Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Relacja i trudność w określeniu celu, sensu, oczekiwaniach.

Dzień dobry. Jestem facetem, mam 31 lat. Przez większość życia miałem zaburzenia lękowe. Do 25 roku życia była to tylko praca i dom. Bardzo rzadko wychodziłem z domu. Bałem się zakupów, spotkań z ludźmi. A kontaktów z kobietami unikałem i nie miałem żadnych. Wtedy też zdecydowałem się na terapię poznawczo-behawioralną. Po półrocznej terapii i wspólnych ustaleniach, moich, psychologa i jego superwizora, doszliśmy do wniosków: zaburzenia w spektrum autyzmu i prawdopodobnie asperger. Trochę czasu zajęła mi akceptacja siebie. Po tym, jak mi się to udało, zaczął się mój powolny rozwój. Zmieniłem pracę, zacząłem podróżować i próbować nowych rzeczy. W tej chwili jestem zupełnie innym człowiekiem. Pokochałem siebie. Przeprowadziłem się w na drugi koniec Polski. Mieszkam sam. Podróżuję, zwiedzam, biegam, chodzę do szkoły angielskiego, biorę udział w koncertach. Znalazłem też sposób na rozwijanie kontaktów z ludźmi (wożę ich Blablacarem, organizuje wycieczki z obcymi ludźmi). Bardzo mi się to podoba. Niestety nadal mam problem w kontaktach z kobietami. Nikogo nigdy nie miałem. Uważam, że jestem szczęśliwym singlem. To prawda żyje bardzo dobrze i ciekawie spędzam czas. Jednak martwi mnie to, że wyparłem to i wmówiłem sobie, że nikogo nie potrzebuję. Po długim wstępnie, ale jakże potrzebnym, wracam do meritum. Na początku maja poznałem kobietę. Nawiązaliśmy kontakt, spotykamy się, dzielimy się emocjami (właściwie, to ona się nimi dzieli). Poznałem jej rodzinę (bez niej, byłem u nich sam). Dobrze się dogadujemy. Ale. Nie podoba mi się z wyglądu, nie czuję pociągu fizycznego. Mam problem z określeniem sensu i celu tej relacji. Nie chcę jej stracić, bo całe życie byłem sam. Mam wrażenie, że ona ma podobnie. Boję się, że utkniemy w takiej przyjacielskiej relacji. Nie jest to dla mnie problemem, przyjaźń też jest potrzebna. Problemem jest określenie się i strach przed odrzuceniem. Nie rozmawiamy o celu, sensie i oczekiwaniach wobec relacji. Nie potrafię o tym rozmawiać, nigdy się tego nie nauczyłem. Potrzebuję odpowiedzi. Czy jest sens kontynuowania takiej relacji? Nie chciałbym w kobiecie wzbudzić złudnych nadziei. Chciałbym, żeby określił to czas.
User Forum

Adamowsky

1 rok temu
Katarzyna Kania-Bzdyl

Katarzyna Kania-Bzdyl

Dzień dobry,

to Pan najlepiej wie, czy chce Pan pozostać w tej relacji czy zmienić jej status. Choćbym przedstawiała Panu argumenty ZA i PRZECIW to myślę, że już dawno w głębi duszy podjął Pan decyzję. Boi się Pan tylko jej konsekwencji. Jeśli macie podobne odczucia to być może warto odważyć się na wspólną szczerą rozmowę i wymienić się swoimi spostrzeżeniami? Ma Pan 31 lat, a to oznacza, że jeszcze dużo życia przed Panem. Miłość spotykamy najczęściej w najmniej oczekiwanych momentach. Banał, ale prawdziwy. Proszę sobie zadać pytanie: Czy chce dziś (tu i teraz) być z tą osobą? Czy jest to osoba, z którą chcę spędzić resztę mojego życia? 

Proszę zobaczyć jak wiele pracy wykonał Pan nad sobą w ostatnim okresie. Na wszystko jest odpowiedni czas.

Pozdrawiam :)

1 rok temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Katarzyna Waszak

Katarzyna Waszak

Dzień dobry!

Osobą, która może w tej kwestii podjąć decyzję, jest tylko Pan. Warto po prostu porozmawiać o tym, o czym Pan napisał, krótko się znacie, więc możecie spróbować właśnie na razie się przyjaźnić i czekać na rozwój wydarzeń i uczuć. Pzyjaźń jest cenną relacją, nawet jeśli znajomość nie przekształci się w romantyczną, może dostarczyć cennych doświadczeń. A sens nadajecie jej sami, przez czerpanie wzajemnej satysfakcji z przebywania ze sobą. 

Powodzenia

1 rok temu

Zobacz podobne

Mam pytanie w sprawie poważnych problemów w nowym związku, który się rozpadł
Witam. Mam pytanie w sprawie poważnych problemów w nowym związku, który się rozpadł. Początek z mojej strony nie był najlepszy, lecz starałem się odbudować i pokazać partnerce, że bardzo zależy mi na nowej relacji. Niestety się nie udało, a zacząłem być traktowany bardzo źle, szykanowany, obrzucany wyzwiskami, obrzucany błotem. Jest mi z tym źle.
Jak radzić sobie z zazdrością i kontrolą w relacjach przyjacielskich oraz odbudować utracone zaufanie?

Witam. Przez pewien czas byłam blisko w relacji z dwiema dziewczynami. Po pewnym czasie zauważyłam, że zaczęły się one obydwie odsuwać ode mnie. Byłam zazdrosna o tę relację (gdzie to niestety ukazywałam) I z jedną z nich straciłam kontakt, bo poczuła, że wtrącam się w jej życie. Zaczęłam się odsuwać od tych koleżanek, stwierdzając, że nie ma co być w relacji na siłę. Po jakimś czasie u nich nastąpił konflikt i jedna z nich zaczęła się do mnie zbliżać. Byłyśmy naprawdę bardzo blisko. 

Każde problemy, troski, żale rozwiązywałyśmy razem. 

Ostatnio ona zaczęła znowu odnawiać kontakt z poprzednią koleżanką, zaczęły znowu być blisko siebie, poczułam, że nasze spotkania, rozmowy już nie są takie jak kiedyś. Zasugerowała mi ona, żebym odezwała się do tej dziewczyny i wyjaśniła z nią wszystko. Napisałam do niej, dowiedziałam się, że miała do mnie problem, ponieważ ona była w ciąży, że była sama, nie miała z kim porozmawiać. Ja po prostu miałam blokadę do niej, bo sama się odsunęła i nie chciała ze mną relacji,  a wymagała ode mnie, żebym jej pomagała (gdzie o tę pomoc mnie nie prosiła). Przyznałam jej i przeprosiłam za to, że kontrolowałam jej życie i ciągle musiałam gdzieś być z nią. Napisałam jej, co czułam, że miała prawo się odsunąć, ale sugerowanie, że nie miała ode mnie pomocy nie prosząc o nią to nie mogła mnie winić. Ona sugerowała mi już w grudniu spotkanie ze możemy się zobaczyc(bo urodziła dziecko i chciała pokazać córkę), ja nie umiałam się spotkać, bo musiałam wszystko przetrawić i napisałam, że porozmawiam z mężem i spotkamy się następnym razem. Ja jej zasugerowałam spotkanie ostatnio, pomoc przy dziecku i ogólnie. Powiedziała, że da znać i dziękuję za troskę. Porozmawiałam z przyjaciółka, powiedziałam, że się do niej odezwałam i powiedziałam co czuje i wql, popierała mnie i była szczęśliwa że zrobiłam krok. Ostatnio rozmawiałam z przyjaciółka i znowu odczułam zazdrość, że znowu do niej idzie, a do mnie po wielu zaproszeniach nawet nie przyszła. I wysłuchałam, że to wszystko moja wina, że powinnam dawno wyciągnąć rękę, bo ona jest taka, że nie potrafi. Zarzuciła mi, że ciągle tłumaczę się i bronie swoimi problemami psychicznymi a ja nie czuje ze to obrona tylko po prostu się tak czuje. Nie umiałam podjąć wcześniej takiej decyzji, żeby się odezwać, bo tego nie czułam, miałam blokadę. Teraz ona wyczuła, że ciągle ja kontroluje, bo ona się z nią spotyka i ciągle mam o to problem i nie umiem się pogodzić ze oni są razem, a jakbym się odezwała to też bym z nimi mogła spędzać czas. Obwiniam mnie ze jestem hipokrytka, bo powinnam od razu się umówić na spotkanie skoro tak mi bardzo na tym zależy. Ale tal naprawdę po prostu czuje ze moja najbliższą przyjaciółka znowu woli ją od niej Czuje się okropnie, chodzę do psychologa. Niby wszystko sobie mówię i tłumaczę, ale nie umiem się z tym pogodzić. Co mam zrobić

Mąż już raz prawie się ze mną rozstał przez romans. Teraz znów chce to zrobić. On jednak uważa, że nie ma dokąd pójść, wspieram go w tym wszystkim.
Witam, jestem w związku małżeńskim od ponad 30 lat. Mąż trzy lata temu oświadczył, że chce odejść. Pozew został złożony, nie zrealizowany. Przyczyną była inna kobieta. Byłam wówczas w szoku i skorzystałam z psychologa. Mąż w tym czasie zaczął się plątać w tym co mówił i robił. Okazało się, że kobieta w której zadurzył się nie chciała go, a relacja jej z moim mężem nie była taka, jaką on przedstawiał. Rozpoczął terapię i razem również chodziliśmy. Nie było łatwo. Czas obecny: znów zauważyłam dziwne zachowania męża. Spytałam wprost. W odpowiedzi usłyszałam , że jest ktoś. Że chce być z tą osobą. Powiedziałam, że nie mam siły przechodzić drugi raz tego samego i najlepszym rozwiązaniem będzie rozstać się. Wówczas usłyszałam , że nie ma dokąd iść, gdzie ma mieszkać ? Że wyrzucam go z domu itp. po czym dodaje, że z tą kobietą nie łączą go bliskie kontakty. Zachowuje się jakby nic nie stało się , a za chwilę płacze i przytula mnie, powtarzając, że mnie krzywdzi, zmarnował życie i chce zniknąć. Zasugerowałam, by koniecznie udał się na wizytę do psychiatry , ewidentnie potrzebna jest pomoc. Do tej pory miał i cały czas ma wsparcie we mnie. Zaczynam zastawiać się nad wszystkim. Mam w głowie mętlik i nie wiem już jak postępować. Jeśli chory, to trudno zostawić kogoś bez pomocy, a z drugiej strony jestem zmęczona zachowaniami męża , huśtawką itp . Może sama potrzebuję psychologa, który ukierunkował by mnie, jaki obrać kierunek ?
Jestem w związku już 8 lat. Bardzo się kochamy. Jednak zdarzyło się kilka sytuacji, w których naruszył moje zaufanie do niego.
Witam, jestem w związku już 8 lat. Bardzo się kochamy. Chłopak często mi powtarza, że mnie kocha i że to ja nauczyłam go wrażliwości na wiele rzeczy. Jednak zdarzyło się kilka sytuacji, w których naruszył moje zaufanie do niego. Pisał do wielu dziewczyn, nawet naszych wspólnych znajomych, wiadomości typu, że potrzebuje przyjaźni, ale żeby nikt o tym nie wiedział. W kółko przejawiała się tematyka przyjaźni i że tego właśnie potrzebuje. Mieliśmy przez to spory kryzys, nie odzywaliśmy się miesiąc czasu, jednak wybaczyłam mu. On sam stwierdził, że pisał do nich, bo brakowało mu bliskości… Minęło już trochę czasu i niedawno dostałam wiadomość od dziewczyny, która wysłała mi zdjęcia rozmowy z nim z poprzedniego weekendu. On miał wigilię firmową i trochę się opił. Napisał do niej, że jest piękna. Ciągle do niej dzwonił… Sama nie wiem, co robić. Nie potrafię spać, bo ciągle myślę o tym. Kocham go, on sam się popłakał i mówi, że nie paletą tego, żeby do kogoś pisało. Pousuwał wszystkie portale na telefonie i ciągle powtarza, że chce na nowo odbudować moje zaufanie. Tylko ja ciągle o tym myślę i boję się, że to może z nim jest coś nie tak. Chciałbym nam jakoś pomóc, ale nie wiem jak.
Od pewnego czasu, gdy obserwuję ludzkie zachowania i jak działają relacje, nurtuje mnie jedna kwestia.
Dzień dobry. Od pewnego czasu, gdy obserwuję ludzkie zachowania i jak działają relacje, nurtuje mnie jedna kwestia. Czy my wszyscy nie żyjemy w iluzji tego, że da się przeżyć życie bez bycia sponiewieranym nawet przez bliskie osoby? Mówi się, jak ważne jest to, by otaczać się ludźmi dobrze nas traktującymi, toksycznych odcinać. Jednocześnie mówi się, że każdy ma wady, nikt nie jest idealny. Czyli przyjmujemy jednocześnie, że ludzie nie będą nas zawsze szanować i liczymy się? Bo z tego, co ja widzę i również doświadczam, to zazwyczaj nawet osoby, które wydają mi się dobrymi, w pewnym momencie zawodzą - bo mają taką cechę charakteru, że w pewnych sytuacjach zachowują się w określony sposób. I gdy my powiemy "proszę, nie rób tak" to on powie albo - dobrze, nie będę, po czym dalej będzie robił to samo, albo powie, że się postara, że więcej tak nie zrobi. Ale raczej na tym się nie kończy i ludzie powielają te błędy. Niestety obserwuję w życiu kółko zamknięte - jedna osoba jest chamska, to unikam jej, znajdę miłą osobę, ta z kolei nie jest chamska, ale nie jest szczera. Znajdę kogoś, kto nie jest chamski ani obłudny, to z kolei ma czasem problemy z agresją. Potem idę dalej, szukam kogoś bez tych wspomnianych wcześniej cech. To on z kolei wywyższa się albo mnie ignoruje, na przykład nie uwzględnia w swoich planach. Osoba z tego forum, która ma udzielić odpowiedzi, zapewne ma partnera, może małżonka, przyjaciół. Na pewno mają oni jakieś wady. Jak Pan/i wtedy reaguje i co w ogóle można uznać za wadę do zaakceptowania?
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!