Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką
pobrań
100 tys.+
App Store
4,8
Google Play
4,7
na podstawie kilkuset opinii
Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Wstecz

Ojciec wychodzi z więzienia, a ja z mamą dalej mieszkamy w tym samym mieście - boję się plotek. Chcę iść na studia, ale nie mogę się wyprowadzić.

Rika

Mój ojciec ma stwierdzoną osobowość psychopatyczną, przez większość życia ćpał, siedzi w więzieniu, a ja jestem jego ulubionym dzieckiem. Mój problem polega na tym, że swój wyrok kończy za rok, a ja mieszkam w małym mieście, gdzie plotki szybko się rozchodzą, boje się, że sytuacja znowu sie powtórzy. Siedem lat temu prawie zabił swojego ojca, straszył moją mamę, ten człowiek nie ma wyrzutów sumienia ani współczucia, nie myśli poprawnie. Niestety obok mnie mieszkają moi przyjaciele, w tym jeden wie trochę o mojej sytuacji z plotek i od swoich rodziców, ale nigdy nie zadaje pytań, traktuje to jak tabu. Druga przyjaciółka wie tyle, że mam problemy z tatą, nie wie jakiego stopnia one sięgają. Oboje pochodzą z normalnych domów, a ja nie chce, żeby widzieli we mnie mojego tatę czy myśleli jak o patologii. Mieliśmy się przeprowadzić do tego czasu, ale mama nie jest w stanie. Bardzo potrzebuje pomocy terapeuty, ale nie jestem w stanie o tym rozmawiać, nie mogę powstrzymać płaczu, gdy o tym myślę, ani teraz gdy o tym pisze, nie stać mnie na prywatną pomoc, a ostatnia terapeutka powiedziała, że mnie nie rozumie i czuje się przy mnie "niekomfortowo". Stoję przed wyborem studiów, bardzo chciałabym studiować dziennie, ale wiąże się to z zostaniem w tej miejscowości, a nie dam rady utrzymać sie sama w innym mieście bez pracy, ale studiowanie zaocznie oznacza dla mnie odcięcie się od przyjaciół (jeśli coś się stanie to będą wiedzieć, a poznanie osób z daleka jest bezpieczne), nie wiem czy dam rade nagle zacząć prace i studia, sama daleko od domu. Nie wiem co mam robić, nigdy z nikim o tym nie rozmawiałam, ale teraz gdy dorosłam, a czas się kończy nie daje rady.

Dzień dobry Riko,

zacznę od zachowania terapeutki - byłoby zgodne z etyką zawodu, jeżeli pokierowałaby Cię do innego psychoterapeuty z powodu poczucia niewystarczających kompetencji, by móc Cię wspierać i prowadzić. Mam nadzieję, że pomimo słów terapeutki, dalej wiesz, że w pełni zasługujesz na pomoc psychologiczną - dlatego zachęcam do poszukania innej psychoterapeutki, mającej doświadczenie w pracy z traumą/ traumą relacyjną, rodzinami dysfunkcyjnymi. Psychoterapia jest właśnie od tego, byś w końcu miała miejsce i przestrzeń na pozwolenie sobie na płacz, na mówienie o trudnych dla Ciebie przeżyciach. Możesz próbować to zrobić, np. zaczynając od napisania sobie tych rzeczy na kartce. Możesz później taką karteczkę przekazać na sesji terapeutce. To również naturalne, że tak reagujesz- twój mózg przeżywa wobec tego traumę - dlatego warto próbować się otworzyć na siebie samą małymi kroczkami.

Czytam, że napotkałaś trudność w wyborze dalszej edukacji, układania planu na przyszłość. Niektóre uczelnie oferują specjalne i różnorodne stypendia, np. socjalne. Jeśli studia zaoczne pozwalałyby na wyprowadzkę w miejsce, gdzie czułabyś się bezpiecznie i komfortowo, daleko od ojca - myślę, że szczególnie warto sobie przepracować lęk przed "utraceniem" przyjaciół. Przede wszystkim Twoje poczucie bezpieczeństwa, poczucie tego, że możesz manifestować siebie w pełni, oddalenie się od miejsca, gdzie możliwy byłby kontakt z ojcem, są bardzo ważne, byś mogła się pomóc sobie w rozwoju i zdrowieniu. Najcenniejsza byłaby rozmowa z obecnymi przyjaciółmi - ustalenie, jak możecie utrzymywać kontakt na odległość, w które dni, w jaki sposób, czy będziecie się odwiedzać. Można tworzyć naprawdę piękną przyjaźń również na odległość, pobawcie się kreatywnością :) Myślę też, że przeniesienie się do bezpiecznego miejsca pozwoli Ci na bardziej komfortowe i swobodne otwarcie się na nowe osoby czy to z pracy, czy to ze studiów, czy poznanych gdzie indziej. 

Trzymam kciuki

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Zapytaj asystenta AI
Asystent AI - anonimowo, bez logowania
Masz podobny problem? Asystent AI odpowie od razu i podpowie, do jakiego specjalisty się zgłosić.

Zadaj to samo pytanie

Asystent AI nie zastępuje psychologa ani pomocy w nagłych wypadkach.

Dzień dobry,

Ta trudna sytuacja, która Cię spotkała wciąż jest „żywa” w Twoich wspomnieniach co sprawia, że ciężko się o tym rozmawia i pisze.

Zachęcam Cię do odszukania ośrodka interwencji kryzysowej w Twojej okolicy, w którym będziesz miała możliwość skontaktowania się ze specjalistą bezpłatnie i wspólnie opracujecie plan działania.


Trzymam za Ciebie kciuki!

Słyszę, że jest Ci trudno rozmawiać o swoich obawach, natomiast bardzo zachęcam Cię jednak do poszukania specjalistycznej pomocy w swojej okolicy. Sądzę, że znajdziesz miejsce, w którym oferowana jest bezpłatna pomoc - być może np. w placówce dla młodzieży, czy nawet w interwencji kryzysowej czy telefonie zaufania. 

Nie jesteś odpowiedzialna za to, jaki jest Twój ojciec, a jego sytuacja nie jest ani Twoją winą ani nie definiuje Ciebie jako człowieka. Nie pozwól, żeby problemy rodzinne zdeterminowały Twoją przyszłość czy relacje z przyjaciółmi. Wierzę, że znajdą się osoby, które nie będą oceniać Cię przez pryzmat rodzica czy sytuacji w domu rodzinnym. 

Trzymam za Ciebie kciuki.

Dzień dobry Riko, 

Co do terapii, pracy z trudnymi wspomnieniami - które dziś mogą wywoływać zbyt intensywne reakcję - mogę polecić np terapię EMDR.  Nie wiem skąd piszesz, ale to co można sprawdzić to psychoterapia na NFZ lub niskobudżetowa psychoterapia - czasem terapeuci przyjmują 2-3 osoby za niższą kwotę niż ta standardowa (lokalne ogłoszenia, facebook) lub grupy wsparcia (np niektóre fundacje). To co teraz przeżywasz jest normalne w tej trudnej dla Ciebie sytuacji. Przyjaciele są ważni - może warto to z nimi przegadać, pamiętając że warto też zadbać o siebie. Można zobaczyć jakie masz rozwiązania i wybrać to które zapewni Ci bezpieczną przestrzeń także do studiowania.

Pomyślności!

Michał Baczewski, 

 

NowośćTylko w aplikacji mobilnejTwoja sytuacja jest trochę inna?Opisz swoją sytuację na czacie w aplikacji TwójPsycholog, a specjalista odpowie do 24 godzin. Bez kamery i bez terminu, pakiety od 49 zł.Sprawdź, jak to działa

Zobacz podobne

Witam. Mam 17 lat. Chcę iść do psychologa, bo wiem, że moje traktowanie samej siebie i myślenie o sobie jest destrukcyjne, nie radzę sobie z huśtawką emocjonalną i możliwe, że mam też ADHD
Witam. Mam 17 lat. Chcę iść do psychologa, bo wiem, że moje traktowanie samej siebie i myślenie o sobie jest destrukcyjne, nie radzę sobie z huśtawką emocjonalną i możliwe, że mam też ADHD. Moja mama tego nie rozumie i mówi, że mam nie przesadzać . Moje starania i rozmowy z nią na ten temat, nie pomogły. Nie pozwala mi iść na terapię, mówi, że mam poczekać do skończenia lat 18, co nadejdzie w październiku. Co mam robić?
3 odpowiedzi
Rozstanie, wiem, że muszę przejść żałobę, zaakceptować realia. Ale jak lepiej sobie pomóc z bólem?
Witam. Jestem obecnie w kryzysie po rozstaniu. Związek prawie 3 lata. Niecałe 2 miesiące temu partner sie ze mną rozstał, wszystko było dobrze między nami, czułam super połączenie. Brakowało tylko jednego elementu(co zgodnie obydwoje przyznaliśmy w wymianach wiadomości po rozstaniu), że nie mieliśmy przyszłości zaplanowanej. On nie widział w przyszłości ze mną, rodziny. Dodam, że osoby dojrzałe- ja 38 lat, on 35 lat. Oczywiście pierwszy miesiąc rozpacz, walka moja, wiadomości, po których po nieco ponad miesiącu wyszło, że kogoś ma i chce spróbować.. nawet mnie zaczepił na żywo(niestety razem pracujemy), tak jakby chciał sie wytłumaczyć, że chce spróbować ułożyć przyszłość z inną. Wiadomo, dewastacja, ale w końcu przyjęłam, bo też niewiele innego mogłam. Staram sie postępować wg wszelkich rad z internetu i mądrych osób, że należy to zaakceptować, że przejść żałobę związku, bo została mi zabrana osoba, która była moja codziennością przez ostatnie lata. Mimo tego, widzę, że wygląda to fatalnie, przecież gdyby chciał być ze mną, to byśmy byli. Wprost wiem, że on nie widzi ze mną przyszłości...zaraz miną dwa miesiące od informacji o zerwaniu, od ponad tygodnia, czyli info, że on układa sobie życie, nie odzywam sie i nie mam zamiaru. Jest jednak ciężko, niby mówię sobie jak to realnie wygląda i wiem, że trzeba zaakceptować i pójść dalej. Męczą mnie jednak myśli o nim, wspomnienia, to co było, a nie ma, myśli o nim z nową osobą. Co więcej można zrobić, by przejść to lżej, pogodzić sie? Nie myśleć "a może do siebie wrócimy"? "Może im nie wyjdzie i poukładamy jeszcze nasze tematy, skoro było tak dobrze" ? Wiem, że to złe myślenie, bo nie daje mi iść dalej... i zamknąć tego.
3 odpowiedzi
Praca na oddziale psychiatrycznym - wypalenie zawodowe, przeciążyło mnie to.
Dzień dobry. Pracuję od roku na oddziale psychiatrii. Poszłam do tej pracy ze względu na swoje doświadczenia z dzieciństwa i chęć wsparcia dzieciaków w budowaniu pewności siebie i nie poddawaniu się. Jestem osobą wysoką wrażliwą. Niestety to, czego doświadczam w pracy, przerosło mnie. Na co dzień rozmawiam z dziećmi, znam ich ból i powody, dla których postanowiły zrobić sobie krzywdę. Byłam u lekarza, dostałam leki przeciwlękowe i wróciłam do pracy. Choć myślałam, że sobie radzę to widzę, że ta praca już nie jest dla mnie. Już mam dość rozmów z dziećmi, już mam dość ich wspierania, nie potrafię słuchać, dlaczego trafili do szpitala i z czym się mierzą, nie chcę patrzeć na pocięte ręce, jestem bardzo zmęczona patrzeniem, słuchaniem, współodczuwaniem tego. Są dzieci, które są mi bardzo wdzięczne za to, co dla nich zrobiłam, że wysłuchałam je i po prostu byłam. Psycholog mi powiedziała, że wszystko co odczuwam sumuje się w wypaleniu zawodowym. Jestem tak zmęczona, że najchętniej uciekłabym i już więcej do pracy w zawodzie nie wracała, tylko nie wiem za co żyć. I tym samym nie stać mnie na jakiekolwiek wizyty prywatnie... A praca ta daje mi pieniądze na życie... Mam od pewnego czasu takie zawieszenia, że siedzę gdzieś na mieście, w ciszy wpatrzona w dal i nie mam siły ani ochoty na nic więcej. Jak uda mi się mieć dłuższy urlop, np. tydzień, to udaje mi się zapomnieć o wszystkim, zrobić coś dla siebie, pójść na spacer i się uśmiechnąć nawet, czuję się wtedy dobrze. Ale po chwili wraca szara rzeczywistość i znów nie jest kolorowo. Nie uważam, że powinnam iść na terapię z racji swojej przeszłości, bo wybaczyłam osobom, które mnie skrzywdziły i to już jest za mną. Naprawdę jest dobrze i było, dopóki moja wysoka wrażliwość nie pokazała się w tej pracy. Myślę nad zmianą zawodu. Zanim jednak to zrobię, muszę skończyć kursy/studia - to długa droga. Czy do tej pory (około rok może półtora) bezpiecznie jest zostać w tej pracy? Czy lepiej iść na L4? Rozważam też po prostu odejście z tej pracy. Nie mam planu B, jeśli odejdę. Nie mam innej pracy ani fachu w ręku. Ale czuję, że nie potrafię już pracować w obecnym zawodzie. I czuję, że z każdym dniem pracy mam dość ludzi i hałasu wokół. Nie mam siły na spotkania ze znajomymi, bo czuję, że nie mam kiedy odpocząć, a i tak nawet jak jestem sama ze sobą, to nie da się odpocząć. Co do wsparcia, to mam 2 przyjaciółki w innym mieście i tyle, albo aż tyle. I myślę, by do ich miasta się przeprowadzić. Tutaj złożyć wypowiedzenie w pracy. Przenieść się do miasta, gdzie mam przyjaciółki i możliwość spotkań w realu niż jak do tej pory na odległość i zacząć wszystko od nowa, od zwykłej pracy na recepcji choćby i szkolenia w nowym zawodzie grafika. Dziękuję za wysłuchanie i pomoc. Potrzebowałam to komuś napisać.
3 odpowiedzi
Partner chce wrócić do rodzinnego miasta z powodu pieniędzy, ale ja tutaj mam syna, jego tatę i zwyczajnie sobie tego nie wyobrażam.
Chłopak chce mnie zostawić, bo za mało zarabiamy. Mam 29 lat i 7- letniego syna z poprzedniego związku. Mój były partner (26 lat) jest świetnym ojcem, po prostu do siebie nie pasowaliśmy i nasze drogi się rozeszły, gdy syn miał niecały rok. Przez około 2 lata ja zajmowałam się synem, a tata był na dojazdy z Warszawy. Wtedy poznałam obecnego partnera (24 lata). Od początku związku wiedział, że mam dziecko i mój syn jest i będzie dla mnie najważniejszy. Podjęliśmy decyzję o wyjeździe za granicę, syn zamieszkał wtedy z tatą w Warszawie i tym razem on głównie się nim zajmował, a ja byłam na dojazdy. Trwało to około dwa lata a mój związek bardzo na tym ucierpiał, bycie z daleka od swojego dziecka jest okropnym uczuciem. Od roku jesteśmy ponownie w Polsce (w Warszawie, tam gdzie mieszka ojciec) i sprawujemy nad synem opiekę naprzemienną, dogadujemy się z moim byłym partnerem bardzo dobrze. Dobro dziecka jest dla nas najważniejsze. Mój aktualny partner (już od ponad 4 lat) ostatnio powiedział mi, że nie stać nas na życie w Warszawie i chciałby wrócić do naszego rodzinnego miasta, żeby więcej oszczędzać. Ja muszę być na miejscu, tam gdzie mój syn. Nie ma możliwości, żebym znowu wyjechała i go zostawiła. Ani nie zamierzam zabierać syna od ojca, dziecko potrzebuje oboje rodziców po równo. Nie wyobrażam siebie, naszego związku na odległość, to prawie 400 km. Nasz związek nie będzie się wtedy rozwijał, tylko zrobimy krok wstecz. Najgorsze jest to, że zanim konkretna decyzja zostanie podjęta musi jeszcze minąć około 5-6 miesięcy, wtedy kończy się nam umowa na mieszkanie. Więc teraz przez napięta sytuację między nami, jesteśmy właściwie współlokatorami a nie parą. Nie wiem co zrobić i jak najlepiej tę sytuację załagodzić?
3 odpowiedzi
Brak sensu życia, niska samoocena i porównywanie się z innymi w wieku 23 lat – jak to zmienić?
Jak zaakceptować brak sensu w życiu Nic mi już nie sprawia radości robię się coraz starszy i będzie tylko gorzej nie mam żadnego planu nawet chęci do życia wszyscy wokół są lepsi ode mnie więcej osiągają a ja nic nie osiągnąłem pracuje w tej samej pracy od 4 lat i czuję się tylko coraz gorzej w życiu. Ciągle widzę lepszych od siebie ludzi a ja dalej mieszkam z rodzicami i nawet dla nich na pewno jestem przegrywem. Mam 23 lata a wiem że będzie tylko gorzej. O związkach mogę zapomnieć bo i tak nie mam nic do zaoferowania dla kobiet ale wiem że będę samotny całe życie w końcu koledzy i tak kontakt się urwie bo i tak są lepsi ode mnie. Tak naprawdę to nic nie osiągnąłem nie mam żadnego planu na życie i czuję tylko wstyd samym sobą jak bardzo zawiodłem jako mężczyzna widzę tylko tych ludzi innych co są lepsi ode mnie a przy dziewczynach czuje jeszcze większy wstyd bo jestem po prostu nikim szczególnie że nie mam prawa jazdy mieszkam z rodzicami pracuje w zwykłej pracy bez żadnych osiągnięć.
5 odpowiedzi
Nawet nie wiem, od czego zacząć... Mam prawie 30 lat. Syna 7-latka z niepełnosprawnością, czeka go operacja.
Nawet nie wiem, od czego zacząć... Mam prawie 30 lat. Syna 7-latka z niepełnosprawnością, czeka go operacja. Drugi synek zdrowy 6 miesięcy. Z partnerem byliśmy razem 9 lat. Pomimo jakichś sprzeczek byłam pewna, że jesteśmy dla niego ważni, że nas kocha, okazało się inaczej. Zaplanował skrzywdzenie nas w każdy możliwy sposób. Pominę już sprawy finansowe, ale zaplanował odejście do ostatniej chwili, ziemię zapisał tylko na siebie, działkę, udawał partnera, dopinając wszystko na ostatni guzik, wspólne oszczędności wydał na notariusza i geodetę, a potem wyprowadził się. Póki nie dowiedziałam się o zdradach, wmawiał mi, że to tylko kryzys, separacja, ale jak włamałam się na konta, to okazało się, że zdradzał mnie od 3 lat z paniami za kasę i randkował itp. W sumie wiedział, że mnie nie kocha, a zrobił mi 2 dziecko, nigdy nie chciał bym się zabezpieczała. Jak powiedziałam, że myślałam, że jesteśmy szczęśliwi, to powiedział mi, że mi się wydawało :/ nie odszedł wcześniej, bo nie miał gdzie, czekał dopóki inna dupa nie przygarnie go pod swój dach, zabierając wszystko, poszedł. Dzieci dzwoni, pyta się jak tam i jak mu się zachce, to weźmie je na godzinę na spacer czy 2 max :(. .. Zostawił mnie ze wszystkim samą, nie mogę pracować, bo jestem na świadczeniu pielęgnacyjnym, starszy syn czeka na operację, rehabilitacje, lekarze, teraz pójdzie do 1 klasy, do tego 2 maluszek, który potrzebuje teraz najwięcej uwagi... Kocham ich nad życie, będę starać się być najlepszą mamą na świecie. Ale prywatnie czuje się jak szmaciana lalka wyjebana ze starości, młoda nie jestem, duży ciężar, bo 2 dzieci, brak czasu dla siebie, nie mogę nawet pracować. Całe moje życie legło w gruzach, nie mam pojęcia jak mam ruszyć dalej, to tak bardzo boli. A ten jeszcze wybrał sobie nową partnerkę z dzieckiem prawie w wieku naszego niepełnosprawnego synka... Moje serce rozjebało się, przy dzieciach oczywiście wszystko robię, ogarniam, nakładam na siebie jak najwięcej obowiązków, bo jak tylko zwalniam to wyje, wyje i wyje.... mam wrażenie, że mam niekończące się łzy, na dodatek gdzieś mi zależy, by dzieci miały ojca, a on tylko każe dostosowywać się do niego, odzywa się tylko wtedy gdy jemu pasuje i resztę ma w dupie. Nie interesują go rehabilitacje dziecka, w weekendy sobie gdzieś jeździ albo idzie na fuchy, a swoich synów ma gdzieś... poza wykonywanymi telefonami to jakoś nie angażuje się w ich życiu, nie pomaga, przychodzi zawsze z pustą ręką :( ... A jak nie chce się zgodzić na jego datę to mi gada, że utrudniam mu kontakt z dziećmi ... Jak mam dojść do siebie, czasem myślę, że lepiej by było, gdyby całkiem zniknął i nie utrudniał mi wychowywania synów. Potrafi przez 10 dni wcale się nie pokazać, a potem jak gdyby nigdy nic przyjść i wyciągać starszego syna na spacer. Syn do niego sam nie dzwoni za często, na co dzień nie pyta nawet o tatę, ale są momenty, że przyjdzie i mówi mi, że jest zły, bo go nie odwiedza... Nie wiem, co mam robić, syn pod opieką psychologa, bo jestem tak zła, że sama bym chętnie wytłumaczyła synowi, że naprawdę go tata porzucił, ale to jeszcze małe dziecko, ale mam wrażenie, że okłamuje własnego syna i wybielam przy tym pseudo tatusia, bo zawsze go usprawiedliwiam przed synem tłumacze, a znam prawdę i to też boli mnie, że ja mam świadomość, co się dzieje... Jak mam podejść do sprawy, by nie skrzywdzić własnych dzieci, ale też ja chce poczuć się lepiej ? Mam rodzinę, przyjaciół, ale też nie chce ciągle być w towarzystwie, bo czuję, że wszyscy się martwią, współczują, a ja muszę nauczyć się przebywać sama ze sobą... zawsze dbałam o dom, dzieci i partnera, ich szczęście potrzeby były zawsze ważniejsze od moich... Teraz tłumaczę sobie, że skupie się na dzieciach, wychowaniu, a może za kilka lat szczęście się do mnie uśmiechnie, ale na tę chwilę czuje się jak wrak, który okłamuje wszystkich dookoła, że jest dobrze, bo niby lepiej, że się dowiedziałam i że nie żyje w kłamstwie, ale po 9 latach nie umiem się od tak odkochać i nadal cierpię, nie potrafię zapomnieć, mam koszmary, nie jem, mało śpię, w towarzystwie uśmiechnięta, przy dzieciach również, ale jak idą spać, to każda maska opada i czuję się bezbronna, poniżona, słaba, każdy chociaż ma jakąś pracę odskocznię pasję, a ja poczułam, że kilka lat będę stać w miejscu, że moim jedynym ważnym celem jest zdrowie syna i wychowywanie ich i nie widzę nic dalej :(
1 odpowiedź

Materiały wspierające

Warto przeczytać

Sprawdź też

Ilustracja: Para jedzie razem na rowerze tandemie

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!