
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Jestem z facetem 3...
Jestem z facetem 3 lata, od 1 roku mieszkamy razem. Ostatnie pół roku nie dogadujemy się.
Opowiem w skrócie o moim życiu. Jestem z facetem 3 lata, od 1 roku mieszkamy razem. Ostatnie pół roku nie dogadujemy się. On każe mi dać spokój jemu, abym się od niego wyprowadziła od niego. Cały czas ma do mnie pretensje o wszystko, że go nie wspieram, tylko dołuje i w niczym nie pomagam. On zauważył u mnie trzęsące ręce i nerwy i mówi, abym udała się do psychologa. Nie mam ochoty nawet wracać do pracy, ciągle czuje zmęczenie i chce mi się spać. A w nocy nie mogę spać.
Katarzyna Gorgoń
Minęło sporo czasu, dlatego zastanawiam się, czy problem nadal jest. Jeśli tak, warto porozmawiać o tym z psychologiem.
Rozumiem, że zależy Pani na związku, a mimo to nie dogadujecie się.
Być może jest to konsekwencja zupełnie innego problemu? Np. lęku przed powrotem do pracy?
Opis może wskazywać też na rozwijającą się depresję. Dlatego chociaż jednorazowa rozmowa z pewnością będzie pomocna.
To, co mogę zaproponować, to zaopiekowanie się swoimi potrzebami.
Mam jednak nadzieję, że uzyskała Pani już potrzebną pomoc
Pozdrawiam serdecznie.

Zobacz podobne
Czy po przerwie w związku po traumie jest szansa na powrót i kiedy warto napisać?
Witam, jakiś czas temu zadawalem tutaj pytanie z prośbą o radę ws. mojego związku. Niestety moja była już dziewczyna i ja rozstalismy się. Powiedziała, że po przemyśleniu musi to zrobić, bo musi skupić się na sobie, bo aktualnie psychicznie ma duży problem, zaznaczę że chodzi również do terapeuty. Zaakceptowalem to, bo chce aby wyszła na prostą, wsparłem, naplakałem się, ale nie klocilem, najwazniejsze jest dla mnie jej zdrowie, a aktualnie nie była w stanie oddać całej siebie w związku. Poniżej wkleję treść mojego poprzedniego postu dla kontekstu całej sytuacji. Czy jest dla nas jakaś szansa? Między nami oboje uważamy, ze bylo idealnie, 0 klotni, te same priorytety i zdanie na kazdy temat, wspaniala relacja. Czy za jakis dłuższy czas warto napisac? Pol roku, rok? Jednak rozchodząc się dalej bardzo się kochaliśmy i to bardzo trudne dla nas obu. Dziękuję za każdą odpowiedź i wklejam treść poprzedniego mojego postu... "Jak wspierać partnerkę po traumie przemocy seksualnej? Martwię się o naszą relację Witam. Od miesiąca jestem w związku ze świetną dziewczyną, z którą rozumiemy się bez słów i oboje uważamy, że jesteśmy dla siebie stworzeni. Jak się poznawaliśmy to dowiedziałem się, że jest ofiarą przemocy seksualnej. Mimo to czuła się przy mnie bezpiecznie i jakiś czas temu doszło między nami do pierwszej inicjacji seksualnej. Oboje tego chcieliśmy, to było nagłe, ale byliśmy z tego zadowoleni. Po niemal tygodniu widzieliśmy się i mi uświadomiła, że to nie moja wina, ale po prostu nie czuje się bezpiecznie, kocha mnie, ale aktualnie ma doła. Ewidentnie jakikolwiek dotyk jest dla niej bolesny emocjonalnie i niekomfortowy. Martwię się o nią, bo jest załamana. Kocha mnie, a ja nie chcę jej stracić. Wiem, że chodzi do terapeuty w Warszawie i pomogło jej to bardzo, a ja od jej traumy jestem pierwszym mężczyzną i po prostu boję się, że relacja się zakończy mimo miłości. Co mam robić? Czy należy dać jej czas i wszystko samo wróci do normy? Potrzebuję rady."
Konflikt z siostrą męża niszczy małżeństwo – brak wsparcia i napięcia rodzinne
Mam problem z siostrą męża. Odkąd jesteśmy razem, dziewczyna nie potrafiła nawiązać żadnego kontaktu ze mną. Próbowałam rozmawiać, zadawałam pytania, zawsze wychodziłam z inicjatywą, ale kończyło się to tylko pustymi odpowiedziami. Przy stole rodzinnym było mi po prostu przykro, że jestem w stanie zadać pytanie i otrzymać odpowiedź, ale w drugą stronę to nie działa… Nigdy nie zainteresowała się moją osobą. Zastanawiałam się czy to nie była zazdrość, bo mój mąż zanim byliśmy razem zawsze robił za nią wiele rzeczy, woził ją wszędzie, odbierał paczki, itp. W końcu stwierdziłam, że odpuszczam, prosiłam też męża (wtedy partnera) o wyjaśnienie sytuacji, w czym tkwi problem. Stwierdziła, że jest introwertykiem i dlatego ze mną nie rozmawia i że nie ma nic do mnie... Problem w tym, że z innymi potrafi rozmawiać. Temat nie został wyjaśniony i się ciągnie latami… Spotkania rodzinne były dla mnie najcięższą rzeczą jaką musiałam znosić, jeździłam tam zestresowana i z bólem brzucha. Z czasem przestałam się odzywać przy stole, co dla mnie jest bardzo trudne, bo jestem osobą bardzo otwartą i towarzyską. Czułam się w tym wszystkim po prostu fatalnie, ale starałam się zadowolić męża i jego rodziców, bo „rodzinka jest w komplecie”. Przyszedł czas naszego wesela. Wszystko było dobrze, do czasu. W pewnym momencie jego siostra wyszła na środek sali by przy wszystkich złożyć życzenia urodzinowe swojej koleżance (tak się złożyło, że sąsiadka miała w dniu naszego wesela urodziny). Nic o tym nie wiedziałam i nie wyraziłam na to zgody. Potem wyszedł mąż i złożył mi życzenia z okazji zbliżających się moich urodzin… Byłam po prostu wściekła, zawsze powtarzałam, że wesele to nie jest miejsce na składanie komuś innemu życzeń, oświadczyny lub inne wydarzenia… Dziewczyna, która twierdzi że jest introwertykiem wychodzi nagle przy wielu osobach na środek sali i wygłasza przemówienie… Ja od niej nigdy żadnych życzeń nie dostałam, mimo że ja pierwsza jej kiedyś złożyłam życzenia i kupiliśmy z mojej inicjatywy prezent. To dla mnie już było za wiele… Wiem, że mąż chciał dobrze ale fakt, że pozwolił jej wystąpić na tej sali mimo że do mnie się nie odzywa to dla mnie w pewnym sensie zdrada emocjonalna. Wiele razy mu podkreślałam, jak bardzo boli mnie to zachowanie i chciałam żeby to wyjaśnił. Potem w podróży poślubnej nie mogłam sobie poradzić z emocjami i w sumie do tej pory nie mogę. Zamiast korzystać i się cieszyć ze wspólnych chwil to ja byłam smutna, rozdrażniona… Jestem cały czas zła na męża za to co zrobił. Są momenty, że się do niego nie odzywam. Stałam się wycofana, obojętna, nie potrafię mu okazywać uczuć, czuję się wypalona, mam co do niego bardzo mieszane uczucia za to, że nigdy nie stanął po mojej stronie… Sama już nie wiem co do niego czuje, jesteśmy świeżo po ślubie a ja mam czasem myśli czy tego po prostu nie zakończyć… Za kilka miesięcy wesele ma jego siostra. Nie chcę tam iść i mu o tym powiedziałam. Jednakże on chyba tego nie rozumie i boli go to, że nie chce przy nim być w tym dniu. Zakładam też, że boi się reakcji całej rodziny na to, że może nas tam nie być. Mam dość udawania przed wszystkimi, że jest OK, z wyjątkiem rodziców to nikt z jego rodziny nie wie o tym konflikcie. Sama już nie wiem co o tym wszystkim myśleć, ciągle tylko wszystko analizuje. Mój związek się po prostu rozpada, bo zaczynam czuć coraz więcej negatywnych emocji w stosunku do męża przez jego siostrę i przez to że nie potrafi(ł) podejmować odpowiednich działań. Wiem, że każdy będzie żył swoim życiem, ale chcę się od wszystkich odciąć i nie mam zamiaru brać udziału w rodzinnych spotkaniach. Nie ważne jaką decyzję podejmę w sprawie ich wesela, czy wspólnego przyszłego życia z mężem, zawsze któraś ze stron będzie pokrzywdzona… Wszyscy moi bliscy wiedzą o tym konflikcie i tylko przejmują się tym, że mężowi jest ciężko w tym wszystkim bo jest między młotem a kowadłem. Uważają, że powinnam wspierać męża ale gdzie w tym wszystkim jest wsparcie dla mnie? Mną nikt się nie przejmuje, nikt nie wie co ja tak naprawdę czuję i ile mnie to wszystko kosztuje… Straciłam motywację do wszystkiego.
Co zrobić, gdy przyjaciółka odsuwa się ode mnie, choć byłam przy niej w najgorszych momentach?
Co powinnam zrobić jeżeli osoba przy której byłam w jej najgorszych momentach, dawałam z sobie 100%, aby nie czuła się źle, odsuwając tym samym swoje wszystkie plany i będąc dla tej osoby cały czas teraz się ode mnie odsuwa i kiedy ja potrzebuje jej to nie widzę zaangażowania z jej strony. Widzę że jest przy mnie tylko wtedy gdy ona tego potrzebuje lub jak nie ma się do kogo odezwać?
Relacja z partnerem jest skomplikowana-zrywamy i schodzimy się, czuję, że ta relacja jest dla mnie przemocowa, mam stany depresyjne
Dzień dobry. Na wstępie zaznaczę, ze imiona są zmyślone.
Nazywam się Kornelia i mam 20 lat.
Byłam 2,5 roku w związku z rówieśnikiem Tomkiem. Mieszkaliśmy ze sobą około rok i pracowaliśmy w różnych miejscach. To był bardzo ciężki związek, wyzwiska, zakazy, przemoc psychiczna. W pewnym momencie zostałam bez znajomych, bo wszyscy odwrócili się ode mnie ze względu na niego, on również nie miał żadnych kolegów. Tylko jednego przez internet, utrzymywał z nim kontakt, pracowaliśmy kiedyś razem. Tomek jest strasznie leniwy, wydaje wszystkie pieniądze, nie pomagał mi, gdy razem mieszkaliśmy, dlatego w lutym tego roku spakowałam jego torby i kazałam się wynieść, bo miałam tego dość, że wyzywał się na mnie ciągle, nie dbał o siebie. Liczył się tylko telefon i łóżko, w którym gnił dosłownie. Nie rozwiesił nawet prania, które potrafiło leżeć w misce tydzień i dopiero ogarnął je, gdy kończyły mu się czyste ubrania, bo ja powiedziałam, że nie będę robić tego za niego. Wraz z wyrzuceniem go z domu zwolnił się z pracy, w której ja pracuję do dziś. Dwa miesiące siedział w domu u mamy, mieliśmy kontakt na zasadzie: „to twoja wina” i tak kręciło się koło. Spotkaliśmy się raz, później znowu koniec, bo nie mogliśmy się dogadać. Oficjalny powrót był w maju, ale on w tym czasie pracował już w nowym miejscu (od kwietnia) za granicą, 200km od Polski. Praca tragiczna. Dwie zmiany jednego dnia, 6 dni w tygodniu, ciągle zapewniał, że szuka cały czas innej pracy, wysyłałam mu ogłoszenia z ofertami zatrudnienia, ale ciężko to szło. Widywaliśmy się raz na dwa tygodnie w weekend, bo ja pracuję co drugi weekend. Do października nasz rytuał wyglądał tak, że widywaliśmy się w sobotę, a w poniedziałek rano jechał jak ja już byłam w pracy albo spałam przed pracą, wiec zostawało pół soboty i niedziela, bo pół soboty przysypiał po powrocie z pracy mówiąc, że jest zmęczony, bo nie śpi od 2 w nocy.
We wrześniu byliśmy na wakacjach. Nic mu się nie podoba, wiecznie robi mi wyrzuty, telefon, łóżko i zakłady bukmacherskie a ja byłam problemem, że musiał przyjeżdżać i jeszcze spędzać czas ze mną. Jak tylko wyjeżdżał zaczynała się awantura o błahe powody i blokowanie siebie wzajemnie i kończenie. Lubię chodzić na imprezy, różne zabawy, dożynki, bo mieszkam na wsi. On nie lubi nic, uważa że to sztuczne imprezy dla emerytów. Robił mi wiecznie wstyd przy znajomych i rodzinie. Byliśmy w tym roku tylko na dożynkach, które całe przesiedział na telefonie tłumacząc, że nie będzie pił z idiotami- tak uważa moją kuzynkę i jej rodzinę oraz resztę znajomych. Wiecznie był stres, bo mimo że fajnie się bawiłam, ciągle myślałam o tym, że już jest obrażony, nie zamienia z nikim ani słowa a całe 6 godzin spędza przed telefonem.
Wracając do pracy, całą wypłatę przepuszcza na zakłady bukmacherskie, ale jego tłumaczenie jest takie, że traci na przyjazdy do mnie, kolacje, obiady i wyjazdy. Tylko, że wyjazdy gdziekolwiek są raz na kilka miesięcy, bo on wiecznie nie ma pieniędzy, a ja nie będę go sponsorować cały czas. Zarabia 7 tysięcy a w półtora tygodnia nie ma ani grosza i jeszcze pożycza od rodziców. Na początku listopada zebrało się we mnie i postanowiłam, że to koniec. Nie mogę się z nim dogadać, nie chce się widywać raz na dwa tygodnie, bo to bez sensu. Chciałam wynająć mieszkanie i mieszkać razem, ale on powiedział, że pracy nie zmieni. Jest mu po prostu na rękę, że siedzi na kwaterze pracowniczej i nie ma żadnych obowiązków oraz raz na dwa tygodnie przyjedzie do mnie. Oczywiście drugim pretekstem był też Arek, którego znam od lutego. Poznaliśmy się w pracy. Uważam, że jest moją bratnią duszą. Jest 12 lat starszy. Zawsze dogadywaliśmy się, mamy wspólne tematy do rozmowy, podobny światopogląd, żarty i tak dalej. Arek był w związku od 15 lat, ale z pewnych powodów go skończył i zaczęliśmy się bardziej zbliżać do siebie między innymi dlatego, że razem dojeżdżamy do pracy i wzajemnie mówiliśmy o swoich problemach. Zaczęłam spotykać się z Arkiem jeszcze, gdy byłam z Tomkiem, ale nie miałam tego na sumieniu, bo wiedziałam jak Tomek mnie traktuje oraz jak znalazłam kiedyś u niego w telefonie filmy prawie pornograficzne, które wysyłał mu jego ojciec/m. Stwierdziłam, że należy mu się.
Z Tomkiem nie jestem już prawie miesiąc, mimo że tyran dalej czuje, że go kocham, z nim chciałam mieć dzieci. Często nalegałam na zaręczyny, ale nie doczekałam się słysząc tłumaczenie, że nie ma sensu się zaręczać skoro 30 razy w miesiącu się rozstajemy. W ciągu prawie miesiąca pisaliśmy ze sobą. Ja stanowczo byłam na nie, jeśli chodzi o powrót to moim warunkiem była zmiana pracy i wynajęcie mieszkania oraz zaczęcie razem normalnego życia. Wychodzenie na różne imprezy, normalne zakupy i uczestniczenie w nich, a nie siedzenie w telefonie albo narzekanie, że on wychodzi, bo palić mu się chce i w rezultacie sama zostawałam na zakupach. Tydzień temu uległam i sama napisałam czy zastanowił się i może zmienił zdanie co do zmiany pracy, bo powiedział, że nie zmieni pracy póki ja nie zmienię, ale ja mam pracę na miejscu, dobrze płatną, która pozwoliłaby się nam wyprowadzić na wynajem. On odpisał, że nie, bo jak on się prosił to ja nie chciałam i z góry powiedział, że i tak nie będziemy nigdzie wychodzić, a moich znajomych „będzie cisnął”, bo nam razem we dwoje jest najlepiej. Dlatego napisałam, że w takim razie dalej zostaje na nie i ma więcej nie pisać do mnie. Przedwczoraj napisał czy to naprawdę koniec i nigdy do niego nie wrócę. Nie odpisałam. Wczoraj napisał, że wolał się ze mną kłócić i godzić cały czas niż mnie tracić i być kiedykolwiek z kimś innym i mnie zablokował. Zawsze miałam obawy, że pisze z kimś na boku, ogląda zdjęcia innych kobiet albo obserwuje kogoś, bo byłam strasznie zazdrosna. Ciagle śnią mi się koszmary, że mnie zdradza i ogląda inne. Nie przesypiam żadnej nocy, ciagle się budzę i sprawdzam telefon czy nie napisał, dzisiejszej nocy śniło mi się, że założył nowe konto na instagramie i obserwował same bezpruderyjne profile, żeby zrobić mi na złość i pisał do mnie wyzywając mnie, a ja we śnie planowałam samobójstwo z tego powodu. Obawiam się, że jeśli wrócę do niego nadal będzie to samo, ale nie zrobię tego dopóki nie zmieni pracy i nie wynajmie mieszkania.
Jeśli chodzi o Arka zawsze uważałam go za świetnego kumpla, nigdy nie myślałam o związku z nim dopóki nie zaczął mi tego sam sugerować. Jak już się zbliżyliśmy do siebie „legalnie” prawie miesiąc temu, wyjścia, pocałunki i przytulanie… też zakończył związek, ale okazało się, że okłamuje mnie i nie jest szczery.
Okazało się, że nadal widuje się i pisze z byłą partnerką. Pisał mi, że jedzie do sklepu a w tym samym czasie widziałam go z byłą na stacji paliw. Zawoził ją do pracy. W aucie cały czas było przestawione siedzenie, bo ona je przestawiała. Raz powiedział, że musi odpisać mamie, gdy jechaliśmy na kolacje, a spojrzałam i widziałam, że to ona do niego napisała. Wtedy się przyznał, że kłamał, bo wie jak ja reaguje na wzmiankę o niej. Sam przyznał, że jest frajerem, bo nie wie czemu zawiózł ja do pracy, a ma z nią kontakt bo trzeba się wymeldować z mieszkania i inne sprawy. Mam wrażenie ze dwlej kłamie bo znowu siedzenie było przestawione a nie miał w ogóle wytłumaczenia czemu tak jest. Wszyscy mnie okłamują. Nie wiem co mam robić. Serce nadal kocha Tomka, ale nie chce znowu zostać skrzywdzona i wykorzystana, bo naobiecuje a nic się nie zmieni. Arek mnie kłamie, mimo że mówi, że mnie kocha, nie odpowiadam mu, bo nie czuje tego samego narazie, ale fajnie spędza nam się czas, jest miły, przytula, zupełnie inny. Razem wychodzimy, proponuje imprezy, ale aktualnie nie mam do tego głowy. Nie wiem totalnie co robić, boje się, że za to Arka stracę totalnie jak powiem, ze jednak nie będzie z tego nic. Dodam, że w dzieciństwie miałam stany depresyjne i chodziłam z mama do psychologa, czuje się teraz podobnie. Mam ochotę nie istnieć. Bardzo proszę o pomoc i propozycje rozwiązania tego..
Jak radzić sobie z inwazyjnością rodziny w sprawach finansowych i relacyjnych?
Dzień dobry Nazywam się Sandra. Mam 34 lata. Choruję na Zesztywniające zapalenie stawów kręgosłupa. Jestem osobą z niepełnosprawnością. Obecnie jestem w udanym związku. Mieszkam z partnerem w moim mieszkaniu. Ja jestem na rencie a on jest kierowcą autobusu w MZA Warszawie. Choruję również na depresję. Na nią biorę lek Asentrę. Po tym leku czuję się dobrze. Jestem pod opieką psychologa i psychiatry. Mój partner bardzo mnie wspiera i pomaga mi w życiu codziennym. Jest bardzo zaradny życiowo. Moja rodzina polubiła Piotra i co niektórzy w mojej rodzinie nam kibicują. Mam problem z dogadywaniem się z ciocią ( siostrą mojej mamy) która mieszka w Gdyni. A my mieszkamy w Ząbkach pod Warszawą. Chodzi o nasze sprawy w związku które czasem ciocia nie akceptuje lub narzuca w naszej rozmowie swoje zdanie. Niby jestem samodzielna i nie mieszam z nią tylko mieszkam u siebie a ona mimo wszystko chce nadal kontrolować moje życie i nasze decyzje które podejmuję wspólnie z Piotrem. Nie lubię z nią rozmawiać na temat pieniędzy. Ciocia po prostu mi nie wierzy ,nie ufa mi ( nam nie ufa ) w sprawie płatności za rachunki. Jest mi z tego powodu bardzo przykro. I nie wiem co mam z tym zrobić. ? Irytuje mnie to bo czuję, że za bardzo wtrąca się w nasze życie. Podczas rozmowy z Ciocią bardzo blokuję się podczas rozmowy z nią na temat pieniędzy. Nie wiem dlaczego tak jest.? Próbuję to jakoś zrozumieć. W poprzednim związku byłam z około 8 lat. Poprzedni były partner mnie niestety oszukał i okradł z pieniędzy i nigdy ich nie oddał. Wydaje mi się że przez tą poprzednią sytuację ciocia nam nie ufa a bardziej mi nie wierzy w to co jej mówię. Uważa, że muszę uważać na to żeby mnie chłopak nie oszukiwał. Jej zdaniem powinien on więcej się dokładać do naszego wspólnego budżetu jak zarabia znacznie więcej. Z kolei ja się nie zgadzam z jej opinią. Czułabym się niekomfortowo gdyby chłopak miał za wszystko płacić. Czułabym bym się z tym źle. Niestety ona tego nie rozumie. Już nie wiem jak mam z nią postępować.? Jestem dorosłą osobą a ona traktuje mnie nadal jakbym była dzieckiem. Nie rozmawiałam z nią żeby przestała ingerować w nasze sprawy. Bo nie chcę się z nią kłócić i nie chciałabym tracić z Ciocią relacji ani wykreślać ją z naszego życia. Mimo wszystko jest dla mnie ważna. Pomogła mi z przeprowadzką z Gdyni a tata pomagał mi kupić mieszkanie w Ząbkach. Mamy nie mam zmarła kilka lat wcześniej. Bardzo proszę o radę. Co mogę zrobić żeby było lepiej ?. A czego powinnam unikać w rozmowie z Ciocią. ? Pozdrawiam serdecznie

