Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Konsultacja z psycholożką zniechęciła mnie. Mam trudności z byciem szczęśliwym ze sobą.

Poszedłem ostatnio do Pani psycholog. Ostatnio miałem super relację z kobietą, która się pokrywała z moim światopoglądem , wymaganiami, co się zdarza raz na kilka lat. Przez miesiąc mieliśmy kontakt, 3 razy się spotkaliśmy, były czułości między nami. A kiedy zacząłem się chwalić, że odczuwam szczęście (tak to mój problem, sam jestem nieszczęśliwy), gdy ją to zaczęło przerażać i zaczęła mi mówić o odpowiedzialności za moje szczęście.. to szukając o co jej chodzi, trafiłem na artykuły o uzależnieniach emocjonalnych, lęku przed samotnością, przed odrzuceniem, niska samooceną itd. Wszystko mi się z tym zgadzało, co do mojej osoby. Poszedłem do Pani psycholog, a ona najpierw we wszystkim próbowała mnie usprawiedliwiać, że to normalne co ja czuje. Broniła mnie w każdej sytuacji, w której znalazłem swoją winę. A później, gdy się dobraliśmy do niskiej samooceny i problemu nieszczęśliwości samemu ze sobą, to zaczęła mnie namawiać, żebym dawał szansę każdej kobiecie, nie biorąc pod uwagę nawet tego, jeśli zdradziłaby 4 poprzednich partnerów. Czy to jest normalne ? W takiej desperacji jest metoda? To ma mnie nauczyć szczęścia samemu ze sobą? Mówiłem jej o uzależnieniu emocjonalnym, o tym, że mają mnie za toksycznego, bo czerpię szczęście z miłości, a ona odpowiedziała: "Teraz jest moda na psychologię i wszyscy wszystko nazywają toksycznym" Ta Pani na stronie znanylekarz.pl miała średnią 5.0 z 62 opinii. Zniechęciło mnie to strasznie do terapii. Ktoś by mi rozjaśnił sens takiej porady?
Adriana Błażej

Adriana Błażej

Z tego co piszesz, osoba, z którą pracujesz, stosuje niezdrowe i niewspierające uogólnienia. Czasem zdarza się tak, że specjalista - czasem w dobrej wierze - zaleca swojemu klientowi działania, które nie są dla niego w żaden sposób wspierające. Robi tak, bo projektuje swoje doświadczenia na klienta, bo wchodzi czasem w rolę “jestem psychologiem, więc wiem, co będzie dla ciebie najlepsze”. W relacji psycholog/psychoterapeuta - klient, to właśnie ta relacja powinna mieć najbardziej leczącą i wspierającą moc. Jeśli czujesz, że  słowa tej osoby są dla Ciebie niezrozumiałe/dziwne/sprzeczne z Twoimi emocjami, z Twoim podejściem, zachęcam do podzielenia się tym na sesji. Reakcja, jaką dostaniesz do psychologa będzie tu kluczowa: czy będzie chciała zaopiekować się Twoimi obawami, czy będzie rozmawiać z pozycji autorytetu, czyli “jestem psychologiem, więc się znam”. Może po prostu trafiłeś na kiepską osobę. Oceny na znanym lekarzu niestety nie są do końca wiarygodne (mogą wystawiać je np. znajomi), nie są dobrym źródłem informacji o rzeczywistych kompetencjach danego specjalisty, ale zdecydowanie potrafią działać na wyobraźnię :) 

2 lata temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Witold Bomba

Witold Bomba

Dzień dobry,

Od bardzo dawna wiadomo, że najważniejszym “czynnikiem leczącym” jest relacja nawiązana między terapeutą i klientem. Jeśli poczuł się Pan niezrozumiany i nie czuł się Pan w tych warunkach dobrze polecał bym poszukania psychologa przy którym poczucie się Pan wysłuchany, zrozumiany, pojawi się zaufanie do metod pracy i wspólnie poszukacie przyczyn Pana trudności. Wiele badań pokazuje również, że jeśli osoba nie jest przekonana do danej metody to będzie ona mało skuteczne w jego przypadku. Rozumiem zniechęcenie do konkretnej osoby, jednak polecam poszukać dalej. Może warto poszukać osoby, która w pracy wykorzystuje tzw. “style przywiązania”. 

Powodzenia,

Witold Bomba

2 lata temu

Zobacz podobne

Problemy w związku: brak komunikacji, konflikt przy wychowaniu dziecka i brak intymności
Witam serdecznie najpierw opiszę jak wygląda sytuacja w naszej relacji z mojego punktu widzenia a następnie zadam pytanie. Nasz związek trwa już jakiś czas jesteśmy ze soba 14 lat po ślubie 7 . Mamy córkę 6 letnią. Od dłuższego czasu z mężem albo się kłócimy albo wgl nie rozmawiamy. Jak wygląda nasz standardowy wieczór gdy mąż przyjdzie do domu . „Tu nie jest nic zrobione Znowu muszę to zrobić ? Ty mi w niczym nie pomagasz! Sam muszę sobie zrobić jedzenie” (gdy mam np na wieczór zrobioną ciepłą zupę, dla niego to nie jedzenie ) Jak przychodzi do domu czuję się winna wszystkiego bo ma wszystko pretensje . Wolę iść do sypialni i siedzieć sama niż słuchać ciągłych pretensji. Czy ciągłych kłótni bo nie urywam sama mam temperament i odpryskuje mężowy (wydaje mi się to mój atak obronny ) wiem że to nie jest dobre ale unikam już tego jak się tylko da . To jest jedna z kwestii. Druga ciągle podważa moje zdanie przy córce . A główny czas spędza ona ze mną bo tata wraca do domu około 18:00/20:00 wieczorem. W weekendy też dużo pracuję. Mama mówi nie nie wolno a tata przychodzi do domu mówi a tata ma większą i mama ciągle robi źle . Jedna z sytuacji chce córkę oduczyć jedzenia posiłków przy tablecie i gdy jesteśmy same nie ma najmniejszego problemu bymy jadły posiłek bez niego nawet się nie upomina . Jednego dnia dostała karę na tablet próbowała wyładować złość na mnie podnosząc rękę . A mąż co zrobi powie mama terroryzuje całą rodzinę . Jego słowa „ ty jesteś głupia daj jej karę na coś innego a nie na tablet. Ty tylko terroryzujesz rodzinę, chce po pracy sobie obejrzeć telewizję a nie mogę bo jej zabrałaś tablet” . Następnie porozmawiałam z nim na ten temat że czy nie może do jedzenia zostawić tego głupiego telewizora i ten czas spędzić z nami . Powiedział że to dla niego żaden problem po czym dalej go włącza gdzie ja z córką potrafimy same być cały dzień bez tv czy tableta . A gdy tatuś przychodzi odrazu jest tv włączone i najważniejsze musi być przy posiłku . To tylko jeden z przykładów mogłabym wymienić ich dziesiątki ale kogo to interesuje. O wspólnych wieczorach to już nie ma mowy . Dla niego wspólny wieczór to tylko jak przyjdę to jest sex i po wszystkim on śpi na kanapie w salonie gdy mieliśmy no. Obejrzeć wspólnie film . Sex już dla mnie to nie jest przyjemność tylko przykrość bo i tak za chwilę jestem sama . Czasami czuję się jakbym była tylko jakimś przedmiotem. O komplementach czy miłych słowach to nie wiem już jak to brzmi z jego słów . Nie chce mi się wychodzić z sypialni tylko najlepiej bym tu zostawała cały czas i płakała jak mąż jest w domu . Ale nasze maleństwo to już jest chyba przegrane naprawdę już nie wiem co robić . Próbowałam z mężem rozmawiać że nasz związek tak dalej nie może wyglądać to stwierdził że mamy zacząć od seksu . Powiedziałam mu że puki tak jak mnie traktuje to nie chce go mieć bo w tej relacji nie ma żadnej namiętności, miłości i czego kolwiek między nami . A on dalej twierdzi że to moja wina bo nie chce mieć seksu . Jak mam mieć przyjemność z seksu jak ja nawet przez niego nie jestem szanowana a to że nie czuję się przy nim jak kobieta (jego partnerka) tylko jako jego gosposia która jeszcze nie jest wystarczająco dobra. Proszę pomóżcie mi powiedzieć czy jeśli spróbujemy terapię małżeńską czy to pomoże czy naprawdę będzie już tak dalej to wyglądać nasze maleństwo
Trudności z mężem w sferze seksualnej, właściwie od zawsze.

Znam mojego męża od 8 lat, mieszkamy razem od 7. Od zawsze był bardzo powściągliwy w relacji erotycznej. Nie ma między nami chemii ani przyciągania. Obecnie do współżycia dochodzi raz na 3 miesiące i to nie zawsze skutecznie, ma problemy z erekcją. Gdy już dochodzi do seksu, czuję, że walczymy tylko o to, żeby jemu udało się dobrnąć do końca. Wszystko uzależnione jest od tego czy on czuje, że to ten dzień, że da radę. 

Na codzień nie ma między nami żadnego kontaktu fizycznego, czy to czułego przytulenia czy pocałunku, żadnego spojrzenia. Jeżeli ja próbuję zainicjować zbliżenie, pokażę na co mam ochotę zazwyczaj zaczniemy, ale kończy się to klapą, przez co później czuję się poniżona i upokorzona. 

Przestałam cokolwiek inicjować, bo nie chce się już tak czuć. Chyba już się z tym pogodziłam i po prostu żyjemy sobie wspólnie, co całkiem nieźle nam wychodzi. Jednak jeśli chodzi o sferę intymną to totalna porażka. Czuję się, jakbym była płomieniem, a on wodą. Nie raz komunikowałam mu, że mamy problem. Jego postawa jest bierna. Wysłuchuje spokojnie co mam do powiedzenia, nie wdaje się w emocjonalne dyskusje, a w rezultacie nic z tym nie robi. 

Moje potrzeby są większe, pamiętam jak może być między kobietą a mężczyzną, miałam wcześniej partnerów. I tęsknię za tym. Uchodzę za atrakcyjną kobietę, wiem jak reagują na mnie mężczyźni. Widzę spojrzenia w pracy, nieraz zażartujemy z podtekstem. Chciałabym doświadczyć tego ze strony męża jednak czuję, że utknęłam w związku, jak brat z siostrą. Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że związałam się z nim dlatego, że nie zaczął starań o mnie od rozmów o intymności i seksie. To co mnie do niego przyciągnęło teraz jest moim największym problemem. Mam 31 lat a czuję, że ta sfera nie jest już dla mnie, że najlepiej byłoby o tym zapomnieć. Ale nadal żyje i czuję. Czasami zabawiam się sama, ale po poczuciu ulgi czuję smutek. Nie wiem jakiej rady oczekuję. Po prostu nie mogę o tym nikomu powiedzieć.

Niszczyłem związek z partnerką - imprezy z używkami, chęć odcięcia jej od tego, przez co zakończył się mój związek.
Witam. Zacznę od najważniejszego: nieświadomie cały czas niszczyłem swój związek z partnerką, która od początku, gdy się poznaliśmy, wydawała mi się najlepszą osobą jaką w życiu poznałem, więc tak: w głowie miałem swój "idealny plan" poznania partnerki na całe życie, nie chciałem, żeby to było przez internet, nie chciałem jakiegoś wymuszonego podrywu do tej samej panny, aż się zgodzi łaskawie na randkę, po prostu uznałem, że taka osoba musi się pojawić w moim życiu sama z siebie i tak się właśnie stało. Na początku moja była partnerka w ogóle mi się nie podobała, w zasadzie to podchodziłem do sprawy typowo koleżeńsko, od zwyczajnych spotkań do wspólnych imprez z dużą ilością narkotyków i alkoholu i wtedy robiło się między nami co raz cieplej, finalnie weszliśmy w związek, z czego byłem bardzo dumny, ale wtedy też byliśmy "po używkach". Tak przez długi długi czas imprezowaliśmy razem, nie raz dochodziło do momentów, że tylko we 2 odurzaliśmy się narkotykami i spędzaliśmy tak po całe dnie, gdzie potem potrafiliśmy pójść zupełnie trzeźwi na randkę do restauracji czy do kina i mówiliśmy sobie jak fajnie między nami jest bez tego. T o jak rozumiem już był pierwszy alarm, żeby to uratować, ale gdzieś przez wygodne życie zbagatelizowałem ten problem i dalej brnąłem w to samo. Moja partnerka wiele razy chciała ode mnie odejść, ja za każdym razem usilnie ratowałem ten związek, zrobiłem praktycznie wszystko co się da- od płaczu, że mnie zostawia, po totalną obojętność, że mi to nie robi (udawałem) - ona za każdym razem wracała. Potem dalej wchodziliśmy w to samo. Używki, wspólne odurzanie się i zabawa, aż do momentu, gdy uznałem, że wyrządzam jej straszną krzywdę, bo większość tych "zabaw" organizowałem ja. Wtedy starałem się ją od tego odciąć i wpadłem w wir spotkań z kolegami, które opierały się głównie na tym zażywaniu używek, zaczęło dochodzić do sprzeczności, w których okłamywałem partnerkę, że nic nie brałem a brałem i ona od razu to widziała, wiele razy przyłapała mnie na tych kłamstwach, a ja dalej w to brnąłem. W którymś momencie coś w niej pękło i zdecydowała się odejść, mówiąc, że mnie nie kocha i nie jest ze mną szczęśliwa, ja zauważyłem, że żyłem w totalnej iluzji idealnej relacji, wszystko co robiłem to robiłem, żeby było dobrze dla mnie, stałem się toksyczny a jedyny upust złym emocją osiągałem po zażyciu używek. Dopiero gdy zostałem z tym sam, dostrzegłem prawdziwe wartości jakie to niosło: największą przyjemność sprawiało mi, gdy widziałem uśmiech partnerki, gdy się pokłóciliśmy, uciekałem bez sensu w używki, żeby się lepiej poczuć, ona to alarmowała i mówiła, że potrzebuję zmian, nie realizowałem tego. Czy sprawiając jej tyle bólu mam jakieś szanse odzyskać jej zaufanie?
Jak poradzić sobie z lękiem przed wyjściami męża i dbać o relację?

Witam, 

mój problem od zawsze i źródło wiecznych sprzeczek z mężem. Pochodzę z rodziny, gdzie ojciec nie miał kolegów, nie wychodził na przysłowiowe piwo. Mama też nie, nie pracowała. 

Wyszłam za mąż ponad 10 lat temu. Mąż domator. 

Czasami były jakieś wyjścia z pracy, ale zazwyczaj nie chodził, bo ja nie chciałam. Im dalej w naszym małżeństwie, tym większy problem się z tego zaczął robić. To nie tak, że wcale nie chodził. Chodził, ale rzadko i po naszych sporych kłótniach. 

Czasami trzymałam go i płaczem prosiłam, żeby nie wychodził. 

Po skończeniu magicznej 40stki coraz częściej zaczął mówić o tym, że chce mieć czas na własne hobby, że ma prawo wyjść ze znajomymi, że się stresuje jak ma mi powiedzieć o jakimś wyjściu itd. Oprócz wyjazdów służbowych i wyjść tu na miejscu doszły teraz spotkania ze znajomymi z rodzinnego miasta.

Na wszystkie chce pójść, pojechać itd.

Obecnie jest to coś, co myślę, że doprowadzi do naszego rozstania, ponieważ ja już psychicznie nie jestem w stanie tego udźwignąć. Tego napięcia, że zaraz przyjdzie i znowu będzie chciał gdzieś wyjść. A dodam, że chodzi na boks kilka razy w tygodniu, wiec ma swój czas poza domem. 

Z czego wynika moja postawa? Z domu? Z tego, że u mnie w rodzinie nie ma takich problemów? Z tego, że moi rodzice uważają, że jak ktoś wychodzi wieczorem, to zdradza? Że nie wypada, bo ma żonę i dzieci to po co ma się szlajać.

Z tego, że sama jeździłam na wiele wyjazdów służbowych i widziałam, co tam się dzieje. Wreszcie z tego, że on stawia te wyjścia ponad nasze relacje. Miałam terapię, ale niewiele to dało. 

I szczerze zastanawiam się, dlaczego to ja mam się zmieniać? Dlaczego mam się godzić na jego wyjścia?

Kryzys w związku: kłamstwa, brak zaufania i trudności w komunikacji
Witam, od 5 lat mamy z parterem kryzys w związku. 4 lata temu pojawiło się 1sze dziecko, 2 lata później drugie a my cały czas mamy nierozwiązany między sobą problem (proponowałam terapię ale podobno to strata kasy). Niestety wszystkie rozmowy kończyły/kończą się kłótniami i ja boje się sama podejmować temat co oczywiście jest mi zawsze zarzucane że nie chce sama rozmawiać tylko on musi podejmować rozmowę. Partner przyłapał mnie na kłamstwie, były to kłamstwa związane z nową pracą i nowo poznanymi ludźmi z pracy. Ja byłam ciągle atakowana że pracuje w korpo, że tam wszyscy ludzie się zdradzają i są szczurkami stąd wzięły się moje kłamstwa, chciałam mieć spokój psychiczny co niestety spowodowało ukrywanie przed partnerem niektórych sytuacji co zostało odebrane że na pewno go zdradziłam jak nie fizycznie to psychicznie; zostałam określona jako osobowość „guslighting” ja nigdy nie analizowałam naszego problemu tak szczeółowo, myślę że kłamiąc partnera nie sądziłam że wyrządzam mu wielką krzywdę; chciałam mieć po prostu spokój psychiczny; niestety w tym wszystkim jestem tą złą kłamczuchą a ja nie chciałam żeby parter utożsamiał mnie z ludźmi z pracy o których nie miał dobrego zdania; powiedziałam też partnerowi że uznałam jednego z kolegów że jest przystojny i żeby nie pomyślał że go z nim zdradzam nie wsminałam o tej osobie- niestety zostało to odebrane inaczej że na pewno się zakochałam albo zauroczyłam i że go tym samym zdradziłam a nic takiego nie miało miejsca, nie pozwoliłbym na taką sytuację z reszta ta osoba nie wyrażała też zainteresowania moją osoba - niestety partner uważa inaczej (kiedyś powiedziałam ze ten kolega powiedział mi komplement) a ja nie potrafię z tego wybrnąć i nie wiem jak dalej rozmawiać żeby to uratować
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!