Dzień dobry,
To, co opisujesz, brzmi jak sytuacja dużego przeciążenia – fizycznie, psychicznie, emocjonalnie. Zabrano Ci przestrzeń, której potrzebujesz, a dodatkowo czujesz się osamotniona i pomijana. To bardzo trudne i naturalne, że pojawia się napięcie, złość i bezsilność.
W takich momentach łatwo mieć wrażenie, że wszystko i wszyscy są przeciwko Tobie – to ludzka reakcja na przeciążenie. Warto jednak spróbować się przy tym zatrzymać, nie dokładać sobie cierpienia przez to wewnętrzne „nakręcanie się”. Twoje emocje są ważne i mają sens, ale nie muszą kierować wszystkim, co dalej się wydarzy.
Pomocne bywają drobne, codzienne rzeczy, które obniżają napięcie – spacer, przejażdżka na rowerze, coś znajomego, spokojny rytuał, kilka świadomych oddechów. W takich warunkach łatwiej też usłyszeć siebie i zacząć mówić wprost o swoich granicach. A jeśli czujesz się na siłach – warto porozmawiać z rodziną. Czasem spokojne, konkretne wyrażenie swoich potrzeb („potrzebuję więcej ciszy”, „nie zgadzam się na to, żeby mnie poniżać”) może coś poruszyć.
Asertywność to nie wojna – to spokojne i stanowcze mówienie: „to mi nie służy”, „nie zgadzam się na to” z równoczesnym uwzględnieniem potrzeb innych. Czasem warto zacząć od małych kroków – od rzeczy, na które masz wpływ tu i teraz.
Może warto też poszukać wsparcia z zewnątrz - kogoś, kto spojrzy z boku, bez emocjonalnego uwikłania. Nie musisz być w tym sama.
Pozdrawiam
Yolanda Bolivar-Wardas
Psycholog/Psychoterapeuta