
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Mój partner jest...
Mój partner jest antyszczepionkowcem, ciągle siedzi na telefonie
Hej,
Mój partner jest antyszczepionkowcem, ciągle siedzi na telefonie i ogląda o nagłych śmierciach, depopulacji i reszcie teraz „na czasie”.
Ja jestem zaszczepiona i ciągle muszę wysłuchiwać jego przytyki, wyzywanie, twierdzi, że zaraziłam go nie wiadomo czym poprzez kontakt płciowy. Uważa, że umrę nagle i dzieci zostaną bez matki.
Przychodząc do domu nie wiem czego się spodziewać, czego się naoglądał, do czego się doczepi.
Chcę żyć normalnie, ale ciągle płaczę, nie jestem w stanie sobie poradzić z tym, że dla niego ważniejszy jest telefon i wszystko co tam jest napisane na tych stronach łyka jak pelikan.
Nie dociera do niego to, że ma obsesję i że powinien iść na terapie. Dla niego każdy zaszczepiony to debil.
Jestem tym wykończona 😪
Shanti
3 lata temu
Monika Wojnarowska
To zrozumiałe,że czuje się Pani wykończona oskarżeniami i przytykami ze strony partnera. Domyślam się jak bardzo stresujące dla Pani może być funkcjonowanie w obliczu zagrożenia przed kolejnym werbalnym atakiem. Zastanawiam się, na ile realnym było by ustalenie w rozmowie celu jaki ma Pani Partner w ciągłym zalewaniu Pani swoimi przekonaniami i negatywnymi ocenami innych ludzi. Być może taka rozmowa stworzy przestrzeń by Pani partner usłyszał jakie uczucia i emocje dzieją się w Pani kiedy On zachowuje się w opisywany przez Panią sposób. Warto spróbować ustalić między sobą zasadę o nierozmawianiu na temat szczepionek lub ograniczeniu tego tematu do minimum?
To ważne, żeby zadbała Pani o siebie i swoje potrzeby. Z opisu można wywnioskować, że przeżywa Pani trudny dla siebie czas, być może warto byłoby odseparować się na kilka dni od Partnera, odpocząć od poczucia zagrożenia, wyciszyć się i uspokoić?
Gdyby chciała Pani poszukać dla siebie pomocy i wsparcia zapraszam do siebie.
3 lata temu

Zobacz podobne
Dlaczego dorosły syn atakuje rodziców, oskarżając ich bezpodstawnie?
Jaka jest przyczyną dorosłego syna, jest kawalerem, samotnym i atakuje rodziców, oskarżając ich, że są niedobrymi ludźmi, ale on nie był skrzywdzony ani odrzucony, tylko bezpodstawnie atakuje na różne sposoby, raniąc przy tym mocno.
Jaki nurt terapii wybrać na trudności z emocjami i lękiem przed oceną?
Dzień dobry! Od zawsze mam problemy w relacjach międzyludzkich, na przestrzeni ostatnich lat wszedłem w swój pierwszy związek, który pomógł mi powoli zmierzyć się z tymi problemami, jednocześnie również zacząłem uczęszczać na wsparcie psychologiczne (wydaje mi się że utrzymane w systemie CBT). Jednak widzę, że to ciągle za mało i chciałbym rozpocząć prawdziwą terapię, ale potrzebuję pomocy w wybraniu odpowiedniego nurtu. Na moje problemy składa się: - trudność w nazywaniu emocji, które czuję (nie przychodzi mi to od razu, muszę się nad nimi zastanowić, a kiedyś nie byłem w stanie w ogóle) - wyrażanie tych emocji - lęk przed oceną, gdy te emocje wyrażam - brak wiary w siebie i podważanie swojego zdania (zwłaszcza, gdy ktoś inny mi przeczy) - racjonalizowanie wszystkiego, podchodzenie do wszystkiego racjonalnie, a nie emocjonalnie - gdy ktoś mówi coś do mnie w emocjach, często automatycznie zaczynam wcielać się bardziej w rolę "psychologa" i analizować sytuację, zamiast wykazać się empatią i podejść emocjonalnie Myślę że problemy z emocjami wzięły się od rodziców, a zwłaszcza od ojca, który zawsze wyznawał zasadę "Po co mam ładnie dobierać słowa i uważać co mówię, skoro chodzi o przekazanie wiadomości", natomiast matka była zawsze bardzo protekcjonalna i była "zadowalaczem" (robiła wszystko by innym było dobrze, myślę że często nie myśląc jak ona sama się czuje). Tak więc wracając do pytania - jaki nurt terapii pasowałby do moich problemów? Dziękuję!
Jak radzić sobie z samotnością i problemami w małżeństwie z powodu alkoholu?
Dobry wieczór. Proszę o poradę,bo już sama nie wiem co robić 😔 Jestem z mężem 15lat różnie bywa raz lepiej raz gorzej. Mąż do dłuższego czasu pije "tylko piwko" ale ja czuję się z tym źle. Wiem pracuje zmęczenie i tp. Ja nie pracuje opiekuje się dzieckiem z niepełnosprawnością (dostaje zasiłek) plus mamy jeszcze straszę dziecko. Dobija mnie to tym bardziej,że widzę,że nasze relacje się ostatnio pogorszyły. Mąż ma osobne konto na osobne ale nie wyliczam (bo dokładnie nie wiem ile zarabia) ale bywają dni,że np. mam mu na coś przelać robię ten przelew np. na paliwo 100zl z czego z ukrycia sprawdzam jego konto a tam paliwo za 70zl reszta to jest sklep (chodź dodam,że nic nie kupuje do domu) dodam,że niechce sprawdzać,ale czuję,że w tych dniach coś jest nie tak. Jest mi ciężko bo nie mam z kim pogadać nie mam nikogo tak naprawdę. Kiedyś czułam się fatalnie wszystko na mojej głowie dom,dzieci szkoła co wiecznie jakiś problem,choroby lekarze czułam,że mnie wszystko przytłacza aż za bardzo 😭 Wiesz powiedziałam mężowi jak się z tym czuję i że potrzebuje iść do psychologa (chciałbym,ale to brak pieniędzy to czasu ) 😭 usłyszałam tylko od niego "to idź" Nie czuję żadnego wsparcia czuje jak bym była z kimś ale jednoczesniej sama. Bardzo mnie to boli. Jego rodzina mnie nie lubi dużo przykrych słów od nich słyszałam na mój temat,więc odizolował się dla swojego dobra. Naprawdę nie mam na kogo liczyć. Udaje przed dziećmi że wszystko jest dobrze,ale jak są w szkole czy śpią potrafię skupiać się na rzeczach codziennych ale czasem poprostu siadam i płacze. Nie umiem sobie z tym poradzić czuje się jak bym cały czas była sama źle mi z tym bo nie mam z kim pogadać. Rozmawiałam z mężem o tym nie raz wziol sobie to do serca i tydz. Był spokój później znów. Kocham męża chciałbym mu pomóc ale to nic nie daje dodam od razu,że na terapię lub coś innego się nie zgłosi. A mi jest tak bardzo ciężko,że myślę ....żeby się rozwieść chodź go naprawdę kocham,ale nie jestem w stanie dalej tego wszystko wytrzymać. Nie mam koleżanek nie mam nikogo z rodziny z kim mogę pogadać. Tylko dom dzieci szkoła i obowiązki. Trzymam się bo mam dzieci,ale naprawdę jest mi cholernie ciężko. PROSZE O PORADĘ.
W trakcie tymczasowego rozstania partner związał się z pewną koleżanką. Ponownie jesteśmy razem, ale ich wspólna sprawa nie daje mi spokoju.
Dzień dobry,
borykam się z pewnym niedającym mi spokoju problemem.
Mianowicie rozstałam się z moim wieloletnim (ponad 20 lat związku) partnerem z różnych powodów, o których tu zeszłoby trochę czasu, aby to opisywać. Jednak po 5 miesiącach On zjawił się ponownie w moim życiu i daliśmy sobie kolejną szansę. Jednak ten problem, o którym piszę wynika z faktu, że podczas tego okresu kiedy nie byliśmy ze sobą On zaczął w dość szybkim czasie po rozstaniu spotykać się z pewną kobietą, która jest Jego i po części też moją koleżanką, tzn dla mnie to bardziej znajoma, a dokładniej to była żona naszego kolegi. Z tą osobą On zawsze miał dobry kontakt i niestety trochę "niechlubne" wspólne hobby, tzn. kiedyś razem palali marihuanę, w dawnych czasach. To też wtedy powodowało we mnie pewnego rodzaju niepokoje, bo jak dobrze wiemy, w takich stanach ludzie różnie się zachowują. Natomiast wtedy On zapewniał, że nigdy nic by z Nią nie był w stanie zrobić przeciwko naszemu związkowi.
Ale do meritum, ogólnie po tym dość emocjonalnym i namiętnym naszym powrocie do siebie nie potrafię przejść do porządku dziennego z tą sytuacją z tą kobietą, że zostali na jakiś czas parą i łączyły ich również sprawy łóżkowe.
Wiem, że z jednej strony będąc wolnym człowiekiem bez zobowiązań miał do tego prawo, ale gdzieś mocno mnie to ubodło.
Dodam, że przez te 20 lat mieliśmy parę takich rozstań i wtedy z reguły każde z nas miało kogoś ,choć to były tylko kilkumiesięczne rozstania.
Wtedy też przecież miał różne kobiety, a ja miałam różnych mężczyzn choć w sumie to bardziej On wiązał się z Nimi na trochę dłużej, ja nie zawsze.
Tak więc ogólnie nie powinnam robić z tej sytuacji jakiejś większej sprawy, ale fakt, że to była teraz relacja z koleżanką i to z taką co w przeszłości mieli, że się tak wyrażę "wspólne flow" jakoś mocniej mnie nakręca negatywnie na Niego, a co za tym idzie, często o tym mówię i dochodzi między nami do różnych "dyskusji,".
Poza tym ta kobieta mieszka od 10 lat w Holandii i On tam do niej poleciał na tydzień gdzie podobno znowu razem uskuteczniali wspólne hobby sprzed lat, co też mi się nie spodobało. Tym bardziej, że my w zasadzie przez te 20 lat praktycznie nie byłam w stanie nakłonić go na jakiś wspólny wyjazd, bo zawsze tłumaczył to brakiem kasy. A tu tak się postarał, nie wiem czy dla Niej czy dla tego "hobby" co nie zmienia faktu, że wykonał pewien wysiłek, również finansowy.
On to wszystko tłumaczy tym , że po rozstaniu był mega rozbity, miał mętlik w głowie i bardzo dużo emocji wobec mnie, że był zły i nieszczęśliwy.
Cały czas podkreśla, że kocha mnie najbardziej na świecie i tylko ze mną chce być od zawsze, a te wszystkie kobiety to tylko dlatego, że ja go wywalam ze swojego życia.
Wiem, że jest między nami dużo emocji, ja też nie jestem "święta" i po części te rozstania to na pewno mój klocek w tej układance.
Jednak jakoś mi krzywo z tym, że On tak szybko ( po jakimś miesiącu od rozstania) wdał się w inną relację i to na dodatek z taką a nie inną osobą. Na dodatek jak zaczęliśmy się znów spotykać to dopiero po jakimś tygodniu powiedział Jej o nas, czyli utrzymywał ją stanie niewiedzy o naszej ponownej relacji. To też podburzyła mój spokój bo zaczekam snuć domniemanie, że gdyby Mu ze mną nie wyszło, np. nie chciałabym do Niego wrócić to miałby Ją jako "opcję " . To też Mu powiedziałam, ale oczywiście to ostro zanegował i wytłumaczył tym, że nie chciał Jej ranić, mimo wszystko, bo musiałby powiedzieć, że Ona go nie podnieca jako kobieta, bo tak twierdzi o Niej. A z drugiej strony wiem też od Niej ( bo napisałam do Niej, tak zrobiłam to, żeby chronić siebie przed jakąś ewentualną manipulacją), że jak to się wyraziła "dużo sobie mówili " i to o jakichś ważnych osobistych sprawach i podobno On do Niej niechlubnie się wypowiadał co oczywiście przez Niego jest tłumaczone, że to w złości na mnie i całą sytuację z rozstaniem. Ok ja też o Nim w złości źle potrafiłam się wypowiedzieć, więc o to nie mam żalu.
Podsumowując, zależy mi na Nim, ale nie wiem czy ta sprawa nie będzie wiecznie rzutować na naszą relację... czy da się to odbudować i coś zmieniać...
Nie wiem co robić...
Proszę może o jakieś obiektywne spojrzenie na tą sprawę
Z góry dziękuję serdecznie za każdą odpowiedź.
Rozstanie i rozwód z powodu ADHD i lękowego stylu przywiązania - jak sobie radzić?
Moja żona odeszła. Mam adhd i lekowy styl przywiązania. Zamęczyłem ją swoja szybkością, przerywaniem, frustracją, czytaniem i interpretacją jej zachowań i szeregiem innych pomniejszych, meczących sytuacji. Mówiła, że nie umie ze mną rozmawiać. I kiedy ja reagowałem na ciszę ( bo MUSZĘ wiedzieć) większa frustracją ona zapadała się w większe milczenie. Kiedy życia nie przytłaczał ten głaz adhd/presji/emocji itp. było dobrze. Żona tęskniła za mną, byliśmy blisko. Przez 4 lata związku było wiele pięknych chwil, ale równie dużo przytłaczającej ciszy i mijania się. Aż wreszcie odeszła- wyprowadziła się podczas mojej nieobecności. Wiem, że okropnie dużo ją to kosztowało. Kiedy rozmawialiśmy na wideo, a ja nic jeszcze nie wiedziałem, prawie płakała. Widziałem, że coś jest nie tak. Wysłała mi wtedy sporo filmów pokazujących w jakim jest stanie. Tylko tak potrafiła mi to powiedzieć. Reagowałem, obiecywałem ale to na nic się zdało. Kiedy wróciłem, jej już nie było. Napisała, że nie wytrzymała, nie udźwignęła. Mimo że jeszcze 2 miesiące temu byliśmy blisko- miałem takie wrażenie, ale ona magazynowała w sobie te wszystkie traumy i cały ból naszej relacji. Przez 3 tygodnie po wyprowadzce było nawet ciepło. Pisaliśmy do siebie, ona codziennie pytała o naszego psa, pytała jak się czuję, czy wszystko ok, a po moim dłuższym milczeniu zapytała nawet, czy tak dobrze znoszę rozstanie i czy dobrze mi bez niej. Wtedy ja niestety ( teraz to wiem) zmiękłem i napisałem, że się trzymam, ale kocham i tęsknię. Ona na to, że już się wypłakała i wykrzyczała do mnie w swojej głowie. To bardzo zabolało, bo ja wolałbym, żeby krzyczała do mnie, biła po twarzy, najlepiej w deszczu ( taka moja głowa)...Ale po tym wyznaniu ona była na swojej terapii i kolejnego dnia odcięła się. Życzyła mi wszystkiego najlepszego i żebym pracował nad sobą bo takiego mnie, jakiego ona znała żadna kobieta nie zechce. To cholernie boli- moja najważniejsza osoba na świecie sugeruje, że mógłbym być z kimś innym. Wytłumaczyłem sobie, że to efekt terapii, że ona tak się musiała zachować, żeby się nie rozsypać, i mi nie dawać nadziei. Od paru dni nie pytała nawet o psa. Nie wiem co ze sobą zrobić. Zacząłem terapię, poszedłem biegać, odstawiłem alkohol. Termin rozwodu za 3 miesiące. Chciałbym jej pokazać zmianę, ale skoro nie ma kontaktu? Będę walczył, ale teraz chyba w ciszy. Rozpadłem się na kawałki. Czy ona tęskni, czy to rzeczywiście poza i zbroja? Czy jest jeszcze szansa? Co robić przez te 3 miesiące do rozwodu? A może nie buntować się? Skoro ślub nie dał nam szczęścia to rozwód może nam go paradoksalnie dać?
