Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Mam dość skomplikowany problem, przez który czuję się rozdarta. Mam przyjaciela (mojego byłego chłopaka), w którym jestem już od ponad pół roku "zakochana"

Mam dość skomplikowany problem, przez który czuję się rozdarta. Mam przyjaciela (mojego byłego chłopaka), w którym jestem już od ponad pół roku "zakochana" (nie wiem, jak nazwać to uczucie), ale boję się mu to wyznać. I chociaż sprawa nie wygląda na zbyt skomplikowaną, to muszę zaznaczyć jeszcze parę ważnych kwestii w tym. Nasz związek rozpadł się przez odległość, która nas dzieliła, on stwierdził, że nie chce być ze mną jeżeli nie może mieć mnie blisko siebie. I to jest to co czyni problem trudnym, czuję coś do niego i moje serce pcha się do tego, by wyznać mu to, jednak dalej dzieli nas odległość i chociaż serce tego chce, mój mózg wzbrania mnie przed tym wiedząc, że mogę zostać odrzucona i mój przyjaciel będzie miał co do mnie uprzedzenia. To jest problem, który nie wiem jak rozwiązać, mogę zaznaczyć jeszcze jedną kwestię czyli, że mogę poczekać jeszcze te parę miesięcy gdy będę blisko niego i wtedy to zrobić lub wyznać to w najbliższym czasie gdy się spotkamy (wolę to zrobić twarzą w twarz). Proszę o pomoc!
Aleksandra Pawlak

Aleksandra Pawlak

O uczuciach warto mówić, jednak trzeba się także przygotować na różne przyjęcie. Proszę się zastanowić jaki jest cel Pani wyznania. Co chciałaby Pani osiągnąć oraz co się stanie jeśli osiągnięcie celu nie będzie możliwe. Relacja tego typu czyli związki partnerskie muszą być symetryczne czyli równe by dawać satysfakcję zamiast robić szkody. Oznacza to min. równe zaangażowanie. W przypadku gdy zaangażowanie byłoby tylko po Pani stronie być może dozna Pani uczucia krzywdy.

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Zobacz podobne

17-latka w toksycznej relacji z koleżanką - manipulacja, przemoc, brak zgody

Cześć, mam 17 lat i byłam w toksycznej relacji z "koleżanką" (nazwijmy ją Ania) – znamy się od 1 klasy technikum (2022). Mieliśmy dosyć skomplikowaną relację, trochę koleżeńską, a jednak "kręciliśmy". Chciałabym zaznaczyć, że praktycznie nigdy nie rozmawiałyśmy, tylko pisałyśmy, a jesteśmy w jednej klasie. Problem w tym, że przez całą znajomość ona wielokrotnie zostawiała mnie dla innych, przekraczała moje granice, dotykała bez mojej świadomej zgody, biła, drapała do krwi, wymuszała na mnie nagie zdjęcia, czułam się manipulowana. Gdy prosiła mnie o zdjęcie, a ja odmawiałam, stawała się chłodna i pisała coś w stylu: "Tak powinna wyglądać miłość, skoro mnie kochasz", "Kochaś mnie? To dlaczego nie możesz zrobić tego, o co proszę?", "Okej, widzę, że po prostu nie czujesz się komfortowo przy mnie" itp. W tej samej konwersacji potem przepraszała, mówiąc, że pewnie mi przykro przez nią, a gdy ja stawałam się zdystansowana i zraniona, ona znowu zaczynała. Zazwyczaj było tak, że gdy byłam mega miła, ona była wredna, a gdy stawałam się zdystansowana, to ona "udawała" jakąś zranioną, nie wiem dokładnie. Były też sytuacje w szkole, gdzie dotykała mnie po udach i w innych miejscach. Niby nie mówiłam jej, że mam coś przeciwko, ale czułam się źle. Dziś odczuwam obrzydzenie i nawet gdy dotknie mnie moja dziewczyna, przypomina mi się tylko to i czuję jej ręce na sobie i ten wzrok. W klasie, przy wszystkich, biła mnie nagle i śmiała się, drapała mnie po całej twarzy do krwi – do tej pory mam blizny, czułam się jak popychadło. Wcześniej spędziliśmy dużo czasu razem, wszyscy – ja, moja była przyjaciółka i moja dziewczyna – wraz z tą "koleżanką". Wiem, że podobałam się jej od pierwszej klasy. Moja przyjaciółka też była dość toksyczna, np. chwaliła się swoimi ranami, ale w taki sposób, że dawała mi rękę przed twarzą i pokazywała je, a ja nie wiedziałam, co powiedzieć, itp. Ale nie o niej chcę dziś rozmawiać. Razem z tą przyjaciółką nie raz zostawiły mnie dla innych osób. Ta koleżanka, "Ania", zawsze była do mnie niemiła, ale gdy potrzebowała pomocy, pisałam jej długie rozprawki, byle tylko było jej lepiej. Jednak, gdy to robiłam, pisała nagle o jakimś jej znajomym za każdym razem, albo mówiła, że ona wie, jak to jest, bo to przeżyła tyle razy, gdy mówiłam jej, jak się czuję. Ja sama przyznaję, że popełniłam masę błędów, do których się przyznaję – wiem, że byłam okropna, sama robiłam złe i niewybaczalne rzeczy, ale sama nie wiem, czy to przez to, jak mnie traktowała, czy co. Nie chcę się tłumaczyć, bo i tak nie ma to znaczenia. Staram się ograniczać z nią kontakt. Od początku 3 klasy (września) stałam się dość wredna, niemiła i zlękniona, bo wtedy też zostawiła mnie moja przyjaciółka. Od 30 kwietnia ją zablokowałam, jednak wczoraj pisała do mojej dziewczyny, że mam oddać jej jakieś 150 zł. Napisałam do niej, że nie jestem zadowolona, bo odkąd z nią nie piszę, czuję się spokojniej. Ciągle piszemy, kłócąc się, gdy mówię, co mi zrobiła (np. o tym dotykaniu), wypiera się, że niby się zgadzałam, i że nigdy by tego nie zrobiła, bo ona wie, jak to jest. Ciągle zrzuca winę na mnie, ciągle mówi, że ja jestem najgorsza. Czasem już wątpię w to, co wierzę – czy ja sobie to wymyślam? Nie wiem. Czuję, że znowu mną manipuluje. Mówi, że mam ją przepraszać, mówi, że obie byłyśmy nieletnie, więc to nie jest molestowanie, tłumaczy, że gdybym jej nic nie zrobiła, to nie musiałaby iść do psychologa itp. Mówiła nie raz, że stawia mnie ponad siebie, ale nigdy tego nie czułam. Ciągle wypiera, że mnie nie dotykała w ten sposób bez zgody, że nie zrobiłaby tego osobie, którą kocha. Nie raz, gdy byłam smutna, nie było mojej dziewczyny, to nagle dała mi buziaka albo coś, przytulała mnie, a w innych sytuacjach, gdy byłam na lekcji, po prostu odsuwała moje spodenki, dotykała ręką i pod koszulką. Pamiętam, że nie raz odsuwałam jej rękę, ale ona mówi, że tak nie było, więc nie wiem już, w co wierzyć. Nie potrafię przestać z nią pisać, bo wkurza mnie to, że dalej nie wie, że robiła źle. Wkurza mnie to bardzo, że wczoraj pierwszy raz od roku popłakałam się z jej powodu. Naprawdę mam dużo do dodania, ale wiem, że to już dużo pisania. Chciałabym, żeby ktoś ocenił tę sytuację, bo ja sama nie wiem, czy to ja sobie to wymyślam, czy przesadzam – sama już nie wiem.

Żona wybuchowo reaguje na zachowania dziecka i na mnie, gdy mówię, że jest w porządku.
Dzień dobry. Nurtuje mnie kilkadziesiąt tematów. Jak nazywa się w psychologii takie zachowanie i czy jest ono zdrowe dla rozwoju dziecka? Niestety wydaję mi się, że pms ma tu ogromne znaczenie, gdyż sytuacje nasilają się cyklicznie: Żona często wybucha z byle powodu. Gdzie tydzień wcześniej śmiałaby się z takich żartów lub byłaby spokojniejsza na pewne, moim zdaniem normalne, wybryki dziecka. Przykładem może być sytuacja, gdzie trzyletnie dziecko skacze po kanapie dla atencji lub zabawy. W pewnym momencie, po którymś razie, żona wybucha i przytrzymuje dziecko oraz krzyczy na nie, żeby tak nie robiło, gdyż może źle się to skończyć. Dziecko płacze i czuje sie zawiedzione. Przepraszam i mówi, że tak więcej nie zrobi. Żona przytula dziecko i też przeprasza za swoje zachowanie ,że się uniosła, miała ciężki dzień lub, że to ja ją zdenerwowałem i nie powinna była tak reagować i takimi słowami trzylatkowi siebie tłumaczy i przeprasza. Niby ok. Ale podczas pms lub miesiączki, trwa to u żony zazwyczaj w sumie 2 tygodnie. Takich krzyków na dziecko i potem przeprosin i tłumaczeń siebie jest w ciągu dnia kilkadziesiąt a nawet w ciągu godziny na pewno 3 razy takie coś. Moje pytanie jest, czy to jest zdrowa relacja, czy dziecko rzeczywiście powinno mieć taki młyn w głowie przez. 3 latek dojrzewa i targają nim hormony, a tutaj takie niezrównoważone akcje ze strony kochającej matki. Ja wiem i jestem obok proszę ją, żeby nie krzyczała, bo dziecko zachowuje się normalnie jak na swój wiek i wtedy żona jakby się ocknęła i go przeprasza lub w częściej atakuje mnie za to, że się wtrącam. Jest to jakiś rodzaj upośledzenia myślowego, czy po prostu niedojrzałości żony,która najpierw wybucha naprawdę ogromną złością, czasem mnie nawet uderza, gdy się wtrącę i jak dziecko nie patrzy, a potem je przeprasza, że się złościła. Ja mam osobiście mega mieszane uczucia i widzę, że się od siebie oddalamy. Żona chodziła ponad rok do psychologa i wydaję mi się, że jest o wiele gorzej. Czyta dużo naukowych książek i jest bardzo mądra. Ale zauważyłem, że w jej życiu dziecko jest już najważniejsze, a ja mogę nie istnieć i dlatego często jestem traktowany jak najgorszy wróg. Gdy mam swoje odmienne zdanie na jakiś temat.
Szukam pomocy, ale nie wiem nawet, od czego zacząć. Jestem w związku, w którym coraz bardziej dziwne sytuacje
Szukam pomocy, ale nie wiem nawet, od czego zacząć. Jestem w związku, w którym coraz bardziej dziwne sytuacje i zachowania mają miejsce. Mój partner, skończone 30 lat, ale miewał sytuację, w których zachował się jak kilkulatek i to dosłownie - panika, nakręcenie, wybuchowość w sytuacjach, które dla mnie były niezrozumiałe... a dla niego dużym przeżyciem. Do tego dochodzi ogromna aspołeczność, unikania wręcz poznania nowych ludzi, zmiany, które przychodzą z trudnością, brak empatii, problem z okazywaniem uczuć i to, co przyczynia się do największych sprzeczek między nami - brak seksu. Przez cały okres trwania naszego związku nie doszło między nami do zbliżenia. Partner często powtarza, że ma bardzo niskie poczucie własnej wartości, brak wiary w siebie i w to robi. Czuje się "inny". Od zawsze. Pod każdym względem czuje się źle i nie jest w stanie wytłumaczyć dlaczego. W rodzinie brat mojego partnera ma zdiagnozowanego Aspergera i oboje się zastanawiamy czy... nie mamy my z nim do czynienia.
Jak poradzić sobie z negatywnymi wspomnieniami z młodości i presją rodzinną?
Nie chcę już więcej jeździć do domu rodziców, bo mam złe wspomnienia z miejscowością, przez którą muszę przejeżdzać pociągiem, gdy do nich jadę. Przeprowadziliśmy się tam gdy byłam nastolatką i mam same złe wspomnienia z tamtego okresu. Teraz próbuję układać życie po swojemu i ani myślę do nich jeździć, czułam wściekłość przez ostatni rok gdy odwiedzałam tamte miejscowości, a potem zaczęłam czuć strach, przez okropne wspomnienia z czasów gimnazjum związane z paskudnymi osobami, które mogłabym też spotkać w pociągu, a tego nie chcę. Mieszkam godzinę od rodziców więc oni mogą mnie odwiedzać, a starzy nie są. Gdy oświadczyłam rodzicom, że moja noga nigdy więcej nie stanie w tamtych skażonych okolicach, moja matka nie mogła tego zaakceptować, zaczęła mi grozić, że tego pożałuję, że nieładnie nie odwiedzać rodziców - pomimo tego, że przełamałam się i opowiedziałam jej, co mnie spotkało w gimnazjum. Ona się jakoś bardzo tym nie przejęła, po paru tygodniach stwierdziła, że nie muszę do nich przyjeżdzać, a teraz znowu co jakiś czas próbuje mnie namawiać. Obawiam się, że na wielkanoc znowu pojawi się kłótnia, groźby ponieważ ja nie mam zamiaru tam jechać. Jest to też dłuższy temat, poneiważ ja mam inną wizję spędzania czasu i mój charakter mocno się różni od rodziców. Jestem od nich jeszcze zależna finansowo więc jest to skomplikowana sytuacja, a teraz skupiam się na aplikowaniu na studia za granicę i wymaga to ode mnie dużego spięcia, także emocjonalnego. Gdy myślę o tej sytuacji z domem rodziców, wysysa ona ze mnie wszystkie siły, jest to bardzo destrukcyjne i kompletnie bez sensu, że moi rodzice akurat zagnieździli się w tak paskudnym miejscu. Nie wiem, jak sobie z tym poradzić, bo na wierzchu czuję poczucie winy, gdy ciągle muszę odmawiać i tłumaczyć, dlaczego nie chcę tam jeździć, a pod spodem jest ukryta furia - na stracony czas w czasach nastoletności, na krzywdę, na cały ten bezsens. Jest to naprawdę nieprzyjemna sytuacja, od której chcę się odciąc i nigdy więcej nie wspominać. Pojawia się teraz w mojej głowie duży kontrast, gdy myślę o tym wszystkim, pojawiają się niestety natrętne myśli, w zasadzie obrazy, że przez to namawianie matki na to, bym przyjechała, coś zmusza mnie jakby do uwikłanie w cierpienie i pojawiają się obawy, że znowu spotka mnie coś podobnego w przyszłości.
Nie jestem pewna czy nadal kocham swojego męża. Cieszę się jak odjeżdża w delegacje.
Mam problem. Nie wiem czy nadal kocham mojego meza. Jesteśmy małżeństwem 6lat. Doczekaliśmy się po dłuższych staraniach synka. Ma dwa lata. Mieszkamy u moich rodziców ponieważ by zaoszczędzić i nie wynajmować mieszkania. Mąż pracuje w delegacji wraca po dwóch tygodniach do domu, a ja cieszę się tak jest. On ma wiecznie jakieś pretensje do moich rodzicow. Zaś oni jak widzą że on się do mnie źle odezwie lub nie zajmuje się dzieckiem też mi dają przytyczki. Jestem tak tym wykończona. Jestem dla niego miła żeby tylko nie było kłótni i żeby oni tego nie słyszeli. On wiecznie zmęczony i znudzony. Nigdzie nie chce wychodzić bo jemu się nie chce. Chociaż mamy opiekę do dziecka. Przed ślubem był całkiem innym człowiekiem, a z roku na rok po ślubie co raz gorzej. Ma okropny charakter jest skapy. Muszę taić że sobie coś kupiłam lub kombinować bo on wiecznie ma problem po co kupiłam sobie jakieś ubranie. Jestem tak nim zmęczona, że jak odjeżdża to ja się cieszę. Nie wiem co ze sobą robić, dostaję ataków nerwów że cała się trzęsę. Nie wiem co mam z tym zrobić.
toksyczny związek

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?

Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.