu seksualnym objawia się u mnie niechęcią do bliskości, lęku przed związkami. Co jeszcze może być nie tak?
Witam , mam 21 lat czy to normalne, że nie lubię ,boje się bliskości oraz trudno wchodzi mi się w relacje z mężczyznami ? W dzieciństwie w wieku 12 lat zostałam kilka razy wykorzystana seksualnie przez mojego kuzyna... Jestem po terapii miałam, zdiagnozowany PTSD . Teraz zaczęłam zauważać problem bliskości i relacji czy to jest normalne, co powinnam zrobić ? Czy ma to związek z moim dawnymi doświadczeniami ? Jakie konsekwencje mogą być po takim doświadczeniu, nawet dopiero po czasie ujawnione, jak np. wcześniej nie widziałam takich symptomów itp ..
komunikacja

Umiejętności komunikacyjne – klucz do skutecznej komunikacji

Skuteczna komunikacja to klucz do sukcesu w życiu osobistym i zawodowym. W tym artykule przyjrzymy się bliżej temu, czym są umiejętności komunikacyjne, jaką rolę odgrywają w naszym życiu i jak możemy je rozwijać.