
- Strona główna
- Forum
- traumy, uzależnienia
- Ośrodki...
Ośrodki terapeutyczne dla dorosłych dzieci alkoholików z pobytem stacjonarnym - jak znaleźć?
Adela Szemczak
Dzień dobry,
przychodzą mi do głowy trzy rozwiązania, które być może mógłby Pan rozważyć.
Pierwsze z nich związane jest z poszukaniem prywatnego, całodobowego ośrodka oferującego wsparcie psychoterapeutyczne. Według mojej wiedzy, istnieje kilka takich miejsc w Polsce (duża część z nich to ośrodki skupiające się na uzależnieniach, ale istnieją też takie, które swoją działalnością obejmują szerszy zakres). Nie chciałabym odwoływać się do konkretnego miejsca, ponieważ osobiście nie mam doświadczeń z żadnym z nich, wobec czego chciałabym uniknąć sytuacji, w której polecam jakieś konkretne miejsce, niemniej po wpisaniu w wyszukiwarkę frazy "całodobowy ośrodek psychoterapii', lub podobnych, prawdopodobnie uda się coś znaleźć.
Drugą możliwością jest szpitalny oddział dzienny lub całodobowy. Zazwyczaj, aby zostać przyjętym na taki oddział, potrzebne jest skierowanie od lekarza psychiatry, przechodzi się także kwalifikację przeprowadzoną przez szpitalny zespół. Nie wiem, czy jest Pan pod opieką psychiatryczną, niemniej jeśli tak, to być może porozmawianie o tym z lekarzem byłoby możliwe.
Trzecią możliwością, która wydaje choć częściowo odpowiadać na Pana potrzeby to poszukanie terapii grupowej, która pracuje w intensywniejszej formie, niż zazwyczaj pracuje się w terapii indywidualnej. Istnieją grupy, w których spotkania odbywają się na przykład 5 razy w tygodniu, co pozwala się "zanurzyć" w pewne doświadczenia i przeżycia.
Życzę powodzenia i mam nadzieję, że uda się Panu znaleźć odpowiedni dla Pana rodzaj wsparcia.
Z pozdrowieniami,
Adela Szemczak
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Joanna Łucka
Dzień dobry,
tak, istnieją ośrodki specjalizujące się w terapii dorosłych osób pochodzących z rodzin z problemem alkoholowym.
Z Pana pytania wnioskuję, że ma Pan jednak na myśli ośrodki zamknięte, które funkcjonują jako miejsce "odosobnienia", gdzie intensywna terapia prowadzona jest przez określony czas codziennie np. jako program trwający kilka tygodni. Obawiam się, że podobne miejsca, jeśli istnieją, to nie są zbyt częstą praktyką, a co za tym idzie, ich znalezienie może być utrudnione. W swojej praktyce nie słyszałam o podobnych programach terapeutycznych.
Najczęściej formy terapii grupowej dla osób z doświadczeniem przemocy oraz pochodzących z rodzin dysfunkcyjnych lub obciążonych uzależnieniem, odbywają się raz w tygodniu w specjalistycznych ośrodkach w miastach. Są tu grupy zamknięte (tj. prowadzone od początku do końca z tą samą grupą zakwalifikowanych uczestników oraz terapeutą/terapeutami). Program ten trwa wówczas co najmniej 3 miesiące, jednak standardem będą programy trwające od 6 miesięcy wzwyż.
Taki stan rzeczy oraz brak oferty ośrodków "wyjazdowych" może wynikać z zaplecza teoretycznego. Odosobnienie oraz intensywna terapia osób DDA nie jest rekomendowanym standardem leczenia, co oznacza, że nie jest konieczna w perspektywie przywrócenia dobrostanu psychicznego (w przeciwieństwie do np. leczenia uzależnień). Natomiast sesje rozłożone w czasie, długotrwałe oddziaływania skupione na jakościowym wsparciu oraz wdrożeniu narzędzi do modyfikacji swoich dotychczasowych mechanizmów radzenia sobie, mają dużą zasadność, co widzimy w praktyce klinicznej oraz badaniach oddziaływań terapii grupowej.
Życzę Panu wszystkiego dobrego!
Pozdrawiam serdecznie
Joanna Łucka
psycholog i psychoterapeuta w trakcie certyfikacji
Aleksandra Wincz- Gajda
Dzień dobry,
Wyobrażam sobie, że za Pana potrzebą, by skorzystać ze stacjonarnego ośrodka leczenia, stoją jakieś ważne powody. Być może Pana oczekiwania może spełnić któryś z prywatnych ośrodków Wolmed?
W całym kraju działają też Dzienne Oddziały Psychiatryczne, Leczenia Nerwic itd. Są to miejsca, w których psychoterapia odbywa się w trzymiesięcznym cyklu grupowym, jest też indywidualne wsparcie psychiatrów, psychologów i psychoterapeutów. Nie jest to pobyt całodobowy, ale sesje trwają kilka godzin i jest możliwość zyskania wsparcia grupy.
Myślę, że cenną pomocą mogłaby okazać się konsultacja psychologiczna u specjalisty z Pana okolicy. Taki specjalista może posiadać konkretne informacje o formach i możliwościach leczenia Pana otoczeniu.
Pozdrawiam,
Aleksandra Wincz- Gajda
psycholog, psychoterapeuta

Zobacz podobne
Dzień dobry, przychodzę z tematem, który ostatnio przybrał na sile i zastanawiam się jak go rozwiązać. Zanim przejdę do rzeczy opowiem część swojej historii, jako że jest ona istotna dla całokształtu. W podstawówce przeżyłam piekło. Z opowieści wiem, że od zawsze byłam cichym i wycofanym dzieckiem. Moi młodociani oprawcy szybko to zauważyli i z biegiem lat stałam się ich ulubionym kozłem ofiarnym. Każdy dzień wystawiał mnie na próbę, do której nie byłam przygotowana. Wykluczenie, śmiech, kradzież/niszczenie mienia i plotki, a nawet przemoc fizyczna były rozłożoną w czasie codziennością. Wychowywałam się w rodzinie, w której królował chłód emocjonalny. Dominowała w nim matka z silnym rysem narcystycznym, a u jej boku stał ojciec- bierny neurotyk. Obydwoje pozbawieni krzty inteligencji emocjonalnej. Całe domowe przewodnictwo opierało się na kontroli. Nie miałam prawa płakać, zezłościć się czy obrazić. Panowała wszechobecna zasada "dzieci i ryby głosu nie mają". O jakąkolwiek formę miłości musiałam walczyć, bo stanowiła ona część warunkową. Zawsze wiedziałam, że jestem niewystarczająca, a inne dzieci w rodzinie na tle moim (i mojej siostry) były gloryfikowane. W przypadku nieposłuszeństwa w grę często wchodziły kary pasywno-agresywne na przemian z krzykiem, który do dziś mną wstrząsa. Oprócz tego zdarzyło się, że dostałam kablem lub klapsa. Nauczono mnie, że w sytuacjach kryzysowych nie mogę się bronić przed innymi, a rozwiązaniem wszystkich kłopotów jest zupełny brak reakcji. Do dziś mam przez to problemy ze stawianiem granic i daje wykorzystywać się na każdym kroku. Wydarzenia w szkole z biegiem lat eskalowały do poziomu, którego nie byłam w stanie okiełznać młodym umysłem. Niejednokrotnie w placówce działy się rzeczy, które na spokojnie mogłyby się skończyć pozwem. Nikt jednak z dorosłych nie stanął nigdy w mojej obronie, a słowo "wsparcie" nie istniało w moim słowniku. Całe cierpienie dźwigałam więc sama. Pod koniec podstawówki, do psychicznego znęcania się nade mną, dołączyli także nauczyciele. Była to szkoła prywatna, w której- jak z perspektywy czasu podejrzewam- panowała zmowa milczenia. Nie było dnia, w którym nie myślałam o samobójstwie. Okres gimnazjum był tylko drugim etapem koszmaru. Tym razem nie był to jednak problem po stronie rówieśników- był to moment, w którym mózg zaczął płatać mi figle. Zanim trafiłam do nowej szkoły, rozwinęła się u mnie silna nerwica z drgawkami, które sukcesywnie przybierały na mocy i zostały ze mną na lata. Był to także moment, w którym zaczęła się moja przygoda z depresją. Mniej więcej w połowie programu nauczania, szkoła obligatoryjnie skierowała mnie do zaznajomionej placówki na testy psychologiczne. Moi rodzice, którzy bagatelizowali moje objawy przez całe życie, pierwszy raz zostali postawieni pod ścianą. Finalnie nie otrzymałam tam żadnej pomocy, za to usłyszałam od jednej Pani, że na jej oko (bez żadnych testów) to ADHD i próba zwrócenia na siebie uwagi. Stwierdziła, że powinnam więcej uśmiechać się do rówieśników, a wieczorem pobiegać i poobserwować piękno natury. Moi rodzice uradowani, że nic mi nie jest, postanowili dalej przyglądać się jak chylę się ku upadkowi. Kolejnym punktem na mojej ścieżce było technikum, które pogorszyło sprawę do stopnia, w którym przestałam wychodzić z domu. Był to czas kiedy wydzwaniano do mojej matki i grożono mi kuratorem za nieusprawiedliwione godziny. Opuściłam to miejsce po roku batalii i tak trafiłam do liceum, które ukończyłam parę lat temu. Wspominam to miejsce jako pierwsze, w którym odnalazłam nadzieję. Moja wychowawczyni okazała się dość ciepłą osobą. Po paraliżującym ataku paniki na wyjeździe integracyjnym, szybko zorientowała się, że mam poważny problem. Jako pierwsza przemówiła mojemu ojcu do rozsądku, żeby natychmiast wysłał mnie do psychiatry i w końcu- stało się. To tam otrzymałam prawdziwą diagnozę i od razu włączono mi leki na przywrócenie równowagi psychicznej. To wtedy po raz pierwszy poczułam, że żyję. Po kilku miesiącach odzyskałam witalność i większą kontrolę nad tym, co się działo z moim ciałem. Spróbowałam także terapii, ale szybko zorientowałam się, że trafiłam na człowieka, który jedynie żerował na cudzych pieniądzach. Zrezygnowałam, a po maturze odstawiłam leki z nadzieją, że będzie lepiej. Historia jednak się powtórzyła. Wszystkie objawy wróciły do mnie jak bumerang po roku w miarę stabilnego życia. Był to okres, w którym wpadłam w marazm, wykształciłam jeszcze więcej mechanizmów obronnych i zastygłam w miejscu. Postanowiłam wybrać się na studia, jednak każda kolejna placówka jawiła się w mojej głowie jako horror. Ze względu na stan psychiczny, odpadłam po kilku miesiącach. Po wielu latach od wydarzeń z podstawówki zaczęłam obserwować u siebie ogromne problemy z pamięcią. Na początku myślałam, że to nic takiego i zwalałam to na brak motywacji czy zmęczenie, ale sytuacja zaczęła realnie przeszkadzać mi w codziennym życiu. Braki w pamięci dotyczyły tego co robię w ciągu dnia, odbytych konwersacji, wydanych poleceń czy konkretnych rzeczy, po które miałam się udać. Niedługo potem szlag trafił także pamięć wzrokową. Niezależnie od tematu, informacje czytane z książek natychmiast wylatywały mi z głowy. Po małej przerwie, nie byłam już w stanie przytoczyć z głowy nawet głównych aspektów danej pozycji. Oglądane filmy czy seriale, mogłam powtarzać kilkukrotnie, będąc pewna, że niektóre sceny widzę na oczy po raz pierwszy. Nierzadko zapominałam też pojedynczych słów lub wyrażeń i zacinałam się w środku rozmowy. Ten stan towarzyszy mi do dziś. Czuję, że każda moja czynność traci sens. Zdarza się, że kiedy o czymś pomyślę i tego nie zapiszę, przepada na zawsze. Nie pamiętam również prawie żadnych wydarzeń ze swojego dzieciństwa, wyłączając połowę podstawówki i pojedyncze urywki z przedszkola. Z żalem obserwuję wspomnienia innych osób, gdy wiem, że mój świat zaczął istnieć dopiero w wieku nastoletnim. Aktualnie od niemal roku uczęszczam na udaną terapię, gdzie dowiedziałam się, że mój stan jest spowodowany zniszczonym układem nerwowym, traumą i podświadomym "sortowaniem" bezpiecznych informacji. Moja terapeutka wierzy, że każdy temat jest do przepracowania, ale końcowy wynik jest zależny od wspólnej pracy i indywidualnej reakcji psychiki. Czy to chwila, w której nie ma już dla mnie nadziei? Przetrwałam koszmar i mimo przeciwności losu pragnę się rozwijać, iść dalej, a w przyszłości założyć własną rodzinę. Panicznie boję się, że duchy przeszłości nigdy mnie nie opuszczą i zmarnuję sobie szansę na normalne życie. Do dzisiaj targają mną lęki, gwałtownie zmienny nastrój z mocnymi stanami depresyjnymi i codzienną anhedonią. Wszystko wydaje się płaskie i obojętne. Jak odbudować normalne życie? Moja terapeutka twierdzi, że to nie jest jeszcze stan, w którym powinnam wrócić do leków, a ja mam wątpliwości.

