
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Po zranieniu przez...
Po zranieniu przez partnera nie umiem uspokoić myśli, pomimo długiego czasu.
Ewa
Agnieszka Wloka
Panie Ewo,
a może te myśli pochodzą z Pani niskiej wiary w siebie - i pewności, że dla swojego partnera jest Pani piękna, mądra, wspaniała - wiem, przesadzam, ale chodzi o to, że nasza zazdrość ma korzeń w naszej niewierze w siebie. Daje znać, że nasza samoocena jest do przepracowania…Zapraszam Panią do takiego skupienia się nie na tym, co partner zrobił, czuł, ani jaka jest ta trzecia osoba, ale właśnie: "co ja myślę sama o sobie"; co mi się w sobie podoba a co nie" “czego nie akceptuję i co zrobić żeby zaakceptować?”, a oprócz myślenia zapraszam do działania - od prozaicznego kupienia sobie czegoś, realizację jakiegoś celu, na który długo się Pani nie umie zdecydować…
Podobny kierunek dotyczy Waszego związku - skupcie się na tym, żeby go nieco odwieżyć, zafascynować się sobą na nowo…
Agnieszka Wloka
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Piotr Wiśniewski
Dzień dobry,
czytając Pani pytanie pomyślałem, że emocje, które czuła Pani 2 lata temu nadal są żywe. Rozumiem, że nie zawsze. Być może to momenty kiedy czuje Pani więcej lęku lub złości do partnera. Zranienia nigdy nie są łatwe. Często uruchamiają w nas emocje, o których myśleliśmy, że już dawno minęły. Mogą wracać wspomnienia związane z innymi zranieniami z naszej przeszłości. To sprawia, że zaczynamy się coraz bardziej bać być w bliskiej relacji, przestajemy ufać, stajemy się podejrzliwi.
Sądzę, że to może być dobra okazja do tego, by przyjrzeć się temu jak wchodzi Pani w relacje. Dzięki osiągniętemu w psychoterapii rozumieniu siebie możliwe jest obniżenie Pani poziomu lęku, a co za tym idzie, zmniejszenie nasilenia wracających do Pani natrętnych myśli.
Życzę dużo sił i zachęcam by skontaktowała się Pani ze specjalistą
Magdalena Banasiak
Emocjonalne zaangażowanie partnera w inną relację może być równie raniące jak każda inna zdrada. Może naruszyć zaufanie do ludzi, poczucie własnej wartości, pozostawić w poczuciu lęku przed powtórką. Jest tym trudniejsze, że ma Pani świadomość, że partner może spotkać kobietę, którą się wtedy interesował. Budzi też różne trudne emocje związane z wydarzeniami z przeszłości, nawet odległej, które kojarzyły się z byciem opuszczonym, porzuconym, nie dość wartościowym. Czy tam jest źródło powracającego cierpienia, które uruchomiła ta sytuacja? A może warto byłoby przyjrzeć się, do czego “zaprasza” Pani partnera inicjując kłótnie na temat pozornie zamknięty? Czego jednak nie udało się zamknąć? Co podtrzymuje zranienie mimo deklarowanego wybaczenia? Jak zmienia się układ sił w Waszym związku, kiedy tamta kwestia wraca?

Zobacz podobne
Dzień dobry, mam 35 lat i znalazłam się w sytuacji, której nie do końca rozumiem. Dlatego zwracam się do Państwa z prośbą o pomoc. Jakieś 2 lata temu w zupełnie niespodziewanych dla mnie okolicznościach poznałam pewnego mężczyznę.
On jest starszy ode mnie o 4 lata. Oboje jesteśmy singlami i też byliśmy nimi w dniu naszego spotkania. Początkowo ja nie zwróciłam zbytnio uwagi na tę znajomość. Po prostu jakiś kolejny człowiek na mojej drodze. Była miła i sympatyczna jak zawsze.
On w sumie też. Przez jakiś czas nie zwracałam uwagi na Niego, od kolega myślałam sobie. Jednak On od początku próbował zwrócić na siebie moją uwagę. Po około 3 miesiącach okazało się, że mamy wspólne zainteresowania i pasje. Od tego momentu zaczęliśmy dzielić się swoimi przemyśleniami i doświadczeniami. Nasz relacja, stała się dużo bardziej zażyła, jednak dla mnie wciąż było to koleżeństwo, nic więcej. Po około pół roku nasze rozmowy stały się dużo bardziej prywatne, zaczęliśmy rozmawiać o związkach poprzednich o tym, czego oczekujemy od partnerów. Ja podchodziłam do tego, jak do rozmowy dwójki bardzo dobrych znajomych lub przyjaciół, nie jak do rozmowy potencjalnych partnerów. Jednak On chyba widział to inaczej.
Pewnego razu rozpoczął rozmowę o dzieciach i o tym, że jeśli miałoby mi się coś stać i umarła, to On nie umiałby pokochać tego dziecka (zakładam, że mówił o wspólnym dziecku).
I tak coraz bardziej intymne rzeczy pojawiały się w naszych rozmowach. Na codzień, kiedy jesteśmy razem, nie odstępuje mnie na krok i wciąż jest przy mnie. Nie jest nachalny, ale wciąż blisko mnie. Potrafi być mega szarmancki i czarujący, umie sprawić, że czuje się bezpiecznie i potrafi zawalczyć o moje bezpieczeństwo. Nawet kiedyś dość dosadnie pokazała jednemu Panu, że ode mnie to ma się z daleka trzymać i ma się odnosić do mnie z szacunkiem. Potrafi przejechać pół kraju, tylko żeby mi pomóc w czynnościach zawodowych.
Jednak to tylko część tego, co się działo przez ten czas.
Poza tym, że jest bardzo dobrym przyjacielem, na którego zawsze można liczyć, to ma też mroczniejszą stronę osobowości.
Wciąż nie jesteśmy w związku, a jednak potrafi być bardzo zazdrosny. Kilkukrotnie dał tego wyraz, wyrzekając mi, że jak odezwę się do innego mężczyzny, to chce już odejść z innym.
Jak wiadomo, rozmowa na temat np. drogi dojścia do danego miejsca nie jest od razu wstępem do zażyłości emocjonalnej lub innych rzeczy. Raz bardzo się pokłóciliśmy, jednak potem dość szybko się pogodziliśmy. Nie wiem, dlaczego, ale ja odkąd uświadomiłam sobie, że czuje coś względem niego, wyraziłam je oficjalnie. On jednak pomimo iż potrafi zrobić dla mnie wszystko i przesiedzieć ze mną pół nocy, tylko żeby rozmawiać o wszystkim. Bo tematy nam się nie kończą. Niestety na każdą moją próbę dowiedzenia się, czy to, co się między nami dzieje to z jego strony też jest coś więcej, niż tylko sympatią milczy. Ucieka.
Na każdą moją próbę spotkania się i rozmowy wymyśla milion wymówek i wciąż ucieka. Żeby po chwili zadzwonić lub napisać do mnie, że dziękuję mi za cudowne chwile. Lub żeby spytać się, jak się czuje, jak minął mi dzień, jak dotarłam do domu.
Ja bardzo mocno zaangażowałam się w tą relacje, ponieważ bardzo dbam o to, żeby był zdrowy, miał udany dzień i kiedy zachorował, to wręcz bezdyskusyjnie chciałam zająć się nim. Jednak co było dla mnie wyjątkowe, on powiedział, że nie zniósł by świadomości, że mnie zaraził i że jestem przez niego chora. Również, kiedy ja źle się czułam, potrafił rzucić wszystko i mnie ratować, pobiegł do apteki, żeby kupić coś dla mnie, żeby tylko mi to pomogło, chciał iść ze mną do lekarza, odwiózł mnie do domu. Martwił się i był taki czuły i opiekuńczy. To dla mnie wiele znaczy dlatego, też pewnie moje uczucia się zmieniły.
Jak również, kiedy miałam bardzo trudny okres w pracy i nie wiedziałam, czy wciąż będę ją miała, zawsze był przy mnie, wspierał, stał, trwał, wysłuchiwał, każdą łzę ocierał.
Jednak nie potrafi się zdeklarować. Ucieka wciąż i niestety, ale nie wiem, na czym stoję i czego mogę się spodziewać.
Pewne jest jedno, że obojętna mu nie jestem tylko jak sprawić, żeby się przełamał i pozwolił sobie na to, czego się tak bardzo boi, a ewidentnie chce i pragnie. Dlatego proszę o podpowiedź czy ja coś źle interpretuje i może to ja coś pomyliłam, a może nie wszystko widzę dobrze, ale nie umiem pomóc mu w tej sytuacji.

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?
Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.