Wstecz

Jak wspierać bliską osobę z depresją, która nie chce podjąć terapii?

Mateusz

Jak wspierać osobę z depresją, która się leczy lecz nie chcę za bardzo pójść na terapię. W ostatnie dwa tygodnie stała się dla mnie bardzo chłodna i mimo że ją kocham i chcę pomóc po woli tracę wiarę.

Dzień dobry Panie Mateuszu,

wsparcie potrzebne jest dla obu stron - zarówno dla osoby chorującej na depresję, jak i dla Jej otoczenia. Widze, że stara się Pan wspierać osobę, którą Pan kocha, ale zaczyna już brakować sił, cierpliwości. Bardzo Panu współczuje tego, jak obecnie się Pan czuje. Depresja to bardzo trudna choroba i żyjąc obok osoby na nia chorującej często nie jest łatwo się odnaleźć. Nawet gdyby się bardzo chciało czasem zwyczajnie brakuje odpowiedzi na to, co robić. Jako Partner osoby chorującej ma Pan prawo odczuwać wszelkie emocje - od miłości, troski po bezsilność, niemoc, lęk, obawy a nawet złość. Pyta Pan jak wspierać? Jest wiele książek zawierających odpowiedź na Pana pytanie, dostępnych na rynku, ale oprócz samej wiedzy czasem potrzeba też czegoś dla siebie - wsparcia, zadbania o własne potrzeby. Kiedy dbamy o siebie i nasze osobiste potrzeby są zaspokojone, łatwiej jest nam być pomocnym dla kogoś obok. Może warto więc pomyśleć o tym, jak dba Pan w tej sytuacji o siebie? To tak na szybko tyle - nie znając szczegółów Pana sytuacji. Zapraszam, jesli chciałby Pan skorzystać z pomocy.

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Zapytaj asystenta AI
Asystent AI - anonimowo, bez logowania
Masz podobny problem? Asystent AI odpowie od razu i podpowie, do jakiego specjalisty się zgłosić.

Zadaj to samo pytanie

Asystent AI nie zastępuje psychologa ani pomocy w nagłych wypadkach.

Jak rozumiem, osobie, o której Pan mówi, została zaproponowana terapia i ona tego pomysłu nie akceptuje. W takim przypadku zmuszanie jej do tego może skutkować nieudaną próbą rozpoczęcia terapii i nawet utwierdzenia się, że “na nią to nie działa”. Podjęcie terapii powinno być świadome i z możliwie największą motywacją/wiarą zgłaszającej się osoby. Może warto zapytać tej osoby, czego od Pana w tej chwili najbardziej potrzebuje. I zaakceptować odpowiedź na ten moment, nawet jeśli nie jest po Pana myśli. 

Wspieranie osoby z depresją wymaga dużo cierpliwości, uważności, delikatności i akceptacji. Dlatego bardzo ważne jest, aby Pan dbał o siebie i swoje potrzeby. Dzięki temu lepiej Pan będzie mógł pomóc bliskiej osobie. Osobie w depresji potrzebne jest dużo wsparcia, wyrozumiałości i akceptacji dla jej różnych emocji. Jeśli osoba w depresji ma duży problem z wykonywaniem codziennych, nawet najprostszych spraw, to można zaproponować jej pomóc we wspólnym zrobieniu danej rzeczy. Może Pan wspierać tę osobę mówiąc jej: że jej potrzeby i uczucia są ważne i że ma prawo się tak czuć, że nie ma się czego wstydzić, że może na Pana liczyć, że rozumie Pan, że jest tej osobie ciężko, że nie potrafi sobie Pan wyobrazić co czuje ta osoba, ale jest Pan w tym z nią. Może Pan również powiedzieć, że nie ma nic złego w proszeniu o pomoc. Może Pan zaproponować pomoc w znalezieniu odpowiedniego specjalisty oraz wspólne przyjście do niego. Może Pan również zapytać tę osobę czego potrzebuje. Często jest tak, że osoba w depresji najbardziej potrzebuje po prostu obecności. 

NowośćTylko w aplikacji mobilnejTwoja sytuacja jest trochę inna?Opisz swoją sytuację na czacie w aplikacji TwójPsycholog, a specjalista odpowie do 24 godzin. Bez kamery i bez terminu, pakiety od 49 zł.Sprawdź, jak to działa

Zobacz podobne

Jak utrzymać regularność i motywację przy zaburzeniu schizotypowym, lęku i objawach depresyjnych?
Mam stwierdzone zaburzenie schizotypowe i "inne mieszane zaburzenia lękowe". Mam jednak też bardzo dużo z depresji (nie wiem czy te diagnozy to obejmują). Jak się ogarnąć, by robić rzeczy regularnie? Ja się szybko zniechęcam i nawet jeśli postanowię sobie że będę coś robic, np. że będę wychodzić na spacery, to parę razy wyjdę i na tym koniec. Ale nawet jak małymi krokami coś robię, to szybko się poddaję, a nawet wtedy bardziej, bo nie ma od razu efektów... Będę miała za kilka miesięcy psychoterapię indywidualną na NFZ (na prywatną mnie nie stać ani trochę i dlatego teraz jestem bez), ale już jestem po dwóch terapiach - pierwsza 2 lata temu 6 miesięczna i druga rok temu 3 miesięczna (obie indywidualne na NFZ), i wiem po sobie, że za nic nie wprowadziłam teorii w praktykę, szybko się poddawałam gdy sobie coś postawiłam za cel podczas terapii, np. codzienne mycie zębów, przez tydzień może mi się udało, a potem to porzuciłam, bo ja jak ognia unikam wysiłku, zawsze w życiu jak coś wymagało wysiłku to unikałam tego, mama też mnie nie nauczyła podejmowania się wyzwan, robiąc wszystko za mnie... I wiem, że codzienne mycie zębów można wprowadzić jeszcze w mniejszych częściach, że nie codziennie tylko rzadziej na poczatek, ale gdybym miała w ten sposób to wprowadzać, wszystko po kolei i w malutkich ilościach, to by było naprawdę żmudne i zajęłoby mi może nawet rok. Bo ja nie robię wielu rzeczy w życiu... Przepraszam za może nie całkiem jasne przedstawienie sprawy, ale piszę to będąc strasznie niewyspaną, a wtedy moje funkcje poznawcze leżą. Tak czy inaczej, brakuje mi dyscypliny i wytrwałości kompletnie, działania u mnie prawie w ogóle nie ma, wysiłkiem jest dla mnie nawet ubranie się, robię to, bo muszę, ale z wielką niechęcią. Jestem pod opieką psychiatry, 5 tygodni temu pani psychiatra włączyła mi nowy lek - escitalopram (biorę też inne leki, ale z nich tylko lamotrygina mi troszkę pomaga, bez niej pewnie bym nie wychodziła z łóżka) ale na razie nie działa, też jestem po wypróbowaniu kilku innych antydepresantów na przestrzeni kilku lat i żaden dotychczas na mnie nie działał przeciwdepresyjnie, co najwyżej tylko przeciwlękowo, w tym sensie, że reaguję większym spokojem na sytuacje, to by było na tyle. Nie wiem co robić, by zacząć działać, dbac o higienę czy o ruch, ja nawet nie sprzątam u nas w mieszkaniu, mama wszystko za mnie robi... Z zaczęciem jest już wielki problem, ale jak już w przeszłości zaczynałam coś robić, to szybko się szybko poddawałam, tak jak na początku opisałam. Jak utrzymać dyscyplinę i regularność?
0 odpowiedzi
TW. Niskie poczucie wartości, nie potrafię żyć - w walce z lękiem i smutkiem oraz przemocą rodzinną.

TW. Nie potrafię już żyć, ale śmierć mnie przeraża. W wyniku nie mogę nic ze sobą zrobić. Mam tak dość siebie i całego swojego marnego życia, że nawet nie potrafię sobie pomóc. Tak bardzo chciałabym po prostu zniknąć, ale tak bardzo się boje. Nie wytrzymuje już dłużej, łzy same się ze mnie leją od paru dni i nie chcą przestać, nic na uspokojenie nie działa. 
Chodziłam na terapię od 3 miesięcy, ale nie widzę efektów, a jestem uwięzioną na wsi bez żadnego dojazdu, oprócz busów w roku szkolnym dostosowanych pod liceum. Jestem dorosła, a zachowuję się gorzej niż dziecko w podstawówce, mam siebie tak bardzo dość. Nawet jak staram się dopasować albo 'ogarnąć' życie jakkolwiek to nie wiem co robić, nie wiem, co się ze mną dzieje, nigdy nic nie wiem, nigdy nie umiem sobie poradzić. Nie wiem kim jestem, co robię na świecie, czego chcę, nie mam celów, nie mam marzeń. 
Wczoraj chciałam skoczyć z balkonu, ale zaczęłam się śmiać jak już stałam na barierkach, bo oprócz tego, że bym się połamała lub ewentualnie została sparaliżowana, bardziej przeraża mnie fakt, że moi rodzice i wszyscy znowu by mnie krytykowali i równali z ziemią. Mój brat, którego nie uznaję za brata, znęca się nade mną psychicznie odkąd miałam 8 lat, moi rodzice prawie nigdy na to nie reagowali, jak już przestałam się kryć z tym, że nie daje rady psychicznie to mój ojciec stwierdził, że jestem po prostu leniwa i stąd bierze się cały mój stres, mimo że jego syn wyzywa mnie z taką agresją od dziecka, że jak tylko słysze jego kroki to moje całe ciało zaczyna panikować i się trząść i automatycznie próbuje być jak najciszej, żeby mnie nie usłyszał. 
Groźby śmierci w tej rodzinie to normalność. Od matki najlepsze co usłysze to, że wszyscy jesteśmy popier* i żeby zostawić ją w spokoju. Ale zawsze znajdzie się, gdy trzeba kogoś skrytykować, szczególnie przy innych ludziach. Ledwo utrzymywałam tą terapię za stypendium, a teraz próbuję od miesiąca znaleźć pracę. Brak samochodu mnie skreśla z dojazdu gdziekolwiek, nawet na tą marną terapię. Przez telefon nie mogę rozmawiać, bo jeśli tylko ktoś to usłyszy to będzie mnie wyzywał jeszcze bardziej. 
Czuje się jak krowa czekająca w klatce z bezradnością na śmierć. I to też robię. Nawet jeśli słyszałam od ludzi, że powinnam się ogarnąć i wziąć życie w swoje ręce, to nie widzę już żadnego rozwiązania. Tak szczerze nikt mnie nigdy nie kochał i nawet kot ode mnie uciekł. Moje ataki paniki są coraz gorsze, wszystko z głowy zaczęło wychodzić na zewnątrz, nie mam już siły dłużej się hamować. Tak bardzo przeraźliwie boję się tej śmierci, ale naprawdę nie mam innej opcji, nawet jeśli ktoś mówi, że mam to realistycznie nic nie mam. Albo śmierć albo męczenie się na wsi przez kolejne lata studiowania, a po tym brak pracy, bo mój stan nie pozwala mi już nawet na normalną naukę i ledwo daję sobie radę na prostych studiach. Przez co mam 0 umiejętności. 
Czuję się zamrożona, jakby od mojej głowy wszystko się odbijało. Już nic się tam nie zmieści. Zmarnowałam sobie życie, zniszczyłam wszystko. Nie mam żadnych przyjaciół. Nikt nie chce się ze mną spotkać, nigdy nikt nie chciał nigdzie ze mną wyjść poza szkołą. Nawet jak się staram to każda moja relacja się kończy przeze mnie. Boję się związków, raz komuś zaufałam i zostałam sponiewierana gorzej niż moja matka mi to kiedykolwiek zrobiła. Wyznała mi miłość jako pierwsza osoba w życiu, nie słyszałam tego od nikogo, pocałowała mnie, wykorzystała mnie dla seksu, mimo że to był mój pierwszy raz, do którego bardzo przygotowywałam się emocjonalnie, a parę miesięcy później bez powodu kazała mi się wynosić. Później dowiedziałam się, że już przed stosunkiem ta osoba chciała się mnie pozbyć i znaleźć sobie kogoś innego. 
Moje życie to jest porażka i tragedia z każdej strony. Nic nie potrafię. Nic nie rozumiem. Mam 21 lat i nigdy sobie nie poradzę. Myślałam, że będzie ok i całe nastoletnie lata, które spędziłam sama w pokoju, próbując udawać, że wszystko ok i sama siebie oszukując, że jak tylko będę dorosła to wszystko się poprawi i z roku na rok wierząc, że będzie lepiej. Już wiem, że nigdy nie będzie lepiej i będzie tylko gorzej i szczerze myślę że powinnam po prostu była udławić się jak miałam te 7 lat i to, że moja matka uratowała mi życie jak już straciłam oddech to jakaś karma, którą teraz muszę spłacać przez to jak całe życie matka niszczyła mi je. Tak naprawdę nie powinnam się nigdy była urodzić, moja matka była w zagrożonej ciąży ze mną i to wszystko ma sens. Powinnam nie żyć i tak bardzo żałuję, że się urodziłam. Nie mogę sobie pomyśleć o dzieciństwie i nastoletnich latach bo wpadam w szał i dostaje ataków. Mam już dość, a nie mogę nic zrobić. Boję się zadzwonić do lekarza. Naprawdę nie mam już wyjścia. Czekam na zbawienie od losu i pomoc, mimo że wiem, że to jest bezsensowne, ale nie wiem co, naprawdę, mogę oprócz tego zrobić. Czekam na śmierć niszcząc sobie wątrobę alkoholem i energetykami na pusty żołądek, uderzając się w głowę z całej siły i stresem. Ciągle powtarzam pomocy w kółko, ale wiem, że ta pomoc nigdy nie nadejdzie. Jeśli nie ma się pieniędzy jest się mniej wartym niż najtańszy produkt w sklepie i nie ma się żadnego znaczenia. I każdy o tym wie, ale nikogo to nie obchodzi, dopóki to nie on. I nie mam nikogo, komu mogłabym cokolwiek napisać, powiedzieć, bo moja rodzina nie wierzy w choroby i problemy psychiczne tylko lenistwo, a moje internetowe znajomości nawet mnie nie znają i tak szczerze mają mnie gdzieś.

4 odpowiedzi
Jestem od zawsze przebodźcowana, zmęczona, występuje dysocjacja. Proszę o pomoc.
Witam, mam 30 lat, i czuję się nierealnie w moim ciele, jakbym nie mogła uwierzyć, że ja to ja ,i to takie mam ciało, (mam obrzydzenie) ale nikt o tym nie wie. Gdy patrzę w lustro nie poznaję siebie czasami i przyglądam się, robię sobie zdjęcia lub oglądam zdjęcia, aby uwierzyć, że ja tak wyglądam. Na pozór dobrze wyglądam, jak człowiek, ale nie mogę tego zaakceptować, denerwują mnie lustra i nagość. Dotyk, światło, dźwięki, wszystko mnie dobija. Chce mi się wtedy od przeładowania bodźcami krzyczeć i płakać. Muszę chodzić z zatyczkami w uszach na zewnątrz, bo w domu powiedzmy że kontroluję środowisko i dźwięki w miarę. Ubrania mi są niewygodne.. W ogóle dużo rzeczy zdaje się nie być logiczne. Chce mi się płakać, jak mam np. użyć coś a to nie działa, jak producent mówi i trzeba kombinować.. Nie wiem, co mi już jest. Tak mam od urodzenia, nie mogę przebywać z ludźmi długo, jestem tym zmęczona. Ogólnie nie mam znajomych, nie umiem trzymać relacji, nie chcę ich też, izoluję się. Myśli samobójcze się zdarzają, ale bym chciała żyć, tylko nie tak. Jestem zmęczona, wiecznymi bodźcami zwłaszcza, jestem tak przytłoczona momentami, że mogę tylko leżeć i spać Co robić?
3 odpowiedzi
Studia i praca - czuję, że jestem leniwa, nie wiem co robić, nie mam motywacji.
Skończyłam technikum i zaczęłam studiować i pracować, ale przez lenistwo praktycznie nic nie robiłam na studiach ,zaliczyłam może jeden przedmiot, wstyd mi, ale nie wiem jak zmotywować się do działania , normalnie ktoś by powiedział, że mi się za przeproszeniem w d..pie poprzewracało i że mam za dobrze, ale nie wiem co robić.
3 odpowiedzi
Depresja i nagłe stany lękowe - czy leki przestały działać?
Leczę się na depresję kilka lat ,leki działały i było dobrze ale od kilkunastu dni mam stany lękowe tak silne że tylko lorafen pozwala mi funkcjonować.czy leki już nie działają?
16 odpowiedzi
Witam, czy żeby zdiagnozować lub wykluczyć u siebie problemy psychiczne należy najpierw udać się na pierwszą wizytę do psychiatry, czy wystarczy wizyta u psychologa?
Witam, czy żeby zdiagnozować lub wykluczyć u siebie problemy psychiczne należy najpierw udać się na pierwszą wizytę do psychiatry, czy wystarczy wizyta u psychologa? Czym różni się wizyta u psychologa a u psychoterapeuty? Gdzie / do którego z tych specjalistów należałoby najrozsądniej się udać? - w przypadku: wieloletnich nawracających systematycznie bez powodów spadków nastroju (ogarniający smutek, płaczliwość, niechęć do wszystkiego) wieloletnich nawracających złości, zauważalny jest stan niestabilności emocjonalnej (radość-smutek-zlość) systematycznie na przestrzeni ok 2-tygodni. Jest to uciążliwe, niszczy relacje międzyludzkie i ogranicza rozwój, a nawet codzienne czynności i normalne funkcjonowanie. Drażliwość na uwagi, krytykę, uciekanie od problemów, brak zaufania, szybka irytacja, strach przed oszustwem i wykorzystaniem, prawdopodobnie obwinianie się o męczenie swoją osobą innych, brak lub niszczenie relacji społecznych przez zachowanie lub własną ucieczkę w strachu przed porażką, uciekanie w samotność, w której jest zbyt dużo myśli i analizy, i znowu nawracającego smutku i niechęci. Czy to wszystko wymaga zdiagnozowania przez psychiatrę choroby, czy wystarczy praca nad sobą z psychologiem?
1 odpowiedź

Materiały wspierające

Warto przeczytać

Sprawdź też

Ilustracja: Dwie osoby rozmawiają przez telefon z puszek

Umiejętności komunikacyjne – klucz do skutecznej komunikacji

Skuteczna komunikacja to klucz do sukcesu w życiu osobistym i zawodowym. W tym artykule przyjrzymy się bliżej temu, czym są umiejętności komunikacyjne, jaką rolę odgrywają w naszym życiu i jak możemy je rozwijać.