Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak przeżyć stratę męża i poradzić sobie z lękiem i nerwicą lękową?

Treść wrażliwa
Mili Panstwo, zapytam otoz zmarl moj maz,chorowal bardzo dlugo, ja bylam w ogromnym stresie, nie jadlam, schudlam, od kilku dni mam dolegliwosci w brzuchu a mianowicie cos mnie uciska,raz z jednej ,raz z drugiej strony, raz w podbrzuszu, nie boli, ale robi mi potworny strach, choruje na nerwice lekowa od bardzo dawna. Boje sie o swoja przyszlosc, bylam u lekarza, proponuje odczekac, przezyc ta strate... Co sadzicie Panstwo?
Adrianna Czajka

Adrianna Czajka

Dzień dobry, 

objawy które Pani opisuje mogą mieć podwójne podłoże: z jednej strony, brak jedzenia przez dłuższy czas, lub jego małe ilości może powodować problemy trawienne, które przy powrocie do jedzenia mogą powodować ból. Tu potrzebne jest powolne wracanie do regularnego jedzenia oraz przyjmowanie płynów, np. wody. Z drugiej strony, ból może być na podłożu stresowym, a to może powodować różnego rodzaju zmiany w układnie trawiennym. Zalecałabym działanie dwutorowe: wizytę u lekarza specjalizującego się w zaburzeniach gastrycznych i wykonanie kompletu badań (w tym usg jamy brzusznej) oraz  wizytę u psychologa/psychoterapeuty w celu przepracowania straty i zmniejszenia stresu. 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Zobacz podobne

Mam 30 lat ostatnio w moim życiu pojawił się mężczyzna. Jest dwa lata młodszy i ma na swoim koncie stratę żony i dziecka
Mam 30 lat ostatnio w moim życiu pojawił się mężczyzna. Jest dwa lata młodszy i ma na swoim koncie stratę żony i dziecka, którzy zginęli w wypadku. Zaangażowałam się w naszą znajomość i nie czuję zazdrości o jego zmarłą żonę, ale mam wrażenie, że on nie traktuje mnie poważnie. Było wszystko w porządku, a teraz zaczął ograniczać kontakt. Czy warto wchodzić w taką relację i jak powinnam postępować z takim mężczyzną.
Czy zakończyć związek po 14 latach? Problemy z komunikacją i zaspokajaniem potrzeb emocjonalnych
Witam. Jestem w trudnej sytuacji i nie wiem co jeszcze powinnam zrobić w mojej obecnej relacji, oraz czy to już pora ją zakończyć. Pragnę jeszcze zaznaczyć, że czuję się gotowa odejść, ale chciałabym wpierw mieć pewność, że zrobiłam co mogłam, żeby spróbować relację naprawić. Ja i mój partner znamy się 14 lat, a od 7 jesteśmy razem. (Mam niecałe 30 lat). Już we wczesnej fazie związku przyłapałam partnera na chęci zdrady. Od tamtej pory nie było żadnych złych oznak i relacja jakoś trwała. Było całkiem dobrze. Partner rozumiał moje potrzeby, kiedy tylko płakałam to otaczał mnie troską, przejmował się moimi problemami. Od około półtorej roku zaczęło się wszystko psuć. Przestaliśmy uprawiać seks, nie ważne jak wprost mu dawałam do zrozumienia, to nie potrafił tego skojarzyć z tym komunikatem, że potrzebuję tej bliskości. Zdarzały się pojedyncze razy, kiedy się udawało, ale nie było w tym większej uczuciowości, tylko miałam wrażenie, że jest to szybkie pozbycie się emocji i tyle. Kilka miesięcy temu partner przyznał się, że jednak nie chce wstąpić w związek małżeński, ani posiadać dzieci, ponieważ według niego, nie czuje takiej potrzeby. Jednocześnie na wszystkich imprezach rodzinnych partner uwielbia spędzać czas z dziećmi i bardzo troszczy się o córkę swojego brata, dla której jest wujkiem chrzestnym. Od tamtej pory nasza relacja uległa znacznej degradacji. Obecnie mamy trudną sytuację finansową, ponieważ utraciłam pracę. Mamy jednak odrobinę oszczędności i parę gratów, które możemy sprzedać. Wczoraj umówiłam się z przyjaciółką, aby przejechać się razem do sklepu. Zaznaczę, że nawet nie czułam potrzeby nic kupować, chciałam po prostu spędzić czas, natomiast mój partner, gdy przedstawiłam mu ofertę przyjaciółki powiedział "A masz na to pieniądze?". Nigdy nie spodziewałam się takiego pytania z jego ust. Zrobiło mi się bardzo przykro. Płakałam, a partner nawet nie podszedł do mnie zapytać czy wszystko w porządku, ponieważ uznał temat za zakończony, kiedy powiedział, że jak chcę to mam jechać. Nie pozwolił mi do końca wyrazić swoich emocji. Kiedy powiedziałam mu, że jego słowa mnie zraniły, zaczął mówić, że przesadzam, że wyolbrzymiam wszystkie problemy i on wcale nie zrobił nic złego. Takie właśnie reakcje na moje problemy występują od pewnego czasu, myślę, że może od niecałego roku. Rozmawiałam z nim na temat zakończenia związku, mówiąc, że po prostu oczekuję od mojego partnera czegoś więcej, aby się mną zaopiekował, aby moje emocjonalne potrzeby były dla niego ważne. Zaznaczę, że partner chętnie się przytula, ale jednak mam cały czas poczucie, że na jego warunkach. I choć nie odmawia mi przytulenia się do niego, ani nic z tych rzeczy, to jednak nie czuję, aby ta relacja mnie zaspokajała. Wczoraj informując go o tym wszystkim, widziałam, że siedzi w fotelu, trochę głupio i nerwowo się uśmiecha, przewraca oczyma i jego postura mówi, że najchętniej by z domu wyszedł. Nie miał problemu z tym, aby zostawić mnie płaczącą w sąsiednim pokoju, aby zdrzemnąć się przed pracą. Obecnie uzgodniliśmy, że do końca stycznia dam mu czas, aby zastanowił się zarówno nad swoim zachowaniem, które mnie rani, oraz aby zastanowił się czy widzi sens w relacji ze mną, wiedząc, że chciałabym się ustatkować - wziąć ślub i posiadać dzieci. Na sam koniec dodam tylko, że partner ani razu podczas tej poważnej rozmowy sam z siebie nie powiedział, że nie chce abym odeszła, że jestem dla niego ważna i chce to naprawić. Trochę wyglądało to, jakby był psem z podkulonym ogonem, który nie wie co zrobić. Próbowałam namówić go na wizytę u psychologa, ale nie chce się zdecydować, twierdząc, że nie widzi większego problemu. Czy jest jeszcze coś o czym mogłabym spróbować z nim porozmawiać? Może powinnam jeszcze jakieś tematy poruszyć? Nie wiem co jeszcze mogę zrobić, a chciałabym mieć pewność, że jeśli będę musiała zakończyć ten związek, to z wiedzą, że zrobiłam wszystko co mogłam na dany moment, aby go naprawić, oczywiście nie zatracając przy tym siebie. Z góry dziękuję za wszystkie rady i za zerknięcie na mój problem "trzecim okiem".
Witam. Na wstępie powiem, że jestem osobą bardzo samotną, posiadającą niską samoocenę
Witam. Na wstępie powiem, że jestem osobą bardzo samotną, posiadającą niską samoocenę oraz permanentnie smutną, która jakiś czas temu można powiedzieć, poddała się życiowo i wycofała socjalnie. Wewnątrz czuję pustkę i jakbym był wyprany z emocji, nic na mnie nie robi już wrażenia, nawet raz jak pojechałem skoczyć w tandemie, to myślałem, że będzie to jakiś bodziec, ale jak się okazało, sam skok nie zrobił na mnie żadnego wrażenia (a podobno pierwszemu skokowi towarzyszy przeładowanie sensoryczne i nic się nie pamięta). W skrócie można by powiedzieć o mnie życiowy przegryw. Mam dwójkę chorych rodziców, z którymi mieszkam i się nimi zajmuję. Jeden rodzic wymaga znacznie większej uwagi (podnoszenie z łóżka, czyszczenie, przygotowywanie jedzenia itp.), drugi jest w miarę samodzielny i jakiś czas wytrzyma bez pomocy. Teraz do rzeczy, w ostatnie wakacje poznałem dziewczynę, dołączyła się przypadkiem do mojej wędrówki po górach. Po powrocie do normalności prowadziliśmy rozmowy na komunikatorze dzień w dzień, długie rozmowy, ściany tekstu o wszystkim i niczym. Z czasem, kiedy w ten sposób ją lepiej poznałem, zrozumiałem, że to może być ta bratnia dusza, której zawsze miałem nadzieję znaleźć, najgorsze, że ona mimo będąc ode mnie sporo młodsza dawała mi subtelne znaki zainteresowania moją osobą. Zawsze sobie mówiłem, że albo będę z kobietą, która mi odpowiada albo wolę umrzeć sam. Jeden problem to taki, że w momencie jej poznania ona była w trakcie podjęcia dużych życiowych kroków, przeprowadzka do innego kraju. Już po przeprowadzce, opowiadała mi o tym kraju, wysyłała zdjęcia, filmy itp. Aż w końcu rozbudziła moją wyobraźnię na tyle, że postanowiłem się również tam przeprowadzić, ale jej o tym nie mówiłem, tylko zacząłem uczyć się języka, załatwiać sprawy dotyczące opieki nad rodzicami, próbować przekwalifikować się na zawód, który mógłbym wykonywać w nowym kraju. Wstępnie miałem ją odwiedzić, na kilka dni. Bilety były już kupione, ja się nie mogłem doczekać, jak i ona, kiedy się spotkamy, a na miejscu chciałem po części wybadać sytuację i podjąć jakieś konkretniejsze plany, żeby nie robić tego przez komunikator. Te codzienne rozmowy dawały mi takiego, życiowego kopa, chciało mi się działać, w końcu miałem przejrzysty cel, w głowie rodziły się nowe pomysły, życie podyndało mi możliwością prawdziwego szczęścia przed nosem, by je po chwili zabrać. Na dwa tygodnie przed wylotem, jeden z rodziców zachorował i trafił do szpitala. Stanąłem przed wyborem, jadę do niej i zostawiam rodziców na pastwę losu albo zostaje i możliwość życiowego szczęścia i spełnienia prawdopodobnie odpływa w nieznane. Zostałem. Po poinformowaniu jej o całej sytuacji okazała zrozumienie i współczucie, ale czułem, że ta decyzja będzie rzutować na dalszej relacji. Dwa tygodnie po moim nie przyjechaniu, kontakt zaczął wyhamowywać, odpowiedzi po 2 dniach, po 3, 5. Zdjęcia tak jak wcześniej wysyłała z solowych wypadów, teraz subtelnie sugerowały, wypady w towarzystwie. Rozumiem ją, że nie będzie wstrzymywać swojego życia, ale mam teraz takie wielkie przeświadczenie, że to ja mogłem przeżywać z nią te chwile, gdybym nie wybrał opieki nad potrzebującym rodzicem. Motywacja i chęci zniknęły, chęć do życia też. Miałem moment, gdzie emocje były tak silne, że jak siadłem to zacząłem gadać do siebie i płakać jak nigdy wcześniej (nawet na pogrzebach bliskich nie płakałem). Mówiłem do siebie, że tylko chciałem móc otoczyć drugą osobę swoją miłością i mieć dla kogo żyć, otworzyć tę tamę emocji, która się we mnie zgromadziła przez te lata samotności. Nie wiem, co dalej z tym robić, próbować, że a może jednak? Dać jej spokój, co w sumie byłoby fair wobec niej? Zły jestem na siebie, że nie potrafię cieszyć się życiem samemu i sama nadzieja związku z taką wymarzoną osobą ma na mnie tak duży wpływ. No cóż, wszystko się okaże w te wakacje, bo dawno temu umówiliśmy się na jeszcze jedną wyprawę, z której póki co nie wycofała się, ale moje nadzieje, jeżeli chodzi o związek, z mojej perspektywy wyglądają całkiem mizernie. Także po wakacjach pewnie przepale oszczędności i podejmę tą jedną jedyną egoistyczną decyzję w moim smutnym jak **** życiu. Odkładałem to ze względu na bliskich ("no nie mogę im tego zrobić"), ale czuję, że tak dalej już nie dam rady. Nie wiem, czy to, co napisałem, można nazwać pytaniem, ani czy było to napisane składnie i ładnie, bo tyle rzeczy chodzi mi po głowie, ale chciałem się gdzieś anonimowy wygadać. Może powiecie mi coś, czego o sobie nie wiem, może doradzicie, a może tylko zaproponujecie proszki i terapię. Na nic w każdym razie nie liczę. Pozdrawiam
Kryzys w relacji-chciałabym popracować nad sobą, jednak w odniesieniu do Nas, a partner nie chce uczestniczyć w tym procesie.
Mój partner, jak się okazuje, zmęczony moim podejściem i brakiem wyciągania wniosków, zmienił nastawienie do mnie. Przez kilka dni był dość nieprzyjemny i niegrzeczny, natomiast gdy powiedziałam, że taki niegrzeczny on mi nie odpowiada, stwierdził, że w takim razie nie wiem, czego chcę, bo ten grzeczny też mi nie odpowiadał. Gdzieś się zagubiłam, nie biorąc pod uwagę, że swoim zachowaniem wobec niego, doczekam się, że będzie miał dość, ale nie że aż w takim sposób... Za dużo widziałam "ale" (teraz wiem, że zdecydowana większość za często, a w dodatku bez potrzeby..), nie patrząc, że sama wzorowa nie jestem. Mam obecnie czas na poprawę. Nie wiem, ile tego czasu. Dodał, że jak się nic nie zmieni, to się wyprowadzi i może wtedy zrozumiem. Ale..on mi nie powie, co i jak. Mam sama to ogarnąć. Na co dzień teraz jest dość obojętny, postawił na swoim i nie odpuści ot tak. Przyjmie całusa, odpowie, że kocha, ale tak nijak.. Dodał, że nie zdradził, nie zdradza i mnie nie zdradzi, że nie wraca do żadnej byłej, ani nie dostaje d... na boku. Ale budzi się w mojej głowie myśl, że czekając na zmianę buduje gdzieś sobie nowy grunt... Mam mętlik w głowie ogromny - odbierając jego obojętność dystansem i oddalaniem, wyjdzie, że nic nie robię, że mam to gdzieś, by się poprawić. Jesli ktoś mi powtarza nie noś żółtego,do twarzy Ci w innym, to się zastanowię, zapytam co założyć. Jesli odpowiedź jest, że coś innego, to probuję inne kolory, albo wcale, skoro nie dostałam odpowiedzi wprost: nie noś zółtego, zielony to jest to. A w obecnej sytuacji, boję się bez jakiejkolwiek wskazówki, otuchy obrzucę go całą tęczą i bardziej zniechęcę. Sam powiedział, że mam teraz zagwostkę, bo nie chodzi o to, że teraz jak się grunt zatrząsł, to będzie wszystko cacy na klaśnięcie. Mimo tego, nie wiem jak do tego wszystkiego podchodzić, nie chce go zagłaskać. Gdy np. w przeszłości mówił, że za mało go doceniam, pytałam ale jak on oczekuje? Bo wygląda w takim razie, że nie umiem pokazywac docenienia, tym bardziej tak jakby on naprawdę chciał, że może trzeba mi to wprost jak krowie na rowie, nauczyć, to kończyło się "wiesz, dorosła jestes". Taka sytuacja mogła sie powtórzyć. Po czym teraz zbieram żniwa... To przykładowa płaszczyzna. Mocno się pogubiłam. Zależy mi na nim, jest dla mnie ważny.Dziękuję mu za szansę, raczej próbę szansy, zamiast od razu mnie pogonić. Aczkolwiek nadal nie potrafię podchodzić do tego roztropnie i z chłodną głową, czym bardziej się zapętlam.
Jak radzić sobie z brakiem zaufania w związku po zdradzie wcześniejszego partnera?
Jestem mężatką. Od jakiegoś czasu podejrzewam męża że mnie zdradza lub interesuje się innymi kobietami. Mam przeczucie... Nie daje mi ku temu żadnych powodów. Jest ze mną w stałym kontakcie kiedy jest w pracy, dba o mnie, daje mi dostęp do swojego telefonu czy komputera. Sam był zdradzony przede mną, jego była dziewczyna z którą był 7 lat zdradzała go od jakiegoś czasu. Zbierał się po tym rok po czym poznał mnie. Jesteśmy już 6 lat razem i 1 rok po ślubie a ja nie potrafię mu zaufać, chociaż wiem że nie mam powodów żeby tego nie robić. Myśli, że ogląda inne kobiety w internecie, czy że z kimś pisze, porównuje mnie albo się z kimś spotyka nie dają mi spokoju. Rozmawiamy o tym, on wszystkie moje wątpliwości racjonalnie wyjaśnia. Sama nie wiem... Ciężko mi z tym, mam już dosyć takich myśli i wyobrażeń... Coraz częściej myślę o rozstaniu tylko i wyłącznie dlatego że sama się męczę.
Przemoc

Przemoc - definicje, rodzaje i formy zjawiska

Przemoc to globalny problem dotykający miliony osób. Zrozumienie jej definicji, rodzajów i form jest kluczowe dla skutecznego przeciwdziałania. Poznaj skutki i rodzaje przemocy oraz dowiedz się, jakie są możliwości uzyskania pomocy dla ofiar.