Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak radzić sobie z poczuciem zdrady w związku z powodu masturbacji partnera?

Temat dość kontrowersyjny na wielu forach, jakie miałam okazje czytać, mianowicie jest to temat masturbacji do treści internetowych w związku, która przez większość jest uznana za normalny ludzki przywilej i gdy się go nie akceptuje, to coś jest nie tak. I właśnie to ja stoję po tej stronie barykady „nie tak”, i jakkolwiek śmiesznie to brzmi - po prostu czuję się zdradzona, gorsza, mniej atrakcyjna od tego, co grzeje zza ekranu. 

Temat zdrad jest w mojej rodzinie od pokoleń, i wraz z pracą na terapii dowiedziałam się, że to również ma ogromny wpływ na moje postrzeganie tego całego „normalnego świata”. 

Tylko co dalej? Miliony wątków pojawia się w mojej głowie, czy zacząć robić to samo? Czy przystać i się przypodobać? 

Uważam, że relacja zanika, gdy jedna strona jest zawsze zaspokojona i nie czuć na co dzień tej gry wstępnej, budującej się przez cały czas do momentu, gdy możemy oddać się przyjemności po obowiązkach. I sam temat tego, że jest to robione do innej osoby jest dla mnie potwornie bolesny.. 

Jestem załamana, gdyż po wielu rozmowach to wciąż się dzieje, i nie widzę nadziei na budowanie przyszłości, jeśli ma ona wyglądać w ten sposób…

Diana Ziegert

Diana Ziegert

Dziękuję Ci za odwagę i zaufanie, z jakim dzielisz się tym, co tak głęboko Cię porusza. To naprawdę nie jest łatwy temat – i właśnie dlatego warto go potraktować z czułością, empatią i szacunkiem dla Twoich granic i emocji.

Twoje uczucia – zranienia, zazdrości, bólu, zawodu – są absolutnie ważne i zasługują na przestrzeń, a nie ocenę. To nie jest "coś nie tak" z Tobą, że czujesz się zdradzona czy pomniejszona w związku, gdzie masturbacja do treści erotycznych rani Twoje poczucie bliskości. To jest Twój wewnętrzny kompas. I masz prawo mówić: „To mnie boli.” 

Masz prawo do związku, w którym Twoje potrzeby i emocje nie są bagatelizowane.

To, że inni na forach twierdzą, że „to normalne”, nie oznacza, że musi być to normalne w Twoim świecie, w Twoim związku. Każda para tworzy własne zasady intymności i wzajemności. I jeśli dla Ciebie wyłączność emocjonalna i seksualna oznacza, że Twój partner nie sięga po bodźce erotyczne spoza Waszego świata – to nie jesteś „pruderyjna”, tylko szczera wobec siebie.

To też bardzo ważne, że widzisz wpływ historii rodzinnych, że masz świadomość, jak zdrady odcisnęły piętno na Twoim systemie nerwowym i zaufaniu. To nie jest Twoja wina. Ale warto zauważyć – że Twoje granice są nie tylko wyrazem ran, ale i Twoich wartości. Tego, co dla Ciebie jest prawdziwe, ważne, budujące.

I teraz… co dalej?

Nie musisz „przystawać” na coś, co łamie Twoje serce, tylko po to, by się „przypodobać”. W relacji nie chodzi o dopasowanie się do dominujących norm społecznych, tylko o wspólne tworzenie zasad, które budują zaufanie i poczucie bezpieczeństwa.

To nie Ty masz się zmieniać wbrew sobie. Jeśli po wielu rozmowach nadal nie ma zmiany, a Ty czujesz się nieusłyszana i zraniona – to niestety być może jest to związek, w którym nie ma przestrzeni na to, co dla Ciebie najważniejsze.

Masz pełne prawo oczekiwać, że Twoje potrzeby emocjonalne i seksualne będą traktowane poważnie. Seks to nie tylko „fizjologia” – to intymność, więź, bliskość, wspólne napięcie, wzajemność, obecność. I właśnie o to woła Twoje serce.

Nie musisz „robić tego samego”, by się nie czuć gorszą. Masturbacja nie jest „odpowiedzią” na pustkę w relacji – rozmowa, obecność, intymność i prawdziwa zmiana są.

Z całego serca wspieram Cię w tym, byś nie rezygnowała z siebie i swoich granic w imię relacji, która Cię boli. To, że boli – to sygnał. To nie „zazdrość”, tylko wewnętrzny alarm, że coś nie działa jak powinno.

Jesteś godna relacji, w której czujesz się jedyna, ważna, bezpieczna.
I masz prawo odejść, jeśli ktoś nie szanuje Twojego „nie”.
A jeśli zdecydujesz się walczyć – to tylko wtedy, gdy czujesz, że ta walka przynosi wzajemne zbliżenie, a nie samotność.
 

Pozdrawiam

1 rok temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Magdalena Sikora

Magdalena Sikora

Dziękuję Ci za tak szczere i odważne podzielenie się tym, co czujesz. To, o czym piszesz, jest głęboko poruszające i bardzo ludzkie – ten temat porusza czułe struny, zwłaszcza gdy dotyka obszarów związanych z intymnością, bliskością i naszymi osobistymi granicami.

Twoje uczucia są ważne i mają pełne prawo istnieć, niezależnie od tego, co "większość" uznaje za normę. W relacji nie chodzi przecież tylko o to, co „obiektywnie normalne” według internetu, forów czy nawet specjalistów – chodzi o to, co jest bezpieczne, wspólne i wzajemnie uzgodnione dla waszej dwójki.

Kilka myśli, które mogą być pomocne:

Twoje granice są ważne

To, że czujesz się zdradzona, nie oznacza, że jesteś „przewrażliwiona” czy „toksyczna”. To oznacza, że coś głęboko w Tobie zostało poruszone – może przez historię Twojej rodziny, może przez wzorce, które niosą ból. Ale to też nie znaczy, że jesteś skazana na cierpienie – masz prawo mówić o swoich granicach i pragnieniach.

To nie musi być walka „kto ma rację”

To nie musi być wojna między „tym, co normalne” a „tym, co boli”. Można próbować spotkać się w miejscu, gdzie oboje możecie być prawdziwi. Jeżeli druga strona nie chce zobaczyć Twojego bólu, nie próbuje zrozumieć, co za nim stoi – to może być sygnał, że coś w tej relacji nie jest partnerskie.

Czy masz dla siebie zgodę, żeby nie pasować do „normy”?

Bo może nie chodzi o to, żeby zacząć „robić to samo”, „przypodobać się” albo wejść w świat, który nie jest Twój. Może chodzi o to, żeby w ogóle zadać sobie pytanie: czy w tej relacji mogę być sobą i nadal czuć się kochana, ważna, wystarczająca?

Rozmowy, które nie zmieniają niczego…

Skoro „po wielu rozmowach to wciąż się dzieje”, to nie jesteś tylko osobą, która ma problem, ale osobą, która mówi i nie jest słyszana. A to jest inna historia. Bo w zdrowym związku to nie chodzi o to, żeby wszystko rozumieć tak samo, tylko żeby być otwartym na ból drugiej osoby. A może właśnie tego zabrakło?

Mam nadzieję, że te kilka słów będzie pomocne. 

 

Pozdrawiam serdecznie.
dr Magdalena Sikora

1 rok temu
Dorota Mucha

Dorota Mucha

Dzień dobry, 

Rozumiem Pani uczucia. Pani perspektywa jest ważna i wynika z Pani doświadczeń. To naturalne, że czuje się Pani zraniona i odrzucona, gdy partner poszukuje podniet poza związkiem.

Warto przyjrzeć się Pani przekonaniom na temat wierności i intymności. Terapia może pomóc w zrozumieniu, jak przeszłe doświadczenia wpływają na Pani obecne relacje.

Komunikacja z partnerem jest kluczowa. Proszę wyrazić swoje uczucia i potrzeby wprost, ale spokojnie. Może warto wspólnie poszukać kompromisu lub pomocy terapeutycznej dla par.

 

Pozdrawiam serdecznie, 

Dorota Mucha - psycholog

1 rok temu
Magdalena Żukowska

Magdalena Żukowska

Dzień dobry

Dziękuję Ci, że podzieliłaś się tym tak szczerze – wiem, jak trudne bywa mówienie o bólu, który jest często bagatelizowany przez innych. Temat, który poruszasz, to nie tylko pytanie o masturbację w związku, ale znacznie głębsza warstwa – to pytanie o granice, bezpieczeństwo emocjonalne, bliskość i to, co dla Ciebie oznacza bycie w relacji. I choć w wielu miejscach możesz usłyszeć, że „to przecież normalne”, „każdy to robi” albo że „nie masz prawa się o to obrażać” – to prawda jest taka, że Twoje uczucia są ważniejsze niż jakakolwiek internetowa norma.

To, co czujesz – zazdrość, smutek, poczucie bycia mniej ważną, zranioną – nie bierze się znikąd. Kiedy mówisz, że w Twojej rodzinie temat zdrad był obecny przez pokolenia, to już samo w sobie wiele tłumaczy. Zdrada – ta emocjonalna, seksualna, symboliczna – zostawia ślad nie tylko w ciele, ale i w wewnętrznym świecie relacji. Uczymy się miłości często przez to, czego doświadczyliśmy w domu. I jeśli bliskość była tam zawodna, nielojalna czy bolesna, to nie dziwne, że nawet potencjalnie "normalne" zachowania partnera mogą aktywować w Tobie ogromny niepokój. Ale to nie znaczy, że „masz z tym coś zrobić”, by się przypodobać. Nie chodzi o to, żebyś teraz udawała, że to Ci nie przeszkadza, albo że masz robić to samo, by „wyrównać rachunki”. To byłoby jak zakładanie maski, która coraz mocniej odcina Cię od własnych potrzeb. A Ty już doskonale czujesz, że nie tędy droga.

To, co przeżywasz, to realna utrata poczucia więzi. Kiedy partner regularnie kieruje swoje potrzeby seksualne gdzie indziej – choćby tylko wirtualnie – a Ty o tym wiesz, widzisz to, czujesz się z tym źle i mówisz o tym, a mimo to nic się nie zmienia… to nie jest tylko „jego wybór”. To już wpływa na Waszą relację. I boli, bo każdy z nas potrzebuje czuć się pragniony, wybrany, widziany. Nie jako opcja „obok”, kiedy ekran się wyłączy, ale jako osoba, dla której jestem źródłem ekscytacji i bliskości. Nie musisz przekonywać samej siebie, że to z Tobą jest coś nie tak, skoro nie możesz tego zaakceptować. W terapii często mówimy: granice są granicami właśnie dlatego, że nie są takie same dla wszystkich. Jeśli coś Cię rani – to nie znaczy, że jesteś przewrażliwiona. To znaczy, że warto to uszanować i się temu przyjrzeć.

Pytasz, co dalej. Na pewno nie musisz podejmować decyzji już teraz. Ale warto, żebyś zadała sobie pytania: czy mogę zbudować z nim coś trwałego, jeśli moje potrzeby nie są brane pod uwagę? Czy jestem gotowa żyć z tą emocjonalną samotnością? Czy to, co się dzieje, naprawdę daje przestrzeń dla naszej bliskości – czy tylko ją przykrywa?

Czasem najtrudniejsza część to nie to, co robi druga osoba, tylko to, jak bardzo zaczynamy się same gubić, próbując „nie być problemem”.

1 rok temu

Zobacz podobne

Partner nie szanuje mnie, traktuje jak którąś opcję. Straciłam radość życia.
14 lat razem, wspólne mieszkanie, wakacje, praca, wyjazdy, pomoc jego dzieciom, rodzinie, ale z wesel, spotkań rodzinnych, świątecznych jestem wyłączona. Mówi, że mnie kocha najbardziej na świecie, obrączka na palcu, ale izoluje od ważnych dla niego sytuacji, nigdy nie powiedział dorosłym już dzieciom o przyczynie jego odejścia od żony, ( pewnie dlatego mnie obwiniają, ale ja nie jestem za to odpowiedzialna), nie rozwiązuje problemów, zamiata pod dywan. Gdy tylko mu nie pasuje moje zdanie przeklina, pije i obarcza mnie wina za swoje błędy. Moje dziecko też ma już dość takiej atmosfery w domu. Gdy nie odzywałam się tydzień, bo mnie bardzo zranił, znalazł sobie pocieszenie w koleżance z pracy, twierdzi że do zdrady fizycznej nie doszło, a emocjonalnej nie uznaje. Trwało to dobrych kilka miesięcy. Nigdy nie sprawdzałam mu telefonu, ale gdy pojechałam do lekarza, moje dziecko miało przyjechać po niego z ogniska i zawieźć do domu. Wtedy córka zobaczyła esemesy do innej kobiety, wskazywały na duże zaangażowanie. Zakończył, błagał, przebaczyłam, ale co najmniej raz w miesiącu rani mnie tak że żyć mi się nie chce, do tego jest ogromnie zazdrosny, nawet o lekarza. Przez 2 lata szukalam alternatywnych metod leczenia, bo nie zgadzał się na operację wykonywaną przez mężczyznę, dopiero gdy moje życie (tak życie, nie zdrowie) było zagrożone pojechałam do szpitala, ale tyle razy wypytywał mnie o wszystko, nawet dlaczego anestezjolog to też był facet, że straciłam cały spokój i pewność w życiu. Pewnie tez popełniałam błedy, ale już nie mam siły. Czuję się okropnie w tym związku, nie śpię, mam duże problemy ze zdrowiem, pomagał mi to oczywiste, ale ja jemu przecież też. Dlaczego jestem dla niego kimś tak mało ważnym, na wesele do przyjaciół tak, ale do córki sam "bo nie będzie jej ani byłej żony denerwował moją obecnością". Kim ja tu jestem, bo na pewno nie miłością jego życia jak słyszałam często. Pomóżcie zrozumieć dlaczego traktuje mnie jakbym była tym drugim życiem w tym samym czasie, co zrobiłam źle, kocham go i jest mi bardzo trudno. Już nie jestem tą samą osoba co kiedyś, zniknęła radość życia, nie mam znajomych, dawnej odwagi i śmiałości u mnie za grosz.Co zrobiłam źle?
Boję się podjąć rozmowę z psychoterapeutą, ale nie daję już sobie rady w małżeństwie, z relacją z córką, z zauroczeniem do kogoś innego.
Witam. Bardzo bym chciała prosić o rozmowę z psychoterapeutą, nie mam odwagi zadzwonić, nie wiem od czego zacząć rozmowę, czy jest możliwość mailowo dopóki nie będę miała odwagi zadzwonić, koszty rozmowy pokryję?! Od dłuższego czasu nie radzę sobie z niczym, ciągle mi się chce płakać, doznałam dużej straty i dużo się dzieje na raz w moim życiu. Mam męża, który robi dla mnie wszystko o co go poproszę, ale nie rozmawia ze mną i nie okazuje uczuć, nie wspomnę już o bliskości, jest źle...Poznałam w tym czasie kolegę, z którym grupowo mamy wspólne zainteresowania i często spędzamy czas razem. Zaznaczę, że z mężem zaczęło mi się źle układać odkąd poznałam jego, zaczął mi komplementy prawić itp, ale to przez koleżankę, która powiedziała, że u mnie w związku jest źle i on był tego pewny, ale powiedział mi o tym po paru miesiącach, co ja go zbywałam to i tak nie ustępował, aż się zakochałam, wydaje mi się, że owinął mnie w kolo palca i co powie to tak ma być, zaczął naciskać mi na rozwód, żebym się wyprowadziła i mieszkała sama a ja nie potrafię odejść od męża, po prostu nie potrafię, nie chcę go skrzywdzić i nie chcę rozwalać rodziny, ale też nie potrafię przestać myśleć o koledze, nie wiem czy to chwilowe zauroczenie, ale 17 lat małżeństwa bardzo mi szkoda. Co powiem mu, że to nie ma sensu, to obraca wszystko i dalej napiera a ja w tym tkwię. Wszystko mnie tak przerosło, że nie mam dobrej relacji z córką, nerwy mną targają i na męża patrzę inaczej. Mam wahania nastrojów, dziś się cieszę, a jutro płaczę i tak na zmianę, boję się sama już o siebie. Bardzo proszę o poradę lub kontakt mailowy. Paulina116@vp.pl
Mam 26 lat. Jestem mężczyzną. Potrzebuję pomocy. Straciłem chęci do życia.
Mam 26 lat. Jestem mężczyzną. Potrzebuję pomocy. Straciłem chęci do życia. Nie uważam, żebym był brzydki. Powiem więcej - podobam się sobie. Jednakże, nie czuję się atrakcyjny. Ukończyłem studia wyższe uzyskując tytuł magistra informatyki. Pracuję na ten moment, jako Tester oprogramowania. "Chciałbym" startować na stanowisko młodszego programisty. "Chciałbym" umieściłem w cudzysłowie, gdyż tak naprawdę nie wiem, czego chcę już. Nigdy nie chciałem być programistą. Na studia Informatyki poszedłem z braku innego pomysłu oraz presji. Wiem, że to dość typowy przypadek. Programowanie, po prostu, najbardziej mi się spodobało ze wszystkiego w trakcie studiów a dodatkowo jest to zawód raczej dobrze płatny. Moim zamiłowaniem jest muzyka, a konkretniej jestem gitarzystą. Zamiłowanie do instrumentu zaczęło się w gimnazjum. Szybko odkryłem, że mam ponad przeciętne predyspozycje (pragnę, żebyście mi tu uwierzyli, znam się na rzeczy). Kochałem komponować utwory, zawsze zależało mi, aby były złożone, pomysłowe i atrakcyjne dla muzyków (a przede wszystkim dla mnie) do grania. W ten sposób umiałem się uzewnętrzniać. Na studiach dostałem się do składu zespołu muzycznego. Chłopaki byli dla mnie jak druga rodzina. Zawsze jednak grałem trochę w innym klimacie niż oni. Jednakże osobiście uważałem, że nie gryzie się to z resztą, jako całokształt. Chłopaki zwykle byli innego zdania, więc musiałem walczyć o każdy swój pomysł, zazwyczaj wychodziłem zwycięsko i pomysł przechodził dalej. Czułem, że uczę się walczyć o swoje, co nigdy mi nie przychodziło z łatwością. Po około 3-4 latach kilka miesięcy po rozpoczętej pandemii, zaczynałem czuć się gorzej psychicznie. Czułem się tragicznie przez to, że staliśmy w miejscu. Brak występów, nagrane dopiero ze 3 kawałki (żaden z moich pomysłów) a mieliśmy ich więcej naprawdę porządnych i dopracowanych kawałków. Zacząłem naciskać, że powinniśmy iść do studia nagrywać resztę. Zaproponowałem nawet, że mogę za nas założyć na początek. Jednocześnie zdarzało mi się dziwnie izolować na próbach od reszty, z powodów problemów na tle psychicznym, co zaowocowało niedługo wyrzuceniem mnie z zespołu. Był to dla mnie straszliwy cios. Jakby sens mojego życia przestał istnieć. Płakałem, jak gdybym umierał i nie mógł nic zrobić. Od tamtej pory (minęły jakieś 3 lata) na przemian czuję się zmotywowany i przegrany tak, jak teraz. Na ten moment jestem w dwóch zespołach. W jednym gram 2 lata - kompletnie nie mój gatunek muzyczny, ale szedłem z założeniem, że może mi to pomóc kiedyś złożyć zespół jaki pragnę (poznam ludzi itp), lecz z każdą próbą czuję się gorzej, a nie umiem odejść. Drugi zespół od niedawna, podchodzę z dystansem i choć gatunek zdecydowanie bliższy mojemu to znowu widzę, że będę musiał walczyć o swoje pomysły. Mam swoje własne pomysły i strasznie ciężko mi jest znaleźć osoby, którym się to podoba i też jest to ich styl. Jak znajduję, to zazwyczaj nie udaje mi się do końca całej kapeli złożyć, dlatego najłatwiej mi jest próbować się dostawać do zespołów już kompletnych poszukujących gitarzysty (tak jak to było z tymi dwoma). Mam jeszcze inne pasje i boję się je wyjawić, gdyż jest to tak charakterystyczne połączenie, że jeśli ktoś z moich znajomych to przeczyta to od razu będzie wiedział, kto jest autorem. A wtedy prywatność zostanie naruszona. Więc powiem tylko tak, że jest to sport fizyczny indywidualny. Od dziecka chciałem to trenować, ale rodzice mnie nie zapisali. Dopiero na studiach sobie o tym przypomniałem. Jestem w topce w Polsce z dużymi szansami na mistrzostwo. Myślę o byciu instruktorem, jednakże jest to sport niszowy i pieniędzy z tego praktycznie nie ma. A na pewno nie dużych. Lubię się uczyć języków obcych. Zawsze sprawiało mi to frajdę. I mam też kilka innych hobby, ale nie chcę dla dyskrecji się tym dzielić. Nie mam dużo przyjaciół. Właściwie mam jednego, który jest introwertykiem i bardzo rzadko mam z nim kontakt. Czuję się bardzo samotny. Bardzo! Większość czasu spędzam sam. Jedyny kontakt z ludźmi mam na zajęciach dyscypliny sportowej, którą trenuję. Dziewczynę miałem raz w życiu, w liceum. Z początkiem studiów, oddaliliśmy się od siebie i mnie zostawiła. Bardzo cierpiałem wtedy, lecz po pół roku doszedłem do siebie. Czułem, że wiele mnie to nauczyło. Zdaje mi się, że nie umiem nawiązywać kontaktów z innymi ludźmi a przynajmniej do takiego stopnia, żeby chcieli być moimi przyjaciółmi. Raczej wszystko kończy się po prostu na dobrej znajomości. Odkąd pamiętam, mam złe stosunki z rodzicami. Ojciec prawie ze mną nie rozmawia. Przykro mi, że nie otrzymałem od nich większego wsparcia. Wielokrotnie mówiłem o tym, że co innego mi w duszy gra niż Informatyka i że cierpię studiując. Matka mi radziła, żeby to zdać dla bezpieczeństwa a potem pomyśleć o czymś innym. Inni moi znajomi co byli ze mną na kierunku odchodzili po pierwszym semestrze orientując się w tym jak studia wyglądają (przynajmniej na naszej uczelni). W tym momencie robią to co lubią a nie jest to wcale nic takiego. Część z moich z moich znajomych się nawet z tego śmiała, ja zawsze byłem jednak pod wrażeniem. Ja sam nie zdecydowałem się na odejście ze względu na to, że w przeciwieństwie do ów znajomych, co odeszli, mi dobrze szło na studiach. Zdawałem egzaminy. Zawsze sobie też stawiałem ambitne wyzwania. Myślę, że te rzeczy mnie powstrzymały. Wracając do rodziców, nie wspierali mnie w moich pasjach. Nie pomagali zrozumieć, że mogę robić w życiu to co lubię. (Jeden z moich znajomych jest zawodowym muzykiem - postawił na to po prostu, nie bał się). Więc ja zawsze się bałem postawić wszystko na moją pasję. Mam wrażenie, że brak kontaktów z ojcem, brak okazywania miłości z jego strony sprawił, że mam problemy w kontaktach między ludzkich (mam wrażenie, że skoro ja go nie ciekawię, to nikogo nie ciekawię). Wstydzę się też chwalić swoimi osiągnięciami, swoimi twórczościami. Po wyrzuceniu mnie z zespołu zacząłem chodzić na terapię do psychoterapeuty, czułem się na niej wielce nierozumiany i że jestem tam po to, żeby dawać pieniądze. Zmieniłem więc psychoterapeutę. Drugi raz czułem, że to strzał w dziesiątkę. Była to starsza już pani, ale czułem od niej ciepło i troskę. I faktycznie przez pewien czas czułem poprawę. Jednakże problemy moje wróciły ze zdwojoną siłą. Myślę, że starczy już. Sytuacja, w jakiej się teraz znajduję, jest taka, że nic a nic nie ma dla mnie już sensu. Mam 26 lat, a czuję się, jakbym miał już 60, jakby wszystkie drzwi się już przede mną zamknęły. jak w dniu świra, że ja jestem głównym bohaterem tego smutnego filmu. Że mój potencjał się już stracił. Muzykę, choć kocham, to nie mam już motywacji by to robić, straciłem nadzieję a bez tego czuję się jak bez tożsamości. Praca, sport, hobby, muzyka - wszystko dla mnie jest bez sensu. Choć nie chcę tego, myśli samobójcze przychodzą mi do głowy, i to mnie niepokoi. Bo wiem, że wizja samobójstwa mnie przeraża i nie chcę tego robić, ale kto wie do czego ból mnie doprowadzi. Bardzo, bardzo błagam o pomoc. Pozdrawiam, przepraszam, że takie długie
Związek a relacje partnera z ex i dzieckiem - czy to normalne?

Jestem z facetem od w sumie roku jako związek, wcześniej spotykaliśmy się bardziej jako przyjaciele może coś więcej, ale każdy miał wolną drogę. Od roku spotykamy się oficjalnie w związku, jednakże mój partner ma dziecko ze swoją ex, do której jeździ na całe dnie, niby bawiąc się przez ten czas tylko i wyłącznie z dzieckiem, ponieważ jak twierdzi, pracuje za granicą i po tak długiej nieobecności chce spędzić czas tylko i wyłącznie z dzieckiem. Problem w tym, że jeśli wchodzę na temat tego, żeby dziecko brał do siebie, to tłumaczy się tym, że dziecko (5lat) doznałaby szoku i nie pójdzie tak z nim, ponieważ go długo nie widziało. Jego ex przez ten cały czas siedzi sobie w domu. 

Do tego od jakiegoś czasu zmieniła zachowanie, jak wcześniej zabraniała kontaktów, nie chciała, żeby przyjeżdżał, tak teraz sama pisze, wysyła jakieś memy i nawet przyjeżdża pod jego nieobecność do jego domu. Czy to jest normalne? 

Czy normalne jest to, że on nie chce zrobić nic w kierunku, takim żeby dziecko zabrać do siebie do domu? 

Co prawda cały czas mnie zapewnia, że go nic nie łączy i jedynie jego jazdy kończą się na kontaktach z dzieckiem, ale jednak cieszy się z tego, że ich relacja się poprawiła, bo razem rozmawiają będąc u niej w domu i jak mówi to chyba dobrze, że córka widzi, że mamy dobry kontakt ze sobą?

Mam problem z radzeniem sobie z nerwami, stresem. Cały czas czuję się poddenerwowana
Witam. Mam problem z radzeniem sobie z nerwami, stresem. Cały czas czuję się poddenerwowana, czuję czasem jak drżę, a szczególnie ręce. Od ponad roku z tym się zmagam i czuję, że to się nasila. Gdy tylko pomyślę, że muszę jechać gdzieś coś załatwić czy podpisać jakiś dokument w urzędzie, to na samą myśl już się bardzo denerwuję, zaczęłam rezygnować z pójścia do sklepu, gdy stanę w kolejce nagle napada mnie stres, że cała drżę i mocno trzęsą mi się ręce, że nie jestem w stanie zapłacić za zakupy. Problem nie pojawia się, gdy jadę na zakupy z narzeczonym, lecz gdy wiem, że muszę gdzieś iść i załatwić coś sama. Unikam wyjścia np. na uroczystość takie jak chrzciny czy urodziny, gdzie wiem, że będzie więcej osób, odnoszę wrażenie, że będą się na mnie patrzeć a mi będą drżeć ręce ze stresu. Na co dzień zajmuję się synem w domu przez większość dnia. Mam problem okulistyczny widoczny od ponad 10 lat, starałam zawsze się pogodzić z tym problemem, zawsze się tego wstydziłam, ale nie miewałam takiego problemu, że aż tak się denerwowałam i trzęsły mi się ręce (nie wiem czy to może mieć związek z tym). Najczęściej spotykam się z rodziną. Przy nich jeszcze czuję się w miarę swobodnie, ale każde spotkanie z obcą osobą (lekarz, urzędnik i inne) bardzo mnie stresują. Co to może być, czy jest konieczna wizyta u psychologa ?
asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.