Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Brak wsparcia partnera w trudnych chwilach

Witam. Kilka dni temu straciłam najlepszego przyjaciela (pies) z powodu ciężkiej choroby. Na codzień mieszkamy za granica. Żeby leczyć psa musieliśmy jechać do Polski. Mam żal do partnera, który w tym momencie wolał spędzać czas i nocować u swoich rodziców, niz siedzieć z nami w tych trudnych dla nas chwilach… nasz związek trwa 9 lat, lecz po tych traumatycznych dla mnie chwilach, gdzie nie mogłam liczyć na jego wsparcie zaczęłam wątpić w sens tego związku. Czy to jest normalne, tym bardziej, ze w tym roku planujemy ślub ?
Usunięty Specjalista

Usunięty Specjalista

Słyszę o bardzo trudnym dla Pani wydarzeniu. Straciła Pani psa, który był dla Pani przyjacielem, co samo w sobie może wywołać masę różnorodnych reakcji. Do tego Pani partner nie okazał takiego wsparcia, jakiego Pani potrzebowała. Wątpliwości co do związku są zrozumiałe. Warto się nim przyjrzeć i przede wszystkim porozmawiać o nich z partnerem.

3 lata temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Agnieszka Matusiak

Agnieszka Matusiak

Sytuacja, o której Pani napisała, jest bardzo trudna. Kiedy traciła Pani kogoś ważnego w swoim życiu, swojego przyjaciela, potrzebowała jednocześnie wsparcia i bliskości swojego partnera. To rozłączenie w bliskości i wspólnym przeżywaniu emocjonalnym nazywamy w terapii par krzywda zadaną więzi (emocjonalnej) i pracujemy nad jej odzyskaniem. Przyglądałabym się temu, czy Partner wiedział, jak bardzo go Pani potrzebuje, czy nie, jeśli wiedział, dlaczego go nie było, może są jakieś powody, których nie znamy (np. sam bał się z tym zmierzyć, nie potrafi unosić bólu i cierpienia), a może uważał, że sama sobie Pani świetnie i dzielnie poradzi… powodów może być bardzo dużo i zachęcam do rozmowy z partnerem albo skorzystania ze wspólnej terapii. Tak czasem jest łatwiej rozmawiać o trudnych rzeczach. 

3 lata temu
Konrad Smolak

Konrad Smolak

Warto porozmawiać otwarcie z Partnerem, że miała Pani konkretne potrzeby i oczekiwania w tych trudnych chwilach. Powodów takiego zachowania partnera może być wiele, od takich, których Pani się obawia, po takie, których być może Pani nie zakłada. Po szczerej rozmowie można wysnuć wnioski, bez niej, obawiam się, mogą być przedwczesne i nie ma gwarancji ich trafności. 

3 lata temu

Zobacz podobne

Kryzys małżeński po 17 latach: czy można odbudować uczucia?

Właśnie po 17 latach małżeństwa żona ode mnie odeszła, wyprowadziła się z dziećmi. Wina leży w większości po mojej stronie, krytykowaniu jej, moim nerwowym zachowaniu i zdarzającą się agresją po upojeniu alkoholowym. Kilkukrotnie się poszarpaliśmy lub np. wykręciłem jej rękę, najgorsze, że na drugi dzień nic z tego nie pamiętałem. Nasze relacje bywały różne, raz lepiej raz gorzej. Byłem też o żonę często zazdrosny, nie lubiłem jak wychodziła gdzieś na imprezy z koleżankami. Po ostatniej takiej sytuacji, gdy wróciłem pijany i podczas kłótni wykręciłem jej rękę, postanowiła, że się wyprowadzi. Na początku mówiła, że potrzebuje czasu, żeby zobaczyć czy za mną zatęskni, ale mijał drugi tydzień i naciskałem, żeby się określiła co dalej i podczas rozmowy powiedziała, że nie tęskni i że nic do mnie nie czuje. Nie wiem czy to przez to, że naciskałem na nią i potrzebuje więcej czasu. Ja nie mogę się z tym pogodzić, bo ją bardzo kocham i nie dochodzi to do mnie. Nie mogę spać, straciłem mocno na wadze, mimo że staram się jeść normalnie. Ciężko mi się zmusić do czegokolwiek, stałem się obojętny. Tęsknię też mocno za dziećmi, choć widuje je, a dzieci sypiają u mnie, jeszcze nie wiedzą co zaszło. Dopiero teraz po kolejnych nieprzespanych nocach i przemyśleniach doszło do mnie jak skrzywdziłem moją żonę. Nieraz wcześniej mówiła, że to ostatnia szansa na moją zmianę, ale jakoś to do mnie nie dochodziło. Bardzo mi zależy na naszej rodzinie, na mojej żonie i chciałbym to wszystko odbudować, tylko że moja żona mówi, że już nic do mnie nie czuje. Czy to możliwe, że mogło jej uczucie do mnie całkiem wygasnąć? Jest szansa na uratowanie naszego małżeństwa? Czy to jeszcze za szybko i potrzeba czasu? Co mam robić?

Jak wspierać partnera w depresji, wpływ nadmiernego narzekania na związek i zdrowie psychiczne

Mój partner od około pół roku jest nie w nastroju, głównie narzeka, na brak zleceń w pracy, że przez to nie zarabia, że jest zmęczony, ciągle go bolą plecy, i takie zachowania trwają przez większość dnia. Mówi, ze ciągle ma wszystko pod górkę, wszystko ciężko przychodzi, non stop się porównuje z innymi, bo oni mają lekko i łatwo im wszystko przychodzi, a on ma pecha i jest mu źle. Najgorsze jest to, ze jego zachowania odbijają się na mnie, bo: "jestem najbliżej". Mamy w domu roczne dziecko. Mnie męczy już ta sytuacja i jego ciągłe narzekania. Jak mu pomóc?

Chcę rozstać się z mężem. Myślę, że na pewno, ale to wciąż nie jest dla mnie łatwe.
Witam. Nie wiem od czego zacząć. Chce się rozstać z mężem. Powodów jest sporo, ale według mojego męża są one nieważne. Od początku naszego związku jego zdanie było najważniejsze i ostatnie. On mówił co myślał i nie patrzył na to, że mnie rani. Moja wina, bo zawsze dusiłam wszystko w sobie i tak przez 20 lat bycia razem się nazbierało. Nie powiem, że były to tylko złe chwile ,ale ostatnio tak. Urlop z dziećmi ( a mamy ich 2: 15 i 9 lat) był katastrofą. Tzn. Ja z dziećmi, a on sam, bo się źle czuje. Przed 5 lat miał stwierdzona depresję i tłumaczyłam to też tym, brałam większość obowiązków na siebie ,do tego praca na cały etat. Jakoś z pół roku temu stwierdziłam, że muszę coś dla siebie zrobić i pomyśleć o sobie, bo zwariuję i zapisałam się na siłownię bez pytania czy mogę, ale z wyrzutami sumienia. Do teraz jest mi to zresztą wypominane i to, że na pewno go zdradzam, bo zaczęłam o siebie dbać. W poniedziałek dzwonił do mnie( zawsze dzwoni z pracy, bo mam poniedziałki wolne) I znowu było wałkowane to, że on się źle czuje, że ja dla niego nic nie robie i w którymś momencie zaczął na mnie krzyczeć, a ja głupia słuchałam tego, zamiast odłożyć telefon. Zresztą nie pierwszy raz. Jak wrócił to była kłótnia i wyszedł gdzieś na noc. Wrócił i przed moja pracą znowu kłótnia, gdzie wykrzyczał mi, że jestem jego wrogiem i inne rzeczy, ja w odwecie mu powiedziałam tylko, że jest złym ojcem ( co w sumie jest po części prawdą, bo z dziećmi nie ma za bardzo kontaktu). Nie chciałam, ale chciałam go zranić tak, jak on mnie ranił co jakiś czas. I takie kłótnie ciągną się do dzisiaj, a już niedziela. Prosiłam go we wtorek : daj mi spokój, muszę sobie wszystko ułożyć w głowie, poszukam psychologa online ( mieszkamy w Niemczech). Jestem totalnie zmęczona tym wszystkim. U niego to jest tak : raz mnie kocha ,raz koniec i nie będzie poruszał tematu i tak kilka razy dziennie, a ja tak nie umiem. Już mu dzisiaj powiedziałam, że nie chcę z nim być i to koniec i naprawdę tak myślę, bo mam dosyć. Starsza córka mi sama powiedziała, że tato myśli tylko o sobie. Ja wiem, że ciężko jest i jemu, bo jesteśmy ze sobą 20 lat razem, ale szczerze to ja nie wiem czy go kocham, czy chcę z nim być. Wczoraj wyszłam na chwilę z koleżankami, żeby pogadać z kimś na ten temat, a on mnie śledził czy nie spotykam się z kochankiem i to nie pierwszy raz w tym tygodniu. Jestem psychiczne roztrzęsiona , sama nie wiem, co się ze mną dzieje i tak na 80 procent jestem pewna, że nie chce z nim być. Samotności się nie boję, prędzej czy sobie finansowo poradzę itd. i czy w długi nie popadnę, bo mamy kredyt na dom. Nie wiem co mam zrobić, a ciągle czuje się jakby on mnie zmuszał do bycia z nim razem. Jakoś w maju też mieliśmy kłótnie. Nie aż taką dużą i się pogodziliśmy, ale wtedy pierwszy raz żałowałam, że się z nim pogodziłam i od tamtej pory czuje się, jakbym go okłamywała, że go kocham. On oczekuje ode mnie seksu, a ja już od bardzo długiego czasu nie mam chęci i nie umiem się zmuszać i to też mi wypomina. Ja mu dzisiaj powiedziałam, że czuje się na dzień dzisiejszy zagubiona i chce mieć trochę czasu dla siebie, żeby zrozumieć co się ze mną dzieje i trochę mu powiedziałam, z czego to się wzięło. Niby rozumie, ale ciągle drąży. Ja nie wiem czy chce z nim być. Proponował terapię dla par, a ja nie wiem czy chce, nie wierzę, że może być lepiej po prostu... Chcę tylko spokoju dla siebie i dzieci.
Wsparcie mamy w wychodzeniu z żałoby - jak to zrobić dobrze?
Dzień dobry, pochodzę z rodziny wielodzietnej, w sumie miałam 5 rodzeństwa. Ponad dwa lata temu zmarł mój starszy brat. Ja już po tych dwóch latach powiedzmy uporałam się z żałobą i chce zacząć normalnie żyć. Mieszkam z mamą i niepełnosprawnym bratem. Mam nadal tkwi w początkowych etapach żałoby. Izoluje się od nas, nie interesuje się naszym życie, ale jednocześnie pragnie żebyśmy byli jej podporządkowani. Nie pozwala na życie własnym życie. Mało tego zarzuca nam że nie wspieramy jej, nie wspominamy brata. Tłumaczenia że po takim czasie my mamy prawo żyć odbiera jako atak. Czuje, że utknęliśmy w toksycznej relacji i nie wiem jak z tego wybrnąć. Może terapia rodzinna byłaby odpowiednią albo zmuszenie mamy do indywidualnej terapię. Wspomnę jeszcze, że mama jest już pod opieką psychiatry i na stałe przyjmuje leki na depresję, które jak twierdzi nic nie pomagają.
Czy partnerka ma borderline? Ogromne wybuchy złości powodują, że nie chcę trwać dalej w naszym związku.
Dzień dobry. Mam na imię Piotr. Mam 42 lata. Mieszkam obecnie w Niemczech. Co Panstwo sadzicie o mojej sytuacji? Jestem z partnerką od 3 lat. W ogolnym rozrachunku jest porządna, pracowita i "fajna kobieta". Niestety jest też druga strona. Jest bardzo wybuchowa, bardzo wulgarna i często negatywnie nastawiona do ludzi. Wybuchy złości są uśredniając raz na tydzień, więc łatwo przeliczyć, że było tego już ok 150 razy. Doszedłem do punktu, że dalej nie dam rady. Wybuchy złości przychodzą znikąd. Jako zwykły człowiek nie mogę zrozumieć, jak można o takie drobnostki być tak nerwowym. Gdy ma taki wybuch, to mam wrażenie, że się nie kontroluje. Wyzywa mnie, krzyczy na cały głos, sąsiedzi to słyszą (wstyd mi przed sąsiadami). Mam nawet wrażenie, że gdybym ja nie był spokojny, a wybuchowy, to mogla by mi wbić nóż. Gdy próbuję porozmawiać z nią racjonalnie, to jest znów krzyk. A wiem, że potrafi rozmawiać racjonalnie, bo ma syna w wieku 20 lat, który jest "nieporadny" i z nim rozmawia bardzo racjonalnie. Jedyny sposób, żeby nie było wybuchów złości to moja pełna uległość wobec niej, ale to się nigdy nie wydarzy. Na początku myślałem, że jest to kwestia ułożenia naszego związku. Ale dzisiaj wiem, że to jest głębszy problem i sami sobie z tym nie poradzimy. Problem w tym, że mimo faktu, że mam do niej uczucia (choć już dużo mniejsze niż wcześniej) i nie chce kończyć tego związku, to niestety bede musiał to zrobić. Czytałem troche o tym i może to być ten problem "borderline". Ona za młodu straciła matkę i miala bardzo ciężką sytuacje. Na koniec dodam, ona uważa, że to wszystko moja wina i o jakiekolwiek terapii nie chce słyszeć. Dziekuje bardzo za jakakolwiek odpowiedz.
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!