Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Na początku października poznałam nowych znajomych z różnych państw w ramach wymiany. Wśród nich była między innymi grupka Turków. Z jednym z nich się zakumplowałam

Postaram się opisać krótko, ale niestety jest to trochę skomplikowana sytuacja albo ja po prostu za dużo myślę, ale sobie nie radzę emocjonalnie z tym wszystkim. Na początku października poznałam nowych znajomych z różnych państw w ramach wymiany. Wśród nich była między innymi grupka Turków. Z jednym z nich się zakumplowałam i wpadł mi w oko. Potem jednak dowiedziałam się, że ma dziewczynę, więc odpuściłam. Po tym czasie zaczął do mnie pisać inny z nich i tak bardzo urzekł mnie swoją inteligencją, że po paru spotkaniach się zakochałam, ze wzajemnością. Nie traktowałam go jako "nagrody pocieszenia"; byliśmy bardzo zakochani, nie przypominałam sobie, żebym była kiedyś tak zakochana. Niestety potem wszystko zaczęło się psuć, bo wyszły różnice kulturowe, szczególnie w rolach w związku (chciał, abym jako żona była taką "poddaną"), a na dodatek po zerwaniu zaczęła się bardzo ciężka przemoc psychiczna, którą psychoterapeutycznie leczyłam, w międzyczasie żyjąc w strachu i ukrywając się do czasu jego powrotu do Turcji. Jestem studentką psychologii i wtedy z panią psycholog wstępnie oszacowałyśmy, że ten chłopak mógł mieć zaburzenia osobowości borderline, a także tak urojeniowo reagować po wzięciu zbyt dużej ilości leku Adderall (mimo że nie miał ku temu powodów), do czego się przyznawał. Po zerwaniu jeszcze dwa miesiące przekonywał mnie, bym do niego wróciła i była jego żoną, aż w końcu odpuścił. Przez cały czas trwania związku kumplowałam się z tym pierwszym kolegą, który wpadł mi w oko i który zresztą był kumplem mojego ówczesnego chłopaka. Później zerwał on z dziewczyną. Po moim zerwaniu pomagałam mu w różnych sprawach, aż w końcu zaczęliśmy się do siebie zbliżać i zostaliśmy parą. Nie była to romantyczna miłość jak z tym pierwszym chłopakiem, ale była bardzo głęboka, on był zupełnie inny. Również był z Turcji. Ten pierwszy miał taką władczą osobowość, a ten drugi był skromniejszy, zawsze się super dogadywaliśmy. Moja rodzina i przyjaciele bardzo mocno przeżyli tę sytuację z pierwszym chłopakiem, związaną z przemocą psychiczną, dlatego nie mówiłam im na początku o drugim związku z Turkiem, by ich nie ranić. Potem dopiero powiedziałam. On zawsze mówił, że to przetrwamy razem. Jedyne co mnie niepokoiło czasem to fakt, że mało rozmawialiśmy, gdy nie byliśmy razem fizycznie. Jestem aktywną osobą, więc często miałam bardzo zajęte dni i czasem trudno się było zobaczyć, jednak zawsze to rozumiał. Mówił, że nie chce mnie stracić, że mnie kocha i że jestem pierwszą dziewczyną, której mówi, że chce ją za żonę. To mi się wydawało takie prawdziwe. Po jakimś czasie coraz częściej dyskutowaliśmy o tym, że za mało rozmawiamy. Głównie to ja na to narzekałam, bo ja do niego pisałam lub dzwoniłam praktycznie cały czas. Później miałam jedną losową sytuację, w której go potrzebowałam, ale się źle zrozumieliśmy i trochę pokłóciliśmy. Wtedy powiedział mi, że nie czuje się sobą, że ma bardzo zły czas od dwóch ostatnich tygodni i że sądzi, że ma depresję. Od tamtego czasu wspierałam go najlepiej, jak mogłam, jednak on coraz bardziej się dystansował, chcąc być sam. Tęsknił za Turcją. Trzy dni temu napisał mi, że nie chce być teraz z nikim w relacji, bo wie, że nie da siebie w 100% i że najpierw musi odnaleźć siebie. Że mnie kocha, ale że on nie jest tym, kogo ja chcę. Od tamtej pory nie piszemy. Z jednej strony rozumiem, że to może być depresja, ale z drugiej bardzo mnie to boli. Bałam się wchodzić w następną relację po ciężkich przeżyciach psychicznych z byłym partnerem, jego kolegą, ale on mi obiecał, że będzie lepiej, że mam mu zaufać. Co mogę teraz zrobić? Praktycznie z dnia na dzień się zmienił i wyrzucił to wszystko do śmietnika. A może się założył z tym moim byłym chłopakiem? Bardzo dziękuję za odpowiedź i przepraszam, za tak długie pytanie, ale już naprawdę nie wiem, co robić, czuję, że to moja wina :(
Łukasz Truchan

Łukasz Truchan

MO, czy odpowiedzi na te pytania które zadałaś coś na prawdę Ci dadzą orpócz zaspokojenia ciekawośći? Szukasz tam potwierdzenia swojej winy czy zrzucenia jej z siebie za całą sytuację? Skąd w ogóle pomysł, że to byłą Twoja wina?

Sytuacje które opisałaś na pewno były dla Ciebie trudne, obdarzenie kogoś zaufaniem i późniejsza jego strata zawsze jest bolesne. Poczucie niesprawiedliwośći i winy. Te uczucia towarzyszą Ci od zawsze czy to dla Ciebie nowe uczucia?

Warto byłoby się przyjrzeć Twoim wcześniejszym relacjom i mechanizmom obrony.

 

Pozdrawiam

3 lata temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Zobacz podobne

Jak poradzić sobie z konfliktem między potrzebami rodziców a związkiem na odległość?
Witam, proszę o poradę Mam 20 lat i mieszkam w wielkopolsce a mój chłopak w warmińsko-mazurskim. Studiuję zaocznie i obecnie szukam pracy. Rodzice opłacają mi studia. Czuje sie winna że tyle wydają więc zaczęłam sprzedawać swoje rzeczy żeby chociaż trochę ich odciążyć. Więc na bilety też mam jakieś pieniądze i to nie byłby ich wydatek. Chłopak był u nas kilka razy i obiecałam mu że teraz ja przyjadę poznać jego rodziców itp. Mówiłam że przyjadę w walentynki (sobota) i zostanę do wtorku. Chłopak pracuje, ale będzie miał wolne w tych terminach więc mogę przyjechać. Problem stanowią moi rodzice, którzy powiedzieli mi że nie ma opcji żebym pojechała, że ich nie obchodzi że chce pojechać i że mam te pieniądze na studia przeznaczyć a nie na wyjazd. Zależy mi na tym związku i chciałabym jednak pojechać. Czy mam jechać wbrew ich woli? Rozmowa nie pomaga bo od razu krzyczą i grożą że nie będą płacić za studia że sie obrażą itp. Pochodzę z nadopiekuńczego domu gdzie od zawsze byłam kontrolowana.
Od ponad dwóch miesięcy spotykam się z mężczyzną, z którym poznałam się przez naszego wspólnego kolegę.
Od ponad dwóch miesięcy spotykam się z mężczyzną, z którym poznałam się przez naszego wspólnego kolegę. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie ja, a raczej moje nastawienie, dystans oraz wycofanie. To wszystko jest spowodowane sytuacją, która miała obecność rok temu, a definitywnie zakończyła się w tym roku. Z własnej głupoty i za namową koleżanek z pracy, weszłam w relację z mężczyzną, który był już w związku, ale nie był żonaty. Zaangażowałam się w tę relację, praktycznie mogłam przewrócić całe swoje życie, byleby tylko w końcu z nią zerwał. Tak, było to głupie i na samą myśl o tym, chciałabym to wszystko wymazać z pamięci, jakby nigdy to się nie stało. Nasza relacja była dość skomplikowana, bo miałam zakaz mówienia o tym komukolwiek. Były momenty, że on nagle znikał, a potem znów się pojawiał, jakby nigdy nic się nie stało. Później się okazało, że spotyka się między czasie z kimś innym i dla tej dziewczyny zerwał z ówczesną partnerką. Później znów się pojawił, jak tamta go rzuciła. Na domiar złego dowiedziałam się, że chcą się mnie pozbyć z pracy, bo nie chcę za kogoś odwalać nieswojej pracy, ale nie chcą mnie zwolnić, tylko chcą mi uprzykrzyć życie. I wracając do mojego problemu, przez te dwie sytuacje nie potrafię się przed nim, przed tym chłopakiem, otworzyć. Czuję, że ta sytuacja sprawia, że zaczynam go tracić. Przy nim czuję, że w końcu odzyskuję siły i wiarę, ale niestety idzie to za wolno. Nie wiem kompletnie, co mam robić. Ewidentnie mam z tym problem, mam problem z sobą.
Jestem miesiąc po okrutnym rozstaniu.
Cześć, to będzie długi post, ale mam nadzieję, że znajdzie się parę osób, którym będzie chciało się to przeczytać.. Muszę się wygadać. Jestem miesiąc po okrutnym rozstaniu. Po miesiącach wyznawań miłości, planowaniu przyszłości, mój facet zostawił mnie z dnia na dzień i oznajmił, że wraca do byłej. Sztylet w serce. Całkowite zerwanie kontaktu, zero wyjaśnień. Ona do niego wypisywała miesiącami, że nie daje rady bez niego, szantażowała go, obarczała go winą za całe zło świata, cały czas płakała, pisała do moich bliskich, że zniszczyłam jej związek. On mówił, że to psychopatka, że nie chce z nią być i myślał, że z czasem jej przejdzie. Że nie był z nią szczęśliwy, że była chorobliwie zazdrosna, nie mógł wychodzić, spotykać się ze znajomymi, że właściwie nie miał znajomych przez nią…Mówił, że ona jest mściwa, że przed ludźmi gra cudowną osobę, uśmiechniętą, serdeczną a nikt nie widzi, jaka ona jest na prawdę…traktowała go jak jej własność, jak przedmiot, widziałam wiadomości, które do niego wypisywała, ogólnie dramat. Zero liczenia się z jego potrzebami. W międzyczasie zmarł jej ojciec. Po rozstaniu z nią ona rozgadała wszystkim, że ją zostawił samą na tym świecie, że już nie ma nikogo, że to przez niego zmarł jej ojciec, bo coś przeczuwał. Byli ze sobą 10 lat. On jej mówił, że nie chce z nią być, bo już jej po prostu nie kocha, ale jeśli kiedyś będzie potrzebowała pomocy, to może na niego liczyć. Że spędzili ze sobą tyle czasu i chce się rozstać w zgodzie jak dorośli ludzie. Ona twierdziła, że on ją nadal kocha, że tylko się pogubił – przeze mnie. Już od tego czasu nie mieszkali razem, wyprowadził się i nie mieli żadnego kontaktu. Minęły 2 miesiące i znów się zaczęło…wypisywanie, płacz, manipulowanie. Zaproponowała mu pracę dorywczą u niej w firmie, że będzie miał możliwość sobie dorobić zdalnie. Przystał na to. Później spytała, czy pojedzie z nią na grób taty, stwierdziłam, że niech jedzie, w końcu to był jego teść przez 10 lat. Pojechał. Później znów coś, czy wyjdzie z psami, czy przyjdzie po coś tam itd… I tak z dnia na dzień czułam, że coś się miedzy nami pogarsza…spytałam, czy ponownie coś do niej poczuł, czy chce do niej wrócić, odpowiadał stanowczo, że NIE. Mówił, że jest mu jej żal, że jak był u niej w mieszkaniu to był syf itd a ona wygląda i zachowuje się jak wrak człowieka…że jakby miał do niej wrócić to tylko z litości i wtedy by poświęcił swoje życie dla niej…że on wie, jaka ona jest, że jakby wrócił, to do końca życia byłoby wypominanie, że ją zostawił, że ona jest najbiedniejsza, że jest chu**em, wszystkim by o tym mówiła itd… No i stało się. Przyszedł dzień rozstania. Znów spytałam, czy coś się między nami i nią a nim zmieniło. Powiedział, żebym dała mu czas na zastanowienie, że on sam nie wie kim jest, że bardzo mnie kocha. Wkurzyłam się, bo pytałam przez cały ten czas czy wszystko jest okej, czy coś się zmieniło, czy zrobiłam coś nie tak, że nie ma do mnie szacunku, bo do ostatniej chwili mówił, że jestem tylko ja i nic się nie zmieniło... Napisałam mu, że skoro ma wątpliwości co do naszego związku to ja je rozwieje. Pożyczyłam mu trochę kasy, powiedziałam, że ma pół roku na oddanie mi ich i na ten moment już nas chyba nic nie łączy i że złamał mi serce, kłamiąc do ostatnich wiadomości, że kocha tylko mnie… nawet nie odpisał. Parę dni później ustawił związek z nią na fb. Wszędzie mnie zablokował. To było miesiąc temu. 3 dni temu dodał z nią wspólne zdjęcie profilowe. Zero kontaktu. Zero wyjaśnień. Jestem tak zraniona…czy on cały czas mnie okłamywał? Nie znam osobiście jego byłej. Czy on zrobił z niej wariatkę, żeby tylko sobie por**ać na boku i manipulował mną? Czy on tak strasznie opluł osobę, z którą był 10 lat, byleby mieć skok w bok? A później wrócił do niej i błaga ją o przebaczenie? Czy ta dziewczyna jest tak w niego wpatrzona, że mu to wybaczyła? Czy wrócił do niej, bo tak mu jest po prostu wygodnie? Czy może ona robi z nim, co chce i dodaje te zdjęcia, zablokował mnie, ustawił związek, żeby mi pokazać, że on jest jej i robi mi na złość, a on się na to godzi? Pamiętam, jak mówił, że ona już tak robiła, żeby pokazać wszystkim, jaki to oni mają cudowny związek, a dobrze było tylko na zdjęciach… Czy może on faktycznie szczerze coś znów do niej poczuł i faktycznie wrócił do niej z miłości? Ja już nie chciałabym do niego wrócić, nawet jakby się odezwał, ten etap jest już za mną… Dręczą mnie pytania bez odpowiedzi. Co się w ogóle stało? W co on grał? Kto tu jest poszkodowany? Czy byłam tylko keks zabawką? Czy on ją kocha? Czy kochał mnie? Czy wrócił do niej z miłości, czy z litości? Nie mogę spać po nocach, rozpamiętuję, jestem potwornie zmęczona…budzę się w środku nocy i zaczyna się mielenie w głowie cały czas tego samego… ja już tego nie chce, ale to cały czas powraca…
Przez bycie zastępowaną osobą w relacjach, teraz robię się kłótliwa i zazdrosna, z lęku.
Każda moja przyjaźń/znajomość/związek skończyło się na tym, że zostałam „zastąpiona" kimś innym. Zastanawiam się czy to jest wina moja, czy po prostu ludzi, którymi się otaczam. Niestety wpłynęło to tak na mnie, że aktualnie, gdy widzę, że osoba mi bliska zaczyna pisać z inną osobą to zaczynam być zazdrosna i kłótliwa, przez co sytuacja się pogarsza i zostaje uznana za osobę toksyczną, mimo iż naprawdę nie zależy mi na tym.
Czy posiadanie tylko jednego przyjaciela jest normalne? Problemy w komunikacji i poczucie odmienności w szkole

Czy to normalne, że mam tylko jednego przyjaciela? 

Rozmowy z innymi nie są łatwe dla mnie i nawet nie wiem, czy chce mieć jakichkolwiek innych znajomych. Czuję, jakbym nie powinna należeć do tego społeczeństwa i mojej grupy wiekowej. Osoby w liceum interesują się tylko alkoholem, imprezami i zboczonymi żartami. Nie mam prawie żadnych tematów, jakie mogłabym z nimi poruszyć. Rozumie mnie tak naprawdę tylko mój przyjaciel, co ma podobne poglądy, jak ja. Nie wiem, czy mam jakąś fobię społeczną, czy coś. Zawsze nauczyciele nazywali mnie po prostu nieśmiała. Jednak prezentacje przed klasą czy nawet pogadanie z “kolega” z klasy jest dla mnie trudne. Do połowy osób z klasy nigdy się nawet nie odezwałam, mimo że znam ich już od połowy roku. W podstawówce sytuacja wyglądała bardzo podobnie. Zmiana środowiska nic nie zmieniła, pomimo dużych chęci. Niedobrze się czuję, jak widzę, że każdy jest inny ode mnie. Wychowawca na siłę proboje mnie zmusić do gadania z kimś innym, grożąc obniżeniem zachowania. 

Podobno w przedszkolu byłam bardzo rozgadana i gadałam z każdym. W grupach z większą ilością osób czuję się po prostu niekomfortowo. Próbowałam na początku nowej szkoły spotykać się z kilkoma dziewczynami z klasy. Nie było to jednak przyjemne i wolę być z kimś na osobności. Gdy jestem w grupie, po prostu się nie odzywam. Nikogo też raczej to nie obchodzi. Potem utworzyły się tylko grupki w klasie, które tylko śmieją się ze mnie i mojej przyjaciółki. Utrzymuje jakiś kontakt z innymi w klasie, ale jest on raczej przymusowy. I to nawet nie do końca z mojej winy. Gdy są rozmowy w parach na np angielskim inne dziewczyny wolą po prostu gadać z sobą. Czy naprawdę jest coś nie tak we mnie?

kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!