
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, związki i relacje
- Intercyza, związek...
Intercyza, związek a relacje rodzinne – jak poradzić sobie z wątpliwościami?
Katia
Monika Figat
Pani sytuacja jest bardzo złożona i wymaga uważnego przyjrzenia się własnym wartościom oraz granicom w relacji. Zachęcam do rozmowy z partnerem o swoich potrzebach i obawach, nawet jeśli spotyka się to z brakiem odpowiedzi. Warto ustalić wspólne zasady i jasno określić, co jest dla Pani ważne, np. kontakt z rodziną i niezależność.
Proszę pamiętać, że zdrowy związek opiera się na wzajemnym szacunku i otwartości na potrzeby obu stron. Jeśli rozmowy nie przynoszą efektu, warto rozważyć wsparcie terapeutyczne. Mimo że sytuacja wydaje się trudna, można ją przepracować.
Serdeczności i powodzenia
Monika Figat, Psycholog [Warszawa i on-line] | monikafigat.pl
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Izabela Piórkowska
Z treści Pani słów bardzo mocno wybrzmiewa: chce budować relację świadomie. Widzi Pani, co w niej jest dobre, ale też umie Pani nazwać to, co budzi niepokój. Nie każdy potrafi zatrzymać się w takim momencie i powiedzieć: „czuję wątpliwości i chcę to zrozumieć, zanim podejmę decyzję”.
Widać też, że zależy Pani na partnerze i wspólnym życiu, i na tym, by nie stracić siebie, swoich relacji, równowagi.
Wiele osób ma poczucie, że trzeba wybrać jedno albo drugie — a Pani próbuje znaleźć sposób, żeby obie te potrzeby mogły mieć miejsce. To jest w porządku. Żeby odpowiedzieć sobie na pytanie, czy ten związek ma sens warto zapytać siebie: co jest ważne dla mnie w relacji, a co dla partnera? Czego naprawdę potrzebuję, żeby czuć się bezpiecznie w związku? Po czym poznam, że partner bierze pod uwagę także mój świat, nie tylko swój?
Co sprawiłoby, żeby ten związek był dla mnie dobry nie tylko dziś, ale za kilka lat? Co musiałoby się wydarzyć, żebym poczuła, że ten związek jest partnerski?
Jak chciałabym, aby wyglądały rozmowy o trudnościach?
Jaka jedna, naprawdę drobna zmiana ze strony partnera dałaby mi odrobinę spokoju?
Emilia Denis
Widać, że ta sytuacja budzi w Tobie dużo niepewności i napięcia. Stoisz przed ważnymi decyzjami życiowymi, a jednocześnie masz poczucie, że jesteś niewysłuchana i niezrozumiana przez partnera. Z Twojego opisu wynika, że jesteś proszona o bardzo duże zmiany: wyprowadzkę, życie z jego rodziną, rezygnację z bliskości z rodzicami i znajomymi, a jednocześnie masz odczucie, że Twoje potrzeby i obawy nie są brane pod uwagę. To naturalne, że chcesz najpierw ustalić jasne zasady i upewnić się, że nie stracisz swojej niezależności ani więzi z rodziną. To świadczy o zdrowych granicach i odpowiedzialnym podejściu do wspólnej przyszłości. W tak złożonej sytuacji pomocna może być rozmowa z psychologiem, żeby uporządkować Twoje emocje, zobaczyć, czego naprawdę potrzebujesz i jak komunikować to w sposób, który zwiększy szansę na porozumienie.
Daria Składanowska
Dzień dobry,
słyszę w tym, co Pani opisuje, że pojawia się wiele sprzecznych uczuć i myśli z jednej strony chęć bycia z partnerem, ale z drugiej obawy dotyczące mieszkania, rodziny i własnej niezależności.
Warto przyjrzeć się, co jest dla Pani najważniejsze i jak partner reaguje na Pani potrzeby, aby lepiej zrozumieć swoje uczucia przed podjęciem decyzji. Może Pani porozmawiać z partnerem lub skorzystać ze wsparcia psychologa lub terapeuty par.
Pozdrawiam,
Składanowska Daria
Dorota Mucha
Dzień dobry,
to, co opisujesz, pokazuje duży chaos emocjonalny i brak poczucia bezpieczeństwa. Intercyza sama w sobie nie jest niczym złym – wiele par ją podpisuje. Problemem jest to, że Twój partner jednocześnie podważa Twoją rodzinę, osłabia Twoje zaufanie do rodziców i ignoruje Twoje obawy. To tworzy nierówną relację, w której jego potrzeby są nadrzędne, a Twoje sprowadzane do „niewdzięczności”. Masz pełne prawo chcieć jasnych zasad przed wspólnym zamieszkaniem i prawo nie zgodzić się na odcięcie od bliskich. Sens takiego związku zależy od tego, czy on jest gotowy wysłuchać Twoich granic i wspólnie ustalić rozwiązania. Jeśli nie – to już jest odpowiedź, choć trudna.
Pozdrawiam serdecznie, Dorota Mucha
Anna Szczypiorska
Witaj, Twoje obawy są całkowicie uzasadnione. Masz prawo do kontaktów z rodziną i przyjaciółmi, a partner nie powinien ich ograniczać. Intercyza sama w sobie nie jest problemem, ale ważne jest, abyście szczerze ustalili zasady wspólnego życia, mieszkania i finansów. Związek ma sens tylko wtedy, gdy oboje czujecie się szanowani, możecie mówić o swoich potrzebach i podejmować decyzje wspólnie. Jeśli partner ignoruje Twoje wątpliwości lub próbuje Cię odciąć od rodziny, to sygnał, że warto się zastanowić, czy ta relacja daje Ci równowagę i bezpieczeństwo.
Krzysztof Chojnacki
Na podstawie Pani opisu można przypuszczać, że znajduje się Pani w sytuacji dużej niepewności – zarówno co do planów partnera, jak i własnych granic. Intercyza sama w sobie nie musi oznaczać złych intencji, ale połączenie jej z presją przeprowadzki, brakiem dialogu o Pani obawach oraz negatywnym stosunkiem partnera do Pani rodziny i znajomych budzi zrozumiałe wątpliwości. Zdrowa relacja opiera się na szacunku do granic drugiej osoby, możliwości rozmowy o lękach i wspólnym ustalaniu zasad. Powstaje pytanie, co naprawdę Panią skłania do bycia w tym związku? Odpowiedź wydaje się kluczowa, aby można było świadomie podjąć decyzję. Warto jasno powiedzieć partnerowi, czego Pani potrzebuje, by czuć się bezpiecznie – np. utrzymania kontaktu z rodziną, autonomii, wspólnych ustaleń przed podjęciem decyzji o ślubie czy zamieszkaniu z jego rodzicami. Jeśli on nie zareaguje na te komunikaty lub je zbagatelizuje, to będzie Pani miała trudny dylemat do rozwiązania: czy trwać w związku kosztem swojej autonomii. Najpierw jednak przeprowadziłbym szczerą rozmowę z samą sobą: co mnie trzyma w tej relacji? Jeżeli będzie miała Pani z tym problem, rekomendowałbym kontakt ze specjalistą psychologiem, który pomoże Pani dotrzeć do prawdziwej odpowiedzi .Pozdrawiam Krzysztof Chojnacki, psycholog.

Zobacz podobne
Na wstępie przepraszam wszystkich, jeśli ten wpis sprawia wrażenie chaotycznego i zbyt długiego. Potrzebuję pomocy.
Jestem chyba już na 4-tej terapii i ta z kolei trwa już ok. 2 lat i robi się coraz groźniej. Na stronie mojego terapeuty widnieje informacja, że pracuje on w nurcie psychoanalitycznym (psychodynamicznym). Terapeuta zachowuje się tak, jakby miał w głębokim poważaniu co ze mną będzie, pomimo że nigdy nie wiedziałem i nadal nie wiem w jaki sposób miałbym rozwiązać swoje problemy. Co więcej, gdy widzę jakie rozwiązania zostają mi po terapii (czyli to co wiedziałem i przed terapią) to nie chcę tego robić, bo przecież na tym m.in. problem polega, że chcę uciec od cierpienia.
Terapia ta przypomina jakieś szaleństwo, przykładowo gdy wspomniałem mu, że martwię się wypadającymi włosami to ten śmiał się mówiąc, że przejmuję się takimi rzeczami (wg. niego nic nie znaczącymi) zamiast przejmować się tym, że lada moment, gdy zostanę sam umrę z głodu ... Jakby tego było mało straszy mnie możliwością zachorowania na raka i konsekwencjami chemii bez posiadanego ubezpieczenia zdrowotnego ... W innym momencie mówi coś skrajnie przeciwnego, że naprawdę wierzy, że można tak żyć i w tym nie ma niczego niewłaściwego. Czy on się mną bawi ?! Czy to nie jest skrajnie nieetyczne działanie ?! A może to zwykła technika służąca temu bym się na niego porządnie wkurzył, a tego się bardzo boję i wstydzę ??
W moim życiu największą rolę odegrała matka, której nadopiekuńczość zniszczyło mi poczucie własnej wartości i sprawczości + "rówieśnicy", którzy w szkole się nade mną znęcali, co tylko pogłębiało moje deficyty i chęć ucieczki w kierunku domowego azylu. Teraz mam 37 lat, nigdy nie byłem w żadnym związku, nie miałem dziewczyny, nie mam znajomych, nie mam od wielu lat pracy, mieszkam z rodzicami, nie wyobrażam sobie już życia poza domem jak i ciągle w nim. Nigdy nie byłem, nie jestem i uważam, że jak tak dalej będzie to i nigdy nie będę w stanie zdecydować w jaką stronę pójść. Boję się każdej pracy, boję się poznawania ludzi, boję się oceny, boję się życia, boję się bólu, boję się bania i "żyję" pod dyktandem niewyobrażalnie toksycznego wstydu, który rośnie wraz z wiekiem i wciąż niekończącej się bezsilności, oraz ciągłego narzekania (tak jak to robią moi rodzice). Zdanie by "wziąć odpowiedzialność za swoje życie" rozumiem tak naprawdę jako "poddać się karze", której przecież najbardziej się boję i której całe życie chcę uniknąć. Mój terapeuta zachowuje się jakby tego totalnie nie rozumiał dobijając mnie coraz bardziej.
Co ja mam zrobić ?! Przecież nie chcę skończyć na ulicy, a na dodatek nie chcę życia obciążonego konsekwencjami, których nie mogę już naprawić jak chociażby to, że jeśli jakimś cudem dożyje do emerytury to będzie ona głodowa i zginę tak czy siak, nie wspominając już o tym, że resztę życia spędzę samotnie ... Takie życie to koszmar, z którego już się nie wybudzę, a jedynym "pocieszeniem" jest samobójstwo lub śmierć naturalna. Doszedłem do wniosku, że założyłem sobie by terapia była dla mnie czymś co daje mi poczucie wyjścia do ludzi, ale w bezpiecznym środowisku. Skoro życie poza terapią nie toczy się w takim środowisku to terapia mi nie pomoże. A może problem leży w niedopasowaniu terapii do mnie ? Jeśli tak to proszę o informację w jakim nurcie powinienem się poruszać. Błagam o pomoc pomimo, że już prawie straciłem ostatnie resztki nadziei.

Dysleksja - przyczyny, objawy, diagnostyka i wsparcie
Dysleksja to zaburzenie wpływające na czytanie i pisanie, ale nie na inteligencję. Jeśli Ty lub ktoś bliski ma trudności w nauce, warto poznać objawy dysleksji, jej przyczyny i metody wsparcia. Odpowiednia pomoc może znacząco poprawić jakość życia i nauki.

