Już dostępna aplikacja mobilna Twój Psycholog
  • Wygodnie zarządzaj swoimi wizytami
  • Bądź w kontakcie ze swoim terapeutą
  • Twórz zdrowe nawyki z asystentem AI
Aplikacja mobilna
Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Trudności z akceptacją dziecka partnera z poprzedniego związku

Mam problem z akceptacją dziecka mojego partnera, które właściwie nie jest jego dzieckiem. Ma córkę z poprzedniego małżeństwa, ale kiedy zaczął realizować regularnie kontakty z nią, uczestniczył w nich również brat dziewczynki. Jego związek z byłą żoną był krótki, ale poznali się gdy chłopiec miał 11 miesięcy, rozstali gdy miał 2,5 roku. Aktualnie ma 5, córka 3. Są 2 lata po rozwodzie. Nasze pierwsze rozmowy na temat tego, że chłopiec będzie uczestniczył w naszym życiu były pozytywne, ja też uważałam że to dobrze, aby ten kontakt z nim był, bo uważałam że moj partner był jedyną taką stała w jego życiu (jego mama szybko wchodziła w różne związki, jest też dość trudna osoba). Tym bardziej że nie mógł zabierać nigdzie córki, bo była malutka więc kontakt realizowany był w domu byłej żony, stopniowo doszły jakieś spacery, wyjścia na plac zabaw. Problem jednak zrodził się we mnie kiedy zdecydowaliśmy się na dziecko, a mniej więcej w tym czasie również partner zaczął mówić o tym, że ten chłopiec jest dla niego jak syn, że te wspólne wizyty obudziły w nim takie uczucia. Stopniowo dochodziły jakieś zobowiązania z nim związane - np. aby to mój partner był osobą zgłoszona w przedszkolu do jego odbierania (mieszkamy 250km od nich) - to wzbudziło we mnie już jakiś niepokój - bo córka tak, nie zastanawiałabym się nad tym, ale chłopiec... Z każdą sytuacja odbierałam to jako chęć jakieś manipulacji ze strony byłej żony - od początku próbowała mnie nastawić przeciwko temu związkowi, próbując wmawiac jakim złym człowiekiem jest mój partner. Dzieci bywają u nas na weekend raz w miesiącu od maja. Z córeczką nawiązałam fajny kontakt, pokochałam ja. Mam jednak problem z bariera z chłopcem. Myslimy o ślubie i powiedziałam o tym partnerowi, bo uznałam że powinien wiedzieć, że dla mnie to dziecko może nigdy nie stać się NASZYM dzieckiem, jak jego córka mój synek czy nasz wspólny syn. Dodatkowo kiedy jest u nas jest dość nerwowo, bo trudna jest komunikacja z nim, często wpada w histerię. Ja mam poczucie że do niego brak mi cierpliwości. W nerwach powiedziałam że wolałabym aby przyjeżdżała tylko córeczka. Ogólnie przyjęłam to że on będzie w naszym życiu, ale mam w sobie jakieś takie niepogodzenie z tym, ze mogłoby być inaczej. Mój partner poczuł się bardzo zraniony tym co mu powiedziałam, odebrał to jako totalny brak akceptacji dla niego w naszym życiu, a ja czuję że to po prostu mój brak akceptacji dla stwierdzenia że syn jego byłej żony jest jego synem. Potrafię zaakceptować to że będzie częścią naszego życia, ale łatwiej mi myśleć o nim w kategorii naszego kuzyna. Co ze mną jest nie tak? W jaki sposób mogę nad tym pracować? Dodam, że partner jest wspaniałym opiekunem dla mojego syna z poprzedniego małżeństwa i to wzmaga we mnie ogromne poczucie winy, że mam problem by zaakceptować to co on przyjął. Dodatkowo, zawsze gdy dzieci są u nas traktuje je równo, z obojgiem się staram bawić, spełniać ich zachcianki. Czasem myślę sobie, że z jednej strony nie powinnam się zmuszać do pokochania obcego dziecka ale zaraz myślę że powinnam to jakoś sobie ułożyć. Dodatkowo mam mnóstwo leków w sobie, wyszłam z małżeństwa z przemoca psychiczną, mam syndrom dda, jestem osobą zazdrosną. Po ostatniej rozmowie z partnerem zdałam sobie sprawę, że lepiej byłoby bym mu tego nie mówiła, że powinnam to sama przepracować, bo według niego moje podejście jest niewłaściwe, sama zresztą też często tak myślę. Tylko nawet jesli probuje małymi kroczkami sama sobie to jakoś ułożyć, w pewnym momencie pojawia się jakis bunt we mnie, że ja też nikomu nie mogłabym kazać kogoś pokochać. Proszę o poradę, jak powinnam się w tej sytuacji odnaleźć i zachować.
User Forum

Rzeszow1

2 lata temu
Magdalena Bilińska-Zakrzewicz

Magdalena Bilińska-Zakrzewicz

Dzień dobry, różne bardzo ambiwalentne uczucia pojawiające się w tak trudnej i skomplikowanej sytuacji relacyjnej, są zupełnie naturalne i wydają się być uniwersalne dla większości ludzi w podobnych sytuacjach. Fakt, ze pojawiają się jako impuls nie byłby problemem, jednak to, że zaczynają dominować, wpływać na Pani samopoczucie, na decyzje, które Pani podejmuje oraz, ze trudno już samej w sobie sobie z nimi radzić wskazuje, ze w jakimś sensie przejęły bad Panią kontrole. Nic dziwnego, nikt z nas bowiem nie jest przygotowany do radzenia sobie z różnymi trudnymi uczuciami w takiej skomplikowanej sytuacji. Dlatego najlepszym rozwiązaniem będzie zgłoszenie się do psychoterapeuty, które pomoże Pani w coraz lepszym rozpoznawaniu, rozumieniu, regulowaniu uczuć w taki sposób, który będzie zgodny z Pani potrzebami i z Pani możliwościami. Zgłoszenie się do specjalisty po pomoc będzie też jednym z najbardziej dojrzałych sposobów poradzenia sobie z taką trudną sytuacją emocjonalną i może przynieść Pani wiele ulgi. Pozdrawiam, Magdalena Bilińska Zakrzewicz

2 lata temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Powrót do mieszkania mamy po rozstaniu przez zdradę. Mama jest zaborcza względem mojego powrotu do partnera.
Mam 26 lat, miesiąc temu dowiedziałam się o zdradzie mojego partnera i wróciłam do domu. Mieszkam z mamą. Od tygodnia mam kontakt z byłym partnerem, który żałuję tego co zrobił i chce, żebym dała mu szansę. Ukrywałam przed mamą nasze spotkania. Dziś powiedziałam, że idę do niego porozmawiać, bo chciałabym dać mu ostatnią szansę, spotykać się z nim i zobaczyć co z tego wyjdzie. Rozmowa skończyła się krzykiem. Mama powiedziała, że jeśli wrócę do niego to nie chce mieć ze mną kontaktu.. słowa bardzo mnie zabolały. Czuję się rozdarta, nieszczęśliwa i czuję strach...
Czuję ból funkcjonując z ojcem, który wiecznie mi uniża, uważa się za nie wiadomo kogo. Siostra zawsze była traktowana inaczej.
Witam. Jestem już starszą osobą, ale od kiedy pamiętam - ojcu zawsze coś nie pasowało. W domu trzeba było sprzątać 6/6, wyzywał, obrażał, czasem bił - choć więcej razy to groził i był panem w domu. Gorzej w relacjach z innymi. Nigdy nie miałam nic do powiedzenia, przy rodzinie nie mogę nic powiedzieć mając 20, 30, 40 lat, bo uniża mi. Całe życie też słyszałam, że nie zdam prawa jazdy, że do niczego się nie nadaję itd. Sam ledwo maturę zdał, a mi ujmuje, że nadaję się do Biedronki i nie dociera do niego, że skończyłam studia. Niestety nie ułożyło mi się w życiu (głównie przez niego, bo za późno przepracowałam tematy z psychologiem), ale do dziś odzywa się jak do śmiecia. Przy ciotkach, kuzynkach robi ze mnie durnia, w warsztacie samochodowym wyszedł ostatnio przede mną i zaczął kpić, ze "ta to się nie zna przecież". Co robić wiem, ale dlaczego tak robi?? Do siostry super się odnosi, była starsza i zapisywali ją na basen, zawsze dostawała lepsze rzeczy, wspierali z matką. A ja mimo ukończenia studiów i poinformowania ich o tym z 10 x dostaję pytania, czy skończę kiedyś studia. Nie rozumiem. Nic z tego nie rozumiem. Tyle, że mi przykro.
Dziecko odrzucane w szkole, jak pomóc dziecku w takiej sytuacji?
Jak pomóc dziecku w sytuacji ,w której jest odrzucane przez rówieśników w klasie, tylko sporadyczne osoby się z nią bawią ( tak mówi) koleżanki ja odpychają, odganiają od siebie. Powiedziała, że jak ma coś słodkiego to ustawia się do niej kolejka, a tak nie jest mile widziana.
Toksyczna siostra chce, żebym widziała ją częściej.

Witam. Opiszę swoją sytuację najlepiej jak umiem. 

Mieszkamy z siostrą blisko siebie, nie odwiedzam jej zbyt często tak bez okazji, tylko wtedy kiedy trzeba lub mnie o to poprosi. Ma o to do mnie pretensję, a ja nie czuje potrzeby, by często ją odwiedzać. Zwyczajnie nie chce mi się do niej po prostu chodzić. Sama to stwierdziła, a ja przyznałam jej rację, bo tak jest. 

Kiedy powiedziałam, że spróbuję zmienić swoje nawyki i odwiedzać ją częściej, spytałam ją czy możemy zacząć od początku, czy ma ochotę? Odpowiedziała, że już się przyzwyczaiła, że do niej nie przychodzę i żeby zostało tak jak jest. Czyli rzadkie odwiedzanie, jeśli mam odwiedzać ją na siłę. Powiedziałam do niej "ok. Próbowałam tylko później nie miej pretensji". 

Ja nie rozumiem jej punktu widzenia, a ona mojego. Poza tym moja siostra nie rozumie też drugiej mojej sytuacji. Mianowicie sądzi, że nie mam dzieci, bo boje się życia. (Mam inny powód, dla którego nie posiadam dzieci). Ona wylicza mi swoje obowiązki pisząc "...życie się toczy". U mnie też toczy się życie o czym jej wspomniałam - tylko bez dzieci. Moja mama też twierdzi podobnie, zacytuje "bo ty nie masz żadnych obowiązków". Czy to, że nie posiadam dzieci jest równoznaczne z tym, że nie mogę mieć obowiązków i bez tego? 

Nie mogę znieść myślenia mojej siostry, która przesiąkła schematem kobiety z ogromem obowiązków na głowie dziećmi i domem. Każda kobieta ma prawo żyć po swojemu czy to z dziećmi, czy bez nich. I to nie oznacza, że jest gorsza. Czy, że nie ma obowiązków. 

Kiedyś wyniknęła między mną a siostrą rozmowa -wiesz co ja nie chcę mieć dzieci -dlaczego -ponieważ w rodzinie jest ryzyko Aspergera lub autyzmu. Od strony męża dzieciaki to mają, a i u nas jest ryzyko. Nie czuję się na siłach by się z tym mierzyć. Sądziłam, że trochę zrozumiała. Po czasie dowiedziałam się, że rozmawiała na mój temat z mamą, zanim ja zdążyłam mamie w ogóle o tym powiedzieć. Byłam zła, bo jak mogła nie zostawić tego tematu mi. 

Uważam, że siostra jest toksyczną manipulatorką. Chce zrobić z siebie ofiarę mówiąc mi "kiedy mama pyta o ciebie, to uważasz, że mam jej nie opowiadać o tobie. Zastanów się". Tak brzmiała wiadomość. Nie zrozumiała, że to ona źle postąpiła - nie umie po prostu przyznawać się do błędów. Uważa, że to ona ma prawo pierwsza mówić o moich sprawach, nie pytając mnie o zdanie. 

W dzieciństwie często się kłóciłyśmy, byłyśmy pełne nienawiści wobec siebie i toksycznych zachowań. Ja w swoim życiu chce otaczać się fajnymi szczerymi osobami, a moja rodzina mi tego po prostu nie daje.

Jak porozmawiać z ojcem o życiu we wspólnym domu i podziale obowiązków
Witam. Chciałabym podzielić się swoja historia, która zaczyna bardzo mnie męczyć i irytować. W 2020 roku zmarła moja mama , mieszkaliśmy w tym czasie w wynajmowanym mieszkaniu- ja , tata i mama . Krótko przed śmiercią mój wtedy jeszcze chłopak wprowadził się do Nas ze względu na zmianę pracę i krótsze dojazdy niż ze swojego domu rodzinnego. Mama zmarła , zostaliśmy sami , ja z chłopakiem i mój tata . Później jakoś tak samo poszło że wyprowadziliśmy się do większego domu też wynajmowaliśmy wspólnie z chłopakiem i tata . Tata wogole nie pytał ,nie zaczynał rozmów odnośnie mieszkania z nami , zadziało się to samo. My nie chcieliśmy robić mu przykrości, bo stracił niedawno żonę. W 2024 roku postanowiliśmy już wtedy z moim mężem poszukać domu i kupić swoje miejsce na ziemi , znowu nie wiedzieliśmy jak zacząć rozmowę z tatą , czy powinien z nami się przeprowadzić czy powinien znaleźć sobie mieszkanie i zamieszkać sam. On też nie zaczynał tego tematu i znowu samo jakoś tak poszło, że pomagał Nam przy przeprowadzce i przeprowadził się wraz z Nami do Naszego domu. Mieszkamy tutaj od stycznia 2025roku i zaczyna się robić pod górkę. Od kilku miesięcy tata nie angażuje się w życie domowe , rodzinne praktycznie w ogóle. Długo spędza czas w telefonie , ogląda coś lub gra , chodzi do pracy ,do pracy dodatkowej lub robi coś na ogrodzie , na obowiązki domowe nawet nie spojrzy , nie porozmawia czy trzeba coś pomoc w domu , coś kupić, przygotować coś do obiadu, wszytko robię ja z mężem,robię zakupy, gotuje , podaje obiady , sprzątam , ogarniam. Próbowaliśmy rozmawiać, ale słowa nic nie dają, kiedyś jak zaczęłam tego typu rozmowę to cała winę spędził na mnie i że wymyślam, ja czułam się zażenowana. Na przykład często robi tak że przechodzi obok pralki czy zmywarki a nawet nie zerknie czy trzeba pranie wywiesić czy zmywarkę opróżnić , po prostu to zostawia, wydaje mi się , że dlatego , bo nauczony jest , że ktoś to wykona i tak za niego. Takich przykładów z dnia codziennego jest bardzo dużo. Tak naprawdę mieszka z Nami, ale często wygląda to tak jakby tylko tutaj spał , bo nic więcej go nie interesuje. Męczy Nas bardzo mocno ta sytuacja. Nie ukrywamy , że chcielibyśmy mieszkać sami , ale czy teraz jest jeszcze szansa. Jak rozmawiać z tatą , jak ustalić jakieś zasady i obowiązki domowe. Staramy się z mężem o powiększenie Naszej rodziny i ciężko mi w takiej sytuacji zająć się tym na sto procent.
problemy wychowawcze

Problemy wychowawcze - jak je rozpoznawać i skutecznie rozwiązywać?

Problemy wychowawcze to powszechne wyzwanie dla rodziców. Zrozumienie ich przyczyn i skutecznych metod rozwiązywania jest kluczowe dla rozwoju dziecka. Oto praktyczne wskazówki pomagające radzić sobie z trudnościami wychowawczymi.