Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak wspierać partnera z depresją, gdy czujesz się zaniedbana i wyczerpana emocjonalnie?

Jestem z moim mężczyzną 4 lata w związku, ma on depresję i przechodziliśmy różne momenty, zawsze byłam przy nim i go wspierałam. Od jakiegoś czasu jest bardzo źle, on nie chce iść na terapię ani do psychiatry. A ja nie mam sił już, aby wspierać, czuję się odtrącana, nie są ważne moje odczucia ani mój nastrój. Plus nie sypiamy ze sobą już od roku. On jest bardzo egoistyczny i wiem, że to wynik też depresji, ale ja nie mam siły już. Nasz związek, od kiedy ja odpuszczam, zaczyna się sypać. Kocham go, ale ja nie mam sił już, jako kobieta, jako partnerka jestem zaniedbana i nie mówię tu o rzeczach materialnych, ale o zwykłym docenieniu i poczuciu, że to ma sens wszystko. Nie mogę z kim rozmawiać o tym, bo on mówi, że wszystko wiem co i dlaczego się dzieje z nim, że nic - nawet ja go nie cieszę. I ja w tym wszystkim jestem strasznie nieszczęśliwa, nie umiem dać z siebie więcej, bo sama ze sobą nie umiem sobie teraz poradzić. Jednocześnie wiem, że chyba na pewno mnie potrzebuje. Zarzuca, że się nie uśmiechnę, jak się widzimy, ale ja nie mam siły się śmiać. Chce uciec jak najdalej od niego, bo bycie z nim mnie rani strasznie. Nie wiem, co robić…

Katarzyna Rosenbajger

Katarzyna Rosenbajger

Witam,

Bardzo mi przykro, przez co pani przechodzi, bo wygląda to na bardzo trudną relację. Z pani listu wynika, że partner nie chce przyjąć profesjonalnej pomocy, ale oczekuje od pani wsparcia. Bardzo ciężko jest być w relacji z  osobą, która cierpi na depresje, ale z drugiej strony nie jest gotowa na  przyjęcie pomocy. Z pani strony niestety nie można nic więcej zrobić, bo nikogo nie można zmusić do leczenia, jeżeli nie jest zmotywowany oraz gotowy. 
Na pani miejscu poszukałabym wsparcia dla siebie, bo z pani listu wynika, że naprawdę takie wsparcie byłoby bardzo potrzebne. 

K Rosenbajger

Psycholog

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Katarzyna Kania-Bzdyl

Katarzyna Kania-Bzdyl

Droga Izo,

 

domyślam się, że pojawiła się u Ciebie jednocześnie bezsilność w obecnej sytuacji, która trwa już za długo oraz złość względem swojego partnera. Super, że go wspierasz i jesteś w tym wszystkim zaangażowana, natomiast utraciłaś siebie poprzez zaniedbanie i zatracenie w trudnościach partnera. Wciągnęło Cię to na tyle, że to teraz TY potrzebujesz tego wsparcia. Zachęcam Cię do zastanowienia się nad konsultacjami psychologicznymi w celu odbudowania odporności psychicznej, zrozumienia, że nie jesteś odpowiedzialna za nastrój  / zdrowie drugiej osoby oraz przepracowania stawiania granic. Mamy trochę do nadrobienia ;) tutaj na platformie są dostępne konsultacje w formie online i stacjonarnie. Zadbaj o siebie! :)

 

Pozdrawiam,

 

Katarzyna Kania-Bzdyl

Martyna Jarosz

Martyna Jarosz

To bardzo trudna sytuacja, w której próbujesz wspierać partnera, ale jednocześnie sama tracisz siły i poczucie własnej wartości. Depresja może wpływać na dynamikę związku, ale twoje potrzeby emocjonalne są równie ważne. Jeśli on nie chce szukać pomocy, musisz zastanowić się nad tym, jak zadbać o siebie – nie możesz nieustannie rezygnować ze swojego dobrostanu.
 

Warto otwarcie powiedzieć mu, jak bardzo ta sytuacja cię obciąża, bez oskarżeń, ale z wyraźnym zaznaczeniem swoich granic. Możesz też rozważyć wsparcie terapeutyczne dla siebie – jeśli twój partner nie podejmuje działań, to ty możesz zacząć dbać o siebie, nawet jeśli oznacza to trudne decyzje dotyczące relacji. Twój komfort emocjonalny jest ważny. Nie musisz być w tym sama – poszukaj wsparcia, nawet poza związkiem. 

Trzymaj się, masz prawo dbać o własne potrzeby.

Martyna Jarosz - psycholog

Anastazja Zawiślak

Anastazja Zawiślak

Dzień dobry Pani Izo,

 

To, co Pani opisuje, to bardzo trudne doświadczenie życia w związku z osobą chorującą na depresję – ale także ogromnego samotnego dźwigania odpowiedzialności za relację, która od dawna przestała być wzajemna. To piękne, że jest Pani dla niego wsparciem i jest Pani zaangażowana w pomoc mu, ale ta sytuacja spowodowała, że teraz to Pani potrzebuje wsparcia.  Depresja może rzeczywiście wpływać na emocje, bliskość, energię i zachowanie partnera. Jednak Pani potrzeby nie przestają być ważne tylko dlatego, że on choruje. Brak bliskości, odtrącenie, ignorowanie Pani emocji, odmowa pomocy i ciągłe wypominanie – to wszystko są sygnały, że Pani granice są przekraczane.

 

Miłość nie oznacza poświęcania siebie do końca. Pani siły też się kiedyś kończą – i to nie jest egoizm, tylko naturalny sygnał, że potrzebuje Pani wsparcia i prawa do życia, w którym nie czuje się pomijana, zaniedbana i emocjonalnie samotna.

 

Jeśli partner odmawia leczenia, a Pani trwa w tym cierpieniu kosztem samej siebie – to nie jest już tylko jego kryzys, ale także Pani. Zachęcam, by porozmawiała Pani z psychologiem, nie po to, by „ratować związek”, ale by odzyskać siebie i sprawdzić, co może być teraz najlepszą decyzją dla Pani zdrowia psychicznego.

 

Miłość to nie znaczy trwać za wszelką cenę. Czasem największym wsparciem jest powiedzenie: „Potrzebuję też zadbać o siebie.” Pani też zasługuje na troskę, bliskość i równowagę.

 

Anastazja Zawislak

Psycholog

Kacper Urbanek

Kacper Urbanek

Dzień dobry 

Twoja sytuacja jest bardzo trudna i wymaga dużej delikatności wobec siebie. To, co opisujesz, to codzienna walka między chęcią pomocy partnerowi a potrzebą zadbania o siebie. Kiedy żyjemy z osobą zmagającą się z depresją, łatwo jest wpaść w pułapkę poświęcania się kosztem własnego zdrowia psychicznego i emocjonalnego. Twój partner przeżywa trudny czas, ale jednocześnie odcina się od pomocy i zamyka na wsparcie, również Twoje. To może rodzić w Tobie poczucie osamotnienia, frustracji, a nawet winy. Jednak musisz pamiętać, że nie jesteś odpowiedzialna za jego zdrowie psychiczne. Możesz wspierać, ale nie możesz „uzdrowić” go kosztem siebie.

Twoje zmęczenie, poczucie odtrącenia i brak sił są sygnałem, że Twoje granice zostały mocno naruszone. To zupełnie naturalne, że nie czujesz się już w stanie „ciągnąć” tej relacji na swoich barkach. Depresja może tłumaczyć wiele zachowań partnera, ale nie może być usprawiedliwieniem dla całkowitego zaniedbywania Ciebie jako osoby, partnerki, kobiety. Zastanów się, co teraz jest dla Ciebie najważniejsze, może to oznaczać czasową separację, a może próbę rozmowy o wspólnej terapii par (jeśli partner zgodziłby się na nią). Ale przede wszystkim zadbanie o siebie. Jeśli czujesz, że sama nie dasz rady, rozważ rozmowę z psychologiem lub psychoterapeutą. Wsparcie z zewnątrz może pomóc Ci zobaczyć sytuację z innej perspektywy i podjąć decyzje, które będą dobre dla Ciebie. Nie jesteś w tym sama sięgnięcie po pomoc to przejaw siły i troski o siebie.

 

Z pozdrowieniami 

 

Kacper Urbanek 

Psycholog, diagnosta 

Krzysztof Skalski

Krzysztof Skalski

To, co Pani opisuje, to ogromne emocjonalne wyczerpanie. Przez lata była Pani przy partnerze z depresją, wspierała go, znosiła odrzucenie, brak bliskości i coraz większe obciążenie psychiczne. To, że czuje się Pani zaniedbana, samotna i nieszczęśliwa- nie jest egoizmem. To naturalna reakcja organizmu i serca, które nie mają już siły dźwigać wszystkiego same. Depresja potrafi zabrać człowieka z relacji, ale nie może usprawiedliwiać całkowitego zaniedbania drugiej osoby. To, że on cierpi, nie znaczy, że Pani ma się przy tym wyniszczyć. Jeśli on nie chce szukać pomocy i odmawia leczenia, to odpowiedzialność za to nie leży na Pani barkach.

Miłość nie polega na tym, by poświęcić siebie do końca. Pani też ma prawo do bliskości, do ciepła, do bycia zauważoną. Jeśli ten związek Panią rani, a Pani czuje, że dłużej nie da rady- odejście nie jest zdradą, to może być akt ratunku dla samej siebie. Ma Pani prawo przestać dźwigać ten ciężar. Ma Pani prawo wybrać siebie. Jeśli czuje Pani, że nie umie już dawać, to znak, że czas przestać dawać ponad swoje siły. I to nie znaczy, że Pani go nie kocha. To znaczy, że czas pokochać również siebie.

Aleksandra Kaźmierowska

Aleksandra Kaźmierowska

Dzień dobry, 

czytam, że kocha Pani  swojego partnera i chce mu pomóc, ale jednocześnie czuje się przytłoczona i zaniedbana. To zupełnie naturalne, że w takiej sytuacji odczuwa Pani ogromny stres, zmęczenie i brak sił.

Chciałbym Panią zapewnić, że Pani uczucia są ważne i ma prawo Pani zadbać o siebie. Wspieranie kogoś z depresją to ogromne wyzwanie, które wymaga też troski o własne zdrowie i dobre samopoczucie. Może warto pomyśleć o wsparciu dla siebie – na przykład rozmowie z terapeutą, który pomoże poukładać myśli i znaleźć sposób na radzenie sobie w tej trudnej sytuacji. Pani granice i potrzeby są równie ważne co  zdrowie psychiczne partnera.

 

Pozdrawiam,

Aleksandra Kaźmierowska 

Zobacz podobne

Brak poczucia szczęścia i satysfakcji, trudności w nawiązaniu głębszej znajomości, proszę o wsparcie.
Dzień dobry. Jestem gejem, mam problem - podobają mi się wszyscy chłopcy w wieku 18-23 lata, nie mogę się zdecydować na jednego .Co robić ? Dodatkowym problemem jest mój fetyszyzm, najchętniej ukradłbym im wszystkim skarpetki, bokserki, dres,y buty itp. wiem, że to niemożliwe i tak nie wolno. Następnym problemem jest to, że nigdy nie osiągam zadowolenia, jak coś sobie kupię czy dostanę, czy wygram, tak jakbym miał wyłączony syndrom szczęścia .W 2017 umarł mi chłopak, który mnie zdradzał a byłem z nim wiele lat, może dlatego. Dodatkowo obawiam się chorób i śmierci codziennie. Kiedyś miałem myśli S, teraz mam odwrotnie -strach przed chorobą, śmiercią, wypadkiem. Chyba mam bardzo dużo zaburzeń, nie wiem czy ktoś jest w stanie mi pomóc. Czasem myślę, że dobrze się stało, że mój były zmarły chłopak miał HIV i AIDS i mnie zdradzał, bo widocznie nie byłem na tyle dobry, by był zadowolony... Ale twierdził, że mnie kocha. Nie zaraził mnie, jestem zdrowy, tyle mogę mu dziękować.Teraz boję się już wchodzić na czaty i kogoś poznawać, bo nie ufam już ludziom, na wszystkich patrzę przez czarne okulary .Nadal mi się podobają na ulicy chłopaki, ale tylko kończy się na patrzeniu, boję się, że sam zostanę na zawsze . Doradźcie mi, co mam robić, jak mam się zachowywać i czy mam jakieś choroby, problemy ?Pozdrawiam . Chodziłem do psychologa, odbyłem 25 wizyt, na krótko było lepiej, proponowali leki czy szpital, ja nie chciałem, obawiałem się stygmatyzacji, że nie znajdę pracy, ludzie się dowiedzą. Itp Po 7 latach od śmierci chłopaka trochę się poprawiło, ale nadal nie jest tak, jak być powinno.
Ogromne wahania nastroju zaburzają moje funkcjonowanie i powodują cierpienie. Zaczęło się od stresu w pracy.
Od ponad roku jestem leczona na depresję. Od stycznia moje samopoczucie się pogorszyło. Wcześniej praca pomagała mi, chociaż moja depresja zaczęła się od problemów z moim przełożonym. Od stycznia sama przestaję siebie poznawać. Mój nastrój jest bardzo chwiejny. Są dni, w których czuję, że mam mnóstwo siły, że jestem zdrowa, że już nie mam depresji, mam mnóstwo siły. Nie potrzebuję dużo snu. Mam dużo pomysłów w głowie( czasem za dużo, chciałabym wszystko zrobić na już ). Jestem wręcz nadpobudliwa i mogę dużo gadać. Czuję się nakręcona. A przychodzą dni tak nagle kiedy czuję się, że nie mam siły na nic. Potrafię spać po dwa dni i tak później jestem zmęczona. Potrafię wpaść w szał bez powodu. Wpadam w szał, krzyczę, jestem zła, a za chwilę się uspokajam. Kiedy mój chłopak stara się mi pomóc czasem zaczynam go bić, jak się uspokoję żałuję tego, ale czuję się wtedy jak to nie ja bym zrobiła. Potrafię jeść bardzo mało, a za chwilę się objadam tak, że chodzę wymiotować. Moje wybuchy takiej złości, zmiana takiego nastroju potrafi być parę razy dziennie czasami. Są momenty, w których nie mam siły się ubrać. Bywa tak, że kiedy jestem gotowa wyjść do pracy, to w ostatnim momencie dopada mnie taki silny lęk, że się kładę do łóżka. Poprzednio miałam problemy z szefem, teraz po zmianie shiftu mój menager jest wyrozumiały, docenia moją pracę, szanuje mnie i wspiera, a ja się Go boję, chociaż nie mam powodu. Często czuję się winna, np. w pracy jak byłam na zwolnieniu lekarskim to później, z tyłu głowy mam takie coś, że muszę być najlepsza, że muszę robić więcej niż inni. Moja pewność siebie bardzo spadła. Pomimo tego, że w pracy jestem najlepsza, czuję, że nie dałam z siebie wystarczająco dużo. Zawsze byłam osobą, która lubiła porządek w domu, teraz kiedy mam złe samopoczucie, bałagan w pokoju sprawia, że czasami lepiej się czuję i mi to nie przeszkadza, a nagle wieczorem patrzę na to wszystko i muszę sprzątać, bo inaczej nie da mi to spokoju. Miałam takie wahania nastroju, ale to było np. co dwa - trzy miesiące. Czułam wtedy, że jestem już zdrowa, czułam się lepiej, a później znów czułam się gorzej psychicznie, ale od początku roku jest to taka huśtawka emocjonalna. Sama nie wiem co się ze mną dzieje??
Jak pomóc 30-letniemu synowi z nerwicą natręctw i pogorszeniem stanu mimo zmiany leków?
Dzień dobry jestem mamą 30 letniego syna który zmaga się z nerwica natrectw od 15 lat Od trzech lat ma zmienione leki na duleksytyna 90 mg i ketipinor 50mg w tym roku nastąpiło pogorszenie stanu niechęć,brak sił ,ciągle zmęczenie brak sensu życia Mimo zwiększonej dawki ketipinor 75 mg stan ten się pogorszył Nie wiem co mam robić w tym przypadku wizyta u psychiatry dopiero w sierpniu
Od paru dni mam straszną chwiejność emocjonalną, raz jest dobrze, a raz jestem zbyt bardzo przetłoczona,
Od paru dni mam straszną chwiejność emocjonalną, raz jest dobrze, a raz jestem zbyt bardzo przytłoczona, oraz od momentu jak raz pogotowie przyjechało po 21 do domu, żeby zmierzyć mi puls, bo dostali wezwanie to od tamtej pory mam straszne lęki i nie mogę normalnie zasypiać, bo co zamknę oczy, to się boję, że zaraz pogotowie albo policja zadzwoni do domofonu. Mam problemy z jedzeniem. Strasznie dużo piję, ale jem raz dziennie góra dwa razy. Nie wiem jak sobie z tym poradzić. Do szpitala psychiatrycznego nie mam potrzeby jechać, wyszłam z niego miesiąc temu. Do psychologa ani psychiatry nie chodzę ( nie jestem zapisana) a jak się zapiszę, to będę czekać miesiącami. Czy to może być z powodu, że leki na mnie nie działają z powodu małych dawek ? Biorę leki: Pralex, Lamilept ,Trittico W czerwcu byłam pierwszy raz w szpitalu psychiatrycznym. W czerwcu wylądowałam w szpitalu, wyszłam z niego 29 sierpnia. W domu byłam prawie 3 miesiące i znów wylądowałam w szpitalu psychiatrycznym na 3 tygodnie, wypisali mnie z niepełną poprawą ( uwzględnili to nawet w wypisie ), po 5 dniach od wypisu znów powróciłam do szpitala psychiatrycznego na 2 tygodnie ( leków mi nie zmienili w dzień, tylko na noc z Peraziny na trittico ). Wyszłam ze szpitala 28 grudnia. W szpitalu niezbyt chcieli mnie trzymać, ordynatorka oraz zastępczyni ordynatorki przez moje 2 tygodnie przez 2 razy w tygodniu (wtedy był obchód 2 razy w tygodniu), za każdym razem mówiła mi, że raczej pora żebym już wyszła, że nie chcą mnie trzymać. Nieważne było dla nich to, jak ja się czuję. 21 grudnia w szpitalu pocięłam sobie ręce aż do kałuży krwi , a na następny dzień był obchód gdzie ordynatorki również powiedziała mi , że chcą mnie wypisać do domu mimo, że wtedy miałam ogromne myśli samobójcze. Przetrzymali mnie parę dni, wtedy miałam tylko 1 raz rozmowę z psychologiem po pocięciu się. Przetrzymali mnie na świętach, żeby trochę rany się zagoiły a po świętach już się mnie pozbyli. Wyszłam ze szpitala mimo wszystko w lepszym stanie bez myśli samobójczych, które nie mam w ogóle do dziś, z czego się bardzo cieszę, bo chociaż nie męczy mnie to. Ale właśnie nie wiem jak sobie poradzić z chwiejnością emocjonalną, z lękami, zaburzeniem odżywiania ...
Czy możliwe jest całkowite wyleczenie z depresji lękowej przy nawracających objawach?
Od grudnia cierpię na ciężka depresje lękową (początek bardzo ciężki- praktycznie przez 3 tygodnie byłam osobą leżącą), do lutego przyjmowałam cital w dawce 20mg, trzy tygodnie temu zmieniłam lek na asentre (początkowo na zakładkę z citalem)- cital dość dobrze poradził sobie z objawami depresyjnymi, ale lęk nadal był spory, tąd zmiana. W porównaniu z grudniem jest duża poprawa, natomiast nadal wszystko wraca, przykładowo od tygodnia znów mam ogromny lęk wolnopłynący i paniczny, smutek, ogólnie dużo gorsze samopoczucie, gdzie 2 tygodnie wcześniej wydawało się, że wracam do "żywych", czułam się naprawdę dobrze. Czy w wypadku kiedy te objawy wracają na długo, możliwe jest całkowite wyleczenie? Tracę juz nadzieję.
zdrada

Zdrada – przyczyny, skutki i jak sobie z nią radzić?

Zdrada to głębokie naruszenie zaufania w związku, występujące w formie fizycznej lub emocjonalnej. Powoduje trwałe rany psychiczne u obu partnerów. Analizujemy przyczyny zdrad, ich konsekwencje oraz metody odbudowy relacji po takim doświadczeniu.