
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Mój partner jest...
Mój partner jest antyszczepionkowcem, ciągle siedzi na telefonie
Hej,
Mój partner jest antyszczepionkowcem, ciągle siedzi na telefonie i ogląda o nagłych śmierciach, depopulacji i reszcie teraz „na czasie”.
Ja jestem zaszczepiona i ciągle muszę wysłuchiwać jego przytyki, wyzywanie, twierdzi, że zaraziłam go nie wiadomo czym poprzez kontakt płciowy. Uważa, że umrę nagle i dzieci zostaną bez matki.
Przychodząc do domu nie wiem czego się spodziewać, czego się naoglądał, do czego się doczepi.
Chcę żyć normalnie, ale ciągle płaczę, nie jestem w stanie sobie poradzić z tym, że dla niego ważniejszy jest telefon i wszystko co tam jest napisane na tych stronach łyka jak pelikan.
Nie dociera do niego to, że ma obsesję i że powinien iść na terapie. Dla niego każdy zaszczepiony to debil.
Jestem tym wykończona 😪
Monika Wojnarowska
To zrozumiałe,że czuje się Pani wykończona oskarżeniami i przytykami ze strony partnera. Domyślam się jak bardzo stresujące dla Pani może być funkcjonowanie w obliczu zagrożenia przed kolejnym werbalnym atakiem. Zastanawiam się, na ile realnym było by ustalenie w rozmowie celu jaki ma Pani Partner w ciągłym zalewaniu Pani swoimi przekonaniami i negatywnymi ocenami innych ludzi. Być może taka rozmowa stworzy przestrzeń by Pani partner usłyszał jakie uczucia i emocje dzieją się w Pani kiedy On zachowuje się w opisywany przez Panią sposób. Warto spróbować ustalić między sobą zasadę o nierozmawianiu na temat szczepionek lub ograniczeniu tego tematu do minimum?
To ważne, żeby zadbała Pani o siebie i swoje potrzeby. Z opisu można wywnioskować, że przeżywa Pani trudny dla siebie czas, być może warto byłoby odseparować się na kilka dni od Partnera, odpocząć od poczucia zagrożenia, wyciszyć się i uspokoić?
Gdyby chciała Pani poszukać dla siebie pomocy i wsparcia zapraszam do siebie.

Zobacz podobne
Jak radzić sobie z oczekiwaniami rodziny wobec roli mężczyzny - głowy rodziny?
Brakuje mi bliskości rodziny im sie wydaje że jako meszczyzna glowa rodziny muszę być twardy a ja chyba nie spełniam ich oczekiwań.Mnie nic nie może boleć,nie mogę mieć problemów.Wszystko na moich barkach taka sytuacja mnie przerasta czuje sie z tym źle
Trudności w związku po odwołaniu ślubu i wpływ terapii na relacje
Witam, w grudniu mój narzeczony poinformował mnie, że coś się między Nami wypaliło i dał mi do zrozumienia że musimy odwołać ślub. Próbowałam dotrzeć do niego żebyśmy spróbowali to naprawić, poszli do psychologa czy na terapie ale nie chciał. Ślub i wesele zostało z moim ogromnym bólem odwołane w styczniu. W lutym On miał wypadek na szczęście nie groźny, ale odwiedzałam go i rozmawialiśmy w miarę spokojnie. Później zaczęło się jego częstsze pisanie wiadomości, to on głównie zaczynał. Potrafiliśmy rozmawiać tak o ogółach ciągiem całe dnie. Opowiadał o swoich studiach jak mu idzie, pisał o ocenach, ale także o tym, że chodzi do psychologa, musi polubić siebie itd. Wysyłał zdjęcia z treningów, ze szkoleń. Rozmawialiśmy o wspólnych znajomych którzy mają kryzys w związku ale walczą i wtedy zapytałam co dalej z Nami, a on odpowiedział "dajmy czas, każde z nas musi popracować". Wcześniej zapytałam też kiedyś przy okazji jakiegoś naszego spotkania co dalej z Nami/nie Nami, to powiedział "teraz nie odpowiem Ci na to pytanie". Nigdy nawet w dniu rozstania nie powiedział, że mnie nie kocha i tym podobne. Raz nawet jak byłam po jakieś swoje rzeczy, to zaprosił mnie do swojego nowego mieszkania, które nazwał "azylem" i do którego nie wpuszcza wiele osób. Bardzo mnie to ucieszyło ale i zmieszało, bo co on o tym wszystkim myśli. W kwietniu była cisza, zadzwoniłam do niego dopiero w dniu imienin. Zadzwoniłam, złożyłam życzenia, i poprosiłam że chciałabym się spotkać i spokojnie porozmawiać (nie mówiłam że o nas). I tutaj zaczyna się w sumie najważniejsza i teraźniejsza część historii! Spotkaliśmy się w majówkę, ja miałam przygotowane na kartce ważne pytania żeby ze stresu nie zapomnieć, ale od progu kiedy do niego przyjechałam była jakaś taka swobodna i nie napięta atmosfera, oboje tak działaliśmy. Zjedliśmy ciasto, później pojechaliśmy do sklepu po wino i to wiązało się z tym, że raczej samochodem już do domu nie wrócę. Wcześniej jeździliśmy samochodem, uśmiechaliśmy się, pokazywał mi miejsce gdzie biega itd. coś w aucie powiedział do siebie w stylu, że nie wie czemu tak mnie słucha, ale to nie w złym tonie. Później zamówiliśmy sushi, rozmawialiśmy i mówiłam mu, ze chce spróbować jeszcze raz, od nowa, ale że nie chce walczyć sama, że przynajmniej chce spróbować. On mówił coś najpierw że wie, że mnie skrzywdził, że teraz nie jest gotowy, że nie chce dawać mi nadziei (ale ani nie powiedział że mnie nie kocha, ani że to między Nami już nie ma sensu, ani że on już nie chce). Ja mówiłam, że nie możemy wracać do tego co było, bo wtedy na pewno się nie uda, a ja nie chce wracać i wypominać, że bardzo mi na nim zależy. Później coś w rozmowie wyszło z jego strony, że może moglibyśmy się pospotykać z miesiąc/dwa i zobaczymy co dalej, ale żebyśmy nikomu na razie nie mówili. Przystałam na to, ale później wyszło jakoś tak, że trafiliśmy razem do łóżka, było naprawdę dobrze, może bez jakiś deklaracji, ale całował, starał się, było nam przynajmniej tak to odbieram obojgu dobrze. Rano musiałam wracać już do domu i czułam że jest jakiś dziwny, ale pożegnał się przytulasem i pojechałam. Później wieczorem zadzwoniłam do niego bo nic się nie odzywał, powiedział, że to nasze spotkanie dużo mu namieszało w głowie i że musi to omówić z psychologiem. We wtorek dostałam wiadomość o treści: „Hej. Byłem u Pani psycholog, nie jest dobrze. Fatalnie się z tym czuje co się wydarzyło. Mam wyrzuty sumienia… czuję, że Cię wykorzystałem, uległem temu co złe. Muszę to przepracować, poukładać. Nie jestem w stanie teraz nic na nowo budować, to co się wydarzyło negatywnie wpływa na moją terapie i wiem, że to ja do tego doprowadziłem. Pani psycholog też troszkę się zawiodła pomimo że mnie wspiera. Emocjonalnie i psychicznie nie potrafię zbudować relacji… przepraszam za to co się stało.”. Czy Pani psycholog może mówić pacjentowi że się na nim zawiodła?!? Załamałam się totalnie, że jak on tak mógł i co to teraz znaczy! Później po kilku dniach wyjechał na akcje gaszenia lasów i wtedy napisał mi że jedzie, następnego dnia po godz. 23 wysłał kilka zdjęć, wysłał swoje zdjęcie z zawieszką którą mu dałam i napisał dziękuję , napisał że jest zmęczony noo ale działają i nawet napisał „dobranoc :*”. Kolejnego wieczora też wysłał zdjęcia, zamieniliśmy kilka zdań, napisał mi że już wracają z akcji, a później o 5 nad ranem napisał, że już jest w domu, a nawet o to go nie prosiłam. Ja odpisałam spokojnie że się ciesze i znowu od niego cisza… Teraz ucieka w naukę, a ja już nie wiem co teraz z Nami?! Czy jest jakiś sposób, żeby od nowa zacząć być razem? Jak ja mam do niego podejść i co mam jeszcze zrobić. Dlaczego raz się przybliża i wprowadza do swojego życia (nawet w sytuacji zmęczenia, adrenaliny to pisze, a w zwyczajny dzień cisza). Ja chce to uratować, ale nie rozumiem tym bardziej po tym jego psychologu jego podejścia. Teraz ucieka w nauke, zaraz sesja i znowu będzie odkładać temat. A ja nie wiem czy z jego strony jest jeszcze jakakolwiek szansa dla nas? ☹
Jak poradzić sobie z narzeczonym uzależnionym od alkoholu i hazardu?
Dzień dobry. Problem dotyczy mojego narzeczonego. Znamy sie krótko, 4 miesiące, oboje jestesmy po 30tce i chcieliśmy założyć rodzinę. Do tej pory było wszystko bardzo dobrze, oboje się bardzo kochamy, to nie jest tylko zauroczenie jednak po jego wyznaniu nie wiem co robić. Powiedział mi że jest uzależniony od alkoholu I hazardu. Przegrał 40 tys. zł.
Okłamywał mnie, nie mam do niego zaufania i nie wierzę mu.
Nie wiem czy nadal chcę z nim być mimo że go bardzo kocham.
Nie mieszkamy razem, oboje jesteśmy wierzący, więc nie miałam jak się przekonać że jest uzależniony zwłaszcza od hazardu. Natomiast alkoholu nie pił już rok - przynajmniej tak mówi ale nie umiem mu ani zaufać ani uwierzyć.
Boje się że w przyszłości przegrałby nasze pieniądze czy dom.
Pomyślałam nawet o tym że jeśliby poszedł na terapię i nie grał i nie pił np. 10 czy 15 lat to może się zdarzyć jakiś kryzys w naszym życiu czy też jakaś choroba moja czy np naszych dzieci jakby się pojawiły i on sobie z tym nie poradzi - np. chciałby zebrać pieniądze na leczenie i zacznie grać i pić.
Oboje nie możemy liczyć na wsparcie najbliższych. Ja jestem jedynaczką a moi rodzice nie żyją.
Jego mama żyje ale to starsza już Pani, która wychowała 6 dzieci sama gdyż jego ojciec nie żyje (był alkoholikiem, odebrał sobie życie).
Po takiej dawce negatywnych informacji mój stan emocjonalny jest kiepski.
Zupełnie nie wiem co robić. Nie stać mnie na to żeby iść prywatnie i zapytać psychologa czy psychiatrę o to co robić a na NFZ czeka się bardzo długo dlatego postanowiłam napisać do Państwa.
Proszę o pomoc.
Aleksandra
Jak odpuścić relację, która nie ma sensu, ale daje poczucie bycia sobą? Chcę wrócić, ale on musi się wyszaleć
Jak odpuścić relacje, które nie ma sensu, ale czuję, że tylko dzięki niemu byłam sobą, potrzebuje go i mecze się z tym rok. Chce do niego wrócić, ale on musi się wyszaleć...
Czy to możliwe czuć uczucia do kogoś, kto zranił mnie wiele razy
Czy to możliwe czuć uczucia do kogoś, kto zranił mnie wiele razy, płakałam przez niego nocami i nawet dniami także wiele razy i złe chwile przeważały dobrymi. Wyrzekam się uczuć, bo nic nie czułam, czy teraz możliwe, że mi to wraca. Jak się tego pozbyć, wrócić do stanu gdzie co się z nim dzieje, co robi, nic mnie nie interesuje.

