
- Strona główna
- Forum
- zaburzenia nastroju, zdrowie seksualne
- Jak przezwyciężyć...
Jak przezwyciężyć obojętność i czerpać radość z życia i związku przy depresji?
Marta Sak
Dzień dobry,
uczucie zobojętnienia i niezdolności do czerpania radości z życia muszą być dla Pani bardzo trudne. Zasługuje Pani na to, aby móc znowu doświadczać pełnej gamy emocji i doświadczeń. Jest to jak najbardziej możliwe, pod warunkiem, że leczenie będzie właściwie dopasowane do Pani trudności i potrzeb.
Nie pisze Pani o tym, od jak dawna przyjmuje Pani leki przeciwdepresyjne. Jeśli farmakoterapia trwa od kilku dni lub kilku tygodni, jest bardzo prawdopodobne, że leki nie zaczęły jeszcze działać. Jeżeli jednak przyjmuje Pani leki już od dłuższego czasu i nie zauważa Pani zadowalającej poprawy - może być to sygnał, że należy zmienić rodzaj leku lub jego dawkowanie. Na pewno warto porozmawiać o swoim samopoczuciu podczas najbliższej wizyty kontrolnej u lekarza psychiatry.
Za najskuteczniejszą metodę leczenia depresji uważa się połączenie farmakoterapii z psychoterapią. Regularne spotkania z terapeutą_ką dostarczą Pani wsparcia emocjonalnego, pomogą zrozumieć źródło depresji i pracować nad trudnościami, które doprowadziły do kryzysu psychicznego. Serdecznie zachęcam Panią do skorzystania z tej formy pomocy i umówienia wstępnej konsultacji.
Pozdrawiam serdecznie i trzymam za Panią kciuki!
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Usunięty Specjalista_tka
A czy korzysta Pani z psychoterapii? Jeśli nie, to polecam rozważyć połączenie psychoterapii z farmakoterapią. Pomoże to zadbać o różne sfery życia, które wpływają na Pani stan. Przy konsultacji z psychiatrą warto też wspomnieć, jak czuje się Pani po lekach.
Usunięty Specjalista_tka
Adam Jegliński
Najpierw warto przyjrzeć się sobie i odnaleźć/uświadomić sobie przyczynę depresji. Depresja może wynikać np. z poniesienia istotnej straty (opuszczenie w jakikolwiek sposób przez bliską, bardzo ważną osobę), z dużego poczucia winy, z dążenia do celów, na których tak naprawdę nam nie zależy, ale ktoś powiedział, że tak trzeba. Po zakończeniu żałoby po stracie, odpuszczeniu sobie winy, zmiany celu na zgodny z sobą, depresja powinna przejść. Ten proces wymaga czasu, który trzeba sobie poświęcić. Pomaga wsparcie psychologiczne/terapeutyczne.
A propos leków, warto je brać wtedy, gdy depresja jest tak silna, że uniemożliwia lub bardzo utrudnia normalne funkcjonowanie. Natomiast trzeba pamiętać, że leki przymulają, osłabiają odczuwanie. Leki działają na objawy, a nie na źródło problemu, więc nie rozwiązują problemu, raczej go zagłuszają. Warto spojrzeć na depresję, jak na sygnał od samego siebie, że trzeba zająć się poważnie sobą.
Pozdrawiam serdecznie,
Arkadiusz Parker
Dzień dobry,
zachęcam do rozpoczęcia psychoterapii. Oprócz leków istotna jest także praca własna i być może właśnie wsparcie drugiej osoby, psychoterapeutki_ty byłoby znaczące.
Pozdrawiam serdecznie,
Arkadiusz Parker

Zobacz podobne
TW samookaleczanie
Mam 22 lata i przepraszam, że tak długo się rozpiszę, ale nie daję rady. Od dziecka byłam typem aspołecznym, nie lubię spotykać się z ludźmi, ani z nimi rozmawiać. Nigdy nie mam tematów na rozmowy, nawet jeśli ktoś się ze mną zaprzyjaźnił, ta relacja bardzo szybko się kończyła, gdyż w pewnym momencie się izolowałam. Przez ten brak potrzebny socjalizacji, zawsze czułam się nieludzko. Dziwnie, inaczej. Jestem bardzo brzydka i głupia. Przez słowo głupia mam na myśli, że jestem osobą zapominalską, wszystko wypada mi z rąk, wykonuje niezręczne ruchy przy ludziach. Bardzo dużo gestykuluję i szybko mówię. Moja prokastrynacja jest na tak wysokim poziomie, ze obecnie mam pięć warunków na studiach. Nie zdałam roku. Wielokrotnie zapominałam dat rejestracji albo gubiłam się we wszystkim. Mówię szybko i nerwowo, czego bardzo się wstydzę.
Mam wrażenie, że wszystko, co wychodzi spod mojej ręki, jest złe, gorsze, żenujące. W ciągu dnia doświadczam wahań nastrojów, czasem mam motywację, ale czasem mam wręcz ochotę rzucić się pod metro, którym codziennie dojeżdżam na uczelnię. Okaleczam się żyletką, lubię, gdy rany są dość głębokie, gdy krawędzie rozsuwają się na boki. Dużo płaczę, w miejscach publicznych, na zaliczeniach, wszędzie, czasem nawet bez powodu. Mam wrażenie, że emocje mnie przytłaczają, że jestem dziecinna, głupia niedojrzała. Nie mam marzeń, cały dzień czekam do nocy, żeby spać, jednak ten sen często nie przychodzi. Chodziłam do psychiatry, ale on nie rozmawiał ze mną.
W gabinecie głównie płakałam roztrzęsiona, a on przepisywał mi leki. Od kilku miesięcy biorę Dulsevię 60 mg raz dziennie, spamilan 10 mg trzy razy dziennie, estazolam 2 mg tymczasowo na sen (bardzo pomagał, ale już się skonczył) i medikinet CR 20 mg. Medikinet sprawia, że przez jakiś czas czuję motywacje, ale po paru godzinach znowu przychodzi stan otępieniq, beznadziei i złości. Nie potrafię radzić sobie z emocjami, płaczę, okaleczam się, uderzam w drzwi, wewnętrznie krzyczę. Dotychczas miałam jednego ,,przyjaciela" ale izolowałam się i olewałam tę znajomość. Gdy on powoli się odsunął, poczułam ogromną zazdrość i duże emocje, które targają moje wnętrze, tak jakby rozrywały każdą część mięsa, z którego jestem utworzona. Nie tęsknie za człowiekiem, lecz za uwagą. Czuję się tak obrzydliwie, jakbym nie pasowała do świata. Nie chcę być częścią życia społecznego. Nienawidzę przebywania w tłumach i nie umiem prowadzić rozmów z ludźmi. Z drugiej strony brak mi poczucia przynależności, tak jakbym nie istniała. Po kilku minutach miłej rozmowy ze znajomym lub nieznajomym muszę wyjść gdzieś, trząść rękami i głową, oraz mówić do siebie, by uregulować emocje. Psychiatra skierował mnie do psychologa z epizodem depresyjnym i zaburzeniami adaptacyjnymi z lękiem społecznym, ale on praktycznie ze mną nie rozmawia. Polecał mi również diagnozę pod kątem spektrum autyzmu, ale to dużo kosztuje i nie wiem, czy się opłaca. Nie wiem, nawet co mi jest. Coraz bardziej męczy mnie bycie człowiekiem. Uciekam w fikcję, ale moje ciało daje mi znać, że życie istnieje. Boję się cierpienia. Czasem brałam kilka tabletek więcej, niż powinnam, żeby sprawdzić swoją granicę. Zdarzyło się, że przecięłam swoją skórę tak, że krwawiła cały dzień bez przerwy. Kładłam się spać z krwawiącą raną, myśląc, że może umrę przez sen. Wykańcza mnie bycie mną, leki nie pomagają. Czy jest sposób, aby sprawdzić, co jest ze mną nie tak? Czemu nie czuję się jak człowiek? Czy można jednocześnie być aspołecznym, ale empatycznym? Nie mam zaburzeń schizoidalnych, ponieważ odczuwam emocje i troskę.
Nie przywiązuję się jednak do ludzi. Mój świat to niestabilna pustka. Czy jestem zepsuta?

