Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką
pobrań
100 tys.+
App Store
4,8
Google Play
4,7
na podstawie kilkuset opinii
Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Wstecz

Związek na odległość: Czy warto kontynuować znajomość z uczuciami i różnicą wiekową?

Abaczek

Dzień dobry. Od około półtora roku pozostawałam w bliskiej relacji z mężczyzną. Znamy się dłużej, z wyjazdu. Mieszkamy daleko od siebie. Pisaliśmy swego czasu intensywnie, jako dobrzy znajomi. On znalazł dziewczynę, zniknął, po czym wrócił, inicjując kontakt. Tamten związek się rozpadł. On przeprosił za zniknięcie, był bardzo obecny, dążył do spotkania, dużo flirtował, ja, na początku ostrożna, dałam się wciągnąć w to. W końcu spotkaliśmy się na kilka dni, po czym wróciłam do siebie. A kontakt pisemny osłabł, jednak on dalej nie miał nic przeciwko spotykaniu się, kiedy będzie okazja. Okazje były, inicjowane przeze mnie. On zawsze był wtedy bardzo czuły, pozwalam być blisko i zawsze też sam przychodził po czułości. Było to takie niewymuszone. Zawsze byłam bardzo ostrożna w stosunku do niego z powiedzeniem wprost, że się zakochałam, bo powiedział mi już na początku, że ma unikający styl przywiązania, bo gdy miał 6 lat zostawiła go matka. To był mój błąd, bo okazało się, że on już od jakiegoś czasu wiedział, że jednak nie widzi formalnego związku ze mną. Byłam zła, wyrzuciłam mu to, że skoro widział, że jednak z mojej strony w grę wchodzą uczucia, to nie przerwał tego mówiąc jasno, czego chce. I tak się spotykaliśmy dalej, był seks, były czułości, zachowywanie się jak para, również z jego strony. Bardzo to przeżywam, a on chce kontynuować znajomość. Dla niego może to pozostać takie, jak jest, czyli kumple z bonusem. Kiedy jednak powiedziałam, że skoro ja mam uczucia, a on nie, to taka relacja nie jest możliwa, powiedział, że nie musimy być fizycznie blisko, ale abym nie kończyła znajomości. Po tej rozmowie sam odezwał się pierwszy, było mu źle, chodził jak struty, wiedząc, ze mnie skrzywdził. Ja przyznam szczerze, że w dużej mierze opierałam się na wyobrażeniu tego, jak może być, ale widziałam, se nie dawał mi komfortu psychicznego. Nie mogę winić go za to, że uroiłam sobie w głowie pięknej miłości. Między nami jest dystans i 10 lat różnicy, on jest młodszy, ma 30 lat, ale mi to akurat nie przeszkadza. Po kilku ciężkich dniach postanowiłam przede wszystkim iść na terapię, ale też nie zrywać kontaktu. Jeżeli ma przetrwać, to przetrwa, jeśli nie - niech wygaśnie samo. Czy mam jeszcze nadzieję, że mu się odmieni? Być może. Mózg podrzuca mi różne katastroficzne wizję, typu przecież miałam to poczucie, że już nie muszę szukać, chcę jego, a skoro on mnie nie, to moje życie nie ma sensu. Nigdy nie miałam bliskiej więzi z rodzicami, właściwie z nikim. Nie fair jest leczenie swoich deficytów kosztem choćby tego faceta. Ciągle jednak zastanawiam się, czy kontynuowanie tej znajomości ma sens. Myślę, że tak. Czy ktoś może spojrzeć na to z boku?

Zdjęcie Martyna Jarosz

Martyna Jarosz

Psycholog
320 odpowiedzi na forum

Twoje emocje są całkowicie naturalne, a Twoja decyzja o pójściu na terapię pokazuje ogromną świadomość i troskę o siebie. Ważne jest, aby zastanowić się, czy ta relacja, w jej obecnej formie, daje Ci spokój, wsparcie i poczucie wartości, czy raczej przyczynia się do Twojego dyskomfortu. Czy myślałaś, jakie uczucia zostają w Tobie po każdym kontakcie z nim i czy są zgodne z tym, czego potrzebujesz?

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Zapytaj asystenta AI
Asystent AI - anonimowo, bez logowania
Masz podobny problem? Asystent AI odpowie od razu i podpowie, do jakiego specjalisty się zgłosić.

Zadaj to samo pytanie

Asystent AI nie zastępuje psychologa ani pomocy w nagłych wypadkach.
Zdjęcie Kacper Urbanek

Kacper Urbanek

Psycholog
132 odpowiedzi na forum

Dzień dobry, 

Dziękuję, że tak szczerze podzieliłaś się swoją historią, jest w niej bardzo dużo emocji, świadomości i wewnętrznej pracy. 

To, co opisałaś, to klasyczny przykład relacji, w której obie osoby były blisko, ale niekoniecznie z tego samego miejsca emocjonalnego. Ty z serca i zaangażowania, on z potrzeby bliskości, ale przy jednoczesnym lęku przed więzią. I choć można mieć dla niego empatię, ważne, byś Ty nie płaciła za tę relację swoim spokojem. To, że postawiłaś granicę, mówiąc: „jeśli są uczucia, a ich nie odwzajemniasz, nie możemy być po prostu znajomymi z przeszłością” to dowód siły, a nie słabości. 

Decyzja, by iść na terapię, to z kolei najlepszy prezent, jaki możesz sobie teraz dać. Z zewnątrz widać, że on sam nie jest gotów na bliskość w pełnym wymiarze, ale nie chce też Cię stracić. Problem w tym, że jego „nie chcę relacji, ale nie odchodź” utrzymuje Cię w emocjonalnym zawieszeniu, ani nie jesteś z kimś, kto Cię kocha, ani nie jesteś wolna. To bardzo wyniszczające. A Twoje pytanie „czy jest nadzieja?” to pytanie o miłość, ale też o wartość siebie. Dlatego najważniejsze pytanie brzmi: czy Ty, z całą swoją wrażliwością i potrzebą bliskości, naprawdę chcesz trwać w relacji, w której Twoje uczucia nie są odwzajemnione? Czy chcesz dalej inwestować w coś, co przynosi więcej bólu niż radości? Z Twojej opowieści wyłania się osoba bardzo świadoma, wrażliwa i głodna prawdziwego kontaktu. To nie jest zbyt wiele. To jest po prostu miłość. I zasługujesz na kogoś, kto odpowie na nią pełnym sercem. Zostawiając sobie otwarte drzwi „niech się samo ułoży” możesz niepostrzeżenie przedłużać cierpienie. Masz prawo zamknąć te drzwi. Masz prawo powiedzieć: „ja chcę więcej. I jeśli Ty nie możesz mi tego dać, to muszę się wycofać, by ochronić siebie”. Jesteś ważna. Jesteś wartościowa. I naprawdę zasługujesz na relację, która będzie Cię karmić, nie wypalać.

 

Z pozdrowieniami 

Kacper Urbanek 

Psycholog, diagnosta 

 

Dziękuję, że podzieliła się Pani swoją historią. To, co Pani przeżywa, jest bardzo złożone emocjonalnie, ale też zupełnie zrozumiałe. Widzę w Pani dużo samoświadomości i wewnętrznego dialogu – to ogromna siła. I jednocześnie bardzo naturalne jest to, że Pani serce się zaangażowało. Potrzeba bliskości, wzajemności, poczucia bycia ważną – to są zupełnie zdrowe i właściwe pragnienia.

W relacji, którą Pani opisuje, widać wyraźną nierównowagę emocjonalną. On przez długi czas korzystał z tej bliskości, którą Pani dawała – emocjonalnej i fizycznej – ale nie brał odpowiedzialności za konsekwencje. Wiedząc, że nie widzi Pani jako partnerki w sensie formalnym, kontynuował tę więź, nawet ją pogłębiał. To boli, bo mogło dawać nadzieję, że coś się zmienia, że może to jednak prowadzi gdzieś dalej.

I nie chodzi tu o to, że Pani „coś sobie uroiła” – to raczej on zachowywał się w sposób, który nie był spójny z tym, co czuł lub deklarował. W tym sensie nie dał Pani jasnych sygnałów, a jednocześnie korzystał z bliskości. To nie fair.

To, że zastanawia się Pani, czy to wszystko miało sens, czy jest nadzieja – to naturalne. Serce potrzebuje czasu, żeby się przestawić z tej emocjonalnej inwestycji. Ale warto zapytać siebie nie tylko „czy jest nadzieja?”, ale raczej: „czy chcę czekać na coś, co być może nigdy się nie wydarzy?” oraz „czy taka relacja daje mi bezpieczeństwo, poczucie wartości, spokój?”.

To, że postanowiła Pani iść na terapię – to fantastyczna decyzja. Widzi Pani, że ta sytuacja dotyka czegoś głębszego – być może dawnych ran związanych z więziami, brakiem bliskości z rodzicami. I to nie czyni Pani słabszą – przeciwnie. Pokazuje ogromną gotowość do zadbania o siebie. Warto pracować nad tym, by dać sobie wewnętrzne poczucie bezpieczeństwa, którego tak bardzo Pani potrzebuje – niezależnie od tego, czy ten mężczyzna jest obok.

I jeśli miałbym spojrzeć z boku: to nie wygląda na relację, która Panią buduje. Raczej zatrzymuje, podtrzymuje złudzenie, a nie daje realnego wsparcia. Może być tak, że jego obecność ciągle na nowo rozdrapuje ranę. Jeśli coś ma przetrwać – przetrwa także bez ciągłego kontaktu. A Pani ma pełne prawo teraz wybrać siebie.

Zobacz podobne

Nie mogę znaleźć miłości - boję się, że nikt mnie nie zechce.

Zmagam się z problemem, który zaczął mnie dobijać. Od wielu lat nie mogę znaleźć miłości. Mam wrażenie, że nikt mnie nie chce. Poznałam faceta na portalu, dobrze się rozmawiało, ale okazało się, że nie zależy mu na poważnym związku, tak jak zapewniał na początku. Po wszystkim wyszło, że jestem tylko dla zabawy, by mógł pobawić się moimi uczuciami. Nie miał chęci na spotkanie. Gdy był poruszony ten temat, nagle zmieniał temat lub nie odpisywał kilka godzin. Tak za każdy raz. Nie wiem, co robić gdzie poznać tę osobę. Nie jestem osobą, która odwiedza kluby czy dyskoteki. Chyba tylko ja nie mam tego szczęścia w życiu i zostanę sama do końca życia. Jak sobie z tym poradzić?

3 odpowiedzi
Kryzys w związku po 8 latach - problemy z zaufaniem i rozwiązaniem konfliktów

Mam problem w relacji. Mam 26 lat w tym roku, mój narzeczony 27. Jesteśmy ze sobą od 8 lat. Ostatnio mamy bardzo duży kryzys. W złości powiedziałam bardzo wiele przykrych słów. Powiedziałam, że ktoś inny zaczął mnie doceniać, mimo że nie było to prawdą, kazałam mu się wyprowadzić, ale nie wyrzuciłam go za drzwi. Nie chciałam tego, ale nie umiałam zapanować nad emocjami. Ciągnie nas do siebie, ale nie umiemy rozwiązać naszych problemów. On nie umie mi wybaczyć tych słów, nie potrafi mi zaufać. W lutym się wyprowadził, próbowaliśmy się dogadać, ale jednak bezskutecznie. Narzeczony ma też problem ze sobą, czuję, że zgubił siebie i nie może siebie odnaleźć. Twierdzi, że wszystko wydaje mu się bez sensu.

4 odpowiedzi
Czy moje obawy o wspólną przyszłość są uzasadnione? – Problemy z komunikacją w związku i relacje z jego rodzicami
Dzień dobry, Mam takie pytanie i muszę się dowiedzieć czy moje obawy są istotne czy po prostu za bardzo nad tym rozmyślam. Jestem ze swoim chłopakiem w 5-letnim związku, mieszamy razem od prawie półtora roku. Ja jestem otwarta na różne formy tworzenia tzw „wspólnego życia” np. otwarcie wspólnego konta bankowego, dodanie go do mojego ubezpieczenia zdrowotnego itp. On natomiast nie do końca chce o tym rozmawiać i nie wiem czy to jest kwestia bycia niegotowym czy kwestia tego, że po prostu nie chce. Plus nie oczekuję też jeszcze oświadczyn bo mamy jeszcze trochę czasu ale dzisiaj jak poruszyliśmy ten temat znowu z pewną osobą to zareagował trochę „ofensywnie” tak jakby chciał powiedzieć „ale ja jeszcze nie chcę, dajcie mi spokój”. Jest też problem z jego rodzicami. Pochodzi z rodziny bardzo dobrej, ułożonej. Ja z kolei ze swoją miałam parę przebojów i nie było zawsze wesoło. Jego rodzice są nadopiekuńczy. Dzwonią za każdym razem jak coś mu się dzieje, zwłaszcza jego mama. Musi wiedzieć gdzie jest i pisać czy dojechał do domu. Za to mój chłopak bardzo ceni sobie zdanie swojej mamy i jeżeli ja mam inne zdanie na jakiś temat to czuję, że czasami nawet nie bierze tego pod uwagę. Chłopak ma 23 lata w tym roku. Chciałabym się dowiedzieć czy to ja za bardzo nad tym rozmyślam, czy moje pewne obawy o naszą wspólną przyszłość i nie wiem pewne relacje z jego rodzicami w przyszłości mogą wyglądać.
6 odpowiedzi
Jak wybaczyć bez słowa przepraszam, jak żyć z oprawcą pod jednym dachem
Jak wybaczyć bez słowa przepraszam, jak żyć z oprawcą pod jednym dachem, jak się bronić, by nie odwracał kota ogonem.
1 odpowiedź
Partnerka odkąd zaszła w ciąże stała się bardzo zimna wobec mnie, jak i rodziny. Jest mi strasznie ciężko.
Ja (33lat) Wraz z moją dziewczyną (25lat) spodziewamy się dziecka i wszystko byłoby cudownie, gdyby nie fakt, że zaraz po zajściu w ciąże stała się wobec mnie zimna, a wręcz obojętna wobec mnie, gdy przed ciążą ona była niesamowicie czuła, namiętna i ogólnie bardzo nam się układało, na dodatek ostatnio usłyszałem, że ona nie wie co do mnie czuje, byłem w mocnym szoku, gdy to usłyszałem. Czuje się z tym strasznie źle, czuje się odrzucony, nie mogę spać po nocach, chodzę cały czas bez energii i myślę tylko o tym. Kocham ją bardzo, jestem cierpliwy i wspieram ją jak tylko mogę, ale ciężko być z kimś kto najnormalniej w świecie ma cię gdzieś większość czasu, choć czasem odrobinę ciepła i zainteresowania potrafi okazać, ale bardzo rzadko i na bardzo krótko. Mówiła, że nie chodzi tylko o mnie, ale teraz nie mam ochoty z nikim przebywać nawet z rodziną mniej rozmawia.Czytałem, że to się zdarza i że mogą to powodować hormony i troska o nienarodzone jeszcze dziecko, ale od tego wszystkiego po prostu wariuje. Całe szczęście, że rozmawiamy i oboje wiemy co czuje druga osoba, tylko, że to nie zmienia faktu, że aktualnie nasz związek jest strasznie dziwny i nie wiem czy my to oboje przetrwamy. Czy jest szansa że to minie? Czy mogę coś w tej sytuacji zrobić? Z góry dziękuję.
1 odpowiedź
Nawet nie wiem, od czego zacząć... Mam prawie 30 lat. Syna 7-latka z niepełnosprawnością, czeka go operacja.
Nawet nie wiem, od czego zacząć... Mam prawie 30 lat. Syna 7-latka z niepełnosprawnością, czeka go operacja. Drugi synek zdrowy 6 miesięcy. Z partnerem byliśmy razem 9 lat. Pomimo jakichś sprzeczek byłam pewna, że jesteśmy dla niego ważni, że nas kocha, okazało się inaczej. Zaplanował skrzywdzenie nas w każdy możliwy sposób. Pominę już sprawy finansowe, ale zaplanował odejście do ostatniej chwili, ziemię zapisał tylko na siebie, działkę, udawał partnera, dopinając wszystko na ostatni guzik, wspólne oszczędności wydał na notariusza i geodetę, a potem wyprowadził się. Póki nie dowiedziałam się o zdradach, wmawiał mi, że to tylko kryzys, separacja, ale jak włamałam się na konta, to okazało się, że zdradzał mnie od 3 lat z paniami za kasę i randkował itp. W sumie wiedział, że mnie nie kocha, a zrobił mi 2 dziecko, nigdy nie chciał bym się zabezpieczała. Jak powiedziałam, że myślałam, że jesteśmy szczęśliwi, to powiedział mi, że mi się wydawało :/ nie odszedł wcześniej, bo nie miał gdzie, czekał dopóki inna dupa nie przygarnie go pod swój dach, zabierając wszystko, poszedł. Dzieci dzwoni, pyta się jak tam i jak mu się zachce, to weźmie je na godzinę na spacer czy 2 max :(. .. Zostawił mnie ze wszystkim samą, nie mogę pracować, bo jestem na świadczeniu pielęgnacyjnym, starszy syn czeka na operację, rehabilitacje, lekarze, teraz pójdzie do 1 klasy, do tego 2 maluszek, który potrzebuje teraz najwięcej uwagi... Kocham ich nad życie, będę starać się być najlepszą mamą na świecie. Ale prywatnie czuje się jak szmaciana lalka wyjebana ze starości, młoda nie jestem, duży ciężar, bo 2 dzieci, brak czasu dla siebie, nie mogę nawet pracować. Całe moje życie legło w gruzach, nie mam pojęcia jak mam ruszyć dalej, to tak bardzo boli. A ten jeszcze wybrał sobie nową partnerkę z dzieckiem prawie w wieku naszego niepełnosprawnego synka... Moje serce rozjebało się, przy dzieciach oczywiście wszystko robię, ogarniam, nakładam na siebie jak najwięcej obowiązków, bo jak tylko zwalniam to wyje, wyje i wyje.... mam wrażenie, że mam niekończące się łzy, na dodatek gdzieś mi zależy, by dzieci miały ojca, a on tylko każe dostosowywać się do niego, odzywa się tylko wtedy gdy jemu pasuje i resztę ma w dupie. Nie interesują go rehabilitacje dziecka, w weekendy sobie gdzieś jeździ albo idzie na fuchy, a swoich synów ma gdzieś... poza wykonywanymi telefonami to jakoś nie angażuje się w ich życiu, nie pomaga, przychodzi zawsze z pustą ręką :( ... A jak nie chce się zgodzić na jego datę to mi gada, że utrudniam mu kontakt z dziećmi ... Jak mam dojść do siebie, czasem myślę, że lepiej by było, gdyby całkiem zniknął i nie utrudniał mi wychowywania synów. Potrafi przez 10 dni wcale się nie pokazać, a potem jak gdyby nigdy nic przyjść i wyciągać starszego syna na spacer. Syn do niego sam nie dzwoni za często, na co dzień nie pyta nawet o tatę, ale są momenty, że przyjdzie i mówi mi, że jest zły, bo go nie odwiedza... Nie wiem, co mam robić, syn pod opieką psychologa, bo jestem tak zła, że sama bym chętnie wytłumaczyła synowi, że naprawdę go tata porzucił, ale to jeszcze małe dziecko, ale mam wrażenie, że okłamuje własnego syna i wybielam przy tym pseudo tatusia, bo zawsze go usprawiedliwiam przed synem tłumacze, a znam prawdę i to też boli mnie, że ja mam świadomość, co się dzieje... Jak mam podejść do sprawy, by nie skrzywdzić własnych dzieci, ale też ja chce poczuć się lepiej ? Mam rodzinę, przyjaciół, ale też nie chce ciągle być w towarzystwie, bo czuję, że wszyscy się martwią, współczują, a ja muszę nauczyć się przebywać sama ze sobą... zawsze dbałam o dom, dzieci i partnera, ich szczęście potrzeby były zawsze ważniejsze od moich... Teraz tłumaczę sobie, że skupie się na dzieciach, wychowaniu, a może za kilka lat szczęście się do mnie uśmiechnie, ale na tę chwilę czuje się jak wrak, który okłamuje wszystkich dookoła, że jest dobrze, bo niby lepiej, że się dowiedziałam i że nie żyje w kłamstwie, ale po 9 latach nie umiem się od tak odkochać i nadal cierpię, nie potrafię zapomnieć, mam koszmary, nie jem, mało śpię, w towarzystwie uśmiechnięta, przy dzieciach również, ale jak idą spać, to każda maska opada i czuję się bezbronna, poniżona, słaba, każdy chociaż ma jakąś pracę odskocznię pasję, a ja poczułam, że kilka lat będę stać w miejscu, że moim jedynym ważnym celem jest zdrowie syna i wychowywanie ich i nie widzę nic dalej :(
1 odpowiedź

Materiały wspierające

Warto przeczytać

Sprawdź też

Ilustracja: kobieta wychodzi ze splątanej liny w stronę otwartej furtki, ptak wylatuje z klatki

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?

Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.