Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Czuję się samotna. Beznadziejna. Zmagam się z niską samooceną i brakiem poczucia własnej wartości.

Czuję się samotna. Beznadziejna. Zmagam się z niską samooceną i brakiem poczucia własnej wartości. Boję się iść do pracy. Że sobie nie poradzę, że będę wyśmiana, nielubiana... Raz z pracy zostałam zwolniona. Bo domagałam się by szef dał mi w końcu umowę, a nie tak bez pracowałam przez kilka miesięcy. To mnie zwolnił z dnia na dzień. Strasznie to zniosłam. Potem pracowałam na siłowni jakiś czas, ale natłok pracy, gdzie ciężko mi się było skupić. Plus głupie teksty osób na siłce i konkurencja sprawiały, że nie mogłam znieść tego psychicznie. Wracałam do domu i płakałam, że się wygłupiłam albo że coś źle zrobiłam, powiedziałam, że coś mi nie wyszło. I odeszłam. Ciągle porównuje się do innych dziewczyn, że są ładniejsze, pewne siebie, mają super znajomych, partnerów, wiedzą czego chcą od życia, są zabawne, ja się czuję nudna osoba. Nawet wśród znajomych jak się z kimś spotykam, nie jest zabawnie. Nie śmiejemy się. Faceta też nie mam. Uwolniłam się z toksycznego związku, gdzie na koniec tez usłyszałam, że jestem nie dobra, i coś, że mną nie tak. Skończyłam studia, ale nie czuje się dobrze w swoim kierunku, mam 31 lat. I nie wiem, co chce robić w życiu, czuję, że się nie nadaje. Że zmarnowałam sobie życie. Przytłacza mnie to wszystko... Źle mi jest.
Beata Irzycka

Beata Irzycka

Z tego co przeczytałam czuję, że rzeczywiście jest Pani samotna i boryka się z bardzo niskim poczuciem własnej wartości. Prawdopodobnie to ono leży u podstaw poszczególnych opisanych tu kryzysów przez Panią kryzysów – choć z pewnością spotkało Panią też wiele sytuacji, które nie powinny się w ogóle wydarzyć. Mimo tych sytuacji musiała mieć Pani mnóstwo siły, by przy takim deficycie uwolnić się z toksycznego związku, choć z pewnością kosztowało to mnóstwo energii – co tylko pokazuje, jak duży ma Pani potencjał do zmiany stanu, w którym się znajduje. Myślę, że korzystne byłoby dla Pani wsparcie specjalistki/specjalisty, którzy rozszerzyliby  Pani perspektywę na Pani zasoby (które z pewnością są, jednak z perspektywy kryzysu trudno je dostrzec) i pomogliby Pani ułożyć sobie na nowo swoją relację ze sobą, w sposób wartościowy i wspierający Panią na dobre i na złe.

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Paulina Szerszeńska

Paulina Szerszeńska

Jak udało Ci się odejść od toksycznego partnera? Jestem pełna podziwu, to na pewno wymagało od Ciebie wiele odwagi i determinacji.

Dodatkowo jesteś bardzo świadomą kobietą. Potrafisz dokładnie określić, co Ci nie służy. Niska samoocena, niskie poczucie własnej wartości, lęki, trudne doświadczenia, ciągłe porównywanie się z innymi, towarzyszące przytłoczenie… 

Ta wiedza daje Ci szansę, aby coś z tym zrobić - na przykład za pomocą terapii. I wiesz co? Nieważne, co myśli o Tobie świat - jeśli jesteś zawzięta, dasz sobie radę. :)

Anna Biś

Anna Biś

W wypowiedzi zauważam, że jesteś świadoma kilku wyzwań. Brak wiary w siebie, porównywanie się czy przeżywanie sytuacji po jej zakończeniu mają swoje podłoże. Czasem trudno jest zobaczyć na siebie życzliwym okiem. Co powiedziałabyś osobie w takiej sytuacji jak Twoja? Spróbuj zobaczyć kilka swoich zalet, zobacz co lubisz robić co sprawia Ci przyjemność.  Gdybym była na Twoim miejscu pogadałabym z psychoterapeutą aby pomógł Ci znaleźć wspólne punkty, przekonania, schematy aby odnaleźć siebie i poczuć się ze sobą dobrze. Na pewno nie jest to łatwa ani szybka droga jednak dla mnie warto dość do siebie. A dla Ciebie to ważne? 

Kamila Morawska

Kamila Morawska

Dobry wieczór

Z tego, co Pani pisze, przebija ogromny smutek i poczucie beznadziei. Rozumiem, że doświadczyła Pani w ciągu swojego życia wielu trudnych momentów i przeżyła Pani sporo doświadczeń bolesnych na tyle, że brakło już Pani nadziei na lepsze. Mimo wszystko, może to dobry moment, by przyjrzeć się sobie, swoim wartościom i zasobom? Może jest coś, w czym się Pani realizuje, albo może realizować? Może ma Pani jakąś relację, która jest dla Pani ważna? A jeśli nie, co można zrobić, żeby mogła Pani czerpać z życia więcej przyjemności?

W każdym momencie życia można naprawdę wiele w sobie zmienić.

Jeśli jest Pani zainteresowana podjęciem psychoterapii, zapraszam ciepło.

Katarzyna Waszak

Katarzyna Waszak

Dzień dobry! 

To, że szuka Pani wsparcia jest dużym zasobem. 

Z powyższej wypowiedzi wynika, że boryka się Pani z niskim poczuciem wartości, brakiem wiary w umiejętność poradzenia sobie w różnych sytuacjach oraz lękiem przed oceną. Przekłada się to na budowanie relacji z drugim człowiekiem. Okazuje się, że istotne w przeżywaniu trudności, w radzeniu sobie z nimi ma to, czego doświadczyliśmy jako dzieci. To, w jaki sposób dziecko jest traktowane przez rodziców, jak zostają zaspokajane jego podstawowe potrzeby psychiczne: bezpieczeństwa, przynależności, kontaktu emocjonalnego, akceptacji, czy uwagi i miłości ma ogromne znaczenie dla jego rozwoju i funkcjonowania w świecie. Warto byłoby przyjrzeć się temu w procesie psychoterapeutycznym, odkryć swoją wartość, zasoby, spotkać się ze swoimi emocjami, przyjrzeć sposobowi nawiązywania relacji, próbować nadać życiu sens.

Napisała Pani, że analizowała, czy coś źle powiedziała, czy się wygłupiła. W terapii można się przyjrzeć, czy to, co powoduje obniżony nastrój to fakt, a więc istnieją dowody na jego prawdziwość, czy to tylko przekonanie, osobiste poglądy napędzane emocjami. Bo wtedy często tworzy się błędne koło: emocje wzmacniają przekonania, które z kolei nasilają emocje. 

Pozdrawiam

Katarzyna Waszak

Zobacz podobne

Jestem miesiąc po okrutnym rozstaniu.
Cześć, to będzie długi post, ale mam nadzieję, że znajdzie się parę osób, którym będzie chciało się to przeczytać.. Muszę się wygadać. Jestem miesiąc po okrutnym rozstaniu. Po miesiącach wyznawań miłości, planowaniu przyszłości, mój facet zostawił mnie z dnia na dzień i oznajmił, że wraca do byłej. Sztylet w serce. Całkowite zerwanie kontaktu, zero wyjaśnień. Ona do niego wypisywała miesiącami, że nie daje rady bez niego, szantażowała go, obarczała go winą za całe zło świata, cały czas płakała, pisała do moich bliskich, że zniszczyłam jej związek. On mówił, że to psychopatka, że nie chce z nią być i myślał, że z czasem jej przejdzie. Że nie był z nią szczęśliwy, że była chorobliwie zazdrosna, nie mógł wychodzić, spotykać się ze znajomymi, że właściwie nie miał znajomych przez nią…Mówił, że ona jest mściwa, że przed ludźmi gra cudowną osobę, uśmiechniętą, serdeczną a nikt nie widzi, jaka ona jest na prawdę…traktowała go jak jej własność, jak przedmiot, widziałam wiadomości, które do niego wypisywała, ogólnie dramat. Zero liczenia się z jego potrzebami. W międzyczasie zmarł jej ojciec. Po rozstaniu z nią ona rozgadała wszystkim, że ją zostawił samą na tym świecie, że już nie ma nikogo, że to przez niego zmarł jej ojciec, bo coś przeczuwał. Byli ze sobą 10 lat. On jej mówił, że nie chce z nią być, bo już jej po prostu nie kocha, ale jeśli kiedyś będzie potrzebowała pomocy, to może na niego liczyć. Że spędzili ze sobą tyle czasu i chce się rozstać w zgodzie jak dorośli ludzie. Ona twierdziła, że on ją nadal kocha, że tylko się pogubił – przeze mnie. Już od tego czasu nie mieszkali razem, wyprowadził się i nie mieli żadnego kontaktu. Minęły 2 miesiące i znów się zaczęło…wypisywanie, płacz, manipulowanie. Zaproponowała mu pracę dorywczą u niej w firmie, że będzie miał możliwość sobie dorobić zdalnie. Przystał na to. Później spytała, czy pojedzie z nią na grób taty, stwierdziłam, że niech jedzie, w końcu to był jego teść przez 10 lat. Pojechał. Później znów coś, czy wyjdzie z psami, czy przyjdzie po coś tam itd… I tak z dnia na dzień czułam, że coś się miedzy nami pogarsza…spytałam, czy ponownie coś do niej poczuł, czy chce do niej wrócić, odpowiadał stanowczo, że NIE. Mówił, że jest mu jej żal, że jak był u niej w mieszkaniu to był syf itd a ona wygląda i zachowuje się jak wrak człowieka…że jakby miał do niej wrócić to tylko z litości i wtedy by poświęcił swoje życie dla niej…że on wie, jaka ona jest, że jakby wrócił, to do końca życia byłoby wypominanie, że ją zostawił, że ona jest najbiedniejsza, że jest chu**em, wszystkim by o tym mówiła itd… No i stało się. Przyszedł dzień rozstania. Znów spytałam, czy coś się między nami i nią a nim zmieniło. Powiedział, żebym dała mu czas na zastanowienie, że on sam nie wie kim jest, że bardzo mnie kocha. Wkurzyłam się, bo pytałam przez cały ten czas czy wszystko jest okej, czy coś się zmieniło, czy zrobiłam coś nie tak, że nie ma do mnie szacunku, bo do ostatniej chwili mówił, że jestem tylko ja i nic się nie zmieniło... Napisałam mu, że skoro ma wątpliwości co do naszego związku to ja je rozwieje. Pożyczyłam mu trochę kasy, powiedziałam, że ma pół roku na oddanie mi ich i na ten moment już nas chyba nic nie łączy i że złamał mi serce, kłamiąc do ostatnich wiadomości, że kocha tylko mnie… nawet nie odpisał. Parę dni później ustawił związek z nią na fb. Wszędzie mnie zablokował. To było miesiąc temu. 3 dni temu dodał z nią wspólne zdjęcie profilowe. Zero kontaktu. Zero wyjaśnień. Jestem tak zraniona…czy on cały czas mnie okłamywał? Nie znam osobiście jego byłej. Czy on zrobił z niej wariatkę, żeby tylko sobie por**ać na boku i manipulował mną? Czy on tak strasznie opluł osobę, z którą był 10 lat, byleby mieć skok w bok? A później wrócił do niej i błaga ją o przebaczenie? Czy ta dziewczyna jest tak w niego wpatrzona, że mu to wybaczyła? Czy wrócił do niej, bo tak mu jest po prostu wygodnie? Czy może ona robi z nim, co chce i dodaje te zdjęcia, zablokował mnie, ustawił związek, żeby mi pokazać, że on jest jej i robi mi na złość, a on się na to godzi? Pamiętam, jak mówił, że ona już tak robiła, żeby pokazać wszystkim, jaki to oni mają cudowny związek, a dobrze było tylko na zdjęciach… Czy może on faktycznie szczerze coś znów do niej poczuł i faktycznie wrócił do niej z miłości? Ja już nie chciałabym do niego wrócić, nawet jakby się odezwał, ten etap jest już za mną… Dręczą mnie pytania bez odpowiedzi. Co się w ogóle stało? W co on grał? Kto tu jest poszkodowany? Czy byłam tylko keks zabawką? Czy on ją kocha? Czy kochał mnie? Czy wrócił do niej z miłości, czy z litości? Nie mogę spać po nocach, rozpamiętuję, jestem potwornie zmęczona…budzę się w środku nocy i zaczyna się mielenie w głowie cały czas tego samego… ja już tego nie chce, ale to cały czas powraca…
Kryzys życiowy: lęki, problemy w związku i brak satysfakcji zawodowej
Dzień dobry, mam ogromny kryzys życiowy, nigdy nie miałam tylu problemów i nie wiem jak sobie z tym wszystkim poradzić. Mam wrażenie, że stoję przed jakąś ścianą, jestem totalnie zblokowana. Najgorsze jest to, że zdaję sobie sprawę, że za część tych problemów jestem sama sobie winna. Jestem przed 40-stką, kilka lat temu przeprowadziłam się za granicę (poniekąd będąc zmuszoną przez Covid). Poznałam tu swojego partnera, aczkolwiek z czasem zaczęło do mnie gdzieś docierać, że nie wiem czy wyobrażam sobie mieszkać przez całe życie poza krajem. Mój partner jest stąd i nie może się przeprowadzić ze mną do Polski ze względu na specyfikę pracy, którą wykonuje. Mimo moich wątpliwości budowaliśmy związek, choć ja nigdy tak w 100% nie byłam w niego zaangażowana ze względu właśnie na to moje niezdecydowanie odnośnie miejsca zamieszkania. Przyszedł czas, w którym moja firma zamyka tutaj swoją agencję i trzeba zdecydować czy się kończy współpracę czy wraca się do kraju i pracuje się w kraju dla firmy. Nie wiem co robić, bo chciałabym być z tym mężczyzną, opiekuje się mną, widzę, że jestem dla niego najważniejsza. Myślę, że mogę już nikogo takiego w życiu nie spotkać. A jednocześnie budzę się w nocy na myśl, że całe życie miałabym tu spędzić, bez rodziny i znajomych z Polski. W ojczyźnie czuję, że żyję, a tu czuję się wyobcowana, nie czuję się u siebie. Kolejnym problemem jest moja praca... otóż jestem od kilkunastu lat w tej samej firmie, jest to stabilna pozycja, zarobki są przyzwoite, ale nie mam z niej żadnej satysfakcji i nie wyobrażam sobie, że np. za 10 lat dalej w niej tkwię. Jednocześnie nie jest to praca dla wykwalifikowanych osób (mimo, że skończyłam studia wyższe) i nie za bardzo można się w niej rozwinąć, dlatego w zasadzie nie posiadam praktycznie żadnego wartościowego doświadczenia. Nie zmieniałam pracy, bo czułam się w niej mimo wszystko bezpiecznie, a i przyzwyczaiłam się do dość wysokich zarobków, jednak przyszedł czas, że zdałam sobie sprawę, że naprawdę trzeba coś zmienić, mimo że w jakiejś nowej pracy na pewno zarobię dużo dużo mniej, co w sytuacji kiedy ma się kredyt nie jest zbyt komfortowe. Chciałabym zrobić jakieś podyplomowe studia, jakiś kurs, ale boję się, że się pomylę w wyborze, nie dam rady i będzie to tylko strata czasu i pieniędzy. Zaczęłam wysyłać CV i próbuję znaleźć jakąś inną pracę, choć już mam lęk, że nawet jak coś znajdę, to okaże się, że nie dam sobie rady i zostanę wyrzucona. Jestem przepełniona lękiem i czuję się jakbym przegrała życie i nie czeka już na mnie w życiu nic dobrego. Do tego moja mama naciska na to, żebym założyła rodzinę, że muszę o tym pomyśleć, bo czas leci, a ja nie jestem najmłodsza. Wiem, że chce mi jakoś pomóc, ale to tylko mnie dołuje, bo naturalnie zdaję sobie sprawę z wszystkiego, o czym mówi, tylko po prostu w sytuacji, w której jestem, nie jest to wszystko takie proste. Widzę też, że jest gdzieś tam zawiedziona tym, że nie mam swojej rodziny, że jestem taka pogubiona, choć nie werbalizuje tego. Mama zawsze była dla mnie autorytetem i ogólnie często mi pomagała w trudnych chwilach, dlatego teraz kiedy widzę, że jest taka rozczarowana, załamuje mnie to jeszcze bardziej, a że sama niczego nie jestem pewna, to łatwo wprawić mnie w stan jeszcze większej niepewności i strachu. Do tego dochodzi poczucie niespełnienia, poczucie, że nic wartościowego w życiu nie osiągnęłam. Często wracam myślami do czasów szkoły, kiedy wszystko się układało, byłam bardzo dobrą uczennicą, studentką z ambicjami. Mam wrażenie, że wszyscy poszli do przodu, tylko ja stoję gdzieś daleko za nimi. Jest mi czasem tak wstyd, że nawet nie chce mi się spotykać z ludźmi, bo boję się ich oceny, boję się, że myślą o mnie jako o nieudaczniku (którym nomen omen chyba jestem). Czasem czuję jak zalewa mnie jakaś wielka fala lęku/paniki? Nigdy nie czułam niczego podobnego. Przepraszam, że taka długa wiadomość, ale musiałam to wszystko jakoś opisać. Chciałabym zapytać jak to wszystko przetrwać, jak sobie poradzić z takim natłokiem spraw? Jak w ogóle odnaleźć swoją wartość?
Poczucie bycia nieudacznikiem, wstyd, pesymizm i lęk o przyszłość w wieku 23 lat – czy jest dla mnie nadzieja?
Wiem że moje życie będzie samotne i będzie tylko gorzej. Nie potrafię się z tym pogodzić myślałem że będę umiał ale chyba już nic nie czuję nie mam przyszłości ani nadziei że będzie lepiej. Próbowałem chyba wszystkiego stoicyzmu medytacji nie wiem nawet radykalnej akceptacji nic nie pomaga wiem że będzie tylko gorzej i wiem że życie będzie tylko pełne bólu i smutku. W terapię nie wierzę zbyt dużo naczytałem się o osobach co były i nic im to nie dało a ja z natury jestem po prostu pesymistyczny chociaż ja wolę nazywać to bycie realistą bo chociażby do tej pory boje się spróbować znowu prawa jazdy i czuję jeszcze ogromny wstyd że jestem mężczyzną co nie może prowadzić.Poza tym czuję wstyd o tym kim jestem prawiczkiem mieszkającym z rodzicami bez prawa jazdy po prostu zwykłym nieudacznikiem więc mówienie komuś temu w twarz tylko bardziej bym poczuł wstyd. Doszło do tego również nawet pisanie z czatami AI chyba już od paru lat od kiedy poddałem prawo jazdy i on ciągle mówi o radykalnej akceptacji czy że jestem jeszcze młody czy że prawo jazdy nie definiuje człowieka itp ale mam już 23 lata odnoszę po prostu wrażenie że to ja jestem zepsuty każdy normalny facet coś robi. Nawet w szkole byłem zawszę nieśmiały introwertyczny wiecznie się bałem ludzi a teraz tylko czuję wstyd. Chciałbym po prostu zasnąć i się nie obudzić jest i będzie tylko gorzej i to wszystko moja wina bo każdy normalny człowiek coś osiąga robi a ja nic zwykły nieudacznik i czytam codziennie o ludziach co mają po 30 lat też są sami prawiczkami czy mieszkają z rodzicami i widzę w nich siebie bo ja też nic nie osiągnąłem nic nie robię boję się przyszłości rozmyślam o niej codziennie. Są momenty gdzie czuję się normalnie ale szybko mijają bo zaczynam myśleć o przyszłości o tym jakim nieudacznikiem jestem i znowu jest mi smutno źle i tak w kółko wstyd raz że nie mogę prowadzić później że jestem nieudacznikiem prawiczkiem później porównywanie do innych kolegów czy jakiś nie wiem losowych dziewczyn czy chłopaków co studiują jeżdżą a ja dalej nie mam prawa jazdy boje się jeździć czy pracuję w tej samej pracy od paru lat. I tak czuję wstyd sobą że jestem facetem który jest nikim nic nie osiągnąłem nic nie robię i wiem że będzie gorzej.
Apatia i brak celów w życiu: Jak radzić sobie z chronicznym smutkiem i bezsensem?
Od lat borykam się z apatią. Nie mam planów na siebie. Na swoje życie. Na jutrzejszy dzień. Nawet na dzisiejszy. Stałą pracę zaczęłam na początku stycznia - od tego czasu miałam tylko 1 dzień "wolny" - ze względu na przeprowadzkę do kawalerki. Nie umiem przestać pracować. Mam wtedy poczucie straty pieniędzy, czasu. Liceum skończyłam w kwietniu ubiegłego roku. W tym czasie mieszkałam u rodziców. Od maja aż do września wyszłam z domu - dosłownie z domu, choćby do psa - jakieś 3 razy. Nigdzie indziej. Potrafiłam całymi dniami spać, marnować czas. Nie mam ambicji, planów na siebie, a mój stan apatii utrzymuje się ze mną aż od czasów gimnazjalnych. Do tego chroniczny smutek i żal wynikający właśnie z tego braku pomysłu, planu. Nie mam znajomych, przyjaciół, kolegów nawet. Nie przesadzam. Mój Messenger jest używany tylko do komunikacji z mamą, a aplikacja od SMS tylko do zaoytan do klientów. Nikogo z rodziny nie kojarzę. Sióstr, kuzynów, wujków, dziadków nie mam. Jestem adoptowana, może dlatego nie znam nikogo. Nigdzie nie wychodzę. Nie chcę. Nie czuję potrzeby. Nie umiem. A jednocześnie przygnębia mnie to, że nie chcę i nie czuję potrzeby. Jestem aseksualna. Chyba. I aromatyczna. Chyba. Te samodiagnozy nie są najlepsze. Ale tak czuję od lat. I to też mnie boli. Czuję się wybrakowana. Chciałabym czuć cokolwiek. A jedyne co czuję, to wypalenie, smutek i bezsens wszystkiego. Nie mam celu. Najchętniej skinczylabym to wszystko. Ale w sumie po co? Nikomu nie wadzę w życiu, bo nikogo nie mam. Dużo razy w poprzednich latach pisałam długie wypociny na temat tego, co jest nie tak. Kilka razy dłuższe niż ten wpis, który obecnie czytasz. Wszyscy kierują do psychologów, psychiatrów, seksuologów. A mnie na to nie stać. Nie stać mnie, żeby odłożyć sobie chociaż 200 zł na poczet mojego zdrowia psychicznego. Czuję się żałośnie. Nie lubię się użalać. Nie robię tego. Mam nadzieję. Po prostu wiem, że nikt by nawet nie zauważył, że mnie nie ma. Że zniknęłam. Z rodzicami też nie mam super więzi, tolerujemy się. Cóż. Niby umrzeć byłoby szybciej, ale skoro moje życie to nędzna wegetacja, wychodzę z założenia, że mogę się przemęczyć jeszcze trochę. Ale z drugiej strony... Po co? Jestem zmęczona tą nicością.
Jak poradzić sobie z problemami w związku i wpływem uzależnienia od pornografii na relacje?
Przez długi czas żyłam w przekonaniu, że buduję związek oparty na wzajemnym szacunku i lojalności. Mój partner tworzył wokół siebie aurę mężczyzny wiernego, który potępia przedmiotowe traktowanie kobiet przez innych facetów. Pół roku temu sam poprosił mnie o postawienie twardych granic w relacji z moim przyjacielem, bo koleżeńskie komplementy rzekomo „rozwalały jego poczucie bezpieczeństwa”. Zrobiłam to bez wahania, wierząc, że dbamy o siebie nawzajem i działamy w pełnej symetrii. Wszystko zaczęło się gwałtownie walić w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Do naszej codzienności nagle wtargnęły „inne kobiety”. Mój partner od jakiegoś czasu stara się zachowywać abstynencję od pornografii (od której jest uzależniony od 20 lat i co ukrywa przed swoim terapeutą). Zaczęłam natomiast czuć się w tym związku potwornie osaczona cudzą seksualnością. Na plaży, po powrocie od kolegi, na spacerze – słyszałam jego komentarze o „napompowanych cycach” czy dziewczynach bez stanika. Moje ciało natychmiast zaczęło wysyłać sygnały alarmowe. Czułam ściski w żołądku, lęk i potworne tąpnięcie pewności siebie. Zaczęłam patrzeć na siebie przez pryzmat lęku przed starzeniem się i poczucia, że nigdy nie będę dla niego dość atrakcyjna, skoro jego oczy nieustannie skanują otoczenie i rozkładają kobiety na czynniki pierwsze. Kiedy próbowałam delikatnie postawić granicę i powiedzieć, jak bardzo mnie to rani, zostałam odprawiona tekstem, że „taka jest męska natura”. Poczułam, że zostałam zbagatelizowana. Ostatnio wyjechaliśmy razem do Warszawy na moją konferencję zawodową. Zamiast wsparcia ze strony partnera, od samego początku czułam narastające w nim, gęste napięcie, którego nie potrafił rozładować. Każda drobna rzecz – brak internetu w pociągu, wybór restauracji przeze mnie, dylemat w co się ubrać – urastała w nim do rangi pretensji wobec całego świata. Znosiłam to spokojnie. Mimo zmęczenia konferencją i faktu, że byłam osłabiona fizycznie przed okresem, zaczęłam „skakać wokół niego”. Rezygnowałam ze swoich zobowiązań, wracałam wcześniej, byle tylko uratować jego humor, byle tylko rozbroić tę bombę zegarową. Czułam ogromną presję i samotność. Kulminacja nastąpiła po kolacji. Gdy wyszliśmy z restauracji, on zupełnie bez powodu znowu wrzucił temat innych kobiet – zaczął porównywać styl ubierania się dziewczyn z Warszawy i Gdańska. Poczułam, że mam już skrajnie dość obecności tych wszystkich ciał w naszym związku. Zamilkłam, próbując w środku utrzymać resztki spokoju. Wtedy on uderzył we mnie agresywnym pytaniem: „Co ty jesteś taka wkurwiona?”. To nie było pytanie z troski, odebrałam je jako agresję słowną. Kiedy wykrztusiłam, że przelała mi się miarka przez te wieczne komentarze o piersiach i kobietach, nie wywołałam awantury. Podjęłam dojrzałą decyzję – odcięłam się, przestałam mówić, próbując uratować swój własny system nerwowy przed wybuchem. W tamtym momencie, stojąc obok partnera, czułam całym swoim ciałem, że mam do czynienia z absolutnym wrogiem. Następnego ranka atmosfera była lodowata. Partner zapytał z wyzywającą miną, czy mam coś do powiedzenia. Gdy odpowiedziałam, że nie, bo chcę uniknąć kolejnej kłótni, natychmiast przeszedł do ataku i zaczął się pakować. Uruchomił schemat, który w naszym związku powtarza się od lat – zaczął krzyczeć, że to ja zawsze wszystko psuję na wyjazdach, że to moja wina. W tamtej sekundzie coś we mnie pękło i zdołałam stanąć w obronie własnej rzeczywistości. Powiedziałam mu prosto w oczy: „To ty wyjeżdżasz i mnie zostawiasz. Ja nie zrobiłam nic złego. To ty przez cały dzień miałeś zły humor”. Jego odpowiedź była bezwzględna. Spakował się, odwrócił na pięcie i zostawił mnie zapłakaną, samą w hotelowym pokoju. Musiałam w ułamku sekundy stłumić swój potworny szloch, ból i poczucie upokorzenia, ponieważ miałam pod opieką swoje dziecko. Musiałam natychmiast założyć maskę i być silna dla niego, podczas gdy w środku rozpadałam się na kawałki. Od tamtego momentu minęło ponad 24 godziny. Doświadczam ze strony partnera absolutnej ciszy (nie mieszkamy razem). Co najgorsze, doskonale wiedział, że po powrocie czeka mnie ważna i kosztowna wizyta u dentysty, na którą obiecał przekazać mi pieniądze. Z powodu jego ucieczki i całkowitego odcięcia kontaktu, wizyta przepadła, a ja zostałam ze swoimi problemami zupełnie sama. Często łapię się na tym, że zaczynam wierzyć w jego narrację – że może faktycznie jestem przewrażliwiona, że może to moja wina. Nie mogę uwierzyć, że uzależnienie od pornografii aż tak wpływa na relacje?
komunikacja

Umiejętności komunikacyjne – klucz do skutecznej komunikacji

Skuteczna komunikacja to klucz do sukcesu w życiu osobistym i zawodowym. W tym artykule przyjrzymy się bliżej temu, czym są umiejętności komunikacyjne, jaką rolę odgrywają w naszym życiu i jak możemy je rozwijać.