Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Mam obecnie problem w związku.

Dzień dobry. Zwracam się z prośbą o pomoc, a mianowicie też o jakieś wyjaśnienie, podpowiedź. Mam obecnie problem w związku. Od niecałych dwóch lat jestem związany z partnerką, z którą jest mi cudownie, nadmienię tylko, iż zawodowo jest psychologiem, psychoterapeutą (leczenie zaburzeń osobowości, zaburzenia lękowe, Borderline, Depresja) pracuje metodą psychoterapii psychodynamicznej. Oboje mamy po 40 lat także doświadczona moja Kochana Terapeutka. Jak się poznaliśmy to zaiskrzyło na momencie, od razu wyczułem, gdzie pracuje (psycholodzy nie są mi obcy, mam siostrę też psycholog). Ale wiadomo nie może być za łatwo w życiu to i tym razem też tak jest, mieszkamy od siebie 180 kilometrów. Jak się poznaliśmy, ja byłem świeżo po rozstaniu (około 6 miesięcy) z żoną, która mnie zostawiła. Ona również jest po przejściach tylko już jakiś czas temu. Oboje mamy dzieci i wszystko i niby ok. Od samego początku czułem się przy niej tak, jakbym znał ją od dawna i Ona również ze mną czuła podobnie. Problemy zaczęły się w momencie, jak moja była żona zmieniła się nie do poznania (chodzi o zachowanie, zmiana osobowości). Dzieci mieszkały z nią, bo wydawało mi się to po prostu normalne, jak człowiek się rozwodzi (nadmienię tylko, że nie z mojej winy pojawił się po prostu ktoś inny na jej drodze). Kontakt z dziećmi miałem cały czas, przychodziły do mnie, jak remontowałem nowe mieszkanie. Nie będę opowiadał dokładnie, co było dalej, powiem tylko tyle, iż dzieci mieszkają ze mną. Zmiana osobowości ich mamy była tak drastyczna, iż zaczęło dochodzić w starym domu do znęcania psychicznego nad starszym synem. Zabrałem go do siebie, a tak naprawdę to On sam prosił, żebym mu pomógł i zabrał stamtąd. Młodszy z kolei deklarował już wcześniej, że chce mieszkać ze mną. Ja nie miałem pojęcia, że przechodzą tam piekło, bo bali mi się powiedzieć, a widywaliśmy się praktycznie w tygodniu codziennie. Mam takie osobiste spostrzeżenie, że wszystko zaczęło między nami się delikatnie nie tyle, co psuć, ale paskudzić jak starszy syn się do mnie wprowadził. Już nie mogłem być na zawołanie, a z kolei Ona zaczęła nazywać to tak, że potrzebuje oparcia, stabilizacji, bo tak wygląda normalny związek, częste kłótnie właśnie przez to. No i dobrze wiemy, że wykład od psychologa to nie jest łatwa sprawa, bo to jest cała analiza sytuacji, problemów itd. Mi osobiście to w ogóle nie przeszkadza, ale wiadomo, że zaczęło się, że widzę tylko siebie, jestem skupiony na sobie, dzieciach i nie ma przestrzeni na związek. Mamy wspólny jakiś pomysł na życie, przeprowadzkę do niej, tylko na razie muszę zakończyć stary etap i Ona niestety nie wytrzymuje ciśnienia. Wiele mi pokazała, że czasami ma racje, bardzo często zarzuca mi, że nie czuje we mnie wsparcia, choć ja uważam inaczej. Robię, co mogę i jestem przy niej, jeśli tylko mogę. Staram się pomagać w każdej dziedzinie, w jakiej ma problem na tyle ile można. Tylko dla niej to za mało. W trakcie tych wszystkich kłopotów i żeby ratować swoje dzieci odpuściłem trochę firmę, co oczywiście się odbiło. Wiadomo wszystko, co przeszedłem do tej pory ze swoim rozwodem, też zostawiło ślad, psychicznie mnie to wykańcza, a problemów zaczęło przybywać. Pojawiły się długi w firmie i zacząłem mieć załamkę. Oczywiście mój osobisty psycholog wysłał mnie na terapie i do psychiatry, bo zaczęły się stany lękowo depresyjne. Impulsywność, jaką posiada, zaczęła doprowadzać do tego, że co jakiś czas rozstawaliśmy się (no może nie za moją zgodą) tylko po prostu cały czas jest brak stabilności w związku, Ona potrzebuje oparcia na co dzień. Wzajemna miłość nas utrzymuje w tych kłótniach. Ja po drodze miałem parę razy tzw. zjazd depresyjny (spałem 2-3 dni). Problemy, jakie mi się pojawiły, zaczęły mnie dobijać i zacząłem być nerwowy, czasami nieprzyjemny. Najbardziej dotknęły mnie problemy finansowe, o których nie chciałem z Nią rozmawiać, bo sprawiało mi to wielką trudność i taki wstyd, brak poczucia męskości, czego nie może zrozumieć. Bo podejście psychologa rozmowa jest najważniejsza w związku, zgodzę się, ale dla mnie to było takie upokarzające, że mam kłopoty finansowe i ma jeszcze opowiadać o nich swojej Kochanej Kobiecie. Może tak trzeba było zrobić, ale nie umiałem. Kłótnie, jakie powstawały były zarzucane w moją stronę, bo najładniejszy psychologiczny zwrot mój ulubiony "to jak się wczoraj zachowałem i co Ci powiedziałam w złości, to jest reakcja na to, jak się ostatnio zachowujesz w stosunku do mnie i taki ma na mnie wpływ". I to też wiem, jak nazwać, bo żyje z psychologiem "Projekcja". Ale to nie działa tak, jak mi się wydaje, ponieważ ja robię coś źle i jest wykład jak w gabinecie, a Ona jak to zrobi to samo, po jakimś czasie to nie przyzna mi racji, tylko skuteczna technika wyszkolona przez wiele lat "to nie jest to samo bo...." Proszę, aby nikt nie zrozumiał mnie źle, że pokazuje obraz psychologa w jakimś złym świetle. Moja siostra psycholog robi to samo, nie dać dojść do słowa, a gadać. Wszystkich psychologów, jakich znam są gadułami, z ADHD, nie usiedzą na miejscu, w towarzystwie lubiani, ale życie prywatne niestety rozwalone. Pomagają innym, tylko nie wiem, czemu nie chcą widzieć swoich błędów, że też popełniają przecież to normalne, bo są tylko ludźmi. Ja oczywiście nie jestem święty, przyznaje, że często widzi to, czego nie widzą inni i ma racje. Potrafi na momencie po rozmowie z nową osobą zanalizować ja i się praktycznie nie myli. Psychologiem nie zostaje byle kto, to tego trzeba się nadawać i trochę tych szkół skończyć. Ja również chodziłem na terapię, po jakimś czasie przerwałem, ale nie dlatego, że stwierdziłem, że już ok. Absolutnie widzę, że mam problem, bo tak się nie zachowywałem, często mam kryzysy, bo tych kłopotów zebrało się masę. Przerwałem, bo nie miałem za co chodzić po prostu, a Jej wstydziłem się do tego przyznać. Facet traci poczucie męskości, jak ma takie problemy, że czasami musiałem coś wymyślić, bo nie miałem za co do niej jechać i to mnie dobijało. Walczy ze mną o te rozmowy, a ja z kolei nie jestem w tym łatwy, bo uważam, że nie chcę jej martwić swoimi problemami, i słyszę, że nie nadaje się do związku, bo w byciu razem o problemach się rozmawia. Proszę ją często, żeby z nas nie rezygnowała i wytrzymała jeszcze trochę, co prawda do tej jej złości czasami dokładam, ja jak potrafię właśnie położyć się i przespać dwa dni, bo to jest taka ucieczka od problemów dla mnie, a wiem, że mam problem i jestem chory. Chodzę również do psychiatry, bo mój osobisty terapeuta mi nie odpuszcza i może dobrze czasami przeciągam wizyty, bo nie mam kasy. Walczymy ze sobą o to ostatnio strasznie, Ona chce, żebym regularnie się leczył (ja o tym wiem, ale za co?) i powstają kłótnie. Złości się często przeze mnie, bo mam jeszcze niezamkniętą przeszłość. Co chwilę słyszę, że jej nie wspieram w trudnych dla niej chwilach (co uważam, że przesadza), bo gdy miała badanie rezonansem głowy i było podejrzenie, byłem ciągle z nią i wspierałem, w tygodniu telefonicznie, w weekendy przy niej, czy jak dzieci chorowały, tylko Ona na momencie zapomina i widzi tylko tę chwilę, o którą się kłócimy i tamtych nie pamięta. Też ją proszę, żeby mi pomogła swoją obecnością przy moim problemie to słyszę, że nie może mnie niańczyć, co mnie boli. Wiele we mnie na pewno wyćwiczyła i pokazała, że można inaczej. Ostatnio wróciłem na terapie (nie koniecznie finansowo jest już ok, ale już niedługo) zrobiłem to Dla niej, bo ja Kocham i nie chce, żeby przeze mnie cierpiała. Z terapeutką oczywiście doszedłem do decyzji jednej, że ma racje co do bycia w związku i rozmowy o problemach a dokładnie moich długach (bo nie chciałem powiedzieć dokładnie ile). Przełamałem się i w ten weekend powiedziałem wszystko, bo wiem, że tego oczekiwała i wiele mnie to kosztowało wewnętrznie, żeby powiedzieć kobiecie, z którą się jest, ile ma się długu przez ostatnie sytuacje. Wszystko było ok, ale w poniedziałek miałem swoje dwa dni. Rozmowa była ciężka, przeprosiłem, nie wiem, czemu tak wyszło, bo nic na to nie wskazywało w ostatnich dniach, że może mi się przytrafić, próbowałem załagodzić. Na drugi dzień oznajmiła, że mam się ogarnąć, uporządkować swoje życie i zdrowie i wtedy do niej się odezwać, bo ona na tym etapie nie chce tego kontynuować. Prosiłem, żeby mi pomogła, bo wiem, że mam problem, to usłyszałem, że Ona więcej pomóc mi nie może i mam się wyleczyć i dopiero skontaktować. Na sam koniec powiem tak nie gadamy około trzech dni, a ja czuje się strasznie, jeszcze nikt mnie tak nie potraktował zimno, jeśli chodzi o osoby, które się Kocha, jest mi bardzo przykro, jak mnie potraktowała na koniec, bo nie byłem w barze z kolegami, tylko ona wie, z czym jest problem i mnie zostawi w chorobie. Ja jak miała gorączkę i nie przyjechałem w sobotę tylko w niedziele, musiałem słuchać, że nie dbam o nią, bo jest sama w takim stanie. A najbardziej czuje się zdeptany, że parę dni wcześniej przełamałem wszystko w sobie i powiedziałem o szczegółach swoich problemów finansowych i nie wiem czemu, mam jakieś przeczucie, że to mogło być główną przyczyną jej decyzji, bankrut u boku. Zastanawiam się tylko właśnie nad jednym, że osoba, którą Kocham, prowadzi terapię, pomaga ludziom, zostawia mnie w chorobie i problemach i każę zadzwonić, jak się z tym uporam. O co tu chodzi??? To jakaś nowa technika w psychologii???? Proszę przeczytajcie to chociaż i spójrzcie na to jakoś i pomóżcie. Ja nie chcę, żeby ktoś myślał, że oczekuje, że macie zjechać psychoterapeutkę, nie, pomóżcie mi zrozumieć, co ja robię aż tak źle, że Kochająca osoba opuszcza Cię w momencie, gdzie jej potrzebujesz. Dziękuję.
Daria Kamińska

Daria Kamińska

Dzień dobry,

na początku chciałabym Pana uwrażliwić na to, że to, co Pan obecnie przeżywa jest naturalną i zdrową reakcją na trudną sytuację, w której się Pan znalazł. Doświadcza Pan straty, a reakcje na stratę różnią się mocno u poszczególnych osób. To, co jest również ważne, to, że szuka Pan rozwiązań dla sytuacji, która jest dla Pana ważna i trudna jednocześnie. To dobrze, bo jest pierwszym (potencjalnym) krokiem do zmiany. 

Jedną z przyczyn, dla których nie jesteśmy w stanie się dogadać w relacjach, jest fakt, że nie potrafimy określić naszych potrzeb i mówić o nich. Bywa też, że kiedy ktoś czuje się opuszczony czy odrzucony, bo inny czegoś nie robi, siła tych odczuć jest tak duża, że nie ma opcji, by zastanowić się nad intencjami drugiej strony, zobaczyć inny punkt widzenia, by odpuścić i uznać, że pewne rzeczy mogą się nie zmienić. Bywa też, że kiedy ktoś czuje się opuszczony czy odrzucony, bo inny czegoś nie robi, siła tych odczuć jest tak duża, że nie ma opcji, by zastanowić się nad intencjami drugiej strony, zobaczyć inny punkt widzenia, by odpuścić i uznać, że pewne rzeczy mogą się nie zmienić. Pojawia się niechęć do szukania tego, jak ja współtworzę to, co przyczynia się do powstania zapalników, bo całą winę obsadzam w drugiej osobie, a w związku problemem jest problem, a nie jedna czy druga osoba. Zastanawiam się, na ile to może być coś, co dotyczy Pana i byłej partnerki.

Warto badać, na jakie moje potrzeby odpowiada dane działanie w relacji, czy to jest OK dla obu stron, jak może być inaczej. Może Pan samodzielnie dokształcić się np. w Porozumieniu Bez Przemocy (NVC), by lepiej rozumieć i wyrażać swoje potrzeby, ale też polecam bardzo bezpłatne materiały od terapeutki par, Marity Woźny (np. webinar poświęcony oczekiwaniom), które mogą rzucić nowe światło na Państwa relację:

Link

Warto też rozważyć przyjrzenie się temu, co się dzieje między Państwem we współpracy ze specjalistą, jeśli tylko będą mieli Państwo na to przestrzeń.

Pozdrawiam serdecznie,

Daria Kamińska

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

TwójPsycholog

TwójPsycholog

Dzień dobry, widać, że bardzo przeżywa Pan tę sytuację, chciałby ja poukładać w głowie, zrozumieć, a to z kolei chyba sposób na poradzenie sobie z bardzo trudnymi uczuciami. Fakt, że ma Pan swoją terapię i opiekę lekarza psychiatry (czy bierze Pan leki?) wydaje się być najlepszym rozwiązaniem: leczenie psychiatryczne pomoże poradzić sobie ze stanem obniżonego nastroju i napędu, z brakiem siły i motywacji do działania, a psychoterapia z kolei może posłużyć rozumieniu sposobów reagowania w wielu sytuacjach, mechanizmów funkcjonowania w relacji oraz pozwoli zająć się uczuciami, które obecnie Pan przeżywa. Niestety leczenie to proces i rozumiem frustrację wynikającą z tego, że jego efektów nie widać od razu, podczas gdy Panu w tej chwili tak bardzo brakuje wsparcia partnerki. Wygląda na to, że potrzebuje Pan zająć się sobą i stanąć na nogi - nie dlatego, że partnerka tego oczekuje i że to jest jakiś jej warunek - ale dla samego siebie, dlatego, że ma Pan za sobą wiele trudnych doświadczeń (zdrada, rozwód, kłopoty z dziećmi) i opisuje Pan, jak jest mu trudno. Dodatkowo rozumiem, że ma Pan pod opieką dzieci, które też Pana potrzebują. 
Trudno tu analizować uczucia i motywacje Pana partnerki, dlatego najlepszym wydaje mi się kierunek zadbania o siebie na wielu płaszczyznach życia. Pozdrawiam 

Zobacz podobne

DID, ataki paniki, trauma i wiele osobowości - jak funkcjonować na co dzień i szukać pomocy?

Posiadamy DID (Dysocjacyjne zaburzenie tożsamości). Jest nas 13, każdy od innej traumy i każdy z innym wyzwalaczem, przeważnie są to konkretne emocje lub sytuacja.

Ja, Darek, jako osobowość dominująca, mam w to wszystko wywalone, a jednocześnie mi na tym zależy, żeby jakoś funkcjonować razem. Mam niechęć do ludzi, nienawidzę się dotykać, uwielbiam szlugi, energole, czarną kawę, kocham ból, nie mam uczuć, bo są zbędne. Dostaję ataków paniki, mimo że jestem oschłym skurwielem. Nikt mnie nie lubi, ale nie potrzebuję, żeby ktoś mnie lubił, nie od tego.

Kuba, czyli osoba, która jest w dowodzie, wymiaruje po kokosie i nie lubi herbaty, dlaczego, nie wiem. Jest mały Kubuś, który wychodzi, jak się mocno przestraszy Kuba. Jest Jan i mały Jasiu. Jan to gej, pedant, oraz człowiek, zdrowie to podstawa, pojawia się, kiedy wstyd zżera od środka Kubę. A Jasiu ma 10 lat i pojawia się, jak Kuba jest bardzo smutny, że aż płakać się chce.

Jest Kamil, który nienawidzi niesprawiedliwości, jest niestabilny i momentami nie potrafi wyczuć granicy między sprawiedliwością a zemstą. Jest Krystian, samobójca, dużo nie muszę chyba mówić. Mamy Oskara, który jest ostatnią deską ratunku, jak nikt z nas nie daje rady, ale jest ćpunem.

Mamy Jacka i Beatę, pseudorodzice. On pojawia się, jak jest w chuj agresji w Kubie, ale jest potulny jak baranek, zrobi wszystko, co mu powiem. Ona to niespełniona matka, skupia się na maluchach, a reszta nie ma znaczenia, uważa się za dobrą, ale to narcyz.

Jest Adrian, pokazuje się, jak ktoś jest naprawdę przygnębiony, czuje się odpowiedzialny do pomocy innym, współczucie to jego definicja, ale nie potrafi sobie pomóc, nie zna za bardzo siebie. Jest Klaudiusz, anorektyk, emo chłopiec, który czuje się winny temu, że tak ciało wygląda, ale też dba o to, by jedzenie było zdrowe, to tak jakby szkielet był twoim dietetykiem.

No i na koniec Kacper, przy zderzeniu ze cierpieniem kogoś, szczególnie zwierząt, się uruchamia, ale jedyne co robi, to się nie rusza tyłka, patrzy się w jeden punkt i czuje, jak mu łzy lecą.

BEZ NAS BYŁOBY ŁATWIEJ.

Syn siostry trafia pod moją opiekę, a ja nie jestem w stanie już przetrwać jego obecności. Boję się, że przez to sama nie będę chciała nigdy mieć dzieci.
Piszę w takiej sprawie, bo nie wiem jak poradzić sobie w tej sytuacji. Siostra, gdy jej syn skończył rok, wróciła do pracy i matka zgodziła się, że podczas gdy siostra będzie w pracy ona się nim zaopiekuje ( mieszkam z matką). Niestety z dnia na dzień obecność tego dziecka w tym domu zaczyna coraz bardziej mnie dobijać. Zawsze matka czy siostra uważali, że ja się nie nadaje do opieki czy czegokolwiek co związane z dziećmi. Jednak gdy siostra zaczęła go przywozić do matki jak jedzie do pracy, opieka nad jej synem spada na mnie. To ja muszę go pilnować, gdy ciągle wchodzi na jakieś wysokości, wkłada do ust wszystko co możliwe czy nawet już potrafi włączyć pralkę. Nie umiem się niczym zająć przez chwilę. Mam wrażenie, że nie mogę już na niego patrzeć, mimo że lubię dzieci, chciałabym mieć kiedyś swoje. Matka w każdy możliwy wolny dzień od razu zabiera go do nas do domu a on powoduje tylko, że jestem podenerwowana i chce się go jak najszybciej pozbyć. Zniszczył mi już dużo prywatnych rzeczy. Podchodzi, potrafi uderzyć lub kopie po plecach.Boje się, że przez niego znienawidzę dzieci, stracę ten "instynkt macierzyński" i będę bała się mieć swoje, że ich nigdy nie pokocham, bo będą takie same jak on. Nie wiem co robić. Jest to bardzo uciążliwe dla mnie. Jak przetrwać jego obecność a wyprowadzka nie jest możliwa?
Jestem bardzo drażliwa, wszystko jest nie tak. Czy powinnam udać się po pomoc? Jak to będzie wyglądać?
Jestem strasznie nerwowa, wiele rzeczy mnie denerwuje, uważam też, że w pracy i w domu wiele rzeczy nie wygląda tak jak powinno. Czy to znak,że powinnam w takim przypadku zwrócić się po pomoc do psychologa?
Często się denerwuje, boję się sama zostać w domu, jak się bardzo zdenerwuje to mi paraliżuje ręce, nogi i usta, dusi w klatce piersiowej
Często się denerwuje, boję się sama zostać w domu, jak się bardzo zdenerwuje to mi paraliżuje ręce, nogi i usta, dusi w klatce piersiowej, nic do mnie nie dociera, jak coś mi się nie udaje, mam myśli samobójcze albo się okaleczam, nie mam chęci na nic, nie lubię się spotykać z bliskimi, co to może być? Teraz zaczęłam dużo pić alkoholu i inne używki. Możliwe, że schizofrenia?
Jak przetrwać w małżeństwie z mężem o zmiennych nastrojach i bez wsparcia za granicą
Jak przetrwac w trudnej relacji z mężem. A mianowicie w zwiazku jestesmy prawie 30 lat. W tym okresie zawsze byly wzloty I upadki jesli chodzi o nasza relacje ale ogolnie wciaz sie kochamy i pragniemy byc ze soba. Problem jest w tym ze moj mąż od kilku lat ma tak zmienne nastroje, ze bardzo trudno jest funkcjonowac razem. Mieszkamy za granica I nie mamy zadnego wsparcia. Nie jest latwo ale wciaz dajemy rade. Ja uwazam ze zyjemy jak przecietna rodzina I problemy typu popsucie auta, niespodziewane mandaty, zepsuty boiler itp sa czescia naszego zycia I kazdego to spotyka. Niestety w ostatnim czasie tych awari sie nam duzo nalozylo na raz. Jest czas wydatkow I decyzji I tu wlasnie zaczyna sie problem bo dla mojego meza taki stan jest calkowita katastrofa. W kwesti auta ja sie nie bardzo znam wiec zostawiam to na jego barkach, ale on boi sie podjac decyzje i bardzo szybko sie denerwuje. Wczoraj wybralismy sie obejrzec jakies auto ale zaczelo padac I to sprawilo ze moj maz sie bardzo zezloscil, mowi ze cale jego zycie to wielka porazka, ze nic nie moze byc normalnie, ze zawsze wszyscy go musza traktowac jak smiecia, ze kraj w ktorym mieszkamy to wiekie bagno itp. Ja na ten wybuch nie reagowalam, po prostu przemilczalam, po powrocie do domu bylo ok, nawet wyglypialismy sie z dziecmi a dzis od rana prawie sie nie odzywa I ma taki wyraz twarzy ze ja sama sie boje do niego odezwac. Jest mi trudno, bo nawet nie mam sie komu wygadac.
zdrada

Zdrada – przyczyny, skutki i jak sobie z nią radzić?

Zdrada to głębokie naruszenie zaufania w związku, występujące w formie fizycznej lub emocjonalnej. Powoduje trwałe rany psychiczne u obu partnerów. Analizujemy przyczyny zdrad, ich konsekwencje oraz metody odbudowy relacji po takim doświadczeniu.