
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Brak wsparcia...
Brak wsparcia partnera w trudnych chwilach
M…
Usunięty Specjalista
Słyszę o bardzo trudnym dla Pani wydarzeniu. Straciła Pani psa, który był dla Pani przyjacielem, co samo w sobie może wywołać masę różnorodnych reakcji. Do tego Pani partner nie okazał takiego wsparcia, jakiego Pani potrzebowała. Wątpliwości co do związku są zrozumiałe. Warto się nim przyjrzeć i przede wszystkim porozmawiać o nich z partnerem.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Agnieszka Matusiak
Sytuacja, o której Pani napisała, jest bardzo trudna. Kiedy traciła Pani kogoś ważnego w swoim życiu, swojego przyjaciela, potrzebowała jednocześnie wsparcia i bliskości swojego partnera. To rozłączenie w bliskości i wspólnym przeżywaniu emocjonalnym nazywamy w terapii par krzywda zadaną więzi (emocjonalnej) i pracujemy nad jej odzyskaniem. Przyglądałabym się temu, czy Partner wiedział, jak bardzo go Pani potrzebuje, czy nie, jeśli wiedział, dlaczego go nie było, może są jakieś powody, których nie znamy (np. sam bał się z tym zmierzyć, nie potrafi unosić bólu i cierpienia), a może uważał, że sama sobie Pani świetnie i dzielnie poradzi… powodów może być bardzo dużo i zachęcam do rozmowy z partnerem albo skorzystania ze wspólnej terapii. Tak czasem jest łatwiej rozmawiać o trudnych rzeczach.
Konrad Smolak
Warto porozmawiać otwarcie z Partnerem, że miała Pani konkretne potrzeby i oczekiwania w tych trudnych chwilach. Powodów takiego zachowania partnera może być wiele, od takich, których Pani się obawia, po takie, których być może Pani nie zakłada. Po szczerej rozmowie można wysnuć wnioski, bez niej, obawiam się, mogą być przedwczesne i nie ma gwarancji ich trafności.

Zobacz podobne
Witam, znalazłam to forum dziś rano i potrzebuję pomocy, lub chociaż rady. Mam 19 lat i skończyłam szkołę 2 miesiące temu. Od 4 klasy podstawówki miałam pasek i stypendium, byłam bardzo dobrym uczniem zarówno w młodszych klasach, jak i w liceum. Od 7 miesięcy spotykam się z chłopakiem, jest kochany i bardzo mnie wspiera. W tym roku pisałam maturę, więc moja mama powiedziała, że mogę się z nim spotykać raz w tygodniu. Zgodziłam się na to i tak zrobiłam, jednak wraz z czasem mama zaczęła go obwiniać o „złe oceny”, kiedy dostałam np. 3 ze sprawdzianu. Mama mnie bardzo często wyzywa, nawet za małe rzeczy typu: zapomniałam wnieść ręczniki z balkonu. Wszystko pogorszyło się w trakcie matur, to wtedy też pierwszy raz zadzwoniłam na telefon zaufania i opowiedziałam o mojej sytuacji. Po maturach były moje urodziny, które spędziłam sama, leżąc w łóżku i płacząc. Moi rodzice powiedzieli, że mam zakaz spotykania się z moim chłopakiem do odwołania. Powiedzieliśmy sobie dużo za dużo słów, zarówno ja, jak i oni. Potem zaczęłam chodzić do pracy; temat chłopaka ucichł, a ja spotykałam się z nim w tajemnicy. Jednak parę dni temu matka się dowiedziała, i powiedziała, że mam się wyprowadzić. Rodzice chcą mnie zmusić, żebym z nim zerwała, bo oni „chcą innego chłopaka dla mnie” i uważają, że mój obecny mnie manipuluje i ma zły wpływ. Prawda jest taka, że po każdej kłótni w domu jak zostałam zwyzywana, to ten „okropny” chłopak zawsze mnie pocieszał, wspierał, i po prostu był dla mnie. Nigdy mi nie pozwolił być samej po kłótniach czy wyzwiskach. Zawsze mogłam mu się wygadać, a on zawsze był i mnie słuchał, nawet jeśli mówiłam o jednej rzeczy kilka razy. Rodzice mają obsesje na jego punkcie do tego stopnia, że ojciec przyszedł i zaczął mi mówić, iż „jakaś osoba z jego pracy” doniosła mu o tym, jaki jest mój chłopak. Domyśliłam się, że może poprosił kogoś, aby poszukał jakichś informacji na jego temat, co dla mnie jest paranoją. Powiedziałam, że mimo iż są moimi rodzicami, nie mają prawa mi mówić z kim mam zerwać, a z kim mogę chodzić; nie mam już 15 lat. Chodzę do pracy, skończyłam szkołę z dobrymi ocenami i jestem już po maturze. Więc bardzo proszę o radę, ponieważ dali mi ultimatum; albo z nim zerwę i będę mogła zostać w domu, albo będę się z nim spotykać, i mam się wyprowadzić, a co za tym idzie; nie będę mogła już wrócić do domu. Mam już dość takiego życia i ciągłych kłótni, próbowałam z nimi rozmawiać wiele razy, ale nie da się. Ja też nie chce rezygnować ze swojego szczęścia, bo rodzice mają takie „widzimisię”.

