
- Strona główna
- Forum
- zaburzenia nastroju, związki i relacje
- Jak przełamać...
Jak przełamać blokadę przed rozmową i uczuciem nieobecności?
Martyna
Szymon Stolarczyk
Witaj, kiedy czytam o Twojej potrzebie wygadanie się, a następnie o blokowaniu i nierealizowaniu jej, to zastanawiam się nad 2 kierunkami:
1. Czy osoby, które masz na myśli - są odpowiednie akurat do tej rozmowy? Nie zawsze jesteśmy w stanie porozmawiać o pewnych problemach tak samo np. z mamą, tatą co z przyjacielem.
2. Częstą przyczyną “blokowania się” jest lęk przed oceną - warto się temu przyjrzeć - pozdrawiam!
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Aleksandra Juszczyk-Kalina
Dzień dobry!
Zmierzenie się z wypowiedzeniem na głos tego, co nas boli, często jest bardzo trudne. Żyjemy w kulturze, w której bardzo często nie jesteśmy nauczeni mówienia o swoich trudnościach. Jest to jednak umiejętność, której można się nauczyć małymi krokami :). Polecam spisać sobie na kartce to, co chciałaby Pani komuś powiedzieć. W taki sposób, jakby to Pani mówiła. To może być pierwszy krok do podzielenia się. Warto również rozważyć spotkania z psychologiem, który może pomóc przełamać pierwszy lęk. Trzymam za Panią kciuki :)!
Agnieszka Matusiak
Najważniejsze, że czuje Pani taką potrzebę, rozmowy, podzielenia się z kimś bliskim swoimi myślami czy emocjami. Być może trudność w rozmowie polega na potrzebie zbudowania bliskiej, bezpiecznej relacji z osobą, której można powierzyć swoje trudności, a może ta osoba nie jest jeszcze tak bliską albo jest zupełnie przypadkowa. Być może w ogóle nie ma Pani treningu rozmowy z drugą osobą o swoich myślach, emocjach i trudnościach, ponieważ nikt nigdy tego Pani nie nauczył, albo istnieją jeszcze jakieś blokady (np. silny krytyk wewnętrzny). Zachęcam też do rozmowy i przyjrzenia się temu problemowi w terapii, ja zawsze pomagam moim klientom, oswoić się, poczuć bezpiecznie i powoli uczymy się nazywać i omawiać swoje emocje i myśli. Powodzenia

Zobacz podobne
Ostatnio wyładowałem na innych moje emocje. M.in na koledze mojej narzeczonej, potem byłem zły na nią i powiedziałem parę złych słów i pokłóciłem się z przyjacielem. Czuję się źle, m.in. nie potrafię dużo jeść, mało sypiam, dużo pracuję, ale emocje i tak wracają silniejsze i nie potrafię sobie z nimi poradzić. Co mam zrobić? Jak przestać atakować innych ludzi?
Dzień dobry. Jestem 14 lat po ślubie, mam 41 lat, żona 40, mamy 9-letnią córkę. Od dłuższego czasu w naszym związku narasta dystans zarówno fizyczny, jak i emocjonalny ze strony mojej żony, początek przypadł na moment po urodzeniu córki. Początkowo tłumaczyłem to sobie w ten sposób, że jest to zupełnie nowa sytuacja, w której trzeba się odnaleźć , oczywiste jest także to że dziecko radykalnie zmienia dotychczasowe życie. Rozwijałem firmę, żona zajmowała się córką , dwa lata spędziła w domu. W momencie, gdy córka poszła do żłobka, żona zaczęła pomagać mi w pracy - aczkolwiek co pragnę podkreślić nie naciskałem - mogła także wrócić do swojej poprzedniej pracy lub rozwijać się indywidualnie zawodowo. Stworzyłem dobrze zarabiającą firmę w branży e-commerce, jednak jak to przy swojej działalności bywa jest to okupione dużym stresem i ciągłą presją. Materialnie niczego nam nie brakuje, co więcej myślę, że jesteśmy w komfortowej sytuacji, bez kredytów etc. Ja sam jestem osobą bardzo aktywną fizycznie, zero używek, weekendowych spotkań z kolegami, nie oglądam się za innymi kobietami. Niestety nasz związek chyli się ku całkowitemu rozkładowi, żyjemy jak dwoje obcych ludzi, od roku śpimy osobno. Od momentu urodzenia córki, jakakolwiek czułość, chęć przytulenia, dotyk, luźna rozmowa nie mówiąc o seksie ze strony mojej żony, nie istnieje, jest bierna. Do pewnego momentu się starałem, jednak byłem skutecznie odtrącany, co więcej mam wrażenie, że nie lubi, gdy próbuje ją dotknąć. Nie mam kompleksów, ale miło by było być czasami zauważonym. Wielokrotnie próbowałem rozmawiać na ten temat, jednak zwykle kończy się to kłótnią, moja żona na moje pytania najczęściej odpowiada "nie wiem", twierdzi że ją atakuję i osaczam, widzę że nie do końca potrafi wyrazić swoje emocje i uczucia oraz potrzeby . Gdy ją pytam czy widzi co się dzieje z naszym związkiem , twierdzi że tak, jednak rozmowy niczego nie zmieniają. Nie rozmawiamy o przyszłości, wspólnych planach etc. nie jesteśmy w stanie zaplanować niczego. Ostatnio doszło do kilku sytuacji, w których poczułem się bardzo niekomfortowo i zacząłem zastanawiać się nad sensem trwania w tym związku. 1. Żona kupiła sobie nowy telefon - najnowszego iphone - nie mówiąc mi o tym - stary model schowała celowo do swojej szafy, ukrywając fakt zakupu, przypadkiem to odkryłem - poczułem się fatalnie, nie chodzi o sam zakup, bo gdyby mi powiedziała że chce nowy telefon sam bym jej go kupił, tym bardziej że mamy wspólne finanse, co więcej nigdy nie robię żadnego problemu z wydatkowaniem środków, straciłem zaufanie do żony. 2. W ciągu ostatnich 12 miesięcy moja żona była kilkukrotnie z koleżankami, na wyjazdach za granicą, proszę mnie nie zrozumieć źle, nie chcę trzymać żony w "złotej klatce w domu", ale my sami wspólnie nie jeździmy praktycznie nigdzie, a nasz związek się rozpada, nie możemy wspólnie pojechać na weekend w góry z jednym noclegiem. W rocznicę naszego ślubu moja żona pojechała z koleżankami do Włoch. Ja najczęściej jestem stawiany przed faktem, nie mam wyboru, muszę zostać z dzieckiem, firmą i psem :) Żona ze mną nie rozmawia , ja podejmując jakieś decyzję patrzę zawsze przez pryzmat mojej żony, bo chyba o to chodzi w byciu w związku z drugą osobą, żeby ją uwzględniać w swoich planach ? 3. W toku rozmów , żona przyznała się że nie lubi prezerwatywy jako metody antykoncepcji, rozumiem ogranicza spontaniczność, powoduje dyskomfort, nie naciskam żony na inne metody, postanowiłem poddać się zabiegowi wazektomi. Listopad to akurat miesiąc w którym mógłbym zrobić zabieg ze względu na czas, powiedziałem o tym żonie, Ona na to :"ale ja jadę z koleżankami do Tajlandii na dwa tygodnie" i w tym momencie już zupełnie opadły mi ręce. Pomijając fakt że akurat kraje azjatyckie są jednym z moich marzeń , jeżeli chodzi o podróże i bardzo chętnie chciałbym tam jechać wspólnie z żoną, to myślę że fajnie gdyby żona doceniła chęć poddania się takiemu zabiegowi, szczególnie że jestem aktywny fizycznie i ewentualne powikłania po zabiegu mogą mnie wykluczyć ze sportu. Jestem coraz bardziej załamany i sfrustrowany , coraz częściej wybucham - aczkolwiek myślę że jest to jeszcze wola walki o związek, nie jestem już w stanie efektywnie pracować - co widać po ostatnich wynikach finansowych firmy - straciłem motywację, uciekam w sport, ale treningi zaczynają już być autodestrukcyjne - biegam z kontuzjami i robię to świadomie. Obserwuję że powielamy schemat z domu mojej żony, gdzie jej matka (problemy alkoholowe) ma bardzo spłycone relacje ze swoim mężem, nigdy nie widziałem by okazywała mu jakiekolwiek uczucia, jest chłodna i despotyczna, w okresie dorastania mojej żony miała bardzo duże problemy z alkoholem, myślę że moja żona ma objawy DDA - aczkolwiek to powinien chyba ocenić specjalista. Rozważam rozwód ale nie chciałbym zostawić córki, myślę żę bardzo by to przeżyła, kocham moją żonę i chcę spróbować jeszcze powalczyć o związek. Myślę że w tym wszystkim jest też trochę mojej winy, ponieważ chciałem stworzyć relację partnerską, nie stawiałem żadnych granic i zbyt długo akceptowałem powolny rozkład naszego związku. Pytanie od czego zacząć? Indywidualna konsultacja ? Terapia dla par ?
Temat dość kontrowersyjny na wielu forach, jakie miałam okazje czytać, mianowicie jest to temat masturbacji do treści internetowych w związku, która przez większość jest uznana za normalny ludzki przywilej i gdy się go nie akceptuje, to coś jest nie tak. I właśnie to ja stoję po tej stronie barykady „nie tak”, i jakkolwiek śmiesznie to brzmi - po prostu czuję się zdradzona, gorsza, mniej atrakcyjna od tego, co grzeje zza ekranu.
Temat zdrad jest w mojej rodzinie od pokoleń, i wraz z pracą na terapii dowiedziałam się, że to również ma ogromny wpływ na moje postrzeganie tego całego „normalnego świata”.
Tylko co dalej? Miliony wątków pojawia się w mojej głowie, czy zacząć robić to samo? Czy przystać i się przypodobać?
Uważam, że relacja zanika, gdy jedna strona jest zawsze zaspokojona i nie czuć na co dzień tej gry wstępnej, budującej się przez cały czas do momentu, gdy możemy oddać się przyjemności po obowiązkach. I sam temat tego, że jest to robione do innej osoby jest dla mnie potwornie bolesny..
Jestem załamana, gdyż po wielu rozmowach to wciąż się dzieje, i nie widzę nadziei na budowanie przyszłości, jeśli ma ona wyglądać w ten sposób…
Jestem mężatką od 18 lat z Włochem. Mieszkamy we Włoszech, mamy 2 dzieci, syn 10 lat i córka 15 lat.
Od wielu lat to małżeństwo nie funkcjonuje, tak jak powinno, a dokładnie od narodzin drugiego dziecka.
Mój mąż zaczął oddalać się ode mnie po narodzinach syna.
Do 8 roku życia synka mąż usypiał go w naszej sypialni i syn spał między nami w łóżku. Po jakimś czasie doszło do mnie, że mąż tworzył mur w postaci dziecka między nami.
Na moje prośby, żeby zmienić tę sytuację, mąż praktycznie nie reagował. Wydaje się, że mąż ma małe potrzeby seksualne, bo w ogóle nie potrzebuje seksu, a seks uprawiamy tylko od 3 do 5 razy do roku i to na moją zachętę, mąż nigdy o to nie zabiega. Kłócimy się prawie codziennie, oddaliliśmy się bardzo, gdyby nie dzieci już dawno odeszłabym od niego.
Rozmawiamy tylko o dzieciach, nie mam z nim żadnych tematów, bo on niczym się nie interesuje oprócz piłki nożnej. Dodam, że mąż jest ode mnie starszy o 9 lat.
Jakieś 3 tyg temu przyznał mi się, że mamy problemy finansowe, bo nie płacił regularnie podatków od 2017 roku i mamy ogromne zadłużenie. Ukrywał to przede mną przez tyle lat, a ja w ogóle się nie domyślałam, ufałam mu w 100%, jeśli chodzi o finanse. Dawał mi stabilność finansową i to mi rekompensowało w pewnym stopniu jego chłód emocjonalny i oddalenie się ode mnie jako kobiety i żony.
Często myślałam o odejściu od niego, ale dla mnie dzieci są na 1 miejscu i nie chce im rozbijać rodziny, ale one widzą, jak to małżeństwo funkcjonuje i codzienne kłótnie i boję się, że to ma na nich ogromny wpływ i na ich przyszłość.
Dodam jeszcze, że podejmowaliśmy z mężem kilkakrotnie terapie małżeńskie, ale nic to między nami nie zmieniło.
Żyjemy jak przysłowiowy pies z kotem.
Bardzo proszę o poradę.
Kasia
Dzień dobry, mój partner jest obsesyjnie zazdrosny, sprawdza mój telefon, nie chce, abym wychodziła ze znajomymi, czasami nawet jest kłótnia o rodzinę. Sporym problemem dla niego jest także mój ubiór (który według mnie i innych jest normalny). Partner również faworyzuje wszystko, co jest jego, nawet psa. Kolejnym problemem jest jego relacja z siostrą (siostra 10 l.). Cały czas chciałby ją wszędzie zabierać, porównuje ją do mojej córki (z poprzedniego związku). Ostatnio jego siostra spędziła u nas tydzień – przez ten czas nawet nie przytulił mojej córki, gdy na co dzień sam domaga się przytulania. Pod koniec dnia, gdy jego siostra pojechała do domu, rozpłakał się, że mało z nią porozmawiał, co według mnie też jest troszeczkę dziwne. Według niego nie mamy nic wspólnego – mieszkanie (wynajem) jest jego, jego jest jeden pies, mój jest drugi, do którego, swoją drogą, zwraca się bardzo niemiło.
Przepraszam, że tak chaotycznie, ale piszę to pod wpływem emocji. Czy według Was ja przesadzam, czy partner ma jakiś problem ze sobą? Czy jego relacja z siostrą jest normalna

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?
Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.
