Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

W zeszłym roku zmarła moja mama, w tym roku babcia. Były całym moim życiem

Życie nie ma sensu Uważam, że życie nie ma sensu, po co żyjemy? Patrząc na świat z coraz dalszej perspektywy, np. na naszą planetę jakby ze zdjęcia satelitarnego lub z poziomu wszechświata to wszystko nie ma sensu. Po co to wszystko? i tak wszyscy umrzemy. Nasi bliscy również. Nasze dzieci, wnuki i prawnuki również. Już za dwieście czy trzysta lat nikt nie będzie o nas pamiętał, nawet o tym, że istnieliśmy. Tak jak teraz nikt nie pamięta i nie zna historii życia zwykłych ludzi, którzy żyli np. 3000 lat temu, czy 150, czy w starożytnym Egipcie. Nic po nas nie zostanie. Co za różnica, czy ludzkość jest trochę bardziej czy mniej rozwinięta pod względem np. technologicznym czy ekonomicznym i ktoś czasem wspomni jakąś osobę znaną z historii? W zeszłym roku zmarła moja mama w wieku poniżej 60 lat, w tym roku babcia (jej mama). Były całym moim życiem. Sama mam niewiele ponad 30 lat i nie mam dzieci. Po co je mieć, po to by cierpiały istnienie na tym beznadziejnym świecie? Jest na nim tyle zła, nienawiści wśród ludzi, wojen, głodu, cierpienia, chorób, a dobra i piękna niewiele, trzeba codziennie walczyć o przetrwanie, bo inaczej się umrze z głodu lub z braku schronienia zimą. A i tak wszyscy umrą, nasze dzieci też. Nic nie ma sensu. Po co pracować na co dzień, skoro wszystko jedno czy umrę z trochę większą lub trochę mniejszą ilością rzeczy materialnych, które i tak wyrzucą osoby/dzieci porządkujące moje mieszkanie/dom po śmierci. Co za różnica, czy odwiedzę kilka krajów świata, czy więcej, skoro i tak nie da się zwiedzić całego świata. Patrzę na świat codziennie z perspektywy wszechświata i dziwię się jak ludzie mogą normalnie żyć i przejmować się swoimi drobnymi sprawami nic nieznaczącymi, jak mogą się cieszyć czymkolwiek, nie mieć depresji, skoro i tak wszystko to już za jakieś 100 lat już zniknie całkowicie.
Irena Kalużna-Stasik

Irena Kalużna-Stasik

Dzień dobry, 

Bardzo pani współczuje! To co pani opisuje jest bardzo smutne, prawdopodobnie jest pani w żałobie. Straciła pani najbliższe osoby, to wymaga czasu i pracy. Pytanie czy jest pani pod opieką terapeutą lub psychologa? Słyszę też, że czuje pani żal, bezradność być może nawet gniew i złość, takie emocje i samopoczucie wymaga uwagi i troski. Potrzebuje pani, po tak trudnym doświadczeniu zaopiekować się sobą i swoim zdrowiem psychicznym. Zachęcam poszukać wsparcia u specjalisty.

Irena Kalużna-Stasik

1 rok temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Anna Martyniuk-Białecka

Anna Martyniuk-Białecka

Pani mala,
Zastanawiam się, czy przed śmiercią tych dwóch, ważnych dla Pani kobiet, które jak Pani pisze były dla Pani całym życiem, światem, również miała Pani takie myśli?  Pustka, bezsensowność, smutek i rozpierający żal to mogą być nie tylko w Pani przypadku refleksje egzystencjalne, ale i powikłana żałoba. Dobrym pomysłem byłoby udanie się po pomoc do specjalisty, bo potrzeba więcej informacji, aby móc podpowiedzieć, Pani co dalej można z tym zrobić.
Pozdrawiam serdecznie,
psycholog Anna Martyniuk-Białecka

1 rok temu
Aleksandra Działo

Aleksandra Działo

Szanowna Pani,

Na pytania, które Pani zadaje, ludzkość szuka odpowiedzi od wielu tysiącleci. Są to pytania zarówno uzasadnione jak i bardzo ważne. Częściowych odpowiedzi dostarczają nam takie dziedziny jak psychologia, socjologia, no i przede wszystkim filozofia. Pytania te są bardzo ważne, a jak bardzo są trudne, można wnioskować po tym, że właściwie do dziś nikomu nie udało się sformułować jednej, uniwersalnej odpowiedzi na nie.

Mam takie poczucie, że Pani wątpliwości są związane z procesem żałoby, który ma Pani prawo teraz przechodzić. Dwie ważne osoby w życiu i strata ich – jedna po drugiej, mogą być powodem podważenia sensu życia i zadawania ważnych, egzystencjalnych pytań. Proces żałoby ma prawo trwać długo, a skoro tak, mamy prawo poszukiwać pomocy, która umożliwi nam przejście przez ten ważny okres. Może Pani rozważyć wsparcie psychologiczne w formie regularnych spotkań, ale warto też skonsultować się z lekarzami – psychiatrą lub internistą, zwłaszcza, jeśli pojawiają się jakieś objawy somatyczne, bezsenność czy trudności z koncentracją.

Szukając odpowiedzi na pytania o sens życia, warto rozważyć wsparcie się o literaturę. Na mnie osobiście duże wrażenie wywarła książka „Człowiek i sens życia” V. Frankla, twórcy logoterapii i wielkiej postaci psychoterapii egzystencjalnej. Warto też zerknąć na twórczość Y. Yaloma, porusza on często tematy wagi i sensu ludzkiej egzystencji.

W takim trudnym okresie, jakim może być żałoba, warto być dla siebie życzliwym i cierpliwym.

Pozdrawiam ciepło, Aleksandra Działo

1 rok temu
Anna Gwoździewicz-Krzewica

Anna Gwoździewicz-Krzewica

Witam, 
dziękuję Ci za podzielenie się swoimi rozważaniami. Czytając Twoją wypowiedź, mogę się jedynie domyślić, jak bardzo cierpisz, ile jest w Tobie bólu i poczucia bezsensu… Wszyscy czasem zmagamy się z myślami o śmiertelności i sensie życia. To, co przeżywasz jest bardzo trudne i Twoje refleksje nad sensem życia są zrozumiałe, szczególnie w kontekście niedawnej straty mamy i babci, której doświadczyłaś. Proces żałoby jest trudny, ale ważne jest, aby dać sobie czas na przeżycie tego bólu. Często w takich momentach wydaje się nam, że życie traci sens, a nasze działania są bez znaczenia…

Tak, nasza fizyczna obecność na ziemi jest przemijająca, ale wartość chwil spędzonych z bliskimi, miłości i radości, które doświadczamy, jest nieoceniona. Te momenty tworzą NASZE wspomnienia. Pomyśl, ile pięknych chwil przeżyłaś z mamą i babcią. A teraz wyobraź sobie, że w ogóle nigdy nie było ich w Twoim życiu… Nawet jeśli za 200 czy 300 lat nikt nie będzie pamiętał naszych imion, to nasze działania i decyzje wpływają na otaczający nas świat. To, co robimy teraz, ma znaczenie tu i teraz, ale także dla przyszłych pokoleń. Czy my sami nie korzystamy z tego, co powstało dawno temu? 

Tak, świat jest pełen trudności, takich jak wojny, głód, cierpienie i choroby. To realne problemy, które wpływają na życie wielu ludzi. Ale równocześnie, świat jest pełen dobroci, piękna i inspirujących przykładów. Są ludzie i organizacje, które walczą o lepsze jutro, pomagają potrzebującym i przyczyniają się do pozytywnych zmian. Postępy w nauce, technologii, medycynie pokazują, że ludzkość jest zdolna do przezwyciężania trudności. Różne wolontariaty, wspieranie lokalnych inicjatyw, dbanie o środowisko –  w taki sposób sami możemy przyczynić się do tworzenia lepszego świata, nawet jeśli skala tych zmian wydaje się nam mała. 

Tak, decyzja o sprowadzeniu dzieci na świat pełen trudności nie jest łatwa, ale warto pamiętać, że życie, pomimo wyzwań, jest również pełne możliwości, radości i piękna. Wychowując dzieci na świadomych i empatycznych ludzi, możemy pomóc im uczynić świat lepszym miejscem. Dzieci uczą się poprzez przykład. Jeśli pokażemy im, jak działać na rzecz społeczności i przeciwdziałać niesprawiedliwości, będą kontynuować nasze działania. Wychowując dzieci, mamy możliwość wpływania na przyszłe pokolenia. Możemy przekazywać wartości i uczucia, które pomogą im tworzyć lepszy, bardziej zrównoważony świat. 

Nawet jeśli ostatecznie nie będziemy pamiętani za nasze materialne osiągnięcia, to wykonywanie pracy, która jest zgodna z naszymi wartościami i zainteresowaniami, może przynosić ogromne poczucie spełnienia i satysfakcji TU I TERAZ. Praca często też wiąże się z nawiązywaniem relacji z innymi ludźmi. Te relacje mogą przynosić radość, wsparcie i inspirację, a także przyczyniać się do naszego dobrostanu emocjonalnego. Nie musisz zwiedzać całego świata, aby czerpać z tego przyjemność i poczucie spełnienia. Każda podróż, nawet mała, jest wyjątkowym doświadczeniem, które może wzbogacić Twoje życie. 

Myślisz, że sto lat temu ludzie martwili się o nasze obecne życie? Skupiali się na swoich czasach, swoich problemach i radościach. Podobnie my, nie musimy martwić się o to, co będzie za sto lat, ponieważ NIE MAMY KONTROLI nad tym, co stanie się za te sto lat. ALE MAMY KONTROLĘ NAD NASZYMI CODZIENNYMI DZIAŁANIAMI I DECYZJAMI, które mogą uczynić nasze życie oraz życie innych lepszym TU I TERAZ.

Radość i sens życia często kryją się w małych, codziennych momentach. Może to być spacer w parku, dobra książka, ulubiony film, piękny zachód słońca, dobry posiłek, czy serdeczna rozmowa z przyjacielem. Zastanów się, co sprawia Ci przyjemność i postaraj się znaleźć czas na te małe przyjemności każdego dnia. Czasem warto poświęcić chwilę na odkrycie, co naprawdę Cię fascynuje. Może to być nowa pasja, hobby, czy aktywność, która przynosi Ci radość. To naturalne, że w trudnych momentach możemy czuć się przytłoczeni i zdezorientowani. Skupienie się na swoich przyjemnościach i małych radościach może pomóc Ci znaleźć sens i spełnienie w codziennym życiu. Co sprawia, że dziś jest wyjątkowe? Jakie drobne przyjemności możesz znaleźć w swoim codziennym życiu?

Nie da się takich wątpliwości omawiać na forum, dlatego bardzo polecam Ci konsultację z psychoterapeutą pracującym w nurcie egzystencjalnym. Ten rodzaj psychoterapii pomaga ludziom zrozumieć i znaleźć sens w życiu, nawet w obliczu trudnych i niepewnych sytuacji. Tego typu terapia może pomóc Ci odkryć na nowo, co jest dla Ciebie naprawdę ważne i jak możesz nadać swojemu życiu głębsze znaczenie. Ciekawą lekturą może być także dla Ciebie książka Viktora Frankla “Człowiek w poszukiwaniu sensu”. 

Życzę Ci, abyś znalazła radość w małych rzeczach i odkryła, jak wiele piękna może kryć się w codziennych chwilach. 
Zaakceptuj to, czego nie możesz zmienić i zaangażuj się w to, co sprawia Ci radość. 

Pozdrawiam serdecznie,
psycholog Anna Gwoździewicz 

1 rok temu

Zobacz podobne

Jak radzić sobie z niską samooceną i stresem będąc DDA: poszukiwanie wsparcia i miłości
Tak całkiem szczerze to mam już naprawdę dość. Dość bycia silną, udając że daje sobie radę. Zakładam uśmiech i tłumie wszystko w sobie. Mam 20 lat i jestem DDA. Od lat zmagam się z niskim poczuciem własnej wartości, perfekcjonizmem, trybem przetwarzania i chronicznym stresem. Na samą myśl o moim obecnym życiu chce mi się płakać. Dalej mieszkam z rodzicami i widzę codziennie ich smutek, ich zmęczenie. A potem zaczynam obwiniać siebie, że przecież nie taka córkę chcieli. Chciałabym dać im więcej radości ale skąd mam ja brać. Studiuje, pracuje ale i tak czuje pustkę. Brakuje mi troski, wsparcia, miłości. I tak dorastam jako samotna dziewczynka w ciele 20latki.
Partner spłyca potrzeby i problemy, które mu komunikuję. Mamy trudną sytuację finansową, do tego dochodzi potencjalna duża zmiana zawodowo-życiowa. Nie wiem, co robić.
Postanowiłam wejść w związek z facetem, który przez ponad rok siedział biernie w domu bez pracy, ponieważ zdiagnozowano mu lekką depresję. Wierzyłam, że z tego wyjdzie, widziałam w nim potencjał, ale bałam sie zarazem niektórych jego zachowań. Mimo że ciągle zaznaczał, że chciałby być ze mną, ja zwlekałam rok, zanim zgodziłam się dać mu szansę. Z przyjaciół, weszliśmy w związek, kiedy zaczęłam zauważać porządne zmiany. Miałam rację. Wracał do siebie, łapał wiatr w skrzydła, ruszył przed siebie i zaczął dojrzalej myśleć. Przeprowadziłam się do niego i razem znaleźliśmy pracę. On popracował pół roku i znów trach… brak stabilizacji. Z jednej pracy przerzucono go do innego biura, żeby lepiej dogadał się z pracownikami… tam może i lepiej się dogadywał, ale nie osiągał dobrych wyników w sprzedaży. Takim sposobem popracował pół roku tu i tu, niedługo potem dano mu wypowiedzenie. Wrócił wcześniej do domu, niż wskazywał na to grafik. Był załamany, ale potem obrócił to w coś dobrego, bo zdobył czas na naukę obrony i poprawki licencjatu. Zgodziłam się z tym. Lepiej niech skupi się na edukacji, a praca nie zając - nie ucieknie, powtarzałam. Niedługo minie rok jak tu jestem. Stała praca okazała się zającem nie do prześcignięcia. Minął miesiąc… dwa… poświęcił minimum poszukiwaniom. Ale w końcu praca wpadła sama, zobaczył reklamę na fb o taksówkach. Teraz pracuje na umowę zlecenie 2-3 dni w tygodniu od grudnia. W czasie świąt oczywiście robił sobie więcej wolnego niż statystyczny Polak. Ostatnio zachorował, poświęcał dużo uwagi na zgłoszenia filmiku na YT, konkursowego, znalazł pracę w Grecji za 1000 euro, ale zrezygnował. Mówił, że ze względu na mnie - poniekąd mu wierzę, ale z drugiej strony czy to nie za małe zarobki, byśmy wspólnie opłacali mieszkanie w PL (w którym bym została), jego zakwaterowanie i studia, nawet z moją małą podwyżką, która w tym miesiącu dostałam? To byłaby jego szansa… owszem… ale ja nie znam języka, uczę się, ale zajmie mi to długo. Nie umiem się na niczym skupić. Wszystko mnie męczy i trapi ostatnimi czasy. Chciałabym więcej stabilizacji, jest krucho z pieniędzmi… a on się dziwi, że moja wypłata tak szybko niknie… wiara w niego zaczyna ze mnie ulatywać, bo do tego wszystkiego dochodzą kłótnie. Czasem nie słucha co do niego mówię, gdy w czymś się nie zgadzamy… a potem spłyca problem i zarzuca mi coś, co nie jest prawdą. Zdenerwowana krzyczę, potem on krzyczy, a gdy uspokajam się, chcę pogadać, on jest obrażony. Czuję się bardzo samotna w tym związku od jakiegoś czasu. Irracjonalne sytuacje mnie męczą, np. przez brak pieniędzy dziś, gdy szukał pracy, zasugerowałam mu, żeby wysłał CV tam, gdzie go przyjmą, a nie tam gdzie chce, skoro nie ma odezwu. Myślałam, że tego nie robi, bo już tyle czekam na to, by było stabilniej finansowo… Powiedział, że „jak śmiem się odzywać, będzie robił co chce i mam nic nie mówić”. Bardzo mnie bolą takie reakcje. Ostatnio zestresowałam się, że zachorował i że też zachoruję, więc powiedziałam, żeby chusteczki wrzucał do kosza, bo to na pewno pomoże nie rozprzestrzenianiu się zarazków. Potem dodałam, że może jestem nerwowa, ale naprawdę się stresuje chorobowym i wszystkim. Zaczął krzyczeć, że robię mu wojnę o chusteczkę. Znów spłycił to, co chciałam przekazać. Czuję się już głupia. Wiem, czasem przesadzam, pracuję nad sobą, ale czy w takich momentach to problem we mnie czy w nim? Nie wiem co robić.
Autyzm atypowy a leki Kwetaplex XR i Tegretol CR – czy można funkcjonować bez farmakoterapii?
DZIEN DOBRY, kolega stwierdzony ma spektum autyzmu- autyzm atypowy. bierze leki Kwetaplex XR 200 mg i tegretol cr 200. na co to leki ? według ulotek na dwubiegunówkę, czy kiedys z tych leków zejdzie przestanie brac ? ma wahania nastroju. problemu ze snem. czy w w ogóle można funkcjonować bez leków przy autyzmie ?
Problemy z agresją, lękami i derealizacją u 16-latki: Jak sobie pomóc?

(bardzo przepraszam, że tak się rozpisałam. Może nie będzie chciało się komuś tego czytać, ale potrzebuję pomocy ) 

Witam,

mam za 3 miesiące 17 lat i mam problemy z agresją, jakieś działania impulsywne, pustkę derealizacja itp i straszne lęki. Chciałabym napisać o tych lękach, bo strasznie utrudniają mi życie. Tak można powiedzieć, że przeszłam dużo różnych sytuacji, które może mogły pogłębić lęk np. brak obecności ojca, bo ciągle ma pracę i moja dziewczyna, która przez moją winę dość często mnie zostawiała, a ja zataczałam się w nałogi i myśli S itp. 

Rok temu, też w okresie zimowym miałam problem ze snem, raz nie mogłam usnąć, a potem już ciągle dzień w dzień bałam się, już jak robiła się noc. Robiło się ciemno, przyprawiało mnie to o straszne lęki, bo się nie wyśpię itp. To trwało z parę miesięcy, zawsze spałam w miarę regularnie 22-23, bo chciałam dobrze wstawać do szkoły i prowadzić zdrowy styl życia i raz coś się stało z moim telefonem i się zdenerwowałam i przejmowałam, to pamiętam i od tego czasu bałam się nocy. 

Nawet jak spałam z 2/3 godziny, to nie czułam się senna, a nawet jeśli to nie potrafiłam zasnąć. Jakoś z tego wyszłam sama ze wsparciem dziewczyny itp. Nie przejmuje się już tym, jakoś daję radę. Mam też lęk, że ktoś mnie zostawi, a głównie moja dziewczyna, bo tylko na niej mi tak zależy.

Nie dałabym rady już żyć, ona aż tak nie ma i dużo nie rozumiem. Może przez to, co jej zrobiłam kiedyś, przestała już mieć takie przywiązanie itp.

To strasznie przykre :/ Nie raz w kłótni zaczyna mówić, że mnie nie kocha itp. takim strasznie spokojnym tonem, mimo że widzi, że ja płaczę, ale ją to nie obchodzi. 

Doprowadza mnie do to szału i wszystkim rzucam i też na nią, bo nie wytrzymuje i się dosłownie tak jakby "bijemy".

W wakacje np. zaczęło boleć mnie w nocy żebro i bałam się, że jest złamane, a nad ranem moi rodzice mieli jechać nad morze, bo nie chciałam z nimi i tez googlowałam wszystko, co się da, że to może być to, to może być tamto i nie mogłam spać.

Nie mogłam wtedy oddychać, miałam takie ataki paniki.

Jak wstałam, to było okej, potem czułam lekkie bóle. 

Też się przejmowałam i to samo, po czasie przeszło. 

Przed wakacjami też na wf zdarzyło mi się, że gdy skakałam w dal, nagle zabolała mnie noga, że nie mogłam chodzić.

Pan mówił, że zerwałam mięsień możliwe, ale to jednak nie było to - pewnie zwykłe naciągnięcie bolało kilka dni, ale często coś mam z nogami, bo są nierozciągnięte takie itp. 

Jak powiedział, że to może być zerwanie, to siedziałam potem na ławce na dworze i dostałam strasznego ataku paniki.

Nie mogłam oddychać, byłam cala posztywniała.

Ręce miałam takie sztywne całe i prawie zemdlałam.

Chciałam zwymiotować, robiło mi się już ciemno przed oczami, ale jakoś dałam radę. Była przy mnie dziewczyna i dałam radę wstać i poszłam. Kolejna sytuacja - to pod koniec wakacji zaczęły mi się robić wzdęcia, bóle itp z brzuchem jakbym może stresowała się szkoła? Choć nie wiem do dziś, ale tak samo googlowałam wszystkie objawy, bałam się, że mam raka np i różne rzeczy. Byłam u lekarza z 2/3 razy u rodzinnego, miałam skierowanie na usg, było okej. Mimo to dalej się bałam i naczytałam się, że może mam torbiel na jajniku, bo też miałam zanik miesiączki, ale chyba aż ze stresu. Mamie powiedziałam, żeby zarejestrowała mnie do Pana ginekologa. 

Bałam się tak samo, bo mężczyzna, bo może jakiś zboczeniec. Mam po prostu też lęki przed mężczyznami, że chcą zrobić tylko jedno i mi nieswojo nawet przy własnym tacie.

Ale pojechałam i po prostu zrobił usg. Było wszystko dobrze... 

Jest dużo innych sytuacji. Miałam tak, że cokolwiek mnie zaboli, to wymyślam sobie każdą chorobę. Dziś dotykałam sobie żebra, na dole ten łuk żebrowy (chyba najprawdopodobniej to są te chrząstki), ale czułam, że po lewej jak dotykam, to przeskakuje, a po prawej to trochę bardziej trzeba się wgłębić, to tez przeskakuje, ale po tej lewej przy samym lekkim dość dotyku. Tak samo dostałam duszności itp. nie mogłam jeść ze stresu. Boję się strasznie...

Miałam tak w sumie od dawna takie przeskakiwanie, ale boję się, bo nie wiem, czy to normalne.. Nic mnie nie boli tak zbytnio czy coś, ale i tak boję się np. że to złamanie. 

Mam też tak przy robieniu czegoś np mycie rąk natrętne myśli, że muszę umyć kilka razy, bo inaczej coś się komuś stanie.

Jak wyrzucę śmieci na ziemię, zamiast na podłogę, że coś złego się stanie. Jak jestem na spacerze, to jak pójdę tą ścieżką, to ktoś mi zrobi krzywdę i to męczące.

Tak samo boję się w-f, mam dobrą aktywność, choć teraz mam straszny okres depresyjny i ciężko, ale i tak uprawiam sport.

W wakacje dużo jeżdżę rowerem, po 50 km, chodzę 20 tysięcy kroków dziennie, ćwiczę siłowo 3 razy w tygodniu.

Dalej to utrzymuje, tylko jak jest zimno, to robię mniej kroków (10k), ale na wf nie daje rady. Ciągle czuję się obserwowana i oceniana, bardzo się boję dni w szkole, gdy mam wf.

Pan też jest niemiły i wszyscy w klasie mnie nie lubią.

Nawet nie wiem czemu. Trochę to dziwne, nigdy nie było żadnych problemów, ja nic nie zrobiłam. 

Jestem w 3 klasie technikum hotelarskiego i same dziewczyny. Jak wiadomo one są najgorsze jakieś obgadywanie itp ... Niestety wiedziałam o tym, że może tak być i tak się stało po prostu, jedne tam się rządzą.

Jak usiądę nawet w jakiejś ławce "ich ławce" z tyłu to nieraz słyszałam, jak ich cala grupka mówi, że muszą odkażać, że jestem dzi**ką itp... razem ze swoją dziewczyną, bo jesteśmy w jednej klasie. Mam jedną przyjaciółkę (która właśnie słyszy, jak na nas gadają i mi to piszę), bo inna mnie zostawiła i trzyma się z nimi. Pewnie już każdemu nagadała. Zostawiła mnie już któryś raz i w niemiłej atmosferze i znowu dla kogoś innego;// 

A znamy się od 1 podstawówki, no cóż, więc dla mnie to są dość stresujące przeżycia. Wf i same chodzenie do szkoły sprawiają mi trudności. Mam pytanie, czy lekarz psychiatra z tego powodu może wystawić zwolnienie z wf? Bo naprawdę czuję, że nie dam rady, a muszę ćwiczyć, by zdać, ale to jest ponad mnie:// 

Chciałabym spytać, jak mogę porozmawiać z mamą o tym, że chciałabym iść do psychologa, bo trochę się wstydzę...

Od lat borykam się z apatią. Nie mam planów na siebie. Na swoje życie. Na jutrzejszy dzień. Nawet na dzisiejszy. Stałą pracę zaczęłam na początku stycznia - od tego czasu miałam tylko 1 dzień "wolny" - ze względu na przeprowadzkę do kawalerki. Nie umiem przestać pracować. Mam wtedy poczucie straty pieniędzy, czasu. Liceum skończyłam w kwietniu ubiegłego roku. W tym czasie mieszkałam u rodziców. Od maja aż do września wyszłam z domu - dosłownie z domu, choćby do psa - jakieś 3 razy. Nigdzie indziej. Potrafiłam całymi dniami spać, marnować czas. Nie mam ambicji, planów na siebie, a mój stan apatii utrzymuje się ze mną aż od czasów gimnazjalnych. Do tego chroniczny smutek i żal wynikający właśnie z tego braku pomysłu, planu. Nie mam znajomych, przyjaciół, kolegów nawet. Nie przesadzam. Mój Messenger jest używany tylko do komunikacji z mamą, a aplikacja od SMS tylko do zaoytan do klientów. Nikogo z rodziny nie kojarzę. Sióstr, kuzynów, wujków, dziadków nie mam. Jestem adoptowana, może dlatego nie znam nikogo. Nigdzie nie wychodzę. Nie chcę. Nie czuję potrzeby. Nie umiem. A jednocześnie przygnębia mnie to, że nie chcę i nie czuję potrzeby. Jestem aseksualna. Chyba. I aromatyczna. Chyba. Te samodiagnozy nie są najlepsze. Ale tak czuję od lat. I to też mnie boli. Czuję się wybrakowana. Chciałabym czuć cokolwiek. A jedyne co czuję, to wypalenie, smutek i bezsens wszystkiego. Nie mam celu. Najchętniej skinczylabym to wszystko. Ale w sumie po co? Nikomu nie wadzę w życiu, bo nikogo nie mam. Dużo razy w poprzednich latach pisałam długie wypociny na temat tego, co jest nie tak. Kilka razy dłuższe niż ten wpis, który obecnie czytasz. Wszyscy kierują do psychologów, psychiatrów, seksuologów. A mnie na to nie stać. Nie stać mnie, żeby odłożyć sobie chociaż 200 zł na poczet mojego zdrowia psychicznego. Czuję się żałośnie. Nie lubię się użalać. Nie robię tego. Mam nadzieję. Po prostu wiem, że nikt by nawet nie zauważył, że mnie nie ma. Że zniknęłam. Z rodzicami też nie mam super więzi, tolerujemy się. Cóż. Niby umrzeć byłoby szybciej, ale skoro moje życie to nędzna wegetacja, wychodzę z założenia, że mogę się przemęczyć jeszcze trochę. Ale z drugiej strony... Po co? Jestem zmęczona tą nicością.
myśli samobójcze

Myśli samobójcze – przyczyny, rozpoznanie, pomoc

Myśli samobójcze to poważny problem dotykający wielu osób. Ważne jest rozpoznanie objawów i wiedza o sposobach radzenia sobie z nim. Jeśli Ty lub ktoś bliski zmaga się z takimi myślami, pamiętaj, że warto szukać pomocy!