
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, związki i relacje
- Witam. Mam 23...
Witam. Mam 23 lata, mój były partner 24. Byliśmy razem w związku przez 2 lata, rozstaliśmy się 1,5 miesiąca temu.
Anonimowo
TwójPsycholog
Dzień dobry,
Rozstania są trudne a bywają nawet bardzo wyczerpujące emocjonalnie, zwłaszcza wtedy, kiedy ma się poczucie, że się nie wie, na czym stoi. Słyszę, że na różne zachowania/słowa byłego partnera reaguje Pani zwiększoną nadzieją na to, że będziecie dalej razem, mimo jednoczesnej jego deklaracji, że Pani nie kocha. Trudno interpretować zachowania partnera, mogę sobie tylko wyobrazić, że czasem takie podtrzymywanie kontaktu po rozstaniu przynosi chwilową ulgę w trudnych uczuciach, które w rozstaniu są nieuniknione.
Faktycznie wygląda na to, że potrzebuje Pani uporządkować tę sytuację i mieć jasność, co do tego, co jest między Wami i być może, będzie to Pani musiała zrobić sama, bo wiele wskazuje na to, że narazie, a być może w ogóle, Pani były partner tego nie zrobi. Utrzymywanie siebie w takiej emocjonalnej sinusoidzie będzie niezwykle raniące i wyczerpujące.
Jeśli czuje się Pani zagubiona i nie wie, jak samej radzić sobie z emocjami proponuję konsultację u psychologa, który może pomóc przejść przez to doświadczenie. Pozdrawiam

Zobacz podobne
Hej, chciałabym porozmawiać z kimś, kto może zmaga lub zmagał się z podobnym problemem.
Aktualnie mam 22 lata, studiuje zaocznie psychologię na 3 roku i bardzo lubię moje studia, wiąże z nimi przyszłość. Marzyłam o studiach dziennych, mieszkaniu w akademiku, życiu studenckim, poznaniu mnóstwa przyjaciół, znalezieniu pracy dorywczej i próbie usamodzielnienia się. Moje życie jednak nie potoczyło się tak jak chciałam, matura nie poszła mi tak jak oczekiwałam, więc musiałam zrobić sobie rok przerwy, podczas którego pracowałam i poprawiłam maturę, aby dostać się na wymarzony kierunek. Jednak nie udało mi się dostać na kierunek dziennie, więc zdecydowałam, że pójdę zaocznie. Nie chciałam już zmieniać trybu, bo naprawdę mi to odpowiadało, ale dalej miałam trochę żal do siebie, że marnuje swoje młode życie i będę żałować. W tygodniu praca, w której nie było osób w moim wieku, więc trudno było tam nawiązać kontakty towarzyskie, a ze znajomymi z poprzednich lat nie mam już kontaktu, więc czułam bardzo dużą samotność i rutynę. Z ludźmi widziałam się tylko w weekend, ale nie nawiązaliśmy jakiegoś głębszego kontaktu.
Zazdroszczę mojej przyjaciółce, że jej życie potoczyło się inaczej niż moje, ona dostała się na studia dzienne, mieszkała w akademiku, do tego pracowała dorywczo, ma paczkę przyjaciół. Ja czuję się o wiele gorsza, mieszkam z rodzicami, dojeżdżam, nie mam paczki przyjaciół i mam wrażenie, że już jest za późno na jakąkolwiek zmianę i bez sensu jest pchać się do akademika, jeśli mam zjazdy w weekend. Myślałam o podjęciu pracy w mieście i mieszkaniu w akademiku, ale nie wiem, czy to nie jest takie "na siłę".
Chciałabym znaleźć jakieś rozwiązanie sensowne dla siebie i porozmawiać z kimś, mającym różne doświadczenia, żeby jakoś spróbować zmienić perspektywę i swoje myślenie, ponieważ cały czas to do mnie wraca i mnie dołuje przez to. Czuję się beznadziejna...mam wrażenie, że zawsze już będę sama...

