Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Partner przekracza granice, obraża mnie, wytyka. Czy ja przesadzam?

Jak pracować nad samooceną? Jestem w związku od około roku i od poznania partnera moja samoocena się strasznie pogorszyła. Na początku usłyszałam, że w sumie to mógłby mieć kogoś atrakcyjniejszego, ale chce być ze mną i zaznaczę, że jest to osoba, która bardzo zwraca uwagę na wygląd i to jest najważniejsze dla niego, ciężko mi ocenić jak powinnam się do tego odnieść, bo dla mnie, jeżeli ktoś nie spełnia moich wymagań, to nie wchodzę w nic głębiej, a to usłyszałam po kilku miesiącach. Po zwróceniu uwagi na to usłyszałam, że chyba mam problem z samooceną skoro to mnie ruszyło. Kolejny tekst jaki usłyszałam to to, że patrząc na moją przeszłość, to co przeżyłam, to on na moim miejscu by się zabił. Zaznaczę, że pochodzę z patologicznej rodziny i wychodząc z tego środowiska popełniłam kilka złych wyborów, ale potrafiłam to zaakceptować i sobie wytłumaczyć, że przecież z czegoś to wynikało, ale mój partner wyzwał mnie od głupich, naiwnych i stwierdził, że mając już około 16 lat powinnam być w pełni świadoma tego, co robię. Zdaje sobie sprawę, że byłam naiwna i dawałam się wykorzystywać innym, ale dzieciństwo miało na to ogromny wpływ. Strasznie mnie zabolały słowa "na twoim miejscu bym się zabił" on stwierdził, że gdybym miała to przepracowane, to by mnie to nie ruszyło i fakt jakby to powiedział ktoś obcy to zapewne by tak było, ale nie bliska osoba. Cały czas wytykał mi, że mam dziecinną twarz, że mało kobieca, ja mówiłam, że jak nie spełniam twoich standardów to nie powinniśmy być razem, bo ani ty ani ja nie będziemy szczęśliwi- na co on, że nie on będzie się przyglądał jak "dojrzewam". Okulary, które zakładałam do pracy przed komputerem teraz tylko leżą, bo nie podobam się mu w okularach chociaż od początku je zakładałam. Styl ubierania musiałam zmienić, bo też mu się nie podobał. Zastanawia mnie czy to wszystko powinno mnie ruszać, czy czasem nie przesadzam, czy nie odczuwam wszystkiego za bardzo. W kontaktach seksualnych też ciągle słyszę komentarze, że tylko potrafię leżeć, że za mało się angażuje, że się nie wczuwam, a mi jest ciężko, bo zawsze wszystko jest tak jak on chce. Usłyszałam także tekst "w naturze nic nie ginie tylko zmienia właściciela" co odnosiło się do tego, że ja jestem jego własnością jak zwróciłam uwagę, że poczułam się jak przedmiotem i że jak mógł tak powiedzieć - wszystko obrócił w żart i powiedział, że za bardzo biorę do siebie. Czy w takim związku można być pewnym siebie? Zastanawiam się czy ja jestem zbyt wrażliwa, czy raczej on nie powinien kierować do mnie takich słów.
TwójPsycholog

TwójPsycholog

Dzień dobry Ewo,

odpowiadając na Twoje pytanie - nie, nie jesteś zbyt wrażliwa. Na początku chciałabym również pogratulować Ci świadomości tego, skąd brały się Twoje przeszłe zachowania i decyzje- dokładnie tak, jak mówisz, dzieciństwo ma ogromny wpływ na późniejsze funkcjonowanie, a dorastanie w dysfunkcyjnej rodzinie szczególnie może je zaburzać. W relacjach jednym z ważniejszych aspektów wydaje się być wzajemny szacunek. Zostały przekroczone pewne Twoje granice osobiste. Czy potrafisz je nazwać? :) 

Słowa “na twoim miejscu(…)” nie powinny mieć miejsca wobec nikogo. To, że reagujesz na przekroczenie swoich granic, nie oznacza, że czegoś nie przepracowałaś - wydaje się być wręcz przeciwnie. Słowa dot. własności nie są na miejscu, ponieważ uprzedmiotowienie jest formą przemocy psychicznej. Cieszy mnie, że reagowałaś na wyrażenia, które Cię obrażały. Pamiętaj, że nie odpowiadasz za reakcje i postrzeganie partnera. 

Piszesz, że dla partnera najważniejszy jest wygląd. Czy Twoja potrzeba pracy nad samooceną wynika dokładnie z tego faktu? Czy to jest Twoja potrzeba, czy partnera, byś w jakiś sposób się zmieniała? Zachęcam do refleksji i szczerej rozmowy z partnerem na temat tego, co Mu komunikowałaś, jak i dalej chcesz zakomunikować. 

Ważne byśmy budowali taką relację, jaką chcemy budować. Relacja nie powinna zaburzać funkcjonowania. Zachęcam do refleksji na ten temat oraz konsultacji z psychologiem_żką - możecie wspólnie przepracować to, co się wydarzyło w trakcie związku oraz zastanowić się nad dalszymi krokami :)

 

Trzymam kciuki.

 

2 lata temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Zobacz podobne

Jestem zmęczona zawodzeniem się na ludziach, dlatego rozważam rozwijanie znajomości z kimś, kto ewidentnie kłamie, bo to nowa okazja do przyjaźni.
Dzień dobry. Poznałam niedawno chłopaka (z myślą, żeby się po prostu kolegować). Jest on Sycylijczykiem i powiedział mi, że mieszka w Polsce od 6 lat. Jestem prawie pewna, że kłamie odnośnie tego, ponieważ ledwo zna polski, wciąż ma włoski numer telefonu (a po kilku miesiącach przebywania w innym kraju UE odcinają internet, ja tak miałam jak mieszkałam za granicą i wiele osób) ale przede wszystkim nie wiedział, że w polsce używamy głównie messengera do kontaktu online (on nadal używa whatsapp, bardzo popularny we Włoszech. Przecież gdyby poznał kogokolwiek bliżej w Polsce, wiedziałby tak podstawową rzecz). Jest to bardzo podejrzane i niepokoi mnie to. Biorąc to pod uwagę wszystko, wychodzi na to, że on jest tu od niedawna. Nie wiem dlaczego kłamie na ten temat? Wiem, że to pytanie retoryczne, bo kto ma to wiedzieć. Polubiłam go jednak i chociaż rozsądnym raczej byłoby nierozwijanie znajomości, gdy ktoś widocznie kłamie, to ja non stop zawodzę się na kimś, kogo dopiero poznałam i jestem już tym tak zmęczona niesamowicie, że nie wiem co zrobić. Dziwnie by było zapytać go wprost, dlaczego kłamie albo czy kłamie.
Jak odbudować relacje z żoną i synem po 3 latach konfliktów w rodzinie?

Od 23 lat jestem w związku, od 20 w małżeństwie. 

Mamy 19-letniego syna. Ostatnie 3 lata to rozmowy bardzo często przechodzące w ostre kłótnie moje z synem o szkołę, o nałogi, maturę, zaniedbywanie obowiązków domowych i szkolnych, w końcu o jego stosunek do mnie i żony. W końcu "przelało się". 

Nie umiałem odczytać bardzo mocnych sygnałów od żony, która nie mogła poradzić sobie z tym, jak wyglądają moje relacje z synem. Z jej perspektywy było w tej relacji bardzo dużo nienawiści. Sprowokowana przez te powtarzające się sytuacje żona zaczęła widzieć mocniej złe cechy, których było w naszym związku więcej. Chodzi o moje częste granie w piłkę, które wiązało się z zostawianiem żony na 2-3 godziny w domu dwa lub trzy razy w tygodniu, moje takie "wsobne" złości na naszych zajęciach z tańca, o niewykazywanie przeze mnie radości z każdego nawet najmniejszego sukcesu syna. 

Kocham syna i kocham żonę, której miłość chcę odzyskać. 

Pragnę również odbudować zdrową relację z synem. 

Żona twierdzi, że już nic nie da się zrobić. Od kilkunastu miesięcy nie ma między żoną i mną kontaktu cielesnego. Wspieram żonę w jej staraniach o większą niezależność. I jestem bezradny. Nie wiem, co robić...

Czy powinnam wyjechać do chłopaka wbrew rodzicom? Jak radzić sobie z nadopiekuńczością rodziców
Witam, chciałabym prosić o radę. Mam 20 lat, studiuję zaocznie, mieszkam z rodzicami i obecnie szukam pracy. Mój obecny chłopak jest kilka miesięcy młodszy. Nasz związek jest na odległość (ja wielkopolska, on warmińsko-mazurskie) Chłopak był już u mnie kilka razy i zostawał na tydzień lub kilka dni. Zdążył już poznać moich rodziców, którzy go polubili. Obiecałam mu ostatnio, że przyjadę do niego, aby poznać jego rodziców, jednak gdy tylko wspominałam o tym moim rodzicom, od razu byli wściekli i mi zabraniali. Są nadopiekuńczy i mówią, że skoro mój chłopak chce się spotkać to on powinien znowu przyjechać. Ostatnio powiedziałam mamie, że tata chłopaka o mnie pytał i odparła, że jak chce mnie poznać to może przyjechać (ma 55 lat i jest chory, chciał mnie poznać, bo nie wiadomo ile pożyje). Moi rodzice też co chwilę się kłócą i nie chce tu przebywać. Co powinnam zrobić? Zbuntować się i pojechać czy odpuścić? Wyjazd na weekend, kilka dni.
Przyznałam się do zdrady pod presją męża, chcąc uratować małżeństwo. Czy mamy szansę?
Mam wyrzuty sumienia, Przyznałam się do zdrady której nie było, ponieważ mąż naciskał, żebym mu powiedziała „prawdę” którą on i tak zna. Zaprzeczałam długi czas, i to była prawda że nie zdradziłam fizycznie, to były wiadomości o których wiedział. I na tej podstawie z adwokatem wymyślił sobie że ma dowody zdrady. Ale fizycznej zdrady nie było, teraz jest mi ciężko. Przyznałam się ponieważ mąż obiecał mi że wycofa pozew rozwodu, zamkniemy ten rozdział nie będzie pytał, kocham męża, mamy 2 dzieci i chciałabym z nim tworzyć przyszłość. Stąd te przyznanie się, które wymusił. Nie wiem co mam teraz robić? Czy naprawdę uda nam się uratować te małżeństwo?
Czuję samotność odkąd byłam mała. Nie rozumiem dlaczego nikt nie traktuje mnie poważnie, jako wartą wysłuchania i przyjaźni.
Witam. Jest mi ostatnio bardzo smutno, bo idą święta, a ja czuję się samotna. Moja rodzina jest toksyczna i sama podejrzewam, że jestem DDD. Chciałabym jednak się skupić na innym temacie - na mojej samotności. Od najmłodszych lat byłam samotna. Często musiałam siedzieć sama w domu i wtedy grałam na komputerze lub oglądałam TV - nie widziałam wtedy w tym nic złego. W przedszkolu dzieci nie lubiły się ze mną bawić, w podstawówce to samo, wiele osób mi z jakiegoś powodu dokuczało. Nie wiem co im zrobiłam. Koszmar był w gimnazjum, wieczne wyśmiewanie się ze mnie, plotki, gardzenie, mimo, że nikomu nie zrobiłam nic złego. W liceum nie było już dokuczania, ale nadal była jakaś niechęć, mało kto traktował mnie poważnie. Mam poczucie, że zawsze byłam inna. W liceum nawiązałam relację, myślałam, że jesteśmy przyjaciółkami z jedną dziewczyną, ale po kilku miesiącach okazało się, że miała ze mnie ubaw, irytowałam ją (po prostu, nie powiedziała czym), że jestem dziwna itp. Bardzo mocno to przeżywałam, bo nie wiedziałam, czemu znowu ktoś mnie odrzucił. Byłam dla tej osoby miła, wysłuchiwałam jej problemów, starałam się doradzać, jednak mało kiedy dostawałam od niej to samo wzamian. Tak w sumie było w większości moich relacji - niemalże zawsze zostałam sama na lodzie. Nie uważam, że nie mam wad, czy coś, mam i pracuję nad nimi, od niedawna chodzę też do psychologa. W liceum była jeszcze inna sytuacja, ale trochę później - jedna z dziewczyn odezwała się, czy byśmy się nie zaczęły razem uczyć do matury, zgodziłam się. Dobrze nam się spędzało czas, to było coś więcej niż nauka, bo też prywatne rozmowy, śmiechy itp. Jednak po maturze magicznie przestała się odzywać, a na spotkaniu (też po maturze) była zupełnie kimś innym, była dla mnie obojętna, nie chciała rozmawiać, patrzyła na mnie z pogardą jak większość ludzi. To też mnie bardzo zabolało. Przez moment byłam na studiach, które mnie nie interesowały, więc je rzuciłam, ale znów to samo - nie byłam traktowana poważnie przez ludzi wokół. Nikt nie chciał mnie wysłuchać, wyśmiewał moje opinie czy robił ze mnie idiotkę, np. totalnie przekręcając to, co powiedziałam. Teraz jestem w domu i mam przerwę, ale nadal czuję się samotna. Mam jedną przyjaciółkę od serca, ale na odległość, przez co widujemy się rzadko, lecz kontakt jest regularny i chyba jako jedyna osoba mnie rozumie i się ze mnie nie naśmiewa, choć znamy się tyle lat. Kontakty z ludźmi mnie przerażają i się ich boję, bo 99% z nich postrzega mnie jak dziwadło. To samo z rodziną czy nauczycielami w szkole. Zawsze byłam oryginalna, bo miałam inną fryzurę, nie lubiłam mody, miałam swoje zainteresowania m.in naukę biologią czy chemią, ale wtedy ludzie wykorzystywali mnie by dostać zadanie czy coś innego. Jestem zamknięta na ludzi, ale z drugiej strony to strasznie boli. Nie wiem czemu widzą we mnie kogoś dziwnego, skoro nie zrobiłam nikomu nic złego. Chciałabym mieć o kilka przyjaciół więcej, bo choć jedna jest prawdziwa to przez odległość czuję się samotna.
zdrada

Zdrada – przyczyny, skutki i jak sobie z nią radzić?

Zdrada to głębokie naruszenie zaufania w związku, występujące w formie fizycznej lub emocjonalnej. Powoduje trwałe rany psychiczne u obu partnerów. Analizujemy przyczyny zdrad, ich konsekwencje oraz metody odbudowy relacji po takim doświadczeniu.