
- Strona główna
- Forum
- rodzicielstwo i rodzina, związki i relacje
- Problemy rodzinne i...
Problemy rodzinne i presja a przygotowania do egzaminów i relacja z chłopakiem
Witam,
mam w tym roku 20 lat i studiuję zaocznie w Poznaniu. Jestem przed ostatnimi egzaminami w tym roku, ale martwię się, czy zdam przez moją sytuację w domu. Moi rodzice cały czas się kłócą z różnych powodów – zazwyczaj o pieniądze. Mój ojciec jest byłym alkoholikiem (ma niebieską kartę, więc nie pije) i przez jego problem zawsze była u nas bieda. Moja mama nie radzi sobie finansowo i nie ma na nic pieniędzy, a mój ojciec twierdzi, że ma ona inne konta bankowe albo że ma „miliony” na koncie i go oszukuje.
Mama próbuje nakłonić ojca do dzielenia się wypłatami, ale on zawsze swoje. Przepieprza na wszystko pieniądze. W maju miał ponad 4000 zł wypłaty, a po kilku dniach zostało tylko 600 zł. Nie daję sobie rady psychicznie i dlatego coraz częściej uciekam do chłopaka, który mieszka kawałek ode mnie. Czuję się u niego lepiej i się nie stresuję, ale mojej matce to przeszkadza. Za każdym razem, jak chcę do niego jechać, to robi awanturę i mnie wyzywa, że mam sobie robotę znaleźć (chociaż mówiłam jej, że po egzaminach znajdę sobie pracę).
W zeszłym tygodniu wróciłam od niego i zamiast przyjechać w poniedziałek, to byłam we wtorek rano. Mama popłakała się i mnie o to wyzywała, jak za każdym razem. Dzisiaj rodzice się strasznie pokłócili i oboje wywierają na mnie presję, żebym stanęła po którejś ze stron. Rodzice grożą, że każdy będzie żyć za swoje, bo nie potrafią się dogadać. Jest to dla mnie nie do wytrzymania i myślę nad ucieczką do chłopaka, chociaż na kilka dni albo na dwa tygodnie, żeby uczyć się w spokoju do egzaminów, bo wątpię, że u siebie znajdę takowy. Jednak wiem, że jak pojadę, to moja mama mnie spakuje i każe się wyprowadzić do chłopaka.
Czy mam jechać i nie patrzeć na rodziców?
Anonimowo
Martyna Jarosz
Twoja sytuacja jest bardzo trudna i w pełni zrozumiałe jest to, że czujesz się przytłoczona konfliktem między rodzicami. Ich problemy finansowe i emocjonalne nie powinny obciążać Cię w takim stopniu, ale niestety często dzieci dorastające w trudnym środowisku stają się mimowolnymi uczestnikami rodzinnych napięć. Najważniejsze teraz jest Twoje zdrowie psychiczne oraz egzamin, który przed Tobą.
Jeśli przebywanie u chłopaka daje Ci chwilę wytchnienia i pozwala skupić się na nauce, to może być dobrym rozwiązaniem, ale warto przemyśleć konsekwencje. Możliwe reakcje mamy mogą sprawić, że sytuacja się zaostrzy i będziesz zmuszona do podjęcia decyzji, na którą nie jesteś gotowa. Może warto otwarcie z nią porozmawiać i wyjaśnić, że nie uciekasz od odpowiedzialności, lecz próbujesz znaleźć przestrzeń do nauki i chwilę spokoju.
Jeżeli czujesz, że presja ze strony rodziców jest zbyt duża i obciążająca, możesz także skonsultować się z psychologiem – niezależna perspektywa może pomóc Ci określić najlepsze rozwiązanie. Pamiętaj, że masz prawo zadbać o siebie, a ich konflikty nie powinny odbierać Ci możliwości spokojnego przygotowania się do egzaminów. Możesz też rozważyć tymczasowe inne rozwiązania, np. naukę w bibliotece lub u znajomych, jeśli to pomoże uniknąć eskalacji w domu. Cokolwiek zdecydujesz, postaraj się, by decyzja była świadoma i przemyślana, niepodjęta w emocjach.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Katarzyna Kania-Bzdyl
Droga Anonimko,
nie jesteś odpowiedzialna za to, jaką relacje mają pomiędzy sobą rodzice. Zadaniem rodziców jest m.in. stworzenie dla dziecka poczucia bezpieczeństwa, przynależności, miłości, akceptacji. Jak widać, nie jest to spełnione w Twoim domu. W związku z tym Twoim zadaniem jako osoby już dorosłej jest ochrona przed tego typu sytuacjami. Na ten moment znalazłaś świetne rozwiązanie, jakim jest ucieczka w stronę swojego chłopaka. W przyszłości rozważ wyprowadzkę z domu, choć domyślam się, że ze względu na finanse może być to trudne. Niemniej jednak usamodzielnienie się i odgrodzenie od rodziców będzie dla Ciebie wyciszeniem i skupieniem się na swoim życiu. Matka nie ma prawa ingerować w to, jak często przebywasz ze swoim chłopakiem. Jest to szantaż emocjonalny, a nawet przemoc emocjonalna. Czy istnieje taka możliwość, abyś na stałe zamieszkała u swojego chłopaka?
Jednocześnie zachęcam Cię, abyś pomyślała o konsultacjach psychologicznych, które pomogą Ci przetrwać momenty, kiedy matka / ojciec będą wzbudzali w Tobie poczucie winy i wyrzuty sumienia.
Pozdrawiam,
Katarzyna Kania-Bzdyl
Marek Król
Hej,
opisujesz trudną sytuację. Jak rozumiem, z jednej strony próbujesz skupić się na nauce i zbliżających egzaminach, z drugiej doświadczasz dużego napięcia, wynikającego z konfliktów rodziców oraz presji, którą oboje na Tobie wywierają. Naturalne jest, że czujesz się zmęczona i potrzebujesz spokojnego miejsca, w którym mogłabyś trochę odetchnąć.
Widzę też, że potrafisz zadbać o siebie i znajdujesz takie miejsce poza domem - u swojego chłopaka. Jest to ważny zasób i umiejętność radzenia sobie w sytuacjach stresujących.
Może pomocne byłoby zastanowienie się teraz nad kilkoma pytaniami?
- Czego aktualnie najbardziej potrzebujesz, by przygotować się do egzaminów?
- Co sprawia, że właśnie pobyt u chłopaka daje Ci poczucie bezpieczeństwa i możliwość spokojnej nauki?
- Jakie są dostępne opcje, nie tylko te skrajne, ale także pośrednie - np. ustalenie krótkiego, ale wyraźnego czasu wyjazdu, rozmowa z mamą o potrzebie chwilowego dystansu lub znalezienie miejsca do nauki np. na uczelni?
Z tego, co piszesz, wyłania się obraz osoby odpowiedzialnej i świadomej tego, co się z nią dzieje, a także umiejącej podejmować konstruktywne decyzje w trudnych momentach. Jeśli będziesz się czuła przytłoczona, może wsparcie oferuje np. uczelnia, może krótkotrwałe wsparcie od specjalisty?
Niezależnie od wyboru, życzę powodzenia na egzaminach i znalezienia dla siebie przestrzeni, której teraz najbardziej teraz potrzebujesz.
Pozdrawiam,
Marek Król
Kacper Urbanek
Dzień dobry
To, co przeżywasz, jest trudne i obciążające, szczególnie w momencie, w którym Twoja uwaga powinna być skupiona na studiach i egzaminach, a nie na konflikcie między dorosłymi. Twoi rodzice nie powinni przerzucać na Ciebie odpowiedzialności za ich własne napięcia i problemy. Próby wciągania Cię w spór, wymuszanie opowiedzenia się po którejś ze stron czy grożenie konsekwencjami to działania, które bardziej świadczą o ich bezradności niż o Twojej winie.
Potrzeba spokoju, bezpieczeństwa i dystansu w takiej sytuacji jest całkowicie naturalna. Chęć wyjazdu do chłopaka, by się wyciszyć, nie jest ucieczką przed odpowiedzialnością, ale próbą ochrony siebie. To nie jest egoizm to dbanie o swoje zdrowie psychiczne, które już teraz jest mocno nadszarpnięte. Twoja mama może reagować emocjonalnie, bo sama żyje w napięciu i poczuciu bezsilności. Może czuć się opuszczona albo przestraszona, że „traci” Ciebie jako sojuszniczkę, ale to nie znaczy, że masz rezygnować z własnego komfortu czy planów. Jesteś osobną osobą, masz prawo do budowania własnej przestrzeni i relacji, które dają Ci wytchnienie. Jeśli czujesz, że kilkudniowy wyjazd pomoże Ci się skupić na nauce i wrócić do równowagi, to warto dać sobie na to przestrzeń nie w geście odwetu, ale jako krok w stronę zdrowia. Jeżeli obawiasz się, że Twoja mama wyrzuci Twoje rzeczy lub odetnie się emocjonalnie, dobrze byłoby zabezpieczyć się chociaż symbolicznie: jasno powiedzieć, że potrzebujesz tego czasu i że to nie oznacza zerwania kontaktu. W sytuacjach silnego napięcia emocjonalnego pomagają krótkoterminowe decyzje, „co dziś mogę zrobić dla siebie, żeby było mi choć trochę lepiej”. Wyjazd na dwa tygodnie to nie wybór między rodzicami a chłopakiem to tymczasowa decyzja o tym, gdzie możesz teraz odzyskać trochę siły. Jeśli masz gdzie być i z kim możesz z tego skorzystać. Masz prawo wybrać siebie.
Z pozdrowieniami
Kacper Urbanek
Psycholog, diagnosta

Zobacz podobne
Jesteśmy ze sobą ponad 40 lat. Dzieci (2) dorosłe + 4 wnuków. Sprawa jest taka: mój mąż na początku chciał być innym ojcem (niż jego ojciec) – ciepłym, troskliwym. Ale... przeszłość go dopadła. Nie było tak długo fajnie – może pierwsze 4–7 lat. Potem miał zawsze pretensje (do mnie, do dzieci), że nie są jakieś wyjątkowe, że się mało starają. Żeby je ochronić przed docinkami, złośliwością, krytykanctwem – chroniłam, jak mogłam (syn nawet był w szkole średniej w internacie, żeby zejść z oczu ojcu). Starałam się bardzo, żeby wszystko było jak najlepiej w domu, żadnego powodu do krzyku itp. Sama pracowałam i dobrze zarabiałam.
Ale mój mąż popadł w alkoholizm (wyszedł z tego po 10 latach), potem okazało się: zdrady, nawet dziecko jakieś ma z inną (bez kontaktu?). Dzieci to bardzo odczuły – syn też się uzależnił od tabletek (wyszedł z tego po dwóch, trzech latach). Córka ma za sobą rozwód po bardzo nieudanym małżeństwie (z przemocowcem). Mąż jest ze mną. Ale jego zachowanie coraz bardziej jest przykre. Dalej ma pretensje do dzieci (bo nienależycie okazują mu szacunek, nie robią tak, jak on uważa – a on uważa, że ma być tak i już!), do mnie potrafi być niegrzeczny, nawet mi dokuczać w towarzystwie. Jak się upomnę, by tak nie robił, to uważa, że przesadzam.
Ogólnie widzę, że jest niezadowolony z życia z nami – ze mną i z dziećmi. Wobec wnuków jest bardzo krytykancki, ostry, ma jadowite spostrzeżenia. Na ogół nie chcą z nim przebywać. Kupuje ich szacunek pieniędzmi (wysyła kieszonkowe itp.), a potem wypomina, straszy, że nic im nie da itp. Rozkazuje, co mają robić, a jak nie chcą – to jest zły. W ogóle jest zły na swoją sytuację, a według mnie nie ma powodu (dzieci są samodzielne, pracują, opiekują się swymi dziećmi należycie, żadnych kredytów, a my – emeryci, wycieczki, zdrowie dopisuje itp.).
Mój mąż od samego początku nigdy o swoich jakichkolwiek problemach nie mówił swoim rodzicom czy rodzeństwu. To ja zdecydowałam, że powiem rodzeństwu o jego alkoholizmie i zdradach. Ich reakcja: „No tak, nic nie pomogę, bo nie ma o co się martwić. Nie jest źle”. Koniec tematu. Dalej traktują go jak półboga. On bez żadnego pytania zawsze im pomagał, nawet jak nie chcieli, to wciska się z pomocą (materialną, finansową, nawet przyjedzie kilkaset km do nich, żeby być z nimi, gdy chcą). Do nich nigdy nie odezwie się szorstko, nigdy nie skrytykuje. Nawet gdy któreś coś nie dopatrzy, źle zrobi itp. – to zawsze jest usprawiedliwienie („Pewnie zrobi to, gdy będzie miał wolną chwilę”). Gdyby to było u naszego syna, reakcja byłaby taka: „To taki nieudacznik, już dawno miał to zrobić, a się leni i nic nigdy do porządku nie zrobi”.
Boję się zapraszać dzieci czy wnuki do nas, bo jest po godzinie taka agresja u męża: „Ty ciągle go prowokujesz!” (do wnuczki), „Ciągle mu przeszkadzasz! Wredna jesteś! Bezczelna!”. Wnuczka się oburza, płacze, chce jechać do domu. Mąż jest oburzony, że ona tak reaguje: „Głupia jest i już, za dużo jej pozwalają”. Nie szanuje mnie. A gdy dziecko siostrzeńca ciągnie go za resztkę włosów i kopie po nogach (6 lat – lekki autyzm), to jest ok, nie trzeba nic robić, nie reagować. „Jest fajnie i już”.
Mąż wyraża ostre, krytykanckie opinie, które bolą: „Co trzeba mieć nasrane w głowie, żeby sobie tatuaż na całej ręce zrobić!” (a partner córki ma taki tatuaż – a jest najlepszą rzeczą, jaka jej mogła się zdarzyć, dobry człowiek). Przy obcych ludziach mój mąż pragnie błyszczeć, być podziwiany, stać na świeczniku. W gruncie rzeczy to nic złego – niektórzy chcą być w cieniu, inni w świetle reflektorów. Ale to jego pragnienie rzutuje na moje życie – chce być podziwiany nie przeze mnie, tylko przez rodzeństwo, rodzinę swą (czyli krewnych, bo my chyba do rodziny nie zaliczamy się), przez kolegów (których ma jak na lekarstwo, bo jest taki szorstki i niemiły) czy obcych spotykanych np. na wspólnych wczasach.
Najgorsze jest dla mnie to, że on szuka i znajduje oparcie, usprawiedliwienie takiego postępowania w swej rodzinie. I znajduje je. Jego siostra, brat, kuzyni, ciotki itp. są zawsze murem za nim. Może nie popierają, ale też nie śmią nigdy mu powiedzieć: „To jest złe, tak nie rób”. O nie, tego nikt nie powie. Bo przestałby być taki fajny. Bo ich rodzice też tak postępowali, bo tak ich nauczyli.
I tu jest moje pytanie: jak należy to przerobić? Jak postępować, gdzie szukać pomocy? Jest mi bardzo źle z tym. Uważam, że muszę się ciągle ograniczać, wysuwać go do przodu, żeby „błyszczał”. To zaspokaja jego ego? (Np. zgoda na nowszy samochód, choć ten, co mamy, jest ok, bardzo dobrej klasy – ale musi być lepszy, nowszy, żeby się chwalić, pokazać).
Nie było tak na początku – był zbuntowany przeciwko stylowi życia rodziców, a teraz jest taki jak jego ojciec (matka w cieniu, nie miała nic do powiedzenia, ojciec rządził i rozrządzał, krewni najważniejsi). Ja byłam tą obcą synową (nie pochodzę z ich stron – byłam obca). Choćbym nie wiem, jak się starała, to będę obca.
Mąż szuka po całych dniach jakichś informacji o swych krewnych. Umacnia się w poglądach wtedy wyznawanych. Kreuje się na jakiegoś seniora, ważną osobę w tych kręgach. Przyglądam się temu z niepokojem. Odczuwam, że traktuje mnie gorzej niż kiedyś (a nie ma powodu – jestem atrakcyjna, bez chorób, wykształcona, pracuję jeszcze, w domu załatwiam gotowanie, sprzątanie itp., mąż lubi ogród. Ale nie po to lubi ogród, żeby usiąść i uśmiechnąć się do kwitnących drzew, ale żeby się pochwalić, że palmę wsadził i rośnie – a tu, jak na złość, każda pada i nie rośnie).
Szukam wyjścia z sytuacji, bo czytałam, że przeszłość w rodzinie ma kolosalne znaczenie w postępowaniu. Czy naprawdę da się coś z tym zrobić? Od lat marzę, żeby mąż poczuł satysfakcję, żeby powiedział, że cieszy się z życia ze mną i dziećmi. On zawsze jest nienasycony: kupimy nowy samochód, pojedziemy na kolejną wycieczkę, zrobimy kolejny interes („bo nie ma co siedzieć i czekać na śmierć”). Jak wybudowaliśmy kolejny dom, zapytałam go, czy czuje, że spełnił wreszcie swe marzenie i już koniec z gonieniem za dalszymi przedsięwzięciami. O... nie... to nie było spełnienie.
Jego rodzice nigdy go chyba nie chwalili, był najstarszy. Nie wierzyli w niego, że da sobie radę na studiach. Woleli, by zrobił zawodową szkołę i poszedł do pracy, a najlepiej, żeby wyjechali wszyscy z kraju i gdzieś na Zachodzie wtopili się w inny, lepszy świat, bo ten świat jest nie ich. Ponieważ mąż był ze mną, nie chciał emigrować, to oni też zostali, mając mu za złe. I nie wyemigrowali, choć połowa ich rodziny jest po tamtej, „lepszej” stronie. Oni potem też się bali zostawić ten świat. I tak to się kotłowało.
Ale dalej nie wiem, jak to zrobić, by było lepiej. Rodzina (krewni męża) to normalni ludzie, których lubię. Ale nie znoszę tej różnicy w męża postępowaniu: wobec mnie i naszych dzieci – i wobec jego krewnych. Tu może nas krytykować, ośmieszać, krzyczeć, żądać, a wobec tamtych jest miły, ciepły, wspomagający. Jak to zrobić, by było dobrze?
Kilka lat temu zaczęłam chorować i pojawiła się u mnie obsesja na punkcie zdrowia, badań medycyny. Teraz mój stan się znacznie poprawił, właściwie poza wszczepionym rozrusznikiem i wadami serca jestem zdrowa. I tu leży problem. Nie cieszy mnie to, wręcz każda dobra wiadomość związana z moim zdrowiem wywołuje u mnie panikę, bo ja nie chce być zdrowa. Uświadomiłam sobie niedawno, że moim największym marzeniem jest zachorować na coś nieuleczalnego, co będzie wymagało ciągłego leczenia i to najlepiej coś, co będzie sprawiało psychiczny i fizyczny ból. Nie wywołuję u siebie żadnych chorób, objawów, ale obawiam się, że to w końcu może nadejść.
Mam dzieci, chciałabym, by powrót do zdrowia mnie cieszył, zamiast mnie unieszczęśliwiać. Czy może to być zespół Munchausena ? Jak z tym walczyć ? Boję się, że dojdę do takiego etapu, że przestanę zdawać sobie sprawę z tego, że to nie jest normalne i doprowadzę do jakiejś tragedii. Chcę się leczyć, póki nie dotarłam jeszcze za daleko.

