Left ArrowWstecz

Nagłe rozstanie, chciałabym to odbudować, jednak partner uważa, że jest mu aktualnie lepiej.

Partner podjął decyzję o rozstaniu miesiąc temu. Byliśmy razem 4 lata i przez pół roku, mieszkaliśmy razem. Rozstanie było nagłe, bardzo źle to znoszę, musiałam się wyprowadzić i wrócić do rodziców. Z mojej strony dostrzegłam wiele problemów, których wcześniej nie zauważyłam. Poszłam na terapię indywidualną. Staram się pracować nad sobą, jednak nadal chciałabym spróbować z nim zacząć od nowa i bardzo mi na nim zależy. On również chodzi na terapię od kilku lat. Daję mu przestrzeń, o którą prosił, jednak martwi mnie jego podejście. Stwierdził, że chce pójść na terapię dla par, ale nie potrafił dokładnie sprecyzować jaki ma w tym cel. Jego perspektywa : Nie mogę obiecać ci, że chce zacząć od nowa. Nie chce się deklarować, robić ci nadziei. Chcę zobaczyć co przyniesie przyszłość. Nie mam do ciebie zaufania, ty się zbyt szybko zmieniłaś i nie oznacza to, że wszystko się zmieniło. Nie wierzę w to. Czuję presję z twojej strony. Nie przeżywamy tak samo rozstania, nie czujemy tak samo. Nie wiem jak będzie, czy kogoś poznamy, co tak naprawdę się stanie, nic nie jestem w stanie zagwarantować. Nie jestem niczego pewny. Myślę o sobie i swoim szczęściu, to jest priorytet. (Widzę, że chciałby być pewny decyzji, ale nie jest wstanie powiedzieć mi tego) Mogę spróbować zacząć od nowa - czuję, że wymusiłam na nim te słowa, mówił, że na niego naciskam (widziałam w nim dużo emocji). Potwierdził, że czuje nadal do mnie żal i nie pogodził się z kilkoma sytuacjami, zwłaszcza pierwszą kłótnią w styczniu, kiedy zareagowałam nie tak, jak tego oczekiwał, kiedy powiedział o swoich odczuciach, a ja zareagowałam agresją i manipulacją. Powiedział, że będzie z nim ta sytuacja do końca życia. Nie ma już naszych zdjęć w mieszkaniu. Zrobił czystkę. Pozbierał najdrobniejsze rzeczy i mi oddał. Planuje oddać kolejne. Usunął się z grupy rodzinnej. Ma zabrać ostatnie rzeczy, które są u mnie. Nie pisze, bo uważa, że nadal brak kontaktu jest mu potrzebny i tak jest lepiej. Powiedział, że odkąd się rozstaliśmy, czuje się lepiej, bo nie obciążają go moje problemy i może skupić się na sobie, że oczyścił głowę. Mówił, że nasza najbliższa przyszłość się różni. Czy to ma szansę się udać z jego podejściem i żalem? Czy jestem w stanie odbudować jego i swoje zaufanie po tym wszystkim? Czy jest możliwe, żeby nie czuł, że robię coś wbrew niemu, żeby zrozumiał, że zależy mi na nim i nie chce go krzywdzić. Staram się, bo wcześniej tego nie robiłam i chcę to naprawić. Moja perspektywa : Od kilku tygodni jest mi ciężko skupić się, mało jem i kiepsko śpię, przeżywam to co się dzieje między nami. Chciałabym, żeby dał mi szansę. Czuję niesprawiedliwość z tego powodu, że po tylu wspólnych latach, kiedy w końcu nastąpił przełom z mojej strony, on się wycofał. Nie myśli już o nas, tylko o sobie i tym, jak jemu będzie najwygodniej. Podjął decyzję o rozstaniu ostatecznym. Czuję, że zostałam z tym co się stało i rozstaniem sama, tak jak on wcześniej był sam, bo ja go nie słuchałam. Tracę nadzieję.. Mimo że czuję, że jestem teraz gotowa do zmian i bardzo tego chcę, bo wiele rzeczy z mojej strony nie było ok i to zauważyłam. Z jego strony nie widzę takiej refleksji. W większości rzeczy, o których mu mówiłam, czułam, że nadal wracał do tego, że wszystkie jego negatywne zachowania były winą moją i mojego zachowania. Nie widzi w sobie szczerze winy i rzeczy, nad którymi też powinien pracować. Skupił się na sobie i nie wraca do tego, co było. Aktualna sytuacja po rozstaniu dużo pokazuje. Nie wiem co myśleć. Czy dalsze próby i starania swoim kosztem mają sens? Czy terapia par coś da? Umiemy ze sobą rozmawiać, bez emocji z szacunkiem. Jednak nie wiem co o tym myśleć.
Agnieszka Wloka

Agnieszka Wloka

W tym, co Pani napisała widzę dużo sprzeczności. Tak jakby oscylowała Pani teraz wokół ogromnego żalu i złości na niego, deklarowanej chęci zmiany, ale bardziej to oczekiwaniu, że on “przejrzy na oczy” i się zmieni. Problem w tym, że Pani może decydować tylko o sobie, a nie o kimś i o czyiś potrzebach.

Zastanawiam si, czy tęskni Pani do tego konkretnego człowieka z określonymi cechami, które Pani w nim podziwia i szanuje, do faceta, z którym czuje Pani bliskość i chce przebywać…czy tęskni Pani do związku, to znaczy do pewności, stabilizacji i bezpieczeństwa  - wiem, że to może dziwne, ale jakby Pani się głębiej zastanowiła, czy aby na pewno chodzi o niego?

Myślę, że słowo “wina” nie pasuje do tej sytuacji - jesteście wolnymi ludźmi i macie prawo zdecydować, że chcecie albo że już nie chcecie ze sobą być. Wywieranie presji i obwinianie może poskutkować powrotem - ale nie z miłości, tylko dla świętego spokoju, a to byłoby bardzo toksyczne.

Może faktycznie warto iść jego tropem i dać sobie czas? Jeśli oboje macie swoje terapie, to znaczy, że oboje macie coś w sobie do uporządkowania - być może pobycie osobno pozwoli wam to zrobić i takimi uporządkowanymi do siebie wrócić?

 

2 lata temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Dorota Figarska

Dorota Figarska

Dzień dobry

Chciałabym zwrócić uwagę na kilka kwestii.

Po pierwsze: nikt z czytających nie będzie raczej w stanie ocenić z stuprocentową pewnością, czy wasza relacja ma szansę. To nigdy nie jest pewne, wiele par nawet gdy uda się na wspólną terapię, nie kończy jej. Inne pary same wypracowują rozwiązanie bez terapii. Nie każda sytuacja nadaje się też do terapii, bo w niej zazwyczaj pracuje się nad wspólnym celem, a nie nad tym by przekonać jedną ze stron.  

Rozumiem, że musi być pani bardzo ciężko, ponieważ decyduje się pani na drastyczne kroki i wkłada i dużo pracy w to, aby się zmienić. Mówi pani że z jednej strony stara się dawać przestrzeń partnerowi, a z drugiej wciąż na niego naciska, przez co prawdopodobnie nie jest on w stanie podjąć decyzji, która byłaby zgodna z nim samym. 

Wydaje mi się, że przynajmniej na razie warto byłoby skupić się na dalszej pracy nad sobą, nad tymi wszystkimi emocjami: żalu, poczuciem niesprawiedliwości,, samotności i odrzucenia, przyjrzeć się jakie reakcje to w pani uruchamia oraz przeanalizować na ile są one zdrowe, a na ile w dalszym ciągu wymagają pracy z pani strony nad sobą. Nie oznacza to, że musi pani zrezygnować z nadziei na powrót do siebie nawzajem, ale dystansować się i pozwolić, aby partner podjął samodzielną decyzję. 

Zastanawiam się też nad pani oceną, co do tego czy partner rzeczywiście nie wie, co mówi i nie potrafi uargumentować swojej decyzji, być może między słowami podaję faktyczny powód i warto byłoby go posłuchać, tym bardziej że jego chęć zatroszczenia się od samego siebie i postawienia siebie na pierwszym miejscu, wzbudza w pani pewnego rodzaju złość.

 

 

Pozdrawiam

Psycholog Dorota Figarska 

2 lata temu

Zobacz podobne

Zmienny nastrój partnera, agresja i codzienne picie alkoholu

Kryzys w związku. Obawiam się zmian nastroju partnera. 

Jednego dnia jest wspierający, radosny, gaszący konflikty. Wyręcza mnie w obowiązkach, pomaga w problemach. 

Drugiego pojawia się krzyk, rzucanie przedmiotami, obrażanie nawet przy znajomych, mówienie, że jestem np. za wolna, za mało empatyczna, głupia, za wolno myślę. Na moje prośby o większy szacunek odpowiada, że to moja wina. 

Reaguje agresją na zachowanie innych ludzi, które mu się nie podoba. Potrafił moim autem uderzyć w inne auto, bo ktoś krzywo jechał, jechać za innym autem bardzo blisko i bardzo szybko, bo ktoś wolno jechał i mówić, że to ja jestem problemem, bo tłumaczę, że się boję, jak tak robi, a on, że go nie wspieram, jak narzeka na innych. Drugim problemem jest codziennie picie alkoholu. Jak sam mówi, pomaga mu to poradzić sobie ze smutnym nastrojem i głównym powodem, dla którego pije, jestem ja, że go nie wspieram, że jestem głupia, że chce uciec od mojego nastroju. Nie ukrywam, że nie zawsze wszystko zrobię, tak jak on tego chce, nie zawsze przewidzę albo zapamiętam, na czym mu konkretnie zależy. Mam obniżony nastrój przez chorobę członka rodziny i konieczność pomocy osobie niepełnosprawnej, ale się staram, na tyle ile mam możliwości. Partner chce, żebym to ja wzięła odpowiedzialność za jego nastrój i jego picie. 

A ja nie wiem już co mam robić. Szukam u siebie problemów i wiem, że często mogłabym lepiej coś zrobić, ale nie wiem, czy mój strach przed partnerem jest normalny. Nie wiem, gdzie szukać pomocy.

Moja przyjaciółka jest z facetem, którego my z narzeczonym nie lubimy
Witam  Moja przyjaciółka jest z facetem, którego my z narzeczonym nie lubimy,  tym bardziej mieliśmy sporą spinę. Para zarzuca narzeczonemu, że opowiadał o przyjaciółce niestworzone rzeczy, gdzie to nieprawda, bo rozmawiałam z narzeczonym. Będąc na wspólnej imprezie, tamten facet podleciał do mojego faceta z tekstem czy mu nie wyje**ć. Po rozmowie przed salą tamtemu odwaliło i zaczął z ręką iść na mnie. Stwierdziliśmy, że tego sporu już nie zażegnamy. Zbliża się nasze wesele, wypadałoby zaprosić przyjaciółkę, ale mój facet powiedział, że nie ma opcji, żeby jej facet był u nas. Bo nie będzie groził mu czy przede wszystkim mi. Zresztą tamten Pan nie ma sobie nic do zarzucenia i nie twierdzi, że źle zrobił. Powiedziałam przyjaciółce, że jeżeli byłaby gotowa przyjść sama, miejsce na nią czeka. Ona oczywiście (zrozumiałe) stanęła po jego stronie i stwierdziła, że skoro mój facet tak decyduje, to ona mi życzy, "zajebistego życia" z nim i udanego małżeństwa. I że nie ma, co dalej ciągnąć takiej beznadziejnej relacji. Jestem tym faktem bardzo załamana. Każdy mi prawie mówi, żebym w końcu zajęła się sobą. Co uważacie? 
Partner zauważa naszą znajomą bardziej niż mnie. Komplementuje ją, ja czuję się niechciana.

Witam serdecznie. Mam 38 lat. Jestem w związku od 16 lat. Mam od jakiego czasu problem z partnerem (56 lat) . Otóż partner ma moce parcie na obce kobiety. Komentuje je i opiniuje w mojej obecności w taki sposób, w jaki nigdy mnie nie opiniował. Aby nieco lepiej mogli państwo zrozumieć sytuację postaram sie w skrócie opisać jedną z sytuacji jaką miałam z nim w tym roku. 

W marcu kiedy byłam z partnerem na zakupach podjechała pod sklep nasza wspólna znajoma z jednej miejscowości. Mój partner od razu odwrócił się w jej stronę po czym bez wahania rzucił tekst,, ale się wyrobiła, bo kupiła nowe ciuchy ,,. Nie ukrywam, że zabolało mnie to i to mocno. Ale w jego oczach zobaczyłam coś, czego u niego nigdy nie widziałam w stosunku do mnie. Ten zachwyt w jego oczach, ten podziw. To mnie już rozebrało na łopatki po całości. Zrobiło mi się bardzo przykro. Miałam ochotę skonfrontować go z całą tą sytuacją podchodząc do niej i mówiąc, że mój partner chce jej coś ważnego powiedzieć, jednak plan nie powiódł się. 

Po powrocie do domu odbyłam z nim rozmowę. Powiedziałam co mi się nie podobało w tej całej sytuacji i że mnie to zabolało. Partner natomiast stwierdził, że to nic takiego, to w końcu zwykły komentarz, nic wielkiego 🤷. 

Sytuacja we wtorek powtórzyła się z tą samą znajomą, co wcześniej . Wracając od paczkomatu wsiadłam do auta, po czym mój partner od razu rzucił tekst,, o Anka kupiła kupiła sobie nowe auto, nawet słyszałem, że pracuje,,. Dodam w expresowym tempie ją dostrzegł w tłumie stojących aut. Oczywiście nie pozostałam dłużna musiałam swój komentarz puścić cytując oczywiście jego słowa, które powiedział do mnie w marcu tego roku, oczywiście z uśmiechem na ustach już bez złości. Partner nic nie powiedział. 

Podsumowując cały opis. Czuję się niezręcznie, kiedy on ciągle ją wychwala. Ja sama nigdy nie usłyszałam od niego komplementu typu,, ale się wyrobiłaś,, Jeśli już coś powie to jest to rzucone na odczepne, bez jakiejś pozytywnej emocji i takie nieszczere. Jeśli coś nowego i kupię jakiś ciuch to zwykle partner zauważa to po 2 latach użytkowania. A u znajomej w mig zobaczył nowy ciuch. 

Nie wspomnę o tym, że od dłuższego czasu mamy problem z bliskością. Kiedy podchodzę do niego i chce się przytulić to on po paru minutach odpycha mnie pod byle pretekstem, np. że musi to czy tamto zrobić. Sytuacja tamta już kilkakrotnie miała miejsce. Dlatego zaprzestałam jakichkolwiek przytulanek. Dawniej lubiłam się do niego przytulić, kiedy stał przy szafce, teraz już tego nie robię, bo po chwili kiedy podejdę do niego i próbuje objąć, on zaraz wymyśla cuda wianki. Dlatego odpuściłam 😢 On wtedy staje się słodki i przytula kiedy chce sexu, a tak nic, zero przytulanek. Kiedyś potrafił przytulić, komplement rzucić, a teraz nic, zero. Czasem rzuci jakiś oschły komplement typu,,ale zgrabny tyłek,, jednak on nie robi na mnie wrażenia, bo wiem, że nie jest on szczery, nie ma tego spojrzenia, które było kiedyś. Przecież tak nie powinno być, żeby facet okradał z kompletów swoją partnerkę, a sypał je pod adres obcej. Są komplementy, które powinny być tylko zarezerwowane dla swojej drugiej połówki.

Wiele razy próbowałam rozmawiać o uczuciach i tym, co czuje co mi się nie podoba, ale jak się okazuje nie przynosi to efektu, on wciąż ją komentuje nie w taki, to w inny sposób zawsze ją zauważy. Czuję się z tym fatalnie. Nie będę mu nic na ten temat wspominać to i tak nie ma sensu, bo zaraz powie,, przecież to nic wielkiego nic się nie stało,, czyli standardowe gadanie. 

Z jego strony nie ma szacunku, nie ma czułości nie ma nic. Partner ma wiele za uszami jak np. konta randkowe, kupowanie prezerwatyw bez mojej zgody, mimo że ich nie używamy i te kłamstwa, na których co rusz go nakrywam. Przez te całe sytuacje, które odstawił, straciłam poczucie bezpieczeństwa, brak zaufania do niego. Mimo że mam wysokie poczucie własnej wartości, potrafię stawiać wyraźnie granice, nie potrafię zaakceptować niektórych sytuacji. Czasem, żeby sobie z nimi poradzić, obracam je w żart tak, jak ta z dzisiejszego dnia. Terapia dla par ani indywidualna nie wchodzi w grę. Jednak chciałam poznać Państwa opinie na opisaną przeze mnie sytuację. Pozdrawiam serdecznie.

Witam. Jak nakłonić męża na rozmowę z psychologiem.
Witam. Jak nakłonić męża na rozmowę z psychologiem. Albo nawet wspólne spotkanie. Martwię się o niego. Obecnie dziwactwa same się go trzymają. W związku z żywieniem, zagrożeniem, jakie czeka na niego na każdym kroku. Ciągle tylko napięta sytuacja, nie można o niczym innym z nim porozmawiać, mnie w tym nie ma, bo jak tylko się odezwę, jest zaprzeczenie i mówienie, jakie zło na mnie czeka. A gdzie ja normalne problemy dnia codziennego i reszta. Miarka się przebrała, to jest nie do zniesienia, ja na tym cierpię. A żadne argumenty nie przemawiają do niego. Wiem ze to jest niemądre co napisze, ale muszę go zmusić do rozmowy z kimś. Bo jak nie to pozostaje tylko rozwód. Czy można kogoś zmusić sądownie do leczenia? Brakuje mi już pomysłów.
Ból po rozstaniu, pomimo kłamstw partnera. Pamiętam i czuję te dobre cechy.
Nie mogę poradzić sobie po rozstaniu, na koniec okazało się, że partner mnie oszukiwał, jednak pomimo tej wiedzy nie potrafię ruszyć do przodu, ciągle tęsknię i rozpamiętuje. Byłam 10 lat w związku. Zawsze postrzegałam tę relację jako udaną. Partner był czuły, zawsze pamiętał o drobnych miłych gestach, rozmowach, bliskości, nie zaniedbywał mnie. Czułam się szczęśliwa. Na kilku polach jednak nie było idealnie - partner poświęcał bardzo dużo czasu rodzinie pochodzenia, pomagał im finansowo do tego stopnia, że nigdy nie miał oszczędności. Dlatego większe zobowiązania (np. wkład własny do mieszkania) zawsze były na mojej głowie. Podobnie jak załatwianie spraw związanych z szukaniem mieszkania. Kiedy partner miał wizję utraty pracy to ja robiłam mu CV, wysyłałam je na oferty pracy. Zaproponowałam w tym swoją pomoc, on również miał się zaangażować, ale jak mówił - nie miał do tego głowy, bo był zajęty pomocą rodzinie pochodzenia. Z tego względu czasami zdarzało mi się urządzać kłótnie, podnosiłam głos - działo się to co kilka miesięcy. Pomimo tego partner był czuły, pamiętał o zabieraniu mnie na randki, widać było, że kocha mnie i zależy mu na mnie. Zaczęłam też znajdować w dziwnych miejscach w mieszkaniu puste puszki po piwie, usłyszałam od partnera wymówkę, w którą uwierzyłam. Przekonał mnie, że nie pije w ukryciu. Niestety pod koniec naszego związku zaczęłam coraz częściej przyłapywać go w środku dnia na piciu piwa - kiedy np. szybciej wróciłam z pracy. Tłumaczył to stresem nie do zniesienia, trudnymi sytuacjami z rodziną i w pracy, chociaż widział, że takim zachowaniem bardzo mnie rani i wywołuje mój stres. Pod koniec związku zaczęły również wychodzić na jaw kłamstwa. Przez całą relacje byłam przekonana, że mój partner nie byłby w stanie mnie okłamać, był tak czuły i kochający. Kłamstwa dotyczyły różnych kwestii - alkoholu, zakupów, zamiany pinu w telefonie, część z nich była zupełnie bezpodstawna - nic mu one nie dawały, jeśli chodzi o korzyści, nic by się nie zmieniło gdyby powiedział prawdę. Nie rozumiem zupełnie sensu niektórych kłamst. Jak się okazało były też kłamstwa ogromne - długi. Po zakończeniu relacji dowiedziałam się, że oszukiwał mnie co najmniej połowę trwania naszego związku, już wtedy był zadłużony, ale okłamał mnie i uwierzyłam, że nie jest. Do końca, nawet po rozstaniu, kłamał mnie w żywe oczy. Czego zupełnie nie rozumiem, relacja i tak się rozpadła, powinnam mieć prawo poznać prawdę. Kiedy wyszło kolejne kłamstwo partner podział mi, że jego uczucia do mnie osłabły. Po dwóch tygodniach stwierdził, że już nic do mnie nie czuje i chce odejść. Załamałam się. Powidziałam, że wybaczę mu wszystkie kłamstwa, że pomogę spłacać długi, jednak powiedział, że nie chce tej pomocy, nie chce już tej relacji. Po jej zakończeniu powiedział, że nie ma żadnego sentymentu, że nie tęskni wcale. Wiem też, że od razu po tym jak mnie zostawił zaczal spotykać się z inną kobietą. Od rozstania minęło już kilka miesięcy, a ja nie mogę się pozbierać. Ciągle wspominam jaki potrafił być dobry, czuły. Jakim był kiedyś kochającym partnerem. Jaka byłam szczęśliwa kiedy myślał o mnie i okazywał codziennie tyle czułości. Jednocześnie wiem, że już wtedy byłam okłamywana. Nie potrafię poradzić sobie z tym wszystkim - ciągle za nim płacze, nie potrafię przyjąć do wiadomości, że to jedna i ta sama osoba - ten czuły, kochający, wrażliwy, empatyczny człowiek - i ten oklamujacy mnie w żywe oczy, zimny. Mam wrażenie, że idealizuje go, potrafię widzieć tylko to co było dobre, zapominam o złych czynach, kłamstwach, braku zaangażowania w kwestie pracy czy mieszkania. Nie potrafię zrozumieć dlaczego po tylu kłamstwach, tak wielkim zranieniu, nie umiem spojrzeć na to rozstanie jako na coś koniecznego, coś, co pozwoli zbudować mi kiedyś związek z osobą uczciwą. Zamiast tego ciągle tęsknię, rozpamiętuje, codziennie o nim myślę i płacze. Mam myśli, że oddalabym wszytsko, by wrócił. Chociaż racjonalnie wiem, że to nie byłby zdrowe. W jaki sposób mogę sobie pomóc?
komunikacja

Umiejętności komunikacyjne – klucz do skutecznej komunikacji

Skuteczna komunikacja to klucz do sukcesu w życiu osobistym i zawodowym. W tym artykule przyjrzymy się bliżej temu, czym są umiejętności komunikacyjne, jaką rolę odgrywają w naszym życiu i jak możemy je rozwijać.