Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

W zeszłym roku zmarła moja mama, w tym roku babcia. Były całym moim życiem

Życie nie ma sensu Uważam, że życie nie ma sensu, po co żyjemy? Patrząc na świat z coraz dalszej perspektywy, np. na naszą planetę jakby ze zdjęcia satelitarnego lub z poziomu wszechświata to wszystko nie ma sensu. Po co to wszystko? i tak wszyscy umrzemy. Nasi bliscy również. Nasze dzieci, wnuki i prawnuki również. Już za dwieście czy trzysta lat nikt nie będzie o nas pamiętał, nawet o tym, że istnieliśmy. Tak jak teraz nikt nie pamięta i nie zna historii życia zwykłych ludzi, którzy żyli np. 3000 lat temu, czy 150, czy w starożytnym Egipcie. Nic po nas nie zostanie. Co za różnica, czy ludzkość jest trochę bardziej czy mniej rozwinięta pod względem np. technologicznym czy ekonomicznym i ktoś czasem wspomni jakąś osobę znaną z historii? W zeszłym roku zmarła moja mama w wieku poniżej 60 lat, w tym roku babcia (jej mama). Były całym moim życiem. Sama mam niewiele ponad 30 lat i nie mam dzieci. Po co je mieć, po to by cierpiały istnienie na tym beznadziejnym świecie? Jest na nim tyle zła, nienawiści wśród ludzi, wojen, głodu, cierpienia, chorób, a dobra i piękna niewiele, trzeba codziennie walczyć o przetrwanie, bo inaczej się umrze z głodu lub z braku schronienia zimą. A i tak wszyscy umrą, nasze dzieci też. Nic nie ma sensu. Po co pracować na co dzień, skoro wszystko jedno czy umrę z trochę większą lub trochę mniejszą ilością rzeczy materialnych, które i tak wyrzucą osoby/dzieci porządkujące moje mieszkanie/dom po śmierci. Co za różnica, czy odwiedzę kilka krajów świata, czy więcej, skoro i tak nie da się zwiedzić całego świata. Patrzę na świat codziennie z perspektywy wszechświata i dziwię się jak ludzie mogą normalnie żyć i przejmować się swoimi drobnymi sprawami nic nieznaczącymi, jak mogą się cieszyć czymkolwiek, nie mieć depresji, skoro i tak wszystko to już za jakieś 100 lat już zniknie całkowicie.
Irena Kalużna-Stasik

Irena Kalużna-Stasik

Dzień dobry, 

Bardzo pani współczuje! To co pani opisuje jest bardzo smutne, prawdopodobnie jest pani w żałobie. Straciła pani najbliższe osoby, to wymaga czasu i pracy. Pytanie czy jest pani pod opieką terapeutą lub psychologa? Słyszę też, że czuje pani żal, bezradność być może nawet gniew i złość, takie emocje i samopoczucie wymaga uwagi i troski. Potrzebuje pani, po tak trudnym doświadczeniu zaopiekować się sobą i swoim zdrowiem psychicznym. Zachęcam poszukać wsparcia u specjalisty.

Irena Kalużna-Stasik

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Anna Martyniuk-Białecka

Anna Martyniuk-Białecka

Pani mala,
Zastanawiam się, czy przed śmiercią tych dwóch, ważnych dla Pani kobiet, które jak Pani pisze były dla Pani całym życiem, światem, również miała Pani takie myśli?  Pustka, bezsensowność, smutek i rozpierający żal to mogą być nie tylko w Pani przypadku refleksje egzystencjalne, ale i powikłana żałoba. Dobrym pomysłem byłoby udanie się po pomoc do specjalisty, bo potrzeba więcej informacji, aby móc podpowiedzieć, Pani co dalej można z tym zrobić.
Pozdrawiam serdecznie,
psycholog Anna Martyniuk-Białecka

Aleksandra Działo

Aleksandra Działo

Szanowna Pani,

Na pytania, które Pani zadaje, ludzkość szuka odpowiedzi od wielu tysiącleci. Są to pytania zarówno uzasadnione jak i bardzo ważne. Częściowych odpowiedzi dostarczają nam takie dziedziny jak psychologia, socjologia, no i przede wszystkim filozofia. Pytania te są bardzo ważne, a jak bardzo są trudne, można wnioskować po tym, że właściwie do dziś nikomu nie udało się sformułować jednej, uniwersalnej odpowiedzi na nie.

Mam takie poczucie, że Pani wątpliwości są związane z procesem żałoby, który ma Pani prawo teraz przechodzić. Dwie ważne osoby w życiu i strata ich – jedna po drugiej, mogą być powodem podważenia sensu życia i zadawania ważnych, egzystencjalnych pytań. Proces żałoby ma prawo trwać długo, a skoro tak, mamy prawo poszukiwać pomocy, która umożliwi nam przejście przez ten ważny okres. Może Pani rozważyć wsparcie psychologiczne w formie regularnych spotkań, ale warto też skonsultować się z lekarzami – psychiatrą lub internistą, zwłaszcza, jeśli pojawiają się jakieś objawy somatyczne, bezsenność czy trudności z koncentracją.

Szukając odpowiedzi na pytania o sens życia, warto rozważyć wsparcie się o literaturę. Na mnie osobiście duże wrażenie wywarła książka „Człowiek i sens życia” V. Frankla, twórcy logoterapii i wielkiej postaci psychoterapii egzystencjalnej. Warto też zerknąć na twórczość Y. Yaloma, porusza on często tematy wagi i sensu ludzkiej egzystencji.

W takim trudnym okresie, jakim może być żałoba, warto być dla siebie życzliwym i cierpliwym.

Pozdrawiam ciepło, Aleksandra Działo

Anna Gwoździewicz-Krzewica

Anna Gwoździewicz-Krzewica

Witam, 
dziękuję Ci za podzielenie się swoimi rozważaniami. Czytając Twoją wypowiedź, mogę się jedynie domyślić, jak bardzo cierpisz, ile jest w Tobie bólu i poczucia bezsensu… Wszyscy czasem zmagamy się z myślami o śmiertelności i sensie życia. To, co przeżywasz jest bardzo trudne i Twoje refleksje nad sensem życia są zrozumiałe, szczególnie w kontekście niedawnej straty mamy i babci, której doświadczyłaś. Proces żałoby jest trudny, ale ważne jest, aby dać sobie czas na przeżycie tego bólu. Często w takich momentach wydaje się nam, że życie traci sens, a nasze działania są bez znaczenia…

Tak, nasza fizyczna obecność na ziemi jest przemijająca, ale wartość chwil spędzonych z bliskimi, miłości i radości, które doświadczamy, jest nieoceniona. Te momenty tworzą NASZE wspomnienia. Pomyśl, ile pięknych chwil przeżyłaś z mamą i babcią. A teraz wyobraź sobie, że w ogóle nigdy nie było ich w Twoim życiu… Nawet jeśli za 200 czy 300 lat nikt nie będzie pamiętał naszych imion, to nasze działania i decyzje wpływają na otaczający nas świat. To, co robimy teraz, ma znaczenie tu i teraz, ale także dla przyszłych pokoleń. Czy my sami nie korzystamy z tego, co powstało dawno temu? 

Tak, świat jest pełen trudności, takich jak wojny, głód, cierpienie i choroby. To realne problemy, które wpływają na życie wielu ludzi. Ale równocześnie, świat jest pełen dobroci, piękna i inspirujących przykładów. Są ludzie i organizacje, które walczą o lepsze jutro, pomagają potrzebującym i przyczyniają się do pozytywnych zmian. Postępy w nauce, technologii, medycynie pokazują, że ludzkość jest zdolna do przezwyciężania trudności. Różne wolontariaty, wspieranie lokalnych inicjatyw, dbanie o środowisko –  w taki sposób sami możemy przyczynić się do tworzenia lepszego świata, nawet jeśli skala tych zmian wydaje się nam mała. 

Tak, decyzja o sprowadzeniu dzieci na świat pełen trudności nie jest łatwa, ale warto pamiętać, że życie, pomimo wyzwań, jest również pełne możliwości, radości i piękna. Wychowując dzieci na świadomych i empatycznych ludzi, możemy pomóc im uczynić świat lepszym miejscem. Dzieci uczą się poprzez przykład. Jeśli pokażemy im, jak działać na rzecz społeczności i przeciwdziałać niesprawiedliwości, będą kontynuować nasze działania. Wychowując dzieci, mamy możliwość wpływania na przyszłe pokolenia. Możemy przekazywać wartości i uczucia, które pomogą im tworzyć lepszy, bardziej zrównoważony świat. 

Nawet jeśli ostatecznie nie będziemy pamiętani za nasze materialne osiągnięcia, to wykonywanie pracy, która jest zgodna z naszymi wartościami i zainteresowaniami, może przynosić ogromne poczucie spełnienia i satysfakcji TU I TERAZ. Praca często też wiąże się z nawiązywaniem relacji z innymi ludźmi. Te relacje mogą przynosić radość, wsparcie i inspirację, a także przyczyniać się do naszego dobrostanu emocjonalnego. Nie musisz zwiedzać całego świata, aby czerpać z tego przyjemność i poczucie spełnienia. Każda podróż, nawet mała, jest wyjątkowym doświadczeniem, które może wzbogacić Twoje życie. 

Myślisz, że sto lat temu ludzie martwili się o nasze obecne życie? Skupiali się na swoich czasach, swoich problemach i radościach. Podobnie my, nie musimy martwić się o to, co będzie za sto lat, ponieważ NIE MAMY KONTROLI nad tym, co stanie się za te sto lat. ALE MAMY KONTROLĘ NAD NASZYMI CODZIENNYMI DZIAŁANIAMI I DECYZJAMI, które mogą uczynić nasze życie oraz życie innych lepszym TU I TERAZ.

Radość i sens życia często kryją się w małych, codziennych momentach. Może to być spacer w parku, dobra książka, ulubiony film, piękny zachód słońca, dobry posiłek, czy serdeczna rozmowa z przyjacielem. Zastanów się, co sprawia Ci przyjemność i postaraj się znaleźć czas na te małe przyjemności każdego dnia. Czasem warto poświęcić chwilę na odkrycie, co naprawdę Cię fascynuje. Może to być nowa pasja, hobby, czy aktywność, która przynosi Ci radość. To naturalne, że w trudnych momentach możemy czuć się przytłoczeni i zdezorientowani. Skupienie się na swoich przyjemnościach i małych radościach może pomóc Ci znaleźć sens i spełnienie w codziennym życiu. Co sprawia, że dziś jest wyjątkowe? Jakie drobne przyjemności możesz znaleźć w swoim codziennym życiu?

Nie da się takich wątpliwości omawiać na forum, dlatego bardzo polecam Ci konsultację z psychoterapeutą pracującym w nurcie egzystencjalnym. Ten rodzaj psychoterapii pomaga ludziom zrozumieć i znaleźć sens w życiu, nawet w obliczu trudnych i niepewnych sytuacji. Tego typu terapia może pomóc Ci odkryć na nowo, co jest dla Ciebie naprawdę ważne i jak możesz nadać swojemu życiu głębsze znaczenie. Ciekawą lekturą może być także dla Ciebie książka Viktora Frankla “Człowiek w poszukiwaniu sensu”. 

Życzę Ci, abyś znalazła radość w małych rzeczach i odkryła, jak wiele piękna może kryć się w codziennych chwilach. 
Zaakceptuj to, czego nie możesz zmienić i zaangażuj się w to, co sprawia Ci radość. 

Pozdrawiam serdecznie,
psycholog Anna Gwoździewicz 

Zobacz podobne

Jak wspierać przyjaciółkę z depresją i nie utracić swojej energii?
Mam koleżankę, kilka lat temu miałyśmy depresje w tym samym czasie. Ja już dobrze się czuje, na terapię nie chodzę koło 2 lat, staram się zdrowo odżywiać, oszczędzać, kupuje właśnie mieszkanie, krótko mówić idę dalej. Ona za to mam wrażenie stoi w miejscu. Za pierwszym razem poszła na terapię przez problemy z chłopakiem, z którym jest nadal, a z którym jak sama mówi żyją jakby osobno, chociaż mieszkają razem. Ewidentnie im się nie układa, ale żadne nic z tym nie robi, a są razem ponad 10 lat. I tu mój problem, już dwa lata temu widziałam że ona dalej nie czuje się lepiej, właściwie nigdy nie widziałam poprawy u niej dużej. Nie raz próbowaliśmy rozmawiać z nią na ten temat, na temat jej związku, ale bez rezultatu. Niedawno znowu wrocial na terapię i mówi że ma nawrót depresji - wydaje mi się że po prostu ona trwa dalej, a wtedy do końca się nie wyleczyła. I przez cały ten czas, czyli kilka lat jak się znamy chodzi taka zaslwsze smutna nie potrafi się bawić. Dużo rzeczy zapomina, jak gdzieś chodzimy, jeździmy wszystko ja muszę pamiętać i pilnować. Potem zapomni oddawać i trzeba się upominać. To co kiedyś nas łączyło, czyli depresja i chodzenie na jedzenie już mnie nie dotyczy. Całkiem zmieniłam swoje życie na dobre, a ona dalej tkwi w swoich starych rzeczach, nawet poczucie humoru już mamy inne. Ostatnio przebywaniez nią mnie po prostu męczy, jestem zmęczona, bez energii, w beznadziejnym nastroju. Nie wiem co mam robić, bo nie chce jej zostawiać w potrzebie, ale sama nie do końca chce sobie pomóc i chodzi na terapię więc nie tak że jest bez pomocy. Już widzę że znacznie ograniczyłam z nią kontakt, nawet jak się spotykamy to dosłownie nie mamy o czym rozmawiać, a ja się czuję jakbym cały czas musiała być takim pocieszaczem i ogarniaczem wszystkiego. Biorąc pod uwagę że sama miałam depresje, z jednej strony ja rozumiem, a z drugiej to tym bardziej dla mnie męczące i wysysające że mnie energie. Mam ochotę jeszcze bardziej ograniczyć kontakt, żebyśmy się spotykały tylko w większym gronie z innymi koleżankami, ale mam wyrzuty sumienia jakbym ja zostawiała. Proszę o poradę co powinnam zrobić w tej sytuacji
Grupa wsparcia dla osób z chorobą dwubiegową online i stacjonarnie na Śląsku.

Poszukuję grupy wsparcia osób z chorobą dwubiegową online lub stacjonarnie na Śląsku.

Mam 21 lat i ogromne zaburzenia z pamięcią, które zaczęły się jakoś 5 lat temu. Jednakże od roku zaburzenia wkroczyły na taki poziom, że mam bardzo duży problem
Witam, Mam 21 lat i ogromne zaburzenia z pamięcią, które zaczęły się jakoś 5 lat temu. Jednakże od roku zaburzenia wkroczyły na taki poziom, że mam bardzo duzy problem lub nie jestem w stanie przypomnieć sobie co robiłam np wczoraj/ dzisiaj. Problem tyczy się również koncentracji. Muszę czytac coś kilka razy zanim zrozumiem co czytam bo odpływam myślami. Miałam wykonywane badanie eeg głowy i Pani doktor dając opis badania powiedziała, iż moje fale mózgowe mogą wskazywać na depresję. Porównując moje fale a fale zdrowej osoby, moje były praktycznie w prostej linii. Od lat mam tez problemy z wypadaniem włosów, okropnie reaguje na stres (strasznie się pocę, serce łupie jak szalone, cała się trzęsę i nie jestem w stanie się uspokoić). Zastanawiam się czy jest możliwe, aby wszystkie te problemy były wynikiem depresji? Czy możliwe jest abym miała ją tyle lat? Przyznam, ze moje samopoczucie od lat jest na niskim poziomie i myslalam o depresji nie raz. Boje się jednak isc do specjalisty. Dziekuje za poświęcony czas. Pozdrawiam Magda
Mam 26 lat. Jestem mężczyzną. Potrzebuję pomocy. Straciłem chęci do życia.
Mam 26 lat. Jestem mężczyzną. Potrzebuję pomocy. Straciłem chęci do życia. Nie uważam, żebym był brzydki. Powiem więcej - podobam się sobie. Jednakże, nie czuję się atrakcyjny. Ukończyłem studia wyższe uzyskując tytuł magistra informatyki. Pracuję na ten moment, jako Tester oprogramowania. "Chciałbym" startować na stanowisko młodszego programisty. "Chciałbym" umieściłem w cudzysłowie, gdyż tak naprawdę nie wiem, czego chcę już. Nigdy nie chciałem być programistą. Na studia Informatyki poszedłem z braku innego pomysłu oraz presji. Wiem, że to dość typowy przypadek. Programowanie, po prostu, najbardziej mi się spodobało ze wszystkiego w trakcie studiów a dodatkowo jest to zawód raczej dobrze płatny. Moim zamiłowaniem jest muzyka, a konkretniej jestem gitarzystą. Zamiłowanie do instrumentu zaczęło się w gimnazjum. Szybko odkryłem, że mam ponad przeciętne predyspozycje (pragnę, żebyście mi tu uwierzyli, znam się na rzeczy). Kochałem komponować utwory, zawsze zależało mi, aby były złożone, pomysłowe i atrakcyjne dla muzyków (a przede wszystkim dla mnie) do grania. W ten sposób umiałem się uzewnętrzniać. Na studiach dostałem się do składu zespołu muzycznego. Chłopaki byli dla mnie jak druga rodzina. Zawsze jednak grałem trochę w innym klimacie niż oni. Jednakże osobiście uważałem, że nie gryzie się to z resztą, jako całokształt. Chłopaki zwykle byli innego zdania, więc musiałem walczyć o każdy swój pomysł, zazwyczaj wychodziłem zwycięsko i pomysł przechodził dalej. Czułem, że uczę się walczyć o swoje, co nigdy mi nie przychodziło z łatwością. Po około 3-4 latach kilka miesięcy po rozpoczętej pandemii, zaczynałem czuć się gorzej psychicznie. Czułem się tragicznie przez to, że staliśmy w miejscu. Brak występów, nagrane dopiero ze 3 kawałki (żaden z moich pomysłów) a mieliśmy ich więcej naprawdę porządnych i dopracowanych kawałków. Zacząłem naciskać, że powinniśmy iść do studia nagrywać resztę. Zaproponowałem nawet, że mogę za nas założyć na początek. Jednocześnie zdarzało mi się dziwnie izolować na próbach od reszty, z powodów problemów na tle psychicznym, co zaowocowało niedługo wyrzuceniem mnie z zespołu. Był to dla mnie straszliwy cios. Jakby sens mojego życia przestał istnieć. Płakałem, jak gdybym umierał i nie mógł nic zrobić. Od tamtej pory (minęły jakieś 3 lata) na przemian czuję się zmotywowany i przegrany tak, jak teraz. Na ten moment jestem w dwóch zespołach. W jednym gram 2 lata - kompletnie nie mój gatunek muzyczny, ale szedłem z założeniem, że może mi to pomóc kiedyś złożyć zespół jaki pragnę (poznam ludzi itp), lecz z każdą próbą czuję się gorzej, a nie umiem odejść. Drugi zespół od niedawna, podchodzę z dystansem i choć gatunek zdecydowanie bliższy mojemu to znowu widzę, że będę musiał walczyć o swoje pomysły. Mam swoje własne pomysły i strasznie ciężko mi jest znaleźć osoby, którym się to podoba i też jest to ich styl. Jak znajduję, to zazwyczaj nie udaje mi się do końca całej kapeli złożyć, dlatego najłatwiej mi jest próbować się dostawać do zespołów już kompletnych poszukujących gitarzysty (tak jak to było z tymi dwoma). Mam jeszcze inne pasje i boję się je wyjawić, gdyż jest to tak charakterystyczne połączenie, że jeśli ktoś z moich znajomych to przeczyta to od razu będzie wiedział, kto jest autorem. A wtedy prywatność zostanie naruszona. Więc powiem tylko tak, że jest to sport fizyczny indywidualny. Od dziecka chciałem to trenować, ale rodzice mnie nie zapisali. Dopiero na studiach sobie o tym przypomniałem. Jestem w topce w Polsce z dużymi szansami na mistrzostwo. Myślę o byciu instruktorem, jednakże jest to sport niszowy i pieniędzy z tego praktycznie nie ma. A na pewno nie dużych. Lubię się uczyć języków obcych. Zawsze sprawiało mi to frajdę. I mam też kilka innych hobby, ale nie chcę dla dyskrecji się tym dzielić. Nie mam dużo przyjaciół. Właściwie mam jednego, który jest introwertykiem i bardzo rzadko mam z nim kontakt. Czuję się bardzo samotny. Bardzo! Większość czasu spędzam sam. Jedyny kontakt z ludźmi mam na zajęciach dyscypliny sportowej, którą trenuję. Dziewczynę miałem raz w życiu, w liceum. Z początkiem studiów, oddaliliśmy się od siebie i mnie zostawiła. Bardzo cierpiałem wtedy, lecz po pół roku doszedłem do siebie. Czułem, że wiele mnie to nauczyło. Zdaje mi się, że nie umiem nawiązywać kontaktów z innymi ludźmi a przynajmniej do takiego stopnia, żeby chcieli być moimi przyjaciółmi. Raczej wszystko kończy się po prostu na dobrej znajomości. Odkąd pamiętam, mam złe stosunki z rodzicami. Ojciec prawie ze mną nie rozmawia. Przykro mi, że nie otrzymałem od nich większego wsparcia. Wielokrotnie mówiłem o tym, że co innego mi w duszy gra niż Informatyka i że cierpię studiując. Matka mi radziła, żeby to zdać dla bezpieczeństwa a potem pomyśleć o czymś innym. Inni moi znajomi co byli ze mną na kierunku odchodzili po pierwszym semestrze orientując się w tym jak studia wyglądają (przynajmniej na naszej uczelni). W tym momencie robią to co lubią a nie jest to wcale nic takiego. Część z moich z moich znajomych się nawet z tego śmiała, ja zawsze byłem jednak pod wrażeniem. Ja sam nie zdecydowałem się na odejście ze względu na to, że w przeciwieństwie do ów znajomych, co odeszli, mi dobrze szło na studiach. Zdawałem egzaminy. Zawsze sobie też stawiałem ambitne wyzwania. Myślę, że te rzeczy mnie powstrzymały. Wracając do rodziców, nie wspierali mnie w moich pasjach. Nie pomagali zrozumieć, że mogę robić w życiu to co lubię. (Jeden z moich znajomych jest zawodowym muzykiem - postawił na to po prostu, nie bał się). Więc ja zawsze się bałem postawić wszystko na moją pasję. Mam wrażenie, że brak kontaktów z ojcem, brak okazywania miłości z jego strony sprawił, że mam problemy w kontaktach między ludzkich (mam wrażenie, że skoro ja go nie ciekawię, to nikogo nie ciekawię). Wstydzę się też chwalić swoimi osiągnięciami, swoimi twórczościami. Po wyrzuceniu mnie z zespołu zacząłem chodzić na terapię do psychoterapeuty, czułem się na niej wielce nierozumiany i że jestem tam po to, żeby dawać pieniądze. Zmieniłem więc psychoterapeutę. Drugi raz czułem, że to strzał w dziesiątkę. Była to starsza już pani, ale czułem od niej ciepło i troskę. I faktycznie przez pewien czas czułem poprawę. Jednakże problemy moje wróciły ze zdwojoną siłą. Myślę, że starczy już. Sytuacja, w jakiej się teraz znajduję, jest taka, że nic a nic nie ma dla mnie już sensu. Mam 26 lat, a czuję się, jakbym miał już 60, jakby wszystkie drzwi się już przede mną zamknęły. jak w dniu świra, że ja jestem głównym bohaterem tego smutnego filmu. Że mój potencjał się już stracił. Muzykę, choć kocham, to nie mam już motywacji by to robić, straciłem nadzieję a bez tego czuję się jak bez tożsamości. Praca, sport, hobby, muzyka - wszystko dla mnie jest bez sensu. Choć nie chcę tego, myśli samobójcze przychodzą mi do głowy, i to mnie niepokoi. Bo wiem, że wizja samobójstwa mnie przeraża i nie chcę tego robić, ale kto wie do czego ból mnie doprowadzi. Bardzo, bardzo błagam o pomoc. Pozdrawiam, przepraszam, że takie długie
Jak przestać utknąć w pętli powtarzających się schematów i stresu?
Ciągle wpadam w te same schematy. Dzień w dzień się obwiniam, a w skrajnych przypadkach płaczę z tego powodu. Widzę jak się zapętlam bez przerwy i choć bardzo chcę to nie potrafię z tego wyjść, dlatego każdy mój dzień jest taki sam. Czuję to samo, po wstaniu robię to samo, odkładam na później te same czynności. Nawet myślę o tym samym, czuję się jakbym utknęła w pętli czasowej. Zdarzają się dni, kiedy mam coś do zrobienia i muszę wyjść z domu, tylko wtedy dopiero zaczynam trochę czuć że żyję. Można by pomyśleć, że w takiej sytuacji najlepiej było by jakby znalazła sobie jakieś zajęcia poza domem, powód by wyjść - jakbym wyznaczyła sobie cel na następny dzień. Tylko że to działa wyłącznie jak następnego dnia dzieje się coś ważnego i bardzo stresującego. Dopiero jak mój mózg ma zakodowane, że muszę rano wstać, bo ktoś będzie na mnie czekał i zawalę, jeśli się spóźnię. Mam poczucie że się czegoś boję, może nawet boję się żyć i dlatego mimo chęci zmiany, sabotuje wszystko i odkładam na dzień następny. Pisząc że wszystko ciągle odkładam w czasie mam na myśli nawet umycie twarzy po nocy, zdjedzenie czegoś w ciągu dnia, obejrzenie filmu. Każdy dzień marnuję, nawet już nie wiem na co, a pod wieczór jak uświadamiam sobie że nic nie zrobiłam (albo zrobiłam, ale nie satysfakcjonuje mnie to), to zaczynam "nadrabiać" stracony czas i każdego dnia kładę się spać dopiero wpół do 2 nad ranem. Jak sobie pomóc? Jak ruszyć do przodu? Ciągle jestem w stresie, bo ucieka mi mój cenny czas. Obiecuję sobie lepsze jutro, ale zawsze jest tak samo, przez co nie ufam sobie, bo skoro nic się nie zmienia to moje słowo jest nic nie warte. Staram się podchodzić do siebie łagodnie i bez oceniania, ale ciągle jestem sfrustrowana, w pośpiechu, zmęczona i samotna, ale to już od tak dawna że często też czuję się bezsilna - wobec siebie i wszystkiego co się dzieje dookoła. Boję się że to się nigdy nie zmieni. Po wakacjach idę do maturalnej i stresuje mnie to nie tyle z powodu egzaminów, co raczej stresu, który mnie czeka. Wiem że to takie trochę masło maślane, ale ciągle jestem w stresie, a presja którą na siebie nałożę mi go tylko namnoży. Ostania klasa, koniec szkoły, zakończenie pewnego rozdziału w moim życiu i oczekiwania jakie są wobec mnie ze strony mojej, jak i mojej rodziny. Boję się że nie dam rady i znowu zawiodę siebie, oraz upewnię się w przekonaniu że nie jestem wystarczająca.
zdrada

Zdrada – przyczyny, skutki i jak sobie z nią radzić?

Zdrada to głębokie naruszenie zaufania w związku, występujące w formie fizycznej lub emocjonalnej. Powoduje trwałe rany psychiczne u obu partnerów. Analizujemy przyczyny zdrad, ich konsekwencje oraz metody odbudowy relacji po takim doświadczeniu.