
- Strona główna
- Forum
- zdrowie seksualne, związki i relacje
- Jak radzić sobie z...
Jak radzić sobie z poczuciem zdrady w związku z powodu masturbacji partnera?
Temat dość kontrowersyjny na wielu forach, jakie miałam okazje czytać, mianowicie jest to temat masturbacji do treści internetowych w związku, która przez większość jest uznana za normalny ludzki przywilej i gdy się go nie akceptuje, to coś jest nie tak. I właśnie to ja stoję po tej stronie barykady „nie tak”, i jakkolwiek śmiesznie to brzmi - po prostu czuję się zdradzona, gorsza, mniej atrakcyjna od tego, co grzeje zza ekranu.
Temat zdrad jest w mojej rodzinie od pokoleń, i wraz z pracą na terapii dowiedziałam się, że to również ma ogromny wpływ na moje postrzeganie tego całego „normalnego świata”.
Tylko co dalej? Miliony wątków pojawia się w mojej głowie, czy zacząć robić to samo? Czy przystać i się przypodobać?
Uważam, że relacja zanika, gdy jedna strona jest zawsze zaspokojona i nie czuć na co dzień tej gry wstępnej, budującej się przez cały czas do momentu, gdy możemy oddać się przyjemności po obowiązkach. I sam temat tego, że jest to robione do innej osoby jest dla mnie potwornie bolesny..
Jestem załamana, gdyż po wielu rozmowach to wciąż się dzieje, i nie widzę nadziei na budowanie przyszłości, jeśli ma ona wyglądać w ten sposób…
Diana Ziegert
Dziękuję Ci za odwagę i zaufanie, z jakim dzielisz się tym, co tak głęboko Cię porusza. To naprawdę nie jest łatwy temat – i właśnie dlatego warto go potraktować z czułością, empatią i szacunkiem dla Twoich granic i emocji.
Twoje uczucia – zranienia, zazdrości, bólu, zawodu – są absolutnie ważne i zasługują na przestrzeń, a nie ocenę. To nie jest "coś nie tak" z Tobą, że czujesz się zdradzona czy pomniejszona w związku, gdzie masturbacja do treści erotycznych rani Twoje poczucie bliskości. To jest Twój wewnętrzny kompas. I masz prawo mówić: „To mnie boli.”
Masz prawo do związku, w którym Twoje potrzeby i emocje nie są bagatelizowane.
To, że inni na forach twierdzą, że „to normalne”, nie oznacza, że musi być to normalne w Twoim świecie, w Twoim związku. Każda para tworzy własne zasady intymności i wzajemności. I jeśli dla Ciebie wyłączność emocjonalna i seksualna oznacza, że Twój partner nie sięga po bodźce erotyczne spoza Waszego świata – to nie jesteś „pruderyjna”, tylko szczera wobec siebie.
To też bardzo ważne, że widzisz wpływ historii rodzinnych, że masz świadomość, jak zdrady odcisnęły piętno na Twoim systemie nerwowym i zaufaniu. To nie jest Twoja wina. Ale warto zauważyć – że Twoje granice są nie tylko wyrazem ran, ale i Twoich wartości. Tego, co dla Ciebie jest prawdziwe, ważne, budujące.
I teraz… co dalej?
Nie musisz „przystawać” na coś, co łamie Twoje serce, tylko po to, by się „przypodobać”. W relacji nie chodzi o dopasowanie się do dominujących norm społecznych, tylko o wspólne tworzenie zasad, które budują zaufanie i poczucie bezpieczeństwa.
To nie Ty masz się zmieniać wbrew sobie. Jeśli po wielu rozmowach nadal nie ma zmiany, a Ty czujesz się nieusłyszana i zraniona – to niestety być może jest to związek, w którym nie ma przestrzeni na to, co dla Ciebie najważniejsze.
Masz pełne prawo oczekiwać, że Twoje potrzeby emocjonalne i seksualne będą traktowane poważnie. Seks to nie tylko „fizjologia” – to intymność, więź, bliskość, wspólne napięcie, wzajemność, obecność. I właśnie o to woła Twoje serce.
Nie musisz „robić tego samego”, by się nie czuć gorszą. Masturbacja nie jest „odpowiedzią” na pustkę w relacji – rozmowa, obecność, intymność i prawdziwa zmiana są.
Z całego serca wspieram Cię w tym, byś nie rezygnowała z siebie i swoich granic w imię relacji, która Cię boli. To, że boli – to sygnał. To nie „zazdrość”, tylko wewnętrzny alarm, że coś nie działa jak powinno.
Jesteś godna relacji, w której czujesz się jedyna, ważna, bezpieczna.
I masz prawo odejść, jeśli ktoś nie szanuje Twojego „nie”.
A jeśli zdecydujesz się walczyć – to tylko wtedy, gdy czujesz, że ta walka przynosi wzajemne zbliżenie, a nie samotność.
Pozdrawiam
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Zadaj to samo pytanie
Magdalena Sikora
Dziękuję Ci za tak szczere i odważne podzielenie się tym, co czujesz. To, o czym piszesz, jest głęboko poruszające i bardzo ludzkie – ten temat porusza czułe struny, zwłaszcza gdy dotyka obszarów związanych z intymnością, bliskością i naszymi osobistymi granicami.
Twoje uczucia są ważne i mają pełne prawo istnieć, niezależnie od tego, co "większość" uznaje za normę. W relacji nie chodzi przecież tylko o to, co „obiektywnie normalne” według internetu, forów czy nawet specjalistów – chodzi o to, co jest bezpieczne, wspólne i wzajemnie uzgodnione dla waszej dwójki.
Kilka myśli, które mogą być pomocne:
Twoje granice są ważne
To, że czujesz się zdradzona, nie oznacza, że jesteś „przewrażliwiona” czy „toksyczna”. To oznacza, że coś głęboko w Tobie zostało poruszone – może przez historię Twojej rodziny, może przez wzorce, które niosą ból. Ale to też nie znaczy, że jesteś skazana na cierpienie – masz prawo mówić o swoich granicach i pragnieniach.
To nie musi być walka „kto ma rację”
To nie musi być wojna między „tym, co normalne” a „tym, co boli”. Można próbować spotkać się w miejscu, gdzie oboje możecie być prawdziwi. Jeżeli druga strona nie chce zobaczyć Twojego bólu, nie próbuje zrozumieć, co za nim stoi – to może być sygnał, że coś w tej relacji nie jest partnerskie.
Czy masz dla siebie zgodę, żeby nie pasować do „normy”?
Bo może nie chodzi o to, żeby zacząć „robić to samo”, „przypodobać się” albo wejść w świat, który nie jest Twój. Może chodzi o to, żeby w ogóle zadać sobie pytanie: czy w tej relacji mogę być sobą i nadal czuć się kochana, ważna, wystarczająca?
Rozmowy, które nie zmieniają niczego…
Skoro „po wielu rozmowach to wciąż się dzieje”, to nie jesteś tylko osobą, która ma problem, ale osobą, która mówi i nie jest słyszana. A to jest inna historia. Bo w zdrowym związku to nie chodzi o to, żeby wszystko rozumieć tak samo, tylko żeby być otwartym na ból drugiej osoby. A może właśnie tego zabrakło?
Mam nadzieję, że te kilka słów będzie pomocne.
Pozdrawiam serdecznie.
dr Magdalena Sikora
Dorota Mucha
Dzień dobry,
Rozumiem Pani uczucia. Pani perspektywa jest ważna i wynika z Pani doświadczeń. To naturalne, że czuje się Pani zraniona i odrzucona, gdy partner poszukuje podniet poza związkiem.
Warto przyjrzeć się Pani przekonaniom na temat wierności i intymności. Terapia może pomóc w zrozumieniu, jak przeszłe doświadczenia wpływają na Pani obecne relacje.
Komunikacja z partnerem jest kluczowa. Proszę wyrazić swoje uczucia i potrzeby wprost, ale spokojnie. Może warto wspólnie poszukać kompromisu lub pomocy terapeutycznej dla par.
Pozdrawiam serdecznie,
Dorota Mucha - psycholog
Magdalena Żukowska
Dzień dobry
Dziękuję Ci, że podzieliłaś się tym tak szczerze – wiem, jak trudne bywa mówienie o bólu, który jest często bagatelizowany przez innych. Temat, który poruszasz, to nie tylko pytanie o masturbację w związku, ale znacznie głębsza warstwa – to pytanie o granice, bezpieczeństwo emocjonalne, bliskość i to, co dla Ciebie oznacza bycie w relacji. I choć w wielu miejscach możesz usłyszeć, że „to przecież normalne”, „każdy to robi” albo że „nie masz prawa się o to obrażać” – to prawda jest taka, że Twoje uczucia są ważniejsze niż jakakolwiek internetowa norma.
To, co czujesz – zazdrość, smutek, poczucie bycia mniej ważną, zranioną – nie bierze się znikąd. Kiedy mówisz, że w Twojej rodzinie temat zdrad był obecny przez pokolenia, to już samo w sobie wiele tłumaczy. Zdrada – ta emocjonalna, seksualna, symboliczna – zostawia ślad nie tylko w ciele, ale i w wewnętrznym świecie relacji. Uczymy się miłości często przez to, czego doświadczyliśmy w domu. I jeśli bliskość była tam zawodna, nielojalna czy bolesna, to nie dziwne, że nawet potencjalnie "normalne" zachowania partnera mogą aktywować w Tobie ogromny niepokój. Ale to nie znaczy, że „masz z tym coś zrobić”, by się przypodobać. Nie chodzi o to, żebyś teraz udawała, że to Ci nie przeszkadza, albo że masz robić to samo, by „wyrównać rachunki”. To byłoby jak zakładanie maski, która coraz mocniej odcina Cię od własnych potrzeb. A Ty już doskonale czujesz, że nie tędy droga.
To, co przeżywasz, to realna utrata poczucia więzi. Kiedy partner regularnie kieruje swoje potrzeby seksualne gdzie indziej – choćby tylko wirtualnie – a Ty o tym wiesz, widzisz to, czujesz się z tym źle i mówisz o tym, a mimo to nic się nie zmienia… to nie jest tylko „jego wybór”. To już wpływa na Waszą relację. I boli, bo każdy z nas potrzebuje czuć się pragniony, wybrany, widziany. Nie jako opcja „obok”, kiedy ekran się wyłączy, ale jako osoba, dla której jestem źródłem ekscytacji i bliskości. Nie musisz przekonywać samej siebie, że to z Tobą jest coś nie tak, skoro nie możesz tego zaakceptować. W terapii często mówimy: granice są granicami właśnie dlatego, że nie są takie same dla wszystkich. Jeśli coś Cię rani – to nie znaczy, że jesteś przewrażliwiona. To znaczy, że warto to uszanować i się temu przyjrzeć.
Pytasz, co dalej. Na pewno nie musisz podejmować decyzji już teraz. Ale warto, żebyś zadała sobie pytania: czy mogę zbudować z nim coś trwałego, jeśli moje potrzeby nie są brane pod uwagę? Czy jestem gotowa żyć z tą emocjonalną samotnością? Czy to, co się dzieje, naprawdę daje przestrzeń dla naszej bliskości – czy tylko ją przykrywa?
Czasem najtrudniejsza część to nie to, co robi druga osoba, tylko to, jak bardzo zaczynamy się same gubić, próbując „nie być problemem”.
Materiały wspierające

Magdalena Dąbrowska
Karty Pracy: Wpłyń na związek w pojedynkę
„Wpłyń na związek w pojedynkę” to karty pracy dla kobiet, które chcą odzyskać spokój i wpływ w relacji. Zawierają ćwiczenia, techniki komunikacji, stawiania granic i pracy z emocjami, pomagające wprowadzać zmianę – nawet bez udziału partnera.

TwójPsycholog
Workbook dla Par ,,Offline. Czas na nas"
OFFLINE. Czas na nas. to workbook dla par od TwójPsycholog — 10 rozdziałów ćwiczeń, które pomagają lepiej się poznać, porozmawiać o wartościach, przyszłości i kryzysach. Bez ekranów. Twarzą w twarz

Instytut Psychoterapii i Rozwoju HiMind
Relacje
„Relacje” to krótki poradnik z praktycznymi wskazówkami i technikami, które pomagają lepiej rozumieć siebie i partnera, poprawiać komunikację oraz skuteczniej radzić sobie z codziennymi konfliktami.

Magdalena Ogieniewska-Małecka
All you need is love? O namiętności w związkach
Webinar „All you need is love?” to spotkanie o namiętności w związkach – jej zmianach, naturalnych etapach i momentach, gdy warto zareagować. Dowiesz się, jak rozpoznawać sygnały kryzysu, kiedy szukać wsparcia i jak pielęgnować bliskość na co dzień.

Psychologiczny duet
Psychologiczny duet o miłości. Pokonaj czterech jeźdźców apokalipsy Twojego związku.
Praktyczny przewodnik, który pomoże Ci lepiej rozumieć to, co dzieje się w Twoim związku!
Warto przeczytać

„Nie odpisuje godzinę, więc na pewno mnie zdradza” - lęk wokół związku

Style więzi i ich wpływ na relacje partnerskie w dorosłości

Sięganie po pornografię będąc w związku - jak to rozumieć i jak rozmawiać?

Związek jako pole bitwy o znaczenie - dlaczego potrzebujemy konfliktu, by czuć więź?

Jak rozmawiać w związku? O granicach, potrzebach i seksualności

Relacje, które uzależniają: przemoc emocjonalna w bliskości i rodzinie

Partnerzy, którzy ranią - dlaczego ciągle ich wybieram?

Zobacz podobne
Dzień dobry, to będzie długi wpis. Z góry przepraszam i proszę o odpowiedź na dwie nurtujące mnie kwestie (są na samym dole).
Zaczynam od pytania czy trafiłem na osobę typu narcyz ukryty/wrażliwy? Jakiś czas temu poznałem dziewczynę w pracy na imprezie firmowej. Na pierwszy rzut oka - skromna, łagodna, nie śmiała, małomówna dziewczyna, która nie lubi rzucać się w oczy i woli zostać na uboczu, ktoś kto wydaje się nie groźny i buduje wokół siebie aurę "aniołka". To osoba, która bardzo dba o wygląd - zawsze mocny makijaż, pomalowane paznokcie i intensywny zapach perfum do pracy.... Musiałem się jej wtedy spodobać bo sama podeszła i zagadała kilka razy. Na początku naszej znajomości było super, miałem wrażenie, że spotkałem bratnią duszę... Pisaliśmy codziennie, rozmowa się kleiła, umówiliśmy się na pierwszą randkę, gdzie też było super. Dziewczyna była miła, "empatyczna" uśmiechnięta, ciekawa mojej osoby, choć zauważyłem, że ma problemy ze słuchaniem. Rozmawialiśmy o naszym przyszłym związku, choć zastanowiło mnie jedno jej pytanie - " czy jak kiedyś się pokłócimy, będąc razem lub jeśli nam nie wyjdzie to czy nie będziesz się mścił, obgadując mnie w pracy?" Wszystko układało się podręcznikowo, była zaangażowana w relację, przez telefon rozmawialiśmy po prawie 3h... - Jakby faza idealizacji.
Mimo tej pogodnej maski, cały czas coś mi nie pasowało... Po pewnym czasie zauważyłem jej braki emocjonalne. Nie potrafi rozmawiać o swoich uczuciach, jest chłodna i brakuje jej takiej głębi emocjonalnej oraz większej empatii. Nie radzi sobie z emocjami i często reaguje płaczem. Nie potrafi się otworzyć na drugą osobę. Nasze "głębokie" rozmowy na poważne tematy były bardzo płytkie z jej strony. Czułem, że ona mnie nie rozumie i nie chce zrozumieć. Uwielbia być adorowana i przyjmować komplementy - mimo introwertcznej osobowości dużo jeździ na dyskoteki (prawdopodobnie szukając uwagi innych mężczyzn) i publikuje wyzywające zdjęcia na Instagramie. Między wierszami można wyczytać, że uważa siebie za najpiękniejszą i ma wysokie mniemanie o swoich wyglądzie "ja wiem, że mam fajne to i tamto", "mam większe cycki niż inne haha". Często manipuluje, żeby usłyszeć komplement - " ja wcale nie jestem taka idealna" "nie umiałabym tego zrobić tak jak ty". Nie ufa ludziom - według niej wszyscy są źli, nigdy nie słyszałem pozytywnej opinii na czyiś temat z jej ust (z wyjątkiem mnie,,) Nawet o swoich najbliższych nie ma najlepszego zdania... W swoich historiach i opowiadaniach wiecznie stawia się w roli ofiary i źle wyraża się o ludziach, nawet ich obrażając, używając wulgarnych słów. Ona w ogóle jest wulgarna... Potrafi śmiać się z ludzi, tylko dlatego, że idą w weekend do pracy. Obsługę hotelową potrafi nazwać "tanią siłą roboczą". W pracy nazywają ją "księżniczką", bo wiecznie coś jej nie pasuje i uważa, że wszystko jej się należy - tak z automatu... Że to facet ma robić na kobietę i kropka. "Mam wysokie wymagania co do mężczyzn" mówi dziewczyna, która nie ma praktycznie nic do zaoferowania...
Znajoma z pracy mówi, że szkoda mnie na nią, bo wieje od tej dziewczyny pustką, mimo tego spróbowałem. Zawsze stawia siebie i swoje potrzeby na pierwszym miejscu i ciągle zmienia zdanie na różne tematy, przy czym jest wyśmiewna i od dłuższego czasu nie może sobie nikogo znaleźć.
Na pewnym etapie tej relacji czułem się samotny, że ona patrzy tylko siebie. Ciągle towarzyszył mi stres, co ona teraz zrobi i miałem mocne wahania nastrojów. Ważyłem słowa, trochę chodziłem na palcach w tej relacji.
Nadeszło drugie spotkanie - które zaczęło się małym nieporozumieniem, przez które zrobiła mi awanturę (błąd w komunikacji w sprawie miejsca spotkania, gdzie miałem po nią podjechać - bardzo to wpłynęło na dalszy przebieg tej randki) zaczęła milczeć i sprawiać wrażenie jakby spotkała się ze mną z musu. Zapytałem jej się " wszystko ok?" To usłyszałem " a co źle wyglądam?!" Tylko jedno jej w głowie... Swoim zachowaniem kompletnie zniszczyła mi humor i dobre nastawienie jakie miałem tamtego dnia.
Czułem się jakbym spotkał się z dwiema różnymi dziewczynami (pierwsza, druga randka),wytrąciła tym ruchem wszystkie moje atuty z rękawa. Z każdą minutą zaczęła pokazywać pazurki (cechy wypisane jak wyżej) i opowiadać o sobie rzeczy, przez które co raz bardziej zaczęło mnie od tej osoby odrzucać ( nadużywanie alkoholu, niechęć do dzieci, czarno -białe myślenie itp) Na moment była sympatyczna, za chwilę znowu opryskliwa... Przez to wszystko było drętwo i nudnawo, chociaż i tak próbowałem ratować sytuację. Chciałem pokazać jej swój dom przejazdem - usłyszałem "Pfff, no dobra..." Jak tutaj spędzać miło czas?
Nagle zrzuciła maskę.. Na drugi dzień zaczyna się dystansować i lekceważyć, po tygodniu takiego zachowania nagle o 1szej w nocy dostałem wiadomość (na rozmowę byłem chyba zbyt mało ważny), że to koniec i że o zakończeniu zaczęła myśleć po drugim spotkaniu. Byłem wyrozumiały i zareagowałem spokojnie. Dodałem - " jak mam być szczery to przez całą drugą randkę miałem wrażenie, że szukam kogoś innego" - i tutaj zaczęła się kłótnia z jej strony... "No nieźle, mówiłeś, że Ci się podobam". Zaczęła się bronić słowami "takie jest życie" "nie ciągnęło mnie do dalszej relacji" "zostawię to dla siebie" " mam prawo zmienić zdanie".
Poczułem jakby wina zaczęła spadać na mnie i to poczucie winy towarzyszyło mi przez długi czas. Do teraz mam takie momenty, gdzie czuje, że to ja coś zepsułem. Żadnego przepraszam, ani empatii z jej strony, zamiast tego zimna jak lód - Odrzucenie? Dostała ode mnie wiadomość, że niefajnie tak nagle kończyć i to bez większego powodu oraz, że z takim podejściem ciężko będzie mieć kogoś znaleźć, choć nie życzę jej źle.
Jeszcze gdy nie znałem jej w pracy, to w ogóle nie gadaliśmy ze sobą. Teraz traktuje mnie po tym wszystkim jak powietrze (wcześniej umówiliśmy się, że po tej sytuacji będziemy się traktować normalnie i z szacunkiem). Odezwie się tylko w celach służbowych - ale to ostateczność, jeśli jest już zmuszona do kontaktu ze mną, co zdarza się bardzo rzadko. Próbowałem dwa razy zagadać, bo to nie powód, żeby się dąsać na siebie, ale mimo że wyciągnąłem rękę i coś mi tam odpowiedziała - to dalej milczy. Mam wrażenie, że jest to " karanie ciszą".
Źle to na mnie wpływa, czuje obniżone poczucie własnej wartości i czasami chciałabym wyciągnąć rękę. Dziewczyna sprawia wrażenie, jakby spłynęło to po niej jak po kaczce. Nawet na mnie nie spojrzy, przechodząc obok... Czy mogłem trafić na osobę typu ukryty narcyz? Dlaczego zostałem odrzucony? Dlaczego oni tak robią? Z góry dziękuję, Bartek
Zwracam się z pytaniem odnośnie do mojego zachowania, które jest dla mnie niezrozumiałe.
Często doświadczam z tego powodu mętliku w głowie i natrętnych myśli. Chodzi o moje relacje z ludźmi.
Mam 16 lat, chodzę do szkoły średniej.
Całe życie miałam koleżanki, a w zasadzie jedną — jako introwertyk preferuję mniejsze grono.
Wiele lat "przyjaźni" okazało się zgubne, bo odsunęłyśmy się od siebie, ona się zmieniła, ja też. Pójście do innych szkół zupełnie nas rozdzieliło. Obecnie jesteśmy tylko na cześć i krótkie pogawędki, ale sztywne i bez satysfakcji.
Rozpad tej relacji mnie zabolał. Miesiącami się nad sobą użalałam. A potem mi przeszło.
Tylko że zderzenie z rzeczywistością w liceum okazało się jeszcze gorsze. Liczyłam, że idąc do nowej szkoły, bez problemu znajdę koleżankę. Wyidealizowałam sobie, że będzie świetnie, a było na odwrót.
Pierwszy rok był istną tragedią: omijałam lekcje, izolowałam się od grupy, bo nikt nie chciał ze mną rozmawiać.
Zawsze oczekiwałam, że to inni do mnie zagadają, bo sama nie potrafiłam. Spędziłam cały rok, siedząc w ławce z osobą, z którą prawie nie rozmawiałam i nie mając nikogo, z kim można spędzić czas nawet na przerwie.
Zmagałam się z samotnością, chciałam tylko mieć kogoś bliskiego, marzyłam o przyjacielu, wyobrażałam sobie nawet, jaki mógłby być. Znowu zgubne wyobrażenia, które potem bolą. W styczniu chodziłam do szkolnego psychologa, co pomogło mi poradzić sobie z tym stanem i zaakceptować swoje emocje. Jakoś stanęłam na nogi. Pod koniec roku nawiązałam znajomość z dziewczyną, nazwijmy ją M.
M również była cicha, introwertyczna, pozytywna i dobrze mi się z nią rozmawiało. Miałyśmy wspólne tematy.
Od nowego roku szkolnego zaczęłyśmy razem siedzieć. Początkowo było dobrze, uwielbiałam i uwielbiam z nią rozmawiać, ale od jakiegoś czasu coś się zmieniło.
Przede wszystkim dostrzegłam, jak łatwo męczą mnie konwersacje z ludźmi. Parę zdań, czasem nawet nie, a ja czuję się wykończona jak nigdy. Przychodzę do szkoły i potrafię nie odzywać się do niej przez kilka lekcji, bo na samą myśl wzbiera się we mnie złość, czy jak to nazwać. Nawet nie mam pojęcia. Bywają dni, że śmiało z nią gadam, ale potem jestem zimna, zdystansowana i się izoluję. Nachodzą mnie myśli, że to był błąd chcieć mieć koleżankę i że lepiej mi było samej, nikt mnie nie męczył, nikt nie przeszkadzał. Czasami dotyczą także bliskości relacji: boję się, że ona może poczuć coś więcej, nie wiem, skąd w ogóle ten pomysł. Albo, że ja poczuję coś więcej. Poza tym miewam negatywne myśli na jej temat: drażni mnie jej ciągłe dobre poczucie humoru, uśmiechnięta twarz i ta pozytywność wobec wszystkiego. Jestem już zmęczona uśmiechaniem się, kiedy nie mam powodu, by to robić.
Czuję się okropnie, jakbym była kosmitą, który nie umie funkcjonować z ludźmi. Świetnie dogaduję się z rodziną, z rodzeństwem, mogę z nimi rozmawiać godzinami bez zmęczenia, ale kontakt z rówieśnikami... Wysysa mnie z energii. Po całym dniu spędzonym w hałasie i wśród bodźców marzę tylko o ciszy, książce i odpoczynku we własnym towarzystwie. Często boli mnie głowa, mam spięte ciało. Zastanawiam się, jak absurdalne jest to, że parę miesięcy temu płakałam nad samotnością, a teraz chcę jej z powrotem. Wiem, że samotność mogła wpłynąć na moje postrzeganie relacji, ale czy to normalne? I czy mogę coś z tym zrobić?
Będę wdzięczna za słowo wsparcia.

