Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Matka po operacji oczekuje pomocy od córki, nie od specjalistycznej pomocy. Dodatkowo, mama może robić postępy wg lekarza, ale nie chce.

Witam Co począć z nie chcacą zacząć chodzić mamą po operacji, ( jest opinia, że może )wysługującą się ewidentnie swoją córką, która mieszka ponad 100 km dalej . Przyjeżdża dwa razy w miesiącu. Matce targa siaty z jedzeniem, wynosi tony pieluch ,bo matulka woli używać pieluch niż iść do WC, bo przecież nie umie. Matka woli córkę od kogokolwiek, a ona zaczyna odczuwać coś w rodzaju złośliwości lub chęci wykorzystania , gdzie też motywacja córki spadła do tego, widząc wygodnictwo matki i niechęci do zrobienia jakiegokolwiek postępu. Matka ta w ogóle nie potrafi zrozumieć, że sprawia córce przykrość, zniechęca ja do wszystkiego i że tak latami być nie może. A obcej pomocy sobie matka nie życzy, bo ma córę. Otóż ta córka zdecydowała się iść do opieki społecznej po pomoc w opiece, no skoro nie ma postępu to robota jest dla specjalisty. Czy to nie zakrawa na jakąś parodię ze strony tej matki?
Irena Kalużna-Stasik

Irena Kalużna-Stasik

Pani Olu, z opisanej sytuacji, gdzie córka opiekuje się matką a matka zaczęła przekraczać granicę córki, jest trudną sytuacją. Jak najbardziej córka może opiekować się matką, ale powinna pamiętać, że ma prawo do swojego życia i wyznaczenie swoich granic. Do tego potrzebny jest czas i wypracowanie asertywnej komunikacji. Może warto też, aby córka mogła sobie szybciej poradzić z tą sytuacją udać się po wsparcie dla siebie do psychologa lub terapeuty. Dobrze, że córka szuka różnych rozwiązań tej sutyacji, bo obarczenie przez matkę- córkę, musi być bardzo frustrujące i stresujące.

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Agnieszka Wloka

Agnieszka Wloka

Pani Olu,

rozumiem, że to Pani jest ta córką?

Widzę w Pani wpisie bardzo dużo trudnych emocji i żalu do mamy. Jak najbardziej ma Pani prawo szukać i prosić, organizować pomoc przy opiece nad mamą. Wtedy tez Wasza relacja ma szansę sie poprawić i ma Pani szansę pozbyć się tego poczucia wykorzystania. Czuję jak Pani ciężko, jednak zachęcam do spojrzenia na mamę troche jak na dziecko, którym trzeba sie opiekować, a którego buntownicze zachowania nie sa “na złość” nam, ale wynikają z frustracji/nieświadomości.

Katarzyna Kania-Bzdyl

Katarzyna Kania-Bzdyl

Rozumiem sytuację i położenie córki. Jeśli córka jest tego wszystkiego świadoma, co Pani wyżej napisała to jest to duży plus do zmiany. Przede wszystkim jeśli matka ciągle czuje, że może się wyręczać swoim dzieckiem to jest mniejsza szansa na to, że zapragnie samodzielności. W przypadku, gdyby córka zdecydowała się jasno postawić sprawę, czyli powiedzieć dość, to trzeba będzie nastawić się na lamenty, przerzucanie winy i pretensje ze strony rodzica. Trzeba jednak zadać sobie pytanie: Co wolę: pomagać matce a tym samym wpadać w coraz większą wściekłość na nią i na siebie CZY powiedzieć stop  licząc się ze skutkami a przy tym zacząć w końcu żyć swoim życiem? Pomagać warto. Dawać się wykorzystywać - już nie.

Pozdrawiam :)

Anna Martyniuk-Białecka

Anna Martyniuk-Białecka

Też się właśnie zastanawiam, czy pisze Pani o kimś czy o sobie- jako o tej córce z historii? 
W tej opowieści dla mnie nagromadziło się wiele frustracji. Zauważam też potrzebę dystansu i przestrzeni dla siebie. . 
Jak również widać, że ta córka dostrzega w matce potencjał do zmiany. Co by mogło się wydarzyć, aby Wasze relacje zaczęły lepiej się układać? 

Pozdrawiam serdecznie,
Anna Martyniuk-Białecka
psycholog, terapeutka EMDR

Anna Gwoździewicz-Krzewica

Anna Gwoździewicz-Krzewica

Witam, 
to brzmi na bardzo trudną sytuację, w której córka odczuwa duży ciężar odpowiedzialności za opiekę nad matką, ale jednocześnie czuje się ograniczona w swoich możliwościach, zwłaszcza gdy matka nie chce przyjąć obcej pomocy. Podejrzewam też naturalne rozczarowanie córki brakiem jakiejkolwiek wdzięczności i doceniania za włożony wysiłek ze strony matki. 

Zastanówmy się, co może powodować takie zachowanie matki. Jest to dla niej na pewno trudny czas. Starość przynosi fizyczne ograniczenia i obniżenie sprawności, co prowadzi do utraty samodzielności i wzrostu potrzeby opieki. Jeśli matka mieszka daleko od innych krewnych i przyjaciół, może odczuwać samotność i pragnienie bliskości z córką jako swoim jedynym wsparciem, więc może podświadomie wykorzystywać swoją chorobę jako sposób na zatrzymanie jej przy sobie. Matka może być zaniepokojona lub nieufna wobec obcej pomocy, co może prowadzić do odmowy przyjęcia wsparcia z zewnątrz. Opór wobec zmian i nowych obcych osób, to żadna nowość wśród starszych ludzi, szczególnie jeśli czują się bezpiecznie w swoim obecnym otoczeniu i rutynie. W niektórych przypadkach, pacjenci mogą używać swojej choroby jako formy manipulacji, aby uzyskać to, czego pragną, w tym uwagę, opiekę lub poczucie kontroli. Możliwe też, że matka nie potrafi radzić sobie ze swoimi emocjami lub sytuacją życiową, więc wykorzystuje swoją chorobę jako sposób na uzyskanie pomocy i wsparcia. Warto podkreślić, że wykorzystywanie choroby jako narzędzia manipulacji może być skomplikowaną kwestią i wymaga delikatnego podejścia. Ważne jest, aby córka starannie analizowała sytuację i próbowała zrozumieć, co dokładnie motywuje zachowanie matki, zanim podejmie jakiekolwiek działania. 

Może warto spróbować jeszcze raz porozmawiać z matką, wyrażając swoje uczucia i obawy. Można wyrazić swoją troskę o jej zdrowie i dobrostan, jednocześnie podkreślając, że własne możliwości są ograniczone i córka sama potrzebuje wsparcia. Zaproponuję przykład komunikatów córki do matki: 
- „Chciałabym porozmawiać z Tobą o czymś, co bardzo mnie trapi. Ostatnio czuję, że potrzebuję więcej czasu dla siebie i więcej wsparcia w zarządzaniu naszą sytuacją. Rozumiem, że jestem dla Ciebie ważna i chcę Tobie pomóc, ale coraz bardziej czuję, że moje własne potrzeby są ignorowane. Czuję, że potrzebuję większej współpracy z Twojej strony, ponieważ muszę też zadbać o swoje własne zdrowie i dobrostan."
- “Rozumiem, że chcesz, abyśmy były razem i chciałabym Cię uspokoić, że nadal będę Cię regularnie odwiedzać. Jednakże, abyśmy obie mogły czuć się lepiej i bardziej niezależnie, postanowiłam zorganizować pomoc z zewnątrz. Dlatego też zdecydowałam się na zatrudnienie pielęgniarki/opiekunki, która będzie Cię wspierać i pomagać w codziennych czynnościach.”
- “Wiem, że ostatnio zauważyłaś poprawę w swoim samopoczuciu i możesz już korzystać sama z toalety. Jednakże z nieznanych powodów wciąż nie chcesz tego robić. Rozumiem, że mogą to być trudne zmiany, ale wierzę, że możesz to zrobić. Przejście z pieluch na korzystanie z toalety poprawi Twój komfort i godność.”
- "Nie oznacza to, że Cię porzucam. Wręcz przeciwnie, chcę, abyś miała najlepszą opiekę możliwą, abyś mogła wrócić do siebie i odzyskać swoją niezależność. Jestem tu, aby Cię wspierać i kochać, ale myślę, że ta zmiana może być dla nas obu korzystna. Dajmy jej szansę, a ja nadal będę tutaj, aby Cię odwiedzać i być Twoim wsparciem na każdym kroku.”

Ważne, aby córka zadbała o swoje własne zdrowie i dobrostan psychiczny w tym trudnym czasie. Niech nie boi się prosić o pomoc i wsparcie od przyjaciół, rodziny, a także psychologa. Domyślam się, że wiele osób może kierować komunikaty oskarżające córkę, ponieważ ta “chce pozbyć się ciężaru”, “ma gdzieś chorą matkę”, itp. Dlatego warto skorzystać nawet z jednorazowej rozmowy z psychologiem, który nie oceni, a wysłucha z empatią i pomoże w poszukiwaniu rozwiązań.

Pozdrawiam serdecznie,
psycholog Anna Gwoździewicz 

terapia czy psycholog

Czy to moment na terapię lub wizytę u psychologa?

Zobacz podobne

Trudność w relacji małżeńskiej: granice, zaprzeczanie emocjom i brak rozmowy
Trudność w relacji małżeńskiej – granice, zaprzeczanie emocjom i brak rozmowy Dzień dobry, piszę, ponieważ od dłuższego czasu jestem w dużym napięciu emocjonalnym związanym z moją relacją małżeńską i chciałbym spojrzenia z zewnątrz – najlepiej psychologicznego. W relacji od dłuższego czasu zmagam się z poczuciem dezorientacji i podważania własnej perspektywy. W sytuacjach konfliktowych często mam wrażenie, że wcześniejsze ustalenia, intencje lub kontekst rozmów przestają obowiązywać, a odpowiedzialność za efekt końcowy jest przypisywana wyłącznie mnie. Nawet gdy działałem w dobrej wierze lub w porozumieniu, później słyszę, że „to była tylko moja decyzja” albo że „powinienem był wiedzieć lepiej”. Doświadczam też trudności w domykaniu tematów – rozmowy kończą się bez wspólnych wniosków, a przy kolejnym konflikcie wracają w bardzo podobnej formie. Z czasem zaczynam wątpić w to, czy moje reakcje są adekwatne i czy rzeczywiście robię coś niewłaściwie, czy raczej funkcjonuję w relacji, w której brak jest stabilnych punktów odniesienia i przewidywalności. Z mojej strony staram się regulować emocje – gdy konflikt eskaluje, wychodzę, stawiam granice, nie podnoszę głosu. Problem polega na tym, że nie ma później żadnej rozmowy ani próby zmiany wzorca. Konflikty wracają w bardzo podobnej formie, a ja zaczynam się zastanawiać, czy długoterminowo da się tak funkcjonować bez realnego dialogu. Dodatkowo widzę powtarzalny schemat, w którym odpowiedzialność za trudne sytuacje (np. decyzje zawodowe żony, relacje z jej rodziną, kwestie finansowe) jest przenoszona na mnie – nawet jeśli wcześniej wspierałem ją w podejmowanych decyzjach. Mam wrażenie, że moje intencje i realne działania są później reinterpretowane w negatywny sposób. Żona niedawno sama zgłosiła się na terapię, mówiąc, że czuje depresję i przygnębienie, ale jednocześnie podkreśla, że nie jest to związane z naszą relacją. Ja również rozważam terapię indywidualną. Czuję jednak dużo złości i bezradności, bo mam poczucie, że moja praca nad sobą nie przekłada się na poprawę dynamiki między nami. Moje pytania: - Jak psychologicznie rozumieć zaprzeczanie emocjom i zmianę narracji w konflikcie? - Gdzie przebiega granica między „trudną kłótnią” a wzorcem, który może być emocjonalnie destrukcyjny? - Czy w sytuacji, gdy jedna strona stawia granice i reguluje emocje, ale druga nie podejmuje dialogu, jest przestrzeń na poprawę relacji? - Na czym warto się skupić w terapii indywidualnej w takiej sytuacji? Będę wdzięczny za każdą merytoryczną perspektywę.
Jak radzić sobie z zazdrością i relacją narzeczonego z przyjaciółką przed ślubem?
Jak przekonać narzeczonego do ograniczenia kontaktu z przyjaciółką? Spotykamy się z narzeczonym od 8 lat, za 2 miesiące mamy ślub. Mój narzeczony ma przyjaciółkę z którą odnowił kontakt po dłuższym czasie. Teraz piszą prawie codziennie, a ona wywiera na nim presję / manipuluje go tekstami” tak długo mi nie odpisujesz jakby mi się coś stało to co wtedy” „ taki z ciebie przyjaciel,że tak długo odpisujesz. Co jeśli potrzebowałabym pomocy?” Narzeczonemu nigdy nie zależało na tym abym ją poznała . Umawiał się na spotkania z nią sama albo we trójkę z jej mężem . Poznałam ją kilka miesięcy temu jak chcieliśmy zaprosić ich na nasz ślub( do tego czasu tolerowałam ich znajomość, ponieważ sama mam przyjaciela płci przeciwnej od urodzenia). Na tym spotkaniu czułam się upokorzona, ona wiedziała dosłownie wszystko . Szczegóły dotyczące planowania ślubu ( nawet ceny za wszystkich usługodawców 🤣) bardzo dużo szczegółów o mojej rodzinie i jak zaczynałam jakiś temat ona od razu mi odpowiadała „ ja już to wiem” . Jak wróciliśmy z narzeczonym do domu, powiedziałam mu co czuje i że mi jest bardzo przykro, szczególnie dlatego,gdy ja widziałam że on z nią pisze to zaraz ukrywał wiadomości. Pytałam się co u niej słychać to on od razu zmieniał temat . Chyba nigdy nie dostałam odpowiedzi, dlatego też czułam się nie fair z tym,że ona wie o mnie , mojej rodzinie i moim życiu tyle szczegółów a ja o niej nic. W domu jak mu to wszystko powiedziałam on powiedział,że przecież opowiadał przyjaciółce o „ problemach życia codziennego” poczułam się wtedy jakbym to ja była tym problemem. Zapytałam się go, jak on czułby się gdybym to ja się tak zachowywała . On przyznał,że byłby zazdrosny. Później ten temat powracał kilkakrotnie ale nic się nie zmieniło . Ostatnimi czasy już mam tego wszystkiego dosyć, szczególnie, że wypisuje ona do niego już we wczesnych godzinach porannych( dzisiaj mnie obudziły jego powiadomienia). I moje pytanie brzmi czy ja jestem przewrażliwiona czy to nie jest fair zachowanie mojego narzeczonego? Może powinnam napisać do niej i powiedzieć jej co czuję?
Jak odbudować przyjaźń z Elą po nieporozumieniu?
Dzień dobry, Od 2016 przyjaźniłam się z Elą. Miałyśmy fajny kontakt, wspólne wygłupy, imprezy itp. W marcu 2024 roku zwierzyłam jej się, że wraz z partnerem staramy się o dziecko w ogóle bardzo jej się zwierzalam. W 2024 w maju złamałam nogę, przyjechała mnie odwiedzić i dawała mi do zrozumienia, że mam się szykować na jakąś ważną uroczystość ( chodzi o ślub) spytałam się czy jakąś imprezę szykuje ona odpowiedziała, że tak (nie powiedziała wprost, że chodzi o ślub) choć ja wiedziałam że chce mnie właśnie na tę uroczystość nieoficjalnie zaprosić. Drarzyłam temat ona dalej mi wprost nie chciała powiedzieć w końcu się wkurzylam i zmieniłam temat na inny. ( Na moją złamaną nogę) Wkurzylam się dlatego że ja się jej zwierzam z najbardziej prywatnych rzeczy a ona nawet wprost nie umiała powiedzieć że bierze ślub . Ona również się obrazila ,( jest to taka osoba która bardzo lubi być w centrum uwagi i bardzo się przechwalać ,). Powiem szczerze że trochę mi brakuje tej naszej przyjaźni i wygłupów. Chciałabym z nią naprawić relacje. Teraz jest w ciąży nawet pisałam do niej wiadomościnjak się czuje itp. ale dostałam tylko zdawkowe odp. Najgorsze jest to że jak ona potrzebowała się czegoś dowiedzieć o porodzie to pisała a tak to nie. Kiedy ja urodziłam to napisała tylko gratulacje. Nie wiem co o tym myśleć potrzebuje rady kogoś nie obiektywnego. Chce z nią odnowić kontakt ale boje się odrzucenia. Nie wiem kiedy to zrobić ona teraz lada dzień rodzi i nie chce teraz jej się narzucać. Chciałabym to zrobić kilka miesięcy po jej porodzie. ? Ale jak ? Czy to ma sens w ogóle ?
Brak inicjatywy seksualnej partnera: czy to normalne w związku?
Dzień dobry. Od jakiegoś czasu zastanawiam się, czy coś jest ze mną nie tak, czy z moim partnerem. Od półtorej roku spotykam się z pewnym mężczyzna. Ja mam 36 lat, on 44. Pierwszy raz czuje się kochana, zaopiekowana, rozpieszczana, pomoc w każdym zakresie, wsparcie, miłość. Facet dojrzały, z szacunkiem do mnie, do mojej córki małej, traktuje naprawdę jak własne. Wspaniale ja traktuje i mnie. Niekiedy wspomina o ślubie, przyszłości, więc też musi mnie kochać bardzo i poważnie o mnie myśleć. Czujemy się, jakbyśmy się znali piec lat a nie rok. Niestety czasami jego seksualne zachowania dają mi do myślenia. Przez 8 miesięcy czasu na początku związku nie było normalnego seksu, nic, tylko jakieś pieszczoty, a temat seksu nie był poruszany, antykoncepcji, nic. Po prawie roku bycia razem ogarnęłam antykoncepcje, bo myślałam, że może to jest przyczyną tego, że nie sypiamy, ale i tak w tym zakresie była później cisza. Nie ciągnie go do seksu. Wieczor woli spędzic oglądając film, mam wrażenie, albo słuchając muzyki, gadając o wszechświecie. Pierwszy raz spotykam się z facetem, który nie inicjuje takich spraw łóżkowych. Nie wiem, czy ma jakiś problem, czy się jemu nie podobam, jestem przy kości, a miał byle szczupłe, porobione, plastikowe barbie, może przy nich jestem dla niego brzydka. Mam dużo kompleksów to prawda, ale jego zachowanie w tym nie pomaga, mówi, że mu się podobam, a sypiamy w nocy nawet osobno. Czy ja mam jakieś za dużde wymagania? Czy może coś ze mną jest nie tak, że chciałabym wiecej zainteresowana w sferze seksualnej. Pozdrawiam.
Problemy z zatrudnieniem, lęk społeczny i zaburzenia emocjonalne po zakończeniu edukacji
Witam, chciałbym się wygadać i zasięgnąć pomocy, gdyż moja sytuacja jest strasznie beznadziejna. Moich ogólnych problemów ze sobą samym jest ogólnie więcej, ale nie chcę już się o tym rozpisywać , aby nie było za długo. Zacznę od tego, że jestem bezrobotny i chory prawdopodobnie na różne zaburzenia psychiczne. Te dwie rzeczy są w moim problemie mocno ze sobą powiązane. Zacznę od chorób. Jestem z natury introwertykiem, osobą aspołeczną, inną od wszystkich, mam wadę chodzenia (chodzę na palcach), mam zaburzenia tożsamości płciowej. Zadaję się najczęściej tylko z osobami, które znam od lat, a nowsze znajomości zdobyłem tylko przez te osoby, które znam od lat, dokładniej od czasu szkoły podstawowej. Przy nich byłem wyluzowany i odważny, ale kiedy ich nie było następowała zmiana o 180 stopni. Nadszedł ten czas, kiedy skończyliśmy podstawówkę i każdy poszedł w swoją stronę. Ja poszedłem do Technikum Elektrycznego, było to we Wrześniu 2020r. Na początku było całkiem względnie, aż po dwóch miesiącach zaczęliśmy naukę zdalną. Źle ją zniosłem, zachorowałem na nerwicę natręctw i zmuszanie się do robienia wielu rzeczy. W międzyczasie moja rodzina się rozsypała i po czasie zostałem w wielkim domu z moją mamą. Wszystkie “męskie” obowiązki spadły na mnie. Po jakimś czasie wróciłem do szkoły już na dobre, miałem natręctwa, robiłem wiele rzeczy, których się dzisiaj wstydzę. Wyszedłem z natręctw za pomocą księży (jestem bardzo wierzący), ale do ostatnich dni w technikum się nie zaklimatyzowałem i marzyłem, by już pracować natchniony praktykami szkolnymi, które nawet dobrze wspominam (jak bardzo się wtedy przeliczyłem). Technikum było dla mnie psychiczną tortura , najchętniej wymazałbym je z pamięci. Maturę zdałem bardzo dobrze, egzaminy zawodowe jeszcze lepiej, zrobiłem sobie nawet płatne specjalne uprawnienia elektryczne, myślałem, że będzie lepiej, ale nie jest. Po szkole z różnych powodów zaczęcie szukania pracy się przedłużało, tam, gdzie miałem praktyki szanse dostania pracy są nikłe. Szukałem pracy w swojej branży, ale jedyne co można w moim mieście w tej branży znaleźć to albo delegacje, albo tyranie po 10-12h, albo i to i to za marne pieniądze, a w wielu przypadkach znalezienie nawet takiej pracy to wyczyn. A wiele osób mówiło, jaki to ja mam świetny zawód i na brak pracy nie mogę narzekać, a w praktyce od września 2025r. jestem w Urzędzie Pracy zarejestrowany jako bezrobotny i to bez prawa nawet do zasiłku. Moje problemy społeczne stale się nasilają, wychodzę z domu tylko wtedy, kiedy muszę, wszędzie niemalże spotykam bodźce, które źle na mnie oddziałują. Przed wyjściem do ludzi, przed pójściem do pracy odczuwam paniczny strach, w moim mieście trudno o pracę (co chcąc nie chcąc wykorzystuję), byłem na wielu rozmowach o pracę, ale mam wrażenie, że to tylko strata czasu, a zdarzało się, że już mi “groziło” dostanie się gdzieś do pracy to reagowałem panicznym strachem i chciałem umrzeć, rozpłynąć się w powietrzu, zachorować, czy nawet czasem marzę, by ulec wypadkowi w jakiś lekki sposób, aby uzyskać rentę z tytułu niezdolności do pracy. Po szkole również ubiegałem się o przyjęcie do pracy w Policji, oczywiście ze względu wczesnego przejścia na emeryturę, ale poddałem się ze względu na opuszczenie tej swojej strefy komfortu i wyjścia do ludzi, a nawet na czas szkółki zamieszkania z innymi w jednym pokoju w koszarach na czas pół roku, co dla mnie byłoby psychicznym samobójstwem. “Wybawieniem” od tej Policji były testy psychologiczne, których oczywiście nie zaliczyłem, a teraz wiele osób pyta, co z tą policją, co z poprawianiem tych testów, a ja wewnętrznie na te pytania reaguję bardzo źle. Muszę też wspomnieć, że CV do różnych firm rozsyłam tylko dlatego, by nie mieć wyrzutów sumienia, a kiedy słyszę, że dzwoni telefon to wewnętrznie modlę się byle to nie w sprawie pracy. Od dłuższego czasu czuję bóle w plecach i poszedłem do lekarza tylko dlatego, żeby coś przykombinować, aby dostać rentę. Lekarka rodzinna wiedząc, że mam stany depresyjne wyczuła o co mi chodzi, ale dała mi skierowania na prześwietlenie i faktycznie wykryto nieprawidłowości. Czekam na rehabilitację, która będzie w Sierpniu, co dalej, to zobaczymy. Próbowałem pracy zdalnej, ale nawet i tam zaburzenia lękowe uniemożliwiły mi sprostać oczekiwaniom tej pracy i musiałem zrezygnować oczywiście mało co nie schodząc na zawał myśleć o tym. Usnułem sobie plan, żeby żyć z wynajmu mieszkań, bo mam już jedno po zmarłej bezdzietnej ciotce. Liczę, że na czysto bym z wynajmu dostał obecnie 1500zł, jakbym jakimś cudem kupił drugie mieszkanie to już 3000, czyli można z tego wyżyć. Nie potrzebuję wiele. Za trzecie stać byłoby mnie założyć jednoosobową działalność i odprowadzać podatki, ale to tylko plany. Najważniejsze moim zdaniem to stanąć na nogi. Ostatnio już “groziło” mi dostanie pracy to ze strachu spać nie mogłem. Dziękuję za przeczytanie tych wypocin, choć one nie oddają całego problemu.
dysleksja

Dysleksja - przyczyny, objawy, diagnostyka i wsparcie

Dysleksja to zaburzenie wpływające na czytanie i pisanie, ale nie na inteligencję. Jeśli Ty lub ktoś bliski ma trudności w nauce, warto poznać objawy dysleksji, jej przyczyny i metody wsparcia. Odpowiednia pomoc może znacząco poprawić jakość życia i nauki.