Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Mąż twierdzi że ma depresję i obwinia mnie - jak mogę mu pomóc?

Witam. Mój mąż twierdzi, że ma depresję. Za swój stan obwinia mnie, bo ja nie słuchałam, bo ja to, bo ja tamto...Zdaje sobie sprawę, że nie jestem idealna, jestem w zaburzeniu lękowym nawracającym, miałam ciężkie dzieciństwo, on tak samo. Gdy u Niego w życiu pojawią się problemy, po prostu go to przerasta, wycofuje się z bliskości między nami, jest w tym stanie dla mnie niemiły. Nie wiem, jak z nim rozmawiać, nie chce podjąć leczenia

User Forum

Ewelina

4 miesiące temu
Urszula Żachowska

Urszula Żachowska

Dzień dobry, 

 

być może pomocnym byłoby rozważanie terapii pary i przyglądniecie sie temu co dzieje się w relacji, o czym jest obecny kryzys i praca nad relacją oraz komunikacją. 
Może pomocnym byłoby również poszukania wsparcia dla siebie, wtórnie może to pomóc relacji oraz znaleźć adekwatniejsza przestrzeń do szukania sposóbów na wsparcie męża. 

Pozdrawiam
Urszula Żachowska

mniej niż godzinę temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Katarzyna Świdzińska

Katarzyna Świdzińska

Dzień dobry, 

 

Przykro mi, że taka sytuacja ma miejsce. Musi być Pani bardzo ciężko nie tylko z powodu stanu męża, ale i skoncentrowanych na Pani oskarżeniach z jego strony. Jeśli chodzi o rozmowy - może Pani delikatnie przekazać mężowi, że martwi się Pani jego stanem, że zauważa, że jest mu ciężko. Jeśli mąż nie chce udać się do psychologa, może Pani zasugerować zadzwonienie na Telefon Zaufania dla dorosłych. 

W tej sytuacji powinna Pani zadbać również o swoje zdrowie psychiczne - rozważyć sięgnięcie po wsparcie psychologa bądź psychoterapeuty, który z pewnością pomoże Pani wszystko poukładać. 

 

Pozdrawiam ciepło, 

Katarzyna Świdzińska, Psycholog 

mniej niż godzinę temu
Marek Szafranski

Marek Szafranski

Dzień dobry Pani Ewelino


Zdecydowanie jest Pani w trudnej sytuacji i wyobrażam sobie, że doświadcza Pani ogromnego cierpienia. Prawda jest jednak taka, że to każdy z nas odpowiada za stan własnego zdrowia. Proszę się nie poddawać sugestiom małżonka i pamiętać o podstawowej zasadzie. Jeśli chce Pani wspierać/pomagać kogokolwiek, wpierw trzeba zadbać o siebie i własne samopoczucie!


Z całą pewnością nie zmieni Pani męża i wygląda na to, że nie ma też teraz przestrzeni na jego leczenie. Jednak może pani zmienić siebie,  znaleść wewnętrzny spokój oraz zrozumieć siebie samą. Paradoksalnie , świat i ludzie w około Pani też się zmienią. Być może, że  sposób pośredni, dając przykład i biorąc odpowiedzialność za siebie sama, wpłynie Pani na małżonką. 
 

Podsumowując. Zachęcam do kontaktu z psychologiem i przyjrzenia się sobie samej, swoim mechanizmom. Tylko działanie może coś zmienić. 


Życzę powodzenia i proszę walczyć o siebie😁💪

4 miesiące temu
Nowy Świat - Psychiatria i Psychoterapia

Nowy Świat - Psychiatria i Psychoterapia

Dzień dobry pani Ewelino,

sytuacja, którą pani opisuje z pewnością jest trudna zarówno dla pani jak i dla pani męża. Brzmi jak trudność w relacji pani z pani mężem. W takich sytuacjach może pomóc psychoterapia par, abyście mogli państwo spróbować siebie rozumieć, być może na nowo, lecz skuteczniej - bez obwiniania, z troską. Obie strony będą miały szansę usłyszeć siebie w inny sposób niż dotychczas.

Jednocześnie pomocnym i skutecznym może okazać się konsultacja psychiatry dla pani i oraz rozpoczęcie indywidualnego procesu terapeutycznego. Objawy, o których pani pisze, mogą być uciążliwe i dostarczać cierpienia, więc warto systematycznie nad nimi pracować w sposób skuteczny w perspektywie długofalowej, nie tylko chwilowo.

Chęć pomocy mężowi i namawianie go "na leczenie" zakładam, że jest okazem troski i obawy o jego zdrowie psychiczne, lecz także o państwa relację. W tej sytuacji jednak może bardziej pomocne być pozostawienie decyzji o indywidualnym leczeniu mężowi. Pozostawiam pod rozwagę i życzę skutecznego znalezienia pomocy.

 

 

Wszystkiego dobrego,

Adam Bogdański

 

mniej niż godzinę temu
Jakub Rozbicki

Jakub Rozbicki

Pani Ewelino, sugeruję delikatnie zwrócić uwagę mężowi, że terapia pary może znakomicie poprawić jakość Waszej komunikacji. Przynajmniej na początku. Oczywiście nikogo nie da się zmusić perswazją do leczenia jednak spokojna i rzeczowa argumentacja może odnieść skutek. Z tego co Pani pisze niesiecie za sobą ciężary z rodzin pochodzenia, dobrze więc pomyśleć również o indywidualnym wsparciu. 

4 miesiące temu
Kamil Hołyst

Kamil Hołyst

Rozumiem, że sytuacja, w której mąż zmaga się z obniżonym nastrojem i obarcza Panią winą za swoje samopoczucie, jest dla Pani bardzo trudna i wyczerpująca. Warto pamiętać, że depresja to poważna choroba, a nie czyjś wybór lub zła wola. Może Pani spróbować rozmawiać z mężem w spokojnych momentach, używając komunikatów z poziomu własnych uczuć, np. „Martwię się o Ciebie, bo widzę, że cierpisz”, zamiast oskarżeń. Równocześnie proszę zwrócić uwagę na swoje potrzeby i granice — Pani zdrowie psychiczne, zwłaszcza przy zaburzeniu lękowym, wymaga opieki i wsparcia. Nawet jeśli mąż nie chce teraz podjąć leczenia, Pani możesz skorzystać z terapii, by lepiej radzić sobie z emocjami i napięciem. Często, gdy jedna osoba zaczyna wprowadzać zmianę, druga z czasem również może otworzyć się na pomoc i współpracę.
Pozdrawiam serdecznie,

Kamil Hołyst - psychoterapeuta psychodynamiczny - TFP

4 miesiące temu
Elza Grabińska

Elza Grabińska

Szanowna Pani,

depresja rzadko ma jedną, jasno określoną przyczynę. Zwykle wynika z wielu nakładających się czynników, takich jak doświadczenia z przeszłości, stres, czy uwarunkowania biologiczne. Warto więc pamiętać, że nie ponosi Pani odpowiedzialności za stan męża.

W tej sytuacji dobrze jest zadbać również o siebie - o własne emocje, granice i poczucie bezpieczeństwa. Proszę spróbować rozmawiać z mężem spokojnie, z użyciem komunikacji bez przemocy (np. „kiedy mówisz…, czuję…, potrzebuję…”), podkreślając, że zależy Pani na nim i na wspólnym celu, jakim jest wzajemne wsparcie i poprawa relacji.

Jeśli mąż nie chce podjąć leczenia, może Pani zapytać z czego wynika niechęć, jak myśli, co innego mogło by pomóc, ale proszę nie obarczać się tym nadmiernie. Jego decyzja o skorzystaniu z pomocy leży po jego stronie. Ważne, by w tym wszystkim Pani nie zatraciła siebie.

 

Wszystkiego dobrego, Elza Grabińska, psycholog.

4 miesiące temu
Linnea Rasmusson

Linnea Rasmusson

Dzień dobry

 

Pierwsze pytanie, które się nasuwa, to na jakiej zasadzie Pani mąż stawia diagnozę depresji u Pani? Kolejne, jak Pani się czuje z tą informacją? Pisze Pani, że nie chce się leczyć, czy to znaczy, że Pani się zgadza, że ma Pani gorszy nastrój? Nawet jeśli taka sytuacja, to nie ma Pani obowiązku leczenia strikte lekami. Są inne sposoby na przyjrzenie się sytuacji i poprawy nastroju (praca z psychologiem). Warto się przyjrzeć też komunikacji między Panią a mężem, jeśli Pani jest wstanie, spróbować dopytać męża dokładnie o co mu chodzi? Co jest dla niego trudne w relacji z Panią, ale nie co z Panią jest nie tak, tylko co on czuje i potrzebuje w związku z komunikatem w kierunku Pani, że twierdzi, że ma Pani depresję? Konkretne informacje, nie obwinianie czy wytykanie. Opcją jest też terapia par w sytuacji, gdy komunikacja nie może przejść dalej. 

 

Pozdrawiam,
Linnea Rasmusson

Psycholog

4 miesiące temu
Monika Figat

Monika Figat

Dzień dobry Pani Ewelino,

 

czy Pani bierze na siebie winę za depresję męża? Można by się nad tym głębiej zastanowić i popracować nad stworzeniem granicy. Czyli za co Pani w tej relacji jest odpowiedzialna (za swoje zachowania, reakcje, działania) a za co już nie (np. za nieprzepracowane problemy męża). Proszę przypomnieć sobie jak trudna bywa praca z Pani własnymi lękami, a co dopiero branie odpowiedzialności za czyjeś problemy - nie mamy takiej mocy aby wykonać trudną pracę (np. terapia) za partnera.

 

Kolejne pytanie jaki mi przychodzi na myśl to jak u Państwa w związku (i u Pani osobiście w innych relacjach) wygląda stawianie granic i dbanie o swój własny dobrostan?

 

Wierzę, że Pani sytuacja może być bardzo trudna na wielu poziomach (osobistym, związkowym). Przykro mi, że tego Pani doświadcza. Może warto skonsultować się z terapeutą Par? Mogłoby to zachęcić męża do wejścia w dialog z Panią oraz wzięcia odpowiedzialności za swój "kawałek" (własne wspomnienia, dzieciństwo oraz ich wpływ na życie obecnie).

 

Pozdrawiam serdecznie

Monika Figat (Warszawa, On-line)

4 miesiące temu
Zuzanna Zbieralska

Zuzanna Zbieralska

Pani Ewelino,

Dziękuję za podzielenie się swoim problemem. To przykre, kiedy osoby nam bliskie sprawiają nam ból, mimo, że się staramy i nie czujemy się winni. Często niestety w relacjach jest tak, że zgromadzone emocje z przeszłości, nierzadko właśnie z dzieciństwa, przelewają się w nieadekwatny sposób na partnerów w życiu dorosłym, ponieważ ta bliska relacja może otwierać pewne rany z innej bliskiej relacji z przeszłości. To pokazuje, że warto skorzystać ze wsparcia psychologicznego, ponieważ może to być bardzo trudne do przepracowania samemu. Wycofanie jest częstym mechanizmem obronnym, natomiast niestety tylko bardziej tłumi złe emocje i sprawia cierpienie. To również nie Pani wina, że mąż nie chce sięgnąć po wsparcie. Warto go zachęcać we wspierający sposób, natomiast ostateczna decyzja należy w tej kwestii do męża. Panią również zachęcam do skorzystania z pomocy psychologicznej, aby mogła Pani wesprzeć również siebie.

 

Pozdrawiam ciepło,

Zuzanna Zbieralska, psycholożka. 

4 miesiące temu
Izabela Piórkowska

Izabela Piórkowska

To bardzo trudne, kiedy bliska osoba przeżywa kryzys, a jednocześnie obwinia nas za swoje samopoczucie. Widać, że stara się Pani zrozumieć jego emocje, a jednocześnie sama mierzy się z lękiem i zmęczeniem tą sytuacją.  Proszę się zastanowić, co mąż chce przez to powiedzieć, czego potrzebuje w Państwa relacji? Chce wysłuchania, wsparcia w problemach?

Warto zadbać teraz także o siebie – o swoje granice, spokój i wsparcie, np. poprzez rozmowę z przyjaciółką, z terapeutą, z kim jeszcze jest to możliwe? Czasem, gdy jedna osoba w związku zaczyna pracować nad sobą, druga z czasem też dojrzewa do podjęcia zmian. Na pewno nie da się pomóc komuś, kto nie chce pomocy, ale można troszczyć się o siebie w tym wszystkim – zmiany, które zadzieją się w Pani, mogą wpłynąć pozytywnie na męża.

4 miesiące temu
Joanna Andrzejewska

Joanna Andrzejewska

Dzień dobry,

opisuje Pani bardzo trudną sytuację — kiedy jedna osoba zmaga się z depresją, a druga z lękiem, w relacji pojawia się wiele napięcia, niezrozumienia i bólu. W depresji często występuje wycofanie i drażliwość, które nie wynikają ze złej woli, lecz z bezradności i cierpienia, z którymi trudno sobie poradzić.

Warto pamiętać, że decyzja o podjęciu leczenia zawsze należy do samej osoby, jednak bliscy mogą mieć ważną rolę w zachęcaniu i motywowaniu — poprzez spokojną rozmowę, wyrażenie troski i gotowości do wsparcia („widzę, że jest Ci trudno, chciałabym, żebyś nie musiał być z tym sam”). Taka postawa często pomaga przełamać opór wobec terapii.

Równocześnie dobrym pomysłem może być, by zadbała Pani również o siebie — o swoje emocje, granice i poczucie bezpieczeństwa. 

Proces własnej terapii może być w tym ogromnym wsparciem, pomagając pani odzyskać spokój i lepiej zrozumieć, jak funkcjonować w relacji, w której obie osoby doświadczają trudności.

4 miesiące temu
Urszula Małek

Urszula Małek

Widzę, że niesiesz dużo odpowiedzialności -za siebie, za męża, za Waszą relację. To naturalne, kiedy kochamy, ale ważne jest rozróżnienie: jego przeżycia są jego, Twoje są Twoje. Depresja, jeśli jest obecna, nie jest czyjąś winą. Obwinianie partnera zwykle jest sposobem radzenia sobie z bezradnością, nie diagnozą relacji.

To, że on nie chce podjąć leczenia, jest jego decyzją. Ty nie musisz dźwigać konsekwencji za obie strony. Możesz pozostać w kontakcie, mówiąc o sobie: co w Tobie się dzieje, gdy słyszysz oskarżenia, co potrzebujesz, co jest dla Ciebie możliwe, a co już nie. W Gestalt mówimy o odpowiedzialności i granicach -i to jest moment, w którym Twoje granice mają znaczenie.

Jeśli czujesz przeciążenie albo zaczynasz gubić siebie w tej sytuacji, poszukanie wsparcia dla siebie jest dojrzałym krokiem, nie rezygnacją z partnera. Czasem to właśnie jedno z najważniejszych działań, jakie możemy zrobić dla relacji -zadbać o własny kontakt ze sobą i jasność tego, czego chcemy i na co się zgadzamy.

4 miesiące temu
Monika Bała

Monika Bała

Dzień dobry, dziękuję, 

że tak jasno opisuje Pani sytuację — to duża uważność i odpowiedzialność w trudnym momencie. Objawy depresyjne u męża mogą nasilać drażliwość i wycofanie, ale ich leczenie pozostaje po jego stronie odpowiedzialności - obwinianie Pani nie pomaga żadnemu z Was. 
W rozmowach warto trzymać się komunikatów „o sobie”: „Kiedy słyszę, że to moja wina, czuję ból i potrzebuję, byśmy rozmawiali z szacunkiem. Proszę, skonsultuj swój stan z lekarzem/psychiatrą, możemy zrobić to razem”. 
Równolegle proszę zadbać o własne wsparcie — konsultacja u psychoterapeuty może wzmocnić Pani granice, pomóc poradzić sobie z lękiem i ułożyć plan na okresy nasilenia kryzysu. Warto również otaczać się w tym czasie bliskimi osobami, wypracować sobie uspokajające układ nerwowy rutyny - np. spacer, słuchanie muzyki, regularne posiłki, fitness.

 

Pozdrawiam serdecznie, Monika Bała.

4 miesiące temu
Justyna Bejmert

Justyna Bejmert

Ewelino, to bardzo przykre, o czym piszesz. To zupełnie zrozumiałe, że chcesz pomóc mężowi, rozmawiać z nim, wspierać, ale nie możesz czuć się odpowiedzialna za jego stan i pracować nad tym za niego, nawet jeśli on obarcza Cię winą za swoją depresję. Z tego, co piszesz, sama zmagasz się z własnymi trudnościami i to jest obszar, na który masz wpływ i nad którym możesz pracować. Jednocześnie spróbuj podjąć rozmowę z mężem, nie po to, by go naprawiać czy zmuszać do terapii, ale przede wszystkim po to, by zaznaczyć jak jego wycofywanie się i dystans emocjonalny wpływają na Waszą relację. Przesyłam dużo ciepła,

 

Justyna Bejmert 

Psycholog 

4 miesiące temu
Klaudia Dynur

Klaudia Dynur

Dzień dobry,

 

Depresja jest chorobą, która ma wiele przyczyn: biologicznych, psychicznych i środowiskowych. Relacja może wpływać na samopoczucie, ale nikt nie „powoduje” depresji u drugiej osoby. Obarczanie winą może być mechanizmem obronnym. Nie znaczy to jednak, że ma Pani przyjąć tę odpowiedzialność.

 

Osoby w depresji często reagują drażliwością, wycofaniem, złością czy chłodem wobec najbliższych. To nie jest wyraz braku miłości, a raczej objaw bezsilności i frustracji, które kierują na najbliższą osobę, bo przy niej czują się „najbezpieczniej”, by to wyrazić. Jednak dla Pani to wciąż bolesne i męczące, więc masz prawo chronić siebie.

 

Ciężko przekonać kogoś do leczenia, gdy sam nie wyraża chęci, aby je podjąć. Może Pani wyrazić troskę i zachęcić męża do podjęcia pomocy, mówiąc np.: Widzę, że bardzo cierpisz. Martwię się o Ciebie i chciałabym, żebyś miał wsparcie. Ja nie jestem w stanie Ci pomóc tak, jak może specjalista.

 

Ważne, aby w tej sytuacji pamiętała Pani także o sobie. Np. ustaliła granice, gdy mąż jest dla Pani niemiły słowami: Widzę, że masz trudny czas, ale nie zgadzam się, żebyś mówił do mnie w taki sposób. To nie Pani odpowiada za samopoczucie męża, choć oczywiście może wspierać go troską i byciem obok.

 

Pozdrawiam serdecznie

Klaudia Dynur

Psycholog i seksuolog w trakcie kształcenia

4 miesiące temu
Katarzyna Malinowska

Katarzyna Malinowska

Dzień dobry,
wierzę, że to, co się dzieje, jest bardzo obciążające – zwłaszcza kiedy oboje macie za sobą trudne doświadczenia i każde z Was mierzy się z własnym cierpieniem. To naturalne, że może być w tym dużo napięcia, poczucia winy i bezradności.

Rozumiem, że chciałaby Pani pomóc mężowi, ale też potrzebuje Pani ochronić siebie. Kiedy druga osoba nie chce podjąć leczenia, jedyne, na co mamy realny wpływ, to nasz własny sposób reagowania – a praca nad sobą często przynosi pośrednie zmiany również w relacji.

Tak naprawdę Pani może przyjrzeć się temu, jak być w tej sytuacji w sposób, który będzie mniej obciążający, a bardziej wspierający dla Pani. Co w takiej sytuacji zrobi Pani mąż - to już bardziej zależy od niego. 

 

Pozdrawiam serdecznie

Katarzyna Malinowska 

4 miesiące temu
Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry Pani Ewelino, 

 

Dziękuję, że podzieliła się Pani swoją historią. Depresję diagnozuje się, wykorzystując takie kwestionariusze jak np. 

Inwentarz Depresji Becka, KPD (Kwestionariusz Pomiaru Depresji) oraz można zrobić przesiewowe badanie MMPI-2 . Zachęcam do umówienia się na konsultację z psychologiem, który specjalizuje się w diagnostyce zaburzeń depresyjnych. Ostateczne potwierdzenie diagnozy depresji zawsze stawia lekarz psychiatra. 

 

Pozdrawiam, 

Składanowska Daria

Psycholog, Doradca Kariery 

4 miesiące temu
Rafał Stankiewicz

Rafał Stankiewicz

Próbuje Pani zrozumieć, Pani Ewelino, co aktualnie wydarza się między Wami, to mówi najpewniej o Pani zaangażowaniu i potrzebie zmiany.

 

Niewystarczająco zaopiekowane zranienia z przeszłości, często powodują, że ludzie nawet niechcący dotykają nawzajem swoich najczulszych miejsc. Zamiast zrozumienia pojawia się wówczas w nich złość, smutek, bezradność, poczucie winy — choć głębiej tli się niewyrażona potrzeba bliskości.

 

Nie da się nikogo zmusić do leczenia, ale można stworzyć przestrzeń, w której moze wydawać się ono mniej groźne . Zamiast „musisz zacząć się leczyć” — może „widzę, że ci ciężko, martwię się o ciebie, chciałabym, żebyś miał z kim o tym porozmawiać”.

 

Warto też pamiętać o sobie. Życie obok kogoś z depresją potrafi być mocno obciążające — szczególnie gdy ma się własne lęki i doświadczenia cierpienia. Warto mieć relację, w której będzie Pani mogła pomyśleć o tym w nowej perspektywie, np. relacja z terapeuta lub przyjaciółką.

 

Wydaje się, że każde z Państwa przeżywa swoją trudną historię i aktualnie one obie próbują się spotkać w Waszej relacji. Czasem wystarczy jedno spokojne „rozumiem, że Ci trudno”, by między Wami znów zrobiło się trochę jaśniej.

4 miesiące temu
Paulina Habuda

Paulina Habuda

Dzień dobry, 

 

Myślenie w depresji jest często tak mocno zaburzone, że można wręcz mówić o tym, że depresja nakłada pewnego rodzaju filtr na to, jak odbieramy rzeczywistość. Pani mężu zapewne jest ciężko, i dodatkowo może nie rozumieć co się z nim dzieje i dlaczego te uczucia są takie obezwładniające. Próbując znaleźć wytłumaczenie szuka winnych, a często najłatwiej jest obwinić bliskie osoby.  

Rozumiem też jak trudne i frustrujące może być dla Pani to, że nie jest Pani w stanie pomóc mężowi. I jest to zupełnie naturalne ponieważ problemy psychiczne wymagają pomocy specjalisty. Natomiast proszę pamiętać, że może Pani wymagać od męża aby się leczył. Depresja jest chorobą. Gdyby przykładowo Pani mąż miał cukrzycę, to też pewnie nalegałaby Pani, aby brał leki :). 

Proszę również zadbać o siebie - porozmawiać z psychologiem lub kimś bliskim. 

 

Pozdrawiam,

Paulina Habuda

Psycholog                  

4 miesiące temu
komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Chorując na depresję czuję się ciężarem, mam wrażenie, że zraniłam przyjaciółkę.
Dzień dobry. Jakiś miesiąc temu otrzymałam diagnozę, że mam depresję, jednak od 3 miesięcy chodzę na psychoterapię. Czuję się wszystkim wykończona. Wsparcie mam w bliskiej przyjaciółce, która niestety bardzo daleko mieszka, więc na ten moment nie jest możliwym by się spotkać. Czuję się dla niej ogromnym ciężarem i ogółem dla ludzi wokół mnie, choć nie wiedzą o mojej chorobie, bo nie są na tyle bliscy i raczej sądzą, że depresja to zwykły smutek. Jednak przyjaciółka zawsze mnie wspiera, dodaje otuchy, ciepłych słów, bo sama przez to przeszła. Odkąd choruję ciężko okazać mi wdzięczność, spróbować nowych pomysłów itp., ale naprawdę się staram i ona o tym wie, jednak ja czuję się jak pokraka. Jestem bardzo niecierpliwa w stosunku do samej siebie, bo za 2 miesiące matura, a ja się obijam zamiast pracować. Jednak kilka dni temu powiedziałam mojej przyjaciółce bardzo przykre słowa, które wprost nie dotyczyły niej, tylko ogółem świata i ludzi i musiały ją okropnie zranić. Czuję się jak najgorszą osobą na świecie, przeprosiłam ją szczerze i wyraziłam skruchy, jednak nie mam z nią kontaktu i boję się, że mnie porzuciła na dobre. Nigdy co prawda nie było takiej sytuacji, jednak mój mózg wymyśla same czarne scenariusze i mnie to okropnie męczy. Tak bardzo chciałabym być dla niej tak samo dobrą przyjaciółką jak wcześniej, kiedy jeszcze czułam się dobrze. Teraz czuję, że sprawiam same kłopoty, a na odległość pomoc jest zdecydowanie trudniejsza, gdy nie można np. dotknąć tej osoby. Bardzo się martwię czy te słowa nie były aż za mocne i czy nie zrobiła sobie krzywdy, choć raczej nie jest tego typu osobą. Nie kłóciłyśmy się, to była wymiana zdań, choć na trudne tematy i w pewnym momencie się wycofała i przestała się odzywać. Nie odczytuje wiadomości, nie jest aktywna nigdzie, martwię się, że tym razem może jednak mi nie wybaczy. Naprawdę żałuję tych słów i cofnęłabym je, gdybym mogła. Bardzo chciałabym już być zdrowa i myśleć samodzielnie niż mieć czarną płachtę na głowie, która czasem kontroluje moje myślenie.
Witam. Po raz drugi wpakowałam się w związek z alkoholikiem.
Witam. Po raz drugi wpakowałam się w związek z alkoholikiem. Kocham Go, chcę mu pomóc, ale nie wiem jak. Stałam się naiwna. Naiwna, bo zaprzepaściłam już wszystkie pieniądze. Swoje, dziecka, debet, a ja nadal nie umiem od niego odejść. Boję się, że popadnie w alkohol jak kiedyś, gdy zostawię go samego. Jestem rozdarta i mam straszny mętlik w głowie. Wiem, że nikt mi nie powie, co mam zrobić, ale choć może nakieruje na odpowiednie tory.
Od zawsze był o mnie zazdrosny, lecz od pewnego czasu jest coraz gorzej.
Mam problem z mężem, jesteśmy 25 lat po ślubie, bardzo się kochamy, mówmy sobie wszystko. Od zawsze był o mnie zazdrosny, lecz od pewnego czasu jest coraz gorzej, gdyż jest on zazdrosny o wszystko, co związane jest ze mną np. film, koleżanka, książka, muzyka itp.od miesiąca staramy się na własną rękę szukać informacji skąd te przypadłości. Mąż sam to dostrzegł, powiedział, że jest osobą toksyczną i ma pragnienie mnie kontrolować. Również wyznał, że gdy nie jesteśmy razem, nie potrafi pozbierać innych myśli, bo cały czas myśli o mnie. Są dni, w których jest ok, ale po nich przychodzi taki dzień, że jak się odpali, to kończy się to kłótnią, czepianiem się o wszystko, że słucham muzyki, że czytam książkę. Mam wrażenie, że jak coś robię bez niego, i tym się cieszę, np. rozmowa z kuzynką, słuchanie muzyki to on się wtedy dołuje. Kiedyś miał więcej pomysłów na życie np. chodzenie na siłownie, teraz nic mu się nie chce, najlepiej zamknąłby nas razem w domu i żebyśmy tylko patrzyli na siebie, wtedy najbardziej jest spokojny.
Po latach związku i proszenia o bliskość partnerkę mam już dosyć, już mi się nie chce. Może ona nigdy mnie nie kochała?
Witam wszystkich, Jestem tutaj dosyć nowy, mam więc nadzieję więc, że piszę w odpowiednim do tego wątku. Piszę bardziej z braku alternatyw, jako że nie wiem już za bardzo co robić dalej ... co jest odpowiednim dalszym krokiem w "naszej sytuacji", która wygląda następująco : Jesteśmy małżeństwem od około 11 lat, obydwoje powoli zbliżamy się do 40'ki, brak dzieci. Przed ślubem dwa razy się rozchodziliśmy z mojego wyboru, "Ona" wtedy nie za bardzo radziła sobie z różnymi uczuciami i była dosyć wybuchowa, rzadko adekwatnie do sytuacji - co sama po latach przyznała. Non stop się kłóciliśmy dosłownie o nic, kłótnie zawsze zaczynała ona. Jak pisałem wcześniej, kończyło się to tym, że rozeszliśmy się dwa razy, po czym dwa razy ja wracałem do niej, prosząc o to, abyśmy spróbowali raz jeszcze. Nie jest ta sytuacja jakoś szczególnie znacząca, aczkolwiek wolę nie pomijać za dużo. Przysłowiowy trzeci raz okazał się sukcesem, jako że przestaliśmy się kłócić "o nic" , i jeżeli miewaliśmy później jakiekolwiek spory, to były już one dużo bardziej racjonalne - aczkolwiek było ich bardzo mało na przestrzeni kolejnych 10 lat - po naszym ślubie. Zaczęliśmy się w końcu bardzo dobrze dogadywać i miałem wrażenie, że weszliśmy na jakiś mityczny, wyższy poziom oświecenia i zrozumienia, nasz związek był idealny, dogadywaliśmy się bardzo dobrze i byliśmy ze sobą bardzo szczęśliwi. Nadal nie mieliśmy dzieci z jej wyboru. Mama od zawsze powtarzała jej jak była młodsza, że najgorsze co może jej się w życiu przydarzyć to zajście w ciążę i nie skończenie szkoły średniej czy wyższej. Po latach tak jej zostało i panicznie bała się ciąży i wszystkich jej skutków. Ja byłem gotowy i chętny na dzieci dużo wcześniej, aczkolwiek wiedziałem jak wygląda sytuacja, więc nie naciskałem jej i cierpliwie czekałem aż będzie gotowa ... co po latach jak zaraz opiszę okazało się błędem. Wszystko było idealnie przez lata, aczkolwiek po około 4 - 5 latach ( od ślubu ) zauważyłem pewną prawidłowość ... zawsze tylko ja przychodzę i inicjuję jakąkolwiek intymność / sex między nami. Nie zrozumcie mnie źle ... zawsze jak go inicjowałem ona zawsze była "chętna" i nigdy nie bolała jej przysłowiowa głowa. Warto też nadmienić dla pełnej przejrzystości, że nasze libido na pewno różni się poziomami ... ja mógłbym uprawiać z nią sex w zasadzie co drugi dzień. Jej libido jest oczywiście dużo niższe, jak bardzo do tego zaraz dojdziemy. Koniec końców zauważyłem, że tylko ja inicjuję wszystko już od około 4-5 lat ... wszystko, w sensie codziennie, zawsze jak robimy cokolwiek zawsze złapię ją za pupę, pocałuję w ucho, szyję, kark ... zwłaszcza jak robi coś w kuchni i mogę jej "poprzeszkadzać" ... zawsze, codziennie pokazuję jej, że ją uwielbiam, ubóstwiam, że mi się podoba i że mnie podnieca, że jest moją muzą dosłownie. Sam sex też raczej głównie skierowany był na nią, zawsze obydwoje rozmawialiśmy ze sobą dużo w trakcie, abyśmy obydwoje wiedzieli co nam się podoba, co nie itp. I z reguły ona zawsze dochodzi kilka razy, ja raz lub może dwa jak mam lepszy dzień. Opisuję to raczej, aby przedstawić, że zawsze wszystko robione jest pod nią/dla niej. Nawet gra wstępna była po to, aby ją nakręcić ... nigdy nie było na odwrót, nigdy ona nie robiła nic, aby mnie nakręcić - bo wiadomo, to jest z automatu. Dodam, że na początku naszego związku - przed ślubem, wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Zależało jej na tym ,aby mi sprawić przyjemność i to było jasne i klarowne. Po ślubie wszystko się zmieniło. Do puenty ... po tych wcześniej wspomnianych 4-5 latach zauważyłem mimowolnie, że tylko ja przychodzę po "cokolwiek" więc powiedziałem jej co zauważyłem, wiadomo rozmawialiśmy o temacie itd. ona stwierdziła, że nie zauważyła tej prawidłowości, ale obiecywała poprawę, że będzie się ciut bardziej starać itp., aby nie było to takie jednostronne. Minęło kilka miesięcy i nie zmieniło się nic, mieliśmy kolejną rozmowę, i jej konkluzją było to samo co wcześniej. Zrobiłem więc test, nie przychodziłem po nic sam przez pół roku – i w trakcie tych 6 miesięcy ona nie przyszła „po nic” ani razu i ani razu nie uprawialiśmy sexu. Mieliśmy kolejną rozmowę, tym razem miałem już nieco pretensji i chciałem jakiś wyjaśnień, co się dzieje, dlaczego ona nie ma żadnych potrzeb naszej bliskości. Długa rozmowa pełna emocji, obietnica poprawy … i tyle. Temat tak się powtarzał przez następne lata, w trakcie których robiłem dwa kolejne takie pół roczne testy. Średni później po pół roku miewaliśmy „poważne rozmowy”, na których był płacz, przeprosiny i obietnice poprawy … i na tym się zawsze kończyło. Ostatnie mniej więcej 2 lata były już bardziej znaczące, bo nie sposób ,abym nie zaczął widzieć jej w innym świetle … ewidentnie ona mnie nie chce, proszę ją o podstawową bliskość między nami, i ona świadomie wybiera „nic nie robić”. Doszło do tego, że prosiłem ją nawet, aby sobie to zapisywała gdzieś w kalendarzu, aby czasem przyszła do mnie, aby ona zainicjowała … tak jakby miała na siłownię iść czy porządki zrobić. Kłóciło się to trochę ze mną, bo uważam, że nie powinien to być dla niej jakiś smutny/szary obowiązek, ale brakowało mi już koncepcji. To też nie zadziałało, bo wiadomo, że jak ktoś ma się zmuszać do czegoś to i tak „zapomni” albo czasu na to nigdy nie znajdzie. Sytuacja pogarszała się szczególnie od ostatnich 2 lat, bo proszę ją, błagam aby coś się zmieniło, bo czuję, że we mnie się coś zmienia, że zaczynam widzieć ją w innym świetle, jako poniekąd inną osobę. Z mojej perspektywy proszę ją i błagam, aby zrobiła cokolwiek, aby ratować nas, bo zaczynamy się sypać … i ( z mojej perspektywy ) ona świadomie wybiera nic nie robić, bo tak mało zależy jej na mnie, na nas. Nic się za bardzo nie zmieniło, mimo że zacząłem szczególnie prosić i ponaglać i doszliśmy do etapu gdzie mi się już nie chce … nic. Na tą chwilę nie chcę z nią sexu uprawiać, mam do niej spore uprzedzenia, nie wiem czy ona może ze mną nie jest lub nigdy nie była szczęśliwa, nie wiem czy to w ogóle ma sens. Na tę chwilę nie odzywamy się za bardzo do siebie i czasu nie spędzamy razem, bo nie mogę na nią patrzeć … wiem, że jakbyśmy dłużej w jednym pomieszczeniu siedzieli to nie wytrzymałbym i wyrzucałbym jej wszystkie swoje żale i uprzedzenia. Na tę chwilę najbardziej boli mnie fakt, że … ona świadomie nie chciała zrobić czegoś tak prostego i podstawowego w związku jak inicjowanie odrobiny intymności między nami … nawet a może zwłaszcza w momencie, gdy od lat jej biłem na alarm i mówiłem jej wprost, że coś się musi zmienić, że ja czuję, jak we mnie się coś powoli po tych wszystkich latach zmienia i boję się tego, co będzie dalej, jeżeli nic z tym nie zrobimy. Obecnie jedyne co od niej słyszę to, że powinniśmy razem iść na terapię … z czym ja się zgodzić nie mogę … po pierwsze to już mi nie zależy za bardzo, aby to ratować … skoro jej nie zależało na tyle, żeby ze mną do łóżka pójść raz na jakiś czas, aby nas ratować to czemu ja mam iść na terapię ? Poza tym … nadal uważam, że nie we mnie leży / leżał problem … czemu ja mam teraz iść na drogą terapię, skoro problem jakiś ewidentnie jest w niej do mnie … poza tym absolutnie nie wierzę, że przegadam z kimkolwiek temat, by było na tej terapii cokolwiek i na koniec stwierdzę „ok, faktycznie, już się na nią nie denerwuję, nie mam już żadnej traumy z tym związanej i dam jej kolejną drugą szansę” – uważam że za dużo już dostała „drugich szans” gdy przez lata ją prosiłem o jakąś zmianę. Ehhh miałem opisać po krótce sytuację a się rozpisałem nieco dłużej ... mimo że i tak jest to mocno skondensowana wersja. Sam post na koniec zamienił się w "wylewanie żalów" jak sam po sobie teraz widzę, ale jak o tym pisałem i sobie to w głowie odtwarzam i przypominam to krew się we mnie gotuje że może się to teraz tak skończyć, że my sie możemy tak skończyć ... Będę wdzięczny za jakikolwiek feedback ... póki co wszystko widzę ze swojej perspektywy, może czegoś nie widzę nie dostrzegam ...
Napady lęku po stracie bliskiej osoby i wpływ zachowań kompulsywnych u partnera
Witam, nie wiem od czego zacząć ale muszę gdzieś napisać a już nie raz uzyskałam od was odpowiedź lub trochę otuchy. Od pewnego czasu nic mnie nie cieszy. Chodzę do pracy, uprawiam sport, raczej nic nie robienie mnie męczy i nie mam tak że leżę i nic mi się totalnie nie chce. Nie mogę zrozumieć siebie, mam napady lękowe znikąd np ostatnio pod prysznicem.. dzieje się coś złego ze mną od momentu gdy zmarła moja babcia. Od tamtej pory boję się że komuś z rodziny coś się stanie lub że ja umrę i mam ogromny strach przed własną śmiercią lub najbliższych. Boję się że tak będę miała już zawsze. Moja babcia dożyła pięknego wieku i co najgorsze nie chciała umierać ona chciała żyć, mówiła to do naszej rodziny wprost i to tak utkwiło w mojej głowie że nie mogę się tego pozbyć. Dodatkowo mam problemy z przełykaniem a ostatnio zaczęły się nasilać. Miałam epizody zadławienia się kilka razy ale z czasem ten strach przed przełknięciem przechodził, teraz jest cały czas od jakiś dwóch miesięcy. Wiem że to siedzi w mojej głowie bo czasem jak o tym zapomnę jem normalnie.. i często ostatnio miewam niepohamowane napady złości o błahostki. Kiedyś byłam cierpliwa a teraz coś się zmieniło.. Dodatkowo jeszcze chciałabym zapytać o radę. Zauważyłam ostatnio u bliskiej mi osoby z którą mieszkam na codzień zaburzenia. Sprawdzanie po kilka razy rzeczy lub pytanie mnie czy dobrze wykonało dany ruch. Czytałam że to zaburzenia kompulsywno-obsesyjne. Gdy ja siedzę na telefonie pyta po kilka razy co robię na nim lub czy wszystko dobrze . Jest to bardzo uciążliwe na codzień a gdy nie chce odpowiedzieć lub źle odpowiem obraża się lub złości. Być może moje samopoczucie to skutek tego co się dzieje z moją bliską mi osobą. Po rozmowie nie dopuszcza do myśli że poszlibyśmy do specjalisty z tym problemem, na wszystko ma wytłumaczenie i twierdzi że obca osoba nic nie pomoże. Proszę o jakieś rady..
Rozwój osobisty

Rozwój osobisty - jak skutecznie rozwijać siebie i osiągać cele

Chcesz skutecznie rozwijać siebie i osiągać cele? Poznaj kluczowe aspekty rozwoju osobistego, które pomogą Ci w realizacji Twoich ambicji. Dowiedz się, jak wykorzystać swój potencjał i stać się najlepszą wersją siebie!