Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Niedawno skończyłam 20 lat. Zaczęłam pracować, ale przychodzi mi to z wielkim trudem.

Witam, niedawno skończyłam 20 lat. Zaczęłam pracować, ale przychodzi mi to z wielkim trudem. Duzo rzeczy mnie irytuje albo/i denerwuje. Dlaczego?
Kinga Bujna - Ulatowska

Kinga Bujna - Ulatowska

Z tego co Pani pisze, to doświadcza zmian w życiu. Być moze ten nowy etap, związany z podjęciem pracy, potrzebuje "oswojenia" - zwykle nowe sytuacje na początku bywają trudne, bo nieznane; stawiają inne wyzwania, np osadzenia się w nowej roli, zdobycia pewnych kompetencji. Między innymi dlatego można odczuwać więcej trudnych emocji- niepewności, niepokoju, drażliwości.Jednocześnie trudno odpowiedzieć na pytanie "dlaczego czuje Pani dużo irytacji"- może być sporo czynników, które są z tym związane. Bardziej użyteczne mogłoby być podążanie za tym, co złość Pani przekazuje, jaki daje sygnał- być może robi Pani coś w niezgodzie ze sobą, swoimi wartościami? Być może poza złością pojawiają się też inne uczucia, których Pani nie identyfikuje na ten moment? Jest wiele hipotez. Zachęcam do przyglądania się im. Jeśli ta sytuacja, odczucia będą Panią martwić, utrudnią funkcjonowanie w pracy lub będzie Pani chciała lepiej rozumieć to, co się dzieje - pomocna będzie konsultacja z psychologiem.

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Usunięty Specjalista_tka

Usunięty Specjalista_tka

Trudno odpowiedzieć na to pytanie nie znając Pani ani Pani historii. Zarówno trudności w pierwszej pracy, jak i pojawiające się zirytowanie są czymś, co jest częścią życia. Jeśli jednak towarzyszy im niepokój, nasilają się i są długotrwałe - warto przyjrzeć się im ze specjalistą. Rekomendowałabym udanie się do wybranego psychologa/psychoterapeuty i porozmawianie o tym.

Usunięty Specjalista_tka

Zobacz podobne

Jak radzić sobie z kontrolą i krytyką w małżeństwie? Szukam pomocy
Jestem mężatką, ale coś jest nie tak w moim małżeństwie. Często czuję się przy mężu głupia i poniżana. Zdarzyło się, że nazwał mnie wprost „głupią” lub „kretynką”. Nie jestem tak wykształcona jak on i mam słabszą pamięć do dat czy nazwisk, co czasami powoduje, że gdy mnie o coś pyta, a ja nie pamiętam, zaczyna mi dogadywać. To nie są żarty – mam wrażenie, że są to zarzuty, jakby chciał mi udowodnić, że jestem mniej inteligentna. Zdarza się, że używa trudnych słów, po czym pyta, czy znam ich znaczenie. Gdy przyznaję, że nie wiem, irytuje się lub zachowuje się protekcjonalnie. Czuję, że podkreśla moją niewiedzę, by się wywyższyć. Mąż zwraca mi uwagę na wszystko – wszystko musi być zrobione po jego myśli. Nawet drobiazgi, jak gaszenie światła, przekręcanie zamka czy odkładanie talerza. Często te pytania brzmią kontrolująco i przytłaczają mnie typu dlaczego nie zgasiłaś światła i nie jest to pytanie retoryczne, tylko mam odpowiedzieć, zawsze muszę mu na nie odpowiadać. Czuję się zmęczona tą ciągłą kontrolą i krytyką. Wczoraj mąż powiedział mi, że on zasługuję na kogoś lepszego niż ja. Zapytałam, czy chce rozwodu, ale odpowiedział, że nie wie. Czuję się zagubiona i nie wiem, co mam robić. Nie wiem też, jak powinno wyglądać normalne, zdrowe małżeństwo. Nie mam z kim o tym porozmawiać. Nie mam koleżanek, przyjaciółek, siedzę praktycznie 24h na dobę w domu. Mąż i tak nie pozwala rozmawiać o tym co się dzieje u nas Mąż nacisk żebym pracowała tylko w domu. Kiedy powiedziałam, że chcę pracować również stacjonarnie, zaczął mnie emocjonalnie obciążać – mówi, że przez to nasze psy będą same, że to moja wina, bo to ja chciałam psa. Pomija fakt, że decyzja o psie była wspólna. Czuję się w kryzysie. Nie wiem, czy to ja robię coś źle. Nie chcę bać się rozmów z mężem ani tego, że znowu będzie mnie przepytywał i irytował się, że jestem „taka”, nie wiem czemu ale ciągle czuje strach i obawę, ze coś robię źle. Ten ciągły stres, że nie spełniam jego oczekiwań, mnie przytłacza. Czuję się winna tego jaka jestem... potrzebuje szybkiej pomocy, nie wiem co mam robić.
Jesteśmy małżeństwem od 4 lat, poza strefą intymną wszystko jest bardzo dobrze
Jesteśmy małżeństwem od 4 lat, poza strefą intymną wszystko jest bardzo dobrze, nie sprzeczamy sie, wspieramy się, spędzamy dużo czasu razem, mocno się kochamy i dobrze nam razem. Jest między nami coraz mniej namiętności, często jest tak, że uprawiamy seks 1 raz w miesiącu, czasem 2-3 razy, jednak za każdym razem muszę się kilka dni prosić o zbliżenie... a ostatecznie seks sprowadza się do rutynowych pozycji, jakby chodziło tylko o skończenie, jak najszybciej, żebym się odczepił... Nie mamy dzieci, mieszkamy w swoim mieszkaniu wspólnie, oboje mamy w miarę lekkie prace, które nie zajmują więcej niż 8h dziennie i zawsze staram się pomagać w domu. Namawiałem nie raz żonę na jakieś urozmaicenia, ale zawsze słyszę "nie mam ochoty" albo "innym razem", a ja mam potrzebę czegoś nowego, jakiś fantazji albo chociaż inicjatywy z jej strony czy poczucia że możemy się wspólnie delektować zbliżeniem... Próbowałem rozmawiać z nią o tym, słyszałem, albo że przecież jest wszystko ok, albo że spróbuje czegoś nowego, ale nic się nie zmienia. Co jeszcze mogę zrobić, żeby namówić żonę do większej aktywności z jej strony? Jak ją zachęcić do częstszego seksu? Jak ją przekonać do wspólnych eksperymentów z intymnością?
Związek vs Matka Partnera: Czy jestem ważniejsza od jej wpływu?

Jestem z narzeczonym ponad 3 lata w po roku związku zamieszkałam u niego ze względu na dystans, bo miał do mnie 140 km, razem podjęliśmy decyzję, że chcemy razem zamieszkać. Było spokojnie zawsze jak przyjeżdżałam jego mama się cieszyła, że przyjeżdżam. Było spokojnie przez dwa miesiące potem jego matka zaczęła pić co najmniej raz w miesiącu po alkoholu robiła awantury, nie powiem bronił mnie, ale ona sobie nic z tego nie robiła nawet były rozmowy prośby czy kłótnia.Na co dzień wbijała szpilki, jakieś uwagi czy pretensje, cały czas mówiłam narzeczonemu, że ona jest o mnie zazdrosna, że traktuje go jak żona, ale mi nie wierzył. Dobrze się dogadywał z matką, ojca zawsze nie było a jak był to pił więc był wybawicielem matki. Po roku tych dram co miesiąc po wódzie miałam dość, oglądaliśmy mieszkanie, które nam się podobało, bo razem oglądaliśmy mówił, że nie chce tak już mieć w domu. Żadnej prywatności, bo miała pokój obok ani się pokłócić, ani porozmawiać nie mówiąc o zbliżeniach, pokój obok, bo na dole spala jego babcia. Po różnych sytuacjach dla mnie przykrych, po ostatniej awanturze w sierpniu gdzie po wypiciu była agresywna i spaliśmy w zamkniętym pokoju na klucz, powiedziałam, że to ostatni raz. Od pierwszej awantury prosiłam i wyprowadzenie się, ale narzeczony robił łazienkę potem pokój niby dla nas, ale za każdym razem mówiłam, żebyśmy nie kończyli tylko się wyprowadzili. On prosił o ostatnią szansę dla niej, bo może będzie lepiej i sama miałam taką nadzieję, ale się nie dało. Wszystko nie tak, nie mogłam mieć wolnego dnia, żebym coś dla mnie nie znalazła do pracy, posprzątać nie mogłam czy nastawić prania dla nas, bo pytania, czy ja leże jak mi się pierze. Ostatnia rozmowa była pod koniec października w 3 osoby wtedy usłyszałam, że nie jestem u siebie (pamiętałam o tym), mimo że pracowałam po 10h dziennie i jeszcze zapierdzielałam w domu czy ogrodzie. On nie raz mówił, że jak tak dalej będzie źle to się wyprowadzimy i też to oznajmił jej przy rozmowie, w trakcie zapytała, czy zaczynamy od nowa, odpowiedziałam, że możemy, dopóki się nie wyprowadzimy i wtedy powiedziała, że ja nie będę mieć powrotu, a on tak, że powinnam odpuścić i się przystosować...więc znalazłam mieszkanie i mimo próśb Jego się wyprowadziłam a on nic. Koniec końców sama się wyprowadziłam on mi pomógł po 2 miesiącach się do mnie przeprowadził niby było ok, ale byłam we wszystkim sama a po 3 miesiącach powiedział, że on wraca do swojego domu, bo jest dalej źle i że mogę z nim wrócić, w maju wrócił do domu rodzinnego mówiąc, że dużo pieniędzy tam włożył, że ja tego nie rozumiem i ma tam dużo pracy i nie chce jeździć bo jest na telefon..11km od domu. Przez pół roku namawiał mnie że chce, żebym i ja tam wróciła a ja nie chcę bronie się, no nie chce być wycieraczka i służącą, (awantury matki o to, że nie usługiwałam jego siostrze) ma dwie i każda mieszka daleko. Wolę zapracować wlasnymi rękami na Swoje nawet w kredycie. Bronie się rękami i nogami myślę, żeby się rozstać, bo jestem wykończona kłótniami o to, że on jest pewny w jej przemianę matki a ja nie, zapewnia mnie, że dałby sobie rękę uciąć, że nie wróci do picia. Przedstawiłam mu kompromisy, na które było od razu Nie ale sam nie chciał i nie znalazł rozmazania mówiąc, że go nie ma..nie wiem co mam zrobić. Poszliśmy na terapię gdzie terapeuta powiedział, że jest u niego parentyfikacja i nie ma miejsca tam na związek, więcej nie poszliśmy bo stwierdził że to nie pomogło. Zależy mi, ale nie chcę tak już. Od kiedy się wyprowadził rozlicza mnie, że pojechaliśmy do mojego domu i mu nie zatankowałam, że on chce 50/50, i wylicza mi wszystkie rzeczy, w których mogłam mu oddać koszty w których byliśmy razem. Mam miałam tam jechać to ręce się trzęsły, serce waliło i stres w kosmos, bo nie wiedziałam na co liczyć. Chcę spokojnego domu, w którym będę czuła się bezpiecznie razem we dwoje, swój ogród i wszystko, gdzie będę właśnie u siebie i będę mogła założyć rodzinę. Czy ze mną jest coś nie tak ? On mówi, że przesadzam, żebym jej odpuściła i dała jej szansę, bo się zmieniła, bo o mnie pyta. Ja widzę, że nie jestem jego priorytetem i nasz związek też nie, dla niego jego komfort ważniejszy od mojego zdrowia psychicznego.

Dzień dobry, Od pewnego czasu bardzo męczę się sama ze sobą.
Dzień dobry, Od pewnego czasu bardzo męczę się sama ze sobą. Czuję się źle, gdziekolwiek jestem, wszystko sprawia, że chcę gdzieś uciec i się rozpłakać. Czuję się głupio i okropnie przez każdą najmniejszą porażkę np. upuszczenie widelca przy wszystkich na jakimś spotkaniu rodzinnym. Wcale w siebie nie wierzę, ciągle myślę tylko o tym, że nie poradzę sobie w życiu i nie dam rady. Ciągle martwię się o szkołę, strasznie się stresuje każdą lekcją np. że zostanę wybrana do odpowiedzi i zostanę ośmieszona i oceniona przy klasie. Nie mam w swojej klasie nikogo i od zawsze byłam nazywana tą cichą, bo jestem strasznie niepewna siebie i mam niską samoocenę, zawsze uciekam od każdego wzrokiem i wolałabym się już nie odzywać cały dzień niż powiedzieć coś głupiego i potem myśleć o tym cały dzień. Kiedyś w szkole podstawowej byłam bardzo oceniana przez jedną koleżankę i bałam się mówić o sobie i robić to co chce, bo wiedziałam, że powie mi coś przykrego i pewnego dnia zostawi mnie i będę sama. Czuję, że po wakacjach będzie jeszcze gorzej, teraz nie mam na nic motywacji, jest mi ciężko i nie chce o tym z nikim rozmawiać, bo jestem zamknięta w sobie. Rodzice zawsze mówili, że mogę im powiedzieć wszystko, ale ja wiem ze oni tego nie zrozumieją. Do mojej niskiej samooceny dochodzi również kwestia odżywiania, co chwile coś mi przeszkadza w moim wyglądzie i wydaje mi się, że co chwile wyglądam inaczej kiedy patrzę w lustro. Przez to myślę ciągle o kaloriach i boję się przytyć. Nie wiem już sama, kim jestem, jestem zagubiona i nie mam pojęcia co robić.
Dzień dobry. Dzisiaj zmarła mi mama
Dzień dobry. Dzisiaj zmarła mi mama , którą bardzo kochałem i dopiero dzisiaj zrozumiałem, że nie czuję smutku. W ogóle, nie potrafię płakać, zamiast tego siedzę cały czerwony i boli mnie głowa. Jakieś 15 lat temu za dzieciaka, gdy zmarła mi babcia to czułem się tak samo, gdy wszyscy płakali, ja siedziałem tak jakby nieobecny, chociaż będąc bardzo mały pamiętam, że płakałem. Nie wiem, co jest ze mną nie tak. Czy da się to naprawić?
Mobbing

Mobbing – definicja, objawy i jak sobie radzić?

Mobbing w pracy to poważny problem wpływający na życie zawodowe i osobiste. Sprawdź, jaka jest definicja mobbingu, objawy, skutki oraz sposoby ochrony przed nim. To pomoże ci lepiej zrozumieć zjawisko i chronić swoje prawa w pracy.