Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Czasami potrafię partnerowi zrobić straszna kłótnię o jakąś drobnostkę, kończy się zarówno moim jak i jego płaczem.

Witam. Mam 22 lata i sama nie wiem jak określić z czym mam problem. Czasami potrafię partnerowi zrobić straszna kłótnię o jakąś drobnostkę, kończy się zarówno moim jak i jego płaczem. Wyzywam go od najgorszych i ogólnie mówię rzeczy,których w życiu bym nie pomyślała. Zdarza się, że na drugi dzień niewiele pamiętam z kłótni. Nie wiem czy po prostu muszę popracować nad sobą sama, bo już dlugo się nie kłócimy bo bardzo się pilnuje,czy lepiej mimo wszystko udać się do specjalisty. Dodam, że nie kłócimy się ok. 4 miesiące.
Usunięty Specjalista_tka

Usunięty Specjalista_tka

Praca nad sobą nie stoi w sprzeczności ze skorzystaniem z pomocy specjalisty. Jest wręcz odwrotnie - korzystając ze wsparcia psychologa/psychoterapeuty można lepiej zrozumieć siebie i nauczyć się nowych sposobów funkcjonowania, a między wizytami - praktykować to, czego się nauczyło i samemu lepiej dbać o siebie. Jeśli przeżywane trudności wpływają zarówno na Pani samopoczucie jak i na związek - można rozważyć zarówno spotkanie indywidualne z psychologiem/psychoterapeutą jak i z psychoterapeutą par.

Usunięty Specjalista_tka

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Paulina Szerszeńska

Paulina Szerszeńska

Dzień dobry. Gdy pojawiają się wątpliwości zawsze warto udać się do specjalisty na konsultacje, wspólnie z nim określić trudności/problem i możliwości ewentualnej dalszej pracy. Warto też zastanowić się nad tym, co sprawia, że od jakiegoś czasu jest lepiej.
komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Partner notorycznie kłamie, że nie ogląda porno. Gdy zwracam mu uwagę, idzie w zaparte, że dalej będzie to robił.
Witam, piszę ponieważ mam mały problem i pewnie jak wszyscy, którzy się z Państwem kontaktują. Może w skrócie. Z obecnym partnerem jestem 8 lat. Oboje jesteśmy po rozwodzie i od początku mówiłam, że pornografia jest dla mnie obrzydliwa i niedopuszczalna, ponieważ zauważyłam, że czasami coś oglądał. Powiedział, że to akceptuje i rozumie i w zaparte, że nie będzie tego robił, co było nieprawdą, ponieważ kiedy nudzi się w pracy czy też nie ma mnie blisko to czasami nadal to robi. Odpuściłam po kilku kłótniach. Ale jakiś czas temu weszła opcja shortów (tych krótkich filmików z wypiętymi kobietami w różnych sytuacjach i to tych z grupy wielkie piersi i idealna pupa + idealny filtr. Z tym nikt nie może się równać choć uważam sama siebie za bardzo atrakcyjną). Więc temat powrócił. I jak ma przerwę a przejrzy już wszystkie wiadomości ze świata to ogląda sobie shorty, a wiem to stąd, bo sprawdziłam, aby udowodnić mu, że znowu wypiera się czegoś z taką łatwością. Stwierdził, że każdy mężczyzna lubi popatrzeć, bo są wzrokowcami i że to nie zdrada, a on nie ma 3 lat, żeby mu czegoś zabraniać. Że kontroluje go i osądzam, a to działa w odwrotna stronę. I że szukam sama problemów. Że gdyby nie chciał mnie to by miał innych jednorazówek na pęczki, a kocha mnie i jest ze mną i mimo to że czasami z nudów sobie popatrzy to nie znaczy, że szuka kogoś innego, bo to zwyczajnie jak bajka dla mężczyzn. Więc nasz temat zakończył się na tym, że przeginam, kiedy on nic złego nie zrobił. Nawet jak coś powiem związanego z czymś takim to jest atak jakby odrazu się bronił i te kłamstewka BO ON NIE OGLADA a robi to notorycznie. Nie mam siły więcej o to, by z tym walczyć. Czy naprawdę ze mną jest coś nie tak? Czy zwyczajnie przeginam i powinnam odpuścić i w końcu i on skończy z tym. Czuje się z tym źle a każda rozmowa na ten temat kończy się awanturą, bo znowu ciągne temat i mam skończyć z takim gadaniem. Więc wiem, że jakąkolwiek rozmowę z nim na ten temat już na przedstarcie przegrywam. To jego prywatność itd jest dorosły itp. W naszym życiu nic się nie zmieniło. Zawsze ładnie do siebie mówimy, chyba że w kłótni puszczą nam nerwy :P. Mimo tego poza tą sytuacją, która strasznie obniża mi samoocenę, nie mamy innych problemów. Nasze życie seksualne również jest bardzo dobre. Pamiętamy o sobie. I staramy wspólnie spędzać sporo czasu. Planujemy i łączy nas wiele pasji. Razem tworzymy przyszłość i to myślę piękną przyszłość, ale nie umiem sobie z tym poradzić. Pozdrawiam
Czuję się przytłoczona studiami i brakiem typowego życia studenckiego, boję się, że zmarnuję młodość

Witam, mam 22 lata w tym roku 23. 

Czuję się przytłoczona, czuję, że jestem w tyle. Po liceum miałam rok przerwy, ponieważ musiałam poprawić maturę, aby dostać się na wymarzoną studia, dodatkowo pracowałam zarobkowo, nie miałam wtedy zbyt wielu znajomych, większość czasu spędzałam w domu, co było dla mnie ciosem, ponieważ większość moich znajomych była już na studiach. Dostałam się na studia, na psychologię, ale na studia zaoczne, niestety nie udało mi się na dzienne, ponieważ moje wyniki nie były wystarczające. Uznałam, że mimo to i tak spróbuję, studia bardzo mi się podobają, oprócz tego pracowałam i mieszkałam z rodzicami, a na zajęcia dojeżdżałam co tydzień. Poznałam wiele osób, na uczelni, też znajomych, znajomych, ale nadal brakowało mi takiego “typowego życia studenckiego” np. mieszkania w akademiku czy wynajmowania mieszkania lub pokoju. 

Obecnie jestem na trzecim roku studiów i na drugim roku planowałam wyprowadzić się na próbę do akademika, ale dostałam fajną opcję pracy w miejscowości niedaleko mojego domu rodzinnego i tak zostałam aż do początku 3 roku. Później zachorowałam i przez 4 miesiące przebywałam w domu, jednocześnie szukając pracy, ale już chciałam gdzieś w mieście (pomyślałam, że może w tym razem uda mi się na próbę wyprowadzić - znaleźć pracę, potem może spróbować mieszkania w akademiku), ale niestety pomimo prób dostałam ofertę pracy znowu w tej samej firmie i się zgodziłam, uznałam, że już nie mam zbytnio oszczędności na swoje potrzeby i skoro jest tak ciężko, to przejmuje. Zastanawiam się, czy dobrze robię, oprócz tego moim ogromnym marzeniem jest Erasmus, bardzo chciałabym wyjechać na pierwszym semestrze 4 roku, ale boję się, że się nie uda i że będę żałować, że nie udało mi się ani wyprowadzić, ani wyjechać. Czuję się przytłoczona, większość moich znajomych wyprowadziła się od rodziców na studia, korzystając z młodego wieku studenckiego, a ja mam wrażenie, że dalej stoję w miejscu i boję się, że później będę żałować, że nie zrobiłam tego wcześniej, że zmarnowałam moją młodość. Niby mam jeszcze szansę wyprowadzić się po Erasmusie (jeśli się uda), ale nie wiem, czy będąc coraz starsza, będę chciała mieszkać w akademiku. Nie wiem już co robić, chciałabym się kogoś doradzić, porozmawiać. Za chwilę będę mieć 23, potem 24…a tak nie wykorzystuję tej młodości w pełni. 

Może to błahostka, ale naprawdę co jakiś czas do mnie to wraca i wykańcza emocjonalnie.

Przyjaciółka wymaga ode mnie przekroczenia moich granic. Jestem wykończona.
Witam, mam bardzo duży problem z przyjaciółką, a więc poznałyśmy się na początku 1 klasy technikum, teraz jesteśmy w 3, od tego czasu potraciła dużo swoich znajomych i bliskich przyjaciół, ogólnie przeszła wiele ciężkich przyjaźni, ma problemy z samookaleczaniem, staram się ją bardzo wspierać, udało mi się ją nawet namówić na psychologa, ale rzuciła go mimo że jest coraz gorzej, to nie chce o nim słuchać, nasz główny problem polega na tym, że nasze oczekiwania i podejście do przyjaźni zupełnie się różni- ona uwielbia kontakt fizyczny, ja bardzo nie lubię i co miałyśmy bardzo dużo kłótni, w których mi to wytykała i mówiła, że nie czuje się ważna, ponieważ w jej poprzednich przyjaźniach pokazywały to przez czułe słówka i kontakt fizyczny, tłumaczyłam jej, że po prostu nie czuje się z tym komfortowo i czy nie ma czegoś innego, co mogłabym zrobić- mówiła, że to jest dla niej najważniejsze, zawsze mi to wytykała w kłótniach, których było bardzo dużo ogólnie narzuca mi swoją wizje przyjaźni, ostatnio stała się bardzo zaborcza, robi mi wyrzuty jak spotkam się z kimś innym, że czuje się samotna i wymieniona, mimo że z nią widzę się najczęściej i mam najwięcej kontaktu, a ona oczywiście może mi o swoich wyjściach z innymi mówić normalnie, bo ja nigdy nie wpadłabym na to, żeby zrobić o to komuś kłótnie, ogólnie mam opór przed mówieniem jej o jakichś rzeczach, które mi się przydarzyły wesołe, bo jeśli nie ma w tym jej udziału, od razu zacznie mówić, że na pewno bez niej mi lepiej, chce mieć ze mną kontakt 24/7, mam mówić jej, nawet jak nie będzie mnie przez 20 minut, bo idę do sklepu, mówiłam jej, że czuję się przytłoczona to mi odpowiada, że skoro nie lubię kontaktu fizycznego, to tylko tak mogę jej pokazać, że mi zależy. Ostatnimi czasy czuje się wykończona i cały czas jestem zmęczona i właśnie zasnęłam przez przypadek, nie mówiąc jej, że idę spać, na następny dzień oczywiście paragraf, jak to mam na nią wywalone, nawet nie próbowała słuchać, że okropnie się czuje i jestem zmęczona. Nie wiem, co robić to wszystko mnie masakrycznie przytłacza.
Trudności w podjęciu decyzji o wspólnym mieszkaniu z partnerem po 8 latach związku
Witam Przychodzę dosyć spory kryzys w związku. Jestem z moim partnerem prawie 8 lat, nigdy nie mieszkaliśmy razem. I to właśnie jest głównym problemem. Mamy po 28 lat, mieszkamy od siebie 100 km, spotkamy się co 2 weekend. I nie możemy się dogadać gdzie zamieszkać. Każdy z nas ma już po części ułożone życie w miejscu w którym mieszka w tym głównie dobra pracę, ale też każdy po prostu przyzwyczaił się do danego miejsca i nikt nie chce się przeprowadzić. Każdy z nas chce razem zamieszkać, ale jest zgrzyt gdzie.Ja mieszkam w większym mieście ( ok.350 tys mieszkańców), wynajmuje pokój w mieszkaniu, a partner w małym miasteczku z rodzicami ( około 15 tys mieszkańców). Partner posiada też swoje mieszkanie w bloku, które wynajmuje. I to jest jego argumentem, że mielibyśmy gdzie mieszkać i nie trzeba płacić wynajmu. Ja nie wyobrażam sobie mieszkać w małym mieście, a on w dużym. Jemu przeszkadzają korki ( chociaż nie są jakieś duże), że wszędzie jest dalej i traci się czas na dojazdy, wyższe ceny mieszkań, brak możliwości mieszkania w domu, bo jest to bardzo droga inwestycja i nas nie stać, podobno ciężkość w znalezieniu pracy ze względu na specyficzne warunki pracy w jego zawodzie ( chociaż ja myślę, że spokojnie by znalazł, ale jednak w jego mieście po prostu wszystkich zna i ma już jakieś "układy "). Teraz zarabia bardzo dobrze, a jego zdaniem gdyby przeprowadził się do mnie to w większym mieście zarabiałby mniej w swojej branży że względu na to, że są niższe ceny za tą usługę i nie miałby możliwości dorobić prywatnych robót tak jak może to teraz. Czyli reasumując mielibyśmy wtedy mniej pieniędzy razem jako gospodarstwo. Natomiast mi było by ciężko znaleźć pracę w mniejszej miejscowości, chociaż jego zdaniem są jakieś oferty w moim kierunku, ale jest ich mało. Większe miasto oferuje większe możliwości, jego zadaniem mimo większych możliwości to konkurencja jest większa również i to nie jest argument według niego. Jeżeli chodzi o finanse to pomimo większych cen mieszkań w większym mieście razem i z pomocą rodziców udałoby się nam kupić mieszkanie z niewielkim kredytem. Kolejna rzecz gdzie większe miasto mnie przekonuje to większą możliwość co do różnego rodzaju aktywności towarzysko-rekreacyjno- rozwojowych typu siłownie, baseny, zajęcia sportowe, warsztaty, koncerty, nauka języków. Po prostu w małym miasteczku pomimo że są jakieś atrakcje, to jednak jest ich mniej, chociaż jego zdaniem miasteczko się rozwija i są atrakcje. Ale nigdy nie będzie ich tyle co w większym siła rzeczy. Ze względu na to, że nie planujemy mieć dzieci i odchodzą nam wszelakie obowiązki z tym związane to jednak ta towarzyska część życia jest przynajmniej dla mnie ważna. Partner mówi, że zawsze można pojechać autem gdzieś dalej jeżeli byłaby jakaś atrakcja. Ale nie wiem czy to realnie by się wydarzało.Z jego strony padła też propozycja, żebym szukała pracy w jego miejscowości, lub zrezygnowała z tej i się przeprowadziła i wtedy szukała i gdy będzie ciężko znaleźć lub nie będzie takiej jakiej chce to wtedy przeprowadzimy się do tego większego miasta. Nie wiem co mam o tym myśleć. Po prostu żyjemy 2 oddzielnymi życiami i spotykamy się co 2 weekend. Ja już tego nie wytrzymuje, zawsze wszystko trzeba dopasowywać do weekendu. Ostatnio mieliśmy kłótnię, bo chciałam żeby przyjechał później o 2 godziny, bo miałam trening z trenerką i obraził się i powiedział, że w ogóle nie przyjedzie( winą z mojej strony było to, że powiedziałam mu to dzień przed a wiedziałam już wcześniej). Koniec końców zrezygnowałam z treningu i przyjechał normalnie. Wszystko zaczyna mnie już denerwować, bo zwyczajnie brakuje czasu, nie rozmawiamy przez telefon tylko piszemy ( bo on nie chce rozmawiać, bo nie chce żeby rodzina słyszała za ścianą o czym rozmawia). Co jest problematyczne, bo zawsze o 20 powinnam być tylko dla niego, a mam też inne rzeczy, bo zaczęłam zdrowo się odżywiać i chodzić na siłownię i przychodzić później. I to wszystko po prostu zajmuje czas. Czuje się samotnie, zaczęłam szukać koleżanek na grupach na Facebooku, to też kłótnia z jego strony, bo on uważa, że to nie jest normalne. I jego największy zarzut to to, że przedkładam inne rzeczy nad związek typu koleżanki, siłownia, jakieś inne aktywności. Owszem zdarzyło mi się kilka razy później wrócić, ale chyba to nic złego, bo to było może pół godziny, czy do godziny. Dużo się kłócimy, mamy problem z komunikacją, on często w kłótni się unosi, stosuje ironię, widać po mimice duże zdenerwowanie ja wtedy zaprzestaje rozmowy i mówię, że wrócimy jak się uspokoisz. To zarzuca mi, że uciekam od rozmowy. Potem zauważa to , że niepotrzebnie się uniósł, ale potem znowu się to powtarza. Tłumaczy mi, że po prostu zbiera się na to już kilka sytuacji i wtedy nie wytrzymuje. Zarzuca mi też, że dużo rzeczy zapominam o czymś o czym rozmawialiśmy i że to jest przez to, że zajmuje się siłownia, koleżankami a nie rozmowa z nim. Zarzuca mi, że zapominam o jakichś drobnych rzeczach dla związku, okej zdarzyło mi się, ale zwyczajnie zapomniałam, a nie, że nie miałam czasu przez siłownie i koleżanki. Może powinnam popracować nad tym, żeby pamiętać o jakichś rzeczach dla związku. Wiem też, że czasami upieram się przy swoim nie mając racji, to moja wada. Ostatnio właśnie mieliśmy dużo poważnych rozmów o przyszłości, o naszych problemach komunikacyjnych. Jednak każdy z nas po prostu ma inną wizję wspólnego zamieszkania. Ale narazie to są tylko rozmowy, nie padły żadne wiążące słowa, nie wiem jak to rozwiązać. Może żeby każde z nas szukało pracy w tej drugiej miejscowości i wtedy jeżeli ktoś znajdzie coś ciekawego to podjąć decyzję? Czy może to ja mam ulec i spróbować w mniejszym mieście? Czy odłożyć to na jakiś czas, żeby przemyśleć ( np rok ) i wtedy zadecydować? Proszę o szczera opinie jako osoby trzeciej jak to wygląda.
Jak odbudować zaufanie po trudnej przeszłości i wyjaśnić toksyczny związek partnerce?
Dzień dobry, od 12 miesięcy nieustannie sprzeczam się z moją partnerką o moją przeszłość. Partnerka zupełnie inaczej odbiera to jak wyglądała moja przeszłość mimo że mój obraz tego związku jest kompletnie inny. W skrócie, byłem rok w toksycznym związku w którym mną manipulowano i jak okazało się na końcu zdradzono mnie. Po jakimś czasie od końca mojej byłej relacji dowiedziałem się że zdradzała i traktowała w ten sam sposób 4 następnych partnerów. Ten sam schemat czyli chęć posiadania dziecka, chorobliwa zazdrość, kłamstwa, zdrady, manipulacja faktami. Byłem w takim związku rok czasu, przechodziliśmy przez bardzo wiele kłótni wręcz codziennie. Próbowałem odchodzić i zrywałem (zaczęło się już w pierwszych 2tyg znajomości kiedy mówiłem że kończę tą znajomość i w drodze do domu dostałem telefon że mnie kocha i zaczęła się tłumaczyć) podejmowałem tę próby rozstań praktycznie przez cały związek ale jakimś cudem nie potrafiłem odejść. Przez całą relację nauczyłem się zamiatać problemy pod dywan i być trochę jej odbiciem stąd uważam tą relację za toksyczna. W ostatnim miesiącu przed rozstaniem zacząłem panikować i mimo że w normalnych chwilach myślałem o rozstaniu i wątpiłem w uczucia do niej, uważałem że jest złą partnerką i nie widzę z nią przyszłości zacząłem odczuwać wysoki ból emocjonalny związany z poczuciem samotności i mimo że w kłótni normalnie się rozstałem to po fakcie zacząłem pisać do niej wiadomości i używać argumentów które były dla niej istotne w relacji czyli że chce założyć rodzinę i mieć z nią dzieci (mimo że wewnętrznie nigdy tych dzieci ani przyszłości z nią nie chciałem). Próbuje wytłumaczyć aktualnej partnerce to na swój sposób ale nie potrafię bo ona ciągle uważa że ją kochałem że zwariowałem na punkcie mojej byłej partnerki. Dodatkowo argumentem za tym jest to że wziąłem z nią kota mimo że zaznaczałem od samego początku że go nie chce i jak się rozstaniemy to ona go bierze i że to będzie jej kot. Nie mam pojęcia jak poradzić sobie z tym problemem, moje odczucia co do byłej relacji są inne ale przez milion rozmów z moją obecną partnerką moją partnerką ciągle wraca do mojej przeszłości i wypomina mi co zrobiłem i że kłamie. Wspomnę też że straciłem jej zaufanie po tym jak właśnie okłamałem ją z kilkoma rzeczami odnośnie mojej przeszłości bo bałem sie jej stracić i jest mi strasznie wstyd że byłem z taką osobą. Nie mam pojęcia jak pomóc mojej partnerce zrozumieć moją perspektywę lub pomóc jej zostawić przeszłość za sobą. Proponowałem terapię ale odmawia, w moje słowa nie wierzy bo kłamałem wcześniej i mimo że 4 następnych partnerów z którymi moja byla dziewczyna była w relacji potwierdzają że to bardzo zła osoba i żeby trzymać się z daleka to dalej nic nie zmienia. Co mogę zrobić, nie chce stawiać partnerce żadnych granic bo chce być wsparciem i zbudować od nowa zaufanie którego mam wrażenie nie odbuduje dopóki nie zamkniemy tematu przeszłości.
asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.