Wstecz

Problemy emocjonalne dorosłych dzieci DDD i trudności w relacjach międzyludzkich

Kasia

Mam 40 lat. Pochodzę z rodziny DDD i to w dużym stopniu wpłynęło na nieudane relacje. Już nie wierzę, że kogoś poznam, ale wiele osób mówiło mi nawet wzrost, że nie mają już o czym ze mną rozmawiać. Oni mają rodziny i dzieci i podobno to inny "poziom". Podobno jak nie mam potomstwa, męża, to ciężko znaleźć w ty wieku temat i to powtarza mi wiele osób. Nie słyszę zlosliwie ale pokrętnie lub od osób 3. Poszła. Dziś do sklepu i były m.in. ubranka dla dzieci. Nigdy nie ciągnęło mnie do macierzyństwa, ale chciałam zobaczyć, czy coś się zmieniło. Nic. W ogóle nie ruszają mnie te butelki, piżamki i nie mam instynktu. Myślę że dużo chorowałam, a też nie spotkałam nikogo, kto by chciał ze mną być. Nigdy nawet w moich nieudolnych zwiazkach nie chciał że mna dzieci... Czuje się bardzo zle. Jak nie kobieta. Gorsza. I całkowicie zrezygnowana. Przede mną bardzo samotne Święta w nędznym mieszkaniu socjalnym. ..
Zdjęcie Katarzyna Organ

Katarzyna Organ

Psycholog
67 odpowiedzi na forum

Dziękuję, że podzieliła się Pani swoim doświadczeniem.

Smutek, zniechęcenie, rezygnacja, samotność — to nie są oznaki słabości. To sygnały, że zmaga się Pani z czymś naprawdę trudnym i bolesnym. Dorastanie w rodzinie dysfunkcyjnej ma ogromny wpływ na całe życie — na poczucie własnej wartości, na relacje, a także na sposób, w jaki postrzegamy siebie i świat. To, że coś w Pani zostało zranione i nie zostało odpowiednio zaopiekowane wcześniej, nie oznacza, że jest Pani „gorsza” ani że nie zasługuje Pani na miłość, więź czy ciepło.

Instynkt macierzyński nie pojawia się u każdej kobiety — i to jest w pełni naturalne. Warto mieć świadomość własnych potrzeb i granic, zamiast próbować dopasowywać się do oczekiwań otoczenia. Decyzje o rodzicielstwie podejmowane wbrew sobie mogą być bardzo obciążające. Jeśli nie czuje Pani potrzeby posiadania dzieci, to ważna informacja o Pani samej — i warto ją potraktować z szacunkiem.

Ma Pani 40 lat — wciąż wiele może się wydarzyć. Brak partnera czy dzieci nie świadczy o Pani wartości. Proszę pamiętać: Pani wartość nie zależy od statusu relacyjnego ani od posiadania potomstwa.

Jeśli czuje Pani, że jest trudno, warto poszukać wsparcia — czy to u psychologa, terapeuty, czy w grupach wsparcia dla osób z podobnym doświadczeniem. Często można znaleźć takie inicjatywy, również bezpłatne — stacjonarne lub online.

 

Z pozdrowieniami

Katarzyna Organ

psycholog, psychoterapeuta

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Zapytaj asystenta AI
Asystent AI - anonimowo, bez logowania
Masz podobny problem? Asystent AI odpowie od razu i podpowie, do jakiego specjalisty się zgłosić.

Zadaj to samo pytanie

Asystent AI nie zastępuje psychologa ani pomocy w nagłych wypadkach.

Samotność, brak spełnienia w relacjach, a także poczucie wyobcowania z powodu różnic w życiu – to bardzo trudne emocje, które mogą sprawiać, że zaczyna Pani wątpić w siebie i swoje wartości. Chciałabym jednak, żeby Pani wiedziała, że Pani uczucia są zrozumiałe i absolutnie nie oznaczają, że jest Pani "gorsza" od innych. Czasami myśli o samotności i poczucie, że nie pasujemy do otaczającego nas świata, mogą prowadzić do negatywnej samooceny, ale to nie oznacza, że tak musi pozostać.

Pochodzenie z rodziny DDD (Dorosłe Dzieci z Rodzin Dysfunkcyjnych) może w znaczący sposób wpłynąć na Pani postrzeganie siebie, relacje międzyludzkie i ogólną zdolność do nawiązywania bliskich więzi. Często osoby, które wychowały się w takim środowisku, borykają się z brakiem poczucia bezpieczeństwa emocjonalnego, co może prowadzić do trudności w zaufaniu innym i w budowaniu stabilnych, zdrowych relacji. 

Czuje się Pani źle, bo nie ma Pani partnera, dzieci, i nie czuje się Pani spełniona w tych aspektach, ale warto pamiętać, że Pani wartość nie zależy od tego, co Pani ma, ale od tego, kim Pani jest. Istnieje wiele kobiet, które nie czują potrzeby posiadania dzieci i są szczęśliwe w innych aspektach życia. Każdy człowiek ma inne pragnienia, a to, że nie podąża Pani za określoną drogą, nie czyni Pani mniej wartościową. Jeśli nie pociąga Panią macierzyństwo, to absolutnie w porządku – Pani życie i Pani wybory są ważne.

Ważne, żeby Pani wiedziała, że nie jest Pani w tym sama. Choć może się teraz wydawać, że nie ma Pani nikogo, kto by Panią zrozumiał, warto szukać wsparcia u osób, które potrafią dać Pani ciepło, zrozumienie, i które będą wspierały Panią w drodze do lepszego poznania siebie. Może to być terapia, może grupy wsparcia dla osób w podobnej sytuacji, może po prostu rozmowy z osobami, które naprawdę chcą Pani pomóc. Samotność nie musi trwać wiecznie – czasami zmiany zaczynają się od małych kroków, ale warto o nie walczyć.

Pani wartość jest niezależna od posiadania partnera czy dzieci. Każdy człowiek ma swoją unikalną drogę i może Pani znaleźć spełnienie w innych sferach życia, które dają Pani poczucie sensu i satysfakcji. Warto pracować nad sobą, dawać sobie przestrzeń do zmiany i szukać wsparcia, kiedy tego tylko potrzebujemy. 

Zdjęcie Karolina Maciejewicz

Karolina Maciejewicz

Psycholożka
60 odpowiedzi na forum

Cześć, 

 

Dziękuję, że podzieliłaś się swoją historią. Widzę w Twoich słowach dużo bólu, samotności i poczucia niesprawiedliwości i to wszystko jest zrozumiałe. Masz prawo czuć się tak, jak się czujesz. To, że wyrosłaś w rodzinie dysfunkcyjnej, mogło naprawdę mocno wpłynąć na sposób, w jaki dziś budujesz (lub próbujesz budować) relacje, także na Twoją relację z samą sobą.

Nie jesteś „gorsza”, choć rozumiem, że możesz się tak czuć. Normy społeczne często brutalnie odcinają tych, którzy nie wpisują się w schemat „partner – dzieci – dom”. Ale to nie znaczy, że Twoje życie jest mniej wartościowe. To, że nie masz dzieci czy męża, nie sprawia, że jesteś mniej „kobietą”.

To, co piszesz o relacjach, o tym, że nikt nie chciał z Tobą być na dłużej, że nikt nie chciał dzieci, brzmi jak wiele rozczarowań i zawiedzionych nadziei. Ale to nie mówi o Twojej wartości raczej o tym, jak trudne i nieprzewidywalne bywają spotkania międzyludzkie, zwłaszcza gdy niesiemy ze sobą emocjonalny bagaż z domu rodzinnego.

Możesz być zmęczona, zrezygnowana, ale jeszcze nie wszystko stracone. Może to moment, w którym warto zatroszczyć się o siebie nie przez pryzmat „muszę kogoś znaleźć”, ale: „co mogę dać sobie tu i teraz, żeby nie czuć się tak źle?”. Czasem pierwszy krok to nie zmiana sytuacji, tylko zmiana sposobu, w jaki mówimy do siebie samej.

Gdybyś miała wsparcie psychoterapeutyczne, szczególnie kogoś, kto pracuje z osobami z doświadczeniem DDD, mogłoby to być bardzo pomocne. Ale nawet jeśli nie teraz, to chcę, żebyś wiedziała: nie jesteś sama. Jesteś ważna. 

Jestem z Tobą myślami,

 

Karolina Maciejewicz

Psycholog, diagnosta 

Pani Kasiu!

Dostrzegam wiele smutku w Pani wypowiedzi, są to trudne momenty, kiedy relacje z osobami z najbliższego otoczenia zmieniają się z czasem i wartości, którymi każda ze stron zaczyna się, kieruje stają się mniej spójne. Macierzyństwo nie definiuje w żaden sposób nikogo, to decyzja, która podejmowana jest przez wiele kobiet, ale nie wszystkie. Bardzo istotne jest, aby dotarła Pani do tego, jakie właściwie są Pani potrzeby i co można zrobić w kierunku ich realizacji. Pamiętajmy, że każdy z nas będzie kierował się w życiu czymś innym, innymi potrzebami, celami i marzeniami, dlatego tak ważne jest zauważenie, zidentyfikowanie i nazwanie własnych. Zgłasza Pani pogorszenie samopoczucia oraz samooceny, a to już ważny sygnał do podjęcia wsparcia, dlatego zachęcam do skorzystania z pomocy specjalisty - psychologa bądź psychoterapeuty. Zbudowanie dobrze ugruntowanego własnego poczucia wartości może otworzyć Pani naprawdę wiele możliwości samorealizacji, które wcześniej przez negatywne myśli na temat siebie mogły być przez Panią niedostrzegane. Każdy człowiek ma prawo do tego, aby być szczęśliwym i dążyć do tego we własnym życiu! 

 

Pozdrawiam,

Domaciuk Agnieszka

Zdjęcie Julia Łukasiewicz

Julia Łukasiewicz

Psycholog
2 odpowiedzi na forum

Dzień dobry, 

dziękuję Ci, że podzieliłaś się tutaj swoją historią i tym, co czujesz. Widzę, że to, przez co przechodzisz, jest dla Ciebie naprawdę trudne. Samotność, niezrozumienie i poczucie „inności” potrafią bardzo boleć. Chcę, żebyś wiedziała, że to, że nie masz dzieci czy partnera, nie czyni Cię mniej wartościową. Każda historia jest inna — i każda zasługuje na szacunek.  

Jeśli masz możliwość — warto byłoby porozmawiać ze specjalistą, np. psychoterapeutą, szczególnie z kimś, kto pracuje z osobami z rodzin DDD. To może być miejsce, gdzie poczujesz się wysłuchana i zrozumiana — tak prawdziwie.

To, że tu napisałaś, już jest oznaką siły. Masz prawo czuć, co czujesz. I masz też prawo szukać dla siebie innego życia — życia, które będzie bardziej Twoje.  

 

Z pozdrowieniami 

Julia Łukasiewicz 

Psycholog

NowośćTylko w aplikacji mobilnejTwoja sytuacja jest trochę inna?Opisz swoją sytuację na czacie w aplikacji TwójPsycholog, a specjalista odpowie do 24 godzin. Bez kamery i bez terminu, pakiety od 49 zł.Sprawdź, jak to działa

Dzień dobry, 

rozumiem, że to, co teraz przeżywasz, jest ogromnym ładunkiem emocjonalnym. Życie w poczuciu samotności, niezrealizowanych oczekiwań i przeświadczeniu o byciu "gorszą" może wywoływać głęboki ból, poczucie oddzielności od innych oraz silny niepokój. W Twoich słowach widać, jak bardzo odczuwasz wpływ przeszłych doświadczeń – zarówno związanych z rodziną, jak i z nieudanymi relacjami.

Pochodzenie z rodziny DDD (z tzw. "rodziny dysfunkcyjnej") często wiąże się z wieloma trudnymi przeżyciami i wpływa na sposób, w jaki postrzegamy siebie oraz relacje z innymi. W takich rodzinach dzieci często uczą się, że ich potrzeby emocjonalne są mniej ważne lub nawet ignorowane. W takich warunkach może rozwinąć się poczucie, że bycie sobą jest niewystarczające, że nie zasługujemy na miłość, bliskość i wsparcie.

Twoje poczucie, że jesteś gorsza, może wynikać właśnie z tego "wzorcowego" doświadczenia z dzieciństwa. Być może zinternalizowałaś w sobie przekonanie, że nie zasługujesz na szczęście, że nie spełniasz pewnych norm, które są w społeczeństwie cenione – jak np. posiadanie rodziny, dzieci czy męża. Takie przekonania są często bardzo głęboko zakorzenione w psychice i mogą silnie wpływać na to, jak postrzegamy siebie i swoje możliwości w dorosłym życiu.

Wydaje się, że osoby, które wyrażają takie uwagi, przekładają własne doświadczenia (związane z rodziną, dziećmi, własnym poczuciem spełnienia) na oczekiwania wobec Ciebie. Są to subtelne, ale często raniące komentarze, które mogą sprawiać, że czujesz się wykluczona i niezrozumiana. Warto zastanowić się, na ile ich przekonania i komentarze mają coś wspólnego z nimi samymi – z ich lękami, oczekiwaniami, a na ile są to rzeczywiste odzwierciedlenie Twoich prawdziwych potrzeb.

Przykład z "poziomem" jest bardzo ciekawy, ponieważ jest to pewna forma społecznej presji, która mówi, że w pewnym wieku trzeba osiągnąć pewne "standardy". Jednak takie przekonania mogą wywierać presję na Twoje poczucie własnej wartości i sprawiać, że czujesz się "na marginesie". Ważne jest, abyś miała świadomość, że Twoja wartość nie zależy od tego, w jakim etapie życia jesteś, czy masz dzieci, czy męża. To, co czujesz, jest absolutnie ważne i zasługujesz na szacunek, niezależnie od Twojej sytuacji życiowej.

Twoje doświadczenia związane z brakiem instynktu macierzyńskiego są całkowicie w porządku, mimo że mogą być niezgodne z tym, co społeczeństwo często uważa za "normalne". Często mówi się, że to, co czujemy lub czego nie czujemy, jest wynikiem naszych własnych, indywidualnych doświadczeń, które formują nasze pragnienia, lęki i potrzeby. Brak pociągu do macierzyństwa nie czyni Cię w żaden sposób mniej wartościową ani "gorszą". Możliwe, że w Twoim przypadku nie miałaś w swoim życiu odpowiednich wzorców, które wzbudziłyby w Tobie pragnienie posiadania dzieci. Może być też tak, że Twoje wcześniejsze doświadczenia, takie jak choroby czy nieudane relacje, spowodowały, że tego typu potrzeba nie rozwinęła się.

Możliwe, że twoje przeżycia w relacjach z innymi – gdzie nie pojawiał się temat rodziny, dzieci czy chęci ich posiadania – mogą wynikać z bardziej ukrytych mechanizmów obronnych. Może np. bojąc się odrzucenia, unikałaś pełnych zaangażowań w relacje, co utrudniało naturalny rozwój pragnień związanych z macierzyństwem.

Z Twoich słów przebija także głęboka samotność, która może wynikać z poczucia, że nie ma miejsca na Twoje pragnienia, Twoje "ja". Wydaje się, że zarówno w relacjach z innymi, jak i w Twoim odczuciu siebie, nie czujesz się dostrzegana ani kochana w taki sposób, jak tego potrzebujesz.

Poczucie, że jesteś w "nędznym mieszkaniu socjalnym", może być metaforą tego, jak postrzegasz siebie – "na marginesie" życia, z dala od pełni, spełnienia i wspólnoty. W psychoanalizie jest to typowy mechanizm obronny związany z depresją czy uczuciem "pustki" – kiedy czujemy się niezrealizowani, to zaczynamy również postrzegać siebie jako mniej wartościowych.

Warto, byś spróbowała spojrzeć na siebie nie przez pryzmat porównań do innych, ale przez pryzmat swojej unikalnej historii. Jesteś całą sobą, z każdą swoją trudnością i każdą wartością. Czasami proces uświadamiania sobie swoich prawdziwych potrzeb i emocji wymaga cierpliwości, ale jest możliwy. Twoje życie, Twoje przeżycia – to, co czujesz – zasługuje na zrozumienie i szacunek.

Z wyrazami szacunku
Pracownia Psychoterapii Wolne Myśli (Weronika Berdel)

Zdjęcie Kacper Urbanek

Kacper Urbanek

Psycholog
132 odpowiedzi na forum

Dzień dobry,

Bardzo Ci dziękuję za to, że się podzieliłaś tym, co czujesz, to wymaga odwagi. To, że nie masz dzieci czy partnera, nie czyni Cię ani gorszą, ani mniej kobiecą. Twoja wartość nie zależy od spełnienia cudzych oczekiwań ani od tego, czy wpasowujesz się w jakieś społeczne normy. Wspomniałaś, że pochodzisz z rodziny DDD to ogromny bagaż emocjonalny, który potrafi bardzo wpłynąć na sposób, w jaki budujemy relacje i jak widzimy siebie. To, że nie masz instynktu macierzyńskiego, nie oznacza, że jesteś niewłaściwa, po prostu jesteś sobą. Różnimy się, mamy różne potrzeby, doświadczenia i drogi. I każda z tych dróg ma wartość. Samotność, szczególnie w okresie świątecznym, potrafi mocno przytłoczyć, zwłaszcza gdy otoczenie nie okazuje zrozumienia. Ale to, że dziś jest Ci ciężko, nie znaczy, że zawsze tak będzie. To, co może pomóc, to małe kroki kontakt z kimś wspierającym, rozmowa z psychologiem, znalezienie miejsca, gdzie możesz poczuć, że ktoś naprawdę Cię słyszy i widzi. Jesteś ważna. Nawet jeśli dziś czujesz się niewidzialna i pominięta Twoje życie się liczy. Jeśli czujesz, że nie dajesz już rady, bardzo zachęcam Cię, byś poszukała wsparcia terapeutycznego. Nie jesteś sama, nawet jeśli teraz tak to wygląda. Chciałbym, żebyś wiedziała, że zasługujesz na troskę, ciepło i relacje, w których będziesz po prostu sobą.

 

Z pozdrowieniami 

Kacper Urbanek 

Psycholog, diagnosta 

NowośćTylko w aplikacji mobilnejTwoja sytuacja jest trochę inna?Opisz swoją sytuację na czacie w aplikacji TwójPsycholog, a specjalista odpowie do 24 godzin. Bez kamery i bez terminu, pakiety od 49 zł.Sprawdź, jak to działa

Zobacz podobne

Odczuwanie siły niezależności a relacje z bliskimi - jak sobie radzić?
Odczuwam ogromną siłę niezależności, czy to bardzo dobrze? Najlepiej czuję się sama w swoim towarzystwie. Uspokojona, wyluzowana i wyciszona jestem wtedy kiedy w znajduje się w lesie lub nad morzem. W obecności rodziców jestem zdesperowana i niedoceniania na każdym kroku. Wtedy brak mi pewności siebie i z pewnej siebie kobiety zamieniam się natychmiast w nieśmiałą małą dziewczynkę. Mam również chłopaka przy którym jego obecność jest dla mnie ważna, wtedy czuję się już normalnie. Nie wiem co o tym myśleć.
12 odpowiedzi
Lek przed choroba psychiczna i nadmierna kontrola mysli po komentarzu meza - jak sobie pomoc?
Dzień dobry , Kilka miesięcy temu chciałam porozmawiać z mężem bo chodziło , o to , że nie mamy drugiego dziecka , ale ja nie potrafiłam mu tego przekazać i tak się zakręciłam w tym co chciałam mu powiedzieć , że wyglądało tak jakbym nie logicznie mówiła .. a on na to , '' czy z tobą wszystko ok'' a ja po tej sytuacji wpałam w nadmierną kontrolę swoich uczuć emocji itp ... wszystko co mówie , to kontroluje . Rozmawiałam z nim o tym , ale on powiedział , że żartował.. ale ja w mojej głowie wyobraziłam sobie,że może ja mam jakąś chorobę psychiczną .. i bardzo mnie męczą te myśli.. Wcześniej nadmiernie kontrolowałam swoje ciało i to zauważyłam już około roku temu , a teraz kontroluję emocję i nie mogę zapomnieć o tym co powiedział mimo , że żartował . Jak o tym zapominam czyli pracuję , itp to się nie martwię , ale jak ide spać to analizuję cały dzień i szukam jakiś sygnałów czy np się nie przejęzyczyłam albo coś. Zaczęłam bać się chorób psychicznych , a wcześniej bałam się chorób neurologicznych,ale jak wiem , że rezonans mam czysty się nie martwię. W jaki sposób mogę sobie pomóc ,żeby o tym zapomnieć . Ta myśl mnie bardzo męczy i napływa lęk jak o tym pomyślę. Ostatnio mój synek był w szpitalu na kilka dni , całkowicie nie myślałam o tym , a teraz wraca ta myśl. Jak on o tym powiedział wtedy , przeczytałam w internecie o chorobach psychicznych , jakbym o tym nie przeczytała to pewnie bym nawet nie pomyślała , że to coś złego co on powiedział. Jak pojawi się inny problem natychmiast zapominam. Czy można nad tym pracować? Chciałabym dostać 100 % pewności ,że wtedy logicznie mówiłam bo boję się , że to początek jakieś choroby.
10 odpowiedzi
Jak pomóc ojcu zmanipulowanemu przez nową partnerkę po śmierci mamy? Prośba o rady

Cześć, piszę tutaj, bo nie wiem już, co robić. Czuję się, jakbym straciła oboje rodziców. Po śmierci mamy ojciec związał się z dużo młodszą kobietą. Od tego czasu wszystko się zmieniło. Jego partnerka kontroluje go na każdym kroku – nie możemy z siostrą spokojnie z nim porozmawiać, bo ona zawsze jest obok, wtrąca się, słucha, a potem ma do niego pretensje. Ojciec twierdzi, że „nie może” jej wyrzucić, choć mówi, że ma jej dość. Wiemy, że się jej boi. Słyszałyśmy też, że ma na niego jakieś „haki”. Powiedziała wprost, że „ustawi nas tak, jak jego” – czyli chce przejąć kontrolę nad całą rodziną. Ojciec przestał mieć swoje życie – kiedyś w weekendy odpoczywał, relaksował się. Teraz robi tylko to, co ona chce: zakupy, wyjazdy do jej rodziny, do ludzi, których kiedyś unikał. Nie może sam decydować o niczym – nie wychodzi nigdzie sam: ani do kolegów, ani nawet do swojej siostry czy szwagra. Wszystko musi być „z nią” lub za jej zgodą. Każdy weekend wygląda tak, jakby specjalnie organizowała mu czas, żeby tylko nie był z nami i nie miał okazji pomyśleć po swojemu. Wciąż mieszkam w rodzinnym domu, ale nie mogę się w nim czuć swobodnie. Nic nie jest już moje, wszystko podporządkowane jest jej. To boli. Próbuję z nim rozmawiać, wysyłałam wiadomości, delikatnie pytam, czy jest szczęśliwy, ale unika odpowiedzi. Boję się, że sytuacja się pogorszy, że całkiem się od nas odetnie, a ona będzie miała nad nim pełną władzę. Jeśli ktoś z Was był w podobnej sytuacji – bardzo proszę o rady. Jak rozmawiać z osobą, która jest zmanipulowana? Czy można jakoś ochronić go (i nas) przed taką toksyczną osobą? Nie chcę się poddać, ale czuję, że grunt osuwa mi się spod nóg. Dziękuję każdemu, kto przeczyta i odpowie.

3 odpowiedzi
Presja rodziny, problemy zdrowotne mamy, uzależnienie od alkoholu - jestem przytłoczona i zła.

Moja mama ma 62 lata. Jest alkoholiczka. Moi rodzice mieszkają sami. My z siostrą nie mieszkamy w naszym mieście rodzinnym. Mój tata jest kierowcą zawodowym. Pracuje od poniedziałku do piątku po 12 godzin dziennie. Moja mama w tamtym roku już raz trafiła do szpitala przez alkohol. Dowiedzieliśmy się wtedy, że jest alkoholiczka. Lekarze mówili, że jedną nogą była w grobie. Cały okres leczenia szpitalnego okropnie wspominam. Byłam załamana, płakałam każdego dnia. Po wyjściu ze szpitala, wydawało się, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Zawoziłam ją na wszystkie badania, wszystkie wizyty u specjalistów. Po wyjściu ze szpitala to ja z moim tatą dawaliśmy jej leki. Była mega poprawa. W wynikach badań, w wyglądzie w zachowaniu. Po miesiącu, kiedy odzyskiwała siły, uparła się, ze ona sama będzie brać leki. Po około 3 miesiącach od wyjścia ze szpitala zaczęła znów pić. Nie przyznawała się. Nawet gdy siostra przyłapała ją z wódką, to kłamała w żywe oczy, że to nie jej wódka! Mama zaczęła mieć zwidy. Widziała, rzeczy, osoby i sytuacje, których nie było. Byliśmy tym przerażeni. Bałam się do niej przyjeżdżać. Lekarz rodzinny pokierował mamę do psychiatry. Dostała leki na zwidy, które miały jej pomóc. Lekarz zastrzegł, ze absolutnie nie można przy tych lekach pic alkoholu. 16 maja jej stan się pogorszył. Tata zadzwonił po siostrę. Pojechała do rodziców i zadzwonili po pogotowie. Lekarz powiedział, że to była ostatnia chwila na pogotowie, bo nie dożyłaby do rana. Znów jest w szpitalu. Minęły już 3 tygodnie. Mama jest na tą chwilę osobą leżącą. Mówi bardzo niewyraźnie, niezrozumiale. Musi się bardzo postarać, żeby powiedzieć coś normalnie. Lekarze mówią, że taki stan może jej zostać. Wyszło jej zatrucie amoniakiem, oraz uszkodzenie mózgu i móżdżku i wiele, wiele innych. Nie chce naszej pomocy. Gdy przychodzę, odwraca głowę, nie chce ćwiczyć siadania i wstawania (zalecenie lekarza), nie chce dać sobie obciąć paznokci, przemyć twarzy. Nie potrafi sama wziąć butelki i się napić, nie potrafi przełykać. Jest bardzo niemiła, bluźni do nas, jakbyśmy byli kimś obcym dla niej. Gdy była zdrowa, nigdy taka nie była. Co się ze mną stało? Że zamiast współczucia czuje złość? Nie chce mi się płakać, nie chce do niej chodzić. Przez j zachowanie czuje niechęć, ale sumienie mi nie pozwala. Mamy wyniki się poprawiły. Ale przez uszkodzenie mózgu, może zostać osobą leżącą. Jej życiu nic nie zagraża. Niedługo ma być wypisana do domu. Jestem zestresowana. Przez tę sytuację jestem nerwowa do moich dzieci. Nie poznaje siebie! Jestem tak na nią zła!!!! Jak mogła tak sobie zniszczyć życie! Nawet nie mogę płakać. Czuje się oceniana z każdej strony. Siostry mojej mamy powiedziały mi: ,,ona czuła się samotna! Jak można pracować po 12 godzin i żeby ona sama była tyle czasu. Czuła się nierozumiana." Ogólnie teraz ja, Moja siostra i tata jesteśmy wszyscy złem świata, bo nie jesteśmy idealna rodzina i mama leży w szpitalu przez nas. Tak uważa jej rodzina. Co im odpowiadać na te ataki? Mój tata poblokował ich numery to do mnie dzwonią. Dobija mnie ta sytuacja. I jeszcze jedno. W lutym rezerwowaliśmy wakacje. Wyjazd mamy w piątek. Jedziemy do Chorwacji. Nie potrafię cieszyć się z wakacji. No jak to wygląda: mama w szpitalu a my z siostrą co? Wakacje? Co powiedzą inni? Znowu będziemy te najgorsze. Ze zamiast być u mamy to się relaksujemy. Czuje, ze potrzebuje odetchnąć. Nie wiem, co robić. Jestem o krok od odwołania. To wszystko miażdży mnie psychicznie. Czemu czuje złość do niej?

5 odpowiedzi
Jak powiedziec mamie o diagnozie ADHD i wyjasnic, dlaczego chce sie na nia zapisac?
Usłyszałam od terapeutki żebym zapisała się na diagnozę z ADHD, ponieważ trudności które mam, mogą być z tym związane. To było ok. pół roku temu jak jeszcze nie byłam pełnoletnia, oczywiście mama przy tym była. Miałam nadzieję że po spotkaniu z terapeutką powie coś, skomentuje to, ale nic nie powiedziała. Nie wróciłyśmy do tego tematu. Teraz jestem pełnoletnia i sama mogę umówić się na diagnozę, natomiast i tak przydałoby się pogadać o tym z mamą. Nie chcę jej pytać o zdanie, tylko chcę ją poinformować o tym, bo i tak się dowie (też nie chcę tego ukrywać). Problem polega na tym, że nie wiem jak zacząć tą rozmowę. Ona będzie zadawać pytania, boję się że nie zdołam na nir odpowiedzieć. Z nią zawsze jest taka rozmowa - albo się ze mną zgadza, albo muszę podać konkretne argumenty, żeby ją przekonać, jakby nie umiała po prostu czegoś przyjąć. Dla mnie ta diagnoza jest ważna, bo może zdołam zrozumieć dlaczego jest tak a nie inaczej. Może w końcu zostanę wysłuchana i dostanę wskazówki co dalej. Myślę że to może być ważny krok w moim życiu, natomiast nie chcę wchodzić w szczegóły rozmawiając z nią o tym. Jak mogę jej w skrócie to przekazać, żeby miała ode mnie jasny komunikat który ją zadowoli? Wiem że może moje pytanie jest zbyt ogólne, jednak nie wiem jak to sprecyzować, a też nie chcę jakoś bardzo się rozpisywać.
10 odpowiedzi
Okropnie boję się rodziców - ich opinii, zachowań, krzyków i wyzwisk. Żyję w wielkim lęku. Proszę o radę!
Cześć! Mam 25 lat i nadal boję się opinii rodziców, ich zachowania, a także, że nie jestem dla nich wystarczający. Od wielu lat żyłem w przekonaniu, że rodzina jest najważniejsza i powinienem stać za nich murem. Dlatego starałem się być dobrym synem. Natomiast od pewnego czasu gdy wystąpiła u mnie depresja (CHAD), moje aktualne życie zmieniło się o 180 stopni. Panicznie boję się rodziców. Mój ojciec jest wysoko postawionym urzędnikiem, przez to nie miał dla mnie dużo czasu, gdy byłem młodszy, natomiast matka jest nauczycielką, mam wrażenie że moja obecność ją drażni. Ciągłe krzyki i wyzwiska, czasem rękoczyny. Próbowałem rozmawiać, czy może nie spróbować osobnej lub wspólnej terapii. Ale zostałem wyśmiany. Nie wiem co zrobić, wyprowadzić się przez jakiś czas jeszcze nie mogę, a samo przebywanie z nimi napawa mnie obawą. Przez to nie potrafię już nawiązywać nowych znajomości, boję się ludzi, praktycznie nie mam znajomych a co dopiero przyjaciół. Więc moje pytanie brzmi, czy jest jakieś wyjście z tej sytuacji, czy jest jakaś szansa na nagły zwrot akcji, czy po prostu czekać, aż się wyprowadzę?!
2 odpowiedzi

Materiały wspierające

Warto przeczytać

Sprawdź też

Ilustracja: nastolatka robi selfie telefonem i pokazuje znak victorii, obok uśmiechnięty chłopiec z piłką

Okres dojrzewania - co warto wiedzieć o zmianach i wyzwaniach

Okres dojrzewania to wyjątkowy i wymagający etap zmian fizycznych, emocjonalnych i społecznych. Zrozumienie tych procesów jest kluczowe dla nastolatków, ich rodziców i opiekunów, by lepiej radzić sobie z wyzwaniami i wspierać rozwój młodego człowieka.