
- Strona główna
- Forum
- inne, traumy, zaburzenia lękowe
- Robię z siebie...
Robię z siebie czarny charakter. Czuję, że wrażliwość można wykorzystać.
Uśmieszek
TwójPsycholog
Dzień dobry!
Wydaje się, że samemu udało Ci się odpowiedzieć na to pytanie - “spłycam te uczucia, z obawy, że ktoś może to wykorzystać”. Dobrym krokiem byłoby dojście do źródła lęku przed wykorzystaniem tej ludzkiej wrażliwości, empatii, cech prospołecznych. Czy w przeszłości miała miejsce jakaś sytuacja/ relacja, która Cię zabolała i powiązałeś to z byciem uczuciowym? Spłycając uczucia i pokazywanie potencjalnej szkodliwości to rodzaj Twojego mechanizmu obronnego.Warto popracować nad samym lękiem przed odsłonięciem swojej wrażliwości, popracować nad innymi, adaptacyjnymi sposobami radzenia sobie ze stresem i trudnościami zachowując przy tym pełnię swojej emocjonalności.
Interesuje mnie również zdanie o pokazywaniu swojej odmienności. Czy wynika to z niepewności samego siebie, obniżonej samooceny czy może braku poczucia “dam sobie radę”? Warto się temu przyjrzeć.
Prospołeczność i wrażliwość to przepiękne cechy, z którymi warto współpracować, ponieważ można na tym tylko zyskać :) Zachęcam do konsultacji z psychologiem lub psychoterapeutą, który pomoże wypracować zdrowe strategie radzenia sobie.
Powodzenia!
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Marlena Wandas
Z jednej strony zdajesz się trafnie interpretować swoje zachowania. Przykładem jest fakt, że zauważasz potrzebę osłonięcia swojej wrażliwej strony z obawy przed wykorzystaniem jej przez innych. Zachowania nieempatyczne, które zacząłeś przejawiać, wyglądają na sprzeczne z Twoją prawdziwą emocjonalnością, ale jednocześnie widzisz ich korzyści. Chęć rozbawienia współpracowników, nawet jeżeli robi to z Ciebie “debila” wydaje się silna. Zarówno to, jak i cały ten wpis, świadczą o tym, że inni ludzie pełnią ważną rolę w Twoim życiu, a Ty masz nastawienie altruistyczne. To dlatego niepokoją Cię myśli i zachowania potencjalnie szkodliwe dla społeczeństwa. Niestety często takie osoby stawiają dobro innych nad swoje. Może to powodować wiele rozczarowań i bólu zadawanego ze strony otoczenia, a także poczucie bycia niewystarczającym. Wtedy pojawiają się sprytne mechanizmy obronne, które mają na celu Cię chronić i dod ć więcej pewności siebie, kontroli nad otoczeniem. Chronić od lęku przed zaufaniem i dopuszczeniem do siebie kogoś, kto może potencjalnie skrzywdzić. Mało kto chce krzywdzić psychopatę. Po pierwsze ze strachu, a po drugie dlatego, że wydaje się on niedostępny. To, jak słusznie zauważyłeś, jest cel tej maski, którą zakładasz. Obrona i ochrona. Niestety nadal ludzie pełnią i będą pełnić w Twoim życiu ważną rolę, a odsuwając ich od siebie, możesz doprowadzić do poczucia osamotnienia. To nad czym ja bym się tu zastanowiła to poczucie własnej wartości i tożsamości, określenie tego kim jestem, jaki chce być. Następnie uczenie się akceptowania tego i swoich emocji. Uczenie się jak je przeżywać w zdrowy sposób. Natomiast kluczem jest nauka zauważania i egzekwowania własnych potrzeb. Nie trzeba straszyć innych, żeby móc stawiać granice. Żeby móc być asertywnym. Można to robić w zdrowy i bezpieczny dla wszystkich, a korzystny dla Ciebie sposób. Na pewno odpowiedni specjalista Ci w tym pomoże, a dzięki temu, że wydajesz się być bardzo samoświadomy, progres może być szybko widoczny. :)
Pozdrawiam,
Marlena Wandas, psycholog
Martyna Tomczak-Wypijewska
Dzień Dobry
Mimo, że lubimy proste odpowiedzi to, aby udzielić rzetelnej odpowiedzi trzeba zebrać naprawdę dużo danych. Takie dane zbieram podczas procesu psychoterapeutycznego i razem z daną osobą poszukujemy odpowiedzi na dręczące ją pytania, a później (jeśli dana osoba wyraża taką chęć) szukamy sposobów na zmianę przeszkadzających jej zachowań i schematów myślenia.
Pytania, które z pewnością bym Panu zadała zbierając informacje: - od jak dawna funkcjonuje Pan w ten sposób?
-co ma Pan na myśli mówiąc socjopatyczne/psychopatyczne zapędy (to obecnie bardzo popularne etykiety, wykorzystywane na wiele różnych znaczeń)
- - czy te parę miesięcy temu gdy “coś się Panu uroiło” wydarzyło się coś dla Pana trudnego? Nieprzyjemnego?
- - jakie ma Pan doświadczenia w relacjach z ludźmi? Doświadczał Pan sympatii, czuje się Pan bezpiecznie z ludźmi czy może czuje się Pan ciągle zagrożony, potrzebuje Pan ciągle “trzymać gardę”?
- - ciekawym byłoby też przyjrzenie się w których miejscach/ z jakimi ludźmi wybiera Pan strategię rozbawiania a w jakich strategię “jestem szkodliwy”?
I pewnie wiele innych pytań warto byłoby zadać, aby udzielić Panu sensownej odpowiedzi.
Pozdrawiam i trzymam kciuki za poszukiwanie odpowiedzi
Martyna Tomczak- Wypijewska, psycholog, certyfikowany psychoterapeuta poznawczo- behawioralny

Zobacz podobne
Dzień dobry, mam prawie 25 lat, mam fobię społeczną od dziecka, doświadczam epizodów depresyjnych, mam część symptomów agorafobii, od półtora roku zaczęłam doświadczać ataków paniki i stają się one częstsze, częściej się samookaleczam, do tego prawdopodobnie mam zaburzenie osobowości borderline (nie byłam jeszcze badana testami, ale 2 psychologów, psychiatra i inny lekarz mi tak powiedzieli). Jestem w terapii od ponad roku, ale ostatnio jest tylko gorzej. Dużo zmian nastąpiło w moim życiu, w tym ukończenie studiów, coming out po prawie dekadzie ukrywania się, mam zamieszkać bez rodziców w maju (mam zamieszkać z moją dziewczyną), ale pozostaję bez pracy. Nigdy nie pracowałam.
Boli mnie to, że wszyscy oskarżają mnie o lenistwo, a ja jestem przerażona nawet, by rozmawiać na temat pracy, nawet jak nie o mnie chodzi. Czasem dosłownie mnie paraliżuje, nie mogę się ruszyć, nic powiedzieć, tylko czuję, jak cała się trzęsę.
Okropnie boję się ludzi. Do tego przeraźliwie boję się być sama. Boję się wszystkiego, co jest z pracą związane do tego stopnia, że czuję, że nie mogę oddychać lub robię się agresywna.
Moja sytuacja domowa się pogorszyła przez to jeszcze bardziej. Boję się pracować gdziekolwiek, ale jeszcze bardziej boję się pracować w zawodzie, ale jednocześnie tego chcę.
Boję się też najczęściej przyznawać do tego, kim jestem a jestem psychologiem, bo czuję jak wtedy zmienia się sposób, w jaki inni na mnie patrzą. Czuję się tak ze strony różnych ludzi, też ze strony innych psychologów, psychiatrów, terapeutów, bo się boję, że znowu, po raz n-ty to usłyszę, że powinnam być jakaś, nie powinnam tego czy tamtego i że nawet nad własnym życiem nie panuję, a co dopiero innym pomagać.
Staram się, studia z wyróżnieniem ukończyłam, dwa razy publikacje mi obiecano, pomagam ludziom czasem chociaż online, ale to i tak wszystko nie ma znaczenia, bo nadal pozostaje uwięziona w swoich problemach.
Bardzo bałam się napisać nawet tutaj, bo boję się oceny. Wieczorem przed wigilią miałam swoją pierwszą wizytę u psychiatry i, mimo że powiedziałam, że nie chcę leków i strasznie się ich boję i tak mi je przepisała i umówiła się na następną wizytę. Wykupiłam je pod naciskiem innych.
Wszyscy chcą, żebym je brała i nie wymyślała, a ja okropnie boję się je brać. Dostałam krople betesda (escitalopram) i mam zacząć od 1 kropelki i tak dobić do 10 dziennie, powoli skoro tak się boję, ale wcale nie boję się mniej. Nie potrafię ani myśleć o tym, ani nie myśleć o tym, że mam je brać.
Nawet nie mogę na ten lek patrzeć. Wiele razy dziennie zaczynam o tym myśleć i robi mi się niedobrze, słabo, gorąco, ciężko mi oddychać i czuję nagłe przypływy lęku.
Boję się wszystkich efektów ubocznych, które ten lek może wywołać, a czego najbardziej przeraża mnie to, od ilu ludzi słyszałam, że od tego przytyło i ile to było kg.
Jak myślę o tym, że wywołuje to też często dysfunkcje seksualne (a wiem, że czasem się one utrzymują nawet po zakończeniu farmakoterapii), to też mi skręca żołądek.
Jednak najbardziej przeraża mnie wzrost wagi.
Moja dziewczyna (a wcześniej też rodzice) się martwi tym, co robię od ostatnich paru miesięcy, ciągle sprawdzam kalorie wszystkiego i je liczę, ciągle się ważę, kombinuję jak powstrzymać głód. Zaczęło się od tego, że dobiłam do początków otyłości w parę lat, po tym, jak miałam wcześniej wagę w normie, i teraz w końcu zaczęłam chudnąć i przeraża mnie wizja, żeby przytyć choćby trochę, a co dopiero kilkanaście czy kilkadziesiąt kg, a od wielu osób to słyszałam. Poza tym boję się nawet swojego strachu, swojej reakcji na lek zaraz po zażyciu. Pani psychiatra też zwróciła mi na to uwagę, że moje lęki wiążą się też z zażywaniem różnych substancji, np. kiedyś wzięłam xanax i akurat coś mnie zakuło w głowie po paru sekundach i zaczęłam nagle myśleć, że guz mózgu albo padaczka albo, że umrę i dostałam ataku paniki.
Tak samo było, jak dostałam znieczulenie u dentysty i jeszcze w innych przypadkach. Oczywiście rozmawiam z terapeutką o wszystkim lub o większości spraw, ale postanowiłam napisać też tutaj, bo czuję, że już nie mam siły i nie wiem, co mam robić... dużo problemów się skumulowało, a rozwiązania na nie są tylko kolejnymi problemami lub drogą do nich...
Bardzo proszę o poradę i z góry bardzo dziękuję
Dzień dobry. Od 8 lat leczę się na nerwicę lękową. Przyjmuje leki dwa razy dziennie fluanxol 0.5 asertin 0.5 oraz sedam 3 1/2 tabletki. Gdy dowiedziałam się o ciąży, za zgodą lekarza leki te mam przyjmować wieczorem przez miesiąc i zobaczyć jak się będę czuła. Obecnie jestem w 8 tygodniu ciąży, ale czytam o tych lekach i się martwię czy nie zaszkodzę nimi mojemu dziecku. Chciałam się zapytać innych specjalistów, co sądzą o przyjmowaniu tych leków, z czego ewentualnie zrezygnować. Dodam, że przy pierwszej ciąży miesiąc przed zajściem już nie brałam leków i w czasie ciąży też nie, ale teraz moja nerwica lękowa na tyle jest silna, że bez leków sobie nie poradzę.

