
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Relacja i trudność...
Relacja i trudność w określeniu celu, sensu, oczekiwaniach.
Adamowsky
Katarzyna Kania-Bzdyl
Dzień dobry,
to Pan najlepiej wie, czy chce Pan pozostać w tej relacji czy zmienić jej status. Choćbym przedstawiała Panu argumenty ZA i PRZECIW to myślę, że już dawno w głębi duszy podjął Pan decyzję. Boi się Pan tylko jej konsekwencji. Jeśli macie podobne odczucia to być może warto odważyć się na wspólną szczerą rozmowę i wymienić się swoimi spostrzeżeniami? Ma Pan 31 lat, a to oznacza, że jeszcze dużo życia przed Panem. Miłość spotykamy najczęściej w najmniej oczekiwanych momentach. Banał, ale prawdziwy. Proszę sobie zadać pytanie: Czy chce dziś (tu i teraz) być z tą osobą? Czy jest to osoba, z którą chcę spędzić resztę mojego życia?
Proszę zobaczyć jak wiele pracy wykonał Pan nad sobą w ostatnim okresie. Na wszystko jest odpowiedni czas.
Pozdrawiam :)
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Katarzyna Waszak
Dzień dobry!
Osobą, która może w tej kwestii podjąć decyzję, jest tylko Pan. Warto po prostu porozmawiać o tym, o czym Pan napisał, krótko się znacie, więc możecie spróbować właśnie na razie się przyjaźnić i czekać na rozwój wydarzeń i uczuć. Pzyjaźń jest cenną relacją, nawet jeśli znajomość nie przekształci się w romantyczną, może dostarczyć cennych doświadczeń. A sens nadajecie jej sami, przez czerpanie wzajemnej satysfakcji z przebywania ze sobą.
Powodzenia

Zobacz podobne
Witam,
mam taki problem, ponieważ od paru miesięcy spotykam się z mężczyzną, który fakt powiedział na początku, że nie chce związku, ale ciągniemy to już 9 miesięcy.
Ja mam wrażenie, że to ja ta relacje ciągnę, ale za każdym razem, kiedy chce to skończyć, to jemu jest przykro.
Nie chce wtedy, żebym odchodziła. Ostatnio nawet powiedział pierwszy raz, że nie chce mnie stracić, ale ja mam cały czas wrażenie, że się narzucam. Jeśli chodzi o życie prywatne, to milczy jak grób, wiem tylko tyle, że jedna kobieta, z którą był, usunęła jego dziecko. Druga jak za którymś razem zaszła w ciążę z nim przez in vitro, to będąc jeszcze w ciąży, wyjechała do Australii. On nawet dziecka na żywo nie widział.
Teraz jak się o tym dowiedziałam (i to siłą można powiedzieć, bo nic z niego wyciągnąć nie można) to, że on próbuje się skontaktować z dzieckiem, a nikt nie odbiera ani wiadomości, ani telefonów. Chodzi o to, że ja przez te miesiące robię totalnie wszystko dla niego, a on nie zrobił tak naprawdę dla mnie nic. Pisze, że nie chce mnie stracić, ale szanuje moją decyzję, jeśli chce odejść, bo on nic nie jest w stanie mi więcej zaoferować, ani w prawo, ani w lewo. Nie chce, żebym odeszła czy jak to nazwać, ale czasu też dla mnie nie ma, ciągle jakieś wymówki, że nie możemy się spotkać.
Jak chce szczerze porozmawiać to albo krąży dookoła, albo przestaje odpisywać, niejednoznacznie odpowiada na pytania, sam o moje życie nie pyta.
Co ja mam z tym wszystkim zrobić? Jak odejdę, to powie, że go kolejna kobieta zawiodła, a jak próbuje przy nim być, to mnie tak naprawdę olewa, ignoruje. On się w ogóle o mnie nie stara jak mężczyzna o kobietę, nawet jak mu dałam ten komfort, że powiedziałam, że jeśli nie chce związku to ok, ale każda relacja ma swoje zasady, powiedział, że oczywiście a wszystko jest po staremu. Na jedną wiadomość odpowie, a na kilka kolejnych już nie - jak mu się podoba. Czuję się, jak totalnie nikt dla niego. Myślę, że on kocha dalej matkę swojego dziecka (która obecnie jest w związku), pielęgnuje tę miłość, wymieszaną z żalem i bezsilnością, a do czego ja jestem mu potrzebna?
Nie wiem, pytałam, odpowiedzi nie dostałam.
Dzień dobry, Ponownie zwracam się do Państwa w sprawie relacji między mną a moim kolegą. Pisałam do Państwa już wcześniej. Rady, jakie wtedy otrzymałam były dla mnie bardzo pomocne. Pozwalają mi one na lepsze zrozumienie tego, co się dzieje. Za co dziękuję bardzo serdecznie. Otóż pomimo Jego deklaracji, że może jedynie ofiarować mi swoją przyjaźń wiem, widzę i czuję, że nie do końca to prawda. Nasza rozmowa szczera o tym, co się między Nami dzieje miała miejsce ponad miesiąc temu. Po dwóch dniach od niej gdzie ja postanowiłam dać sobie chwilę na przemyślenie czy dalej chce tkwić w tej nieokreślonej sytuacji, wydarzyło się kiła istotnych spraw. Najbliższe Jemu osoby, ze względu na stan zdrowia trafiły do szpitala. Byłam pierwszą osobą, z którą podzielił się tą informacją. Tamten dzień, a nawet cały tydzień gdzie był z jednej strony bardzo zestresowany i zagubiony, taki Sam w całej tej sytuacji a z drugiej gdzie nie chciał pokazać, że potrzebuje pomocy zmienił wszystko. Od tamtej chwili nie ma dnia, żebyśmy ze sobą nie rozmawiali. Rano witając się i życząc sobie dobrego dnia. Potem w ciągu dnia rozmawiając o wszystkim, żeby wieczorem tuż przed snem życzyć sobie dobranoc. W przeciągu tego miesiąca również i On zachorował i pozwolił się sobą zająć zaopiekować. Nie odpychał, bo wiedział że chyba to nie ma sensu, aby samemu być w tym wszystkim. A kiedy ja miałam wypadek samochodowy, to pokazał jak bardzo się o mnie martwi i troszczy. I chodź Sam wtedy leżał w domu z gorączką prawie 40 stopni Celsjusza to chciał być przy mnie, żeby wiedzieć, czy aby na pewno nie ucierpiałam podczas tego zdarzenia. Również, kiedy ze względu na wypadek trafiłam do szpitala na badania martwił się, czy nic poważnego mi się nie stało. Cały czas dopytywał czy już coś wiadomo i kiedy się będziemy mogli spotkać. Ostatnio widzieliśmy się na żywo. Kiedy tylko weszłam do pokoju, zauważyłam, jak się rozpromieniła na mój widok. Jak ucieszył, że jestem cała. Wtedy też przyznał się że tamten moment, w którym dowiedział się o moim wypadku, był bardzo straszny. Bo uświadomił sobie, że mogło by już mnie nie być. Nie zadeklarował oczywiście tego, czy chce, aby Nasza relacja się zmieniła i stała się relacją dużo bardziej głęboką opartą na czymś więcej niż przyjaźń. Jednak kiedy dopytywał się jak doszło do tego wypadku to widziałam jak bardzo denerwuje się tym, że ktoś mógł wyrządzić mi krzywdę. Nie wiem, czy powinnam coś zmienić w swoim zachowaniu względem Niego. Czy ponownie powinnam podjąć próbę rozmowy na temat Naszej relacji. I czy to może ja coś źle interpretuje w Jego zachowaniu w całej tej sytuacji. Bo być może On w taki właśnie sposób definiuje przyjaźń. Proszę o poradę. Dziękuję jeszcze raz za wszystkie wcześniejsze odpowiedzi.
Witam. Jestem w 11-letnim związku, mamy wspólne dziecko 5-letnie. Ja Mam 27 lat, partner 30. Różni nas to, że on zarabia dużo, jest po studiach, ma stała pracę, a ja mam skończoną szkołe średnią, matury nie udało mi się zdać. Pracuję na umowie zleceniu na niepełny etat. Mamy wspólny dom, 1/4 udziałów jest moja. Problem tkwi w tym, że mu strasznie przeszkadza to, że mam słabe wykształcenie, nie może tego zaakceptować i tego, że za mało zarabiam.. Byliśmy na wspólnych wakacjach, wróciliśmy, a on zaczął mówić, że nie jest ze mną szczęśliwy, że ja niszę rodzine, że się nie starałam w życiu i przez to mam tak ciężko z dobrą pracą. On chce mnie zostawić, ja jestem załamana i płaczę ciągle.. Czy można to jakoś naprawić?

