Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką
pobrań
80 tys.+
App Store
4,8
Google Play
4,6
Oceny na podstawie kilkuset opinii w sklepach
Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Wstecz

Witam, chciałabym skorzystać z pomocy specjalisty lub po prostu przestawić klarownie mój problem

G.B

Witam, chciałabym skorzystać z pomocy specjalisty lub po prostu przestawić klarownie mój problem, z którym sama nie potrafię sobie poradzić i byłabym wdzięczna za ocenę, radę ze strony drugiej osoby, które po prostu byłaby w stanie spojrzeć na mnie z boku. Zacznę może od tego, że osobą ambitną byłam od zawsze, byłam ciekawa świata, otwarta na nowe doświadczenia, ciekawiło mnie zawsze mnóstwo rzeczy, w szkole spędzałam dużo czasu na nauce i przykładałam się do każdego przedmiotu. Niestety jestem perfekcjonistką i wszystko muszę mieć dobrze zaplanowane, czuje lęk i niepokój, gdy czegoś nie zdążę zrobić lub mam wyrzuty sumienia, gdy pozwolę sobie na mały luz. Tego typu stan towarzyszył mi przez wszystkie lata szkoły, aż do teraz. Aktualnie mam 21 lat. Liceum skończyłam 2 lata temu, byłam na profilu humanistycznym (polski, historia), oprócz tego bardzo lubiłam uczyć się języków obcych (angielski, niemiecki). W klasie maturalnej zaczęłam zastanawiać się nad wyborem studiów (wtedy ten czas wydawał mi się bardzo odległy), ja oczywiście z wielką wizją na siebie i chęcią rozwoju bardzo chciałam połączyć razem moje zainteresowania. Marzyłam od gimnazjum o wymianie zagranicznej, jednak moje liceum nie umożliwiało takich wyjazdów. Wpadłam na pomysł, że może fajnie byłoby studiować za granicą. Początkowo była to Anglia, ale z powodów finansowych z niej zrezygnowałam i padło na Holandię. W czasie wyborów przedmiotów na maturze dowiedziałam się więcej na temat wymogów na wyjazd na studia i okazało się, że matura nie jest tak istotna. Pomyślałam, że w takim razie będę pisała tylko maturę rozszerzoną języka angielskiego. Przez pryzmat wcześniejszych doświadczeń, w skrócie (egzaminy, przygotowanie, bardzo mnie stresowało na poprzednich etapach edukacji, często stres mnie paraliżował, przez co wyniki nie odzwierciedlały mojej wiedzy i niestety były niskie, przez co nie dostałam do wymarzonej szkoły). Uznałam, że będę pisać maturę tylko z rozszerzonego angielskiego (chciałam oszczędzić sobie stresu) dodatkowo miałam w planach zdać egzamin językowy w czasie wakacji. Po maturze podjęłam pracę zarobkową, by zapłacić za certyfikat. Kiedy w lipcu otrzymałam wyniki, było mi przykro, bo nie były one zbyt wysokie, były bardzo niskie. Jednak starałam się tym nie przejmować, bo wierzyłam, że mam szansę wyjechać za granicę. Po liceum wszystkie moje znajomości się posypały, nie miałam żadnego wsparcia, moi rodzice nie brali mnie na poważnie, a rówieśnicy mieli inne plany i ambicje, przez co czułam się bardzo niezrozumiana, opierałam się tylko na wsparciu i pomocy z internetu no. Słuchając historii osób o podobnym doświadczeniu. Wierzyłam w to bardzo mocno, że mi się uda, podjęłam pracę zarobkową i przygotowywałam się do egzaminu (zrobiłam sobie rok przerwy). To był trudny dla mnie okres, czułam się samotna, w pewnym momencie uznałam, że to nie ma sensu, że nie dam sobie rady, sama, to za dużo, utrzymać się samemu za granicą, daleko od domu i studiować. Uznałam, że nie jestem na to gotowa. Wpadłam natomiast na inny pomysł, że spróbuje w Polsce, oferują wymiany studenckie (Erasmus). Wiązało się to z tym, że musiałam poprawić maturę i tak też zrobiłam. Pisałam rozszerzenia z języka polskiego, historii i poprawiłam angielski. W wakacje otrzymałam wyniki i były one średnie, ale wierzyłam, że mam szanse dostać się na studia. Wybrałam psychologię lub anglistykę. Jednak udało mi się dostać tylko na psychologię (zaocznie). Stwierdziłam, że spróbuje. W czasie roku akademickiego pracowałam, a weekendami się uczyłam, poznałam dużo ciekawych osób i wszystko było w porządku, czułam się szczęśliwa i zadowolona, udało mi się zdać pierwszy semestr i naprawdę marze o tym, by zostać kiedyś terapeutą. Jednak, od pewnego czasu dręczy mnie pewna myśl. Aktualnie mieszkam z rodzicami, na studia dojeżdżam, w tygodniu pracuje na produkcji i działam w ciągu dnia jak robot, to znaczy: praca, nauka, trening i tak końcu się mój dzień, z nikim się nie spotkam, nie mam przyjaciółki, ani chłopaka codziennie wstaje o 5 rano. Zastanawiam się, czy to wszystko ma sens, czuje, że będę żałować, że nie skorzystałam z młodości, pójść na studia dzienne, gdzie w ciągu tygodnia więcej dzieje się na uczelni, za które nie muszę płacić i wyprowadzić się do akademika. Chciałabym zakosztować trochę tego życia studenckiego, bo boję się, że już nigdy więcej nie będę miała takiej okazji. Myślałam i podjęciu drugiego kierunku np. anglistyki i połączyć go z psychologią, ale wtedy raczej z pracą byłoby ciężko. Bez pracy raczej słabo, bo muszę opłacić studia, a moi rodzice nie są w stanie wesprzeć mnie finansowo, gdy wiedzą, że sama pracuję i zarabiam. Moi rodzice też bardzo cenią sobie prace i myślę, że do końca odpowiadałoby im to gdybym z tej pracy całkowicie zrezygnowała. Uznają, że jest okej, dużo zarabiam, naukę mam w weekend. Jednak mnie pieniądze nie bardzo uszczęśliwiają, bardziej chciałabym się rozwijać i korzystać z życia, póki jestem młoda, bo boję się że za chwile będzie za późno. Nie wiem, co mam robić, czy rzucić psychologię, mimo że wiąże z nią przyszłość i pójść na studia dzienne z anglistyki (ale dopiero za rok, bo pewnie będę musiała poprawić maturę) i zostać na drugim roku psychologii i wtedy zdecydować. Czy zostać na psychologii i pracować? Nie mam pojęcia do kogo się zgłosić, strasznie mi ciężko, bywa, że przez natłok myśli, nie potrafię spać w nocy, obgryzam paznokcie albo rzucam się na jedzenie. Ciągle analizuje i wszystko traci dla mnie sens, czuje, że tyle razy mi nie wyszło, a ja próbuje i próbuje i nie poddaje się, a nigdy nie wychodzi tak jak w moich wyobrażeniach…
Zdjęcie Usunięty Specjalista_tka

Usunięty Specjalista_tka

Dziękuje za podzielenie się swoją historią. Słyszę dużo się dzieje w Pani życiu i stawia Pani przed sobą wiele decyzji. 
Polecam skorzystanie ze wsparcia psychoterapeutycznego. To ważny moment w Pani życiu i polecam psychoterapię jako przestrzeń, z której z dystansem spojrzy pani na siebie i swoje wybory. 
Pozdrawiam serdecznie

Piotr Karpiński

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Zapytaj asystenta AI
Asystent AI - anonimowo, bez logowania
Masz podobny problem? Asystent AI odpowie od razu i podpowie, do jakiego specjalisty się zgłosić.

Zadaj to samo pytanie

Asystent AI nie zastępuje psychologa ani pomocy w nagłych wypadkach.

Dzień dobry!

Z tego, co Pani napisała, jest Pani bardzo ambitną osobą, świadomą swoich celów, pragnień. Napisała Pani równocześnie o samotności, braku przyjaciół i chłopaka oraz niezrozumieniu przez bliskich. Skupienie tylko na zadaniowości, pracy i nauce utrudnia wchodzenie w relacje. Doświadcza  przy tym Pani lęków, zajada emocje, może warto skorzystać z psychoterapii, aby bardziej zrozumieć siebie, swoje postępowanie, przyjrzeć się relacji z rodzicami i ze sobą…

Powodzenia

Katarzyna Waszak

Zobacz podobne

Kryzys życiowy i trudności w związku - co dalej?
Nie wiem co mam robić że swoim życiem. Mam 24 lata. Nie mam matury, ponieważ ledwo co zdałam szkole ucząc się indywidualnie że względu na fobie społeczna I depresję. Moje życie nigdy nie było usłane różami, ciężka choroba w rodzinie, w tym też moją (genetyczna). Od nastoletnich lat brałam leki, próby samobójcze, psychoterapia. Uciekłam z domu mając 19 lat,od tamtej pory radzę sobie sama,a przynajmniej próbuję. Pracowałam w fast foodzie,jako kasjerka- żadna praca nie jest dla mnie obca. Moim marzeniem było stanowisko biurowe I tak też się stało. Ale pewnego dnia,gdy szykowałam się do pracy, coś we mnie pękło. Nie mogłam znieść ubrań, zapachu, wszystkiego. Zaczęłam chodzić w kółko, płakać, czas leciał jak szalony. Stwierdzilam w tamtym momencie, że to nie jest normalne. Mój lęk nie powinien tak mnie wykańczać, a moze to nie jest nawet lęk? Umowilam się do psychiatry i okazało się, że prawdopodobnie mam autyzm. To zmieniło moje życie. Jestem w trakcie diagnozy. Kosztownej,prywatnej i trwającej długo. Najmuje mieszkanie, ponad połowa pensji to czynsz. Mieszkam z narzeczonym, on pracuje ciężko fizycznie. Ja jestem na l4 już prawie pół roku. Z moim partnerem jestem ponad 3 lata. Wiele się między nami działo, ale on na pewno zmienił się na lepsze i ciągle to powtarza. Zacznijmy od tego, że jestem typem osoby,która przywiązuje się do jednego człowieka i traktuje tą relacje naprawdę bardzo poważnie. Jemu to zaimponowało. Będąc że mną w związku przestał nadużywać substancji,pić i palić. Są granice I ustalenia w naszym związku, których wie, że musi przestrzegać ( ja oczywiście też). Jestem w stanie zrobić dla niego wszystko i on o tym wie doskonale. Moją codzienność wygląda tak- codziennie wstaję,czytam, śpiewam i gotuję obiad,sprzątam w domu. Czasami nawet zapominam o tym, co z przyszłością. Uwielbiam dom i mogłabym robić to przez całe zycie. Codziennie robię to samo, tj taki mój rytuał. Uwielbiam śpiewać i zawsze marzyłam żeby iść w tym kierunku profesjonalnie, ale wątpię że kiedykolwiek to się stanie. Nie śpiewam przy kimkolwiek, nawet przy partnerze,mimo jego błagań. Nie wiem co z przyszłością. Czekam na koniec diagnozy. Nie mogę liczyć na nikogo więcej oprócz narzeczonego, bo odizolowałam się od każdego. Moja rodzina ma problemy zdrowotne i finansowe, pewna jej część mnie nie cierpi. Jego rodzina ma problemy z alkoholem i traktuje mnie jako tą dziwną i manipulującą moim partnerem,mimo iż sam stwierdził że nie chce się z nimi utożsamiać. Ja go kocham, ale często podczas kłótni zaczynam krzyczeć,płakać i nie odzywać się przez bardzo długo. Najczęściej to przez to,że jedno jego słowo było nie tak jak chciałam lub nie domyślił się czego chciałam, a ja tego nie powiedziałam. Bo tak, ja też mam zachowania toksyczne, ale nie potrafię nad niektórymi rzeczami zapanować. W takich momentach jestem w stanie nie czuć zimna,ciepła,głodu,czegokolwiek. Gdy się kłócimy, za każdym razem myślę o rozstaniu. On nie odpuszcza, mimo że doskonale wie o tym,co myślę i czuję. On sam ma prawdopodobnie ADHD, ale to jego i moja samodiagnoza. Bardzo często zapomina o wiele rzeczach,zaczyna i nie kończy (w domu czy w pracy). Jest kłębkiem niedokończonych rzeczy. Ja go za to akceptuję,ale czasami bardzo ciężko nam dojść do porozumenia, kiedy jesteśmy uparci przy swoim. Chcę powiedzieć, że w sytuacji kłótni problemem nie jest temat kłótni, czy on sam, ale przeraża mnie to, że kiedy mnie przytula na siłę, to każdy mój problem magicznie znika i zdaję sobie sprawę jak zależna jestem do tej osoby. On powiedział że będzie ze mną czy będzie taka czy inna diagnoza, po prostu na dobre i na złe. A ja nie wiem czy tego chcę. Wiem, że mogłabym trafić lepiej i gorzej, ale co jeśli to nie jest wystarczająco lepiej żebym mogła żyć tak całe życie? On zna całą moją historie,wszystkie moje traumy,każde moje utrapienie, ale łapię go na tym, że wiele zapomina albo nie myśli o mnie,kiedy podejmuję ważne lub mniej ważne decyzje. Przeszliśmy naprawdę sporo razem i boję się, że jeśli bym się z nim rozstała,to nie dałabym rady. I wiem ,że każdy powie, że dałabym radę i pewnie by tak było, ale nigdy nie byłabym już taka sama jaka jestem dzisiaj. A stałam się znowu małą dziewczynką, do kiedy z nim jestem. Dzięki niemu nauczyłam się siebie akceptować i nie walczyć. Po prostu kiedy cały dzień siedzę w domu i jedynym momentem kiedy mogę i chcę mieć kontakt z drugim człowiekiem, to jest to, kiedy on wraca z pracy i gra na konsoli. W wolnym czasie jest w stanie grać tak cały dzień. Kiedyś powiedział mi nawet, że woli żebyśmy siedzieli w domu i oszczędzali pieniądze, bo każde wyjście to koszt. To bardzo dziwne biorąc pod uwagę fakt, że kiedy jeszcze nie byliśmy razem, obiecał, że chce żebym zobaczyła cały świat ( że względu na choroby w rodzinie nigdy nie zaznałam rodzinnego wyjazdu), ale mam wrażenie że w tamtym momencie był to po prostu love bombing. Ja mu mowie o tym wszystkim, co piszę tutaj, ale nic się nie zmienia. Jedynie gdy naprawdę wymuszę, to wtedy gdzieś wyjdziemy. Nie jestem też typem osoby, która uwielbia wychodzić z domu, (bo ubranie się jest dla mnie jak kara, bardzo męczące) ale wyjście do lasu czy na spacer jest naprawdę fajną odskocznią. Czym dłużej jestem w tym związku, tym więcej widzę swojego zaangazowania, a mniej drugiej strony. Zauważyłam też, że coraz więcej rzeczy mnie irytuje. Kiedyś nie złościłam się na to, że mam mąkę pod palcami,a teraz nie mogę wytrzymać dłużej niż 10s przez uczucie mąki na palcach. Jest mnóstwo takich rzeczy. Są pozornie głupotą, a ja bardzo się tym denerwuję. Mam wrażenie że jako dziecko miałam takie same "głupoty", ale nie potrafiłam tego nazwać. Mam wrażenie, że zawsze przeszkadzały mi tekstury I hałas, ale myślałam, że tak ma każdy i nie kwestionowałam tego. Wiem, że psychoterapia powinna wiele dać (jestem w trakcie zaczęcia nowej, po 5 latach), ale chciałam usłyszeć opinię kogoś obcego. Każdą decyzję musimy podjąć sami i nie liczę na to, że ktoś podejmie ją za mnie, ale zastanawiam się na ile to wszystko, co dzieje się ze mną jest normalne. Czy może to wymyślam? Jak to wszystko nazwać i przede wszystkim dlaczego tak jest? Moim problemem jest kryzys, diagnoza,finanse i uczucia. Myślę, że praktycznie wszystko. Dziękuję za przeczytanie
3 odpowiedzi
Mam problem w związku z partnerem. Wydaje mi się, że jest dziecinny i nie do końca dojrzały co z dnia na dzień coraz bardziej mi przeszkadza
Witam Mam problem w związku z partnerem. Ogólnie jest nam razem dobrze, jest opiekuńczy, okazuje mi czułość, mogę na niego liczyć i czuję się bezpiecznie jednak... Wydaje mi się, że jest dziecinny i nie do końca dojrzały co z dnia na dzień coraz bardziej mi przeszkadza mimo, że razem mieszkamy już kilka lat. Niedojrzały, co mam na myśli? Nie posprząta po sobie, łóżko nie pościelone, obok łóżka mogą leżeć śmieci, bierze jedzenie do innego pokoju to naczynia tam są dopóki nie zrobią się zielone czy też jak się przebiera zostawia ubrania tam gdzie je zdejmował. Niektóre jego zachowanie reż mnie irytuje - publicznie klepie mnie po pupie, jak coś ogladamy dmucha mnie w ucho, łaskocze jakimś włoskiem czy też wsadza ręce pod stanik od tak... Też dużo gra jak dziecko - czuję się wieczorami jak singielka, spędzam je całe w samotności i kładę się spać również sama. Rano wstaje do pracy a w weekendy gra do białego rana więc wstaje też po 14. Próbowaliśmy się dogadać, znaleźć kompromis ale oboje wynieśliśmy to z domu, braliśmy wzorce z rodziców przez co też inaczej do tego podchodzimy. Kompromis odpada a ja nie zamierzam się dalej męczyć i robić za służącą i znosić takie zachowanie z czego on też z gier nie zrezygnuje. Czytałam, że był podobny post jednak stwierdziłam, że opiszę i ja swoją sytuację. Od znajomych słyszę "to wygląda tak jakby jemu było tak wygodnie, bo na podany obiad, posprzątane, wyprane i blokuję ci szansę na prawdziwe szczęście". Jednak nie potrafię od tak powiedzieć, że to koniec bo jednak daje mi to poczucie stabilizacji, bezpieczeństwa, uczucie kochania i że nie jestem z problemami sama. Przed takim wyborem: zostać i na siłę akceptować samotność i brak spełnienia niektórych potrzeb ale posiadanie tych ważnych wartości albo odejść przekreślając wiele lat związku ryzykując stoję już drugi miesiąc a w ostatnim czasie nawet przestałam wychodzić z domu, jeść czy też malować się. Nie daję rady, nie potrafię podjąć decyzji co mnie wyniszcza. Od razu też wspomnę, że terapia odpada :/
1 odpowiedź
12 lat temu zmarła nagle moja mama nie wstała z nocy. Mocno to przeżyłam chodziłam, przez jakiś czas do psychologa szkolnego.
12 lat temu zmarła nagle moja mama nie wstała z nocy. Mocno to przeżyłam chodziłam, przez jakiś czas do psychologa szkolnego. Później brat zerwał ze mną i z ojcem kontakt. Cztery lata temu dostałam informację że mój brat nie żyje popełnił samobójstwo. Od tamtej pory nie mogę sobie z tym poradzić. W tamtym roku poszłam nawet do psychiatry byłam na zwolnieniu 3 miesiące i przyjmowałam leki ale nie zauważyłam większej poprawy. Jedynie teraz nie mam ze snem problemów i nie mam myśli samobójczych. Ale dalej myślę o moim bracie o tym co się wydarzyło mam wahania nastrojów raz się śmieje raz płacze. Jestem bardzo nerwowa szybko się złoszczę o najmniejszą drobnostkę od razu cala się trzęsę. Dwa lata temu też poroniłam ciągle cos jest nie tak. Czasami nie mam już na to wszystko siły. Jak mam sobie z tym poradzić?
3 odpowiedzi
Mam 30 lat, strasznie męczą mnie natrętne myśli. Boję się, że mam schizofrenię
Dzień dobry, mam 30 lat, strasznie męczą mnie natrętne myśli. Boję się, że mam schizofrenie, ponieważ mam wrażenie, że wycofuję się ze społeczeństwa. Mam straszne lęki, negatywne myśli, ciągła gonitwa myśli, a najgorzej jest rano po przebudzeniu się i jak mam czas wolny i np. leżę z synem, oglądamy bajkę a tutaj te myśli - że wariuję, że jestem na coś chory, że mam raka albo że zrobię komuś krzywdę.
2 odpowiedzi
Mąż nie szanuje mnie, nie szanował małżeństwa, zostawił mnie samą, uciekł w trakcie mojej ciąży. Co on robi?
Witam, mam ok 40 lat jestem na etapie rozwodu z mężem po 4 latach małżeństwa, z którego mam 3letnie dziecko. Trudno mi zrozumieć postępowanie męża, który nie podjął walki o te małżeństwo, choć wydawałoby się, że była to wyjątkowa miłość i coś więcej co nas połączyło. Po 10 dnia po ślubie zaszłam w ciążę i mam wrażenie, że to wszystko zmieniło pomiędzy nami, przestał mnie adorować dotykać w dodatku obowiązki spadły na nas jak grom z nieba, zero wyrozumiałości szerzące się pretensje tylko pogrążały pojawiający się konflikt w dodatku kontrola mojej osoby w każdym aspekcje życia. W dodatku wrracanie się tesciow we wszystko co robiłam szczególnie w wychowanie i pielęgnację synka. Czuję, że chyba nie darzył mnie takim samym uczucie, tylko uciekł od wszystkiego gdy zrobiło się bardzo gorąco. Nawet powiedział, że nie zrezygnuje z rodziców. Dla niego i rodziny poświęciłam wszystko i obecnie zostałam bez pracy, mieszkania i środkow do życia, w dodatku cały czas wykorzystuje dziecko do swoich celów aby mi jeszcze bardziej dołożyć, sam złożył pozew a roznosi plotki obwiniajac mnie o wszystko,manipulujac małym, przekupiujac jego uczucia. który już ma problemy z emocjami i zaczyna się gubić. Najgorsze w tym jest fakt, że mi szkoda dziecka i aby mu zaoszczędzić stresu i całej tej paranoi byłam gotowa nawet do powrotu, jednak mąż zaproponował mi przychodzenie do nich w dni jego opieki i mojej po pracy u panie go i wyjście, stwierdził także że możemy żyć bez ślubu tak żeby każde miało otwarte drzwi. Tylko ja wiem, że nie szanował mnie w małżeństwie, a co będzie bez niego. Proszę mi pomóc to wszystko zrozumieć, czemu złożył pozew i nęka mnie w smsach, bym zgodziła się tak żyć dla dobra dziecka
1 odpowiedź
Wyrzuty sumienia po śmierci ojca: czy wcześniejsza decyzja mogła uratować życie?
W zeszły wtorek zmarł mój tata wrócił po 3 tygodniach ze szpitala był leżący i miał odleżyne czyszczona chirurgicznie lekarz proponował hospicjum odmowilismy liczyliśmy że w domu dojdzie do siebie. Prawdopodobnie doszło do infekcji dostawał antybiotyk może za późno zostal wdrożony Mam wyrzuty sumienia że gdyby został w szpitalu albo gdybyśmy wezwali pogotowie jeszcze by żył ciągle o tym myślę i analizuje
10 odpowiedzi

Materiały wspierające

Warto przeczytać

Sprawdź też

Stress

Stres - przyczyny, objawy i skutki oraz jak sobie z nim radzić?

Stres to nieodłączny element życia, ale można nim zarządzać. Zrozumienie jego mechanizmów i rodzajów oraz nauka skutecznych metod radzenia sobie z nim poprawia jakość życia. Artykuł omawia naturę stresu, jego typy i fazy.