
- Strona główna
- Forum
- rodzicielstwo i rodzina, związki i relacje
- Jak wytłumaczyć...
Jak wytłumaczyć rodzinie, że przekracza moje granice? Wywierają na mnie presję na znalezienie partnera.
Barbara
Nikoletta Dziedzic
Związek nie zawsze oznacza poczucie spełnienia czy szczęścia - to fakt. Warto w tej sytuacji postawić granice. Jeśli tłumaczenie o tym, że nie czuje Pani aktualnie gotowości na związek nie pomaga warto skupić się na tym aby przekazać jak się Pani czuje podczas tej rozmowy, wywieraniu presji i zadawanych pytań. Rozmowa o emocjach i o tym jak to na Panią wpływa być może pomoże zrozumieć rodzinie, że nie jest to dla Pani wygodny temat. Niech Pani postara się też spojrzeć na to z innej strony - być może temat jest poruszany z troski rodziny o Panią, a nie ze złośliwości (Piszę to, ponieważ może to otworzy Pani nową perspektywę na obecną sytuację). Proponuję przyglądnąć się swoim emocjom - dlaczego ten temat rozmowy jest dla Pani taki skupiający uwagę i co to dla Pani może znaczyć.
Jeśli czuje Pani, że rodzina narusza Pani granice ma Pani prawo (najlepiej po wcześniejszym przeanalizowaniu sytuacji oraz swoich emocji) powiedzieć to wprost. Nie ma nic złego w stawianiu granic i mówieniu o tym.
Życzę Pani powodzenia!
Pozdrawiam serdecznie,
Psycholog,
Nikoletta Dziedzic
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Anna Martyniuk-Białecka
Na to, co robi lub za jakiś czas zrobi rodzina trudno jest mieć wpływ. Można natomiast pracować nad Pani reakcją na wywieraną na Pani presją. Nikt nie lubi być zmuszany, a szczególnie w kwestiach tak delikatnych jak życie osobiste, czy tworzenie bądź nie bliskich związków.
Skoro Pani pisze, że już podejmowała się Pani próby wytłumaczenia i rozmowy to chyba nie ma, co wchodzić w dalsze dyskusje z kimś, kto nieproszony o rady - ich udziela. Czy jest doświadczony życiowo czy nie, jest to faktycznie naruszenie granic i rozumiem Pani emocje, które to wzbudza. Być może intencje tej osoby są dobre, jednak warto uświadomić ją jaki efekt przez takie zachowanie uzyskuje.
Sama nie znaczy nieszczęśliwa, to że akurat u tej osoby tak się złożyło, wcale nie znaczy, że właśnie tak samo potoczy się u Pani. Życzę dużo wytrwałości i siły i miłych niespodzianek życiowych. :)
Pozdrawiam serdecznie,
psycholog Anna Martyniuk-Białecka
Katarzyna Waszak
Dzień dobry!
Oczywiście ma Pani prawo do swojego sposobu układania życia, budowania przyszłości. Warto powiedzieć osobie, którą uważa Pani za bliską, że bliskość nie polega na narzucaniu komuś swojej wizji rzeczywistości. W rozumieniu tej osoby to troska, jednak w relacji ważna jest szczerość, wolność i w wolności może Pani dokonywać wyborów. Zastanawia fakt, dlaczego Pani tak się przejmuje czyimś zdaniem i pozwala na przekraczanie granic. Zachęcam do przyjrzenia się temu. Powodzenia
Katarzyna Waszak

Zobacz podobne
Witam.
Jestem żoną od prawie 20 lat i matka 2 córek (18 I 11l at). Kocham ich bardzo, ale czasem brakuje mi sił.
Coraz cześciej mam wrażenie, że nasze małżeństwo to toksyczny związek, z którym coraz trudniej mi sobie poradzić. Męża poznałam w wieku ok 17 lat. Mąż jest ode mnie starszy o 5 lat.Byliśmy parą przez 8 lat a potem wzięliśmy ślub. Byłam w nim bardzo zakochana i mimo że było wiele sytuacji, które pokazywały, że związek ten nie bedzie łatwy, nie zrezygnowałam z niego i sama naciskalam na ślub.
Mój mąż na samym początku był bardzo towarzyski ị lubiany przez moją rodzinę, ale po kilku latach zaczął się problem z moją młodszą siostrą. Zaczęli sobie wzajemnie dokuczać. Moja mama I rodzeństwo jednak bardziej trzymało stronę siostry, więc liczba wrogów zaczęła wzrastać.
Ogólnie nie było jakiegoś konkretnego problemu tylko głupie bzdety ,jakieś słowne przepychanki, przez które sytuacja zaczęła nabierać na sile, np. siostre denerwowała jego obecność w naszym domu to on nie pozwolił mi zabrać suszarki do włosów dla niej, gdy mnie podwoził do pracy.
Ogólnie pokazywał sie z dobrej strony, np. pożyczajac auto mojej drugiej siostrze, ale gdy ona mu odmówiła podrzucenia mnie do niego to już to wypominał i wiele innych takich głupich sytuacji.
Przed samym ślubem chciał, żebym nie zapraszała młodszej siostry, więc mi mówił, że zaprosi swoja byłą sympatie itp. Teraz gdy o tym pisze, to sie zastanawiam czemu ja sie na to godziłam... Ale bardzo chcialam wyjść za niego za mąż. Po ślubie niestety sytuacja między moim mężem a moja rodziną sie jeszcze bardziej pogorszyła. Konflikt z młodszą siostrą ciągnął sie przez kilka lat, potem wrogiem nr 1 stał się mój brat, poźniej albo w sumie jednocześnie moja mama, a teraz to chyba ja sama jestem dla niego największym problemem.
Po ślubie mieszkaliśmy u jego rodziców a szczególnie, gdy na świecie sie pojawiła nasza 1. córcia. Po około roku mąż wyjechał do pracy w uk, ja do niego dołączyłam po 1.5 roku. Na początku taka rozłąka była dobrym rozwiązaniem. Oddaliliśmy sie od rodzin ciesząc się sobą. Plan był, aby pobyć trochę za granicą, zarobić i wrócić do PL.. Ale z każdym miesiącem bardziej się zadamawialiśmy jednak w uk. Mąż był jako główny żywiciel, ale wkrótce ja też zaczęłam dorabiać do domowego budżetu. Niestety w PL nie mieliśmy nic własnego, więc do powrotu nas nie ciągnęło. Powiększyliśmy rodzine. Po kilku latach podjęliśmy decyzje o kupnie domu biorąc kredyt.
Ogólnie rzecz biorąc to życie zaczęło nam się jakoś układać, ale mój mąż ciągle na coś narzeka. Po prostu wszystko jest źle, ludzie sa źli, uważa, że każdy go zawsze musi dołować, inni zawsze maja lepiej itd. Od zawsze uważa, że ma wielkiego pecha i nic tego nie zmieni. Ma zawsze dużo pomysłów, ale bardziej o nich mówi niż realizuje. Kilka razy wydał jakieś pieniądze na jakiś pomysł biznesowy, ale niestety go nie zrealizował. Ja nie jestem osobą do interesów to możliwe, że go tym dołuje, bo gdy zaczyna mówić o jakimś pomyśle to ja od razu widzę ryzyko a on sam boi się działać.
Od samego początku jakoś ja musiałam podejmować decyzje i w sumie tak jest cały czas, ale mnie też to męczy. Wychowywanie dzieci też spada na mnie. Starsza córka jest bardzo wrażliwa, ale potrafi tez dużo krzyczeć, a nawet czasem wybucha z agresją do obcych. Mąż nie reaguje na to tylko głupio mi docina 'wszystko się ułoży'. Gdy go proszę, żeby jakoś zareagował, to mi mówi 'teraz jak przez 20 lat rządziłaś...' A ja sie sama siebie pytam to gdzie ty byłeś...
Ogólnie rzecz biorąc nasze życie codzienne jest w miarę ok, ale najtrudniejsze momenty, gdy musimy coś zorganizować oraz wyjazdy do Polski. Początkowo, gdy jechaliśmy na wakacje to zawsze do niego a do moich rodziców tylko w odwiedziny góra 2-3 dn,i ale to było w miare ok. Niestety od 2 lat sytuacja sie bardzo popsuła, bo będąc właśnie u moich rodziców mój mąż strasznie mnie denerwował swoim zachowaniem, mało co sie odzywał, odjechał nie mówiąc, gdzie jedzie i na jak dlugo i po prostu siedział nadąsany. Więc pojechaliśmy do jego rodziców, tam moje emocje wybuchły i sie bardzo pokłóciliśmy. Potem wróciliśmy do moich rodziców, bo młodsza zostawiła przytulankę a mąż chciał porozmawiać z rodzicami.
Ja bylam wtedy bardzo wściekła i powiedzialam, że mam dość życia z nim i chce rozwodu. On wtedy nawyrzucal mojej mamie, że źle nas wychowała, że nie potrafimy zaakceptować prawdy, że ciagle narzeka, że nie ma pięniędzy itp. I od tamtej pory nie tylko, że nie chce z nami jechać, to nie chce nas nawet podwieźć. Mówi mi, że dopóki ja wszystkiego nie naprawię, to on nie ma zamiaru nic zmieniać.
Na ostatnią wielkanoc pojechaliśmy do PL i chciałam żebyśmy pojechali razem w sobotę, bo większa część rodziny wtedy przyjechała do rodziców i przedstawia, jak on sie tu czuje, oczywiście NIE, więc pojechałam sama.
Ostatnie wakacje też prosiłam, żeby mnie tylko podwiózł, bo ja nie mogłam prowadzić, ale też nie.
Na 50 rocznice ślubu rodziców też nie pojechałam, bo do ostatniej chwili miałam nadzieję, że powie ok jedźmy, ale nie widział takiej potrzeby, a jak zaczął wyliczać ile to bedzie strat finansowych, gdy pojade sama to po prostu mi sie odechciało jechać. W chwili obecnej ja nie chce jeździć do PL, bo tam sie najbardziej kłócimy. Gdy on jest nastawiony anty do mojej rodziny to u mnie sie włącza to samo tylko do jego. Nie wiem jak ta sytuacje wyprostować.
Czy rzeczywiście mąż ma racje, że to ja powinnam wszystko poodkręcać? Ale w jaki sposób.... Proszę o jakieś wskazówki.

