Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Mam problem w związku z partnerem. Wydaje mi się, że jest dziecinny i nie do końca dojrzały co z dnia na dzień coraz bardziej mi przeszkadza

Witam Mam problem w związku z partnerem. Ogólnie jest nam razem dobrze, jest opiekuńczy, okazuje mi czułość, mogę na niego liczyć i czuję się bezpiecznie jednak... Wydaje mi się, że jest dziecinny i nie do końca dojrzały co z dnia na dzień coraz bardziej mi przeszkadza mimo, że razem mieszkamy już kilka lat. Niedojrzały, co mam na myśli? Nie posprząta po sobie, łóżko nie pościelone, obok łóżka mogą leżeć śmieci, bierze jedzenie do innego pokoju to naczynia tam są dopóki nie zrobią się zielone czy też jak się przebiera zostawia ubrania tam gdzie je zdejmował. Niektóre jego zachowanie reż mnie irytuje - publicznie klepie mnie po pupie, jak coś ogladamy dmucha mnie w ucho, łaskocze jakimś włoskiem czy też wsadza ręce pod stanik od tak... Też dużo gra jak dziecko - czuję się wieczorami jak singielka, spędzam je całe w samotności i kładę się spać również sama. Rano wstaje do pracy a w weekendy gra do białego rana więc wstaje też po 14. Próbowaliśmy się dogadać, znaleźć kompromis ale oboje wynieśliśmy to z domu, braliśmy wzorce z rodziców przez co też inaczej do tego podchodzimy. Kompromis odpada a ja nie zamierzam się dalej męczyć i robić za służącą i znosić takie zachowanie z czego on też z gier nie zrezygnuje. Czytałam, że był podobny post jednak stwierdziłam, że opiszę i ja swoją sytuację. Od znajomych słyszę "to wygląda tak jakby jemu było tak wygodnie, bo na podany obiad, posprzątane, wyprane i blokuję ci szansę na prawdziwe szczęście". Jednak nie potrafię od tak powiedzieć, że to koniec bo jednak daje mi to poczucie stabilizacji, bezpieczeństwa, uczucie kochania i że nie jestem z problemami sama. Przed takim wyborem: zostać i na siłę akceptować samotność i brak spełnienia niektórych potrzeb ale posiadanie tych ważnych wartości albo odejść przekreślając wiele lat związku ryzykując stoję już drugi miesiąc a w ostatnim czasie nawet przestałam wychodzić z domu, jeść czy też malować się. Nie daję rady, nie potrafię podjąć decyzji co mnie wyniszcza. Od razu też wspomnę, że terapia odpada :/
Marzena Falc

Marzena Falc

Pierwsze co nasuwa mi się na myśl to szczera rozmowa z partnerem o swoich potrzebach i wątpliwościach, i być może skonsultowanie się z terapeutą par, jednak pisze Pani, że kompromis nie wchodzi w grę, podobnie jak terapia. Rozumiem, że rozstanie z wieloletnim partnerem jest bardzo trudne, rozważa się za i przeciw, z jednej strony jest Pani samotna w związku, z drugiej, obawia się Pani samotności bez partnera. W takich sytuacjach warto zadać sobie pytanie, czy jeżeli kompromis i dogadanie się z partnerem nie jest możliwe, czy jestem w stanie zaakceptować go dokładnie takim, jakim jest, zaakceptować to życie jakie mamy nie chcąc innego i czy jestem gotowa dla tego związku zrezygnować ze swoich potrzeb? Co zrobiłabym, gdyby moja najlepsza przyjaciółka przyszła do mnie z takim samym problemem? Co bym jej poradziła? Jeżeli widzi Pani szansę na porozumienie, być może warto spróbować, jednak to Pani jest w tej relacji, więc Pani najlepiej wie, czy jest w niej szansa na szczęście dla Pani.

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Zobacz podobne

Po rozstaniu dziewczyna powiedziała, że może skontaktuje się ze mną za 2 miesiące.

Jak poradzić sobie z sytuacją, w której dziewczyna zerwała ze mną, chciałem zawalczyć, wydawało się, że jest nadzieja, ale pewnego dnia zniknęła bez słowa i odcięła się ode mnie, " ghostując mnie". 

Po ponad tygodniu udało mi się z nią skontaktować, powiedziała, że intuicja jej podpowiada, że nie ma szans, za bardzo ją zniechęciłem i jedyne co udało się uzyskać, gdy proponowałem rozmowę za tydzień lub dwa, to jej propozycja, że odezwie sie za 2 miesiące, pod warunkiem, że udam się do terapeuty. 

Jeżeli chodzi o powody rozstania to przekroczenie jej granic, co prawda nieświadomie, ale zawiniłem. Minął tydzień, wiec jeszcze przede mną prawie 2 miesiące. 

Jak sobie radzić z tym? Czy czekać? Zadręczam się, że może mi wybaczy, może zobaczy, że staram się rozumieć swoje błędy, a może wyjmę tę 2 miesiące z życia licząc na coś, a za 2 miesiące znów będę czuć się jak teraz, jakby świeżo po zakończeniu relacji. Czy to byłoby w porządku, gdybym spróbował się skomunikować z nią wcześniej?

Zacząłem zauważać, że coraz bardziej odsuwam się od ludzi, w sensie emocjonalnym
Poł roku temu rozstałem się z dziewczyną, z którą byłem 3 lata, bardzo ją kochałem, jak nikogo innego nigdy przedtem. Ostatnio zacząłem zauważać, że coraz bardziej odsuwam się od ludzi, w sensie emocjonalnym. Tracę kontakty z przyjaciółmi i nie wiem czy to moja wina czy świata. Mam dużo bardzo płytkich relacji z kobietami, które oczekują ode mnie tylko bliskości cielesnej, a ja nie potrafię im jej odmówić, choć często nie mam ochoty na zbliżenie. Podobno jestem bardzo atrakcyjnym mężczyzną, chociaż sam nigdy tak siebie nie widziałem i mam mnóstwo adoratorek. Chciałbym znaleźć osobę, która będzie mnie prawdziwie kochała, a nie chciała mnie wykorzystać tylko jako krótkoterminową zabawkę. Zdaje sobie sprawę, że w tak krótkiej wiadomości nie zawrę nawet ułamka mojej historii, ale chciałbym prosić o pokazanie mi kierunku, w którym powinienem podążyć, aby zacząć naprawiać swoje życie. Będę wdzięczny za jakąkolwiek poradę. Pozdrawiam serdecznie.
Co zrobić, aby odzyskać zaufanie dziewczyny po rozstaniu z powodu moich błędów?
Moja dziewczyna zerwała ze mną z powodów, które ja rozumiem. Zraniłam ją mocno, mimo, że nie do końca świadomie. Co mogę zrobić aby wybaczyła mi? Jestem świadoma swoich błędów ale nie potrafię do końca przekonać ją do zmiany stosunku w moją stronę. Jestem załamana, bo to mój powód do życia
Nie byłam w relacji romantycznej, a bardziej w relacji opiekun - dziecko, gdzie ja o wszystko dbałam. Teraz partner ma kogoś nowego, a ja chcę odpowiedniej relacji.
Dzień dobry. Piszę, ponieważ potrzebuję wyrzucić z siebie to, co dla mnie trudne i żeby łatwiej mi było poradzić sobie z wyrzutami sumienia. Mam 28 lat, byłam w prawie 6 letnim związku z mężczyzną. Był to mój pierwszy tak długi i poważny związek, który chciałam budować na solidnych fundamentach. Sama długo bałam się takiej relacji, otwarcia się na drugą osobę, gdyż u mnie w domu nie mówiono nigdy o uczuciach, emocjach. Ale zaangażowałam się na tyle, na ile umiałam. Pytałam go o wiele aspektów, dzieliłam się swoimi lękami, myślami. Mój mężczyzna miał wiele dobrych cech - był pomocny, nie krytykował mnie, nie oceniał, był mądry i atrakcyjny fizycznie dla mnie. To, co mnie w nim zaintrygowało to wysoka inteligencja, spokój, tajemniczość, w pewien sposób było to dla mnie urocze. Miał wiele pasji, w których się realizował. Cieszyliśmy się wspólnymi podróżami. Problemem z czasem okazało się kilka aspektów. Mianowicie to, że ma problem z patrzeniem w oczy, nie tylko mi, ale i innym ludziom, to, że nie inicjował rozmów o moich wartościach, uczuciach, nie mówił mi komplementów sam z siebie, tylko musiałam mu powiedzieć, że chciałabym, żeby chciał to mówić, żeby mnie doceniał, mówił wgl co myśli na tematy uczuciowe. Miałam wrażenie, że musiałam się bardzo dopraszać o to, żeby był ciekawy tego, co jest we mnie w środku. Jednocześnie, gdy mu mówiłam na czym mi zależy, to potem pytał o to, ale miałam wrażenie, że to nie dlatego, że chciał to wiedzieć, ale że ja mu powiedziałam, że chciałabym, żeby był tego ciekawy. Zauważyłam też, że np. jak byliśmy w górach, w które oboje uwielbiamy jeździć, to mógł iść całą drogę w milczeniu nic nie mówiąc, o ile ja nie zaczęłam jakiegoś tematu. Sprawiał wrażenie bardzo zamkniętego w sobie, nawet jak mówiłam, że może odezwałby się do swoich dawnych znajomych, to mówił, że może to zrobi, ale tego nie realizował. Więc ja brałam go na wiele spotkań z moimi znajomymi, bo chciałam, żeby spędzał czas z ludźmi, żeby nauczył się rozmawiać z nimi. Ale jak gdzieś byliśmy to ja głównie myślałam o tym jak inni go odbierają, że siedzi tak cicho, z miną jakby nie chciał wcale tam być (choć powtarzał mi często, że po prostu ma taki wyraz twarzy, co mnie męczyło). Czułam w pewnym momencie, że jest dla mnie takim kamieniem, że to ja muszę dbać o dobrą atmosferę, ja muszę go rozśmieszać, ożywiać. Przez ostatnie 2 lata popadłam w lęki, ze inni wokół się zaręczają, my nie rozmawiamy na ten temat (też z mojej winy, bo miałam tendencję do uciekania przed tym tematem). Wszyscy wokół mnie pytali kiedy ślub, czy trzeba mojego chłopaka motywować do kolejnego kroku. Też na różnych imprezach - weselach itd, jego znajomi czy rodzina mówili często, żeby się mną zajął odpowiednio. Czułam się z tym tak, jakby on był gorszy, nie był wystarczająco męski, żeby samemu o to zadbać i inni też muszą się o niego tak martwić. Też jak miałam w sobie wiele emocji, chęci ucieczki, smutku, to nie rozmawiał ze mną, tylko siedział albo odchodził i zostawiał mnie z tym samą, nie motywował mnie do powiedzenia co się dzieje. Ja musiałam potem zaczynać ten temat, dlaczego mnie z tym zostawił itd. Czułam, że ze wszystkim jestem sama, że on mnie nie rozumie i on nie czuje się rozumiany przeze mnie. Że to ja dużo się dobijam do niego, a on mi pozostawia z jednej strony wolność, ale z drugiej nie walczy o to, żebym ja uporała się też ze swoimi trudami. Ale długi czas biłam się z tym czy się rozstać, bo balam się jak on sobie poradzi z rozstaniem, skoro nie ma żadnych znajomych i ani jednego bliskiego przyjaciela. Ale z drugiej strony nie miałam siły na rozmowy, dalszą walkę po takim czasie. Nie czułam się też w relacji romantycznej, a bardziej w relacji opiekun - dziecko, gdzie ja o wszystko musze dbać, chyba, że powiem, że to za dużo już dla mnie. Chciałam mieć obok siebie kogoś, kto sam zauważy, gdy się przeciążam, gdy powinnam odpocząć itd. Miałam też w sobie poczucie winy, że nie doceniam wystarczająco tego co on mi daje, bo naprawdę się starał, na tyle na ile mógł i na ile dopuszczał mnie do swojego wnętrza. I myślałam, że problem jest we mnie, że się denerwuję niepotrzebnie, nie czuję miłości romantycznej choć powinnam. Ale już nie wytrzymałam i powiedziałam mu, że moim zdaniem lepiej byłoby odpuścić i się rozstać. No i przez ostatnie 2 lata bycia razem bardzo się męczyłam, dusiłam, wpadłam w ataki lękowe, a po rozstaniu mam znowu różne stany - raz jestem pełna pozytywnej energii, a raz jestem tak zdołowana, że nie umiem wejść w bliską relację... Dowiedziałam się też, że jakieś 2 tygodnie po rozstaniu mój był chłopak zaczął się spotykać z jakąś dziewczyną i obecnie są razem, więc też pojawiają się we mnie myśli, że to ja nie byłam zdolna do utworzenia dobrej relacji. Skoro on już w jakąś wszedł. No i że jemu tak krótko zajęło przejście z uczuciami na kogoś innego. Choć też rozmawiałam z wieloma osobami po rozstaniu na temat jego zachowania i sugerowali, ze ich zdaniem może on mieć zaburzenia typu Asperger i nawet by mi się to zgadzało z jego zachowaniem. Mam potrzebę chęci ucieszenia się drugim człowiekiem, żeby ktoś ucieszył się mną, bycia wzajemnie wdzięcznym za siebie, otwartym na swoje trudności, myśli, emocje, kto będzie chciał się na mnie otworzyć i podzielić tym, co w nim siedzi. No i mam poczucie, że on nie zabiega tak o relacje, ciężko się z nim rozmawia, bo wydaje się być cały czas zestresowany, a ktoś go zechciał, zainteresował się nim, a mną nie.. Ciężko mi zaakceptować fakt, ze choć chciałam, starałam się na tyle na ile umiałam w danym momencie, to nie wyszła ta relacja i być może on szybko weźmie ślub z nową dziewczyną. Ja będąc jeszcze 2 ostatnie miesiące w związku zaczęłam terapię. Uczę się na niej jak mówić o moich emocjach, trudach, jak przełamywać bariery - w sumie to jest to, co myślałam, że rozwinę w relacji z mężczyzną. A mój były chłopak nie chciał sam iść na terapię, mówił, że chyba lekarz mi tylko pomoże uporać się z moimi lękami, bo on nie jest w stanie tego zrobić, ale sam nie chciał niczego przepracować z psychologiem. W sumie nie mam żadnego konkretnego pytania, ale chętnie przeczytam co Państwo myślą o tej sytuacji.
Czy to ok, że podobają mi się znacznie starsi mężczyźni? Jestem niepełnoletnia.
Witam. Czy jest z mną coś nie tak? Od jakiegoś czasu czuję pociąg do wiele starszych ode mnie mężczyzn. Podkreślam, że jestem niepełnoletnia. Są to głównie postacie z filmów, seriali, ale także z prawdziwego życia, np. nauczyciele czy po prostu starsi mężczyźni w moim otoczeniu. Nie robię nic szczególnego, nie zagaduję do nich ani nie próbuję ich uwieść. Po prostu bardzo mi się podoba ich dojrzałość i sposób bycia. Nie mam żadnej traumy związanej z ojcem, mamy dobre relacje i dogadujemy się. Może powinnam podkreślić, że raz jakiś mężczyzna naruszył moją przestrzeń osobistą i raz chłopak w moim wieku.
toksyczny związek

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?

Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.