
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, rozwój i praca, zaburzenia nastroju
- Kiedyś było więcej...
Kiedyś było więcej pracy, teraz czasami mam wrażenie że jestem do niczego. Prowadzę salon kosmetyczny i jest mało klientek
Anonimowo
Łukasz Truchan
Cześć Anonimowo, przeczytałem Twój wpis i poczułem duży smutek i bezradność, brak wsparcia, zrozumienia i wiary w samego siebie. To co opisujesz co dzieje się w Twojej głowie wygląda na wypalenie zawodowe.
Możesz zadbać o siebie i swoje kompetencje? Oczyszczenie umysłu, wypoczynek, oderwanie myśli od pracy? Szkolenia, kursy? Jest ktoś kto może Cie w tej sytuajci wesprzeć?
Masz inne zajęcia w których możesz na chwilę oderwać się od pracy? Wyobrażanie sobie różnych sytuacji w negatywny sposób i z negatywnym zakończeniem bez znajomości faktycznego powodu sytucji w której jesteś potrafi zaprowadzić nas w kozi róg i w bezradność, depresję.
Szukasz powodów swojej sytuacji w konkurencji. Może tak być, może ludzie chcą czegoś nowego. Może konkurencja oferuje innej jakości usługi.
Może chodzi tu o Twoje podejście, zdolności? Może Twoje złe samopoczucie emanuje na klientów?
Jeśli tak jest, że to chodzi o Ciebie to jesteś w stanie wszystko zmienić :) wbrew pozorom jest to coś na co masz największy wpływ.
Może to rónież być powodowane okresem recesji i sytuacji finansowej w jakiej nasz kraj i jego obywatele się znaleźli.
Proponuje spróbować o tym z kimś porozmawiać i rozważyć wszystkie możliwe opcje. Powodów może być wiele, jednak trzeba przyglądnąć się tematowi.
Podrawiam

Zobacz podobne
Dzień dobry, Jestem na rozdrożu.
Związałem się przed 6 laty z kobietą, która ma dziecko, obecnie 10-letnią dziewczynkę. Jesteśmy taką trochę patchworkową rodziną. Ja mam 40 lat, partnerka 35. Mieszkamy razem, kochamy się. Mała ma kontakt z ojcem, mnie traktuje bardzo dobrze. Ponieważ partnerka pracuje w korporacji, gdzie bardzo dobrze zarabia, ale też i długo pracuje, to ja odbieram jej córkę ze szkoły, gotuję obiady, pomagam w lekcjach. Z biologicznym ojcem też nie ma problemu, jest on obecny w życiu dziewczynki, chociaż założył nową rodzinę i ma kolejne dzieci.
Ja mam więcej czasu, bo wykonuję wolny zawód, ale też finansowo jestem niezależny. Jest jednak inny problem, bo zawsze marzyłem o rodzinie tzn. żonie i własnym dziecku i czuję, że zbliżam się nieuchronnie do momentu, gdy będę zmuszony podjąć trudną decyzję. Z partnerką ten temat był obecny od dawna. Na początkach naszej znajomości twierdziła, że bardzo chce mieć kolejne dziecko, bo sami byliśmy jedynakami i wiemy, że jak to było smutne. Chciała jednak chwilę poczekać, jak się nasza znajomość rozwinie, co dla mnie zrozumiałe.
Ja zresztą też nie chciałbym tak od razu. Nasz związek jest bardzo dobry, kochamy się, okazujemy dużo czułości i wsparcia, jesteśmy pokrewnymi duszami. Już od dłuższego czasu rozmawiamy o przyszłości, budowie domu, wzięciu ślubu. Partnerka zaczęła jednak odwlekać temat dziecka i jestem mocno tym wszystkim podłamany. Na początku twierdziła, że chce skupić się na pracy, gdzie idzie jej bardzo dobrze, jest jeszcze młoda i szkoda jej zostawić to, co osiągnęła, więc dziecko jeszcze chwilę może poczekać. Przed Świętami Bożego Narodzenia przeprosiła mnie i wyznała mi jednak szczerze, że nie chce już mieć więcej dzieci. Długo jej to zajęło i po prostu doszła do momentu, w którym jest w 100% przekonana, że więcej dzieci nie chce mieć. Jestem tym załamany, coś we mnie pękło, czuję się oszukany. W Sylwestra mieliśmy wielką kłótnię, do dzisiaj mamy ciche dni. Zaczyna we mnie też dojrzewać myśl o zakończeniu tej znajomości, bo widzę siebie za 20 lat jako całkowicie samotnego starego faceta. Życie jest nieprzewidywalne, możemy się za kilka lat rozstać, rodzice odejdą, partnerka może umrzeć, cokolwiek się może zdarzyć, a ja zostanę jak palec, bez rodziny.
Nie mam pojęcia jak to wszystko poukładać. Jeśli dojdzie do rozstania, co wydaje mi się dzisiaj nieuchronne, to jak małą do tego przygotować? Ta cała sytuacja mnie niszczy, nie mogę się skupić na niczym innym jak buszowaniu w internecie w poszukiwaniu odpowiedzi, przeglądam też ogłoszenia z mieszkaniami. Może jednak zostać i spróbować popracować na partnerką, aby zmieniła zdanie w tej kwestii, co wydaje mi się nierealne?

