Left ArrowWstecz

Jak pogodzić przyjaciół i troskę o męża unikającego stresu po leczeniu raka prostaty?

Mąż miał raka prostaty który został usunięty. Od prawie 2 lat jest wszystko OK. Zaznaczył że lekarz twierdził żeby unikałl stresu i nerwowego trybu życia. Mam paru przyjaciół których mąż nie nawidzi i nie życzy abym ich zaprosiła do nas . Ja często jestem ich gościem i strasznie mi głupio że ich nie zapraszam do siebie. Raz aby rozwiązać problem zaprosiłam ich na obiad do restauracji ale nie stać mnie znowu na taki gest dla 9 cioro osób. Co mam robić skoro mąż wścieka się na jakąkolwiek wzmiankę o nich. Pozdrawiam -Lisa
User Forum

Anonimowo

11 miesięcy temu
Justyna Bejmert

Justyna Bejmert

Dzień dobry,

 

Rozumiem, że znalazła się Pani w trudnej sytuacji - z jednej strony ważne są dla Pani relacje z przyjaciółmi, z drugiej nie chce Pani wchodzić w konflikt z mężem, który przeszedł poważną chorobę.

 

Być może pomocne będzie spojrzenie na tę sytuację nie w kategoriach „kto ma rację”, ale jako próbę znalezienia równowagi. Mąż może mieć swoje granice - być może związane ze stresem czy wcześniejszymi doświadczeniami - ale Pani także ma prawo do podtrzymywania relacji, które są dla Pani ważne. Nie musi Pani organizować dużych spotkań, jeśli to obecnie zbyt trudne. Czasem wystarczy krótka kawa, spacer czy spotkanie poza domem, niekoniecznie zawsze w pełnym gronie.

 

To, że nie zaprasza Pani przyjaciół do siebie, nie oznacza, że robi Pani coś złego. Wystarczy prosty komunikat, że obecnie taka jest sytuacja domowa - nie musi się Pani z tego tłumaczyć. Może warto też spróbować spokojnej rozmowy z mężem - nie po to, by go przekonywać, ale by podzielić się swoimi uczuciami i potrzebą wsparcia, którą dają Pani inni ludzie. 

 

Pozdrawiam serdecznie,

Justyna Bejmert

Psycholog

11 miesięcy temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Dominika Płoucha

Dominika Płoucha

Dzień dobry, mąż dostał od lekarza sugestię, że ma nie prowadzić nerwowego trybu życia i unikać stresu, a nie Pani znajomych. Może warto porozmawiać z nim i spróbować zrozumieć dlaczego, Ci znajomi tak go ,,denerwują”, co w nim poruszają? Myślę, że jest jeszcze jedna opcja, mąż może opuścić dom na ten jeden dzień /wieczór i odwiedzić swoich znajomych, czy rodzinę lub po prostu spędzić czas sam, jeżeli nie jest gotowy zmierzyć się z uczuciami, jakie wywołują w nim Pańscy znajomi.

11 miesięcy temu
Patrycja Andryszczyk

Patrycja Andryszczyk

Droga Pani Liso,


dziękuję za Pani wiadomość i zaufanie. Opisała Pani sytuację, która z jednej strony dotyka sfery relacji i życia towarzyskiego, a z drugiej – niesie ze sobą trudne emocje związane z chorobą nowotworową, przez którą przeszedł Pani mąż.

 

Z doświadczenia psychoonkologicznego wiemy, że okres po zakończeniu leczenia onkologicznego – nawet gdy wszystko jest już „w porządku” – to czas, który często wymaga dostosowania się do nowej rzeczywistości. Choroba, nawet pokonana, potrafi odcisnąć ślad w psychice – zarówno chorego, jak i jego bliskich.

 

To, że lekarz zalecił Pani mężowi unikanie stresu, jest zrozumiałe z medycznego punktu widzenia. Jednak nie oznacza to, że wszystko, co odbiega od jego preferencji, musi być traktowane jako potencjalne zagrożenie. Reakcja silnej złości wobec samej wzmianki o bliskich Pani osobach może świadczyć o tym, że u Pani męża pozostało wysokie napięcie emocjonalne, być może również nieprzepracowany lęk związany z chorobą, utratą kontroli lub bezpieczeństwa.

 

Z drugiej strony, Pani potrzeba kontaktu z przyjaciółmi, swobody w relacjach i równowagi emocjonalnej jest absolutnie ważna i zasługuje na miejsce w tym układzie. Rezygnowanie z własnych więzi społecznych, by chronić spokój partnera, może z czasem prowadzić do poczucia osamotnienia, frustracji, a nawet pogorszenia Pani samopoczucia.
 

Pani gest – zorganizowanie wspólnego spotkania w restauracji – był piękną próbą kompromisu. Jednocześnie rozumiem, że nie jest to rozwiązanie, które można powtarzać regularnie, zwłaszcza jeśli wiąże się z obciążeniem finansowym.

 

Warto byłoby, w miarę możliwości, porozmawiać z mężem nie tyle o konkretnych osobach, co o emocjach i potrzebach, jakie za tym stoją – zarówno jego, jak i Pani. Czasem pomocne bywa zadanie pytań typu:

 

“Czego dokładnie się boisz, kiedy mówię o tych osobach?”

“Co by Ci pomogło poczuć się spokojniej, kiedy mam z nimi kontakt?”

“Jak moglibyśmy znaleźć sposób, by oboje czuli się wysłuchani?”

 

Jeśli rozmowa nie jest możliwa lub kończy się konfliktem, rozważenie wsparcia psychologa lub psychoonkologa (nawet indywidualnie) mogłoby pomóc Pani uporządkować emocje i wzmocnić siebie w tej sytuacji. Czasem wystarczy jedno spotkanie, by odnaleźć nowe spojrzenie i siłę do dalszego działania.
 

Choroba jednego z partnerów nie musi oznaczać zawieszenia potrzeb drugiego. Wręcz przeciwnie – zdrowa, wspierająca relacja to taka, w której obie strony mogą czuć się bezpieczne, autentyczne i szanowane.

 

Jestem pewna, że działa Pani z troską zarówno o siebie, jak i o męża. 

 

Z życzliwością i ciepłem,

Patrycja Andryszczyk 

Psychoonkolog

11 miesięcy temu
Justyna Orlik

Justyna Orlik

Cześć,


widzę, że jesteś rozdarta pomiędzy lojalnością wobec męża a potrzebą bliskich relacji z przyjaciółmi. 

Rozumiem, że martwisz się o zdrowie męża i chcesz ograniczać sytuacje, w których mógłby się zestresować, ale relacje z przyjaciółmi są Twoim sposobem na regenerację. Odmawianie sobie ich obecności ze strachu przed wybuchem złości partnera może z czasem prowadzić do narastającej frustracji, poczucia winy i w rezultacie do osamotnienia.


W każdej relacji jednym z ważniejszych aspektów jest równowaga. W tym wypadku dotyczy ona Waszych granic i wzajemnego szacunku do nich. 

Twoje potrzeby nie są przeciwko niemu. Wspierają Cię. Może istnieje jakaś przestrzeń, w której możesz powiedzieć swojemu partnerowi o tym, jak się czujesz i jak wpływa na Ciebie niemożność zaproszenia przyjaciół do Waszego domu? 

Kolejne miejsce Twojej opowieści, które mnie zatrzymuje, dotyczy też Twoich przyjaciół. Czy oni wiedzą o reakcjach Twojego męża? Czy wiedzą też, że zaproszenie 9 osób do restauracji to duży wydatek, na który być może Cię nie stać? 


Pozdrawiam,

Justyna Orlik, psychoterapeutka Gestalt

11 miesięcy temu
Ewa Konieczna

Ewa Konieczna

Dzień dobry,

 

Dziękuję, że dzieli się Pani tak osobistą sytuacją, która pokazuje Pani wrażliwość i troskę zarówno o relację z mężem, jak i o przyjaźnie, które są dla Pani ważne.

Z perspektywy psychologa i terapeuty par, to co Pani opisuje, dotyka bardzo delikatnego obszaru, jakim jest równowaga między lojalnością wobec partnera a zachowaniem własnych granic i potrzeb emocjonalnych w tym przypadku potrzeby kontaktu z bliskimi Pani ludźmi.

 

Nie da się przecenić wpływu choroby nowotworowej na psychikę nawet po skutecznym leczeniu. Lęk przed nawrotem, potrzeba kontroli, unikanie stresu to często powoduje, że osoba może stawać się bardziej drażliwa, wycofana lub nawet zaborcza w relacjach. Dla Pani męża pewne sytuacje (nawet towarzyskie) mogą być odbierane jako zagrożenie dla jego równowagi psychicznej. Ale ważne jest, aby Pani mąż wiedział, że uniknięcie stresu nie oznacza kontrolowania otoczenia i odsuwania Pani od źródeł wsparcia, które są Pani potrzebne.

 

Pani potrzeby też są ważne i to naturalne, że chce Pani pielęgnować swoje przyjaźnie. Ludzie, z którymi czuje się Pani dobrze, dają siłę i motywację, której również Pani potrzebuje. Nie tylko jako żona osoby po chorobie, ale jako kobieta, człowiek. Długotrwałe tłumienie tej potrzeby może prowadzić do frustracji, poczucia winy i oddalania się emocjonalnego od męża.

 

Miłość partnerska nie oznacza rezygnacji z siebie, ale szukanie takiego rozwiązania, które pozwala obojgu czuć się widzianym, słyszanym i bezpiecznym. Jeśli czuje Pani, że ten temat przytłacza, sugeruję spokojną rozmowę z mężem poza konfliktem, a dla Pani ważne, aby mieć swoją przestrzeń, w której Pani potrzeby też mają znaczenie.

 

Pozdrawiam serdecznie,

mgr Ewa Konieczna

Psycholog, seksuolog, terapeuta par.

11 miesięcy temu
komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Przez jeden głupi błąd, straciłem znajomość, na której mi zależy. Czy mogę coś jeszcze zrobić?
Moja historia jest dość ciekawa a teraz przerodzila się w ciezka sytacje z która slabo sobie radze. Jakis czas temu poznałem dziewczyne na portalu randkowym. Niczego nie zakladalem ani nie wykluczałem. Podchodzilem do tej relacji na luzie. Pisalismy ze sobą dwa tygodnie zanim doszło do spotkania. Ola już na samym początku chciała się spotkać, zapraszala mnie do swojego mieszkania albo zebym chociaż chciał wybrać się na kawe. Studzilem jej zapedy i mowielm ze jak na razie nie mam czasu itd. Zalezalo mi na tym aby najpierw sprawdzić co to za dziewczyna zanim zaczne w ogole myslec ze jest warta mojej uwagi. W końcu po dwóch tyfodniach pisania pojechałem do jej mieszkania i się spotkaliśmy. Kupilem dobre wino, siedzielsmy od 20 do 6 rano rozmawiając, poznawajac się itd. Wszystko zakonczylo się seksem a rano poszliśmy do miejscowej knajpy na sniadanie. Tak rozpoczela się ta relacja, która była powoli budowana. Ola zaprosila mnie na koncert ale miała tylko jeden bilet wiec ja kupiłem drugi aby nie było jej przykro isc samej z czego się ucieszyla. Nastepnego dnia zaprosila mnie na kawe a ja w ramach rekompensaty za koncert zaprosiłem ja do teatru z czego była bardzo zadowolona. Ogolnie powiedziała ze nikt przedtem czegos takiego dla niej nie zrobil. Ogilnie miała zle doświadczenia z facetami bo zazwyczaj ja wykorzystwali i zostawiali. Po prostu uprawiali z nia seks przez jedna noc a później znikali. Nie sadzila ze spotka kogos takiego jak ja, kto ma ine podejście i ze szanuje ja jako osobe itd. Nikt nigdy nie odwozl jej do domu albo przyjechal po nia. Jak bywala w knajpach to ona zazwyczaj placila. Po prostu nie miała szczęścia do mężczyzn a ja chciałem jej pokazac ze nie wszyscy tacy sa. Nasza relacja się budowala. Spotykalismy się raz w tygodniu albo dwa razy aby nie zabic zainteresowania i abyśmy za sobą tęsknili. Wszystko szlo w dobrym kierunku do czasu az przyszlo nam się spotkać dwa tygodnie temu. Mielismy się spotkać w czwartek na kawe a w piątek miałem przyjechać do niej aby spedzic mily wieczor. Ola napsiala ze kupi seksowną bieliznę wiec pewnie byłoby fajnie. Niestety wtedy w czwartek popelnilem duzy blad. Wczesniej Ola ustalila ze mna ze nie jesteśmy w związku ale jak spotykamy się ze sobą to nie rozwijamy zadnych nowych znajomości i jak sypiamy ze sobą, to tylko ze sobą i z nikim innym. Zgodzilem się na to. Jednoczesnie opowiedzieliśmy sobie o naszych dotychczasowych znajomościach. Ona miała jakiegoś tam kumpla od tanca z którym raz się przespala a ja kosmetyczke do której chodze raz w miesiącu i tez zdarzylo mi się z nia wyladowac w lozku kilka razy. Nie zamykaliśmy się te znajomsci ale postawiliśmy sprawę jasno ze jak będziemy się spotykać z tymi osobami to nic miedzy nami a tymi osobami nie będzie. W czwartek jak mielismy isc na ta kawe Ola spytala się mnie na która mam kosmetyczke w piątek czyli tego samego dnia kiedy mielsimy się spotkać. Odpowedzialem ze w piątek o 18 a Ola ze spoko bo ogarnie sobie angielski w międzyczasie. Wtedy dodałem cos czego będę zalowac do końca zycia. Ta kosmetyczka powiedziała mi ze jak przyjdę do niej w piątek na wizyte to mam się ladnie ubrać a ja powiedziałem o tym Oli. Ona się zdenerwowala bo wygladalo to tak, jakbym chciał wzbudzić w niej zazdrość. Ogolnie powiedziała ze dla iej to najdziwniejsza sytacja z kosmetyczką ever ze jest jej niedobrze itd. Do spotkania nie doszło ani w czwartek ani w piątek. Pisalem jej ze to zwykle nieporozumienie itd. Ale nie chciała sluchac. Nie odzywala się do mnie prawie wcale a jak się odzywala to ten kontakt był mega oschly. Poweidziala ze to koniec naszej znajomości. Ja nie dawałem za wygrana bo zaczelo mi na niej zalezec i chciałem jej to wytlumaczyc. Ona stawala przy swoim ze ona to przemyslala i nie mamy o czym rozmawiać. 2 grudnia miała urodziny i zalezalo jej na tym, abyśmy spędzili ten czas razem. Mielismy ubrać razem choinke, upiec piernik itd. Niestety przez tą cala sytacje nie byłem w stanie tego zrobić a ona dalej przystawala przy tym ze to koniec. Pojechalem do niej z prezentem urodzinowym i tortem. Otworzyla mi, porozmawialiśmy, zebrałem opierdziel ale jednocześnie powiedziała ze cieszy się ze przyjechałem, ze nie odpuscilem i ze nie dalem za wygraną. Ucieszylem się ale jednocześnie dodala ze potrzebuje czasu. Zapalila mi się czerwona lampka. No bo jeśli powiedziała ze potrzebuje czasu to znaczy ze jest na nie ale pomyslalem ze ok, jeśli potrzebuje czasu to ja tez dam sobie ten czas aby pewne rzeczy przemyslec i poprawić. Od 2 grudnia do 5 grudnia nie odzywałem się, dawałem jej ten czas ale jednocześnie chciałem jej pokazac ze mi zależy i ze o niej pametam. Zamówilem bukiet roz z dostawa do mieszkania. Zadzwonila do mnie ucieszona i zaskoczona. Powiedziala ze nie zasluzyla ale była zadowolona. Rozmawialismy przez 15 minut i powiedziała ze spotkamy się w przyszłym tygodniu, czyli w tym i chce teraz absymy się bardziej poznawali jak ludzie a żeby seksu było mniej bo myśli ze przez seks doszło do tej sytacjiz kosmetyczka. Przez telefon nie dalo się wyczuć zze cos jest nie tak, była bardzo zadowlona, rozmowa yla przyjemna, pożegnaliśmy się czule i tyle. Od 5 grudnia do wtorku 12 grudnia była cisza. Jak rozmawialiśmy 5 grudnia to mowila ze w weekend ma impreze firmowa a na weekend przyjezdza do niej mama wiec nie chciałem jej zawracać glowy. 12 grudnia sam napisałem bo już trochę ta cisza trwala za długo. Spytałem jak jej mija dzień, czy czuje już klimat swiat, czy ubrala choinke itd. Powiedziala ze nie, nie czuje, nie chce i ze ma chujowy okres. Powiedzialem ze niech sobie zrobi kubek gorącego kako albo hrzaniec z dodatkiem mojego towarzystwa a na pewno poczuje się lepiej. Odparla ze dziekuje ale nie. Dodala ze nie chce tego dluzej przedluzac i trzymać mnie w niepewności i ze chce zakonczyc ta znajomość. Ze nie ma teraz dobrego czasu. Ze mamy inne charatkery pomimo ze wcześniej az była zdziwiona ze tyle nas laczy z dnia na dzień coraz wievej i więcej. Ze przed wigilia należy oczyszczac atmosferę wiec to jej „sprzątanie”. Ze sobie kogos znajde itd. Odparlem ze to trcohe dziwne bo mowila ze cieszyla się ze nie odpuscilem, nie dalem za wygrana, później jak dalem jej te kwiaty, to mowila ze chciałaby abyśmy teraz się bardziej poznawali a nie uprawiali seks i miałem taki metlik w glowie. Powiedziala ze była zaskoczona tymi kwiatami jako prezentem którego nie powinna była dostać ale ze nie chce tego więcej rozkrecac. Pozniej napisala ze tego nie czuje i nie chce. Ze czula się zobowiazana przez te kwiaty ale nie będzie robic nic wbrew swojej woli i ze nie chce się teraz w nic angazowac ze nie ma na to sily ani czasu. Podziekowala za wspólnie spędzony czas, ze było bardzo milo i papa. Nie mogę się z tym pogodzić bo przez swoja glupote stracilem taka znajomsc, która zaczynala być dla mnie wazna. Nie wiem czy mogę cos jeszcze zrobić. Wydaje mi się ze nie ale może ktoś z was ma jakies pomsly. Caly czas mi na niej zależy ale wiem tez ze serce nie sluga i nie ma co się kopac z koniem. Nie mogę się z tym pogodzić ani psychicznie poradzić a meczy mnie to bardzo.
Mam 14 lat i chciałabym wejść w związek z byłym chłopakiem. Czy to dobry pomysł?
Mam 14 lat i nie wiem co mam zrobić. Kiedyś w szkole poznałam pewnego chłopaka i weszliśmy w związek, ale zerwaliśmy. Mówił mi, że dalej mu się podobam i on teraz chyba znów mi się zaczyna podobać. Czy to dobry pomysł, żeby zacząć wszystko od nowa? Sądzę, że byliśmy wtedy młodsi i nie do końca wiedzieliśmy, co robimy, a teraz zaczynamy dorastać, ale nie jestem pewna czy tak jest, dlatego proszę o pomoc w tej kwestii. Co powinnam zrobić?
Chcę odejść od męża, ponieważ jestem bardzo nieszczęśliwa i cierpiałam przez lata. Mąż nie pozwalał mi na życie, wiecznie oskarżał. Chcę być szczęśliwa.
Jestem 16 lat po ślubie. Spotykaliśmy się przez 2 lata przed ślubem. Ja jestem Polką, a mąż Meksykaninem. Ja mam 38 lat, a on 41. Mamy 14 letnią córkę. Mąż od samego początku był głupio zazdrosny i mi nie ufał. Zawsze mi powtarzał, że on nie ufa nikomu włącznie ze mną. Jedyną osobą, której ufa to jego mama. Męża zadrość to nie była tak tam sobie normalna zazdrość. Zawsze byłam obwiniana o zdradę. Widział w swojej głowie, wmawiał sobie rzeczy, których nie było. Byłam oskarżona o potencjalną zdradę, bądź flirtowanie prawie ze wszystkimi naszymi znajomymi (mężczyznami), jego bratankiem, mojej macochy synem. Jeśli mężczyzna na mnie spojrzał na spacerze, to ja musiałam słuchać jak to ja go sprowokowałam, żeby na mnie spojrzał. Jak jechaliśmy na rowery, to zakładał, że ja jadę i gapię się na wszystkich mężczyzn kierowców. Jak pracował na nocki, to wmawiał sobie i mnie, że ja pewnie kogoś do domu przyprowadzam. Ja nie mogłam mieć znajomych w sensie, żeby wyjść sobie na kawę z koleżankami z pracy, bo podejrzewał, że byłam z facetem, więc nigdy nie chodziłam. Nie chodziłam na żadne imprezy świąteczne w pracy, zawsze znajdowałam wymówkę, żeby nie wyjść ze znajomymi, bo wiedziałam, że on powie nie i zrobi awanturę. Jeśli ktoś z pracy, ze znajomych zaoferował podwieźć mnie do domu pracy (mężczyzna) nie było w ogóle mowy. Musiałam się jego najpierw spytać, bo inaczej wiedziałam, że będzie awantura a i nawet jak spytałam, to mówił, że nie mogę, że mam autobus to żebym jechała autobusem. Nie mogę z nim rozmawiać o pracy. On mówi, że chce wiedzieć jak mi minął dzień, ale jak tylko wspomnę mężczyznę, to odrazu wielka gęba i sarkastyczne komentarze. Jak nie mam zasięgu na telefonie, to mnie obwiniał, że specjalnie wyłączałam i że pewnie gdzieś coś z kimś robiłam. Jak raz pojechałam do pracy autem, to mi sprawdził licznik i to źle na dodatek i po powrocie mi zrobił awanturę. Nie pamiętał ile było na liczniku, ale założył, że przejechałam za dużo mil i że pewno pojechałam do pracy, powiedziałam, że mam jakąś wizytę u lekarza i pojechałam sobie Bóg wie gdzie. Przez 18 lat razem, ani razu nie byłam na żadnych świątecznych imprezach. W zeszłym roku poszłam na galę rozdania nagród z pracy. Elegancka impreza, obiad, garniturki, długie suknie. Mąż przez 3 dni się do mnie nie odzywał. Wiecznie mnie kontroluje i sprawdza. Do swego czasu, non stop mnie śledził na radarze, aż go wykasowałam z telefonu. Muszę mu zdawać sprawozdanie z każdego dnia. Mąż jest bardzo dobrym człowiekiem, dobrym ojcem, ciężko pracuje od dzieciństwa. Ja sobie zawsze wmawiałam, że ten malutki jego problem nie jest taki duży i skoro on nie może sobie z tym poradzić, to ja będę z tym jakoś radziła. Nigdy męża nie zdradziłam i nie dałam mu powodu, żeby tak się zachowywał. Zawsze mi powtarzał o każdej kłótni, jak ja już przeprosiłam za coś, czego nie zrobiłam, żebym nie dawała mu powodów to nie będzie kłótni. Żeby nie dawać mu powodów, musiałabym zamknąć się w domu. Wmawiałam sobie, że to jest mały problem, ja sobie z tym będę radziła, on nie musi skoro nie wie jak. Aż w końcu, po 18 latach, coś we mnie pękło. Od ponad roku, jedyne o czym myślę to jak ja bardzo chce zakończyć to małżeństwo. Jak ja chce mieć normalne życie, gdzie mówię mu "słuchaj, idę na kawę z koleżankami, wrócę kiedy wrócę" bez żadnych pretensji. Życie gdzie mówię, że mam party na wigilię w pracy i idę, bo mam ochotę. Po raz pierwszy od 18 lat poszłam na party w pracy na wigilię no to mnie oskarżył o zdradę, bo powiedziałam, że tańczyłam. Ja już od długiego czasu nie czuję się szczęśliwa. W pracy znajduje sie we łzach praktycznie non stop, co kiedyś mi się nie zdarzało. Jak mąż się do mnie zbliża to ja go nie chce, a kiedyś pomimo tych okropnych momentów, zawsze się tuliliśmy, siedzieliśmy razem, robiliśmy wszystko razem. Jak mąż mnie całuje, to nic nie czuje. Nie potrafię go całować tak jak kiedyś i myślę, żeby przestał. W ogóle nie mam pragnienia na seks, a jak już dojdzie do seksu, to robię to tylko dlatego, że wiem, że on potrzebuje. Leżę i myślę kiedy on skończy, żeby jak najszybciej. Mąż zawsze lubił wymyślać różności podczas seksu i czasem nie miałam z tym problemu, a czasem nie chciałam, ale i tak zawsze było po jego myśli bo wiedziałam, że jeśli coś powiem to się obrazi. Teraz, nie mam ochoty na żadne zabawy przed, bądź w trakcie seksu. Mam orgazm, ale za nim co, to nic nie czuje. Leżę tam praktycznie jak kłoda i zaciskam pięści. Mąż myśli, że to się da naprawić, jak mnie strasznie kocha, ale ja czuję, że on mnie odepchnął na maxa i że już nie ma odwrotu. Nawet jeśli byłby mniej zazdrosny, jak ja mogę być szczęśliwa w związku, gdzie nie mam do niego takich uczuć jak miałam. Szkoda mi go, dlatego to dalej ciągnę, ale nie mam do niego uczuć. Poza tym, w przeciągu ostatniego roku, jak te przypadki się nasiliły, zbliżyłam się do kolegi w pracy. Nic nie zrobiłam, bo uważam że to nie w porządku zdradzić kogoś. Jedynie co to mnie kilka razy przytulił jak płakałam, a tak po za tym to nic. Dużo rozmawialiśmy, bo też przeszedł przez coś podobnego i dzień po dniu obudziły się we mnie do niego uczucia, silne uczucia i w nim również. Widzę siebie z kolegą, ale nie odrazu. Najpierw chciałabym czasu sama. Widzę, że mogłabym być znowu szczęśliwa, ale żal mi męża i nie wiem co mam zrobić. Jeśli z mężem zostanę, to będzie tylko dlatego, że mi go szkoda, ale w głębi duszy wiem, że nigdy nie będę szczęśliwa i nigdy nie będzie tak jak było. Córka też przez to wszystko cierpi, bo widzi jak się od siebie odsunęliśmy, widzi, że ja cierpię, widzi mnie za często we łzach.
Jak zachęcić partnera do zaprzestania picia i podjęcia leczenia
Dzień dobry, w jaki sposób mam zachęcić partnera do zaprzestania picia i rozpoczęcia leczenia
Co mogłabym zrobić aby pozbyć się leku strachu i obwiniania się o całe zło które to mój były partner który jest alkoholikiem wpajał mi że jestem nic nie warta
komunikacja

Umiejętności komunikacyjne – klucz do skutecznej komunikacji

Skuteczna komunikacja to klucz do sukcesu w życiu osobistym i zawodowym. W tym artykule przyjrzymy się bliżej temu, czym są umiejętności komunikacyjne, jaką rolę odgrywają w naszym życiu i jak możemy je rozwijać.