
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Jak radzić sobie z...
Jak radzić sobie z nadmierną zazdrością w związku?
W jaki sposób poradzić sobie z nadmierną zazdrością w związku?
Marta Tarasiuk
Dzień dobry,
zazdrość w związku to temat dość obszerny. Myślę, że jest na to sposób, jednak warto się przyjrzeć tematowi zazdrości w związku w ramach psychoterapii. Zazdrość może wynikać z różnych źródeł, np. ze stylem przywiązania, który wytworzył się w dzieciństwie, może to być także kwestia nadmiernej kontroli partnera, może też być to temat uzasadnionej zazdrości, albo zazdrości wynikającej z poczucia bycia samotnym w związku czy brakiem uwagi ze strony partnera. Czasem pomaga szczera rozmowa z partnerem/partnerką, o swoich obawach, opierająca się na zrozumieniu i zaufaniu.

Zobacz podobne
Partner wyjeżdża do rodziny, a ja czuję zazdrość i odrzucenie – jak sobie z tym poradzić?
Mieszkam z moim partnerem dość daleko od miejsca zamieszkania jego rodziny. Mój partner kilka razy w roku wyjeżdża do swojej rodziny na tydzień lub dwa. Ja nie jadę z nim, bo nie odczuwam takiej potrzeby i wolę ten czas spędzić w inny sposób. Jestem trochę zazdrosna o te wyjazdy. Z jednej strony rozumiem jego potrzebę kontaktu z rodziną. Z drugiej czuję się trochę samotna i odrzucona gdy on jedzie. Mam niby świadomość, że jego wyjazdy wynikają z chęci kontaktu z rodziną, a nie z jakiegoś urazu względem mnie. Ale mimo tego jestem smutna i zła gdy on jedzie. Mam też czasem wrażenie, że on tam jedzie aby zrobić mi na złość. Czasem się o to kłócimy. Zastanawiam się jak rozwiązać ten problem i co mogę zrobić po swojej stronie, aby lepiej przeżywać ten czas oraz lepiej się dogadywać z partnerem w tej kwestii.
Czy oglądanie filmu '365 dni' z 13-letnim dzieckiem jest właściwe?
Witam, moja partnerka ogladala wraz z synem 13 letnim film “365”. Nie potrafie uzasadnic tego dlaczego uwazam to za nienormalne - nie potrafie jej wyjasnic slowami. A ponadto zastanawiam sie czy moja ocena jest sluszna. Ona natomiast stwierdzila, ze chciala pokazac synowi jak wyglada prawdziwa milosc… jestesmy z zupelnie innych planet…
Moja sytuacja wygląda tak. Mieszkam z teściami partnera. Mamy 1.5 roczną córkę
Moja sytuacja wygląda tak. Mieszkam z teściami partnera. Mamy 1.5 roczną córkę z partnerem. Do tej pory życie nasze było super, wychodziliśmy raz na jakiś czas gdzieś z partnerem rozerwać się, a teściowa pilnowała wtedy córkę (druga babcia, moja mama, nie wchodzi w grę, bo moja córka się jej boi, rzadko się widują i dlatego). Od jakiegoś czasu jestem pokłócona z teściami partnera i to grubo i teściowa podczas kłótni wypomniała mi to, że pilnowała małą i że od teraz już nie będzie i rzeczywiście tak jest. Teraz nigdzie nie wychodzę z domu, bo nie mam jak. Z partnerem też nigdzie, bo ma taką pracę, że dużo czasu mu zajmuje. Jedynie na jakieś zakupy, ale to tylko z dzieckiem i to jeszcze raz na jakiś czas, ale już nawet takie zakupy mnie nie cieszą. Mieszkam na wsi, nie mam prawka, więc nie mogę nigdzie sama z córką pojechać. Już moja psychika jest rozdarta na kawałki... Mam dość buntów córki. Tego, że ja zajmuje się nią prawie 24h/7 jestem wykończona psychicznie i jeszcze to, że siedzę non stop w domu i relacja z partnerem też mi się pogorszyła o to, bo ostatnio dużo płaczę, bo już nie wytrzymuje, a on twierdzi, że wymyślam i że non stop nic mi nie pasuje. Nie rozumie mnie w ogóle. Swoją zmianę tłumaczy brakiem czasu. Dodatkowo mamy w drodze kolejną dzidzię. Nie wiem, jak moja psychika to wytrzyma. Już teraz mam złe myśli, nic mnie bardzo nie cieszy, ale jedynie od tych myśli odpędza mnie fakt, iż mam taką cudowną córkę i drugie dziecko w drodze. Ale moja psychika już nie wytrzymuje i partner dodatkowo się zmienił i mało bardzo czasu spędzamy razem. Wcześniej nawet jak nie miał czasu, to jeździłam z nim gdzieś, gdzie jeździł w sprawach służbowych i tak spędzaliśmy razem czas, a wtedy teściowa pilnowała małą i wtedy było okey z moją psychiką, bo mogłam odpocząć od małej i spędzić czas z partnerem. Nie ważne jak, ważne, że z nim sam na sam bez dziecka. Co mam zrobić, żeby czuć się lepiej? Najczęściej potrafię być tylko na chwilę szczęśliwa z czegoś, a potem znów wraca zły stan psychiczny, smutek i przygnębienie. Czy to może być depresja??
Czuję się samotna, bezsilna, jestem wykończona. Trafiałam na przykre doświadczenia, jestem uzależniona od substancji. Wszyscy zostawiają mnie samą - proszę o pomoc
Jak mam sobie poradzić sama? Gdzie znaleźć kogoś, kto będzie chciał ze mną utrzymywać relacje? Moi rodzice w dzieciństwie traktowali mnie dobrze, później relacje z nimi pogorszyły się zupełnie. Wyrzucili mnie z domu i na gwałt musiałam szukać innego lokum. Potem donieśli na mnie do OPSu, bo syn w okresie buntu trochę pomarudził i olaboga, trzeba ratować. Potem trafiłam na toksycznego partnera, który był alkoholikiem. Z tego wszystkiego sama zaczęłam nadużywać pewnych substancji, żeby mieć siłę zmierzyć się z tym wszystkim. Aktualnie korzystam z tego sporadycznie, czego obecny partner nie rozumie. Sam będąc straumatyzowany, co większy problem, ucieka zostawiając mnie samą. Przyjaciółka, której bardzo pomagałam traktowała moje rady jako sterowanie i też zakończyła relacje. Brat, który widział mnie w stanie największego załamania, z pogardą stwierdził, że moja rozpacz jest od narkotyków i też mnie porzucił. Czuję się bardzo samotna, pozostawiona z "bałaganem", na który nie mam już siły. Wszyscy się ode mnie odwracają, wymagają więcej niż jedna kobieta jest w stanie udźwignąć. Nieważne jak się staram, nikt mnie nie docenia. Od połowy sierpnia marzę, żeby już to się skończyło, żeby ktoś przez przypadek mnie potrącił, żebym padła z przemęczenia.
Jak przestać nadmiernie zabiegać o uwagę innych i odnaleźć własną wartość?
Przychodzę z pytaniem, jak mam przestać nadmiernie o kogoś zabiegać? Za każdym razem, kiedy mam jakiegoś nowego znajomego, albo jest to ktoś na kim mi zależy, zawsze piszę do nich bardzo długie wiadomości jak to mi na nich zależy, co robię nie za często, ale się zdarzy bo boję się, że inaczej ich stracę. Ja w życiu nie dostałam od nikogo takiego czegoś. Może raz, ale to było na urodziny, i prawdopodobnie ta osoba się ze mnie wyśmiewała, ponieważ już nie mam z nią kontaktu. To samo jest na żywo, przynoszę innym coś co lubią, zapamiętuje małe rzeczy, oni nie. Jestem jak tylko jakieś wypełnienie dla innych, nigdy nie byłam dla kogoś na tyle ważna, aby ktoś o mnie się martwił. Z każdym problemem zawszę musiałam uporać się sama, nawet jeśli ja już o tą pomoc nawet błagałam, bo był moment w moim życiu kiedy chciałam to wszystko skończyć z braku sił i mimo, że jest o wiele lepiej niż wtedy, dalej czuję pustkę. Nawet jeśli mam wielu przyjaciół, czuję jakbym ich w ogóle nie miała. Naprawdę chciałabym przestać tak martwić się o innych, bo mimo to, że widzę ze nikt nie będzie się o mnie tak troszczył, to i tak daję z siebie wszystko, aby tylko ktoś mnie nie zostawił. Ja już nie mam na to sił. Chcę, by ktoś też widział we mnie człowieka, że ja też potrzebuję wsparcia od bliskiej mi osoby, ale nie, bo każdy ma tą swoją osobę na pierwszym miejscu. Ja nigdy nie byłam na czyimś pierwszym miejscu, bo nigdy nie byłam, ani nie będę tego wart.

