30 zł zniżki na pierwszą wizytę z kodem WIOSNA26

w ramach akcji #WychodziNamToNaDobre!

Wybierz specjalistę
Left ArrowWstecz

Pretensje ojca do dziecka

Dzień dobry, Czy ojciec dziecka (który mieszka w innym domu) może mieć pretensje do 11latka, że nie dzwoni tak często jak powinien aby zapytać co słychać? „Olewasz mnie i nie interesuje Cie co u mnie” Jestem mamą, dogadujemy się z ojcem dziecka. Widzą się co dwa tygodnie, ale czasem syn mi mówi ze po prostu mu się nie chce dzwonić. Wydaję mi się, że te telefony z obarczaniem o winie jeszcze bardziej go zniechęcają i ojciec nie powinien tak mówić do dziecka. Czy mam racje? Co zrobić?
Artur Przyjałgowski

Artur Przyjałgowski

Dzień dobry,

odpowiem przewrotnie, że może, skoro tak czuje (choć rodzi to konsekwencje, o których Pani napisała), niemniej ważna jest forma. W postaci, którą Pani opisuje dziecko słyszy zarzut, którym zapewne czuje się obarczony i wyobrażam sobie, że nie jest mu z tym łatwo. Jeżeli ojciec posłużyłby się rodzajem komunikatu “ja”, w którym mówi o sobie, a nie o dziecku, zabrzmiałoby to zupełnie inaczej. “Czuje się smutny, kiedy do mnie nie dzwonisz. Bardzo mi na Tobie zależy i zawsze cieszę się, kiedy interesujesz się tym, co u mnie”, “Fajnie mi, kiedy do mnie dzwonisz, bo wtedy czuję się dla Ciebie ważny. Bardzo chcę, żebyś dzwonił częściej”. Krótko mówiąc, kiedy mówimy o swoich emocjach, a nie o działaniu lub zaniechaniu dziecka, nie budzimy w nim takiego poczucia winy oraz automatycznej dla zaatakowanego w ten sposób chęci obrony, lub przepraszania rodzica. Może warto porozmawiać z ojcem i poinformować go o takiej możliwej formie komunikacji. 

Pozdrawiam serdecznie i powodzenia!

2 lata temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Jak poradzić sobie z utratą rodziny i niesprawiedliwością sądową? Historia mężczyzny w kryzysie
Nie wiem czy jestem chory, walczę każdego dnia by żyć, patrzę każdego dnia na rodziny , każdego dnia w nocy proszę bym się już nie obudził, żyje w koszmarem który mi się przydarzył, miałem rodzinę miałem dom miałem cudowne życie, pomimo że nie bywało mnie w domu ponieważ pracowałem 4 tygodnie po za domem a tydzień nie cały w domu miałem żonę i dzieci dbałem o nich jak umiałem oddawałabym im wszystko, nie mogłem zawsze się doczekać kiedy przyjadę, moje najmłodsze 8 letnie dziecko wypatrywało mnie przez okno, pewnego dnia nie zastałem w domu nikogo, zastanawiałem się co się stało, wiem że aż pełne trzy dni nie spałem, każdego dnia płakałem miałem sine oczy ludzie widząc moją osobę pytali się czy wszystko wporządku, przed ostatnim wyjazdem przeczuwałem że coś się stanie dziwnie się zachowywała żona i najstarszy syn, było coś nie tak, po powrocie nie zastałem nikogo, dom był spustoszały, tego po dzień dzisiejszy nie mogę zapomnieć, nie interesowało mnie że wszystko wyniesiono ale że nie ma łyżeczką mojego najmłodszego syna, zajęłam się pracą bo nie wiedziałem co robić nie mogłem usiedzieć i przebywać w tym pustym domu, jeździłem i szukałem dzieci , zniknęła również mieszkająca obok rodzina. Wyjechałem po tygodniu do pracy, i się zaczęło, pierw dostałem od starszego syna esemesa że całe życie źle traktowałem matkę, nie wiedziałem co się dzieje następnie że nie wraca puki się nie zmienię nie wiedziałem co się dzieje bo byłem uczuciowym dobrym człowiekiem, esemesy z synem były podchwytliwe nie zdawałem sobie z tego w tedy sprawy, dosłownie kłamał i śmiał się ze mnie, syn którego kochałem, mogę powiedzieć że nie był moim biologicznym synem a go pokochałem nosiłem to w sobie , ciąże ukrywała moja żona nie wiedziałem że była w ciąży jak mi powiedziała że też nie wiedziała ale dowodem było że jak urodziła to nie zadzwoniła do mnie a jej koleżanka że urodziła syna. Byłem w szoku. Pokochałem to dziecko byłem szczęśliwym człowiekiem, sytuacja się powtórzyła urodziła miałem drugiego syna , pokochałem go jeszcze bardziej, po latach mojej pracy w tym systemie 4 tygodnie po za domem i tydzień w domu przydarzyło mi się to co powyżej opisałem, jedna myśl mi przychodziła że zabrał ich i moją żonę ich prawdziwy ojciec, przezywałem piekło, po miesiącu były mi zakładane sprawy jedna za drugą o alimenty o pozbawienie praw oraz o znęcanie się psychiczne i fizyczne, byłem nie wiem w jakim stanie ale sprzedałem dom za pół ceny bo nie mogłem tam mieszkać ja wciąż szukałem swoich dzieci a po pół roku szukania dostałem zakaz kontakty z nimi, byłem tak samotnym człowiekiem że kupiłem mieszkanie w bloku, też sam byłem przy kupnie, poszedłem do ludzi bo byłem od lat odosobnionym człowiekiem dom mój był na odludziu, a znaleźli się świadkowie którzy kłamali ja byłem sam i przegrałem sprawy w sądach a co ciekawe słuchając ich zeznań na sprawie o znęcanie nic nie mogłem powiedzieć bo byłem jak wryty w kamień nie wierzyłem co słyszałem, świadkowie to była rodzina żony, oraz mój najstarszy syn, co tam napisali to po dzień dzisiejszy nie mogę zapomnieć wciąż to wraca nie ma dnia bym nie płakał a mam 51 lat, wspomnę że sprzedając dom zostawiłem wszystkie swoje rzeczy oraz cały garaż z narzędziami i dorobkiem nic z domu nie zabrałem kupiłem mieszkanie w bloku by nie być już odosobniony, powiem tylko że sąd skazał niewinnego człowieka opierając się na zeznaniach świadków z tym też żyć nie mogłem, jak sądy mogły zawierzyć fałszywym zeznaniom świadków, ale takie życie jak mi powiedział adwokat tak już jest ja wiem że Pan jest niewinny ale zawsze był Pan sam? Po roku dostałem pierwsze widzenie z synami których nie widziałem rok czasu, prucz tego jednego dnia kiedy najstarszy syn zeznawał w sądzie a ja nie wiedziałem co powiedzieć i słuchałem z niedowierzaniem co się dzieje. Miałem wielki żal do syna, przebaczyłem mu. mój najmłodszy syn miał żal do mnie trzęsła mu się żalu broda nie mogłem go znaleść ani pomóc, zrobiłem wszystko by był szczęśliwy, wspomnę tylko że widzenie dostałem raz na trzy tygodnie na dwie godziny tak zadecydował sąd z obawy że wywiozę go do siebie, po dzień dzisiejszy zastanawiam się gdzie do siebie kupiłem mieszkanie oddalone od jego szkoły jakieś 14 km a moja praca za granicą to moja praca była tam nie miałem mieszkania a spałem przez 28 lat w ciężarówce byłem kierowcą, w sądzie zrobili ze mnie alkoholika choć alkoholu unikałem, sąd też sugerował się zeznaniom świadków i opinii biegłych, po prostu to zrobili tak napisali. Co się okazało jak zaczołem się interesować sprawami i aktami, moje dowody świadczące o mojej niewinności nie było w aktach a były przezemnie do sądu dostarczane w tym opinia zakładu pracy, było nie dorzeczne co na mnie wypisywali i ze zrobiono ze mnie alkoholika pomimo częstych kontrol i drogowych i w pracy takie wymogi były, i była ta opinia nie dorzeczna zawierzono świadkom, którzy kłamali zrobili to też biegli lekarze sugerowali się ich zeznaniom choć nigdy nie byłem karany ani pod wpływem alkoholu. Po dzień dzisiejszy mam żal do Państwa Polskiego co mi zrobili, chce powiedzieć że doszło również do rozwodu, w toku postępowania i wspomnę że odbył on się w 10 minut a był ugodowy tak załatwił to adwokat, myślałem że stawiając się na sprawie on się nie odbędzie. Jestem po dzień dzisiejszy w szoku bo uważam że Państwo czy jakaś instytucja spierała moją żonę w jej kłamliwych zeznaniach, odgórnie zostałem skazany, alimenty mi ciągle podwyższali dostawał je również najstarszy pełnoletni syn bo chodził do szkoły ale mnie znowu oszukiwał bo nie chodził do szkoły a pracował po zatym dostawał kidergelty o te kindergelty upomniała się familiekassa bo mu się nie należały i zażądali odemnie zwrotu, tylko trzy miesiące nie płaciłem synowi a on podał mnie do sądu, powiedział mi też że nie jestem jego ojcem i mam mu płacić a najmłodszego syna nie zobaczę zawsze coś wymyślali by i tak ograniczyć mi jego widzenie, ten jego żal mam wciąż przed oczyma duszę go w sercu żal też mam do mojego syna oddałem mu serce, żalu nie wiem czy to żalu nie wiem ale zachorowałem na cukrzycę pierwszego stopnia, trafiłem do szpitala po roku zachorowałem na chorobę peyroniego, stwierdzono również czyraka na lewej nerce, nie sądzę bym miał już dzieci choroba peyroniego silnie postępuje dostałem skierowanie do szpitala i nie poszłem, leki przestałem zażywać, nie wiem czy chce umrzeć, mam żal i to od dwóch lat nie chce nikogo poznać czuję się porzucony, straciłem dobra pracę która mi pomagała, mogę iść do innej ale mi się nie chce, odrabiam nie spanie śpię w dzień i w nocy wciąż zapłakany, ten jego żal mojego najmłodszego syna wciąż widzę go przed oczami a mój żal do Polskiego Państwa jest nie do opisania, mam żal do syna, nie biorę leków uważam że to nie będzie przestepstwo to moja dobra wolna wola, uważam że byłem w depresji nieświadomej przez dwa lata i mam swoją odpowiedź ja tak bardzo kochałem dzieci i swoją żonę a Państwo dla domu i pieniędzy przeprowadzili na mnie atak, bo byłem tu bo byłem w sądzie i widziałem podsmiechiwanie sędziny, nie mogę patrzeć na policję nie mogę patrzeć na flagę Polski na te wszystkie instytucje, urzędy, patrzę na rodziny i im zazdroszczę, zrobiłem wszystko by nic po mnie żadnych pieniędzy nie zostało, nie piję i nie tknę alkoholu tak nienawidzę lekarzy, za to palę trzy paczki papierosów dziennie, słodzę sobie kawę piję ją nawet 10 kubków dziennie i tak zasypiam, mi już nie pomaga, chciałem iść na sor bo kocham życie ciągle się zastanawiam czy warto jak będę się czół po latach, syn dorośnie i mnie się kiedyś jak do mnie przyjdzie spyta co się tato stało, jak przyjdzie bo zaczynam w to nie wierzyć, nie wierzę w to co mi się przydarzyło, ja mam 51 lat i od dwóch lat wciąż codziennie płaczę, muszę iść do pracy a nie chce muszę brać leki a nie chce, wciąż jestem zawalony nowymi sprawami, po prostu nie dają mi żyć, a ja ufam przeznaczeniu, może praca mi pomoże, pracowałem 28 lat i otrzymałem zapłatę
Czy lęk separacyjny u dziecka w wieku ponad 3 lat jest normalny?
Witam, czy normalne jest że dziecko ponad 3 letnie ma dalej lęk separacyjny? Córka ponad 3 lata i nie chce zostawać z nikim innym niż mama. Poza tym bardzo nie lubi nowych ludzi i miejsc, strasznie ją to stresuje gdy musimy pójść gdzieś i jeśli są tam inne osoby. Nie płacze na ich widok ale wisi na moich rękach i jest zestresowana.
Trudny okres w życiu - nie umiem sobie poradzić ze strachem
Teraz przechodzę trudny okres rozwód z mężem czuje ogromny stres i niepokoju jak to teraz będzie bo nigdy nie byłam sama ciągle płacze nie umiem sobie poradzić ze strachem przed tym co będzie i czy dam radę
Dzień dobry, jestem osobą samotną, mieszkam w dużym mieście. Jestem bardzo wrażliwa, wystarczy, że zobaczę jakiś samochód na sygnale, bym zaczęła płakać. Od dziecka mam ciągle powtarzający się problem z matką. Mieszkam sama, ale choć wiem, że dla mnie byłoby to dobre, nie potrafię całkowicie przerwać kontaktu z matką. Niestety nasze kontakty są bardzo sztywne (ja oglądam telewizję, a ona robi coś przy komputerze). Nie potrafimy ze sobą rozmawiać. Najczęściej słyszę od niej tylko polecenia. Czasem mam wrażenie, że oczekuje ode mnie, że będę czytać w jej myślach, a mną się nie interesuje. Jeśli się pokłócimy, to tracę całą chęć do życia i myślę lub chcę popełnić samobójstwo. Swoją matkę odbieram jako zimną bez uczuć osobę, choć wiem, że jest inaczej. Próby rozmowy z mojej strony, zawsze pogarszają sytuację. Co powinnam zrobić?
Jak radzić sobie z trudnymi emocjami u dzieci podczas opieki nad bratankiem i córką
Opiekuję się czasami 4 letnim bratankiem. Jestem zawsze wtedy z moją 1,5 roczną córką. Bratanek przejawia zachowania niezgodne z moim systemem wartości. Nie mam możliwości kompletnego odstąpienia od tej opieki, jest ona sporadyczna, czasami dwa razy w tygodniu, czasami dwa tygodnie przerwy. To z czym sobie nie radzę to cykl w który wpadamy gdy napotykamy przeszkodę na przykład: bratanek wyrywa z rąk córki zabawki lub celowo chodzi za nią i zabiera rzecz po którą ona chce sięgnąć, przerywam tę praktykę, tłumaczę dlaczego nie jest to właściwe, zazwyczaj wtedy jest krzyk bratanka, bieganie po całym pokoju rzucając rzeczami, wtedy proszę go aby zebrał te rzeczy, zawsze mówi nie albo zaczyna powtarzać po kilkadziesiąt razy „nie, nie, nie” wtedy podchodzę do niego, kucam, proszę jeszcze raz żeby podniósł wyrzucone rzeczy, jeżeli protestuje, biorę go pod paszki i idziemy (niestety mniej lub bardziej) na siłę do rzuconej rzeczy i odkładamy ją na miejsce (czasami sama jego rączkami to podnoszę) ale bez szarpania. Po tym, jeżeli jest na to przestrzeń proponuje coś innego niż zabawa na przykład że idziemy teraz umyć zęby albo może teraz poczytamy książkę, niestety zazwyczaj tej przestrzeni nie ma, jest dalszy krzyk, rzucanie wszystkim co dotkną jego ręce, albo płacz i kładzenie się na podłogę. Moja córka zazwyczaj do pewnego momentu obserwuje to blisko mnie albo wtulona w moje nogi, aż w końcu zaczyna płakać, wtedy mam dwoje płaczących/w emocjach dzieci. Instynkt mi podpowiada że muszę zaopiekować się moją córką która się boi ale myślę że to też zaognia sprawę, bo czuję że zostawiam bratanka w trudnych emocjach. Zazwyczaj kończy się to karmieniem piersią córki, a bratanek zaczyna się czymś bawić, jestem po całej tej sytuacji już zmęczona (krzyki i emocje trwają około 30-40 minut) i kładę dzieci spać (gdzie po drodze też jest kilka małych wybuchów emocji) albo „doczekuję” przyjścia rodzica, bez proponowania żadnych aktywności bratankowi. Jak unikać tej spirali i jak postępować
dojrzewanie

Okres dojrzewania - co warto wiedzieć o zmianach i wyzwaniach

Okres dojrzewania to wyjątkowy i wymagający etap zmian fizycznych, emocjonalnych i społecznych. Zrozumienie tych procesów jest kluczowe dla nastolatków, ich rodziców i opiekunów, by lepiej radzić sobie z wyzwaniami i wspierać rozwój młodego człowieka.