Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką
pobrań
100 tys.+
App Store
4,8
Google Play
4,7
na podstawie kilkuset opinii
Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Wstecz

Mam obecnie problem w związku.

Szymon

Dzień dobry. Zwracam się z prośbą o pomoc, a mianowicie też o jakieś wyjaśnienie, podpowiedź. Mam obecnie problem w związku. Od niecałych dwóch lat jestem związany z partnerką, z którą jest mi cudownie, nadmienię tylko, iż zawodowo jest psychologiem, psychoterapeutą (leczenie zaburzeń osobowości, zaburzenia lękowe, Borderline, Depresja) pracuje metodą psychoterapii psychodynamicznej. Oboje mamy po 40 lat także doświadczona moja Kochana Terapeutka. Jak się poznaliśmy to zaiskrzyło na momencie, od razu wyczułem, gdzie pracuje (psycholodzy nie są mi obcy, mam siostrę też psycholog). Ale wiadomo nie może być za łatwo w życiu to i tym razem też tak jest, mieszkamy od siebie 180 kilometrów. Jak się poznaliśmy, ja byłem świeżo po rozstaniu (około 6 miesięcy) z żoną, która mnie zostawiła. Ona również jest po przejściach tylko już jakiś czas temu. Oboje mamy dzieci i wszystko i niby ok. Od samego początku czułem się przy niej tak, jakbym znał ją od dawna i Ona również ze mną czuła podobnie. Problemy zaczęły się w momencie, jak moja była żona zmieniła się nie do poznania (chodzi o zachowanie, zmiana osobowości). Dzieci mieszkały z nią, bo wydawało mi się to po prostu normalne, jak człowiek się rozwodzi (nadmienię tylko, że nie z mojej winy pojawił się po prostu ktoś inny na jej drodze). Kontakt z dziećmi miałem cały czas, przychodziły do mnie, jak remontowałem nowe mieszkanie. Nie będę opowiadał dokładnie, co było dalej, powiem tylko tyle, iż dzieci mieszkają ze mną. Zmiana osobowości ich mamy była tak drastyczna, iż zaczęło dochodzić w starym domu do znęcania psychicznego nad starszym synem. Zabrałem go do siebie, a tak naprawdę to On sam prosił, żebym mu pomógł i zabrał stamtąd. Młodszy z kolei deklarował już wcześniej, że chce mieszkać ze mną. Ja nie miałem pojęcia, że przechodzą tam piekło, bo bali mi się powiedzieć, a widywaliśmy się praktycznie w tygodniu codziennie. Mam takie osobiste spostrzeżenie, że wszystko zaczęło między nami się delikatnie nie tyle, co psuć, ale paskudzić jak starszy syn się do mnie wprowadził. Już nie mogłem być na zawołanie, a z kolei Ona zaczęła nazywać to tak, że potrzebuje oparcia, stabilizacji, bo tak wygląda normalny związek, częste kłótnie właśnie przez to. No i dobrze wiemy, że wykład od psychologa to nie jest łatwa sprawa, bo to jest cała analiza sytuacji, problemów itd. Mi osobiście to w ogóle nie przeszkadza, ale wiadomo, że zaczęło się, że widzę tylko siebie, jestem skupiony na sobie, dzieciach i nie ma przestrzeni na związek. Mamy wspólny jakiś pomysł na życie, przeprowadzkę do niej, tylko na razie muszę zakończyć stary etap i Ona niestety nie wytrzymuje ciśnienia. Wiele mi pokazała, że czasami ma racje, bardzo często zarzuca mi, że nie czuje we mnie wsparcia, choć ja uważam inaczej. Robię, co mogę i jestem przy niej, jeśli tylko mogę. Staram się pomagać w każdej dziedzinie, w jakiej ma problem na tyle ile można. Tylko dla niej to za mało. W trakcie tych wszystkich kłopotów i żeby ratować swoje dzieci odpuściłem trochę firmę, co oczywiście się odbiło. Wiadomo wszystko, co przeszedłem do tej pory ze swoim rozwodem, też zostawiło ślad, psychicznie mnie to wykańcza, a problemów zaczęło przybywać. Pojawiły się długi w firmie i zacząłem mieć załamkę. Oczywiście mój osobisty psycholog wysłał mnie na terapie i do psychiatry, bo zaczęły się stany lękowo depresyjne. Impulsywność, jaką posiada, zaczęła doprowadzać do tego, że co jakiś czas rozstawaliśmy się (no może nie za moją zgodą) tylko po prostu cały czas jest brak stabilności w związku, Ona potrzebuje oparcia na co dzień. Wzajemna miłość nas utrzymuje w tych kłótniach. Ja po drodze miałem parę razy tzw. zjazd depresyjny (spałem 2-3 dni). Problemy, jakie mi się pojawiły, zaczęły mnie dobijać i zacząłem być nerwowy, czasami nieprzyjemny. Najbardziej dotknęły mnie problemy finansowe, o których nie chciałem z Nią rozmawiać, bo sprawiało mi to wielką trudność i taki wstyd, brak poczucia męskości, czego nie może zrozumieć. Bo podejście psychologa rozmowa jest najważniejsza w związku, zgodzę się, ale dla mnie to było takie upokarzające, że mam kłopoty finansowe i ma jeszcze opowiadać o nich swojej Kochanej Kobiecie. Może tak trzeba było zrobić, ale nie umiałem. Kłótnie, jakie powstawały były zarzucane w moją stronę, bo najładniejszy psychologiczny zwrot mój ulubiony "to jak się wczoraj zachowałem i co Ci powiedziałam w złości, to jest reakcja na to, jak się ostatnio zachowujesz w stosunku do mnie i taki ma na mnie wpływ". I to też wiem, jak nazwać, bo żyje z psychologiem "Projekcja". Ale to nie działa tak, jak mi się wydaje, ponieważ ja robię coś źle i jest wykład jak w gabinecie, a Ona jak to zrobi to samo, po jakimś czasie to nie przyzna mi racji, tylko skuteczna technika wyszkolona przez wiele lat "to nie jest to samo bo...." Proszę, aby nikt nie zrozumiał mnie źle, że pokazuje obraz psychologa w jakimś złym świetle. Moja siostra psycholog robi to samo, nie dać dojść do słowa, a gadać. Wszystkich psychologów, jakich znam są gadułami, z ADHD, nie usiedzą na miejscu, w towarzystwie lubiani, ale życie prywatne niestety rozwalone. Pomagają innym, tylko nie wiem, czemu nie chcą widzieć swoich błędów, że też popełniają przecież to normalne, bo są tylko ludźmi. Ja oczywiście nie jestem święty, przyznaje, że często widzi to, czego nie widzą inni i ma racje. Potrafi na momencie po rozmowie z nową osobą zanalizować ja i się praktycznie nie myli. Psychologiem nie zostaje byle kto, to tego trzeba się nadawać i trochę tych szkół skończyć. Ja również chodziłem na terapię, po jakimś czasie przerwałem, ale nie dlatego, że stwierdziłem, że już ok. Absolutnie widzę, że mam problem, bo tak się nie zachowywałem, często mam kryzysy, bo tych kłopotów zebrało się masę. Przerwałem, bo nie miałem za co chodzić po prostu, a Jej wstydziłem się do tego przyznać. Facet traci poczucie męskości, jak ma takie problemy, że czasami musiałem coś wymyślić, bo nie miałem za co do niej jechać i to mnie dobijało. Walczy ze mną o te rozmowy, a ja z kolei nie jestem w tym łatwy, bo uważam, że nie chcę jej martwić swoimi problemami, i słyszę, że nie nadaje się do związku, bo w byciu razem o problemach się rozmawia. Proszę ją często, żeby z nas nie rezygnowała i wytrzymała jeszcze trochę, co prawda do tej jej złości czasami dokładam, ja jak potrafię właśnie położyć się i przespać dwa dni, bo to jest taka ucieczka od problemów dla mnie, a wiem, że mam problem i jestem chory. Chodzę również do psychiatry, bo mój osobisty terapeuta mi nie odpuszcza i może dobrze czasami przeciągam wizyty, bo nie mam kasy. Walczymy ze sobą o to ostatnio strasznie, Ona chce, żebym regularnie się leczył (ja o tym wiem, ale za co?) i powstają kłótnie. Złości się często przeze mnie, bo mam jeszcze niezamkniętą przeszłość. Co chwilę słyszę, że jej nie wspieram w trudnych dla niej chwilach (co uważam, że przesadza), bo gdy miała badanie rezonansem głowy i było podejrzenie, byłem ciągle z nią i wspierałem, w tygodniu telefonicznie, w weekendy przy niej, czy jak dzieci chorowały, tylko Ona na momencie zapomina i widzi tylko tę chwilę, o którą się kłócimy i tamtych nie pamięta. Też ją proszę, żeby mi pomogła swoją obecnością przy moim problemie to słyszę, że nie może mnie niańczyć, co mnie boli. Wiele we mnie na pewno wyćwiczyła i pokazała, że można inaczej. Ostatnio wróciłem na terapie (nie koniecznie finansowo jest już ok, ale już niedługo) zrobiłem to Dla niej, bo ja Kocham i nie chce, żeby przeze mnie cierpiała. Z terapeutką oczywiście doszedłem do decyzji jednej, że ma racje co do bycia w związku i rozmowy o problemach a dokładnie moich długach (bo nie chciałem powiedzieć dokładnie ile). Przełamałem się i w ten weekend powiedziałem wszystko, bo wiem, że tego oczekiwała i wiele mnie to kosztowało wewnętrznie, żeby powiedzieć kobiecie, z którą się jest, ile ma się długu przez ostatnie sytuacje. Wszystko było ok, ale w poniedziałek miałem swoje dwa dni. Rozmowa była ciężka, przeprosiłem, nie wiem, czemu tak wyszło, bo nic na to nie wskazywało w ostatnich dniach, że może mi się przytrafić, próbowałem załagodzić. Na drugi dzień oznajmiła, że mam się ogarnąć, uporządkować swoje życie i zdrowie i wtedy do niej się odezwać, bo ona na tym etapie nie chce tego kontynuować. Prosiłem, żeby mi pomogła, bo wiem, że mam problem, to usłyszałem, że Ona więcej pomóc mi nie może i mam się wyleczyć i dopiero skontaktować. Na sam koniec powiem tak nie gadamy około trzech dni, a ja czuje się strasznie, jeszcze nikt mnie tak nie potraktował zimno, jeśli chodzi o osoby, które się Kocha, jest mi bardzo przykro, jak mnie potraktowała na koniec, bo nie byłem w barze z kolegami, tylko ona wie, z czym jest problem i mnie zostawi w chorobie. Ja jak miała gorączkę i nie przyjechałem w sobotę tylko w niedziele, musiałem słuchać, że nie dbam o nią, bo jest sama w takim stanie. A najbardziej czuje się zdeptany, że parę dni wcześniej przełamałem wszystko w sobie i powiedziałem o szczegółach swoich problemów finansowych i nie wiem czemu, mam jakieś przeczucie, że to mogło być główną przyczyną jej decyzji, bankrut u boku. Zastanawiam się tylko właśnie nad jednym, że osoba, którą Kocham, prowadzi terapię, pomaga ludziom, zostawia mnie w chorobie i problemach i każę zadzwonić, jak się z tym uporam. O co tu chodzi??? To jakaś nowa technika w psychologii???? Proszę przeczytajcie to chociaż i spójrzcie na to jakoś i pomóżcie. Ja nie chcę, żeby ktoś myślał, że oczekuje, że macie zjechać psychoterapeutkę, nie, pomóżcie mi zrozumieć, co ja robię aż tak źle, że Kochająca osoba opuszcza Cię w momencie, gdzie jej potrzebujesz. Dziękuję.

Dzień dobry,

na początku chciałabym Pana uwrażliwić na to, że to, co Pan obecnie przeżywa jest naturalną i zdrową reakcją na trudną sytuację, w której się Pan znalazł. Doświadcza Pan straty, a reakcje na stratę różnią się mocno u poszczególnych osób. To, co jest również ważne, to, że szuka Pan rozwiązań dla sytuacji, która jest dla Pana ważna i trudna jednocześnie. To dobrze, bo jest pierwszym (potencjalnym) krokiem do zmiany. 

Jedną z przyczyn, dla których nie jesteśmy w stanie się dogadać w relacjach, jest fakt, że nie potrafimy określić naszych potrzeb i mówić o nich. Bywa też, że kiedy ktoś czuje się opuszczony czy odrzucony, bo inny czegoś nie robi, siła tych odczuć jest tak duża, że nie ma opcji, by zastanowić się nad intencjami drugiej strony, zobaczyć inny punkt widzenia, by odpuścić i uznać, że pewne rzeczy mogą się nie zmienić. Bywa też, że kiedy ktoś czuje się opuszczony czy odrzucony, bo inny czegoś nie robi, siła tych odczuć jest tak duża, że nie ma opcji, by zastanowić się nad intencjami drugiej strony, zobaczyć inny punkt widzenia, by odpuścić i uznać, że pewne rzeczy mogą się nie zmienić. Pojawia się niechęć do szukania tego, jak ja współtworzę to, co przyczynia się do powstania zapalników, bo całą winę obsadzam w drugiej osobie, a w związku problemem jest problem, a nie jedna czy druga osoba. Zastanawiam się, na ile to może być coś, co dotyczy Pana i byłej partnerki.

Warto badać, na jakie moje potrzeby odpowiada dane działanie w relacji, czy to jest OK dla obu stron, jak może być inaczej. Może Pan samodzielnie dokształcić się np. w Porozumieniu Bez Przemocy (NVC), by lepiej rozumieć i wyrażać swoje potrzeby, ale też polecam bardzo bezpłatne materiały od terapeutki par, Marity Woźny (np. webinar poświęcony oczekiwaniom), które mogą rzucić nowe światło na Państwa relację:

Link

Warto też rozważyć przyjrzenie się temu, co się dzieje między Państwem we współpracy ze specjalistą, jeśli tylko będą mieli Państwo na to przestrzeń.

Pozdrawiam serdecznie,

Daria Kamińska

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Zapytaj asystenta AI
Asystent AI - anonimowo, bez logowania
Masz podobny problem? Asystent AI odpowie od razu i podpowie, do jakiego specjalisty się zgłosić.

Zadaj to samo pytanie

Asystent AI nie zastępuje psychologa ani pomocy w nagłych wypadkach.

Dzień dobry, widać, że bardzo przeżywa Pan tę sytuację, chciałby ja poukładać w głowie, zrozumieć, a to z kolei chyba sposób na poradzenie sobie z bardzo trudnymi uczuciami. Fakt, że ma Pan swoją terapię i opiekę lekarza psychiatry (czy bierze Pan leki?) wydaje się być najlepszym rozwiązaniem: leczenie psychiatryczne pomoże poradzić sobie ze stanem obniżonego nastroju i napędu, z brakiem siły i motywacji do działania, a psychoterapia z kolei może posłużyć rozumieniu sposobów reagowania w wielu sytuacjach, mechanizmów funkcjonowania w relacji oraz pozwoli zająć się uczuciami, które obecnie Pan przeżywa. Niestety leczenie to proces i rozumiem frustrację wynikającą z tego, że jego efektów nie widać od razu, podczas gdy Panu w tej chwili tak bardzo brakuje wsparcia partnerki. Wygląda na to, że potrzebuje Pan zająć się sobą i stanąć na nogi - nie dlatego, że partnerka tego oczekuje i że to jest jakiś jej warunek - ale dla samego siebie, dlatego, że ma Pan za sobą wiele trudnych doświadczeń (zdrada, rozwód, kłopoty z dziećmi) i opisuje Pan, jak jest mu trudno. Dodatkowo rozumiem, że ma Pan pod opieką dzieci, które też Pana potrzebują. 
Trudno tu analizować uczucia i motywacje Pana partnerki, dlatego najlepszym wydaje mi się kierunek zadbania o siebie na wielu płaszczyznach życia. Pozdrawiam 

NowośćTylko w aplikacji mobilnejTwoja sytuacja jest trochę inna?Opisz swoją sytuację na czacie w aplikacji TwójPsycholog, a specjalista odpowie do 24 godzin. Bez kamery i bez terminu, pakiety od 49 zł.Sprawdź, jak to działa

Zobacz podobne

Przeciążenie psychiczne przez tłok i hałas w domu z rodziną brata – jak sobie poradzić bez własnej przestrzeni?
Od dwóch lat mieszka z nami brat ze swoją żoną i dwójką dzieci. W małym mieszkaniu. Ledwo już daje radę z tym psychicznie. Ciągle hałas, krzyki dzieci, brata,bałagan, rzucanie zabawkami itp. Nie mam własnej przestrzeni, pokoju. Dzielę z matką. Ciągle dzieci na " głowie". Okazało się, że szwagierka jest w ciąży na dodatek.. bliźnieta. Był to dla mnie szok. Chcą nadal mieszkać u nas z tak wielka rodzina w małej przestrzeni, gdzie już teraz jest ciasnota. Łacznie 9 osób. Dodam, że dwoje dzieci mają po 2 i 5 lat. Często wchodzą np na stoły, krzesła, meble. Matka dzieci zaczyna krzyki, jest hałas w mieszkaniu. Ja często mam poczucie winy za te dzieci. Mam myśli, gdy stanie się coś złego ja równiez będę za to odpowiadać, będę wciągnięta w kłotnie, dlaczego nie upilnowałam chwilę dzieci. Ciężko będzie z 4-ką dzieci. Zero odpoczynku. Obecnie nie mam dokąd pójsc, nie mam możliwości wyprowadzki. Jak poradzić sobie z taką sytuacją, gdy jest to obciążające psychicznie?
10 odpowiedzi
Narzeczony zerwał i potrzebuje przestrzeni - czy to depresja? Szukać wsparcia czy dać mu czas?

Czy to normalne narzeczony ze mną nagle zerwał? Teraz chce być sam, najpierw mówił, że chce naprawić swój mózg, a teraz to już chce być sam, nie chce wsparcia. Jak ja stwierdziłam, że ja wiem, że nie chce mnie w to wciągać, to stwierdził, że to nie o to chodzi i że chce być sam serio i musze iść dalej. Powiedziałam, że to wiem, że przez depresje I to minie tylko musi zacząć się leczyć, powiedział, że to nie ma znaczenia, jak powiedziałam, że czemu tak uważasz powiedział, że sam z siebie. I na prawdę nie chce wsparcia. Czy jeżeli dam mu przestrzeń to może zmienić zdanie? I będzie chciał wsparcia i przestanie się izolować ode mnie. Nie wiem, dlaczego się ode mnie izoluje, ale od kolegów nie i spędza z nimi dużo czasu. Zaczął też więcej pracować. Zawsze był wrażliwym chłopakiem, teraz się zmienił, mojej mamie pisał, że chyba ma depresje albo coś w podobnie. Do mnie powiedział, że mnie nie kocha i nie tęskni, jak zapytałam, czy tylko mnie to powiedział, że wszystkiego. Ja mam wrażenie, że on się świetnie bawi, nie chce rozmawiać twierdzi, że nie ma potrzeby i że to tylko źle wpływa na jego głowę. Ale ma wahania nastroju raz jest miły, a raz agresywny w rozmowie i jak sie spotkamy tak samo.

11 odpowiedzi
Doskwiera mi samotność
10 lat temu przeszłam pomyślnie terapię. Zaczęło się od przemocowego domu, potem jako nastolatka byłam zghostowana (prawie osiwialam), a następnie trafiłam na gaslighting. Przez ten czas wciąż się rozwijam, pracuje, dbam o siebie itd. Niestety dobilam do 40 i nie spotkałam żadnego mężczyzny. Samotność mi doskwiera, bo wszystko inne mam, a nikt mnie nie chce. W domu zostałam uderzona w głowę i mam zdeformowana część czoła. Nic się z tym nie da zrobić już i wiem, że jest to przeszkodą w atrakcyjności. Mimo super ciała, zadbania, to twarz jest lekko odrażająca. To nieprawda, że wygląd nie jest najważniejszy. Podobno jestem super osoba, fajnie się że mna przebywa itd, ale wiem, ze mężczyźni wstydziłaby się takiej partnerki. To bez s nsu gadanie wierz w siebie, nie to najważniejsze... Nie te czasy. Trzeba być idealnym albo bogatym. Próbowałam. 3 x zmieniałam nawet image, angażuje się q różne rzeczy, wychodziłam do ludzi. Wczoraj wróciłam do domu i widzę, że sama siebie oszukiwałam, że bez wyglądu można coś osiągnąć w sferze uczuć. Jest mi zle
3 odpowiedzi
Niedawno skończyłam 20 lat. Zaczęłam pracować, ale przychodzi mi to z wielkim trudem.
Witam, niedawno skończyłam 20 lat. Zaczęłam pracować, ale przychodzi mi to z wielkim trudem. Duzo rzeczy mnie irytuje albo/i denerwuje. Dlaczego?
2 odpowiedzi
Czy chodzenie do kosciola dla spokoju ojca to brak granic czy swiadomy kompromis?
Jestem dorosła i wychowałam się w praktykującej rodzinie katolickiej. Obecnie nie podzielam przekonań religijnych mojego ojca, ale nadal chodzę do kościoła, ponieważ nie chcę sprawiać mu przykrości. Mój tata bardzo poważnie traktuje kwestie grzechu ciężkiego, zbawienia i wiecznego potępienia. Obawiam się, że gdyby dowiedział się o mojej niewierze, bardzo by się załamał, ponieważ szczerze wierzy, że mogłabym zostać potępiona - plus czułby, ze zawiódł jako rodzic. Podczas ostatniej konsultacji psycholożka zwróciła mi uwagę, że postępuję wbrew sobie i nie stawiam odpowiednich granic, ze moja rodzina ingeruje w moje życie jako osoby dorosłej. Mam jednak wrażenie, że nie uwzględniła perspektywy mojego ojca i nie uwzględniła tego, że moja decyzja jest pewnym kompromisem. Samo chodzenie do kościoła nie jest dla mnie wielkim wyrzeczeniem. Natomiast gdybym widziała, jak bardzo tata cierpi z mojego powodu, sama cierpiałabym jeszcze bardziej. Doszłoby do tego poczucie winy, że go zawiodłam. Dlatego wydaje mi się, że po prostu wybieram mniejsze zło. Nie chodzi o to, że nie potrafię podejmować własnych decyzji, tylko o to, że biorę pod uwagę również uczucia bliskiej osoby oraz nasze relacje i potencjalne koszty. Czy takie postępowanie rzeczywiście świadczy o niedojrzałości i problemach z granicami? Czy nie może być po prostu świadomym kompromisem, który w tej sytuacji uważam za rozsądniejszy?
10 odpowiedzi
Zazdrość o kuzyna, niska samoocena i nieśmiałość - jak poradzić sobie z porównywaniem się i brakiem motywacji?
Dzień dobry. Jestem Damian, mam 17 lat i chciałbym podzielić się moją historią, liczę na państwa porady i ewentualne wsparcie, bo nie mam w bliskim otoczeniu nikogo komu mógłbym powiedzieć o tym co mnie martwi od paru lat. Może zacznijmy od początku... Jestem dzieckiem późnych rodziców tzn. moja mama urodziła mnie w wieku 40 lat, mój tata jest o 10 lat starszy. Wiem, że to nie jest jakaś reguła, ale mam wrażenie, że przez to że byłem "wyczekiwany" moi rodzice byli i czasami dalej są zbyt nadopiekuńczy, nie umiałem w dzieciństwie nic wokół siebie zrobić, z czasem się to zmieniło, bo sam z siebie chciałem się czegoś nauczyć i finalnie dobrze sobie radzę ze wszystkim. Mam wrażenie, że też przez to jestem bardzo nieśmiały, zacząłem to zauważać wśród znajomych, że często nie wiem co mam powiedzieć, nie wspominając już nawet o poznawaniu nowych ludzi. Z góry przepraszam, że wpis jest bez ładu i składu, ale nie chciałem publikować kilku wpisów. Kolejny mój problem dotyczy mojego kuzyna w zasadzie to ja tak jakby jestem jego wujkiem, w sumie mało ważne kto to dla mnie jest, no mam członka rodziny o 2 lata starszego, który mieszka w dużym mieście, ma wiele talentów (gra na gitarze, maluje obrazy, uczy się języków), oprócz tego dobrze się ubiera, jeździ na zagraniczne wakacje, ma dobre relacje z rodziną, jest pewny siebie w skrócie po prostu moje przeciwieństwo. Od zawsze bardzo mnie to bolało, że ja nigdy nie doświadczę takiego życia i szczerze oddałbym wszystko żeby choć na moment żyć jego życiem i wiem, że nie wszystko jest takie cudowne jak się wydaje, ale już bym wolał to niż moje nudne życie w małym mieście, z małą ilością znajomych, z starzejącymi się rodzicami. Po prostu momentami ta zazdrość mnie tak jakby wypełnia, nie wiem jak to określić, ale zastanawiam się co by było gdyby życie inaczej się potoczyło i mógłbym mieć to samo. Mam wrażenie, że ja przez to nie umiem się cieszyć życiem, ciągle myślę o tym czego mi w nim brakuje, zdaję sobie sprawę, że są ludzie którzy na pewno mają gorzej w życiu niż ja, ale i tak jakoś nie umiem się pogodzić z tym, że prawdopodobnie do końca życia będę musiał się o wszystko starać, a nie mieć podane na tacy. Dodam też, że mam jakiś kryzys w tej kwestii i stwierdziłem, że po co mam się uczyć języków, po co mam się o cokolwiek starać, skoro i tak mój kuzyn zawsze będzie lepszy. Jest ktoś w stanie to nazwać co mi aktualnie dolega? Chodzę do psychologa od tygodnia jak narazie. Pozdrawiam Damian
8 odpowiedzi

Materiały wspierające

Warto przeczytać

Sprawdź też

Ilustracja: kobieta przy furtce stawia granicę spokojnym gestem dłoni

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.