Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jestem z facetem 3 lata, od 1 roku mieszkamy razem. Ostatnie pół roku nie dogadujemy się.

Opowiem w skrócie o moim życiu. Jestem z facetem 3 lata, od 1 roku mieszkamy razem. Ostatnie pół roku nie dogadujemy się. On każe mi dać spokój jemu, abym się od niego wyprowadziła od niego. Cały czas ma do mnie pretensje o wszystko, że go nie wspieram, tylko dołuje i w niczym nie pomagam. On zauważył u mnie trzęsące ręce i nerwy i mówi, abym udała się do psychologa. Nie mam ochoty nawet wracać do pracy, ciągle czuje zmęczenie i chce mi się spać. A w nocy nie mogę spać.
Katarzyna Gorgoń

Katarzyna Gorgoń

Minęło sporo czasu, dlatego zastanawiam się, czy problem nadal jest. Jeśli tak, warto porozmawiać o tym z psychologiem.

Rozumiem, że zależy Pani na związku, a mimo to nie dogadujecie się.

Być może jest to konsekwencja zupełnie innego problemu? Np. lęku przed powrotem do pracy?

Opis może wskazywać też na rozwijającą się depresję. Dlatego chociaż jednorazowa rozmowa z pewnością będzie pomocna.

To, co mogę zaproponować, to zaopiekowanie się swoimi potrzebami.

Mam jednak nadzieję, że uzyskała Pani już potrzebną pomoc 

Pozdrawiam serdecznie.

3 lata temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Trudności w podjęciu decyzji o wspólnym mieszkaniu z partnerem po 8 latach związku
Witam Przychodzę dosyć spory kryzys w związku. Jestem z moim partnerem prawie 8 lat, nigdy nie mieszkaliśmy razem. I to właśnie jest głównym problemem. Mamy po 28 lat, mieszkamy od siebie 100 km, spotkamy się co 2 weekend. I nie możemy się dogadać gdzie zamieszkać. Każdy z nas ma już po części ułożone życie w miejscu w którym mieszka w tym głównie dobra pracę, ale też każdy po prostu przyzwyczaił się do danego miejsca i nikt nie chce się przeprowadzić. Każdy z nas chce razem zamieszkać, ale jest zgrzyt gdzie.Ja mieszkam w większym mieście ( ok.350 tys mieszkańców), wynajmuje pokój w mieszkaniu, a partner w małym miasteczku z rodzicami ( około 15 tys mieszkańców). Partner posiada też swoje mieszkanie w bloku, które wynajmuje. I to jest jego argumentem, że mielibyśmy gdzie mieszkać i nie trzeba płacić wynajmu. Ja nie wyobrażam sobie mieszkać w małym mieście, a on w dużym. Jemu przeszkadzają korki ( chociaż nie są jakieś duże), że wszędzie jest dalej i traci się czas na dojazdy, wyższe ceny mieszkań, brak możliwości mieszkania w domu, bo jest to bardzo droga inwestycja i nas nie stać, podobno ciężkość w znalezieniu pracy ze względu na specyficzne warunki pracy w jego zawodzie ( chociaż ja myślę, że spokojnie by znalazł, ale jednak w jego mieście po prostu wszystkich zna i ma już jakieś "układy "). Teraz zarabia bardzo dobrze, a jego zdaniem gdyby przeprowadził się do mnie to w większym mieście zarabiałby mniej w swojej branży że względu na to, że są niższe ceny za tą usługę i nie miałby możliwości dorobić prywatnych robót tak jak może to teraz. Czyli reasumując mielibyśmy wtedy mniej pieniędzy razem jako gospodarstwo. Natomiast mi było by ciężko znaleźć pracę w mniejszej miejscowości, chociaż jego zdaniem są jakieś oferty w moim kierunku, ale jest ich mało. Większe miasto oferuje większe możliwości, jego zadaniem mimo większych możliwości to konkurencja jest większa również i to nie jest argument według niego. Jeżeli chodzi o finanse to pomimo większych cen mieszkań w większym mieście razem i z pomocą rodziców udałoby się nam kupić mieszkanie z niewielkim kredytem. Kolejna rzecz gdzie większe miasto mnie przekonuje to większą możliwość co do różnego rodzaju aktywności towarzysko-rekreacyjno- rozwojowych typu siłownie, baseny, zajęcia sportowe, warsztaty, koncerty, nauka języków. Po prostu w małym miasteczku pomimo że są jakieś atrakcje, to jednak jest ich mniej, chociaż jego zdaniem miasteczko się rozwija i są atrakcje. Ale nigdy nie będzie ich tyle co w większym siła rzeczy. Ze względu na to, że nie planujemy mieć dzieci i odchodzą nam wszelakie obowiązki z tym związane to jednak ta towarzyska część życia jest przynajmniej dla mnie ważna. Partner mówi, że zawsze można pojechać autem gdzieś dalej jeżeli byłaby jakaś atrakcja. Ale nie wiem czy to realnie by się wydarzało.Z jego strony padła też propozycja, żebym szukała pracy w jego miejscowości, lub zrezygnowała z tej i się przeprowadziła i wtedy szukała i gdy będzie ciężko znaleźć lub nie będzie takiej jakiej chce to wtedy przeprowadzimy się do tego większego miasta. Nie wiem co mam o tym myśleć. Po prostu żyjemy 2 oddzielnymi życiami i spotykamy się co 2 weekend. Ja już tego nie wytrzymuje, zawsze wszystko trzeba dopasowywać do weekendu. Ostatnio mieliśmy kłótnię, bo chciałam żeby przyjechał później o 2 godziny, bo miałam trening z trenerką i obraził się i powiedział, że w ogóle nie przyjedzie( winą z mojej strony było to, że powiedziałam mu to dzień przed a wiedziałam już wcześniej). Koniec końców zrezygnowałam z treningu i przyjechał normalnie. Wszystko zaczyna mnie już denerwować, bo zwyczajnie brakuje czasu, nie rozmawiamy przez telefon tylko piszemy ( bo on nie chce rozmawiać, bo nie chce żeby rodzina słyszała za ścianą o czym rozmawia). Co jest problematyczne, bo zawsze o 20 powinnam być tylko dla niego, a mam też inne rzeczy, bo zaczęłam zdrowo się odżywiać i chodzić na siłownię i przychodzić później. I to wszystko po prostu zajmuje czas. Czuje się samotnie, zaczęłam szukać koleżanek na grupach na Facebooku, to też kłótnia z jego strony, bo on uważa, że to nie jest normalne. I jego największy zarzut to to, że przedkładam inne rzeczy nad związek typu koleżanki, siłownia, jakieś inne aktywności. Owszem zdarzyło mi się kilka razy później wrócić, ale chyba to nic złego, bo to było może pół godziny, czy do godziny. Dużo się kłócimy, mamy problem z komunikacją, on często w kłótni się unosi, stosuje ironię, widać po mimice duże zdenerwowanie ja wtedy zaprzestaje rozmowy i mówię, że wrócimy jak się uspokoisz. To zarzuca mi, że uciekam od rozmowy. Potem zauważa to , że niepotrzebnie się uniósł, ale potem znowu się to powtarza. Tłumaczy mi, że po prostu zbiera się na to już kilka sytuacji i wtedy nie wytrzymuje. Zarzuca mi też, że dużo rzeczy zapominam o czymś o czym rozmawialiśmy i że to jest przez to, że zajmuje się siłownia, koleżankami a nie rozmowa z nim. Zarzuca mi, że zapominam o jakichś drobnych rzeczach dla związku, okej zdarzyło mi się, ale zwyczajnie zapomniałam, a nie, że nie miałam czasu przez siłownie i koleżanki. Może powinnam popracować nad tym, żeby pamiętać o jakichś rzeczach dla związku. Wiem też, że czasami upieram się przy swoim nie mając racji, to moja wada. Ostatnio właśnie mieliśmy dużo poważnych rozmów o przyszłości, o naszych problemach komunikacyjnych. Jednak każdy z nas po prostu ma inną wizję wspólnego zamieszkania. Ale narazie to są tylko rozmowy, nie padły żadne wiążące słowa, nie wiem jak to rozwiązać. Może żeby każde z nas szukało pracy w tej drugiej miejscowości i wtedy jeżeli ktoś znajdzie coś ciekawego to podjąć decyzję? Czy może to ja mam ulec i spróbować w mniejszym mieście? Czy odłożyć to na jakiś czas, żeby przemyśleć ( np rok ) i wtedy zadecydować? Proszę o szczera opinie jako osoby trzeciej jak to wygląda.
Wstyd po rozwodzie z powodu zdrady i lęk przed spotkaniem byłej żony z nową partnerką
Dzień dobry. Jestem 2 lata po rozwodzie (rozwód z mojej winy zdrad) poznałem nowa kobietę chce z nią żyć a nadal odczuwam uczucie wstydu żeby z nią wyjść na miasto. Boje się spotkać była żonę jak sobie poradzić z tym uczuciem i strachem ?
Moja partnerka choruje na zaburzenia odżywiania-bulimię, problemy z samoakceptacją, depresję. Raz jest lepiej, a raz gorzej.
Jestem z moją partnerką od kilku lat, jesteśmy zaręczeni. Cały nasz związek to pasmo wzlotów i upadków. Moja partnerka choruje na zaburzenia odżywiania-bulimię, problemy z samoakceptacją, depresję. Raz jest lepiej, a raz gorzej. Kiedy jest lepiej, jest najcudowniejszą osobą pod słońcem, szczerym złotem i promykiem. Ale zdecydowanie częściej jest kupką nerwów, zamkniętą w sobie. Obraża się o nic, nie komunikuje, mam wrażenie, że manipuluje... Nie wspiera mnie w codziennych obowiązkach. Czuję się od jakiegoś czasu szalenie samotny w związku, wszystko kręci się wokół jej emocji, natomiast ja jestem niezauważalny. A jest mi strasznie ciężko dźwigać to wszystko w pojedynkę. Nie mogę liczyć na wsparcie, zaniedbałem siebie o swoje pasje... Dotarło do mnie, że żyję z nią jedynie dla tych pojedynczych pięknych momentów, czekając na nie i pielęgnując, gdy się pojawiają. Obietnice zmiany pojawiały się wielokrotnie, za każdym razem to samo. Jestem cholernie zmęczony, podjąłem decyzję o rozstaniu, bo chcę zawalczyć o siebie. ALE boję się jej zostawić samej, wiedząc, że ma skłonności autodestrukcyjne, praktycznie nie ma rodziny i przyjaciół. Ma tylko mnie. Nie wiem, jak poradzić sobie z tymi strasznymi wyrzutami sumienia? Czuję się, jakbym ją porzucał. Ale przecież mam chyba prawo do bycia szczęśliwym? Potrzebuję pomocy, jestem w fatalnym stanie psychicznym, czuję się za nią odpowiedzialny i wiem ,że byłbym gotów żyć tak już zawsze poświęcając siebie w imię miłości.
Czuję się odrzucona przez rodzinę po nieoczekiwanym wyjeździe nad morze

Dzisiaj się dowiedziałam czegoś. Dowiedziałam się, że moja mama i dwie siostry jadą w czwartek nad morze, wracają w poniedziałek. Ja wiem, mówiłam siostrze jednej ze nie pojechałabym z nimi, bo po prostu nie czuję się komfortowo przy mamie i przy nich. A także z uwagi na bliznę po operacji. No...tak...tak mówiłam. A dzisiaj jak te słowa okazały się prawdą, to mnie to zabolało. Bo jak teraz sobie pomyślałam...To przecież mogła się mnie ostatecznie zapytać, czy moja decyzja, że nie jadę, jest ostateczna...a one nic... Poczułam się wyobcowana. Poczułam się odrzucona po raz kolejny w życiu przez nich. Owszem z tą siostrą jedna mam w miarę poprawne relacje jednak... Dlaczego to tak zabolało?

Pierwszy raz postawiłam granicę - czy dobrze zrobiłam?

Dzień dobry. Ja mam takie pytanie. Czy ja źle zrobiłam nie biorąc kota mojej siostry na święta ? Czy miałam prawo powiedzieć nie ? Bo zawsze się zgadzaliśmy, a teraz po prostu czułam powiedzieć nie. No i jak delikatnie to siostrze wyjaśniłam, dlaczego nie bierzemy, to siostra napisała "Nie ma jak liczyć na własną siostrę." Ona po prostu pisząc tak zapomniała o tych wszystkich sytuacjach, kiedy się zgadzaliśmy. Czy ja źle zrobiłam ? Chce powiedzieć, że chodzę na terapię od 9 maja i to było pierwsze moje nie, jeśli chodzi o tą kwestię dotyczącą siostry. Pierwszy raz postawiłam granicę.

Przemoc

Przemoc - definicje, rodzaje i formy zjawiska

Przemoc to globalny problem dotykający miliony osób. Zrozumienie jej definicji, rodzajów i form jest kluczowe dla skutecznego przeciwdziałania. Poznaj skutki i rodzaje przemocy oraz dowiedz się, jakie są możliwości uzyskania pomocy dla ofiar.