Już dostępna aplikacja mobilna Twój Psycholog
  • Wygodnie zarządzaj swoimi wizytami
  • Bądź w kontakcie ze swoim terapeutą
  • Twórz zdrowe nawyki z asystentem AI
Aplikacja mobilna
Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Związek na odległość: Czy warto kontynuować znajomość z uczuciami i różnicą wiekową?

Dzień dobry. Od około półtora roku pozostawałam w bliskiej relacji z mężczyzną. Znamy się dłużej, z wyjazdu. Mieszkamy daleko od siebie. Pisaliśmy swego czasu intensywnie, jako dobrzy znajomi. On znalazł dziewczynę, zniknął, po czym wrócił, inicjując kontakt. Tamten związek się rozpadł. On przeprosił za zniknięcie, był bardzo obecny, dążył do spotkania, dużo flirtował, ja, na początku ostrożna, dałam się wciągnąć w to. W końcu spotkaliśmy się na kilka dni, po czym wróciłam do siebie. A kontakt pisemny osłabł, jednak on dalej nie miał nic przeciwko spotykaniu się, kiedy będzie okazja. Okazje były, inicjowane przeze mnie. On zawsze był wtedy bardzo czuły, pozwalam być blisko i zawsze też sam przychodził po czułości. Było to takie niewymuszone. Zawsze byłam bardzo ostrożna w stosunku do niego z powiedzeniem wprost, że się zakochałam, bo powiedział mi już na początku, że ma unikający styl przywiązania, bo gdy miał 6 lat zostawiła go matka. To był mój błąd, bo okazało się, że on już od jakiegoś czasu wiedział, że jednak nie widzi formalnego związku ze mną. Byłam zła, wyrzuciłam mu to, że skoro widział, że jednak z mojej strony w grę wchodzą uczucia, to nie przerwał tego mówiąc jasno, czego chce. I tak się spotykaliśmy dalej, był seks, były czułości, zachowywanie się jak para, również z jego strony. Bardzo to przeżywam, a on chce kontynuować znajomość. Dla niego może to pozostać takie, jak jest, czyli kumple z bonusem. Kiedy jednak powiedziałam, że skoro ja mam uczucia, a on nie, to taka relacja nie jest możliwa, powiedział, że nie musimy być fizycznie blisko, ale abym nie kończyła znajomości. Po tej rozmowie sam odezwał się pierwszy, było mu źle, chodził jak struty, wiedząc, ze mnie skrzywdził. Ja przyznam szczerze, że w dużej mierze opierałam się na wyobrażeniu tego, jak może być, ale widziałam, se nie dawał mi komfortu psychicznego. Nie mogę winić go za to, że uroiłam sobie w głowie pięknej miłości. Między nami jest dystans i 10 lat różnicy, on jest młodszy, ma 30 lat, ale mi to akurat nie przeszkadza. Po kilku ciężkich dniach postanowiłam przede wszystkim iść na terapię, ale też nie zrywać kontaktu. Jeżeli ma przetrwać, to przetrwa, jeśli nie - niech wygaśnie samo. Czy mam jeszcze nadzieję, że mu się odmieni? Być może. Mózg podrzuca mi różne katastroficzne wizję, typu przecież miałam to poczucie, że już nie muszę szukać, chcę jego, a skoro on mnie nie, to moje życie nie ma sensu. Nigdy nie miałam bliskiej więzi z rodzicami, właściwie z nikim. Nie fair jest leczenie swoich deficytów kosztem choćby tego faceta. Ciągle jednak zastanawiam się, czy kontynuowanie tej znajomości ma sens. Myślę, że tak. Czy ktoś może spojrzeć na to z boku?

User Forum

Abaczek

8 miesięcy temu
Martyna Jarosz

Martyna Jarosz

Twoje emocje są całkowicie naturalne, a Twoja decyzja o pójściu na terapię pokazuje ogromną świadomość i troskę o siebie. Ważne jest, aby zastanowić się, czy ta relacja, w jej obecnej formie, daje Ci spokój, wsparcie i poczucie wartości, czy raczej przyczynia się do Twojego dyskomfortu. Czy myślałaś, jakie uczucia zostają w Tobie po każdym kontakcie z nim i czy są zgodne z tym, czego potrzebujesz?

8 miesięcy temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Kacper Urbanek

Kacper Urbanek

Dzień dobry, 

Dziękuję, że tak szczerze podzieliłaś się swoją historią, jest w niej bardzo dużo emocji, świadomości i wewnętrznej pracy. 

To, co opisałaś, to klasyczny przykład relacji, w której obie osoby były blisko, ale niekoniecznie z tego samego miejsca emocjonalnego. Ty z serca i zaangażowania, on z potrzeby bliskości, ale przy jednoczesnym lęku przed więzią. I choć można mieć dla niego empatię, ważne, byś Ty nie płaciła za tę relację swoim spokojem. To, że postawiłaś granicę, mówiąc: „jeśli są uczucia, a ich nie odwzajemniasz, nie możemy być po prostu znajomymi z przeszłością” to dowód siły, a nie słabości. 

Decyzja, by iść na terapię, to z kolei najlepszy prezent, jaki możesz sobie teraz dać. Z zewnątrz widać, że on sam nie jest gotów na bliskość w pełnym wymiarze, ale nie chce też Cię stracić. Problem w tym, że jego „nie chcę relacji, ale nie odchodź” utrzymuje Cię w emocjonalnym zawieszeniu, ani nie jesteś z kimś, kto Cię kocha, ani nie jesteś wolna. To bardzo wyniszczające. A Twoje pytanie „czy jest nadzieja?” to pytanie o miłość, ale też o wartość siebie. Dlatego najważniejsze pytanie brzmi: czy Ty, z całą swoją wrażliwością i potrzebą bliskości, naprawdę chcesz trwać w relacji, w której Twoje uczucia nie są odwzajemnione? Czy chcesz dalej inwestować w coś, co przynosi więcej bólu niż radości? Z Twojej opowieści wyłania się osoba bardzo świadoma, wrażliwa i głodna prawdziwego kontaktu. To nie jest zbyt wiele. To jest po prostu miłość. I zasługujesz na kogoś, kto odpowie na nią pełnym sercem. Zostawiając sobie otwarte drzwi „niech się samo ułoży” możesz niepostrzeżenie przedłużać cierpienie. Masz prawo zamknąć te drzwi. Masz prawo powiedzieć: „ja chcę więcej. I jeśli Ty nie możesz mi tego dać, to muszę się wycofać, by ochronić siebie”. Jesteś ważna. Jesteś wartościowa. I naprawdę zasługujesz na relację, która będzie Cię karmić, nie wypalać.

 

Z pozdrowieniami 

Kacper Urbanek 

Psycholog, diagnosta 

 

8 miesięcy temu
Bartłomiej Borys

Bartłomiej Borys

Dziękuję, że podzieliła się Pani swoją historią. To, co Pani przeżywa, jest bardzo złożone emocjonalnie, ale też zupełnie zrozumiałe. Widzę w Pani dużo samoświadomości i wewnętrznego dialogu – to ogromna siła. I jednocześnie bardzo naturalne jest to, że Pani serce się zaangażowało. Potrzeba bliskości, wzajemności, poczucia bycia ważną – to są zupełnie zdrowe i właściwe pragnienia.

W relacji, którą Pani opisuje, widać wyraźną nierównowagę emocjonalną. On przez długi czas korzystał z tej bliskości, którą Pani dawała – emocjonalnej i fizycznej – ale nie brał odpowiedzialności za konsekwencje. Wiedząc, że nie widzi Pani jako partnerki w sensie formalnym, kontynuował tę więź, nawet ją pogłębiał. To boli, bo mogło dawać nadzieję, że coś się zmienia, że może to jednak prowadzi gdzieś dalej.

I nie chodzi tu o to, że Pani „coś sobie uroiła” – to raczej on zachowywał się w sposób, który nie był spójny z tym, co czuł lub deklarował. W tym sensie nie dał Pani jasnych sygnałów, a jednocześnie korzystał z bliskości. To nie fair.

To, że zastanawia się Pani, czy to wszystko miało sens, czy jest nadzieja – to naturalne. Serce potrzebuje czasu, żeby się przestawić z tej emocjonalnej inwestycji. Ale warto zapytać siebie nie tylko „czy jest nadzieja?”, ale raczej: „czy chcę czekać na coś, co być może nigdy się nie wydarzy?” oraz „czy taka relacja daje mi bezpieczeństwo, poczucie wartości, spokój?”.

To, że postanowiła Pani iść na terapię – to fantastyczna decyzja. Widzi Pani, że ta sytuacja dotyka czegoś głębszego – być może dawnych ran związanych z więziami, brakiem bliskości z rodzicami. I to nie czyni Pani słabszą – przeciwnie. Pokazuje ogromną gotowość do zadbania o siebie. Warto pracować nad tym, by dać sobie wewnętrzne poczucie bezpieczeństwa, którego tak bardzo Pani potrzebuje – niezależnie od tego, czy ten mężczyzna jest obok.

I jeśli miałbym spojrzeć z boku: to nie wygląda na relację, która Panią buduje. Raczej zatrzymuje, podtrzymuje złudzenie, a nie daje realnego wsparcia. Może być tak, że jego obecność ciągle na nowo rozdrapuje ranę. Jeśli coś ma przetrwać – przetrwa także bez ciągłego kontaktu. A Pani ma pełne prawo teraz wybrać siebie.

8 miesięcy temu

Zobacz podobne

Dzień dobry. Zauważyłam, że mam tendencję do odczuwania głębokiego bólu, gdy ktoś mnie skrzywdzi
Dzień dobry. Zauważyłam, że mam tendencję do odczuwania głębokiego bólu, gdy ktoś mnie skrzywdzi i gdy postanowię, że nie muszę odczuwać bólu i odetnę w takim razie tę osobę lub oddalę się od niej i chcę po prostu odpuścić te negatywne emocje, wtedy wybaczam "za bardzo" chodzi o to, że zapominam o tym, co się stało, a jak sobie przypomnę, to mnie to nie boli. I tu jest problem. Bo jak mnie nie boli, to wtedy znowu ufam i znowu ta osoba zawodzi, jestem taka naiwna wtedy. A gdy "pielęgnuję" albo po prostu pamiętam o tym, co ta osoba zrobiła to ciąży mi to i pogarsza mój nastrój i funkcjonowanie, czuję się zatruta. O co chodzi? Na przykład jesienią poznałam nowego mężczyznę - był moim wykładowcą, teraz już nie mamy z nim zajęć. Okazywał mocno, że mu się spodobałam - patrzył na mnie intensywnie, nawet nie odwracał wzroku i się uśmiechał. Chociaż raz zrobił coś bardzo dziwnego, bo gdy do niego podeszłam na koniec zajęć - musiałam dać mu kartkę obecności - wyrwał mi ją. Nie wiem, czy się zestresował, czy o co chodzi. Na początku nie spodobał mi się i nie był w moim typie, z czasem zadziałała jakaś siła sugestii i chciałam zapomnieć o poprzednim, a więc uznałam, że może to znak i tak ma być i spróbuję mu zaufać. Gdy mieliśmy 2tyg. przerwę od tych zajęć, po tej przerwie on już miał zupełnie inne oczy i widać było, że coś przemyślał i jednak się wycofał - widać jednak bo nim było jakiś lekki stres, gdy na mnie patrzył. Jako że mi się spodobał, to dałam mu trochę do zrozumienia, że mi się spodobał, i raz popatrzyłam na niego dłużej i się uśmiechnęłam, gdy przechodził na korytarzu, a on zmarszczył wtedy brwi. Innym razem podeszłam do niego zapytać o jedną kwestię, to on był strasznie zirytowany. Widzę po nim, że jest emocjonalną osobą i trochę nie wiadomo czego się po nim spodziewać. Na koniec jednak zachował się bardzo nie w porządku, bo podczas testu na zaliczenie, gdy jedna koleżanka oddawała test, on zaszedł jej drogę i patrzył się na nią intensywnie, a gdy inna koleżanka podeszła, to mocno się do niej uśmiechał. Typ ma bardzo flirtujące podejście, być może chce tym sobie napełnić braki wewnętrzne. Jednak gdy mi okazywał zainteresowanie, nie zachowywał się tak w stosunku do innych dziewczyn, przynajmniej nie przy mnie, kto wie w sumie.. Oczywiście wiedziałam wtedy, że jest to bardzo nie w porządku, sam fakt, że na początku patrzył na mnie obsesyjnie, a przecież jest moim wykładowcą i taka nadmierna pewność siebie (chociaż w środku na pewno jest bardzo niepewny siebie) to czerwony sygnał. Zapomniałam o nim na jakiś czas, jednak z powodu pewnego problemu, który mi mocno ciążył, znowu sobie o nim przypomniałam, na pewno po to, żeby odwrócić uwagę od tego problemu. Ostatnio, gdy mieliśmy pewne wydarzenie dla chętnych na uczelni, on również przyszedł i podszedł do mnie, ja już siedziałam, i powiedział, że usiądzie tutaj. I usiadł blisko mnie. W trakcie tego wykładu patrzył na mnie bardzo intensywnie. Ja z kolei czułam wtedy jakąś mocno negatywną energię od niego. Taką samą energię czułam kiedyś, gdy poznałam faceta, który był bardzo toksyczny. Nie wiem, o co mu chodzi kompletnie? Po co do mnie przylazł wtedy na tym wydarzeniu? Zachowuje się jak jakiś creep. Męczą już mnie takie potyczki i to, że mnie to spotkało.
Sprawdziłam historię w telefonie mojego męża i znalazłam strony pornograficzne. Jak mam zareagować, dla mnie to jest obrzydliwe?
Sprawdziłam historię w telefonie mojego męża i znalazłam strony pornograficzne pokazałam mu to a on na początku zaczął się wymawiać że on na to nie patrzy ale potem się przyznał . Jak mam zareagować, dla mnie to jest obrzydliwe ?
Mój chłopak ma lęki odnośnie tego, co go omija, gdy jest w pracy.
Dzień dobry. Mieszkam aktualnie z moim chłopakiem i jego przyjacielem. Mój chłopak jako jedyny z nas aktualnie pracuje i ma znaczące innej wolnego czasu od nas. W związku z tym ma on lęki odnośnie tego, co go omija, gdy jest w pracy. Źle się czuje z tym, gdy mu opowiadamy, o czym rozmawialiśmy. A ostatnio na mikołajki przygodiwala duży prezent dla chłopaka a dla współlokatora kupiła mikołaja z czekolady, gdy chłopak się dowiedział zdenerwował się na to, mimo że wie, że nie zrobiłam nic złego, to wybuchł, bo to dla niego dziwne. Twierdzi, że nie jest zazdrosny, ale wydaje mi się, że źle się z tym czuje, że mamy więcej wolnego czasu niż on i czasem spędzany go razem, bo razem mieszkamy. Nie wiem, jak mogłabym mu pomóc, bo on wie, że nie robimy nic złego tylko nie może pozbyć się myśli, że coś go omija. Z góry dziękuję za odpowiedź.
Mam trudności z poradzeniem sobie z przeszłością partnerki oraz jej stylem życia. Niektóre sytuacje są dla mnie nie do pomyślenia.
Dzień dobry, piszę z sprawie kobiety, gdyż jest coś, z czym sobie nie radzę. Mianowicie spotykam się z 27 letnią dziewczyną, sam mam 32 lata i moja dziewczyna była z dzieciństwie molestowana, w życiu małoletnim miała 'związek ' w wieku 16 lat z facetem, który był od niej starszy o ponad 20 lat, straciła z nim dziewictwo. Imponował jej własną firmą itp. Zmanipulował ją mówiąc wprost i wykorzystał poprzez jej zagubienie w życiu. Następna sytuacja- wybrała się na domówkę ze znajomymi do hotelu u siebie w mieście, podczas tej imprezy została zgwałcona w wannie i na drugi dzień jeszcze do tej osoby napisała czy się przebada pod względem chorób, zrobił to - był czysty i żyła dalej. To wszystko jest dla mnie nie do pomyślenia i długi czas przez to nie przespałem wiele nocy i patrzyłem na nią inaczej niż przed tym wszystkim, jak o tym wiedziałem. Jest w ogóle taka osobą, że akurat idzie ze związku w związek, że tak powiem, jeden się w życiu kończył, jakieś 2 ms i kogoś poznała czy zwyczajnie jakoś tak wyszło, miała 2-letni związek z facetem o siebie o 15 lat starszym, brzydzi mnie ten fakt, że jakiś typ stary ją dotykał, nie potrafię pojąć jej myślenia, czym się kierowała, tłumaczyła, że rówieśnicy nie są dojrzali itp. Teraz obecnie mam problem z tym, że ma kolegów w pracy i jeden starszy od niej o 14 lat, zaprosił ją do siebie na imprezę na parapetówkę, ja ze względu na jej przeszłość mam w głowie te wszystkie sytuacje i jestem zadrosny i boję się również, że ktoś jej coś zrobi.. Odmówiła tej domówki, ze względu na mnie, bo mi z tym będzie żle. Dziś postanowiła mi oznajmić, że nie ma mnie na codzień ( bo nie mieszkamy razem, w innych miastach od 2ms) i brakuje jej towarzystwa i ma zamiar pójść z kolegą z pracy na spacer czy coś takiego, ja aż poczułem uderzenie gorąca w klatce piersiowej. Kompletnie sobie z tym nie radzę, naprawdę proszę o jakąś pomoc, poradę co zrobić, bo sam już błądzę.. .
Mój mąż ma bardzo krótką cierpliwość i podczas kłótni bardzo silną potrzebę wygrania jej
Witam. Jesteśmy małżeństwem z moim mężem już prawie 16 lat. Mój mąż jest ogólnie bardzo pozytywną, pomocną osobą. Ludzie go w otoczeniu bardzo lubią. Mamy dwójkę dzieci i zawsze chętnie pomaga w domu etc. Jest człowiekiem, który chętnie pomoże potrzebującym, gdy ktoś poprosi go o pomoc, to nigdy z niczym nie ma problemu. Zawsze z każdym zagada, ale i w domu potrafimy mieć naprawdę fajne rozmowy. Od początku naszego związku jeszcze przed małżeństwem wiedziałam o tym, iż jest on dość wybuchowym człowiekiem, ale jako 21 latka, gdy braliśmy ślub, myślałam, że to nic takiego. Mój mąż ma bardzo krótką cierpliwość i podczas kłótni bardzo silną potrzebę wygrania jej. I tu by nie było problemu, gdyby nie to jakich słów używa podczas takich sytuacji. Przeklinanie w moim kierunku, agresywna postawa ciała etc, brak możliwości przerwania kłótni pomimo moich starań. Kiedyś powiedział mi, że on tak zawsze miał problem z doborem słów i żebym nigdy do serca nie brała tego, co do mnie mówi… ale to nie jest łatwe… Przez 16 lat nigdy na mnie ręki tak naprawdę nie podniósł, ale na tyle lat razem wiele było sytuacji naprawdę kryzysowych. Wypowiadane są słowa typu: „Ty kurwo” „Wypierdalaj” „Jesteś popierdolona” I ja przez wiele lat naprawdę staram się z tym sobie radzić… wiem, że powinnam załagodzić sytuacje, nie odzywać się, ale nie zawsze mi to wychodzi… i niestety, kiedy stawiam się, na mojego męża to działa jak płachta na byka… Wtedy jego ulubionymi argumentami są to, że jestem gruba (tu raz schudłam, aby udowodnić, że nie to jest problemem) i że nie jestem tradycyjną gospodynią domową, czasami nie gotuje, tylko coś na szybko przygotuje. Mieszkaliśmy za granicą przez 16 lat i od dwóch lat ja z dziećmi wróciłam do Polski, a mąż został za granicą i przyjeżdża raz w miesiącu na kilka dni. Zapewne nasza rozłąka ma wpływ na jego zachowanie, ale sytuacje zdążały się, jak mieszkaliśmy razem i teraz tez jak mieszkamy osobno. W większości (choć nie zawsze) największe kłótnie czy sceny dzieją się po alkoholu, kiedy to już mój mąż traci kontrole nad słowami… niestety kilka razy już usłyszałam, że ma ochotę „mi przyjebać” i dwa razy niestety, że jakby mógł, to by mnie zabił… Ostatnio niestety zdarzyła się sytuacja gdzie na ognisku u mojego taty po kłótni na jakiś temat sytuacja wymknęła się z pod kontroli i mój tata na niego krzyknął w obronie mojej i jego żony…mój mąż po ostrej wymianie zdań uderzył pięścią mojego tatę w twarz… po tym powiedziałam do niego, że chce rozwodu, a on się zabrał i pojechał naszego domu. Na następny dzień wróciłam z dziećmi do domu i teraz nie wiem, co mam robić… za dwa dni mój mąż wraca za granice… po rozmowie powiedziałam mu, jak się czuje i on starał się tłumaczyć, że go mój tata sprowokował, ale czy to znaczy, że nikt z moim mężem nie może się kłócić z obawy o jego relacje… Jego argumenty to to że stresuje się finansami, że bardziej wspieramy moją rodzinę niż jego etc i ja to częściowo rozumiem, ale mam wrażenie, że nie dociera do niego to, że jego argumenty nie są na tym samym poziomie jak jego czyny czy słowa, jakie wypowiada. Powiedziałam mu, że ma iść na terapie i powiedział, że pójdzie, ale tak naprawdę zastanawiam się, czy to coś da… To jest ten sam człowiek, który obiera pomarańcze dla naszego dziecka… uśmiecha się i wita z ludźmi na ulicy i wstanie rano w niedziele, aby zrobić naleśniki a mi da dalej pospać…
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!