Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Co powinnam zrobić, aby zapanować nad niekontrolowanym wybuchami złości mojego męża?

Co powinnam zrobić, aby zapanować nad niekontrolowanym wybuchami złości mojego męża? Jest strasznie zazdrosny, wyjechał na 2-miesięczne szkolenie, był z inną kobietą, kłamał, a wracał na weekendy i wydzierał się na mnie i na dziecko. Teraz wszystkiego się wypiera, wyzywa od najgorszych, że aż dziecko potrafi mnie wyzwać, a teraz nagle się wścieka i krzyczy. Ostatnio nawet rozwalił drzwi w ataku.
Usunięty Specjalista_tka

Usunięty Specjalista_tka

Polecam zacząć od tego na co i w jakim stopniu ma Pani wpływ w takiej sytuacji. Z opisu wynika, że mąż ma wybuchy złości, więc zajęcie się nimi - należy do niego. Jeśli czuje się Pani zagrożona albo obawia się o to, jak zachowanie męża wpłynie na dziecko - warto zasięgnąć w tej kwestii pomocy. Rozważyłabym kontakt z Niebieską Linią:https://www.niebieskalinia.pl/

Usunięty Specjalista_tka

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Jak radzić sobie z przeszłością w związku? Partner nie akceptuje mojej historii
Witam. Mam problem w moim obecnym związku. A mianowicie mój partner nie może pogodzić się z tym w jakim związku byłam przed nim. Był to związek w którym wogóle nie powinnam się znaleźć(chorowałam na depresję i było mi wszystko jedno z kim i gdzie jestem) poprzedni partner to kryminalista i toksyk przez duże T. Mój obecny partner kiedy się o tym dowiedział i poznał moją osobę nie może pogodzić się z tym że taka osoba jak ja mogła zrobić coś takiego.. minął prawie rok odkąd jesteśmy razem i co chwilę prowadzone są „wojny” w tym temacie. On nie może odpuścić ja nie chcę o tym rozmawiać bądź odpowiadam co mi ślina na język przyniesie czasem niezgodnie z prawdą o czym on wie i oskarża mnie o kłamstwo a ja mam tego tematu serdecznie dość ponieważ nie po to stanęłam na nogi i nie po to jestem dziś tu gdzie jestem aby non stop wracać do przeszłości… co zrobić? Oprócz tego tematu który jest kością niezgody układa nam się na prawdę dobrze… niestety tamten temat mnie totalnie wyczerpuje i rozbija psychicznie i zdrowotnie.. Pozdrawiam
Jak zachować równowagę w relacji i unikać nadmiernego poświęcania się?
Jak w relacji nie stawiać osoby ponad siebie i nie poświęcać się całkowicie na ślepo?
Jak radzić sobie z trudnymi relacjami w rodzinie i jak wspierać w tym swoje małżeństwo?
W związku z moją żona jestem od przeszło 10 lat (3 lata jako małżeństwo), mamy synka dwuletniego syna. Jesteśmy szczęśliwi i dogadujemy się pod każdym względem, dzielimy się obowiązkami i tworzymy zgrany duet. Niestety to wszystko zakłóca moja/nasza relacja z moją matką i siostrą. Zacznę może od tego, że moja relację z mamą i siostrą można określić jako chłodną. Problemy zaczęły się, gdy w pewnym momencie życia zacząłem sobie zdawać sprawę jak bardzo mną manipulują i jak bardzo mnie wykorzystują i postanowiłem się im postawić. Mimo wielu rozmów wskazywania jakie zachowanie wobec mnie i czy innych osób u nich mi nie odpowiada, one nawet nie chciały tego zmienić tylko oczywiście to ja wymyślałem. Nie przypominam sobie momentu w życiu, że po dłuższym braku kontaktu przyszła do mnie myśl żeby zadzwonić do nich i zapytać co słychać. Takie telefony były raczej z zasady, że wypada i to głównie do mamy, bo do siostry nadal nie czuje takiej potrzeby. Uznałem, że ucięcie kontaktu do minimum jest dla mnie wystarcząjące. Jak zaczęliśmy się spotykać z żoną wytłumaczyłem jej jak wyglądają nasze relacje i co działo się dopóki nie postawiłem granicy. Z roku na rok żona sama wyrabiała sobie zdanie o nich i sama obserwowała co się dzieje i przyznała mi rację. Niestety siłą rzeczy zaczęło dotyczyć to i jej przypadku, lecz ona nie postawiła tej granicy (bo nie wypada i jej głupio) no i niestety dała sobie wejść na głowę i teraz to wychodzi. Przez te parę lat nazbierało się trochę tych zachowań i manipulacji wobec mojej żony czy mnie. Ja nauczyłem się ignorować ich próby i nie przejmować się tym gadaniem, natomiast moja żona ma z tym problem i często rozpamietuje ich zachowania i słowa. Jedna do drugiej ma jakieś żale, które oficjalnie nigdy nie zostały powiedziane żeby nie było żadnej konfrontacji, każda udaje, że niby wszystko gra, ale nie gra. Mama jest osobą, której nigdy się nie zadowoli, zawsze ona ma gorzej, zawsze jest bardziej zmęczona i lubi robić z siebie ofiarę. Narzeka na pracę, że jest zmęczona i nie daje rady, bo ledwo chodzi, ale ciągle powtarza, że jakby trzeba było się zając naszym synem to ona da rade, chociażby miała paść ze zmęczenia. Lubi kontrolować i narzucać swoje zdanie, często stosuje szantaż emocjonalny. Po narodzinach dziecka nastawiła się, że będzie nam potrzeba 24/7 chociaż nikt ją o to nie prosił, codziennie dzwoniła pytała jak tam i że ona zawsze jest w gotowości. Niestety, jeżeli chodzi o telefony dowiedziałem się o tym długi czas po tym, bo żona mi o tym nie mówiła, ale w końcu wybuchła i powiedziała, że jest tym zmęczona i zdenerwowana. Po mojej interwencji mama przestała dzwonić i trochę się z tym ogarnęła, ale nadal miała jakieś zachowania i przytyki, które moja żona odbierała jako atak. Jak już wszystko urosło tak, że moja żona poprostu nie ma ochoty sie z nimi spotykać czy zostawiać im dziecka. Przy każdym spotkaniu siedzi tylko żeby je odbyć i żeby było z głowy, ale z drugiej strony nie chce z nikim wchodzić w konflikt. Jak sama twierdzi najlepiej byłoby urwać kontakt i w ogóle się nie spotykać (tak zrobiła ze swoim ojcem). Niestety problemem jest też to, że jeżeli chodzi o "pomoc dziadków" są tylko moi rodzice, ponieważ jej mama przebywa na stałe za granicą i nikogo tu nie ma, stąd też miedzy innymi ta frustracja, że nie ma nikogo bliskiego obok siebie i nie ma żadnej alternatywy. Jak jest perspektywa spotkania z rodzicami ona chodzi naburmuszona i nie odzywa się i jest zła na mnie, że moi rodzice zaprosili nas na obiad, ponieważ na tym obiedzie zawsze będzie moja siostra, której też nie lubi. Moja siostra niestety jest jeszcze gorsza od mojej mamy jest narcystyczna i uwielbia manipulować i wykorzystywać, ale tak samo jak w przypadku przyłapania i zwrócenia jej uwagi oczywiście "ona chciała tylko dobrze" i to zawsze Ty przechodzisz w tą osobę atakującą i to ja jestem tym złym, bo nie doceniasz chęci i pomocy o która w ogóle nie prosisz. Jestem zmęczony tą cała sytuacją, bo jestem pomiędzy młotem a kowadłem, bo staram się wspierać żonę i zawsze jestem po jej stronie, ale czasami mam wrażenie, że niektóre rzeczy wyolbrzymia i reaguje zdecydowanie na wyrost. Z drugiej strony nie chciałbym urywać kontaktu z rodzicami całkowicie, bo bardzo dobrze dogaduję się z moim tatą i nasz syn lubi spędzać z nimi czas. Często zatajam telefony od rodziców z zaproszeniem i okłamuję ich, że mamy plany tylko po to żeby uniknąć konfliktu z żoną. Mam mętlik w głowie, bo czuję presję naprawienia tej relacji ze względu na to, że może być kiedyś za późno, ale z drugiej strony zupełnie emocjonalnie nie jestem na to gotowy. Boje się o tym porozmawiać z moją żoną, że w ogóle w głowie mam takie rozważania, bo wiem jaka byłaby jej reakcja, ponieważ niejednokrotnie mówiła mi, że już ma tego dosyć i nie mówiąc tego na głos miała na myśli rozstanie się co dla mnie jest zupełnie bez sensu.
Mam potrzebę zmniejszenia zależności emocjonalnej od kontrolującej i ściągającej mnie w dół mamy.
Mam problem z kontrolującą matką - jest wiele sytuacji, które można wymieniać. Jestem dorosła, mam 25 lat, a ona nadal w wielu kwestiach próbuje mi mówić, co mam robić. Nie mieszkam z nią, jednak poszukuję teraz pracy i niestety jestem od rodziców jeszcze zależna finansowo. Wczoraj, gdy byłam u niej w domu, wieczorem chciałam jechać samochodem do sklepu po coś słodkiego, a ona krzyczała, że przecież mogłam jechać w ciągu dnia i że po co w ogóle jadę o tej godzinie ( samochodem sklep jest ok. 7 min. od domu). Gdy spytała, czy chłopak, który mi się spodobał, się odezwał (nie odezwał się od kilku dni i mieszka w innym kraju) powiedziała, że to dobrze, bo jej zdaniem to bez sensu, bo on nie mieszka w PL. Powiedziałam jej, że nie może sobie nawet wyobrażać, że ma prawo prawić mi tego typu komentarze. Gdy byłam w wakacje sama we Francji nad morzem na kilka dni to zadzwoniła z krzykiem, że dlaczego się tak mało odzywam, że to nie jest normalne, brzmiała agresywnie. Do wielu rzeczy mnie zniechęca, jak proponuję jej wyjście z domu to komentuje "a po co, bez sensu, szkoda marnować czas na dojazd" i woli siedzieć w domu. Generalnie szybko się zniechęca do wszystkiego i męczy mnie jej energia, zauważyłam już dawno, że moja lepsza wersja siebie nie pasuje do niej kompletnie i nie chcę mieć z nią do czynienia. Po prostu, gdy zaczynam podejmować albo planować w głowie kroki, które są odważne, inne, to od razu ona mi się przypomina w głowie i ściąga mnie to w dół, zabiera energię. Nie wiem, jak się od niej skutecznie odseparować emocjonalnie i nawykowo i jak jej wytłumaczyć, że chcę mieć z nią zdecydowanie mniejszy kontakt. Wiem, że z jej strony skończy się to atakiem złości. Są też kwestie, w których mnie wspiera, jednak nie zmienia to faktu, że ma w sobie duży ładunek negatywny i odbija się to kosztem mnie.
Rozstanie po 11 latach związku: czy jest szansa na odbudowę relacji?

Dzień dobry. Kilka dni temu przeżyłem rozstanie z partnerką, z którą byliśmy ponad 11 lat. Nastąpiło to z jej inicjatywy, chociaż nasze relacje od kilku miesięcy były bardzo trudne. 

Mam 39 lat, partnerka dwa lata młodsza. Ex ma pasję, którą są psy, a ja okazałem się mieć uczulenie na większość czworonogów, które przechodziły przez dom z ciągłym założeniem, że któraś opcja będzie odpowiednia. Był to mocny przyczynek do pogorszenia się relacji i częstych kłótni, pogłębiającego się niezrozumienia działania drugiej osoby. Najgorszy etap trwał ostatnie kilka miesięcy, kiedy ex partnerka uparła się, że zostawi psa, który powoduje u mnie alergię. Zrobiła to po moim "karaniu ciszą" i Ogólnie ja odczuwam związek jako udany do pewnego stopnia, szczególnie gdy mam porównanie do związków znajomych mi osób. Kochałem i dalej kocham ex partnerkę. 

Nasza relacja miłosna wyrosła z początkowej relacji przyjacielskiej w ciągu dwóch miesięcy. Zawsze dużo żartowaliśmy i czuliśmy się dobrze w swoim towarzystwie. Niemniej potrafiłem robić jej przykrość głupimi tekstami, upartym zachowaniem, nieodpowiednim komentarzem czy karaniem ciszą. 

Oboje jesteśmy osobami z zaburzeniami nerwicowymi. 

Przed rozstaniem ex wiele razy wspominała, że powinienem się wyprowadzić albo że nie chce już tak żyć. Niemniej jeszcze kilka tygodni temu były momenty dobre i przyjemne, z tym że już tylko momenty. Teraz po rozstaniu, ex twierdzi, że odczuwa wreszcie spokój i wcale, póki co nie odczuwa mojego braku, bo czuła tę samotność już wcześniej, gdy siedziałem w drugim pokoju albo z oczami w komórce i nie zwracając na nią większej uwagi. 

Bardzo mnie to boli, bo ja czuję jej brak i wspominam bardzo te dobre momenty z naszego wspólnego życia. Ona aktualnie jest mocno rozgoryczona. Wypomina mi, że dlaczego nie reagowałem wcześniej, jeśli kochałem. Że przeze mnie ma problemy zdrowotne i przeżywała miesiącami ciągły stres, zresztą ja przeżywałem tak samo stres i brak zrozumienia. I ona mi nie chce dać wrócić, bo musi zadbać o siebie i nie wierzy aktualnie, że będzie dobrze. 

Ona po prostu czuje spokój, gdy mnie nie ma. Niemniej, gdy się spotkaliśmy przedwczoraj, to była miła, trzymała mnie za rękę, przytulając się nawet, płakała, gdy pakowałem się, wyjmując swoje rzeczy osobiste. Piszemy teraz sporo ze sobą, głównie z mojej inicjatywy. Chciałbym wiedzieć, czy ona jeszcze to przemyśli, czy jest szansa na ponowne zjednoczenie i spróbowanie kolejny raz bycia ze sobą? Czy po tym, co napisałem wcześniej, jest szansa, że partnerka zacznie wreszcie odsuwać negatywne emocje, a poczuje tęsknotę za tym, co było? 

Ja aktualnie chce przepracować swoje błędy, jakie popełniałem. Niemniej jest czasem bardzo ciężko, gdy przyjdzie myśl, że to może być koniec tak długiej relacji.

zdrada

Zdrada – przyczyny, skutki i jak sobie z nią radzić?

Zdrada to głębokie naruszenie zaufania w związku, występujące w formie fizycznej lub emocjonalnej. Powoduje trwałe rany psychiczne u obu partnerów. Analizujemy przyczyny zdrad, ich konsekwencje oraz metody odbudowy relacji po takim doświadczeniu.