Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak pogodzić przyjaciół i troskę o męża unikającego stresu po leczeniu raka prostaty?

Mąż miał raka prostaty który został usunięty. Od prawie 2 lat jest wszystko OK. Zaznaczył że lekarz twierdził żeby unikałl stresu i nerwowego trybu życia. Mam paru przyjaciół których mąż nie nawidzi i nie życzy abym ich zaprosiła do nas . Ja często jestem ich gościem i strasznie mi głupio że ich nie zapraszam do siebie. Raz aby rozwiązać problem zaprosiłam ich na obiad do restauracji ale nie stać mnie znowu na taki gest dla 9 cioro osób. Co mam robić skoro mąż wścieka się na jakąkolwiek wzmiankę o nich. Pozdrawiam -Lisa
User Forum

Anonimowo

10 miesięcy temu
Justyna Bejmert

Justyna Bejmert

Dzień dobry,

 

Rozumiem, że znalazła się Pani w trudnej sytuacji - z jednej strony ważne są dla Pani relacje z przyjaciółmi, z drugiej nie chce Pani wchodzić w konflikt z mężem, który przeszedł poważną chorobę.

 

Być może pomocne będzie spojrzenie na tę sytuację nie w kategoriach „kto ma rację”, ale jako próbę znalezienia równowagi. Mąż może mieć swoje granice - być może związane ze stresem czy wcześniejszymi doświadczeniami - ale Pani także ma prawo do podtrzymywania relacji, które są dla Pani ważne. Nie musi Pani organizować dużych spotkań, jeśli to obecnie zbyt trudne. Czasem wystarczy krótka kawa, spacer czy spotkanie poza domem, niekoniecznie zawsze w pełnym gronie.

 

To, że nie zaprasza Pani przyjaciół do siebie, nie oznacza, że robi Pani coś złego. Wystarczy prosty komunikat, że obecnie taka jest sytuacja domowa - nie musi się Pani z tego tłumaczyć. Może warto też spróbować spokojnej rozmowy z mężem - nie po to, by go przekonywać, ale by podzielić się swoimi uczuciami i potrzebą wsparcia, którą dają Pani inni ludzie. 

 

Pozdrawiam serdecznie,

Justyna Bejmert

Psycholog

10 miesięcy temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Dominika Płoucha

Dominika Płoucha

Dzień dobry, mąż dostał od lekarza sugestię, że ma nie prowadzić nerwowego trybu życia i unikać stresu, a nie Pani znajomych. Może warto porozmawiać z nim i spróbować zrozumieć dlaczego, Ci znajomi tak go ,,denerwują”, co w nim poruszają? Myślę, że jest jeszcze jedna opcja, mąż może opuścić dom na ten jeden dzień /wieczór i odwiedzić swoich znajomych, czy rodzinę lub po prostu spędzić czas sam, jeżeli nie jest gotowy zmierzyć się z uczuciami, jakie wywołują w nim Pańscy znajomi.

10 miesięcy temu
Patrycja Andryszczyk

Patrycja Andryszczyk

Droga Pani Liso,


dziękuję za Pani wiadomość i zaufanie. Opisała Pani sytuację, która z jednej strony dotyka sfery relacji i życia towarzyskiego, a z drugiej – niesie ze sobą trudne emocje związane z chorobą nowotworową, przez którą przeszedł Pani mąż.

 

Z doświadczenia psychoonkologicznego wiemy, że okres po zakończeniu leczenia onkologicznego – nawet gdy wszystko jest już „w porządku” – to czas, który często wymaga dostosowania się do nowej rzeczywistości. Choroba, nawet pokonana, potrafi odcisnąć ślad w psychice – zarówno chorego, jak i jego bliskich.

 

To, że lekarz zalecił Pani mężowi unikanie stresu, jest zrozumiałe z medycznego punktu widzenia. Jednak nie oznacza to, że wszystko, co odbiega od jego preferencji, musi być traktowane jako potencjalne zagrożenie. Reakcja silnej złości wobec samej wzmianki o bliskich Pani osobach może świadczyć o tym, że u Pani męża pozostało wysokie napięcie emocjonalne, być może również nieprzepracowany lęk związany z chorobą, utratą kontroli lub bezpieczeństwa.

 

Z drugiej strony, Pani potrzeba kontaktu z przyjaciółmi, swobody w relacjach i równowagi emocjonalnej jest absolutnie ważna i zasługuje na miejsce w tym układzie. Rezygnowanie z własnych więzi społecznych, by chronić spokój partnera, może z czasem prowadzić do poczucia osamotnienia, frustracji, a nawet pogorszenia Pani samopoczucia.
 

Pani gest – zorganizowanie wspólnego spotkania w restauracji – był piękną próbą kompromisu. Jednocześnie rozumiem, że nie jest to rozwiązanie, które można powtarzać regularnie, zwłaszcza jeśli wiąże się z obciążeniem finansowym.

 

Warto byłoby, w miarę możliwości, porozmawiać z mężem nie tyle o konkretnych osobach, co o emocjach i potrzebach, jakie za tym stoją – zarówno jego, jak i Pani. Czasem pomocne bywa zadanie pytań typu:

 

“Czego dokładnie się boisz, kiedy mówię o tych osobach?”

“Co by Ci pomogło poczuć się spokojniej, kiedy mam z nimi kontakt?”

“Jak moglibyśmy znaleźć sposób, by oboje czuli się wysłuchani?”

 

Jeśli rozmowa nie jest możliwa lub kończy się konfliktem, rozważenie wsparcia psychologa lub psychoonkologa (nawet indywidualnie) mogłoby pomóc Pani uporządkować emocje i wzmocnić siebie w tej sytuacji. Czasem wystarczy jedno spotkanie, by odnaleźć nowe spojrzenie i siłę do dalszego działania.
 

Choroba jednego z partnerów nie musi oznaczać zawieszenia potrzeb drugiego. Wręcz przeciwnie – zdrowa, wspierająca relacja to taka, w której obie strony mogą czuć się bezpieczne, autentyczne i szanowane.

 

Jestem pewna, że działa Pani z troską zarówno o siebie, jak i o męża. 

 

Z życzliwością i ciepłem,

Patrycja Andryszczyk 

Psychoonkolog

mniej niż godzinę temu
Justyna Orlik

Justyna Orlik

Cześć,


widzę, że jesteś rozdarta pomiędzy lojalnością wobec męża a potrzebą bliskich relacji z przyjaciółmi. 

Rozumiem, że martwisz się o zdrowie męża i chcesz ograniczać sytuacje, w których mógłby się zestresować, ale relacje z przyjaciółmi są Twoim sposobem na regenerację. Odmawianie sobie ich obecności ze strachu przed wybuchem złości partnera może z czasem prowadzić do narastającej frustracji, poczucia winy i w rezultacie do osamotnienia.


W każdej relacji jednym z ważniejszych aspektów jest równowaga. W tym wypadku dotyczy ona Waszych granic i wzajemnego szacunku do nich. 

Twoje potrzeby nie są przeciwko niemu. Wspierają Cię. Może istnieje jakaś przestrzeń, w której możesz powiedzieć swojemu partnerowi o tym, jak się czujesz i jak wpływa na Ciebie niemożność zaproszenia przyjaciół do Waszego domu? 

Kolejne miejsce Twojej opowieści, które mnie zatrzymuje, dotyczy też Twoich przyjaciół. Czy oni wiedzą o reakcjach Twojego męża? Czy wiedzą też, że zaproszenie 9 osób do restauracji to duży wydatek, na który być może Cię nie stać? 


Pozdrawiam,

Justyna Orlik, psychoterapeutka Gestalt

9 miesięcy temu
Ewa Konieczna

Ewa Konieczna

Dzień dobry,

 

Dziękuję, że dzieli się Pani tak osobistą sytuacją, która pokazuje Pani wrażliwość i troskę zarówno o relację z mężem, jak i o przyjaźnie, które są dla Pani ważne.

Z perspektywy psychologa i terapeuty par, to co Pani opisuje, dotyka bardzo delikatnego obszaru, jakim jest równowaga między lojalnością wobec partnera a zachowaniem własnych granic i potrzeb emocjonalnych w tym przypadku potrzeby kontaktu z bliskimi Pani ludźmi.

 

Nie da się przecenić wpływu choroby nowotworowej na psychikę nawet po skutecznym leczeniu. Lęk przed nawrotem, potrzeba kontroli, unikanie stresu to często powoduje, że osoba może stawać się bardziej drażliwa, wycofana lub nawet zaborcza w relacjach. Dla Pani męża pewne sytuacje (nawet towarzyskie) mogą być odbierane jako zagrożenie dla jego równowagi psychicznej. Ale ważne jest, aby Pani mąż wiedział, że uniknięcie stresu nie oznacza kontrolowania otoczenia i odsuwania Pani od źródeł wsparcia, które są Pani potrzebne.

 

Pani potrzeby też są ważne i to naturalne, że chce Pani pielęgnować swoje przyjaźnie. Ludzie, z którymi czuje się Pani dobrze, dają siłę i motywację, której również Pani potrzebuje. Nie tylko jako żona osoby po chorobie, ale jako kobieta, człowiek. Długotrwałe tłumienie tej potrzeby może prowadzić do frustracji, poczucia winy i oddalania się emocjonalnego od męża.

 

Miłość partnerska nie oznacza rezygnacji z siebie, ale szukanie takiego rozwiązania, które pozwala obojgu czuć się widzianym, słyszanym i bezpiecznym. Jeśli czuje Pani, że ten temat przytłacza, sugeruję spokojną rozmowę z mężem poza konfliktem, a dla Pani ważne, aby mieć swoją przestrzeń, w której Pani potrzeby też mają znaczenie.

 

Pozdrawiam serdecznie,

mgr Ewa Konieczna

Psycholog, seksuolog, terapeuta par.

9 miesięcy temu

Zobacz podobne

Mam ciągłą obsesję na punkcie szukania miłości. Z czego może to wynikać?
Mam ciągłą obsesję na punkcie szukania miłości. Z czego może to wynikać?
Chciałabym zakończyć relację z mężczyzną, który jest dziecinny, nie zarabia na siebie, nie ma między nami emocji, ja robię wszystko od rana do wieczora. Jednak boję się, że nie będę nigdy w lepszej sytuacji.
Nie mam z kim porozmawiać. Nie oczekuję, że ktoś to przeczyta. Nie znalazłam innego miejsca, gdzie mogę to napisać. Nie mam żadnych znajomych, koleżanek ani przyjaciółek. Mam faceta, mieszkamy razem. Z jego strony co prawda nigdy nie padło stwierdzenie, że jesteśmy parą/razem, ale wprowadził się do mojego mieszkania 10 lat temu i tak to trwa... Z jego strony nigdy nie padło żadne stwierdzenie na temat wspólnej przyszłości, nigdy nie padło stwierdzenie o ślubie, nie wspominając o dzieciach, o planach na przyszłość. On takowych nie ma. Żyje sobie z dnia na dzień nie myśląc o jutrze. Nie myśli o posiadaniu swojego mieszkania (chodzi mi o to, że mieszka u mnie i dla niego to nie problem). On nie planuje zmiany mieszkania, abyśmy mieli wspólne czy większe. Jeździ moim samochodem, co dla niego nie jest problemem. W weekend ja samochód umyję, wyczyszczę. Ja zajmuję się wszystkim, organizuję dom (ja gotuję, pranie, sprzątanie, remonty, etc.). Poproszenie go o naprawę czegokolwiek oznacza tygodniowe zrzędzenie i oczywiście nie kiwnięcie nawet palcem w danej sprawie, po czym się kłócimy i znowu problem na moich barkach. Kilkukrotnie zaproponowałam, że miło byłoby, gdyby coś ugotował, ponieważ 7 dni w tygodniu gotuję ja. Zaśmiał się, że może mi zupkę chińską przynieść ze sklepu jak sobie wstawię wodę w czajniku i tak ze wszystkim. Próbowałam nie gotować, nie prać. To nie problem ... je bułki cały dzień i zapija je monsterami, a z kosza na ubrania wyjmie gacie i włoży na lewą stronę; w taki sposób po jakimś czasie zmusza mnie prania itd. Seksu brak od początku. Najpierw nie chciałam, później stwierdziłam, że jak się jest przed 40-stką, to warto spróbować. Nie udaje się, nie idzie. On jest zbyt, z jednej strony dziecinny, bo komentarze kilkunastoletniego dziecka stykają się z tym, że on nie wie co robi, przez co jest bolesny. Zwracałam uwagę; najpierw sugestią, potem mówiąc wprost. Bez efektu, za każdym razem to samo. Jemu trzeba mówić krok po kroku co ma robić, tylko, że to i tak bez skutku.. Za każdym razem zawód, dlatego ograniczam bliskość na raz do roku. Nic nie czuję, wszystko dzieje się poza mną. :( Ostatnio w trakcie stwierdziłam, że to nie ma sensu po tym jak zaczął na głos zastanawiać się jakiego burgera zje w Burger Kingu. Na nic skupienie czy wyobrażanie sobie w głownie różnych rzeczy skoro ani orgazmu ani nawet nuty emocji. Próbowałam kilku sposobów, by coś zmienić; ale nic a on nie docenia. Zazwyczaj komentuje w jakiś - wg niego - zabawny, lecz dziecinny sposób niemający wiele wspólnego z romantyzmem. Zachowuje się na chłopaczek nastoletni ciągle zawstydzony wszystkim. Nigdy nie mogę z nim porozmawiać poważnie o nas, o naszym związku, dlatego o seksie również nie będę próbować. Już widzę to zawstydzenie na twarzy i pytanie czy mamy słoik ogórków kiszonych, bo jak nie to on musi do sklepu:( On w każdej poważnej sytuacji sobie żartuje, zmieniając temat, lekceważy co mówię lub manipuluje słowami i udaje, że nie rozumie. A ja chciałabym wiedzieć jaki jest mój status, czy osiągnęłam już wszystko co mogłam w tej relacji i byciem dla niego jedynie stancją i dzieleniem kosztów za lokum. Ja mam kredyt, spłacam sama. Wszystko co związane z mieszkaniem utrzymuję sama, on się nie dokłada. Gdy ktoś z rodziny pyta kłamię, że dzielimy koszty po połowie, bo mi wstyd. On dorzuca się 50% do jedzenia i czynszu za mieszkanie. Przez kilka lat dużo pracowałam. Od poniedziałku do niedzieli po kilkanaście godzin dziennie, ponieważ nie osiągam wielkich dochodów i niestety mam niskie perspektywy zatrudnienia brałam każda godzinę pracy, myśląc o przyszłości. Ostatnio praca mnie omija, mam mało zleceń. Mniej zarabiam. Powiedziałam, że mam ograniczone środki finansowe, a on że "jestem silną niezależną kobietą poradzę sobie" (i zaczął się śmiać). Powiedział tak tylko dlatego, żebym nie próbowała "żyć na jego koszt". Najczęściej spędzamy czas przed komputerami. Ja przed swoim, a on przed swoim. Nie chodzimy na miasto, nie wyjeżdżamy za miasto, nie chodzimy na spacery, nie mamy wspólnego zainteresowania. On ciągle leży i gra w gry na komputerze lub przegląda strony sportowe połączone z odsłuchiwaniem yt. Czasami doprowadza mnie do frustracji, krzyczę, wyzywam go, że to lub to trzeba zrobić. Po 30 minutach wyzywania i krzyczenia na cały blok wyniesie śmieci, ale sam nigdy :( Po takich sytuacjach zawsze czuję się podle; czuję się winna. Winna... właśnie ... zawsze jestem winna. Jako, że on nie ma żadnych potrzeb i oczekiwań od życia a ja czasami chcę gdzieś pójść lub pojechać, to ponoszę win za wszystko co się wtedy wydarzy, od popsutych rogatek ("to Ty chciałaś jechać, to teraz cierp") po inne problemy. Brakuje mi osoby, z którą mogłabym porozmawiać. Nie wiem czy powiedziałabym jej to co napisałam, ale zmieniłabym na kilka chwil otoczenie, wyszła z domu. Próbowałam szukać na fb i forach bratniej duszy, z którą można by się zaprzyjaźnić. Nie udało się. Po wymianie kilku wiadomości znajomość się kończy. Nie mam wielu hobby (o ile jakieś mam), nie umiem robić nic dobrze, raczej we wszystkim jestem słaba lub średnia). Nie umiem grać w gry planszowe, w karty, płynnie angielskiego, aby podróżować po odległych zakątkach (proponowano podróż do Indii - nie zgodziłam się; kontakt się urwał), nie chodzę na dyskoteki i stresuje mnie przebywanie w grupie, więc szybko odpadam jako potencjalna koleżanka. Chętnie się nauczę od kogoś grać w planszówki, ale nie mam od kogo. Nie mam również urlopu w pracy, po pracuję na umowy o dzieło /zlecenia (i moi klienci szybko znajdą kogoś innego na moje miejsce, więc nie ryzykuję utraty pracy). Owszem czasami gdzieś jadę za granicę, ale z pracą (online) i trochę zwiedzam, a trochę pracuję. Chciałabym poznać kumpelkę, z którą mogłabym pogadać, pospacerować, czasami coś poprzymierzać w sklepach, skomentować, posłuchać o jej problemach i opowiedzieć o swoich. Kogoś z kim można spotkać się w realnym życiu. Kogoś, kto będzie powodem do wyjścia z domu. Nie mam pomysłu jak to zrobić. Jestem na tyle aspołeczna, że nawet gdy zaczęłam chodzić na jakiś kurs nie umiałam się do nikogo odezwać, poza "cześć" na wejściu, nie umiałam się przebić. Oni zorganizowali się w paczkę, z którą spędzają czas, ja nie jestem zapraszana. Zawsze stoję obok, sama. To samo w każdym innym miejscu, zawsze czuję na sobie wzrok innych i uśmiech (niekoniecznie życzliwy). Nie umiem podrywać facetów, nie jestem zbyt urodziwa, więc na nadmiar zainteresowania nigdy nie narzekałam. Każde miejsce, w którym jest więcej niż jedna osoba powoduje mój dyskomfort, na tyle silny, ze np. wolę zapłacić karę niż pójść do jakiejś instytucji coś wyjaśnić itd. Wiem, że nie mam motywacji do żadnych działań. Szybko jestem zmęczona, często płaczę (bez powodu), stale myślę o smutnych rzeczach. Wiele razy chciałam się rozstać. Trzy razy prosiłam go o to by się wyprowadził, bezskutecznie. Wydawało mi się, że gdy będę mówić spokojnie, bez podnoszenia tonu głosu i bez emocji to zrozumie, że ma się wyprowadzić, ale nie zrozumiał. Olał. Za każdym razem olał; wrócił do komputera i leżał. Po tym jak zapytałam kiedy się wyprowadzi stwierdził, że "przecież nie dzisiaj; należy się termin każdemu lokatorowi"... Ustalaliśmy ten termin i dalej nic. Po tym terminie zaczynał rozmawiać jakby nigdy nic. Momentami myślę, że mu moi rodzice płacą żeby ze mną mieszkał, bo nie wierzę, ze faceci tak mogą.... Mam świadomość, że jeśli kiedykolwiek usunęłabym go ze swojego życia, to na pewno nie zaangażuję się w żaden inny związek. Mam problem z seksem, a jednak dla facetów to ważne. Poza tym czuję silne zmęczenie, nie wyobrażam sobie, by ktoś ze mną mieszkał. Ale też wiem, że gdyby doszło do rozstania to moja rodzina obarczałaby mnie za to. Oni uważają, że chwyciłam Pana Boga za nogi i powinnam siedzieć cicho (on jest wykształconym człowiekiem, niestety zbyt dobrze znającym swoje prawa dlatego są problemy z eksmisją; umie też mną zaszantażować bo zna moje słabe punkty), poza tym jak raz człowiek złapał faceta, to nie można go zmieniać - takie opinie ma moja rodzina. Zdaję sobie sprawę, że musiałabym zerwać kontakty z rodzicami i ograniczyć z pozostałą częścią rodziny. Niestety, znam ich na tyle dobrze, że wiem jak by reagowali. Uważaliby, że to moja wina, że jestem głupia i nie nadaję się do niczego. Przechodzę dość częśto takie docinki, zazwyczaj nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością, ale jestem dobrym obiektem do śmiechu i żarów (nawet wśród rodziców) bo zawsze się gdzieś uderzę albo mam przygodę (nie z mojej winy). Podsumowując, dzisiaj widział, że od rana mam gorszy nastrój (przyczynił się wczoraj), ale udaje że nic się nie stało. Siedzi w innym pokoju i klika myszką... Ani razu nie zapytał, nawet czy wszystko jest ok albo dlaczego płaczę... O nic. Wg niego jest fajnie, nic od niego nie chcę, nie przeszkadzam mu. Zamówiłam pizze na obiad, odebrałam więc wystarczyło tylko ułamać kawałek i super, bo o dziwo ułamał sam, nie prosił o podanie ...
Jak radzić sobie z przemocą emocjonalną i fizyczną w związku?

Co robić, błagam, pomóżcie. Mój partner od 11 w związku ze mną zmienił się w potwora. Na każdym kroku mnie poniża nawet przy dziecku, zrzuca na mnie każdą winę. Nawet gdy to on popełni błąd, wina zawsze jest moja. Ciągle słyszę: powinnaś zrobić tak, Powinnaś pomyśleć, źle zrobiłaś, nie tak" albo "zamknij mordę", zamknij ryj idiotko, WYPIERDALAJ z tego domu". Ja wywołuje czasem niechcący te awantury, bo umiem tylko rozmową rozwiązywać problemu, a on nigdy nie chce ze mną rozmawiać. Chowa głowę w piasek i udaje, że nic się nie dzieje. A jak nalegam, to on wpada w szal i zaczyna atakować. Nic do niego nie przemawia, a gdy się sprzeciwie, to on zrzuca się z rękami na mnie. Nasz syn ma 10 lat i też nie poznaje własnego ojca.

Do kogo powinien udać się mąż uzależniony od internetowego kontaktu z innymi kobietami?
Próbujemy z mężem znaleźć pomoc. A mianowicie, mąż jest uzależniony od pisania przez Internet z innymi kobietami o seksie, nawet jeżeli w naszym związku wszystko gra. Z mojej strony niczego mu nie brakuje, mamy razem dzieci, a ja nie mogę tego dłużej tolerować. Czy mąż powinien się udać do psychologa, psychiatry, a może bardziej seksuologa? Czy to jest problem, jeżeli on non stop do tego wraca?
Jak poradzić sobie z konfliktem z przyjaciółką z powodu nieporozumienia
dzień dobry mam na imie Aniela mam 14 lat niedawno dostałam wiadomość od mojej przyjaciółki że nie chce mieć ze mną kontaktu bo wygadałam się co się dzało na obozie 2 lata temu nie mam za wiele znajomych i jestem pewna że nikomu tego nie powiedzałam a przynajmnej tak myśle teraz ona chce się ze mną spotkać to wyjśnić a ja się bardzo boje tego .
Przemoc

Przemoc - definicje, rodzaje i formy zjawiska

Przemoc to globalny problem dotykający miliony osób. Zrozumienie jej definicji, rodzajów i form jest kluczowe dla skutecznego przeciwdziałania. Poznaj skutki i rodzaje przemocy oraz dowiedz się, jakie są możliwości uzyskania pomocy dla ofiar.